Gość: tad
IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl
06.04.04, 19:26
...popierają wojnę, lub są przeciw "wolnemu wyborowi"?
Trzy wymienione w tytule wątku panie doszły do olśniewającego wniosku,
zgodnie z którym, jeśli ktoś powołuje się na zasadę "nie wolno zabijać
niewinnego" w odniesieniu do aborcji, to nie może jednocześnie dopuszczać
możliwości "wojen sprawiedliwych", o ile nie chce popaść w "niekonsekwencję".
A jeśli "woję sprawiedliwą" jednak dopuszczają, to znaczy, że reguła "nie
wolno zabijać niewinnego" nie istnieje i przeciwnicy aborcji nie powinni się
na nią powoływać. Zastosujmy tego rodzaju "rozumowanie" do poglądów owych
pań. Głoszą one oto, że aborcja winna być "wolna" i zależna od woli kobiety.
Konsekwentnie powinny więc głosić, że i wojna powinna być "wolna" i zależna
od woli tego, kto ma ochotę ją zacząć. Gdyby głosiły coś przeciwnego,
oznaczałoby to, że reguła wolnego wyboru nie istnieje, i nie powinna być
przez zwolenników "wolnej aborcji" stosowana. Jeśli uważają inaczej, są
niekonsekwentnymi hipokrytkami. Wogóle popieranie zasady "wolnego wyboru",
jeśli jest konsekwentne, wiąże się z wieloma dziwnymi ezeczami, np. z
popieraniem wolnego wyboru gwałtu jako formy "ekspresji seksualnej". Ktoś
dowpcipny może powiedzieć, że "gwałt gwałci wolny wybór ofiary". A co to ma
do rzeczy? Konsekwentny zwolennik zasady "wolnego wyboru" poprze także taki
wolny wybór, który "gwałci cudzy wolny wybór", lub musi się zgodzić, że
zasada wolnego wyboru nie istnieje, i nie można się na nią powoływać. Albo
więc Barbinator i Monika są za wojną (czy gwałtem) jako "wolnym wyborem",
albo są przeciwko "wolnemu wyborowi" i nie mogą powoływać się na tę zasadę.
Ciekawe jak to z nimi jest naprawdę.