czy ojcowie mają jakieś prawa...?

IP: *.virnet.pl 28.02.04, 02:34
Krzysztof Auguściak samotnie wychowywał dziecko, jak stwierdzają w ośrodku
zdrowia a także sąsiedzi - wzorowo. Nagle, po 13 miesiącach dziecko zostaje
zabrane do domu dziecka. Bo - jak stwierdzają w domu dziecka - pobyt u ojca
zagraża życiu dziecka. Zaraz pierwszego dnia powiedziano w domu dziecka ojcu,
że dziecka już nigdy nie zobaczy...
www.tata.pl/zawszepo21.htm
    • Gość: Zły Wilk komentarz IP: *.virnet.pl 28.02.04, 20:21
      Od co najmniej 20 lat powszechnie wiadomo w tym kraju, że prawa ojca nic nie
      znaczą. Dzieci są własnością kobiet, jeśli nie matki, to babci, cioci, a nawet -
      zupełnie obcej kobiety. Ojcowie nie mają w praktyce żadnych praw Natomiast ich
      obowiązki sprowadzają się do płacenia alimentów.

      Feministki niekiedy słusznie apelują o większy udział ojców w wychowaniu
      dzieci. Werbalnie domagają się równouprawnienia, ale - akceptują dyskryminację
      męzczyzn w sądach rodzinnych. Tymczasem jedno powiązane jest z drugim. Jeśli
      młodzi mężczyźni obserwują, że wg sądów ich rola ojca po rozwodzie ogranicza
      się do płacenia alimentów, to trudno wymagać od nich, by później traktowali
      ojcostwo jako coś ważnego. Tak demoralizuje się nowe pokolenia mężczyzn.
      Oczywiście, cenę za to zapłacą kobiety i dzeci, bo mężczyźni najlepiej
      przystosują się do tej sytuacji.

      Pozdrawiam -
      • julla Re: komentarz 28.02.04, 20:40
        Wiesz, kobiety wiele lat walczyły o prawo głosu czy też samodzielnego
        dysponowania swoim majątkiem, a Ty byś chciał, żeby przemiany obyczajowe
        dotyczące mężczyzn zrobiły sie ot, tak same, od pstryknięcia palcami
        (a najlepiej to żeby feministki odwaliły całą czarną robotę)...
        a to trzeba się pohandryczyć i wysłuchać wielu wywodów o "naturalnym porządku"
        i kto do czego został stworzony,
        trzeba zapłacić frycowe
        ;)
        • efcia5 Re: komentarz 28.02.04, 21:04
          No właśnie, aż prosiło się żeby to napisać. Na tym forum ciągle ktos wyskakuje
          z tym "naturalnym powołaniem kobiety do opiekowania się dziećmi", wydaje mi się
          że Zły Wilk tez należy do tej grupy dyskutantów. Dlaczego więc szanowny pan Zły
          Wilk tak się oburza o to, że sędziowie, najwidoczniej prezentujący poglądy
          podobne do jego własnych, uważają że dzieckiem powinna się zajmowac kobieta?
          Przecież jest to własnie zgodne z osławionym "naturalnym porządkiem rzeczy"...?
          Zły Wilk i jego duchowi bracia powinni popierac takich sędziów i wychwalać ich
          pod niebiosa ;))
          pozdro ewa
          • zly_wilk Re: komentarz 29.02.04, 11:37
            efcia5 napisała:

            > No właśnie, aż prosiło się żeby to napisać. Na tym forum ciągle ktos
            wyskakuje
            > z tym "naturalnym powołaniem kobiety do opiekowania się dziećmi", wydaje mi
            się
            >
            > że Zły Wilk tez należy do tej grupy dyskutantów. Dlaczego więc szanowny pan
            Zły
            >
            > Wilk tak się oburza o to, że sędziowie, najwidoczniej prezentujący poglądy
            > podobne do jego własnych, uważają że dzieckiem powinna się zajmowac kobieta?
            > Przecież jest to własnie zgodne z osławionym "naturalnym porządkiem
            rzeczy"...?

            Jeśli chodzi o naturalny porządek rzeczy, to sto lat temu uważało się, że w
            przypadku rozstania małżonków kobieta nie jest w stanie samodzielnie wychować
            dzieci.

            Naturalny porządek rzeczy polega też na tym, że to rodzice są najbardziej
            powołani do opieki nad dzieckiem. Prakyka w sądach rodznnych pokazuje
            natomiast, że w przypadku rozwodu ojcec nie ma żadnych praw - dziecko może
            odebrać mu nie tylko była żona, ale także babcia dziecka, ciocia, a nawet -
            obca kobieta. Czy to też uważasz za "naturalny porządek rzeczy"?

            Może powinnaś kliknąć jednak w ten link, który podałem w pierwwzym poście i
            sprawdzić, o czym właściwie dyskutujemy?

            Pozdrawiam -
            • julla Re: komentarz 29.02.04, 12:18
              No i właśnie to straszna ironia losu, że niektóre sprawy wydające się
              oczywistymi, np. to, że w jakimś konkretnym przypadku ojciec może sie okazać
              lepszym rodzicem niż matka, dla niektórych ludzi sa absolutnie nie do
              zaakceptowania bo właśnie "naturalny porządek" zakłada, że lepsza w zajmowaniu
              dziećmi _zawsze i bez wyjątku_ jest kobieta, a mężczyzna się nie sprawdza.
              Gdybyś był kobietą zetknął byś się pewnie parę razy z takimi sytuacjami, że
              mężczyzna jest lepszy z samego faktu bycia mężczyzną, niejako z definicji bez
              wgłębiania sie w szczegóły...No i właśnie jak tu dyskutować z "naturalnym
              porządkiem"? Trzeba się pogodzić;)
            • efcia5 Re: komentarz 29.02.04, 12:21
              Mam na myśli ten fragment naturalnego porządku rzeczy który twierdzi, że to
              kobiety są z natury rzeczy powołane do opiekowania się dziećmi i mają do tego
              naturalne predyspozycje w odróżnieniu od mężczyzn, którzy takich predyspozycji
              podobno nie mają lub mają w znacznie mniejszym stopniu. Czy teraz wyraziłam się
              wystarczająco jasno? Jeżeli ktoś twierdzi, że naturalny podział ról w rodzinie
              powinien wyglądać tak, że to kobieta jako szczególnie predystynowana przez
              naturę rezygnuje z kariery zawodowej i poświęca się wychowywaniu dzieci, to ta
              sama osoba musi zgodzić się na to, że sędziowie _mogą_i_powinni_
              uprzywilejowywać kobiety w sprawach o przyznanie opieki nad dziećmi, ojcu
              dziecka zostawiając przyjemność płacenia alimentów (bo to podobno on ma
              predyspozycje do pracy zarobkowej których ona podobno nie ma)
              Nie można mówić, że kobieta ma jakiś specjalny, wyjątkowy dar od natury wtedy
              gdy wymaga się od niej poświęcenia własnych ambicji zawodowych dla dobra
              rodziny - i zapominać o tej jej wyjątkowości natychmiast gdy się chce jej
              odebrać dzieci i zmusić do płacenia mężowi alimentów (a dlaczego, przecież
              podobno kobiety nie mają predyspozycji do pracy innej niż zajmowanie się domem
              i dziećmi?). Feministki uważają, że mężczyzna ma dokładnie takie same
              umiejętności do opiekowania się dzieckiem (poza karmieniem piersią) jak kobieta
              i dlatego mają prawo domagać się pełnego równouprawnienia matek i ojców w
              sprawach o przyznanie praw rodzicielskich. Ci którzy przyznają kobiecie większe
              umiejętności i zdolności w dziedzinie opiekowania się dzieckiem muszą
              konsekwentnie pogodzić się z uprzywilejowaniem kobiet przez sądy rodzinne, gdyż
              jest ono logiczną konsekwencją ich własnego sposobu myślenia. Postępując
              inaczej wykazują się brakiem konsekwencji.
              Mam nadzieję, że teraz zrozumiałes o co mi chodzi.
              Pozdro ewa
              • Gość: sagan Re: komentarz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.04, 13:09
                dawno temu napisalam na forum dokladnie to samo...
                i znowu wychodzi brak konsekwencji...
                ... a Wilk chwali sie, ze jego swiatopoglad jest "moze niekompletny, ale spojny"...
                • julla Re: komentarz 29.02.04, 13:17
                  ...bo czasem trudno się pogodzić, że każdy kij ma dwa końce.
                • zly_wilk Re: komentarz 29.02.04, 14:31
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > dawno temu napisalam na forum dokladnie to samo...
                  > i znowu wychodzi brak konsekwencji...
                  > ... a Wilk chwali sie, ze jego swiatopoglad jest "moze niekompletny, ale
                  spojny

                  Dawno temu odpowiedziałem Ci na ten zarzut, szczegółowo i wyczerpująco...
                  Napisałem, że decydując się na przyznanie dziecka ojcu lub matce sąd powienien
                  wziąć pod uwagę kilka okoliczności także to, że kobiety są bardziej
                  predestynowane do opieki nad dzieckiem, zwłaszcza małym. Np. jeśli mowa o
                  niemowlątach, a kobieta karmi piersią, to zdecydowanie przemawia za nią.
                  Niemniej należy wziąć pod uwagę inne okoliczności - wiek dziecka, płeć (np.
                  nastletni chłopiec powinien trafić raczej pod opiekę ojca). Wreszcie trzeba
                  wziąć pod uwagę, że po rozwodzie kobieta będzie musiała pracować, by się
                  utrzymać, więc nie można liczyć na to, że będze miała dla dziecka tyle samo
                  czasu co matka niepracująca.

                  Jest też rzeczą oczywistą, że decydującą sprawą o przyznaniu opieki jest
                  pokrewieństwo z dzieckiem. Np. badania pokazują, że rodziny dzieci adoptowanych
                  wydają o 20% mniej na jedzenie. Dlaczego tak się dzieje? Bo mamy biologiczną
                  skłonność lepiej dbać o własne, biologiczne potomstwo, niż o cudze dzieci.

                  Nb. podziwiam Waszą umiejętność wekslowania dyskusji na boczne tory...
                  Czy uważasz, droga Sagan, że obca kobieta lepiej zaopiekuje się dzieckiem niż
                  biologiczny ojciec? Czy sąd w tej konkretnej sprawie postąpił słusznie?

                  Pozdrawiam -
                  • Gość: sagan Re: komentarz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.04, 15:40
                    uwazam, ze sady powinny postepowac *sprawiedliwe* i tak, aby bylo najlepiej dla
                    dziecka. uwazam, ze sad w *kazdej sytuacji* powinien rozpatrzyc sprawe
                    *indywidualnie*, konkretnie, patrzac tylko i wylacznie na to dziecko i na tych
                    rodzicow. ze powinien odrzucic uprzedzenia, stereotypy, "co kto robi na ogol
                    robi lepiej"; nie ma "na ogol" i "najczesciej", jest konkretna sprawa, ktora
                    trzeba sprawiedliwie rozpatrzyc. i zdarzc sie moze, ze sprawiedliwie bedzie
                    odebrac rodzicom prawa rodzicielskie i przyznac je obcej osobie. (NIE twierdze,
                    ze tak jest w sprawie, ktora podales, tam wyglada ewidentnie na zaklamanie i
                    niesprawiedliwosc).
                    uwazam, ze tak wlasnie powinno byc. nie tylko w sadach, ale w zyciu. ze powinno
                    sie do kazdej kobiety podchodzic indywidualnie (i sprawiedliwie), parzec jaka
                    jest, co potrafi, jakie ma zdolnosci i umiejectnosci, a nie klasyfikowac ja jako
                    kobiete, czyli przyszla matke, czyli kogos emocjonalnie niestabilnego, czyli
                    kogos, kto nie nadaje sie do robienia kariery itp itd.
                    piszecie (wydaje mi sie, ze to rowniez Twoja opinia), ze w stereotypach jest
                    prawda i ze ulatwiaja one zycie i myslenie...
                    ... no wlasnie, latwo jest "uwierzyc stereotypom", gdy chodzi o agresywne,
                    wlochate, niechciane feministki-potwory, ale gdy nagle jakis inny stereotyp
                    obraca sie przeciw nam samym, to zaczynamy krzyczec, ze trzeba na sprawe parzec
                    indywidualnie...
                    ... owszem, trzeba, ale na *kazda* sprawe, a nie tylko tam, gdzie nam sie
                    stereotyp "nie podoba".
                    w tym wlasnie widze zlo stereotypow - "ulawtwiaja myslenie", a czasem wrecz je
                    zastepuja... bez znaczenia jest, czy chodzi o stereotyp feministki, czy "matka
                    lepiej zajmie sie dzieckiem", zasada dzialania jest taka sama... rozpatruje sie
                    ludzi wlasnie przez pryzmat stereotypu, a nie ich konkretnych wartosci.

                    a jesli chodzi o "rozprawienie sie" z moimi "zarzutami". ja nie twierdze, ze nie
                    potrafisz mi "rozumowo" wytlumaczyc, ze matka jednak nie zawsze najlepiej nadaje
                    sie do opieki nad dzieckiem (bo sama o tym wiem). chodzi o fakt, ze te
                    tlumaczenia laczysz bez odrobiny niepewnosci z wypisywaniem, jaka to jest
                    naturalna rola kobiety i jak to kobiety sie realizuja w macierzynstwie. czyli z
                    jednej strony (gdy jest to Ci wygodne) "walczysz ze stereotypami", a z drugiej,
                    jak lew walczysz o to, by stereotypy utrzymac (gdy jest to Ci wygodne).

                    taka wlasnie jest cena "popierania stereotypow" - sa i takie, ktore i w nas
                    uderza, chocby mit o polaku-pijaku...
                    • zly_wilk Re: komentarz 29.02.04, 19:48
                      Gość portalu: sagan napisał(a):

                      > ze matka jednak nie zawsze najlepiej nadaje
                      > sie do opieki nad dzieckiem (bo sama o tym wiem). chodzi o fakt, ze te
                      > tlumaczenia laczysz bez odrobiny niepewnosci z wypisywaniem, jaka to jest
                      > naturalna rola kobiety i jak to kobiety sie realizuja w macierzynstwie. czyli
                      > z jednej strony (gdy jest to Ci wygodne) "walczysz ze stereotypami", a z
                      drugiej,
                      > jak lew walczysz o to, by stereotypy utrzymac (gdy jest to Ci wygodne).

                      Kobieta, której oddano dziecko, nie jest jego matką i stąd nie można o niej
                      powiedzeć, że "realizuje się w macierzyństwie". Jest dla dziecka obcą kobietą.
                      Szczerze mówiąc, nie znam stereotypu, który głosiłby, że obca kobieta jest
                      lepszą opiekunką dla dziecka niż ojciec. Może to jakiś nowy, feministyczny
                      stereotyp?

                      > taka wlasnie jest cena "popierania stereotypow" - sa i takie, ktore i w nas
                      > uderza, chocby mit o polaku-pijaku...

                      Tego nie rozumiem... Dlaczego ktoś inny ma zapłacić cenę za to, nawet jeśli ja
                      uznaję, iż wielu stereotypach jest ziarno prawdy? Co Ci zawiniło tamto dziecko
                      i jego ojciec? Czy chcesz powiedzieć, że ono i on ponieśli słuszną karę za
                      poglądy głoszone przeze mnie tym forum? Nb. przypominam po raz kolejny, że
                      nigdy nie głosiłem poglądu, iż obca kobieta jest lepsza niż rodzony ojciec.

                      Zastanawia mnie też Twoja dwuznaczna postawa...
                      Jeśli Ty jesteś przeciwniczką stereotypów, dlaczego tak chętnie godzisz się z
                      tym, że jakiś mężczyzna i jego dziecko ma zapłacić za to jakąś cenę? Gdyby
                      chodziło o kobietę, "płacącą cenę za istnienie stereotypów", byłabyś oburzona,
                      a gdy chodzi o mężczyznę - to "niech płaci cenę za istnienie stereotypu"?
                      Krzywda męzczyzny ma dla Ciebie mniejsze znaczenie niż krzyda kobiety?

                      Pozdrawiam -
                      • Gość: sagan Re: komentarz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.04, 20:39
                        zly_wilk napisał:


                        > Kobieta, której oddano dziecko, nie jest jego matką i stąd nie można o niej
                        > powiedzeć, że "realizuje się w macierzyństwie". Jest dla dziecka obcą kobietą.
                        > Szczerze mówiąc, nie znam stereotypu, który głosiłby, że obca kobieta jest
                        > lepszą opiekunką dla dziecka niż ojciec. Może to jakiś nowy, feministyczny
                        > stereotyp?

                        nie interesuja mnie "feministyczne stereotypy".
                        i pisalam w oderwaniu od tamtej sprawy, w sprawie stereotypow w ogole.
                        jest stereotyp, ze "mezczyzna do nianczenia dzieci sie nie nadaja" (z podtekstem
                        w domysle - nadaje sie do "wznioslejszych rzeczy"). jesli tak, to ktos moze
                        (jesli pozwala stereotypom za bardzo "pomagac sobie w zyciu") dojsc do wniosku,
                        ze skoro mezczyzni sie nie nadaja, to trzeba im dzieci zabierac...
                        a w tej konkretnej sprawie, nie mam pojecia, jak przebiegalo argumentowanie i
                        *dlaczego* uparto sie, aby ojcu dziecko odebrac?? wyglada to dziwnie, jak jakas
                        zemsta, czy robienie kariery na czyims cierpieniu (jesli oczywiscie nie jest
                        prawda, ze on sie w ogole nie umial dzieckiem zajac)


                        > Tego nie rozumiem... Dlaczego ktoś inny ma zapłacić cenę za to, nawet jeśli ja
                        > uznaję, iż wielu stereotypach jest ziarno prawdy?

                        ktos placi cene nie dlatego, ze TY wierzysz w jakis tam konkretny stereotyp, ale
                        dlatego, ze spoleczenstwo wierzy, ze stereotypy sa prawdziwe. i kazdy z osobna
                        okresla sobie te, ktore sla niego maja ziarno prawdy; w oczach spoleczenstwa,
                        generalnie stereotypy sa prawdziwe i czesto zdarza sie, ze ludzie, konkretni,
                        zywi i namacalni przez to cierpia. nie twierdze, ze to jest dobre, sprawiedliwe,
                        porzadane. po prostu tak jest i trzeba z tym walczyc. wg mnie, walczac ze
                        stereotypami w ogole (a przynajmniej z traktowaniem ich jako glownego
                        wyznacznika w zyciu), walczy sie wlasnie z takimi sytuacjami.
                        co mnie zastanawia, to fakt, ze Ty tak ochoczo podtrzymujesz stereotypy, ktore
                        Tobie wydaja sie prawdziwe i oburzasz sie na fakt, ze inne stereotypy (w tym
                        przpadku "wykorzstane" przez sad) krzywdza ludzi. stereotypy, ktore Ty
                        "popierasz" tez krzywdza ludzi, pomyslales o tym? nie chodzi mi tutaj o ta
                        konkretna sprawe, ale o sprzecznosc w Twoim pogladach na stereotypy.


                        > Co Ci zawiniło tamto dziecko
                        > i jego ojciec? Czy chcesz powiedzieć, że ono i on ponieśli słuszną karę za
                        > poglądy głoszone przeze mnie tym forum?

                        czy ja gdzies cos takiego napisalam??? jak to "ladnie" gdzies komus napisales,
                        zgodnie z tradycja tego forum udowodnij, ze cos takiego napisalam, a jesli nie
                        potrafisz - odszczekaj...
                        napisalam wylacznie, ze "kij ma dwa konce", uwazajac, ze stereotypy sa
                        prawdziwe, powinienes jednoczesnie zrozumiec, ze moga czasem zadzialac nie po
                        twojej mysli. wg mnie, mowienie "jedne stereotypy sa dobre, inne zle" to
                        wykrecanie kota ogonem, bo kto niby ma ustalac, ktore sa prawdziwe, a ktore
                        nie??? za konsekwentne uwazam podejscie "precz ze stereotypami (wszystkimi)"
                        albo "wszystkie stereotypy maja w sobie ziarno prawdy, a nie tylko te, ktore ja
                        uwazam za zasadne".
                        w ogole nie laczylam (za co mnie "napomniales") moich wywodow z ta konkretna
                        sprawa i z tym konkretnym dzieckiem.

                        > Nb. przypominam po raz kolejny, że
                        > nigdy nie głosiłem poglądu, iż obca kobieta jest lepsza niż rodzony ojciec.

                        ale glosiles, o ile pamietam, poglad, ze kazda (czy prawie kazda, oprocz
                        feministki...) kobieta ma instynkt macierzynski (ktory polega na umiejetnosci
                        opiekowania sie dzieckiem), a mezczyzna takowego nie ma. skoro tak, to moze sie
                        wydawac "logiczne" rozumowanie, ze skoro rodzony ojciec nie potrafi zaopiekowac
                        sie dzieckiem (a tego niby probowano dowiesc w sadzie), to, skoro kobiety
                        instynktowna umiejetnosc opiekowania sie dziecmi maja, moze byc i tak, ze obca
                        kobieta "instynktownie" zaopiekuje sie lepiej.
                        dodam tylko, ze wg mnie w tamtej sprawie najwazniejsze jest to, czy ojciec
                        potrafil sie swoim synem zaopiekowac, czy nie. jesli tak - rozpedzic bande
                        glupcow w sadzie na cztery wiatry i oddac dziecko tacie. jesli nie potrafil -
                        czy dziwi Cie, ze mu dziecko zabrano? wiem, ze Ty wierzysz, iz on dzieckiem sie
                        dobrze zajmowal (z dowodow na stronie wynika, ze tak bylo), ale powiedz
                        szczerze, czy jesli by sie okazalo, ze on nie potrafil sie zaopiekowac
                        dzieckiem, to nadal obstawalbys, ze lepiej zostawic mu dziecko, nie oddac obcej
                        osobie, ktora (jak mam nadzieje sa ustali na poczatek) potrafi sie nim zajac?
                        powiedzmy, ze nie rozmawiamy o tej konkretnej sprawie, ale generalnie?

                        > Zastanawia mnie też Twoja dwuznaczna postawa...
                        > Jeśli Ty jesteś przeciwniczką stereotypów, dlaczego tak chętnie godzisz się z
                        > tym, że jakiś mężczyzna i jego dziecko ma zapłacić za to jakąś cenę? Gdyby
                        > chodziło o kobietę, "płacącą cenę za istnienie stereotypów", byłabyś oburzona,
                        > a gdy chodzi o mężczyznę - to "niech płaci cenę za istnienie stereotypu"?
                        > Krzywda męzczyzny ma dla Ciebie mniejsze znaczenie niż krzyda kobiety?

                        a gdziez ja to wszystko napisalam??? Maciej, zlituj sie, nawet nie bede prosic o
                        udowodnienie lub odszczekanie, bo musialbys sie produkowac przez dluuuugi czas...
                        przeciez napisalam wyraznie (i nie jeden raz), ze uwazam stereotypy generalnie
                        za zle i wierze iz moga krzywdzic ludzi. probowalam Ci jedynie wytlumaczyc
                        mechanizm, ktory sprawia, ze stereotypy sa grozne. wcale mi sie nie podoba, ze
                        ktos placi cene "za stereotypy", czy to jest kobieta, czy mezczyzna. wyjasnianie
                        mechanizmow nie oznacza ich akceptacji. a jak mozna z tym walczyc?...
                        ... ano walczac ze stereotypami. wszytkimi.
                        czego, zdaje mi sie, Ty nie chcesz zaakceptowac, bo przeciez stereotypy
                        (niektore...) maja ziarno prawdy...
                        • Gość: ala Re: komentarz IP: *.acn.waw.pl 01.03.04, 13:25
                          Nie każda kobieta ma instynkt macierzyński, i nie można tego od nich wymagać.
                          Jednak oczywiście w normalnych warunkach kobieta ma większe szanse na
                          nawiązanie więzi emocjonalnej z dzieckiem chociazby przez fakt karmienia
                          piersią (jesli oczywiście ma to miejsce). Psychologia wyraźnie mówi, że do ok.
                          trzeciego roku życia światem dziecka jest matka, jeśli jej nie ma to najlepiej
                          sprawdza się po prostu kobieta. chodzi chyba o różnice w bodźcach, których
                          dostarcza kobieta i mężczyzna. dziecko instynktownie kiedy jest jeszcze
                          bezbronne poszukuje ciepłego głosu, miłej w dotyku skóry itd. Ojcowie wkraczają
                          w psychikę maluchów dopiero w ok. 3- 4 roku życia, kiedy dziecko zaczyna
                          poszukiwać swojego miejsca na świecie i ten świat poznawać. Jest czysta
                          biologia (psychologia również się na niej opiera). Jednak w sytuacji, kiedy
                          matki nie ma, bądź nie chce opiekować siędzieckiem jest dla mnie
                          niedopuszczalne oddawanie dziecka "z rozdania" innej kobiecie a nie ojcu
                          (zakładamy, że z ojcem jest wszystko ok i wywiązuje się z rodzicielskich
                          obowiązków). Niestety faktycznie jest to powszechna praktyka sądów rodzinnych.
                          Niedługo będę świadkiem na takiej rozprawie. Rzecz dotyczy 6-letniego chłopca,
                          który był tak naprawdę wychowywany do tej pory przez ojca. Matka "nagle" sobie
                          przypomniała o istnieniu dziecka. Chłopak chce zostać z ojcem, ale jest za mały
                          żeby jego zdanie było brane na poważnie, a opinia biegłych nie jest
                          jednoznaczna. Moja rola jako świadka ogranicza się do potwierdzenia faktu, że
                          matka syna nie wychowywała, w dużej mierze z nim nie mieszkała (wyjeżdzała za
                          innym "ukochanym" za granicę na trzy lata z przerwami).
                          Najgorsze jest to, że stereotypy biorą górę nie tylko w przypadku sądu, ale
                          również wszystkich znajomych i w rodzinie. Nagle wszyscy mówią, że trzeba matce
                          dać szansę itd. Jak na razie jestem jedyną osoba, która zgodziła się występować
                          przed sądem i mówić prawdę bez osądzania. A cała reszta mówi "bo matka to
                          jednak matka". Przeraża mnie to.
                          • zly_wilk dziękuję 01.03.04, 21:37
                            Dziękuję Ci za ten post. Całe szczęście, że na świecie są takie kobiety jak Ty -
                            to dzięki Wam świat jest takim pieknym miejscem.

                            Pozdrawiam -
                  • sagan2 Re: komentarz 29.02.04, 16:10
                    zly_wilk napisał:


                    > Nb. podziwiam Waszą umiejętność wekslowania dyskusji na boczne tory...

                    rozumiem, ze "podziwiaqsz" rowniez umiejetnosc Tad?...
                    dlaczego na niego nie "krzyczysz", ze "weksluje dyskusje na boczne tory"...
                    dlaczego jemu nie zadajesz ponizszych pytan?... gdziesz Twoja legendarna
                    spojnosc?...

                    > Czy uważasz, droga Sagan, że obca kobieta lepiej zaopiekuje się dzieckiem niż
                    > biologiczny ojciec?

                    uwazam, drogi Wilku, ze owszem, moze sie tak zdarzyc, ze obca kobieta lepiej
                    zaopiekuje sie dzieckiem niz biologiczny ojciec. podac Ci przyklady, czy nie
                    musze?...

                    > Czy sąd w tej konkretnej sprawie postąpił słusznie?

                    a skad ja mam wiedziec? jesli to, co napisano na stronie, ktora podales, jest
                    prawda, to mysle, ze nie, sad nie postapil slusznie. czy to co tam napisano jest
                    "prawda, tylko prawda i cala prawda"? nie wiem, bo nie mam mozliwosci wiedziec.
                    cchcesz, abym ferowala wyroki nie zapoznawszy sie nawet z "tlumaczeniem" strony
                    przeciwnej?...
                    • zly_wilk Re: komentarz 29.02.04, 19:52
                      sagan2 napisała:

                      > chcesz, abym ferowala wyroki nie zapoznawszy sie nawet z "tlumaczeniem" strony
                      > przeciwnej?...

                      "Wyroków" nie ferujesz, bo nie jesteś sędziną, możesz natomiast wygłosić swoją
                      opinię. Jak dotąd nikomu na forum (i Tobie również) nie przeszkadzał wyrażać
                      swojej opinii w róznych sprawach brak możliwości zapoznania się z tłumaczeniem
                      strony przeciwnej. Nb. właściwie już to zrobiłaś w poprzednim poście:

                      "(NIE twierdze, ze tak jest w sprawie, ktora podales, tam wyglada ewidentnie na
                      zaklamanie i niesprawiedliwosc)."

                      Pozdrawiam -
                      • Gość: sagan Re: komentarz IP: *.dip0.t-ipconnect.de 29.02.04, 21:00
                        owszem wyrazilam swoja opinie, JESLI informacje podane na stronie sa prawdziwe.
                        nie mam za bardzo mozliwosci sprawdzenia, czy sa prawdziwe.
                        jesli to prawda, to sytuacja bez dwoch zdan jest oburzajaca, chyba kazdy tak
                        uwaia, o czym tu dyskutowac??? moze wlasnie o tym, co doprowadza do takich
                        sytuscji?... do tego nie jest potrzebna wiedza, czy ta konkretna sprawa to
                        prawda, czy nie, jest wystarczajaco duzo prawdziwych dookola :(

                        PS. czy juz napomniales Tada, ze nie dyskutuje na temat? licze na Ciebie,
                        subiektywny strazniku moralnosci...
              • Gość: kubel Re: komentarz IP: *.dialup.mindspring.com 29.02.04, 13:47

                > i dziećmi?). Feministki uważają, że mężczyzna ma dokładnie takie same
                > umiejętności do opiekowania się dzieckiem (poza karmieniem piersią) jak
                kobieta

                Kobiety maja generalnie wieksze umiejetnosci do opiekowania sie potomstwem niz
                mezczyzni(w Naturze sa na to dowody). Sad natomiast, jest od tego, aby
                rozpatzyl obiektywnie sprawe, nie ogladajac sie na plec.Jezeli sad kieruje sie
                przesadami,to znaczy, ze nie jest niezalezny, nalezy zmienic sad.
              • tad9 Re: komentarz 29.02.04, 14:55
                efcia5 napisała:

                > Mam na myśli ten fragment naturalnego porządku rzeczy który twierdzi, że to
                > kobiety są z natury rzeczy powołane do opiekowania się dziećmi i mają do tego
                > naturalne predyspozycje w odróżnieniu od mężczyzn, którzy takich
                predyspozycji
                > podobno nie mają lub mają w znacznie mniejszym stopniu.

                Nie "podobno" lecz z pewnością. Kobieta jest "nastawiona na dziecko" w stopniu
                nieporównanie większym niż mężczyzna. Biologii nie zakrzyszczysz propagandą
                feministyczną!
                • Gość: m Re: komentarz IP: 217.153.179.* 01.03.04, 21:28
                  a na stronie "tata" twierdza ze przyczyna problemom sadow rodzinnych jest
                  nadreprezentatywnosc sedziow-kobiet. a tu widzimy ze tam po prostu rzadzi
                  tadologia.
    • Gość: sędzia kalosz Re: czy ojcowie mają jakieś prawa...? IP: *.pl 29.02.04, 15:29
      Naturalna kolej rzeczy jest taka, że meżczyźni mają prawa a kobiety obowiązki,
      a tu takie świętokractwo!
      • Gość: ala Re: czy ojcowie mają jakieś prawa...? IP: *.acn.waw.pl 03.03.04, 12:17
        A mojego partnera, który jest ojcem mojego dziecka, dotknęła właśnie
        dyskryminacja! Jestem na to uczulona, bo jak napisałam wcześniej właśnie
        uczestniczę w sprawie kolegi o przyznanie opieki nad dzieckiem (stoję po jego
        stronie, bo uważam, że w tej konkretnej sytuacji to ojciec powinien zajmować
        się małym), ale nie sądziłam, że zetknę sięz takim problemem osobiście. Rzecz
        nie jest na szczęście dramatyczna, ale: nie jesteśmy małżeństwem, więc do tej
        pory jako "samotna" matka tak własnie musiałam przedstawiać się w Urzędzie
        skarbowym przy rocznych rozliczeniach. W ubiegłym roku nasza sytuacja zmieniła
        się o tyle, że przestałam pracować i cały ciężar utrzymania domu (w tym przede
        wszystkim dziecka) spoczywa na barkach mojego partnera. On chciał w tym roku
        rozliczyć się tak ja ja do tej pory. własnie dostałam telefon od księgowej,
        która sprawdzała czy jest taka możliwość. Otóż, żeby ojciec dziecka spoza
        małżęństwa mógł rozliczać się razem z dzieckiem (nie ma innej rodziny na
        utrzymaniu,) musiałby mieć SĄDOWNIE przyznaną opiekę nad tym dzieckiem. Nie
        wystarczyłoby, że np. złożymy jakieś oświadczenia w Urzędzie Skarbowym, nie,
        musielibyśmy mieć normalną sprawę w sądzie rodzinnym!!!! Rozumiem, że chodzi o
        ograniczenie nadużyć (w tym roku roliczam się bo akurat więcej zarobiłem, a w
        następnym ty, bo akurat ty więcej miałeś dochodów), ale przecież można
        wypracować na to inne sposoby. Tak czy inaczej, mi chodzi o to, że w związkach
        pozamałżeńskich dziecko AUTOMATYCZNIE jest przypisane matce (nikt nas przy
        rejestracji dziecka w USC nie pytał pod czyją będzie opieką, ani przy
        meldowaniu małego, nigdzie nie podjęto tej kwestii, w żadnym urzędzie!!!). To
        jest jawna dyskryminacja ojców od początków ich ojcostwa! Jako matka i kobieta
        nie zgadzam się z tym!
        • Gość: ala Re: czy ojcowie mają jakieś prawa...? IP: *.acn.waw.pl 03.03.04, 12:20
          ktoś może mi zarzucić, że to my chcielismy popełnić takie nadużycie, ale:
          dziecko faktycznie pozostaje na wyłacznym utrzymaniu ojca, nie widzę powodu dla
          których miałby się z nim nie rozliczać, ja jako "samotna" matka miałam
          obowiązek rozliczania się z dzieckiem i też nikt nie wnikał czy faktycznie w
          wychowanie i utrzymanie syna nikt mi nie pomagał (a mieszkamy razem, tworzymy
          niezalegalizowaną rodzinę)
          • zly_wilk Re: czy ojcowie mają jakieś prawa...? 03.03.04, 19:25
            No tak, ale taka dyskryminacja feministkom nie przeszkadza. Istniej wprawdzie
            urząd ds. równości Jarugi, ale, wbrew swojej nazwie nie zajmuje się
            wprowadzaniem rzeczywistego równouprawnienia. Jeśli Jarudze przeszkadza jakaś
            dyskryminacja, to tylko wtedy, gdy dotyczy kobiet, lub mniejszości seksualnych.
            Biały, heteroseksualny mężczyzna to jej główny wróg.

            Pozdrawiam -
            • anek.anek Re: czy ojcowie mają jakieś prawa...? 04.03.04, 12:32
              Ja chyba faktycznie nie jestem prawdziwą feministką? Dla mnie feminizm =
              równouprawnienie na miarę możliwości obydwu płcii szczerze mówiąc nigdy nawet
              nie zajrzałam do np.Kopalińskiego żeby sprawdzić prawdziwe, słownikowe
              znaczenie tego słowa.
    • Gość: doku Jakiś absurdalny bełkot IP: 81.18.216.* 03.03.04, 20:49
      Nie napisali skąd się wzięło zainteresowanie władz tą rodziną, skąd nadzór
      kuratora sądowego ... Artykuł wygląda jak napisany na ciężkim kacu przez
      jakiegoś damskiego boksera
Pełna wersja