Kobiety, kobiety...

IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 06.03.04, 19:48
Żeby nie komplikować:
Może byśmy tak wyjaśnili sobie, jaki, bez względu na stosunek do feminizmu
(instytucjonalnego i „oddolnego”), jest nasz stosunek do kobiet. I dotyczy to
zarówno mężczyzn, jak i kobiet.
Na tym forum spotkałem się z sądami, że np. konserwatyści są do kobiet
nastawieni negatywnie. A ja, jako konserwatysta, mam dla kobiet szacunek
ogromny.
A wy?
P.
    • Gość: warszawiak Re: Kobiety, kobiety... IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 20:24
      Kobiety bardziej dbają o siebie od mężczyzn i chyba częściej się myją. Mam
      wrażenie, że generalnie są inteligentniejsze. wiele psiapsiółek, ale w sytuacji
      konfliktu interesów nierzadkLubią manipulować mężczyznami, boją się przemocy
      fizycznej, same bez ogródek stosują przemoc psychiczną. Mają o okazują się
      nielojalne. W sumie rozsądny mężczyzna powinien trzymać się od nich z daleka.
      Ale który mężczyzna jest rozsądny;)
      • Gość: warszawiak nie czytajcie poprzedniego postu:) IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 20:33
        Kobiety bardziej dbają o siebie od mężczyzn i chyba częściej się myją. Mam
        wrażenie, że generalnie są inteligentniejsze. Mają wiele psiapsiółek, ale w
        sytuacji konfliktu nierzadko okazują się nielojalne. Lubią manipulować
        mężczyznami, boją się przemocy fizycznej, same bez ogródek stosują przemoc
        psychiczną. W sumie rozsądny mężczyzna powinien trzymać się od nich z daleka.
        Ale który mężczyzna jest rozsądny;)
        • Gość: Piter Re: nie czytajcie poprzedniego postu:) IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 07.03.04, 00:42
          Chodziło mi o sprawy bardziej ogólne. Np. o to, że sznujemy je dlatego, że są
          kobietami. Że przepuszczamy je w drzwiach, bo są delikatniejsze. Że kochamy je
          za to, że rodzą nam dzieci. Że są delikatne, ciepłe i opiekuńcze, czgo samcom
          potrzeba i za co chcą odpłacać im tym, czym mogą.
          Oczywiście piszę o szczerym podejściu do sprawy.
          P.
          • Gość: warszawiak Re: nie czytajcie poprzedniego postu:) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.03.04, 10:18
            Tak ogólnie to szanuję każdego, chyba że jest naprawdę ewidentną szują
            szkodzącą wszystkiemu co żyje. Nie moją rzeczą jest delikatność, ciepło i
            opiekuńczość innych. Człowiek ma prawo być takim, jakim chce albo musi być -
            pod warunkiem, że nie łamie zasad współżycia.
            Napisałem, jak postrzegam kobiety, bo to określa, w jakimś stopniu, mój
            osobisty do nich stosunek. Zresztą w praktyce okazuje się, że wiele kobiet
            przejawia cechy postrzegane przeze mnie jako męskie, a mężczyźni wykazują
            daleko posuniętą zniewieściałość (może niewiastami są od urodzenia).
            I na koniec: kobiety jako kobiety lubię za ich piersi, pupy, nogi i ogólnie za
            całokształt;)
            • Gość: Piter Re: nie czytajcie poprzedniego postu:) IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 07.03.04, 10:57
              Szczególnie ten "całokształt" jest apetyczny!
              P.
          • Gość: kohol Re: nie czytajcie poprzedniego postu:) IP: *.crowley.pl 08.03.04, 12:10
            Gość portalu: Piter napisał(a):

            > Że kochamy je
            > za to, że rodzą nam dzieci.

            Na szczęście nie za to jestem kochana.
            I jeszcze chwila - że niby komu kobiety rodzą dzieci?
            • Gość: Piter Re: nie czytajcie poprzedniego postu:) IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 09.03.04, 01:08
              Nam, czyli kobietom i mężczyznom. Rodzinom. Nam i wam. Nic tu z "męskiego
              szowinizmu". Tylko szacunek i miłość.
              P.
    • Gość: BRvUngern-Sternber To chyba oczywiste... IP: *.bg.am.lodz.pl 09.03.04, 16:24
      Przeciez wyraznie widac ze najwieksza nienawisc do kobiet zywi feministwo.Ilez
      obelg zniewag atakow spotyka tzw.,,gospodynie domowe'' jak one to ladnie
      nazywaja ,,kury domowe''.Chocby manifa gdzie feminizm przebrany w jakies brudne
      lachy niby to nasladowal ,,kury domowe'' aby je osmieszyc.Ale nie
      tylko ,,kury''.Feministki sa agresywne tez wobec kobiet dbajacych o swoj
      wyglad.Co widac bylo po transparentach i okrzykach.Wg nich kobiety nie powinny
      myslec o kosmetykach higienie itp.bzdurach.Czyli powinny chodzic w mundurkach
      nie umyte nie uczesane jednym slowem-naturalne jak feministki.To obrzydliwosc.
      Jaki jest moj stosunek do kobiet.Normalny czyli podwojny do kobiet jako do
      kobiet i do konkretnej kobiety pojedynczo.Kobiety jako plec maja swoja nature i
      do tego stosownie postepujemy.Oprocz tego kazda kobieta rozni sie od innych i
      tez stosownie do tego postepujemy.Bez zadnego kolektywizmu jak w feminizmie.Co
      sie bede rozpisywal to nie forum kobieta...
      • Gość: Piter Re: To chyba oczywiste... IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 09.03.04, 18:06
        A ja tam czasem zamieniam się ze swoją kobietą na role. Ot, czasem ja
        zostaję "kurą dpmową" i np. prócz gotowania zajmuję się dziećmi. Ale z własnej
        woli, nie pod presją feministek, ktore za wszelką cenę chcą nas (baby i
        chłopów) skłócić.
        Precz z nimi!
        P.
        • Gość: hot_dog Re: To chyba oczywiste... IP: *.crowley.pl 09.03.04, 18:54
          To ja sie pytam,co robisz na tym forum??Zwalczasz feminizm pisując posty?
          P.S. A przy okazji, co to według Ciebie jest "konserwatysta"??
          • Gość: Piter Re: To chyba oczywiste... IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 09.03.04, 19:01
            Na forum pisuję. Postuję.
            A konserwatysta, to ktoś, kto ma przyzwoite podejście do przeszości,
            teraźniejszości i przyszłości. Masz mi za złe moje podejście do rodziny, żony i
            dzieci? Ech, walczyć z nimi nie myslę...
            Powtarzam - przyzwoite. Nie mieści ci się to w głowie? Smutne to.
            P.
            • Gość: hot_dog Re: To chyba oczywiste... IP: *.crowley.pl 09.03.04, 19:10
              Nie wiem dlaczego imputujesz mi, ze mam Ci za złe twoje podejscie do rodziny?
              Dlatego,że zapytałam, co w twoim pojęciu oznacza "konserwatysta"?Spytałam, bo
              często różne rozumienie pojęć może niepotrzebnie prowadzić do zbytecznych
              polemik.
              Według mnie, to co nazwałeś "koserwatysta", ja określiłabym raczej
              mianem "tradycjonalista".
              Poza tym konserwatyzm, szeroko pojęty dotyczyć może różnych sfer życia,nie
              tylko rodzinnego,społecznego,politycznego, także nauki itp.Wtedy niestety, nie
              jest on chyba tak do końca pożądany,nieprawdaż??
              • Gość: Piter Re: To chyba oczywiste... IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 09.03.04, 19:17
                Konserwatyzm nie jest stałym zestawieniem poglądów. To nie ideologia, to
                podejście do życia i świata. Konserwatyzm w moim rozumieniu jest miedzy innymi
                miłością do rodziny - i kobiet (a raczej tej jednej) rzecz jasna. A jeżeli moje
                podejście jest miast konserwatywnego tradycjonalistyczne - to co?
                Jak byś mię nie nazwała, będę taki sam jaki jestem.
                P.
                • Gość: sagan Re: To chyba oczywiste... IP: *.desy.de 10.03.04, 11:46
                  oczywiscie, ze zmiana nazwy Ciebie nie zmieni.

                  ja rowniez kocham moja rodzine i mojego mezczyzne. a konserwatystka nie jestem.
                  wiec jak to jest?
                  • Gość: barbinator definicja konserwatyzmu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.04, 12:17
                    Niżej wklejam encyklopedyczną definicję konserwatyzmu.
                    Do Pitera: od dłuższego czasu popełniasz dwa błędy w odniesieniu do
                    konserwatyzmu. Po pierwsze uparcie twierdzisz, że nie jest on ideologią. Po
                    drugie wielokrotnie pisałes, że głównym wyznacznikiem konserwatyzmu jest
                    dążenie do wolności - nawet pisanej z dużej litery, aby jak sądzę podkreślić
                    twój wyjątkowy szacunek do tego pojęcia. Otóż, nic bardziej mylnego. Nawet
                    czekałam aż forumowi konserwatyści jakoś się do tego odniosą, ale widać zadnemu
                    się nie chciało.
                    A to jest definicja:

                    Konserwatyzm (z łaciny conservare – zachowywać, dochować zmian), ideologia
                    głosząca potrzebę obrony istniejącego porządku społeczno-gospodarczego oraz
                    zachowania i umocnienia takich tradycyjnych wartości, jak religia, naród,
                    państwo, rodzina, hierarchia, autorytet, własność prywatna. Konserwatyzm
                    zrodził się na przełomie XVIII i XIX w., był próbą przeciwstawienia się
                    racjonalistycznej myśli oświeceniowej. Za jego twórcę uważany jest E. Burke
                    (1729–97). Pojęcie rozpowszechnione zostało przez R. de Chateaubrianda (1768–
                    1848), który wydawał pismo Konserwatysta.

                    Podstawą konserwatyzmu jest przekonanie, że natura ludzka jest niedoskonała,
                    stąd ma skłonność do czynienia zła i anarchii. Skłonności te człowiek może
                    przezwyciężyć poszukiwaniem wskazówek dla swej aktywności w religii, która jest
                    podstawą ładu moralnego. Przestrzeganie jej zasad gwarantuje bowiem stabilność
                    społeczną. Według konserwatyzmu wspólnota jest nadrzędna wobec jednostki, samo
                    zaś społeczeństwo jest ze swej natury spójną całością, opartą na tradycji i
                    ciągłości historycznej.

                    Konserwatyści, przeciwstawiając się egalitaryzmowi podkreślali, że podstawą
                    ładu jest hierarchiczny układ społeczny, własność prywatna i silna władza
                    państwowa. Stąd też krytycznie odnosili się do rewolucji i wszelkich
                    gwałtownych zmian. Dopuszczali jedynie takie przeobrażenia, które są efektem
                    naturalnego procesu zdobywania doświadczeń (ewolucja). Współcześni
                    konserwatyści, wprawdzie akceptują system parlamentarno-demokratyczny, jednak
                    nadal podkreślają swoje przywiązanie do tradycyjnego, elitarnego układu
                    społeczeństwa. W kwestiach gospodarczych, wychodząc z klasycznego liberalizmu,
                    opowiadają się za gospodarką rynkową opartą na prywatnej własności i wolnej
                    konkurencji. Uważają też, że przy zachowaniu tradycyjnych wartości moralnych,
                    do których obrony zobowiązane jest państwo, należy ograniczyć jego funkcje do
                    niezbędnego minimum.

                    Przykładem tak pojmowanego konserwatyzmu był program ekonomiczny M. Thatcher w
                    Wielkiej Brytanii, efektem którego było ograniczenie budownictwa socjalnego,
                    przeprowadzenie reprywatyzacji wcześniej znacjonalizowanych przedsiębiorstw,
                    zniesienie wszelkich dodatków socjalnych subsydiowanych przez państwo (np.
                    zniesiono dopłaty do mleka rozdawanego za darmo w szkołach).

                    Najbardziej znani rzecznicy dwudziestowiecznego konserwatyzmu to R. Krik, W.
                    Kendall oraz były prezydent USA R. Reagan. Za konserwatystów uważani są też
                    czasami neoliberałowie M. Friedman i A. Hayek. Do idei konserwatyzmu odwołują
                    się też partie polityczne, jak np. Partia Konserwatywna w Wielkiej Brytanii,
                    Partia Republikańska w USA, Zgromadzenie na Rzecz Republiki we Francji, w
                    Polsce natomiast Partia Konserwatywna i Unia Polityki Realnej.

                    • Gość: linda Re: definicja konserwatyzmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 13:02
                      > Współcześni konserwatyści, wprawdzie akceptują system parlamentarno-
                      >demokratyczny, jednak
                      > nadal podkreślają swoje przywiązanie do tradycyjnego, elitarnego układu
                      > społeczeństwa.

                      Barbinator, a czy Twoim zdaniem to jest w ogóle do pogodzenia?
                      Ta sprawa wydaje mi się b.interesująca i dlatego dopytuję się Tada
                      (bezskutecznie) o jego stosunek do demokracji i równości ludzi.
                      Mnie się wydaje, że poglądy Tada wykluczją demokrację i ich działanie
                      możliwe jest tylko w państwie opresyjnym w stosunku do niższych warstw.
                      Również poglądy BD moim zdaniem nie dadzą się zrealizować w systemie
                      demokratycznym: ludzie bez środków do życia mogący liczyć tylko i wyłącznie na
                      dobroczynność bogatych mający z tymi bogatymi równe prawo głosu?
                      Wg mnie to niemożliwe.

                      Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii, jak również oczywiście opinii BD, Tada
                      i osób znających lub podzielących ich poglądy.








                    • Gość: Piter Re: definicja konserwatyzmu IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 10.03.04, 14:22
                      Jeżeli nie pasuję do przytoczonej przez Ciebie encyklopedycznej (nb. z jakiej
                      to encyklopedii?) definicji konserwatyzmu, to wypada mi jedynie przeprosić.
                      Obracam sie w środowisku konserwatystów i wydaje mi sie, że się doskonale
                      rozumiemy, mimo braku etykietek i encyklopedycznych definicyj. Każdy z nas
                      nieco sie od drugiego różni, natomiast "kręgosłup" ideowy pozostaje taki sam.
                      Co do partyj przytoczonych w definicji: zgodzisz się chyba, że PK i UPR różniły
                      się znacznie, choć podejście do m.in. wolnosci było im bliskie.
                      A na marginesie: socjalistów terż wiele różni, a jednak przyznają się do
                      pewnego stałego zbioru zasad. Lenin i Ikonowicz, Piłsudski i Hitler - ile
                      jeszcze twarzy socjalizmu mam przywołać, byś zrozumiała, że ludzie odwołujący
                      się do tego samego kirunku politycznego moga się różnić?
                      Co do Tada - jeżeli z Tadem łączy mnie np. podejście do idei wolności (choć nie
                      twierdzę, że tak jest), do tradycji itd., to znaczy, że nawet jeśli podejście
                      do jakichś spraw nas dzieli, miescimy sie w jednym nurcie politycznym (?) -
                      światopoglądowym: konserwatywnym, który za wroga ma wszelkie rychawki wywrotowo-
                      rewolucyjne.
                      I nie musimy z Tadem głosować na jedna partię, by się w sprawach
                      fundamentalnych zgadzać (zakładając, że tak jest). Bo nie wyznajemy jednej
                      ideologii (jak chcesz zakwalifikować konserwatyzm), tylko mamy podobny stosunek
                      do świata, oparty na tradycyjnych wartościach.
                      I, Barbi, to Ty popełniasz błąd, usiłując zaszufladkować konserwatyzm jako
                      zwartą ideologię. A przytoczona przez Ciebie definicja jest po prostu ułomna.
                      Gdybyś np. prześledziła historię polskiego konserwatyzmu, nie popełniłabys
                      błędu w swoim założeniu.
                      Nie wszystko da się zaszufladkować...
                      P.
                      • Gość: barbinator Re: definicja konserwatyzmu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.04, 16:00
                        > Jeżeli nie pasuję do przytoczonej przez Ciebie encyklopedycznej (nb. z jakiej
                        > to encyklopedii?)


                        Multimedialna Encyklopedia Powszechna edycja 2002 (ta sama jest on line na
                        onecie)


                        definicji konserwatyzmu, to wypada mi jedynie przeprosić.


                        Nie o to chodzi. Nie wątpię, że faktycznie jesteś konserwatystą.


                        > Obracam sie w środowisku konserwatystów i wydaje mi sie, że się doskonale
                        > rozumiemy, mimo braku etykietek i encyklopedycznych definicyj. Każdy z nas
                        > nieco sie od drugiego różni, natomiast "kręgosłup" ideowy pozostaje taki sam.


                        Właśnie o to chodzi: w każdej ideologii istnieje coś takiego jak "kręgosłup
                        ideowy". Dla konserwatyzmu, w największym skrócie wyraża się to takimi
                        pojęciami jak: religia, naród, państwo, rodzina, hierarchia, autorytet,
                        własność prywatna. Jak widzisz nie ma tutaj "wolności". To naturalnie nie
                        znaczy, że konserwatyści wolność odrzucają. Znaczy to tylko tyle, że ich
                        stosunek do wolności koncentruje się raczej wokół pojęcia "wolności jako
                        uświadomionej konieczności" i wolności rozumianej jako "wolności czynienia
                        dobra" (tak to określa papież) Konserwatyści nie szanują natomiast "wolności w
                        ogóle" czyli wolności do dokonywania wolnych wyborów, w tym także wolności
                        rozumianej jako prawa każdego człowieka do wyboru zła. Liberał z natury rzeczy
                        koncentruje się na poszerzaniu sfery wolności, natomiast konserwatysta - na jej
                        (koniecznym jego zdaniem) ograniczaniu i dystrybuowaniu. Pod tym względem
                        konserwatyzm jest bardziej zbliżony do lewicowości niż do liberalizmu.


                        > Co do partyj przytoczonych w definicji: zgodzisz się chyba, że PK i UPR
                        różniły
                        > się znacznie, choć podejście do m.in. wolnosci było im bliskie.
                        > A na marginesie: socjalistów terż wiele różni, a jednak przyznają się do
                        > pewnego stałego zbioru zasad. Lenin i Ikonowicz, Piłsudski i Hitler - ile
                        > jeszcze twarzy socjalizmu mam przywołać, byś zrozumiała, że ludzie odwołujący
                        > się do tego samego kirunku politycznego moga się różnić?


                        Najlepiej nie przywołuj żadnej, bo nie ma sensu udowadnianie mi czegoś o czym
                        ja sama doskonale wiem. Zauważ jednak, że na tym forum zazwyczaj uważa się, że
                        feminizm jest bez sensu a feministki same nie wiedzą czego chcą właśnie
                        dlatego, że prezentują różne opcje tego samego kierunku ideologicznego
                        (podobnie jak konserwatyści...) Wielokrotnie zwracałam uwagę, że jest to
                        podejście niesłuszne i niesprawiedliwe - jednak jakoś nikt z obozu
                        konserwatywnego mnie nie poparł.


                        > Co do Tada - jeżeli z Tadem łączy mnie np. podejście do idei wolności (choć
                        nie
                        >
                        > twierdzę, że tak jest), do tradycji itd., to znaczy, że nawet jeśli podejście
                        > do jakichś spraw nas dzieli, miescimy sie w jednym nurcie politycznym (?) -
                        > światopoglądowym: konserwatywnym, który za wroga ma wszelkie rychawki
                        wywrotowo
                        > rewolucyjne.
                        > I nie musimy z Tadem głosować na jedna partię, by się w sprawach
                        > fundamentalnych zgadzać (zakładając, że tak jest).


                        To oczywiste. Jednak pamiętaj o tym, co sam nazwałeś "kręgosłupem ideowym".
                        Generalnie konserwatysta raczej nie powinien pisać, że "wolność" to słowo
                        kluczowe do zrozumienia jego poglądów.


                        Bo nie wyznajemy jednej
                        > ideologii (jak chcesz zakwalifikować konserwatyzm), tylko mamy podobny
                        stosunek
                        > do świata, oparty na tradycyjnych wartościach.
                        > I, Barbi, to Ty popełniasz błąd, usiłując zaszufladkować konserwatyzm jako
                        > zwartą ideologię.


                        Nigdzie nie napisałam, że konserwatyzm jest zwartą ideologią. Napisałam tylko,
                        że JEST ideologią - no bo to też i prawda. Natomiast jego "zwartość" jest
                        podobna do zwartości innych ideologii, lewicowych czy liberalnych - w tym także
                        i feminizmu.


                        A przytoczona przez Ciebie definicja jest po prostu ułomna.


                        Nie jest ułomna. Jest celna, ale z natury rzeczy skrótowa - jak każda definicja.

                        > Gdybyś np. prześledziła historię polskiego konserwatyzmu, nie popełniłabys
                        > błędu w swoim założeniu.


                        Nie popełniłam żadnego błędu w założeniu.


                        > Nie wszystko da się zaszufladkować...


                        Oczywiście. O tym własnie piszę...

                        Pozdr. B.
                      • Gość: bezdenny Re: definicja konserwatyzmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 16:35
                        Zgadzam się z tobą w zupełności. Konserwatyzm to nie jest zestaw poglądów, lecz
                        bardziej stosunek do świata, do rzeczywistości. Ta encyklopedyczna definicja,
                        którą przytoczyła barbinator jest bardzo ułomna, choć z niektórymi elementami
                        się zgadzam.
                        A na czym polega konserwatywne podejście do świata. Np. na tym - moja babcia
                        mówi mi: kochany wnusiu nie zbieraj w lesie wszystkich grzybów. Te czerwone z
                        białymi kropkami są trujące. Więc słucham babci i nie zasuwam po lesie żrąc
                        wszystko co mi się nasunie pod rękę. Słucham babci bo wiem, że setki pokoleń
                        przede mną zasuwały po lesie. Część z tych ludzi się wytruła. Nie słuchali
                        babci. Wydawało się im, że są mądrzejsi niż wszyscy ludzie przed nimi.
                        Oczywiście babcia czasami gada od rzeczy. Urodziła się w innych czasach niż ja
                        i zwyczajnie nie zawsze rozumie, że świat się zmienia. Przykłada miary sprzed
                        dziesiątków lat do dzisiejszej rzeczywistości. Czasami oczywiście dają o sobie
                        znać zwyczajne różnice w wykształceniu. Nie dlatego, że babcia jest
                        niewykształcona, ale dlatego że do szkół chodziła dziesiątki lat wcześniej.
                        Tak czy owak nie odrzucam a priori wszystkiego co mówi mi babcia. Chłonę jej
                        mądrość, dokładam swoją (o ile ją mam) i przekazuję mym dzieciom. I tak z
                        pokolenia na pokolenie. Tak to się buduje. Rezultat jest taki, że świat jest
                        jednak lepszy niż 100 czy 500 lat temu.
Pełna wersja