pazdzioszek2010
15.08.10, 12:17
Jestem w głębokim szoku. Otóż we wrześniu ma się odbyć konferencja pt. "Płeć na uniwersytecie – przeszłość, teraźniejszość... i co dalej?" (śliczna strona, nieprawdaż? gustowna tekstura w tle, czytelna typografia…).
Ale do sedna. W odmętach tego bełkotu znalazłem perełkę:
"Warto podkreślić, że stosowanie tzw. „języka wrażliwego na płeć”, tj. żeńskich odpowiedników i końcówek, stanowi jedno z głównych zaleceń Unii Europejskiej w odniesieniu do realizacji zasady równości szans kobiet i mężczyzn."
Może mi ktoś łaskawie wyjaśnić, jakim prawem Unia Europejska, mająca o polszczyźnie takie pojęcie, jak ja - powiedzmy - o mandaryńskim "zaleca" (czytaj dyktuje) nam, jak mamy się posługiwać ojczystym językiem? I czy w ogóle historia z tym rzekomym zaleceniem to prawda, a nie wymysł organizatorek i organizatorów nieocenionej konferencji, bo aż się wierzyć nie chce!