bene_gesserit
06.06.10, 12:12
Anna
Malinowska z GW Katowice o bezlitosnosci polskiego prawa:
Beata Klon z Katowic za mąż wyszła szybko, rok po skończeniu
szkoły. Nie pracowała, bo na Śląsku utrzymanie rodziny to często
zadanie męża, górnika. Zajmowała się domem i dziećmi, które wkrótce
przyszły na świat: najpierw Kasia, potem Sandra.
- W 1999 roku najmłodsza córka przygotowywała się do pierwszej
komunii. Jak co dzień zrobiłam mężowi kanapki do pracy, zaparzyłam
herbatę i przelałam do termosu. Pocałowałam go w policzek, jak
zawsze na do widzenia i... już go więcej nie zobaczyłam - mówi pani
Beata. Z kopalni zadzwonili, że zginął przy taśmociągu
Nieszczęścia chodzą parami. I dotykają kobiet, które wcześniej
rodzą dzieci. Gdy ich mężowie giną, ZUS odbiera im renty.
Dwa miesiące temu najmłodsza córka Sandra skończyła 18 lat. (...)
Ale radość z urodzin przyćmiła wiadomość z ZUS-u, że renta, którą
Beata Klon dostawała po tragicznie zmarłym mężu, nie będzie już
wypłacana.
Przepisy są bezlitosne: jeśli najmłodsze z dzieci osiąga
pełnoletność, a kobieta ma skończone 45 lat, renta po mężu
przysługuje jej do końca życia. Jeśli ma mniej niż 45 lat, rentę
traci. Pani Beata ma 43 lata. - Jestem pokrzywdzona, bo za wcześnie
urodziłam dzieci. Gdybym przewidziała, że mój mąż zginie na dole,
urodziłabym dziecko dwa lata później. Za co teraz będziemy żyć,
gdzie znajdę pracę? - martwi się kobieta.