gotlama
11.10.10, 22:48
Pan bardzo nawiedzony Duchowo ginekolog, który długie lata zajmował się in vitro, po oświeceniu religijnym nagle dostrzegł bezbożność owego procederu, bo po pobraniu nasienia rola mężczyzny się kończy.
A ja mam takie nieśmiałe pytanko - dlaczego ów pan utożsamia rolę ojca wyłącznie z nasieniodawstwem? Wszakże w biologii "po boszemu" rola mężczyzny też się może na tym skończyć.
Jakoś zwłaszcza przy in vitro to kobieta na przechlapane po zabiegach i raczej sama za kierownicą nie zasiądzie by wrócić po zabiegach. Więc społeczna rola ojca rośnie.
To od mężczyzny głównie zależy czy będzie tylko dawcą nasienia czy ojcem. (pomijając przypadki patologicznych przynajmniej z mojego punktu widzenia "biorczyń" - literacki przykład to mamuśka Garpa ;)
Jakoś pan nawiedzony wstydliwym milczeniem omija fakt że niepłodność małżeńska to nie tylko problem kobiet, a na to "napro" w żaden sposób nie pomoże.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8491278,Lekarz_w_kosciele_o_in_vitro.html
Pan ma na imię Tadeusz a nie Tomasz. Ma mnóstwo opinii, że jest bardzo życzliwy dla pacjentek - tym bardziej jest dziwne, że jest w stanie głosić, iż niepłodność małżeńską (czyli mniej więcej w połowie niepłodność męską) można uleczyć uregulowaniem cyklu pożycia i owulacji