margot_may
18.05.10, 02:28
"Katastrofy
ekologicznej w
Zatoce Meksykańskiej prawdopodobnie można było uniknąć, wydając 500 tys.
dol. na dodatkowy zawór bezpieczeństwa, na którym koncern BP zaoszczędził.
Przy aprobacie amerykańskich władz"
A tu najciekawsze:
"W końcu, dlaczego platforma nie była zaopatrzona w dodatkowy system
bezpieczeństwa, zawór uruchamiany zdalnie – zabezpieczenia takie stosowane są
obligatoryjnie na platformach norweskich i brazylijskich?
To techniczne pozornie pytanie otwiera polityczną puszkę Pandory. Okazuje się,
że amerykańskie platformy wydobywcze także miały być wyposażone w takie
zawory. W 2003 r. wspomniana Minerals Management Service uznała jednak, że są
one zbyt kosztowne, a praktycznie nie zwiększają bezpieczeństwa eksploatacji i
wydała negatywną rekomendację. W 2008 r. wyszło na jaw, że MMS była
organizacją na wskroś skorumpowaną i działała bardziej w interesie przemysłu
naftowego niż państwa. Lista zarzutów wobec urzędników MMS nie ograniczała się
jedynie do brania łapówek. Śledztwo, szeroko relacjonowane m.in. w „The New
York Timesie”, ujawniło, że stałym elementem współpracy MMS z koncernami
naftowymi były spotkania, podczas których urzędnicy państwowi raczyli się
narkotykami i korzystali z usług seksualnych sponsorowanych przez szczodrych
nafciarzy."
Kto zapłaci rachunek za ekologiczną i gospodarczą katastrofę płd-wsch stanów
USA? Może tych paru facetów, którzy sobie pociupciali i pudrowali noski...?
Wątpię.