Gość: Zły Wilk
IP: *.virnet.pl
09.04.04, 21:38
Jestem ciekaw, czy feministki biorą udział w obchodach patriarchalnego
święta, zwanego Wielkanocą? Przypominam, że święto to obodzi się na cześć
pewnego Syna (dlaczego nie córki?) pewnego patriarchalnego Boga. Ów okutny
patrialchalny Bóg potraktował kobietę jak samicę rozpłodową i zapłodnił ją,
nie pytając jej o opinię, czy planuje mieć dziecko. W ogóle nie uszanował
feministycznego hasła "mój brzuch, moja sprawa". Następnie wysłał swojego
Syna na pewną śmierć (zupełnie jak ci zwolennicy wojen "sprawiedliwych",
wysyłający naszych chłopców do Iraku).
Syn również dyskryminował kobiety, nie dopuszczając ani jednej do grona
apostołów. Na pamiątkę jego zmartwychwstania święci się teraz jaja - symbol
życia. Tymczasem, jak to wykazała Barbinator, nie wiadomo, co możemy nazwać
życiem, zwłaszcza, jeśli toto nie wykazuje objawów aktywności kory mózgowej,
mierzonej za pomocą aparatury EEG.
Dziś patriarchalne społeczeństwo w tych dniach zagania kobiety do sprzątania
i gotowania, w ten sposób pokazując im, że ich miejsce jest w kuchni. Gdy
znękane kobiety nieco odetchną i zechcą weyjść z domu chociaż ostaniego dnia -
za karę zostaną polane zimną wodą przez młodych funkcjonariuszy
patriarchatu, od najmłodszych lat wdrażających się do roli gnębicieli kobiet.
Biorąc to wszystko pod uwagę, feministki nie powinny brać udzału w
świetowaniu tego patriarchalnego święta, które w istocie służy jedynie
umocnieniu patriarchatu i dalszemu pognębieniu uciskanych kobiet.
Pozdrawiam -