Mit „syndromu maltretowanego męża”

11.01.11, 20:50
www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=1021
W ostatnich latach, kiedy publicznie omawia się temat przemocy w relacjach między płciami, czy to w mediach, czy na konferencjach lub szkoleniach, niemal zawsze pada pytanie o znęcanie się nad mężczyznami przez kobiety. Z pewnych wypowiedzi można by niemal wywnioskować, że jest prawie tyle samo krzywdzonych mężczyzn, co i kobiet, oraz, że przemoc kobiet wobec mężczyzn polega głównie na różnych formach psychicznego znęcania się. Mitem najbardziej uderzającym w bezpieczeństwo kobiet jest ten, że mężczyźni są maltretowani przez kobiety z taką samą częstotliwością, co kobiety przez mężczyzn.
[...]
Jednak nawet uściślając statystyki przygotowane przez tę grupę, uzyskujemy proporcje 16 krzywdzonych kobiet na 1 krzywdzonego mężczyznę. Według policji i wymiaru sprawiedliwości sprawcą 90 do 95% przypadków przemocy fizycznej w rodzinie jest mężczyzna. (…) Analiza Schwarza (1) wykazała, że mężowie maltretowani przez żony, w istocie, częściej składają zawiadomienia, niż żony maltretowane przez mężów.
[...]
Średnia długość kary (w Michigan) dla mężczyzny, który zabił swoją partnerkę życiową, to od 2 do 6 lat pozbawienia wolności. Dla kobiety, która zabija swojego partnera życiowego średnia kara wynosi od 15 do 17 lat więzienia.
    • bene_gesserit Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 11.01.11, 22:20
      Ja to bym chetnie przeczytala taka ksiazke, ale traktująca o sytuacji w Polsce.
    • berta-live Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 11.01.11, 23:56
      Ta rozbieżność wyroków to w zasadzie mnie nie dziwi. Z trzech powodów.

      1. W przypadku mężczyzn mamy do czynienia najczęściej z pobiciem ze skutkiem śmiertelnym a w przypadku kobiet z morderstwem z premedytacją.
      2. Mężczyźni są zamożniejsi, więc stać ich na lepszego adwokata.
      3. Amerykańskie sądy nie są niezawisłe i sędziowie wydają wyroki takie jakie lud chciałby usłyszeć a nie takie jakie są sprawiedliwe. Kobieta morderczyni burzy stereotypowy wizerunek niewinnej smerfetki, więc lud domaga się krwi w dwójnasób.
    • tully.makker Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 12.01.11, 17:41
      najbardziej przeraza mnie zrownywanie - czesto brutalnej - przemocy fizycznej, stosowanej czesto przez mezczyn, z tzw - przemoca psychiczna, jakoby stosowana przez kobiety. Do owej przemocy psychicznej zalicza sie czasami oczekiwanie wypelniania obowiazkow domowych, lub znoszenia przez faceta rownorzednego wkladu w dobrobyt rodziny.

      Tiaaaaa
      • corgan1 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 12.01.11, 17:52
        > Do owej przemocy psychicznej zalicza sie czasami oczekiwanie wypelniania obowiazkow
        > domowych,

        Czyli jeśli ona żąda żeby on ruszył d...pę i znalazł sobie pracę to jest to "oczekiwanie wypelniania obowiązków domowych" ale jeśli on po 10 godzinach harówki chce mieć na stole ciepły obiad albo mówi jej żeby ruszyła d...pę i poszukała sobie jakieś pracy to już jest znęcanie się? :)

        > lub znoszenia przez faceta rownorzednego wkladu w dobrobyt rodziny.

        Znaczy zarobki jego są jednocześnie i automatycznie zarobkami jej. Natomiast to czy jej zarobki są jednocześnie zarobkami jego nie jest wcale oczywiste, bo przecież ona można uznać że nie będzie utrzymywać w domu darmozjada i wystawi mu walizki za drzwi. :))
        • tully.makker Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 12.01.11, 17:58
          Biedaku, kto cie tak skrzywdzil? Jak mozemy ci pomoc?
          • corgan1 lekceważenie kobiecej agresji i przemocy 12.01.11, 18:30
            jest tak wszechobecne że aż niewidzialne.

            A propo - masz może dostęp do badań które by stwierdziły gdzie dziewczynki w wieku szkolnym spotykają się z przemocą i z której strony? doświadczają jej bardziej ze strony rówieśniczek czy może rówieśników? :))
      • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 12.01.11, 18:15
        Zeby byla mozliwa przemoc psychiczna, musi byc spelniony jeden warunek - ofiara musi byc od sprawcy w jakis sposob zalezna i nie moc sie przed nim obronic bez pomocy osob trzecich. Przemoc psychiczna prawie zawsze laczy sie z przemoca fizyczna lub z grozbami uzycia sily i ma na celu zniechecenie ofiary do szukania pomocy na zewnatrz.

        Kobieta na ogol jest bezbronna wobec agresji mezczyzny, bo nie dosc ze moze on w kazdej chwili przejsc od slow do rekoczynow, to jeszcze przy ewentualnym rozstaniu jest ona na przegranej pozycji, czesto finansowej (zaczynanie od zera samej z dziecmi i groszowymi alimentami) i prawie zawsze spolecznej.

        Mezczyzna moze byc ofiara przemocy psychicznej wylacznie jesli jest ciezko chory lub jest inwalida.
        • ritsuko Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 16.01.11, 17:57
          sabinac-0 napisała:
          > Mezczyzna moze byc ofiara przemocy psychicznej wylacznie jesli jest ciezko chor
          > y lub jest inwalida.

          Napisz książkę o tym. Takie "mądrości" nie powinny się marnować.


          :/
          • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 16.01.11, 19:00
            ritsuko napisała:

            > Napisz książkę o tym. Takie "mądrości" nie powinny się marnować.
            >
            Jesli chcesz rozmawiac, przedstaw swoje zdanie na omawiany temat, jesli nie zgadzasz sie z moimi argumentami, przedstaw komtrargumenty.
            Bo na razie zachowujesz sie jak nadasana dziunia siedzaca sama w kacie.
            • ritsuko Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 16.01.11, 19:55
              Nadąsana dziunia jakoś zna przypadki mężczyzn w pełni sprawnych, do tego pracujących w zawodach wskazujących raczej na znajomość tematu i latami godzących się na przemoc zarówno psychiczną jak i fizyczną. Niedobrze mi się robi od generalizacji tego typu. Co Ty wiesz o byciu zmanipulowanym, zniżonym do poziomu zera? Co Ty wiesz o mechanizmach psychicznych? Panienka, która łyka wszystkie femimądrości jak młody pelikan. Cały ten wątek to jakaś paranoja. Odpuśćmy temat tej przemocy, bo tylko odwraca uwagę od kobiecej. To odpuśćmy też kobiecą pedofilię i parę innych problemów, bo są mitami, marginesem.
              • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 17.01.11, 11:32
                ritsuko napisała:

                > Co Ty wiesz o byciu zmanipulowanym, zniżonym do poziomu zera?
                > Co Ty wiesz o mechanizmach psychicznych? Panienka, która łyka wszystkie femimą
                > drości jak młody pelikan.

                A ty masz jakis profesjonalny wglad w sprawe czy tylko tak sobie piszesz zeby pokazac ze tez jestes madra?

                > Cały ten wątek to jakaś paranoja.

                Czy ktos ci kaze tu pisac?
                • nihil-istka Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 17.01.11, 11:39
                  Z sabina nie wygrasz ritsuko, ona cale zycie swwemu staremu mezowi potulnie kapcie przynosila i dzieci mu rodzila, a na forum bojowa feministke odgrywa aby sobie odreagowac.
      • berta-live Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 12.01.11, 18:57
        Przemoc psychiczna jest dokładnie tak samo niszcząca jak przemoc fizyczna. W zasadzie nawet bardziej, bo sama przemoc fizyczna, pozbawiona elementów przemocy psychicznej nie jest aż tak bardzo destrukcyjna, o ile nie osiąga takiego poziomu że stanowi bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia ofiary. Obrazowo można to tak przedstawić, że przemoc fizyczna to próba zabicia albo okaleczenia kogoś własnymi rękami a przemoc psychiczna to doprowadzenie kogoś do takiego stanu, żeby zabił albo okaleczył się sam.

        Natomiast można zadać pytanie, po jaką cholerę ktoś kto nie jest ubezwłasnowolniony, trzyma się tego sprawcy przemocy. Normalny człowiek ma na tyle poczucia godności osobistej i instynktu samozachowawczego, że nie pozwoli na pewne formy zachowania wobec siebie. Czyli mamy sytuację, że albo ofiara ma jakieś zaburzenia psychiczne albo jednak jest na swój sposób ubezwłasnowolniona np presją społeczną, wspólnymi finansami, wpływowym teściem, który pomaga w rozwoju kariery, itp.
        • nihil-istka maltretowany maz? 12.01.11, 18:59
          Maltretowany maz? To nie mezczyzna
        • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 13:40
          berta-live napisała:

          > sama przemoc fizyczna, pozbawiona elementów przemocy
          > psychicznej

          Uwazasz, ze istnieje cos takiego?
          • berta-live Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 14:05
            Tak, np walnięcie kogoś w afekcie. W tym kontekście jest to zwykła wymiana informacji na poziomie emocjonalnym, jak to ktoś kiedyś ładnie zdefiniował. Podobnie jest w przypadku nawrzeszczenia czy zwyzywania kogoś pod wpływem wzburzenia, potłuczenia talerzy itp. Żeby dane zachowanie można było nazwać przemocą to musi zawierać element wyrachowania i działania na zimno. W przeciwnym wypadku jest to zwykły szał wariata. Oczywiście też irytujący i też mogący doprowadzić kogoś do załamania nerwowego, zwłaszcza jak ten ktoś nie potrafi się zdystansować od wybryków sprawcy.
            • nihil-istka Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 15:22
              Ta berta to dosyc madra jest.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 11:21

      > Średnia długość kary (w Michigan) dla mężczyzny, który zabił swoją partnerkę ży
      > ciową, to od 2 do 6 lat pozbawienia wolności. Dla kobiety, która zabija swojego
      > partnera życiowego średnia kara wynosi od 15 do 17 lat więzienia.

      Ten fragment jest interesujący bo zawiera faktyczną statystykę, a nie jedynie subiektywne odczucia dotyczące przemocy psychicznej.
      To jest naprawdę zadziwiająca, wręcz niezrozumiała dysproporcja.
      • bene_gesserit Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 16:22
        Zupelnie zrozumiala.
        Tez w USA przeprowadzono kiedys badania, w ktorych wykazano, ze najmniejsze kary za podobne/te same przewinienia dostaja ludzie ładni, nieco wieksze - brzydale, a najbardziej obrywa sie osobom o przecietnym wyglądzie. Sady to ludzie, stety czy nie.

        Chcialabym zobaczyc statystyki dotyczace Polski, bo USA to jest daleko.
        • nihil-istka Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 16:45
          Oj trujecie benek. W USA jury przesadza o winie. Natomiast wysokosc wyroku feruje stary, zawodowy sedzia , ktory nie odroznilby Marylin Monroe od krowy i ktoremu wyglad oskarzonego calkowicie zwisa.
        • berta-live Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 16:52
          Coś mi się wydaje, że jakieś przekłamania są w tych badaniach. Prawo anglosaskie jest oparte na precedensach, nie na kodeksie. I jak jakaś osoba dostała jakiśtam wyrok za jakieśtam przestępstwo, to każda następna, która dopuści się tego samego czynu, w tych samych okolicznościach, też musi dostać taki sam wyrok.
          • bene_gesserit Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 12:23
            O ile pamietam, badano lekkie przewinienia - drobne kradzieze, akty wandalizmu itd. Tu nie ma precedensow, bo prawo je reguluje od dawna - sa natomiast widelki, w zaleznosci od okolicznosci przyznaje sie grzywne, prace spoleczne albo miesiac wiezienia np.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 09:41

          bene_gesserit napisała:

          > Zupelnie zrozumiala.
          > Tez w USA przeprowadzono kiedys badania, w ktorych wykazano, ze najmniejsze kar
          > y za podobne/te same przewinienia dostaja ludzie ładni, nieco wieksze - brzydal
          > e, a najbardziej obrywa sie osobom o przecietnym wyglądzie. Sady to ludzie, ste
          > ty czy nie.
          >
          > Chcialabym zobaczyc statystyki dotyczace Polski, bo USA to jest daleko.

          Ja też, ale póki co mamy statystyki usa.
          Ja widzę dwie źródła takiej dysproporcji.
          1. Manipulacja, bo np. wyrok za zabójstwo partnerki jest tylko jednym ze składowych wyroku za przestępstwa których się dopuścił. Jako że przemocy dopuszczają się częściej osoby które mają konflikty z prawem.
          2. Zupełnie inna grupa demograficzna. W sensie - kobiety-partnerki zabijają czarni mężczyźni na haju w napadzie furii. Mężczyzn-partnerów zabijają białe kobiety na zimno dla pieniędzy.
          Wówczas byłoby uzasadnienie
          • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 10:33
            g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

            > Ja widzę dwie źródła takiej dysproporcji.
            > przemocy dopuszczają
            > się częściej osoby które mają konflikty z prawem.
            > zabijają cza
            > rni mężczyźni na haju w napadzie furii.
            > zabijają białe kobie
            > ty na zimno dla pieniędzy.

            Taka jest ludowa opinia, ale to strzal kula w plot.
            Przyklady, ktore podajesz, sa najbardziej widoczne w mediach, ale nie najczestsze.

            Przede wszystkim zjawisko przemocy NIE JEST zalezne od wyksztalcenia ani pozycji spolecznej. Jedynie zglaszalnosc tych aktow jest wieksza w nizszych warstwach, bo ci z ladnych domkow ukrywaja takie sprawy (nieraz odnosze wrazenie,ze za wiekszoscia kulturalnych rozwodow gdzie pani mowi "juz nie jestesmy razem, ale wciaz sie przyjaznimy" kryje sie przemoc).

            Wiekszosc sprawcow przemocy wobec partnerki, poza domem ma opinie wzorowych obywateli. Wiekszosc nie ma na koncie nawet mandatu za zle parkowanie. Maja opinie spokojnych. Jesli nawet czegos naduzywaja, to "w domu po kryjomu".
            Za to ich ofiary maja opinie kaprysnych, histeryczek, "rozpieszczonych bab ktorym niczego nie brakuje", nie wiedzacych czego chca.
            Jesli taki facet zabije, zwykle jego akt spotyka sie ze zrozumieniem - nawet przysiegli stwierdzaja ze "biedaka nerwy poniosly".

            Wiekszosc (poza przypadkami zimnych zabojczyn-modliszek, bardzo nielicznymi i baaaardzo glosnymi w prasie) kobiet, ktore zabily partnera, bylo latami dreczonych a systematyczne pranie mozgu spowosdowalo, ze nie widzialy mozliwosci szukania pomocy na zewnatrz.
            Tyle ze kazdy akt, ktory nie byl bezposrednia obrona wlasna, np. zadanie ciosu w czasie klotni gdy partner jeszcze nie zaczal bic, jest traktowane jako zbrodnia z premedytacja, a jesli partner cokolwiek posiadal, jako "zabojstwo dla pieniedzy".

            Chyba nie musze dodawac, ze stereotypy "agresywnych, nacpanych czarnych" i "zimnych, majetnych bialych" maja tyle wspolnego z prawda co legenda o popielu i myszach.
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 11:15
              sabinac-0 napisała:

              >
              > Taka jest ludowa opinia, ale to strzal kula w plot.
              > Przyklady, ktore podajesz, sa najbardziej widoczne w mediach, ale nie najczests
              > ze.

              Oczywiście trochę sytuację przejaskrawiłem, ale w końcu szukamy źródła dysproporcji.


              > Przede wszystkim zjawisko przemocy NIE JEST zalezne od wyksztalcenia ani pozycj [...]

              Litości. Olbrzymia większość zabójstw ma bezpośredni związek z alkoholem i podobnie ma się sprawa w przypadku pozostałych aktów przemocy. Masz statystycznie większe szanse dostać w zęby jak się zwiążesz ze zbieraczem złomu, niż z urzędnikiem.

              > Chyba nie musze dodawac, ze stereotypy "agresywnych, nacpanych czarnych" i "zim
              > nych, majetnych bialych" maja tyle wspolnego z prawda co legenda o popielu i my
              > szach.

              Taaa, tylko dziwnym trafem w amerykańskich więzieniach siedzi 5% wszystkich czarnych mężczyzn... A skazanych było z tego co pamiętam w granicach 20% (to musiałbym sprawdzić).

              Ale cały czas chodzi o to dlaczego niby facet dostaje za zabójstwo 6 lat, a kobieta 15. Sądy w USA są takie skrajnie antykobiece? Czy może faceci częściej dostają zarzut np. pobicia ze skutkiem śmiertelnym? Bo to też tłumaczyłoby różnicę.
              • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 13:13
                g.r.a.f.z.e.r.o napisał:
                >
                > Oczywiście trochę sytuację przejaskrawiłem, ale w końcu szukamy źródła dyspropo
                > rcji.
                >
                Zauwaz, ze te przejaskrawienia spowodowane amatorskim "szukaniem zrodel" wyraznie faworyzuja sprawcow - mezczyzn.

                > Olbrzymia większość zabójstw ma bezpośredni związek z alkoholem i podo
                > bnie ma się sprawa w przypadku pozostałych aktów przemocy.

                Alkohol to bardzo demokratyczna uzywka, czyni ludzi rownymi niczym pan Colt. :)
                Alkoholizm nie jest zalezny od wyksztalcenia czy pozycji - jedynie w warstwach "wyzszych" jest lepiej ukrywany.

                Ale to dygresja - bo w rzeczywistosci alkohol moze nasilac istniejaca przemoc, ale nie jest jej przyczyna.

                > Masz statystycznie w
                > iększe szanse dostać w zęby jak się zwiążesz ze zbieraczem złomu, niż z urzędni
                > kiem.
                >
                Nie. Jedynie ze zbieraczem zlomu masz statystycznie wieksze szanse, ze za danie ci w zeby pojdzie siedziec, a z urzednikiem wieksze szanse, ze bedziesz sie latami meczyc majac opinie "niezrownowazonej co nie docenia porzadnego faceta". :)

                > Taaa, tylko dziwnym trafem w amerykańskich więzieniach siedzi 5% wszystkich cza
                > rnych mężczyzn... A skazanych było z tego co pamiętam w granicach 20% (to musia
                > łbym sprawdzić).
                >
                Juz ustalilismy - ilosc skazanych nie zawsze przeklada sie na ilosc sprawcow.

                > Ale cały czas chodzi o to dlaczego niby facet dostaje za zabójstwo 6 lat, a kob
                > ieta 15. Sądy w USA są takie skrajnie antykobiece?

                Sadze, ze tak, zwlaszcza w poludniowych stanach.
                Glosny byl przypadek schizofreniczki wypisanej ze szpitala w ostrej psychozie bo skonczylo sie jej ubezpieczenie, ktora pod wplywem urojen zabila swoje dzieci i otrula sie sama, lecz ja odratowano. Zostala skazana na smierc i stracona, pomimo ze wg norm wogole nie powinna byla zostac osadzona.
                W tym czasie wielu mezczyzn, ktorzy zastrzelili kogos na zimno w czasie napadu rabunkowego, wykpiwa sie kilku-kilkunastoletnim wyrokiem.

                Czy może faceci częściej dos
                > tają zarzut np. pobicia ze skutkiem śmiertelnym? Bo to też tłumaczyłoby różnicę
                > .
                Pomijasz jeden istotny szczegol - praktycznie wszystkie zabojstwa partnerek (w kraju, gdzie mieszkam ponad 90%, w tym WSZYSTKIE przypadki, ktore przeszly przez moje rece) maja miejsce wtedy, gdy partnerka decyduje sie odejsc a najczesciej juz PO rozstaniu.
                Zazwyczaj scenariusz jest taki: para juz nie mieszka razem, on za nia chodzi lub czai sie w miejscach, gdzie jego byla przebywa (pod domem, w pracy), w koncu dopada ja, wyciaga na rozmowe i nagle "dostaje nerwa", wyciaga jakies narzedzie, ktore ma "przypadkiem" przy sobie, i ja zabija, zwykle bardzo brutalnie.
                W ostatnim przypadku, gdzie pisalam opinie (pare tygodni temu) 16-letniej ofierze wbito w szyje noz do chleba, duzy i zabkowany - dziewczyna rozstala sie ze sprawca kilka miesiecy wczesniej, feralnego dnia czekal na nia na przystanku i poprosil by go odprowadzila do domu bo "wieczorem wyjezdza na dlugo i chce sie pozegnac".
                Rok temu robilam sekcje niespelna trzydziestoletniej kobiety, ktorej byly maz zadal 26 ciosow nozem - przyszedl do niej do pracy, noz mial ze soba.

                Sprawca zazwyczaj jest trzezwy, tylko czasem sie zdarza, ze sobie lyknie "dla kurazu" przed akcja.
                Potem "biedny zuczek" trzesie sie, placze ze "on nie chcial tylko taki nerwowy jest", czasem przy policji lub swiadkach straszy ze sie bedzie chlastac lub nawet cos sobie robi.

                Jak to jest "afekt" lub "tylko pobicie ze skutkiem" to ja jestem chinska cesarzowa.

                Tutaj tez latami zastanawiano sie jak to ugryzc, az w koncu wpisano do kodeksu paragraf "zbrodnia meskiego szowinizmu". Zbrodnia taka, choc na zewnatrz sprawia wrazenie "zabojstwa w afekcie", w rzeczywistosci jest zimnym aktem z premedytacja.

                Meski szowinizm polega na tym, ze mezczyzna traktuje kobiete jak wlasnosc - swoja lub innego mezczyzny ale zawsze czyjas. Jest to tak zakorzenione w kulturze, ze i mezczyzni, i kobiety owa meska chec posiadania traktuja jako dowod uczucia ("kocham cie bo jestes moja").
                Agresja meskiego szowinisty nie jest spowodowana ani "nerwami", ani alkoholem, lecz lekiem przed utrata swej wlasnosci. Bojki z nowym partnerem kobiety sa niczym przywalenie zlodziejowi ze wyciagnal lapy po cudze, zabicie kobiety zas opiera sie na mysleniu ze "jak nie bedzie moja, to nie bedzie niczyja".

                • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 13:38
                  > >
                  > Zauwaz, ze te przejaskrawienia spowodowane amatorskim "szukaniem zrodel" wyrazn
                  > ie faworyzuja sprawcow - mezczyzn.

                  To nie tak, ja szukam źródeł faworyzowania mężczyzn.


                  > Ale to dygresja - bo w rzeczywistosci alkohol moze nasilac istniejaca przemoc,
                  > ale nie jest jej przyczyna.

                  Czyli nie ma WYRAŹNEJ korelacji pomiędzy alkoholem a przemocą/przestępczością? Bo mi się wydaje że jest to najsilniejszy związek jaki można znaleźć wogóle.


                  > Nie. Jedynie ze zbieraczem zlomu masz statystycznie wieksze szanse, ze za danie
                  > ci w zeby pojdzie siedziec, a z urzednikiem wieksze szanse, ze bedziesz sie la
                  > tami meczyc majac opinie "niezrownowazonej co nie docenia porzadnego faceta". :
                  > [...]
                  > Juz ustalilismy - ilosc skazanych nie zawsze przeklada sie na ilosc sprawcow.

                  Czyli twierdzisz że z jednej strony nie istnieje związek pomiędzy przemocą a grupą etniczną/społeczną (w sensie że faceci wszędzie są tacy sami), a z drugiej strony uważasz że istnieje bardzo duży zależność pomiędzy z grupą społeczną a zgłaszalnością przestępstw (wg. którego w zależności od demografii kobiety będą, bądź nie, skłonne zgłaszać przestępstwa). Przecież to się kupy nie trzyma.

                  > Sadze, ze tak, zwlaszcza w poludniowych stanach.

                  Ja też się przychylam do tego zdania, ale niestety nie jesteśmy w stanie tego potwierdzić.

                  > Zazwyczaj scenariusz jest taki: para juz nie mieszka razem, on za nia chodzi lu
                  > b czai sie w miejscach, gdzie jego byla przebywa (pod domem, w pracy), w koncu
                  > dopada ja, wyciaga na rozmowe i nagle "dostaje nerwa", wyciaga jakies narzedzie
                  > , ktore ma "przypadkiem" przy sobie, i ja zabija, zwykle bardzo brutalnie.

                  Do mnie trafiają jedynie medialne relacje z Polski (jako że zawodowo nie jestem z tematem związany), i dużo częściej pobicie partnerki ma miejsce podczas libacji. Choć kilka morderstw na byłych (albo niedoszłych) partnerkach też pamiętam. A przeciez aby zakwalifikowac czyn jako morderstwo, musi zachodzić zamiar pozbawienia życia.
                  • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 22:26
                    g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                    > Czyli nie ma WYRAŹNEJ korelacji pomiędzy alkoholem a przemocą/przestępczością?
                    > Bo mi się wydaje że jest to najsilniejszy związek jaki można znaleźć wogóle.
                    >
                    W przypadku przemocy wobec kobiet zwiazek ten jest pozorny tzn. wobec pijanego sprawcy czesciej wszczyna sie postepowanie niz wobec trzezwego.

                    > Czyli twierdzisz że z jednej strony nie istnieje związek pomiędzy przemocą a gr
                    > upą etniczną/społeczną (w sensie że faceci wszędzie są tacy sami), a z drugiej
                    > strony uważasz że istnieje bardzo duży zależność pomiędzy z grupą społeczną a z
                    > głaszalnością przestępstw (wg. którego w zależności od demografii kobiety będą,
                    > bądź nie, skłonne zgłaszać przestępstwa). Przecież to się kupy nie trzyma.
                    >
                    Alez jest to logiczne.
                    Wez pod uwage, ze statystyki obejmuja wylacznie przestepstwa ZGLOSZONE, stad pozor, ze maltretowanie kobiet to "nie my tylko margines".
                    Tymczasem spotkalam juz bite prawniczki czy lekarki - one jednak wolaly sie po cichu rozwiesc "bu nie bylo wstydu", utrzymujac pozor "przyjaznych stosunkow" z dreczycielem niz zglosic sprawe.
                    Nie chcialy by koledzy z pracy patrzyli na nie jak na margines...

                    Tak juz jest w PL ze bycie bita zona to wstyd a bijacym mezem - niekoniecznie.
                    >
                    > Do mnie trafiają jedynie medialne relacje z Polski (jako że zawodowo nie jestem
                    > z tematem związany), i dużo częściej pobicie partnerki ma miejsce podczas liba
                    > cji.

                    Tak sugeruja dykteryjki w gazetach, w Polsce problem przemocy wobec kobiet tak wlasnie jest pokazywany w mediach - jako problem pijakow i lumpow a nie "porzadnych ludzi".
                    Pracujac w Polsce widzialam wiele pobitych kobiet - i nie byly to srodowiska pijackie.

                    > A przeciez aby zakwalifikowac czyn jako morderstwo, musi zachodzić zamiar poz
                    > bawienia życia.
                    >
                    A jaki zamiar moze miec ktos, kto sledzi byla i w dogodnym momencie wyciaga ja na rozmowe w cztery oczy, majac ukryty noz?
                    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 22:56
                      Pozwól że zacznę od końca.
                      >
                      > > A przeciez aby zakwalifikowac czyn jako morderstwo, musi zachodzić zamiar
                      > poz
                      > > bawienia życia.
                      > >
                      > A jaki zamiar moze miec ktos, kto sledzi byla i w dogodnym momencie wyciaga ja
                      > na rozmowe w cztery oczy, majac ukryty noz?

                      Ja pisałem o awanturach w czasie libacji. Wtedy dochodzi do morderstw które niekoniecznie można udowodnić, bo ciężko dowieść tego zamiaru. Nie miałem na myśli byłych/niedoszłych partnerek gdzie jest to wręcz oczywiste.

                      A teraz od początku.

                      > W przypadku przemocy wobec kobiet zwiazek ten jest pozorny tzn. wobec pijanego
                      > sprawcy czesciej wszczyna sie postepowanie niz wobec trzezwego.

                      Ok, mogę się zgodzić.

                      > >
                      > Alez jest to logiczne.
                      > Wez pod uwage, ze statystyki obejmuja wylacznie przestepstwa ZGLOSZONE, stad po
                      > zor, ze maltretowanie kobiet to "nie my tylko margines".
                      > Tymczasem spotkalam juz bite prawniczki czy lekarki - one jednak wolaly sie po
                      > cichu rozwiesc "bu nie bylo wstydu", utrzymujac pozor "przyjaznych stosunkow" z
                      > dreczycielem niz zglosic sprawe.
                      > Nie chcialy by koledzy z pracy patrzyli na nie jak na margines...

                      Tak, a kobiety "z marginesu" to pierwsze co zrobią to na policję biegną zgłosić że chłop je bije... w końcu mają gdzie pójść i bez niego bez najmniejszego problemu dzieci utrzymają.
                      W końcu one wiedzą gdzie się po pomoc zgłosić, mogą liczyć na wsparcie bliskiego otoczenia i wiedzą jak sobie radzić z policją i w sądzie...
                      To się dalej kupy nie trzyma.

                      Tak czy inaczej jest to zachowanie społecznie piętnowane, sprzeczne z prawem i będące wyrazem braku szacunku dla norm i drugiego człowieka. I nie uwierzę że dziwnym trafem tylko w przypadku przemocy wobec kobiet nie występuje korelacja z innymi zachowaniami przestępczymi/łamaniem norm społecznych.


                      > Tak sugeruja dykteryjki w gazetach, w Polsce problem przemocy wobec kobiet tak
                      > wlasnie jest pokazywany w mediach - jako problem pijakow i lumpow a nie "porzad
                      > nych ludzi".

                      Oczywiście, to byłoby znaczące nadużycie

                      > Pracujac w Polsce widzialam wiele pobitych kobiet - i nie byly to srodowiska pi
                      > jackie.

                      Zaraz, przecież mówiłaś że te porządne się maskują a "margines" przemoc zgłasza.
                      • bene_gesserit Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 15.01.11, 00:23
                        Wez se poczytaj.
                        www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=sprawcy
                        www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=mity
                      • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 15.01.11, 10:51
                        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                        > Ja pisałem o awanturach w czasie libacji. Wtedy dochodzi do morderstw które nie
                        > koniecznie można udowodnić, bo ciężko dowieść tego zamiaru. Nie miałem na myśli
                        > byłych/niedoszłych partnerek gdzie jest to wręcz oczywiste.
                        >
                        Owe "awantury w czasie libacji" sa incydentalne, ale chetnie opisywane w gazetach - bo skutecznie ukrocaja wszelkie dyskusje na temat przemocy, sprowadzajac ja do kategorii "smutne skutki picia wodki".
                        Sprawa zostaje odfajkowana - to nie meski szowinizm tylko wodka.
                        A jak nawet cos wyjdzie na jaw - skonstatuja ze np. brutalny prawnik wypil przed klotnia drinka a jego pobita zona likierek i pojdzie w swiat ze "awantura w czasie libacji". :P

                        > Tak, a kobiety "z marginesu" to pierwsze co zrobią to na policję biegną zgłosić
                        > że chłop je bije...

                        Owszem, w takich srodowiskach czesciej dochodzi do zgloszenia - niekoniecznie przez same kobiety, czesto przez dalszych krewnych lub sasiadow - ludzie zyja w wiekszym zageszczeniu i kloca sie glosniej.
                        Nie musze chyba dodawac ze w Polsce od zgloszenia "awantury domowej" do rozwiazania problemu droga bardzo, bardzo daleka.
                        >
                        > I nie uwierzę że d
                        > ziwnym trafem tylko w przypadku przemocy wobec kobiet nie występuje korelacja z
                        > innymi zachowaniami przestępczymi/łamaniem norm społecznych.
                        >
                        Niemniej tak jest.

                        > > Pracujac w Polsce widzialam wiele pobitych kobiet - i nie byly to srodowi
                        > ska pi
                        > > jackie.
                        > Zaraz, przecież mówiłaś że te porządne się maskują a "margines" przemoc zgłasza
                        > .
                        Jak mawial Egipcjanin Sinuhe "przed lekarzem nawet Faraon staje nago".
                        Ale nawet mi probowaly wmawiac, ze "upadly na schodach" lub "uderzyly sie o klamkle".
                        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 15.01.11, 10:57

                          > Owe "awantury w czasie libacji" sa incydentalne, ale chetnie opisywane w gazeta
                          > ch - bo skutecznie ukrocaja wszelkie dyskusje na temat przemocy, sprowadzajac j
                          > a do kategorii "smutne skutki picia wodki".

                          Nie chodzi o to czy są incydentalne czy nie, chodziło mi o to że zabicie kogoś w czasie popijawy (i nie ważne tutaj czy to kobieta czy mężczyzna) trudniej zakwalifikować jako morderstwo. Mnie cały czas zastanawia ta dysproporcja w wyrokach, od tego wyszedłem.
                          • sabinac-0 Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 15.01.11, 18:30
                            g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                            > Mnie cały czas zastanawia ta dysproporcja w wyroka
                            > ch, od tego wyszedłem.

                            Mnie juz dawno przestala zastanawiac.
                            • nihil-istka Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 15.01.11, 20:43
                              Juz sie przestalas zastanawiac sabinac bo Alzheimer ci to uniemozliwia?
                    • nihil-istka W Izraelu nie ma przemocy domowej 15.01.11, 00:03
                      W Izraelu nie ma przemocy domowej, o czym sabinac moze zaswiadczyc.
                      Mezczyzni i kobiety nie maja okazji sie klocic , bo sa od siebie oddzieleni kratka - w synagodze, w autobusie i w lozku. Pozatem Zydzi nie naduzywaja alkoholu - z wyjatkiem sliwowicy. ha,ha,ha,ha,ha,ha Takze muzulmanie nie bija kobiet - tylko od razu je kamieniuja. Tylko ci wszyscy barbarzyncy Polacy bija swoje baby bezustannie.
                • kocia_noga Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 13:59
                  sabinac-0 napisała:

                  > Ale to dygresja - bo w rzeczywistosci alkohol moze nasilac istniejaca przemoc,
                  > ale nie jest jej przyczyna.

                  dokładnie; przemocowcy często piją alkohol, żeby bić. Wszystko to można znaleźć w literaturze naukowej dot. alkoholizmu i przemocy.


                  > Nie. Jedynie ze zbieraczem zlomu masz statystycznie wieksze szanse, ze za danie
                  > ci w zeby pojdzie siedziec, a z urzednikiem wieksze szanse, ze bedziesz sie la
                  > tami meczyc majac opinie "niezrownowazonej co nie docenia porzadnego faceta". :


                  też prawda, też opisana i zbadana.



                  > Juz ustalilismy - ilosc skazanych nie zawsze przeklada sie na ilosc sprawcow.

                  czy były mąż dziennikarki Hanny Lis siedzi ?

                  > Sadze, ze tak, zwlaszcza w poludniowych stanach.
                  > Glosny byl przypadek schizofreniczki wypisanej ze szpitala w ostrej psychozie b
                  > o skonczylo sie jej ubezpieczenie, ktora pod wplywem urojen zabila swoje dzieci
                  > i otrula sie sama, lecz ja odratowano. Zostala skazana na smierc i stracona, p
                  > omimo ze wg norm wogole nie powinna byla zostac osadzona.
                  > W tym czasie wielu mezczyzn, ktorzy zastrzelili kogos na zimno w czasie napadu
                  > rabunkowego, wykpiwa sie kilku-kilkunastoletnim wyrokiem.

                  Ameryka jest państwem niezwykle religijnym - nie tzreba dodawać, że panują tam głównie religie monoteistyczne - jedyny bóg to mężczyzna.



                  > Pomijasz jeden istotny szczegol - praktycznie wszystkie zabojstwa partnerek (w
                  > kraju, gdzie mieszkam ponad 90%, w tym WSZYSTKIE przypadki, ktore przeszly prze
                  > z moje rece) maja miejsce wtedy, gdy partnerka decyduje sie odejsc a najczescie
                  > j juz PO rozstaniu.
                  > Zazwyczaj scenariusz jest taki: para juz nie mieszka razem, on za nia chodzi lu
                  > b czai sie w miejscach, gdzie jego byla przebywa (pod domem, w pracy), w koncu
                  > dopada ja, wyciaga na rozmowe i nagle "dostaje nerwa", wyciaga jakies narzedzie
                  > , ktore ma "przypadkiem" przy sobie, i ja zabija, zwykle bardzo brutalnie.
                  > W ostatnim przypadku, gdzie pisalam opinie (pare tygodni temu) 16-letniej ofier
                  > ze wbito w szyje noz do chleba, duzy i zabkowany - dziewczyna rozstala sie ze s
                  > prawca kilka miesiecy wczesniej, feralnego dnia czekal na nia na przystanku i p
                  > oprosil by go odprowadzila do domu bo "wieczorem wyjezdza na dlugo i chce sie p
                  > ozegnac".
                  > Rok temu robilam sekcje niespelna trzydziestoletniej kobiety, ktorej byly maz z
                  > adal 26 ciosow nozem - przyszedl do niej do pracy, noz mial ze soba.
                  >
                  > Sprawca zazwyczaj jest trzezwy, tylko czasem sie zdarza, ze sobie lyknie "dla k
                  > urazu" przed akcja.
                  > Potem "biedny zuczek" trzesie sie, placze ze "on nie chcial tylko taki nerwowy
                  > jest", czasem przy policji lub swiadkach straszy ze sie bedzie chlastac lub naw
                  > et cos sobie robi.
                  >
                  > Jak to jest "afekt" lub "tylko pobicie ze skutkiem" to ja jestem chinska cesarz
                  > owa.
                  >


                  dodać należy, że jeszcze całkiem niedawno za zabójstwo w afekcie niekaralne albo karalne symbolicznie uważano zabicie "zdradzającej żony", podstawę stanowiły zeznania męża, ewentualnie jeszcze jakichś jego kolesi. Nie tak dawno rozumiem w granicach stulecia.

                  > Tutaj tez latami zastanawiano sie jak to ugryzc, az w koncu wpisano do kodeksu
                  > paragraf "zbrodnia meskiego szowinizmu". Zbrodnia taka, choc na zewnatrz sprawi
                  > a wrazenie "zabojstwa w afekcie", w rzeczywistosci jest zimnym aktem z premedyt
                  > acja.
                  >

                  to bardzo ciekawe co piszesz, zwłaszcza w Hiszpanii.


                  > Meski szowinizm polega na tym, ze mezczyzna traktuje kobiete jak wlasnosc - swo
                  > ja lub innego mezczyzny ale zawsze czyjas. Jest to tak zakorzenione w kulturze,
                  > ze i mezczyzni, i kobiety owa meska chec posiadania traktuja jako dowod uczuci
                  > a ("kocham cie bo jestes moja").
                  > Agresja meskiego szowinisty nie jest spowodowana ani "nerwami", ani alkoholem,
                  > lecz lekiem przed utrata swej wlasnosci. Bojki z nowym partnerem kobiety sa nic
                  > zym przywalenie zlodziejowi ze wyciagnal lapy po cudze, zabicie kobiety zas opi
                  > era sie na mysleniu ze "jak nie bedzie moja, to nie bedzie niczyja".
                  >
                  • nihil-istka Mezczyzni nie zencie sie!!! 14.01.11, 14:25
                    Przeciez obecne kobiety do malzenstwa sie nie nadaja. O wiele korzystniej dla mezczyzny, jest miec konkubine. Konkubine mozna wykopac bez problemu po kilku miesiacach i wziasc sobie i mlodsza i ladniejsza.
              • kocia_noga Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 14.01.11, 13:47
                g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                Litości. Olbrzymia większość zabójstw ma bezpośredni związek z alkoholem i podo
                > bnie ma się sprawa w przypadku pozostałych aktów przemocy. Masz statystycznie w
                > iększe szanse dostać w zęby jak się zwiążesz ze zbieraczem złomu, niż z urzędni
                > kiem.

                Mądrość ludowa przekonująca, że alkoholizm dotyka niższe warstwy społeczne stoi w sprzeczności z faktami.
      • rozczochrany_jelonek Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 21:51
        > To jest naprawdę zadziwiająca, wręcz niezrozumiała dysproporcja.

        być może zasłużyły sobie na wyższy wymiar kary.
    • gotlama Re: Mit „syndromu maltretowanego męża” 13.01.11, 20:18
      To inaczej nazywa się "pod pantoflem" - w imię świętego spokoju i "nierozerwalności związku tudzież dobra dzieci" znosi się chamstwo, którego nie tolerowało by się w relacjach z obcymi osobami. Prawda jest taka, ze kobiety wcale nie są "jako te lelije" i tez potrafią być bestiami.
      I powinno się o tym TEŻ mówić i pisać a nie marginalizować nawet gdyby to była tylko 1/10 przemocy domowej.
      Z racji pracy w męskim środowisku czasem muszę być jak ta "ciotka dobra rada" czyli tłumaczyć z kobiecego na męskie i odwrotnie. (czyli mąż zamiast powiedzieć "przepraszam" bierze się za woskowanie auta żony, a ona zamiast powiedzieć "przepraszam" - informuje go, że koledzy dzwonili, bo wybierają się na jakiś żużel ;)
      Wiesz jak działają stereotypy? Synio wracał z przedszkola podrapany przez dziewczynkę - na pytanie czemu na to pozwalasz - odpowiedział : "przecież jak bym ją uderzył to by się po ścianie rozsmarowała".( czyli całkiem użyteczny społecznie wpojony w domu stereotyp - nie bić słabszego) Działanie poszło w dwóch kierunkach - synio dostał szkolenie z technik obezwładniania słabszego agresora bez nadmiernych "uszkodzeń" ( odpowiednik szkoleń dla panów narażonych na przemoc domową) a panie przedszkolanki zostały uświadomione, że jak jeszcze raz spuszczą z oczu "drapaczkę" i dojdzie do konfrontacji, to będzie obdukcja lekarska i prokurator- czyli odpowiednik ostrzeżenia Policji odnośnie lekceważenia sytuacji gdy mężczyźni są ofiarami domowej przemocy.
      Poskutkowało w skali mikro - jest szansa że poskutkuje w skali makro.
      A wg ciebie powinno być odpuszczone, bo to słaba dziewczynka zaatakowała i nagłośnienie mogło by zaszkodzić tępieniu wielokrotnie częstszych agresywnych zachowań chłopców?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja