zly_wilk
27.09.10, 17:47
postepowy.salon24.pl/232956,feminizm-czyli-o-tym-jak-kobiety-dyskryminuja-sie-same
Feminizm, czyli o tym, jak kobiety dyskryminują się same
Kilka dni temu wpadło mi w ręce Metro (czy jak kto woli GW dla ubogich), ale ponieważ miałam o niebo ważniejsze sprawy na głowie, nie zagłębiałam się w lekturę darmowej gazetki, a jedynie rzuciłam okiem na pierwszą stronę. Było tam coś o pikiecie nawołującej do wprowadzenia parytetu dla kobiet (50:50, jeśli dobrze pamiętam). Zaraz przed oczyma stanęły mi panie Środa i Szczuka, jako największe bojowniczki o prawa kobiet. Jednym słowem - feministki pełną gębą.
No właśnie, feminizm... Z czym to się właściwie je? Ze wszystkich kobiet, jakie znam, feministki mogę policzyć na palcach jednej ręki i bynajmniej nie otaczam się przygłupimi kurami domowymi (bo przecież wg nowoczesnych kobiet, tylko takie osobniczki nie popierają Ruchu Na Rzecz Palenia Staników).
Ciekawe, prawda? Jak to się dzieje, że prąd, który ma na celu wyzwolenie kobiet z ucisku, uwolnienie ich od prześladowań i ratunek przed tymi strasznymi, szowinistycznymi, męskimi świniami, nie znajduje poklasku u kobiet? Ba, większość z nich nie chce nawet parytetów!
O tyle, o ile feminizm u swych początków miał sens, gdyż walczył z rzeczywistą dyskryminacją kobiet, tak teraz stracił rację bytu (przynajmniej w społeczeństwach szeroko pojętego Zachodu). Panie mogą pracować, uczyć się, głosować, uniezależniły się od mężczyzn, czego więc chcieć więcej? Owszem, przejawy dyskryminacji zdarzają się i dzisiaj, można jednak z tym walczyć, choćby na drodze prawnej.
Feminizm już od dawna nie sluży kobietom, mało tego, on z nimi walczy. Dlaczego? Odnoszę takie wrażenie, że jedynym celem tej ideologii jest zrobienie z pań panów, co od razu stawia kobiety w pozycji "tych gorszych". Wiele odmian feminizmu mówi wprost o tym, że między obiema płciami nie ma żadnych różnic, że kobiety i mężczyźni to właściwie to samo, tylko w innym opakowaniu. Ostatecznym celem nie jest jednak feminizacja mężczyzn, a maskulinizacja płci pięknej.
Tak, jak kiedyś jedyną słuszną drogą dla pań był ślub, najlepiej z bogatym osobnikiem o wysokiej pozycji społecznej, następnie urodzenie kilkorga dzieci i prowadzenie gospodarstwa domowego, tak teraz kobiety mają tylko pracować, wyśmiewać "dzieciate i mężate" koleżanki i osiągać niebywałe sukcesy (najlepiej depcząc po drodze cały tabun mężczyzn). Odnoszę wrażenie, że wolność wyboru odeszła na dalszy plan, że nie chodzi o to, zeby kobieta miała szansę pracować, rozwijać się, a nie tylko zajmować domem, jeśli tego nie chce. Każda musi teraz brać udział w wyścigu szczurów i nieważne czy jej się to podoba czy nie. A przecież równouprawnienie powinno po prostu umożliwać paniom dokonanie wyboru - chcesz być businesswoman? Ok, nie ma problemu. Nie marzysz o niczym innym jak o zaszyciu się w domowych pieleszach? Wspaniale! Masz do tego prawo.
Zresztą, jak wyglądają te wyzwolone kobiety? Spójrzmy chociażby na to, co się dzieje w Europie Zachodniej. Jeśli miarą wolności ma być liczba dokonanych w życiu aborcji, to ja nie wiem, czy taka swoboda mi odpowiada.
Tu zaczyna się już problem politycznej poprawności i lewicowego terroru. Nie wiem nawet, czy moja teza o braku dyskryminacji w dzisiejszych czasach była słuszna. Kobiety jednak nadal są dyskryminowane, z tymże już nie przez mężczyzn, a przez siebie same. Parytety to też nic innego dyskryminacja i pogwałcenie wolności obywatelskich? Dlaczego? Bo w ten oto sposób zmuszamy panie do udziału w życiu politycznym, na co one być może wcale nie mają ochoty. Nie wiem, jak miałoby to wyglądać w praktyce, tzn. co zrobią partie, jeśli nie będą miały chętnych na start w wyborach. Czy będą robić łapanki na przypadkowe kobiety idące ulicą?
Szczerze mówiąc, ja, jako kobieta, nie potrzebuję ani pani Środy ani pani Szczuki ani zatroskanego pana Napieralskiego do tego,ażeby ci walczyli o moje prawa. Ja sobie świetnie bez ich pomocy poradzę. Powiem wiecej, w moim przekonaniu ich działania mi szkodzą i nie sądzę aby wyszło z nich coś dobrego. Jedyną rzeczą, której mi tak naprawdę brakuje, jest święty spokój.
Naprawdę, kobietom nie są potrzebni inżynierowie społeczni, którzy każdego chcą uszczęśliwiać na siłę. Zaczynam również przekonywać się do tego, że demokracja liberalna (która ma tyle wspólnego z liberalizmem, co demokracja ludowa z rządami ludu) staje się jednym z najbardziej opresyjnych systemów w dziejach ludzkości. Wszystko musi być uregulowane odgórnie, bo jeśli nie ma na coś konkretnej ustawy, to albo tego nie ma albo ludzie po prostu sobie nie poradzą bez tego. Czy naprawdę ktoś myśli, że jak wpisze do konstytucji: 'Niechaj wszyscy ludzie w kraju będą szczęśliwi' to nagle tak się stanie?
Czy nie można by zostawić ludzi w spokoju i nie utrudniać im życia durnymi pomysłami?
Szary, zwykły człowiek, wbrew pozorom, nie jest wcale taki głupi, jak się to wydaje niektórym decydentom. Trzeba tylko dać mu szansę i odrobinę wolności, ale tej prawdziwej, nie ustawowej.
Polecam jeszcze komentarze pod wpisem:
postepowy.salon24.pl/232956,feminizm-czyli-o-tym-jak-kobiety-dyskryminuja-sie-same