cantodeum
30.05.10, 18:30
Witam wszystkich!
Właśnie kończę studia 1-go stopnia na filozofii, od października
wybieram się na magisterskie. Od przyszłego roku natomiast chcę
rozpocząć studia na kierunku architektura na warszawskiej budzie.
Wszystko ładnie, pięknie, moja rodzicielka, która jest dla mnie
bardzo dużym autorytetem oczywiście popiera pomysł rozwoju
osobistego, ale... no właśnie.
Jest jedno małe ale. Dowiedziałam się od mojej matki, skądinąd -
osoby silnej, odnoszącej duże sukcesy zawodowe, że będąc kobietą
NIE MAM SZANS na to, by zostać dobrym architektem. Dlaczego? Bo
tak. Bo takie podobno są uwarunkowania biologiczne, że nigdy nie będę
tak dobra w matematyce, rysunku i orientacji przestrzennej, jak
mężczyźni. Ja jej na to, że bzdura - że jestem równie dobra, jak i
ciężką pracą będę nawet lepsza. Ona jednak twardo obstaje przy swoim,
od kilku dni malując mi obraz tego, że nie znajdę absolutnie żadnej
pracy nie tylko w zawodzie architekta, ale też na uczelni, etc...
podczas, gdy mój narzeczony też studiuje architekturę i myślimy o
założeniu kiedyś wspólnej pracowni.
Jak to jest w końcu? Czy będąc kobietą mam szansę Waszym zdaniem być
dobrym architektem? Czy faktycznie powinnam przejmować się całkowicie
demotywującym gadaniem matki, czy raczej twardo robić swoje?
Zaznaczam, mam ogromną motywację i wiem, że jeśli nie ulegnę temu
pesymizmowi... no właśnie. Tylko jak mu nie ulec, kiedy się słyszy
coś takiego?