prawa pacjentek - u ginekologa

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.04, 02:00
"Strajk okupacyjny u ginekologa

Koniec wielkich słów. Dziś nie mówi się kobietom o życiu poczętym, o "nie
zabijaj" i klauzuli sumienia. Odmawiając, lekarze nie powołują się na
wartości i przykazania. Oceniają pacjentkę. Jeśli chce płacić, to bez
zbędnych pouczeń może umówić się na prywatną wizytę, jeśli nie da zarobić,
jest traktowana jak natręt, którego trzeba się pozbyć. Na pewno nie dostanie
skierowania na dodatkowe badania, nikt nie powie, do czego ma prawo, gdy
ciąża zagraża jej życiu. Poczuje się jak śmieć. Bez względu na wykształcenie
i miejsce zamieszkania.

Oto historie trzech kobiet, którym odmówiono ich praw.
Iwona Babicz pewnym krokiem weszła do swojej przychodni rejonowej przy ulicy
Solec. 35-letnia warszawianka, audytor w dobrej firmie, wykształcona,
świetnie zorientowana i w prawie, i w medycynie wiedziała, że po jej
poprzednich ciążowych kłopotach i w jej wieku powinna dostać skierowanie na
badania prenatalne. Po godzinie była już tylko zdesperowaną kobietą, która
histerycznie powtarzała, że nie opuści gabinetu kierownika przychodni, jeśli
nie dostanie tego, co jej się należy. Przed chwilą dowiedziała się, że
badanie powinna zrobić prywatnie, że jakby tak każdemu z ulicy dawali
skierowanie, że odmówić skierowania każdy lekarz może, ale na piśmie to już
nie...
Czy dlatego, że słownej odmowy zawsze łatwiej można się wyprzeć? Przed chwilą
ginekolog (w ogóle nie był jej ciążą zainteresowany) chciał ją spławić. Iwona
przeniosła się wtedy do kierownika przychodni, który postanowił wezwać
policję. Widocznie kobieta w ciąży jest w rejonie intruzem, którego trzeba
usunąć siłą. Przez następną godzinę Iwona dzwoniła do męża, płakała i się
upierała, kierownik zaś odbierał telefony i opowiadał, jaką tu ma wariatkę.
Badań prenatalnych jej się zachciało.
Sprawa znajdzie się w sądzie lekarskim. Dziś Iwona Babicz (piąty miesiąc
ciąży) jest po badaniach, spokojnie czeka na poród. Zapytana o tamtą sytuację
odpowiada krótko: - To było nieludzkie. Poza tym podejrzewam, że inna
pacjentka na moim miejscu dałaby się poniżyć i spławić, nie mogłaby się
dowiedzieć, czy jej ciąża jest bezpieczna, nie mogłaby zadecydować o swoim
macierzyństwie.
Tak została potraktowana Krystyna Rodowicz spod Tarnowa. Sytuacja wyjściowa:
dwoje dzieci - ośmioletni syn i trzyletnia córka, ona nie pracuje, mąż
prowadzi warsztat samochodowy. Nagle szok - trzecia ciąża, niechciana.
Emocje - przerwać czy nie. Wreszcie zapada wspólna decyzja - jakoś damy radę.
Kobieta dba o siebie, regularnie odwiedza ginekologa. Wszystko się wywraca,
gdy w 18. tygodniu USG wykazuje torbiele. Lekarz mówi, że może to być zespół
Turnera. Krystyna nie wie, co to jest, szuka w Internecie, bo miejscowy
ginekolog bagatelizuje jej pytania.
I tak już będzie przez następne tygodnie. Lekarze w Tarnowie, Łodzi i
Krakowie rzucają hermetyczne półsłówka, potem wypisują pacjentkę z
informacjami, że być może jest wada genetyczna, a być może nie, że potrzebna
jest kolejna konsultacja, ale ktoś jest na urlopie, a ktoś inny sam musi się
skonsultować, żeby podjąć decyzję. Wreszcie gdy ludzie nie chcą mówić,
Rodowiczowie w Internecie znajdują kolejne informacje - zespół Turnera
oznacza wadę genetyczną - urodzi się dziewczynka bardzo niskiego wzrostu,
która nigdy nie będzie mieć własnych dzieci, być może upośledzona umysłowo, z
chorobami krążenia i nerek.

Domestosem ciążę usunę
Krystyna wiedziała już, czego chce - domaga się badań prenatalnych, a jeśli
wynik wskaże na zespół Turnera, prosi (zgodnie z prawem) o przerwanie ciąży.
Zmieniali się lekarze, rósł stos opinii, odsyłano ją z jednego krańca Polski
na drugi. Jedynym konkretem była informacja, że dzieci z zespołem Turnera
żyją i "to nie jest nic takiego". - Od czasu do czasu jakiś postronny lekarz
się dziwił, co tak się szwendam z tą ciążą po kraju - wspomina. - Podróże
kosztowały, dzieci siedziały w domu. Syn nie chodził do szkoły, bo córka
tylko przy nim przestawała płakać za mamą.
Znowu pomocny okazał się Internet. Tam Krystyna znalazła informację o
Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Zadzwoniła do Warszawy.
Wreszcie ktoś z nią rozmawiał po ludzku. Już nie była popychanym przedmiotem.
Ale czas płynął. Wreszcie Krystyna Rodowicz dostała konkretną odpowiedź: 26.
tydzień ciąży i bez względu na wadę genetyczną płód jest zdolny do życia poza
organizmem matki. O żadnej aborcji nie ma mowy.
Dziś trzecie dziecko, Karolina, ma rok. Urodziła się z zespołem Turnera.
Rodzice starają się zapewnić jej jak najlepszą opiekę, ale jeśli o swoim
poprzednim życiu mówią: skromne, to teraz używają określenia: bardzo złe.
Upokorzenia, proszenie, strach przed nieznanym najgorzej zniósł mąż Krystyny.
Już nie prowadzi warsztatu samochodowego, leczy serce. Rodzina utrzymuje się
z dorywczej pracy, od pożyczki do pożyczki. Każdy grosz wydawany jest na
leczenie Karoliny. - Nikt nie dał mi prawa wyboru. Opędzano się ode mnie jak
od intruza, a przecież potrzebowałam pomocy - mówi Krystyna Rodowicz.

Pomocy nie otrzymała też Anna. Chce pozostać anonimowa. Mówi już tylko
urywanymi zdaniami, płacze. I nie będzie po raz kolejny pokazywać nóg. Z
daleka wyglądają jak poczerniałe, z bliska widać, że to plątanina
nabrzmiałych żył. Anna nie chce już z nikim rozmawiać. O Annie opowiadają w
Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, bo kobieta też złapała się
tej deski ratunku. Ma 28 lat, cierpi na ostrą niewydolność żylną, nie może
stosować ani tabletek hormonalnych, ani spirali. Inne metody zawiodły.
Anna sądziła, że aborcja jest w Polsce absolutnie zakazana, więc kiedy się
zorientowała, że jest w ciąży, od razu poszła do prywatnego gabinetu. Tam
spotkała jedynego lekarza, który był dla niej serdeczny, tyle że zażądał 2,5
tys. zł za zabieg. Nie chciał rozłożyć na raty. W banku nie dostała pożyczki.
Dopiero w federacji powiedziano jej, że zakrzepica zagraża zdrowiu i zabieg
aborcji powinna mieć wykonany za darmo. Jednak lekarze, do których się
zwracała, albo wmawiali, że ryzyko jest małe, albo kręcili i wypychali z
gabinetu. Wstrzyknęła sobie płyn do mycia szyb. Nic się nie stało. Teraz
żałuje, że nie pożyczyła paru groszy na droższy domestos, który zawiera chlor.
Jedyną konkretną propozycję Anna usłyszała w szpitalu, w którym będzie
rodzić: może oddać dziecko do adopcji.

Bez żebrania o podpisy
Dziś Anna boi się, czy przeżyje poród. Żaden lekarz nie wytłumaczył jej, jak
ciąża zaostrza to schorzenie, jak ma spędzić ostatnie tygodnie, co jej grozi.
Poza tym Anna oddała już jedno dziecko do adopcji. Cierpiała tak strasznie,
że znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. Nie wie, jak dalej żyć.
- Lekarze zapominają albo udają niewiedzę - komentuje Aleksandra Solik z
federacji. - A przecież aborcja ze względu na stan zdrowia jest dopuszczalna.
Wanda Nowicka dodaje, że kobiety, którym odmówiono zabiegu przerwania ciąży,
winny otrzymać pomoc medyczną i psychologiczną. Nie można wymagać tylko
heroicznego macierzyństwa, nie dając żadnego wsparcia.
Jest jeszcze historia upośledzonej, zgwałconej Marty spod Wrocławia, której
powiedziano, że powinna urodzić, bo tyle osób czeka na adopcję. Jest
małżeństwo z Łomży, które od dwóch lat procesuje się o odmowę wykonania badań
prenatalnych. Jest warszawska sprawa Anny Kleczkowskiej, która z
zaświadczeniem o wadzie genetycznej płodu nie mogła doprosić się zgodnej z
dzisiejszym prawem aborcji. Lekarze potrzymali ją przez dzień w szpitalu i
wypisali "w stanie ogólnym dobrym". Aborcja? Nie wiedzieli, o co jej chodzi.
Są publiczne wypowiedzi konsultantów regionalnych, którzy zapewniają, że na
ich terenie nikt się nie skarżył na ginekologów.
- Wszystkie te sprawy łączy bezkarność lekarzy, którzy łamią prawo -
komentuje prof. Joanna Senyszyn, posłanka SLD. To ona zbierała podpisy pod
projektem ustawy "O świadomym rodzicielstwie". (...)
Tymczasem podsumowanie
    • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 03:16
      Pisałem już kiedyś tu o fakcie wyłudzenia pieniędzy ("przyjęcia" w trybie
      wizyty "prywatnej") w państwowym szpitalu urazowym na ostrym dyżurze. Nie
      podniecajmy się więc takimi żałosnymi historyjkami, bo nie jest to
      specjalnoscią ginekologów, ale ogółu zdemoralizowanych lekarzy wszelkich
      specjalności. Korupcjogenny system państwowej "opieki" medycznej tylko im to
      ułatwia. I zarównio ginekologom od skrobanek (czy innych zbrodniczych metod
      pozbawiania życia dzieci w łonach matek), jak i lekarzom od chorób wszelakich.
      Nie dajmy się zwariować. Łajza zawsze będzie łajzą chętną do żerowania na
      ludziach, którzy są w potrzebie. Ale nie róbcie z niniejszego forum
      internetowej przybudówki urbanowego "Nie"!
      P.
      • Gość: Monika Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.chello.pl 17.04.04, 13:53
        Mnie się wydaje, ze piętnowanie takich przypadków ma sens.
        Bo jaki sens miałoby milczenie na ten temat ? Cichego przyzwolenia o wyrazu
        bezsilności ? Bezsilnośc to dla mnie za mało.

        Choc najwazniejszą sprawą jest świdomośc własnych praw i sposóbów ich
        egzekwowania. Wymagania pisamnego potwierdzenia w razie odmowy jakichkolwiek
        usług czy zabiegów, łacznie z zaskarzeniem do sądu i domoaganiem się
        odszkodowania.

        Po kilku przegranych sprawach, szpitale nie będą tolerowały lekarzy za których
        muszą płacić cięzkie pieniądze. Własnie najgorsze jest to ze pacjentom wydaje
        się iż nie mają żadnych praw, choc w rzeczywistości takie prawa im przysługują.
        Rezygnują zbyt szybko. Czas to zmienić. A internet jest całkiem dobrym miejscem
        na szerzenie takich informacji.


        • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 13:59
          Słuszna słuszność, ale wydaje mi się, iż ograniczanie owego piętnowania
          wyłącznie do ginekologów to "wexlowanie" sprawy w wąskie koleiny. Problem jest
          dużo szerszy i dotyczy całego środowiska lekarskiego. Ginekologów też, ale nie
          wyłącznie. Stąd mój głos w dyskusji.
          P.
          • Gość: Monika Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.chello.pl 17.04.04, 14:13
            Całkowicie się zgadzam. Wydaje mi się ze nazwa forum feminizm zachęca do
            koncentrowaniu się na problemach kobiet, a te ginekologiczne są postrzegane
            jako wyjątkowe.

            Zresztą jest też forum zdrowie, gdzie porusza się wszystkie problemy związane z
            opieką zdrowotną.
            • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 14:17
              No tak, ale dajmy na to onkologia też dotyczy kobiet, o czym zresztą w
              świadomosci społecznej opinia jest, jak się wydaje, ugruntowana. Np w mojej
              rodzinie i kręgu znajomych wszystkie śmierci na raka dotknęły kobiety.
              P.
              • Gość: Monika Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.chello.pl 17.04.04, 14:37
                No mozna o tym pisac i pisac. Zwłaszcza o prewencji. U nas najwiecej kobiet
                umiera na raka szyjki macicy i raka piersi. A kontrola nad tymi też obejmuje
                badania ginekologiczne. Kazdy przyzwoity ginekolog powinien wysłać swoją
                pacjentkę na mammografie i wymaz i przypominac jej o tym co 2 lata, conajmniej.
                Jeśli w rodzinie były przypadki to i częściej.

                My to wiemy, ale nie wszystkie kobiety wiedzą.
                Morał jest ciągle ten sam. Człowiek w dzisiejszych czasach nie może pozwolić
                sobie na luksus ignorancji bo za to płaci zbyt wysoką cenę. Nie może też sobie
                pozwolic na luksus ubóstwa i uzależnienia od dobrych chęci innych.

                I tu się spotykamy z tematem podjętym z wątku o demografii. Jedynie wolny rynek
                zezwoli wiekszości ludzi na realizowanie godnie własnych potrzeb, bez liczenia
                na kogoś trzeciego. A jak się wypracuje kapitał to i skapnie coś dla tych,
                którzy nie są w stanie lub nie mogą sami zapracować.

                Bez tego nie będzi też dobrej opieki lekarskiej.
                • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 14:41
                  Jako męski, konserwatywno-liberalny zakapior nie mam do tej diagnozy nic do
                  dodania. Prócz stuprocentowego poparcia.
                  P.
                  • Gość: Monika Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.chello.pl 17.04.04, 14:58
                    Jak widzisz od czasu do czasu można się dogadać także z feministką.

                    A propos twej nieobecności. Jest wątek o pinezce. Pytano się o przepisy
                    kulinarne i przypomniało mi się, ze jesteś w tym dobry. Moze im podeslesz
                    twoje specyjały ?

                    • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 15:01
                      Oj, tak tam sobie czasem popichcę. Ale jak się ponownie zadomowię, to przed
                      następnym wygnaniem zajrzę i do pinezki. A może jednak pineski? Nigdy tego nie
                      wiedziałem. Niby oboczność, ale jednak...
                      P.
                      • lolyta Re: prawa pacjentek - u ginekologa 17.04.04, 17:55
                        o ile pamietam (moglo sie zmienic ostatnimi czasy) mnie w szkolach uczono ze to
                        wyraz w ktorym obie te formy sa poprawne. Taki wyjatek. Ale potem chyba to sie
                        zmienilo na korzysc pisowni przez "z" tylko.
                        No to dawaj te przepisy :)
                        • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 18:21
                          Słowniki nadal podają obie wersje jako prawidłowe. A ja nadal mam dylemat, jak
                          osiołek pośród oślich frykasów.
                          Zaś co do przepisów to sprawa nie jest taka prosta. Otóż ja preferuję kuchnię
                          zdecydowanie mięsną z uwzględnieniem podrobów. Jest to, jak mi sie wydaje,
                          kuchnia trafiająca raczej w gusta męskie niż kobiece.
                          To raz.
                          A po drugie, moja kuchnia jest zdecydowanie środkowoeuropejska, ze wskazaniem
                          na staropolską i węgierską.
                          Żadnych tam owoców morza, surówek i tym podobnych zapychaczy bez kalorii.
                          Czy taka kuchnia odpowiada paniom?
                          Doprawdy nie wiem.
                          P.
                          • marijohanna Re: prawa pacjentek - u ginekologa 17.04.04, 18:29
                            Gość portalu: Piter napisał(a):

                            Otóż ja preferuję kuchnię
                            > zdecydowanie mięsną z uwzględnieniem podrobów. Jest to, jak mi sie wydaje,
                            > kuchnia trafiająca raczej w gusta męskie niż kobiece.


                            stereotypy kochany! stereotypy! ;))) uwielbiam podroby! i jem nawet surowe
                            mieso! dawaj przepisy:))
                          • lolyta Re: prawa pacjentek - u ginekologa 17.04.04, 18:32
                            Odpowiada, u mnie jest trzech chlopow do nakarmienia na ten przyklad zadnych
                            kalorii :)
                          • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 18:51
                            No, być może stereotypy, ale u mnie w domu golonkę (pieczoną, duszoną czy
                            gotowaną) zajadam tylko ja i mój syn. Podobnie z flakami (też na kilka
                            sposobów). No, moze inaczej jest z wątróbką (zwłaszcza dobiową albo króliczą,
                            ześwińską i bydlęcą już gorzej).
                            Teraz jeszcze inna kwestia - ja lubię ostre potrawy. Rzecz jasna dla dzieciaków
                            rezygnuję z kupy przypraw, ale lubię tak, żeby skóra z gardła schodziła!
                            Byc może stąd te stereotypy. Ale moi tatra do ust nie wezmą!
                            A poza tym, gotowanie to jedna wielka improwizacja na bazie kilku w sumie
                            podstawowych przepisów. Cała reszta to dodatki, przyprawy i... serce, jakie sie
                            w gotowanie wkłada.
                            P.
                            • lolyta Re: prawa pacjentek - u ginekologa 17.04.04, 18:55
                              > i... serce, jakie sie w gotowanie wkłada.

                              czyli jednak kuchnia bazujaca na podrobach ;)

                              To poprosimy pieknie o meskie spojrzenie na kuchnie z sercem i innymi podrobami
                              w roli glownej.
                              • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 19:10
                                No toż się właśnie po męsku przed Paniami obnażam.
                                Tylko tak: kazdy z kuchnia miał do czynienia i swoje wie. Aj tam sie nie chcę
                                wymądrzać i ex cathedra udzielać wykładów, bom jedynie miłosnikiem smacznej
                                kuchni, a nie zawodowcem.
                                Ale po pierwsze: nie używam chemii, bądź w dawkach minimalnych. Gardzę więc np.
                                rakotwórczą margaryną, którą tak zachwala wynoszona pod niebiosa jako znakomita
                                kucharka Nella Rubinstein. Poczytajcie jej xiążkę - włos sie na głowie jerzy -
                                margaryna, rosołki w kostkach (te, przyznam, czasami i u mnie wystepuja w
                                roli "dosmaczaczy", ale jak najrzadziej, u niej - co krok), czy "bigos", który
                                ona potrafi ugotować w cztery godziny. Ja tam bym się wstydził nazwać ugotowana
                                kapustę z jakimiś dodatkami bigosem.
                                Moje męskie spojrzenie na kuchnię wygląda przede wszystkim tak: co nagle, to po
                                djable. Gotowanie nie znosi pośpiechu. Festina lente.
                                To podstawa. Non nervoso.
                                Sprawa druga: uwioelbiam eintopfy, które z racji życia w ciągłym pośpiechu,
                                ugotowane w wiekszej ilości, poporcjowane i zamrozone, dają pyszny obiad po
                                powrocie z pracy w kilkanaście minut (tu przydaje się mikrowella, której ja
                                używam wyłącznie do rozmrażania i podgrzewania - to z typowo męskiego lenistwa
                                i wygodnictwa).
                                Mogę jeszcze pogledzić, ale czy to was interesuje?
                                P.
                                • lolyta Re: prawa pacjentek - u ginekologa 17.04.04, 19:14
                                  Gledz, gledz, a jesli masz ochote pogledzic dla Pinezki to zapodaj jakis mailowy
                                  kontakt do siebie bos niezalogowan.

                                  redaktoressa lolyta :)
                                  • Gość: Piter Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 19:29
                                    pietrek@sadyba.elartnet.pl
                                    Mogę poględzić, ale może nie na wątku, w tytule którego jest ginekolog, bo,
                                    przepraszam, z tymi smakowitymi podrobami to jakoś tak... nie do końca tak. I
                                    mam prośbę - może byśmy tak pogadali na interesujący nas temat w obie strony?
                                    Też bym chętnie coś wyniósł do swoich garnuszków. I na koniec uwaga - nie będę
                                    gadał na forum "kuchnia", czy jak tam sie ono nazywa, bo nie mam zdrowia latać
                                    po rozmaitych forach i gawędzić na interesujące mię tematy. Bo sie pogubię,
                                    gdyż, jako typowy mężczyzna nie posiadam w wystarczającym stopniu zamiłowania
                                    do systematyczności i porządku. Więc chwilowo zostaję tu.
                                    P.
                          • Gość: Monika Re: prawa pacjentek - u ginekologa IP: *.chello.pl 17.04.04, 18:56
                            No co ty Piter.... my też mięsożerne. Uwielbiam wołwe, schabowe i
                            polędwiczne :)

                            No ale no owocami morza też się znam, tak ogólnie to człowiek nie..... wszystko
                            zje, co dobrze zrobione. No może nie każdy, ale ja tak mam.
                            • marijohanna piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 19:17
                              dlaczego mi sie trafiaja lamagi??? toz to muzyka dla moich uszu!!! GOLONKA!!!!
                              mniam! najlepsza pieczona, z nacieta chrupiaca skorka!! tatar! ostre potrawy!!

                              zachecam do gledzenia:))))))))

                              sliniaca sie marihuana
                              • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 20:05
                                Marycha, jestem kawalerem z odzysku. A jaką goloneczkę lubisz najbardziej? W
                                jakich ziółeczkach podgotowaną przed pieczniem? A samodzielnie tarty chrzanik?
                                Tarłaś kiedyś? Ja tak.
                                P,.
                                • lolyta Re: piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 20:14
                                  A jaka masz technologie tarcia? Maska do snorklingu jest niezla ;)
                                  to co z tym nowym watkiem apetycznym?
                                  • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 21:09
                                    O nie! Już nie trę! Miałem taki fajny słoik, w którego nakrętce była tarka.
                                    Nawet przy otwartym na oścież oknie bolało w oczy i nos straszliwie! Teraz
                                    kupuję. A technika tarcia - zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
                                    P.
                                • marijohanna Re: piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 21:36
                                  do tej pory jedyny PRAWDZIWY mezczyzna mego zycia tarl dla mnie chrzanik, czyli
                                  moj tatus:)))

                                  hmmm nie orientuje sie jak oni tu pieka te golony, ale mniamusne wielce:))

                                  kawaler z odzysku powiadasz??? ;)) mmmmmmmh
                                  • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 21:47
                                    No, tego ostatniego pomruku (jak to literalnie odczytuję a usiłuję
                                    onomatopeicznie przetworzyć na mp3) to niezabardzo rozumię.
                                    A co do goloneczek to najpierw w jarzynkach podgotować, nakłuwając nożem
                                    skórke, żeby miesko przeszło smakiem, a później piec. kwestia tylko, czy na
                                    blasze, czy na ruszcie (są takie blachy z rusztowaniem), tylko polewać
                                    ustawicznie. A może wcześniej zabejcować? Ja tam tak robię. Efekt? Mięsko
                                    soczyste, skórka chrupiaca. Czy można wymyślić coś pyszniejszego?
                                    Można...
                                    P.
                                    • marijohanna Re: piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 22:03
                                      mmmh to oznaka zadowolenia:))))

                                      szkoda, ze sklepy jutro pozamykane, polecialabym po miecho aby wyprobowac
                                      przepis:)))
                                      • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 22:13
                                        Przecie żadnego przepisu nie było. Jeszcze. To pierwsze primo.
                                        Drugie primo - miesko kupuj z pewnego źródła, to sklepowe bywa zaprawdę
                                        róźniaste.
                                        Poza tym - jak już mięsko podpieczone, to warto posmarować miodzikiem
                                        rozrobionym z piwem - oj, skórka będzie pięknie chrupiała!
                                        P.
                                        • marijohanna Re: piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 22:29
                                          a jakie to jest sprawdzone zrodlo??? mam dobrego rzeznika pod nosem (haha! ale
                                          mi sie przez przypadek wic udal. sorry insider dowcip)

                                          wiesz, ja w sumie nigdy nie gotuje scisle wg przepisow (no moze za wyjatkiem
                                          ciast), potrzebny mi czasem jakis kop aby opadla mnie inwencja tworcza:)))

                                          piwo ofkors. i miodzio tez:))
                                          • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 22:33
                                            Słuchaj, Trawka, to ja juz nic nie mam do dodania. Sprawdzone źródło - znajomy
                                            rzeżnik, reszta - na oko, wg smaku próbowanego co chwila i kop jako impuls.
                                            No i piffko ofkors.
                                            A ty jesteś mężata?
                                            P.
                                            • marijohanna Re: piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 22:41
                                              no jestem. tak chronicznie (widocznie podoba mi sie ta instytucja). ale
                                              niedlugo moze znow bede panna z odzysku znow:)) huehue
                                              • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 22:45
                                                No dobra. Ale żeby wszystko było jasne: nie mam na imię Tessa, choć być może to
                                                ładne imię i myślałem, że twój tatuś woli trzeć chrzan niż rozdeptywać świnki
                                                morskie.
                                                P.
                                                • marijohanna Re: piter czy ty jestes zonaty??? 17.04.04, 22:50
                                                  no w drodze na balkon sie potknal biedak ;))


                                                  on zawsze trze chrzan na "wolnym" powietrzu!
                                                  • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 22:55
                                                    Marycha, a dając spokój tatusiowi - deptaczowi świnek morskich i mężowi (nie
                                                    wiem co depcze) - a flaczki lubisz? A jesli tak to jakie - gotowane (to z jakim
                                                    zestawem warzyw), na gęsto, czy panierowane i smażone (bez cięcia na "makaron")?
                                                    P.
                              • Gość: Piter Re: piter czy ty jestes zonaty??? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 21:16
                                No, oczywiście, Gandziu, podeszłaś mię podstępnie, niczym pijane dziecko we
                                mgle. A cóż to ma za znaczenie, czym żonaty? Czyżbys spoglądała na naszą uroczą
                                rzeczywistość przez pryzmat małżeńskiego zniewolenia? Aż się boję mysleć...
                                P.
    • marijohanna piter! 17.04.04, 22:55
      alesmy skrecili watek:))

      milo bylo cie poznac! pozdrawiam i zmykam:)
      • Gość: Piter Re: piter! IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 17.04.04, 22:59
        Pa i smacznego na jutro!
        P.
        • marijohanna Re: piter! 17.04.04, 23:02
          szybko napisze jeszcze! flaczki lubie i eintopfy (mieszkam w ich ojczyznie!).
          ale o flaczkach smazonych nie slyszalam. musisz mnie jutro uswiadomic!! ;))

          pa
          • Gość: Piter Re: piter! IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 17.04.04, 23:21
            Ha! To miło cię zaskoczyć!
            Do kulinarnego juterka!
            P.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja