takisobienik
02.10.10, 10:04
Czy feministki rozprują naród od środka. Kto posprząta po Platformie. Jak Polacy mieli iść na III wojnę światową. Ziemkiewicz, Zychowicz, Mazurek, Semka... To i o wiele więcej w nowym numerze naszego tygodnika Plus Minus
Polskie feministki, które jeszcze parę lat temu musiały sikać nienawiścią z ukrycia, dziś stoją przed bramami Sejmu. W ręku mają dwa klucze. Jeden to nowoczesność. Drugi to wyborcze parytety.Penetracja władzy ustawodawczej w Polsce przez feministki, umożliwiona parytetami wyborczymi, pozwoli im wreszcie na polityczny hokus-pokus: rozprucie narodu od środka - rozpoczyna swój zjadliwy pamflet Czarownice z Warszawki Mariusz Max Kolonko.
Autor, zamieszkały w Ameryce, twierdzi, że związki ruchu kobiecego z radykalnym feminizmem już dawno osłabły i że Polska powtarza drogę, która za oceanem już dawno okazała prowadzić do fatalnych skutków dla samych kobiet. "Dla większości amerykańskich kobiet walka o parytety płci jest dziś zagadnieniem minionej epoki. Po falach feministycznych uniesień kobiety osiągnęły życiową satysfakcję wypracowanym wspólnie z mężczyznami, naturalnie modyfikowanym status quo. Ich znaczna obecność na rynku pracy i wyższe wykształcenie nie przekładają się wcale na udział w życiu politycznym, który jest dla amerykańskich kobiet mniej istotny niż udział w życiu rodziny. Kobiety wiedzą najlepiej, że bycie gospodynią domową to trudne, szlachetne i odpowiedzialne zajęcie, zaś aby mieć władzę, wcale nie trzeba tupać nogą. Wystarczy być kobietą."
Czarownice z Warszawki
Mariusz Max Kolonko 02-10-2010, ostatnia aktualizacja 02-10-2010 00:01
Do widzenia, Śpiąca Królewno, witaj Zosiu Traktorzystko, niezależna amazonko odmierzająca swoją nowoczesność skibami przeoranej ziemi...
Dlaczego jest pan na okładce w podkoszulku? – zaatakowała mnie niegdyś jedna z feministek, wyskakując z zakamarków redakcji pewnego kolorowego pisma, kiedy spotkaliśmy się, by porozmawiać na temat mojej najnowszej książki. Odparłem, że trudno byłoby odkrywać Amerykę w garniturze, ale podejrzewam, że darowany jej egzemplarz z moim wizerunkiem w podkoszulku na okładce, pokazujący męskie ciało, musiał być potem – jak niewygodne voodoo – solidnie nakłuwany szpilką, bo po wywiadzie bolała mnie głowa przez miesiąc.
Polskie feministki, które jeszcze parę lat temu musiały sikać nienawiścią z ukrycia, dziś stoją przed bramami Sejmu. W ręku mają dwa klucze. Jeden to nowoczesność. Drugi to wyborcze parytety.
Dostęp do artykułu jest płatny. Aby odczytać cały artykuł prosimy wykupić dostęp bądź zalogować się.
Zapowiada się interesująco, ale chyba nie zapłacę za lekturę.