Gość: ojciec
IP: 195.92.39.*
25.03.04, 15:42
Kiedy dowiedziałem sie że moja żona jest w ciązy przeraziłem się. Nie
mielismy mieszkania.Wynajmowalismy stancję. Nie mielismy
układów.Pochodzilismy z biednych rodzin, które czekały, że my ich
wesprzemy.Byłem ciężko chory na płuca, znalazłem sie w szpitalu. Przeleżałem
tam kilka miesięcy. Po powrocie leczyłem sie kilka lat. Zarabiałem kiepsko.
Żona była bardzo słaba. Wyniki były kiepskie. Chciałem śmierci tego dziecka.
Najlepiej samoistnego poronienia a jesli nie to aby własnie żona podjęła
decyzję za mnie o usunięciu tej ciąży. Rozmawialiśmy długo. Uznalismy że nie
możemy tego zrobić.Dzisiaj kiedy patrzę na córkę nie mieści mi sie w głowie,
że choć przez chwilę mogłem życzyć jej śmierci. Byłem w tamtym momencie
cholernym egoistą żyjącym teraźniejszością.Chcielismy mieć jeszcze jedno
dziecko. Troje umarło.Myślę że kiedy bedę umierał najbardziej bedzie mi żal
rozstać sie własnie z moja córką. Nigdy jej tego nie powiedziałem i nie
powiem. Choc może powinienem ją prosić o wybaczenie.