hhannia
22.09.10, 15:03
Tu problem jest szerszy. Bo jeżeli w katolickiej niepublicznej ( to najważniejsze - niepublicznej ) szkole uczy lesbijka, która przed dziećmi nie afiszuje się że żyje z inną panią w związku to nikt jej nie będzie wyrzucał z pracy. Ale szkoła katolicka, a więc o określonym swiatopoglądzie może domagać sie aby na jej terenie nie afiszowano się z zachowaniami homoseksualnymi.
Mniej więcej działa to w ten sam sposób z Paniami nauczycielkami żyjącymi bez ślubu lub zdradzajacymi męzów. Moga pracować w szkole katolickiej dopóki to się nie wyda. Dlaczego??
Bo idąc do pracy do konkretnego miejsca pracy obowiązuje nas zbiór zasad narzuconych przez pracodawcę, a trudno żeby dyrektor katolickiej szkoł, zgadzał się na to żeby "autorytetami moralnymi" dla uczniów były osoby jawnie kontestujące zbiór katolickich zasad.
Tylko zeby to pojąć to trzeba choć na chwilę odrzucić nienawiść i swoją lewacko-feministycznośc i pomyśleć zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Bo chyba feministki i lewacy nie chcieli by żeby ktoś ( oczywiście zatrudniony w ramach równouprawnienia osób o innych poglądach i innych parytetów ), w prywatnej feministycznej szkole uczył w ich dzieci że baby mają siedzieć w kuchni i usługiwać mężczyznom. A to mniej wiecej tak samo jak z afiszujacą sie lesbijką w szkole katolickiej