Mity macierzyństwa

06.02.11, 16:29
Ponieważ zauważyłam,że jest to temat fascynujący niektórych uczestników dyskusji tego forum zakładam nowy wątek.
Mam taką przewagę nad częscią męską dyskutantów i niekturymi dyskutantakami części zeńskiwwj że matką jestem, a wiec są to moje osobiste doświadczenia i nie muszą sie one porywać z doświadczeniami innych kobiet.
1. ciąża to stan błogosławiony - to stan trudny i psychicznie i fizycznie, ale nie demonicznie trudny;)
2. badania prenatalne są po to aby usunąć dziecko- wszyscy przechodzą prez badania prenatalne, zwykłe usg do nich nalezy nie mówiąc o badaniu przeziernosci karku, służą zdiagnozowaniu wady i uspokojeniu rodziców;)
3.poród to piękne przeżycie- miałam cesarke, ale podobno zwykle koszmar
4. tak cudownie jeść karmić piersią- to mówią ci co nigdy nie karmili, nich przejdą przez naawał pokarmu
5. okres gdy dziecko jest niemowlakiem jest najpiekniejszy- jest najtrudniejszy, do tego dochodzi baby blues i depresja poporodowa
6 matki chcą siedzieć w domu z dzieckiem, te które znam chcą się wreszcie urwać
Mimo wszystko posiadanie dziecka ma swoje uroki;)
    • nihil-istka brak radosci z macierzynstwa to choroba 06.02.11, 17:34
      Brak instynktu macierzynskiego i brak radosci z macierzynstwa to ciezka choroba psychiczna.
      1) Ciaza nie jest trudna psychicznie ani fizycznie - jest czescia zycia jak oddychanie, rytm serca czy myslenie
      2) Opieka nad ciezarna obejmuje badanie USG, aby sprawdzac prawidlowosc umiejscowienia plodu i prawidlowosc rozwoju ciazy. Nie obejmuje to amniocentezy i biopsji plodu.
      3) Fizjologiczny porod to piekne przezycie. Cesarskie ciecie to szkodliwe tchorzostwo , dlatego nie mozna go juz wykonywac ani w Polsce i ani w USA na kaprys kobiety
      4) Karmienie piersia dla normalnej, kochajacej matki to piekne przezycie. Niemowleta karmone piersia przez dwa lata, nigdy potem nie maja alergii, astmy , maja mniejsza ilosc infekcji i nie sa otyle w pozniejszym zyciu. Kobiety karmiace piersia kilkoro swoich dzieci nigdy nie maja raka piersi
      5) Depresja porodowa dotyczy glownie psychopatek po cesrskim cieciu i nie karmiacych
      niemowlaka piersia. Nieustanny kontakt z matka jest niezbedny dla niemowlecia i bez tego dziecko jest psychicznie uposledzone w doroslym zyciu.
      Dla wiekszosci kobiet opieka nad swym niemowleciem to unikalne , krotkie , niepowtarzalne dwa lata w zyciu kobiety. A potem tylko 50 lat biurwowania do usr*anej smierci.
      Kazda kobieta , ktora porzuca swe niemowle w zlobku dla przasnej, zalosnej, polskiej pseudo-kariery powinna zglosic sie na kuracje do psychiatry.
      • polazrski Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 06.02.11, 17:52
        nihil-istka napisała:

        Jak zonka, Jozek? Urodzila w koncu? Dwa lata w ciazy to chyba rekord swiata.;))
        • anga75 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 22:15
          Brak instynktu macierzynskiego i brak radosci z macierzynstwa to ciezka choroba psychiczna.
          bzdura
          1) Ciaza nie jest trudna psychicznie ani fizycznie - jest czescia zycia jak oddychanie, rytm serca czy myslenie
          Ciąża jest ogromnym obciążeniem zarówno fizycznym jak i psychicznym. Wzrost wagi, hormony - to wszystko ma wpływ na zdrowie. Psychicznie - czy nie martwiłas sie o dziecko kiedy bylaś w ciąży, o jego zdrowie, przyszłość? Jeżeli nie to ty jestes chora psychicznie...
          2) Opieka nad ciezarna obejmuje badanie USG, aby sprawdzac prawidlowosc umiejscowienia plodu i prawidlowosc rozwoju ciazy. Nie obejmuje to amniocentezy i biopsji plodu.
          Łatwiej jest skazac dziecko na cierpienie przez całe życie niż obciążyć własne sumienie? Nikt nie dokonuje aborcji z przyjemnością...
          3) Fizjologiczny porod to piekne przezycie. Cesarskie ciecie to szkodliwe tchorzostwo , dlatego nie mozna go juz wykonywac ani w Polsce i ani w USA na kaprys kobiety
          Tak się składa że mam dwoje dzieci. Jeden poród przez cesarskie cięcie, drugi naturalny. Przez bardzo długo nie potrafiłam zrozumiec dlaczego mając takie możliwości technologiczne skazuje się kobiety na ból i upokorzenie jakim jest poród naturalny. Po przeczytaniu twojego postu już wiem - bo istnieją takie kobiety jak ty. Żyjące w epoce średniowiecza
          4) Karmienie piersia dla normalnej, kochajacej matki to piekne przezycie. Niemowleta karmone piersia przez dwa lata, nigdy potem nie maja alergii, astmy , maja mniejsza ilosc infekcji i nie sa otyle w pozniejszym zyciu. Kobiety karmiace piersia kilkoro swoich dzieci nigdy nie maja raka piersi
          Obie moje córki były karmione piersią dwa lata. Jedna nie ma alergii, druga ma bardzo silną. Doucz się
          5) Depresja porodowa dotyczy glownie psychopatek po cesrskim cieciu i nie karmiacych
          niemowlaka piersia. Nieustanny kontakt z matka jest niezbedny dla niemowlecia i bez tego dziecko jest psychicznie uposledzone w doroslym zyciu.
          Po cesarce nie miałam depresji, po naturalnym tak. Jestes mormonką, czy muzułmanką?
          Dla wiekszosci kobiet opieka nad swym niemowleciem to unikalne , krotkie , niepowtarzalne dwa lata w zyciu kobiety. A potem tylko 50 lat biurwowania do usr*anej smierci.
          Kazda kobieta , ktora porzuca swe niemowle w zlobku dla przasnej, zalosnej, polskiej pseudo-kariery powinna zglosic sie na kuracje do psychiatry.
          Dzieci kobiet pracujących zawodowo lepiej radzą sobie w pracy i w kontaktach społecznych. Szybciej sie uczą i rozwijają intelektualnie. Rzadziej mają też nadwagę. Mają także większy szacunek dla swoich matek i liczą się z ich zdaniem.

          Książki, nie tylko biblia i radio maryja
          • ewelina_1 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 22:41
            anga75 napisała:

            > Tak się składa że mam dwoje dzieci. Jeden poród przez cesarskie cięcie, drug
            > i naturalny. Przez bardzo długo nie potrafiłam zrozumiec dlaczego mając takie m
            > ożliwości technologiczne skazuje się kobiety na ból i upokorzenie jakim jest po
            > ród naturalny. Po przeczytaniu twojego postu już wiem - bo istnieją takie kobie
            > ty jak ty. Żyjące w epoce średniowiecza
            nihil-istka to quasi-facet. Nie przejmuj się jego wpisami tylko klikaj w kosz.
            W temacie szpitali - tam nie ma porodów naturalnych tylko szpitalne, czyli mające niewiele wspólnego z naturą. A kobiety skazuje się na cierpienie z powodów ideologicznych.
          • janznepomuka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 08.02.11, 10:12
            W dodatku urodzenie dziecka to baaaardzo często początek końca związku. I zamiast pitolić o "cudzie poczęcia" należałoby edukować w szkołach co robić, by jakoś przetrwać razem to najtrudniejsze z wyzwań.

            I jak po porodzie kobiecie nie chce się seksu tak jak przed (a zazwyczaj w ogóle), to też nie pitolić, że ma do tego prawo (fakt, ma, ale....), tylko uświadamiać, że to wymaga jednak świadomej kuracji, bo inaczej będzie kiepsko.

            Oczywiście partnerski podział obowiązków też jest koniecznością, żeby nie było.

            Jan
      • altz Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 06.02.11, 18:27
        > 3) Fizjologiczny porod to piekne przezycie. Cesarskie ciecie to szkodliwe tcho
        > rzostwo , dlatego nie mozna go juz wykonywac ani w Polsce i ani w USA na kaprys
        > kobiety
        Oj, nie zgadzam się z tym. Słyszałem o sytuacji, jak nie chciano zrobić cesarki kobiecie z dzieckiem 6 kg, albo o porodzie 40 godzin.
        Gdyby nie cesarka, to część pań by tego przeżyło, a dzieci urodziłyby się niedotlenione.
        Czy to tchórzostwo? Przed śmiercią i kalectwem, tak.
        • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 06.02.11, 18:51
          bez demagogii altz. Mowimy o cesarskim cieciu wylacznie ze wzgledow medycznych, a o tym
          decyduje wylacznie lekarz poloznik. Nie mozna juz ani w Polsce ani w USA dokonywac cesarskich ciec z powodu kaprysu ciezarnej
          • berta-live Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 06.02.11, 18:57
            Zawsze się znajdzie powód. W USA to akurat mają największy odsetek cc wśród rozwiniętych krajów. Więcej chyba jest w Korei i innych państwach azjatyckich, gdzie cc świadczy o statusie społecznym kobiety, więc każda chce ją mieć.

            Poza tym lepiej na zimne dmuchać. Nikt nie zagwarantuje, że poród będzie lekki, łatwy, szybki i bez komplikacji. A tylko taki można uznać za lepszy od cc.
          • altz Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 06.02.11, 19:36
            napisałaś, jak poniżej:
            "Cesarskie ciecie to szkodliwe tchorzostwo , dlatego nie mozna go juz wykonywac ani w Polsce i ani w USA na kaprys kobiety"

            A ja udowodniłem, że nie zawsze jest to tchórzostwo i żadnej mojej demagogii w tym nie ma.
            Może to był Twój skrót myślowy, co innego piszesz, a co innego myślisz, ale wiem o co Ci chodzi, żeby nie nadużywać cesarki i nie robić bez powodu.
            • lucyna_n Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 21:53
              Dlaczego nie uznać komfortu psychicznego matki za dostateczny powód ?
              w końcu dzięki niej będzie nowy cenny obywatel, powinno się chuchać i dmuchać na każdą co chce podjąć trud urodzenia i przede wszystkim wychowania dziecka. Urodzić to raz, ale dwa zaopiekować się i wychować trzeba, i lepiej zacząć to bez szoku poporodowego i depresji.
          • berenika.5 czyli to nie prowokocja ? 07.02.11, 19:11
            to teraz skup się razy dwa i podaj naukowe źródła tych bzdur. <powodzenia>
      • maitresse.d.un.francais Nihil-istka 07.02.11, 17:12
        jako mężczyzna na pewno wiele wiesz o ciąży i karmieniu :-PPPPP
        • altz Re: Nihil-istka 07.02.11, 17:19
          Idź i zwolnij wszystkich ginekologów i położników, bo nie są kobietami. :)
          A onkologów też wywal, gdy nie chorowali nowotwory.
          Wyobraź sobie, że jakieś doświadczenie mam, żona mnie nie zamykała w piwnicy podczas karmienia, byłem przy porodach, wiem, jak wygląda łożysko, dałbym sobie radę przy normalnym porodzie i, co dziwne, więcej widziałem od samych rodzących! ;)
          • altz Re: Nihil-istka 07.02.11, 17:40
            To nie było do mnie :)
            Tak to jest, uderz w stół... :D
          • ewelina_1 Re: Nihil-istka 07.02.11, 17:56
            altz napisał:

            > Idź i zwolnij wszystkich ginekologów i położników, bo nie są kobietami. :)
            z chęcią. Nawprowadzali zbyt wiele absurdów typu rodzenie na leżąco.

            > A onkologów też wywal, gdy nie chorowali nowotwory.
            porównanie bezsensowne. Onkolog leczy z choroby nowotworowej. Czy położnik leczy z ciąży? Najwyraźniej uważasz że tak.
            To jest jakieś kompletne pomieszanie. Rodzi kobieta a nie lekarz. Tymczasem zdanie kobiet jest ignorowane.
            • kaziu.troll Re: Nihil-istka 07.02.11, 18:41
              Czy szanowna pani jest na jakiś proszkach?
              Jak można mieć taki bałagan w głowie... szok!
              • ewelina_1 Re: Nihil-istka 07.02.11, 18:51
                byłeś proszony ignorancie o niewypowiadanie się. Masz problem ze zrozumieniem j.polskiego?
                • kaziu.troll Re: Nihil-istka 07.02.11, 19:24
                  > byłeś proszony ignorancie o niewypowiadanie się. Masz problem ze zrozumieniem j
                  > .polskiego?
                  Tutaj udało Ci się ułożyć w końcu normalne zdanie! I przemyśleć, co chcesz napisać. Brawo!
        • nihil-istka Re: Nihil-istka 07.02.11, 17:37
          Konczylem medycyne USA i i w ramach rotacji klinicznych musialem odpracowac 6-miesiecy na poloznictwie ginekologii. Przyjalem kilkadziesiat porodow ( w Colchester General Hospital).
          Pozatem moja zona ma 4-ro dzieci a piate w drodze. Takze cos niecos wiem
          • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 07.02.11, 17:42
            nihil-istka napisała:

            > Konczylem medycyne USA i i w ramach rotacji klinicznych musialem odpracowac 6-m
            > iesiecy na poloznictwie ginekologii. Przyjalem kilkadziesiat porodow ( w Colch
            > ester General Hospital).
            > Pozatem moja zona ma 4-ro dzieci a piate w drodze.

            Jasne, a ja jestem Cher.
            • nihil-istka Re: Nihil-istka 07.02.11, 18:27
              co franka, ty tez uleglas epidemii podejrzliwosci i paranoii? Co do cholery jest niezwyklego ze lekarz odebieral porody w ramach swej edukacji czy to ,ze ma dzieci?
              Wiesz , bardzo niewiele kobiet wrzeszczalo w czasie porodu, a w wiekszosci praca poloznika ograniczala sie tylko do kontrolowania aby glowka niemowlecia nie ulegla zbyt raptownej dekompresji.
              • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 07.02.11, 20:56
                Co do cholery je
                > st niezwyklego ze lekarz odebieral porody w ramach swej edukacji czy to ,ze ma
                > dzieci?

                Nic absolutnie.

                Nie ma żadnych dowodów na to, że jesteś lekarzem.
                • nihil-istka Re: Nihil-istka 07.02.11, 21:06
                  Franka , nie namawiam cie abys sie u mnie leczyla. Nie musze obecnie prowadzic zadnej pratyki , bo na obecnym etapie mojego zycia moim priorytetem jest moja rodzina i posiadam wystarczajace srodki aby moja rodzine utrzymac. A tak dla twej informacji , jestem pierwszym lekarzem z dyplomem amerykanskiej uczelni ,ktoremu chcialo sie nostryfikowac go w Polsce - gdyz zwykle jest odwrotnie. Bo zarobki lekarza w USA sa najwyzsze na swiecie i sa 10x wyzsze od zarobkow polskiego lekarza.
                  • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:25
                    nst odwrotnie. Bo z
                    > arobki lekarza w USA sa najwyzsze na swiecie i sa 10x wyzsze od zarobkow polski
                    > ego lekarza.

                    nadal to tylko pisanie w necie.
                    • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:30
                      ze co, franka?
                      • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:21
                        nihil-istka napisała:

                        > ze co, franka?

                        że ja też mogę napisać że jestem lekarzem, Cherylin Sarkesian albo wręcz Robertem Kubicą, i co, udowodnisz mi, że nie?
                        • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:39
                          Franka,a jestes lekarzem? Chetnie podyskutuje z kolezanka po fachu.
                          • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:48
                            nihil-istka napisała:

                            > Franka,a jestes lekarzem? Chetnie podyskutuje z kolezanka po fachu.

                            Nie, mówiłam już, jestem Cher.
          • majka_77 Re: Nihil-istka 07.02.11, 19:37
            sama ta twoja żona ma te dzieci? czy z tobą?
            a z innej beczki - nie nauczyli na studiach, że w medycynie nie używa się wielkich kwantyfikatorów?
            • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 07.02.11, 20:57
              nie nauczyli na studiach, że w medycynie nie używa się wielk
              > ich kwantyfikatorów
              ?

              nie wyrażaj się tak uczenie, bo zaraz się dowiesz, że wielkie kwantyfikatory to feministyczny wymysł ;-)
          • tutuna Re: Nihil-istka 07.02.11, 19:54
            "Nihil-istka" i "kończyłem" - jakieś zaburzenie tożsamości płciowej?
          • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:05
            Lekarz i taki dekiel? Wow....
            • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:19
              A ty co? Obojniak czyli hermafrodyta?
              • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:35
                Afrodyta
          • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:18
            nihil-istka napisała:

            > Konczylem medycyne USA i i w ramach rotacji klinicznych musialem odpracowac 6-m
            > iesiecy na poloznictwie ginekologii. Przyjalem kilkadziesiat porodow ( w Colch
            > ester General Hospital).
            > Pozatem moja zona ma 4-ro dzieci a piate w drodze. Takze cos niecos wiem

            Jeszcze jedno, nawet jeśli jesteś dochturem, w co szczerze wątpię, to zdecydowanie być nim nie powinieneś, gdyż masz empatię na poziomie fiuta.
            • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:24
              Drogi obojniaku. Nie spie w oddzielnej sypialni tylko razem z zona i niemowleciem. A wiec uprawiam empatie czynem a nie slowem. Co do porodow, to dla mlodej wielorodki to zaden problem ani bol. Mamy dzieci bo Asia ich pragnie.
              • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 17:57
                "Co do porodow, to dla mlodej wielorodki to zaden problem ani bol"

                Wsadź sobie melona w dupe, wysraj, następnie powtórz procedurę kilka razy, a nastepnie opisz wrażenia.
                • nihil-istka [...] 08.02.11, 18:24
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • maitresse.d.un.francais stawy macicy??? 08.02.11, 18:28
                    • nihil-istka Re: stawy macicy??? 08.02.11, 18:37
                      franka, z toba jak z dzieckiem niewinnym 40 letnim. Nie stawy macicy ale stawy miednicy , czyli o elastyczna chrzastke pomiedzy koscmi miednicy, ktore z wiekiem traca elastycznosc na skutek zwapnienia.
                      • maitresse.d.un.francais Re: stawy macicy??? 08.02.11, 18:47
                        nihil-istka napisała:

                        > franka, z toba jak z dzieckiem niewinnym 40 letnim.

                        36 i pół-letnim, jeśli już.


                        Nie stawy macicy ale stawy
                        > miednicy

                        to chyba z tobą jak z dzieckiem, skoro mylisz macicę z miednicą

                        to chyba z tobą j
                  • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:31
                    nihil-istka napisała:

                    > droga mezyunah, to mowisz , ze mialas melona w du*pie? No to musialo bolec tak
                    > a stara 40 -letnia wapniaczke pierworodke je ty. Bo mloda kobieta , ma elastyc
                    > zne stawy macicy i dlatego nawet pierwszy porod jest latwy a nastepne trwaja ok
                    > olo 2-godzin przy minimalnym bolu.
                    > No ale dlaczego czekalas z ciaza do poznej , zwapnialej starosci?

                    Nie miałam melona w mojej ślicznej pupci, natomiast uważam, że tobie przydałoby sie takie doświadczenie.
                    • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:58
                      Co ty z z tym melonem? Duzo naturalniej byloby jakbys zamiast melona miala plod w macicy
                      • katarzynams Re: Nihil-istka 08.02.11, 19:38
                        Duzo naturalniej byloby jakbys wreszcie przestal uzywac internetu. W macicy komputery nie rosna.
                      • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 20:34
                        Cóż, z nihilisty, jak i z gówna ciastka nie zrobisz....
                        • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 21:45
                          A masz doswiadczenie w takich domowych wypiekach? Nieszczesliwa ta twoja rodzina
              • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:19
                nihil-istka napisała:

                > Drogi obojniaku. Nie spie w oddzielnej sypialni tylko razem z zona i niemowlec
                > iem. A wiec uprawiam empatie czynem a nie slowem.

                empatia przez spanie ;-))))) hahahahaha
                • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:33
                  Droga franko, w lozku nie tylko spimy z Asia. ale takze sie dmuchamy jak dwa kroliki.
                  To stad te wszystkie te dzieci sie biora. A jak u ciebie? Zimne staropanienskie wyrko?
                  • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:42
                    "dmuchamy jak dwa kroliki"

                    A czym się dumchacie, helem, czy powietrzem atmosferycznym? Jak lubisz dmuchane jajca, spróbuj wlew domosznowy.
                    • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:51
                      mezyunah napisała:

                      > "dmuchamy jak dwa kroliki"
                      >
                      > A czym się dumchacie, helem, czy powietrzem atmosferycznym?

                      [img]https://www.decostore.pl/photo/product_info/b/0/1/1_b01a81756974.jpg[/img]
                      • mezyunah Re: Nihil-istka 08.02.11, 21:51
                        :D
                    • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 19:10
                      mezyunah, wlew domosznowy? Feee. Taka stara jesstes i taka zboczona. Rzyg, rzyg, rzyg.
                  • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 18:49
                    nihil-istka napisała:

                    > Droga franko, w lozku nie tylko spimy z Asia. ale takze sie dmuchamy jak dwa kr
                    > oliki.

                    empatia poprzez dmuchanie się vel robienie dzieci?


                    > To stad te wszystkie te dzieci sie biora. A jak u ciebie? Zimne staropaniensk
                    > ie wyrko?

                    ooo, widzę, że jednak zmieniłeś zdanie co do traktowania mnie
                    • nihil-istka Re: Nihil-istka 08.02.11, 19:06
                      franka wcale nie zmienilem zdania na twoj temat. Uwazam , ze jestes dobrym czlowiekem i zycze ci mezczyzny , ktory by to docenil. Pozdrawiam. Andrew.
                      • maitresse.d.un.francais Re: Nihil-istka 08.02.11, 19:08
                        nihil-istka napisała:
                        . Uwazam , ze jestes dobrym czlo
                        > wiekem

                        stąd te uwagi o zimnym staropanieńskim wyrku zapewne?
      • idadura Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 19:01
        1)moja ciąża była trudna fizycznie (bliźniaki, zagrożenie, przedwczesne skurcze, leżenie przez 5 miesięcy-ale się udało) i psychicznie (codziennie się boisz czy nie stracisz dzieci)
        2)co do badań prenatalnych miałam tylko echo serc dzieci, nie po to by usuwać ale by wiedzieć gdzie rodzić i pod jaką opieką( sama jestem po zabiegu sercowym), wczesne wykrycie wad daje duże szanse na wyleczenie po porodzie
        3)cesarka to nie tchórzostwo, gdybym jej nie było to nie miałabym dzieci! proszę nie obrażać.
        4) karmienie piersią piękne, ale nie zawsze możliwe.nie zwalajcie wszystkiego matczyne mleko, alergia i ta cała reszta się nie sprawdza, obu karmiłam krótko, a chorują zupełnie inaczej. sąsiadka karmiła każde z 4 córek po dwa lata a jedna jest gruba, druga ma alergię, trzecia zdrowa, czwarta za mała by coś powiedzieć
        5)miałam cesarkę i krótko karmiłam a depresji nie miałam, ale padałam na twarz ze zmęczenia
        6) opieka nad dzieckiem super sprawa, ale pod warunkiem że masz się kiedy wyspać i pójść do łazienki;) wyjście choćby na spacer bez dzieci też potrzebne!!!!!
        nie można niczego generalizować. wszystko dla ludzi i kariera i opieka, grunt by nie przegiąć
        • madera82 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 19:44
          zgadzam się z opinia ibadura

          1) ciąża to fantastyczny stan. Pomimo tego iż byłam w ciąży zagrożonej i nie mogłam robić dużo rzeczy a głównie to leżałam to nie powiedziałabym, że to "stan trudny i psychicznie i fizycznie".
          2) badania prenatalne uspokoiły mnie, że z maleństwem wszystko ok
          3) zwykły poród to koszmar? Boli to fakt ale da się przeżyć. A cesarka to nie tchórzostwo. A konieczność (zazwyczaj ratownik dziecka gdy spada tętno przy porodzie)
          4 i 5) jestem normalna i kochającą matka. Karmienie piersią to cudowne uczucie. Jednak nie które matki jak dla mnie są lekko nawiedzone. Cały dzień z dzieckiem u cyca, nie mają czasu nawet do wc iść ale wg nich to wszystko przecież dla dobra dziecka. No a potem się okazuje że mają baby blues. Bo każdy potrzebuje chwilkę dla siebie, nawet kochająca matka musi czasem dla swojego zdrowia psychicznego wyjść na chwilkę z domu bez dziecka, i pozwolić aby to tatuś się nim zajął.
          Wg mnie depresja poporodowa dotyczy właśnie częściej matek które nie pozwalają sobie pomóc ( mamie, teściowej, mężowi) gdyż uważają, ze same wszystko zrobią lepiej bo są matkami i to one wiedza co dla dziecka jest najlepsze, spychając swoje potrzeby na bardzo dalszy plan.
          I cesarka czy karmienie butelka nie ma wpływu. A raczej odważyłabym się postawić tezę, że to raczej karmienie piersią ( jak w/w uwieszone dziecko przez cały dzień u cyca) ma większy wpływ na to.
          6) czy matki chcą siedzieć w domu z dzieckiem? Ja chciałabym ale muszę wracać do pracy niestety. Ale znam matki które siedzą z dzieckiem i w sumie nigdzie nie wychodzą. Jak juz się spotykają ze znajomymi to są oni również dzieciaci, wiec tematem nr 1 sa dzieci....to jak dla mnie przesada. Trzeba zachować umiar.
          • lucyna_n Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 21:43
            depresja poporodowa nie wynika ze zbyt intensywnego karmienia piersią:)
            niektóre niemowlaki tak mają że niekarmione wyją jakby je ze skóry obdzierali zanim jaki taki rytm dobowy im sie wytworzy, a nie każda kobieta wbrew temu co wpierają położne może bez problemu karmić, są takie co z trudem i muszą na początku naprawdę z tym dzieciakiem się godzinami nasiedzieć żeby coś z tego było, więc proszę nie obrażać zaangażowanych w karmienie.
            • madera82 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 22:29
              przepraszam, jeśli obraziłam. Nie miałam zamiaru.
              Oczywiście, że depresja nie bierze się ze zbyt intensywnego nadmiaru karmienia. Miałam raczej na myśli sytuacje, gdzie kobieta aby ktoś nie pomyślał, że jest złą matką pozwala na to aby maluch ssał pierś przez godzinę zamiast podać mu smoka gdyż to spowoduje uszczerbek na jej matczynym ego. Nie pozwoli aby tatuś ponosił i uspał malucha tylko woli z uczepionym maleństwem "męczyć" się aż to uśnie. Nie pozwoli aby tatuś posiedział chwilkę z dzieckiem aby wyjść sobie np do sklepu ( bo on sobie przecież nie poradzi, tylko ona to potrafi). A potem się okazuje, że zbyt wiele na siebie bierze, przerasta ja to...że mała depresja ja dopada.



              do nihil-istka
              Depresja porodowa dotyczy glownie psychopatek po cesrskim cieciu i nie karmiacych
              niemowlaka piersia. Nieustanny kontakt z matka jest niezbedny dla niemowlecia i bez tego dziecko jest psychicznie uposledzone w doroslym zyciu.

              nie wydaje mi się, aby dziecko karmione sztucznym mlekiem miało byc uposledzone w dorosłym życiu. HAHA! większość dzieci urodznych w latach 80-tych karmionmych było sztucznie, gdyz nie było jeszcze mody na karmienie piersią ( taka jak teraz jest). Gdyby to co piszesz było prawda obecni 30latkowie byliby uposledzeni. Nieustanny kontakt matki z dzieckiem to nie tylko karmienie piersia, ale glownie czas jaki poswieca ona dziecku, i nie tyle co ilosc tego czasu a jakosc.

              karmienie piersią ma swoje zalety. tak jak i butla. dlatego nie wolna osadzać jednych czy drugich ze są gorsi czy lepsi. Oraz czy krzywdzą swoje dzieci tym jak je karmią czy nie.
              Najważniejsze aby kochać swoje pociechy jeśli zdecydowaliśmy się na nie. Poświęcać im mądrze czas.
              • nihil-istka Nigdy nie bedzie cesarki z kaprysu kobiety 07.02.11, 22:37
                Skonczyly sie czasy gdy lekarze dawali sie szantazowac przez histeryczki.
                Cesarskie ciecie bedzie przeprowadzane tylko ze wskazan wylacznie medycznych.
                Takie sa wiazace praktyki obstetryczne w USA, EU i w Polsce. NIe warto wiec klapac dziobem - nikt wam cesarki na wasze zadanie nie zrobi - mawet za milion dolarow.
                • katarzynams Re: Nigdy nie bedzie cesarki z kaprysu kobiety 07.02.11, 23:19
                  Akurat mieszkam w Stanach i wiem cos o tym; jak kobieta zazada cesarki to ja bedzie miala i wcale nie za milion dolarow. A tobie zal, bo jestes facetem z kompleksami, ktore chcesz leczyc torturujac kobiety.
                  • nihil-istka Re: Nigdy nie bedzie cesarki z kaprysu kobiety 08.02.11, 00:46
                    No to poczytaj sobie wskazania polskiego Ministerstwa Zdrowia i NFZ. A w USA poczytaj sobie rekomendacje American Board of Gynecology and Obsterics. I nie truj.
                    • katarzynams Re: Nigdy nie bedzie cesarki z kaprysu kobiety 08.02.11, 03:23
                      Biedny czlowieku, zal mi ciebie, chyba nawet nie wiesz co znaczy rekomendacja. A tymi 250 000 dolarow rocznie to mi nie zaimponujesz; zreszta czlowiek z klasa nie uzywal by takiego argumentu. No i to zalozenie, ze jestem sprzataczka, naprawde szkoda mi ciebie.
        • lucyna_n Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 21:44
          no to przecież iroiczny tekst był?
          czy ja jedna tylko go tak odebrałam?
          • takisobienik to nie ironia, to tylko troll 08.02.11, 00:29
      • malenka114 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 19:50
        ``Brak instynktu macierzynskiego i brak radosci z macierzynstwa to ciezka choroba psychiczna``

        no to sie dowiedzialam przed 40-tka ze jestem chora psychicznie ;-) i to ciezko! hmmm

        a moze na moje usprawiedliwienie pomoze fakt, ze spelniam sie uczuciowo dla moich psiakow ;-P
        wiem, wiem, zaraz mi sie oberwie, juz widze te komentarze ze jak dziecka dziwaczka nie ma, to sie na psy przerzucila. Szkoda tylko ze wszyscy uogolniaja w sytuacji dzieci kontra psy.
      • tutuna Biedactwo... 07.02.11, 19:51
        Przytulić Cię?
      • delfina77 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 20:18
        Ciaza nie jest trudna psychicznie ani fizycznie - jest czescia zycia jak odd
        > ychanie, rytm serca czy myslenie
        Hm, jest trudna fizycznie, zwlaszcza pod wzgledem obciazeniua kregoslupa w ostatnich miesiacach
        Fizjologiczny porod to piekne przezycie.
        Jak dla kogo. Ja dwa razy rodzilam naturalnie. Ciesze sie, ze moglam urodzic bez ingerencji skalpela ale nie dostrzegam w tym piekna, tylko krew i bol.
        Karmienie piersia dla normalnej, kochajacej matki to piekne przezycie.
        Jestem normalna i kochajaca ale z ulga przeszlam na butle:)
        Kazda kobieta , ktora porzuca swe niemowle w zlobku dla przasnej, zalosnej, pol
        > skiej pseudo-kariery powinna zglosic sie na kuracje do psychiatry.
        Eee tam , znam wiele zlobkowych dzieci i niczego im nie brakuje. A kobieta ma prawo chciec isc do pracy, nie mowiac o tym, ze wiele musi ze wzgledow ekonomicznych.
        Masz strasznie ograniczone poglady i mam wrazenie, ze trudno z toba polemizowac
        • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 20:45
          Kobiety azjatyckie rodza bez bolu. Czesto kobieta pracujaca na polu ryzowym schodzila na 2-godziny na miedze , rodzila bez bolu i wracala do pracy. Jak jest to mozliwe?
          1) Ruch i pozycja wyprostowana powoduje , ze szyjka macicy rozszerza sie bezbolesnie w ciagu 2-3 godzin
          2) Pozycja kucna + grawitacja powoduje , ze ekspulsja niemowlecia i lozyska odbywa sie szybko i bezbolesnie.
          3) Natychmiastowe przylozenie niemowlecia do piersi i odessanie collostrum powoduje wydzielenie oksytocyny, ktora szybko obkurcza macice i zapobiega krwotokowi.
          A jak to przebiega u histerczek rasy bialej?
          1) lezenie jak krowa przez dwa dni w pologu powoduje oslabienie i zmeczenie miesni macicy
          (atonic uterus)
          2) Lezenie jak krowa w czasie porodu eliminuje pomocna sile grawitacj i zostaje tylko akcja zmeczonych miesni macicy aby nastapila ekspulsja noworodka.
          3) Dziecko rodzi sie niedotlenione
          4) Poloznik musi wyciagac lozysko i macie lyzeczkowac. Krwotok jest nieunikniony.
          No i trudno sie dziwic , ze zdegenerowane samice rasy bialej to slepy zaulek ewolucji i
          przyszlosc nalezy do razy zoltej i czarnej.
          • lucyna_n Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 21:47
            kobiety azjatyckie ciutek częściej umierają przy tej lajtowej czynności
            leżeć "jak krowa" trzeba bo lekarzom się tak podoba nie rodzącym, zresztą ja tam wiem czy krowa umie leżeć na plecach?
          • back2bz Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 22:16
            > 1) lezenie jak krowa przez dwa dni w pologu

            ... jest niestety czesto wymuszane przez "fachowcow" w polskich szpitalach, bo tak im wygodniej, i wszyscy wszystko lepiej widza. A przynajmniej tak bylo 9 lat temu w jednym z najbardziej renomowanych szpitali w Polsce. Podobnie jak proba (nieudana, bo niepotrzebna) golenia "na sucho", przebicia pecherza, parcia z zewnatrz lokciem na brzuch i ogolnej atmosfery wrzasku na kobiete. A zaprawde powiadam Wam, ze cho*ernie trudno sie prze, jak skurcze parte nie wystepuja, a od ponad 24 godzin lekarz nie pozwolil nic zjesc ani wypic nawet lyka wody.

            Na pozostale hasla w swoich postach nie podajesz zadnych zrodel, wiec nawet nie chce mi sie komentowac, szkoda czasu.

            Mam trojke dzieci, wszystkie urodzone naturalnie, mimo niemilych doswiadczen przy pierwszym porodzie. Kazde karmione piersia 6 mcy. Nie robie z siebie bohaterki, ani sie nie uzalam nad soba, ale karmienia jak nie lubilam przy pierwszym dziecku, tak nie polubilam przy dwoch kolejnych. Porod naturalny da sie przezyc. Jakbym miala miec kolejne, to "CC na zyczenie" bede miec przy ciazy mnogiej - tak jak zakladalam przy wczesniejszych ciazach.

            I przestancie sie w koncu czepiac kobiet o karmienie piersia, strach przed porodem etc. Jakby to faceci mieli rodzic, to CC pod pelna narkoza bylaby od wiekow jedynym slysznym i obowiazkowym rodzajem porodu ;)
            • ewelina_1 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 22:59
              back2bz napisała:

              > ... jest niestety czesto wymuszane przez "fachowcow" w polskich szpitalach, bo
              > tak im wygodniej, i wszyscy wszystko lepiej widza. [i]A przynajmniej tak bylo 9
              > lat temu w jednym z najbardziej renomowanych szpitali w Polsce. Podobnie jak p
              > roba (nieudana, bo niepotrzebna) golenia "na sucho", przebicia pecherza, parcia
              > z zewnatrz lokciem na brzuch i ogolnej atmosfery wrzasku na kobiete. A zaprawd
              > e powiadam Wam, ze cho*ernie trudno sie prze, jak skurcze parte nie wystepuja,
              > a od ponad 24 godzin lekarz nie pozwolil nic zjesc ani wypic nawet lyka wody.
              Niestety ale tak jest częściowo z winy samych kobiet, dla których nawet najgłupszy pomysł "fachowca" jest świętością.
              Po cytologicznym cyrku, straciłam wiarę w polskie kobiety i w to, że kiedykolwiek cokolwiek się zmieni.
          • oldbay Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 08.02.11, 04:19
            Jeśli chodzi o leżenie w czasie porodu to niestety musze się zgodzić. Było tak w moim przypadku. Musiałam leżeć, bo byłam poprzyczepiana do kilku rurek, kroplówek, monitorów itp. To wszystko niby dla mojego dobra a skutek był taki, że nie mogłam urodzić dziecka naturalnie i musiałam miec cesarkę.

            Jeśli chodzi o główny wątek to nie zgadzam się z punktami o karmieniu piersią i o byciu w domu z niemowlakiem. W moim przypadku karmienie piersią to jest super przeżycie a "siedzenia w domu" z dzieckiem nie zamieniłabym na żadną karierę. Satysfakcję daje mi sama świadomość, że daję dziecku całą siebie wtedy, kiedy ono najbardziej mnie potrzebuje.
            Osobiście uważam, że dla małego dziecka te pierwsze miesiące życia są krytyczne pod względem rozwoju i rozpaczliwie potrzebuje ono nieustannej obecności, miłości i oddania matki.
      • lucyna_n Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 21:27
        oj Nihilistko
        ubawilam się tym opisem:)))
      • misself Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 07.02.11, 21:57
        nihil-istka napisała:
        > Nie
        > mowleta karmone piersia przez dwa lata, nigdy potem nie maja alergii, astmy , m
        > aja mniejsza ilosc infekcji i nie sa otyle w pozniejszym zyciu.

        Nigdy nie mów nigdy. Jestem (i moje rodzeństwo) przykładem na bzdurność tej teorii.
      • rx55 ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 08.02.11, 00:53
        Przeczytałem wypowiedź nihilistki i pomyślałem: Jak bardzo ludzie są jednak różnie, jak wiele ich dzieli, przede wszystkim zadufania, wairy we własna mądrość i posiadanie jedynie słusznej racji. Jestem facetem. Przez ciążę, poród naturtalny i obecne 16 miesięcy opieki nad dzieckiem przeszedłem ramię w ramię z towarzyszką swego życia to oznacza opiekę nad żoną, wspólne wizyty u ginekologa, na usg, towarzyszenie w czasie porodu, przez pierwszy tydzień po porodzie w zasadzie samodzielne zajmowanie się dzieckiem, i dotychczasowa intensywna opieka nad dzieckiem włącznie z praniem, gotowaniem, przyrządzaniem mleka, kąpaniem, karmieniem, przewijaniem, zarwanymi nocami, spacerami, itd., itp. I na podstawie rozmów z żoną, obserwacji naszego wspólnego działania oraz własnych doświadczeń w pełni zgadzam się z autorką wątku zosią9 - macierzyństwo i ojcostwo tocholernie trudna i ciężka sprawa, oczywiście daje niesamowitą satysfakcję i frajdę oraz co ciekawe pozwala docenić trud własnych rodziców, jednak nie jest to bułka z masłem.

        Nie chcę wyciągac pochopnych wniosków, jednak przypuszczam, że wypowiedź nihilistki to zwyczajna internetowa prowokacja co byłoby zgodne z postawą nihilistyczną negującą wszelkie wartości, lub też głos samotnej kobiety marzącej o dziecku i posiadającej teoretyczną wiedzę na temat macierzyństwa dość jałową biorąc pod uwagę mnogość różnorodnych wypowiedzi w internecie pochodzących od matek oraz nieprzebraną ilość książek przygotowujących do macierzyństwa, jeśli jednak jest to matka, to winszuję siły, jednak kategoryczne negatywne ocenianie myślących i postępujących jest sporym błędem.
        Nie wyobrażam np. sobie, abym jako kilkunastoletni wegetarianin, 100% abstynent wypowiadał sie lekceważąco o ludziach spożywających mięso i popijających alkohol lub popalających papierosy. Każdy z nas ma inną świadomość wynikającą z innego zbioru doświadczeń i trzeba o tym pamiętac każdego dnia, podchodząc z szacunkiem do każdego człowieka. Życzę nihilistce zrozumienia tego jakże ważnego dla naszego życia zagadnienia.
        • nihil-istka Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 08.02.11, 01:27
          jestem kim jestem. Moja rodzina to 4-ro dzieci w wieku od 8 do 2 lat a piate dziecko urodzi sie w koncu maja. Moja zona jest ode mnie o 25 lat mlodsza, jest magistrem biologii, szczupla, ladna, oczytana i zdrowa. Ja bez trudu otrzymuje swoja rodzine i moja zona nie musi pracowac. Jestem jaki jestem. Nie jestem wegetrianinem, alkohol lubie ale nie pije,
          nie jestem ciota, ktora udaje ze jest feminem . Wszystkim ciotowatym chlopom-feminom to w morde daje, bo mnie brzydza.. Wiem ze kocham Asie i wsystko robie aby byla szczesliwa.
          • rx55 Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 11.02.11, 00:28
            Moim zdaniem jestes kims innym a powyzsze fakty to wynik Twych marzen o prawdziwym upragnionym modelu Twej osobowosci i zyciu.
            Prawda jest jednak, ze masz kompleksy, bowiem ludzie zakompleksieni probuja polozyc na lopatki przeciwnika w dyskusji, siegajac po argumenty uwypuklajace stan konta i zawartosc portfela.
            Moja rada: dorosnij i czesciej sie usmiechaj, chocby do lustra jesli nie masz do kogo.
            • nihil-istka Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 11.02.11, 00:38
              Czesto sie usmiecham do moich trzech coreczek i synka oraz ciezarnej zony.
          • rx55 Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 11.02.11, 00:43
            Moim zdaniem jestes kims innym a powyzsze fakty to wynik Twych marzen o prawdziwym upragnionym modelu Twej osobowosci i zyciu.
            Prawda jest jednak, ze masz kompleksy, bowiem ludzie zakompleksieni probuja polozyc na lopatki przeciwnika w dyskusji, siegajac po argumenty uwypuklajace stan konta i zawartosc portfela.
            Moja rada: dorosnij i czesciej sie usmiechaj, chocby do lustra jesli nie masz do kogo.

            A jesli chcesz oponowac i pisac sprostowania, przypominajac, ze masz ciut okolo 50-tki, to pamietaj, ze ocena Twego wieku a wiec stojacego za nim doswiadczenia zyciowego zostala zbudowana w oparciu o Twoja wypowiedz :)
            • nihil-istka Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 11.02.11, 15:39
              Nie masz racji czlowieku. Moja swietej pamieci matka mowila mi, ze czlowiek nie moze umrzec glupszy niz sie urodzil. Ja sie urodzilem glupi i bardzo dlugo bylem bardzo glupi - sperma mi mozg zalewala przez dlugi czas. Jezus dlugo mnie w leb walic musial, abym nieco zmadrzal.
              Ale w chwili obecnej juz lubie siebie samego , bo jestem kim jestem - dobry maz, dobry ojciec czworga i piatego w drodze, szczesliwy ,dobrze wyksztalcony i sredniozamozny.
              Czego mozna chciec wiecej?
        • kocia_noga Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 08.02.11, 09:38
          rx55 napisał:

          > Nie chcę wyciągac pochopnych wniosków, jednak przypuszczam, że wypowiedź nihili
          > stki to zwyczajna internetowa prowokacja co byłoby zgodne z postawą nihilistycz
          > ną negującą wszelkie wartości, lub też głos samotnej kobiety marzącej o dziecku
          > i posiadającej teoretyczną wiedzę
          Bingo!, No, prawie. To nie kobieta, ale facet daremnie marzący o dziecku, niestety bez żadnej wiedzy, choćby teoretycznej, za to olbrzymimi emocjami.
          • nihil-istka Re: ojciec do strażniczki moralności - nihilistki 08.02.11, 13:41
            kocia noga , to ukrainka dorabiajaca w Polsce w najstarszym feministycznym zawodzie swiata. Ta panna z dwojgiem dzieci i niezidentyfikowanych ojcach wyplakuje swa nienawisc do mezczyzn i do swiata na forum GW.
            Badzmy dobrzy i wyrozumiali dla kociej nogi , tak ciezko przez zycie doswiadczonej
            • jael53 Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 14:32
              @nihil_istka, podająca się za lekarza, twierdząca, że nostryfikowała w Polsce amerykański dyplom, posługująca się nazwiskiem Przedworski - nie figuruje na liście uprawnionych do wykonywania zawodu lekarza w Polsce. Czyli co najmniej "personalia" są ściemą.

              W opinii ludzi, którzy w USA praktykują/praktykowali (m. in. w San Diego i w Baltimore) - za 10% takich tekścików, jakie serwuje na forum, nie wyrobiłby na odszkodowania z powództwa cywilnego - np. za straty moralne, za niedopuszczalne przekraczanie granic prywatności... a przy niektórych "kwiatkach" - za molestowanie.
              Częstotliwość zaś oraz drastyczność tych mizogynicznych kawałków wskazuje, że w realu gość miałby duuuże problemy, żeby (w roli lekarza) zachowywać się profesjonalnie.
              • nihil-istka Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 15:05
                Prawo do praktykowania w Polsce oprocz dyplomu lekarskiego uznanego w Polsce wymaga zarejsetrowania sie w Izbie Lekarskiej wlasciwej dla miejsca zamieszkania.
                Dla mnie obywatela amerykanskiego zamieszkalego na stale w USA, praktykowanie medycyny w Polsce za 1/10 amerykanskich zarobkow nie ma zadnego sensu.
                Jesli panienka czuje sie molestowana za pomoca dlugich lap ekranu komputera - to radze odwiedzic psychiatre . ha,ha,ha,ha,ha,ha
                Andrew Leonard Predworski MD PhD
                • jael53 Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 18:18
                  Piszę o tym, czego się dowiedziałam o wymaganiach profesjonalizmu, stawianych lekarzom praktykującym w - przynajmniej niektórych - stanach USA.
                  Dodatkowo emigrantom, zwłaszcza należącym do mniej akceptowanych mniejszości, stawia się większe wymagania.

                  Pozwy o naruszenie dóbr osobistych są w USA praktyką dość powszechną; dlatego wierzę, że lekarz, który miałby czelność nazwać pacjentkę "histeryczką" czy "psychopatką", i doradzał jej aby "dała się zapłodnić", miałby sprawę z kilku artykułów. Jako emigrant - dwa razy bardziej nieprzyjemną, niż WASP.
              • kocia_noga Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 18:12
                jael53 napisała:

                > @nihil_istka, podająca się za lekarza, twierdząca, że nostryfikowała w Polsce a
                > merykański dyplom, posługująca się nazwiskiem Przedworski - nie figuruje na liś
                > cie uprawnionych do wykonywania zawodu lekarza w Polsce.

                Poprosiłam koleżankę z Florydy, żeby sprawdziła adres rzekomego zamieszkania naszego świra. To tylko tak, dla czystej rozrywki, bo niektórzy, np psychopaci niereagują na żadne przyłapywanie na kłamstwie. Dodam, że nie tylko zachowanie wskazuje na brak kwalifikacji, ale luki w podstawowej wiedzy :)
                Jakoś zarządzający forami nie kwapią się do zbanowania go na naszym forum jednak, dziwne, nie?
                • jael53 Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 18:25
                  Za takich adminów ani trochę nie chwała; choć poza tym niech Matka i Córka, i Duszyca Święta będą we wszystkich swoich dziełach uwielbione.

                • nihil-istka Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 18:27
                  joel, a ta twoja kolezanka to chociaz ladna jest? No bo jesli brzydka jak wszystkie feministki -
                  - to psem poszczuje. ha,ha,ha,ha,ha,ha
                • katarzynams Re: Jeszcze o nihil_istce 08.02.11, 20:13
                  W Stanach nie ma zadnego MD Ph.D o nazwisku zblizonym do nihil_istca, co bylo zreszta do przewidzenia.
      • titta Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 08.02.11, 11:06
        Depresja porodowa dotyczy glownie psychopatek po cesrskim cieciu i nie karmi
        > acych
        > niemowlaka piersia.

        Brak elementarnej empati to tez ciezka choroba psychiczna.
      • basia8.93 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 08.02.11, 11:19
        w zasadzie to się zgadzam , choć bywa pewnie różnie. nie zgadzam się, że cięcie c. mają tylko psychopatki...czasami się zdarza, że trzeba ratować życie. w sumie nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby pomiędzy c.c. a depresją istniała jakaś zależność, chociaż wydaje mi się to całkiem słuszne. znasz może mechanizm?
      • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 15.02.11, 07:19
        Brak instynktu macierzynskiego i brak radosci z macierzynstwa to ciezka choroba psychiczna.
        1) Ciaza nie jest trudna psychicznie ani fizycznie - jest czescia zycia jak oddychanie, rytm serca czy myslenie
        2) Opieka nad ciezarna obejmuje badanie USG, aby sprawdzac prawidlowosc umiejscowienia plodu i prawidlowosc rozwoju ciazy. Nie obejmuje to amniocentezy i biopsji plodu.
        3) Fizjologiczny porod to piekne przezycie. Cesarskie ciecie to szkodliwe tchorzostwo , dlatego nie mozna go juz wykonywac ani w Polsce i ani w USA na kaprys kobiety
        4) Karmienie piersia dla normalnej, kochajacej matki to piekne przezycie. Niemowleta karmone piersia przez dwa lata, nigdy potem nie maja alergii, astmy , maja mniejsza ilosc infekcji i nie sa otyle w pozniejszym zyciu. Kobiety karmiace piersia kilkoro swoich dzieci nigdy nie maja raka piersi
        5) Depresja porodowa dotyczy glownie psychopatek po cesrskim cieciu i nie karmiacych niemowlaka piersia. Nieustanny kontakt z matka jest niezbedny dla niemowlecia i bez tego dziecko jest psychicznie uposledzone w doroslym zyciu. Dla wiekszosci kobiet opieka nad swym niemowleciem to unikalne , krotkie , niepowtarzalne dwa lata w zyciu kobiety. A potem tylko 50 lat biurwowania do usr*anej smierci. Kazda kobieta , ktora porzuca swe niemowle w zlobku dla przasnej, zalosnej, polskiej pseudo-kariery powinna zglosic sie na kuracje do psychiatry.
        -----------------
        Zakładając, że nie jesteś zwykłym trollem odpowiem na kolejne punkty. Otóż faktycznie ciąża to nie choroba, ale bynamjmniej nie oznacza to, że jest to cudowny okres bez dolegliwości takich jak: mdłości, wymioty, szaleństwo hormonalne, bóle kręgosłupa, puchnięcia rąk i nóg, duszności zwłaszcza latem. Owszem da się to wytrzymać, ale przyjemne to nie jest i warto mieć trochę wyrozumiałości. Z punktem drugim się zgadzam. Jeśli chodzi i poród fizjologiczny to niestety ale bywa różnie, to wtedy właśnie jest najwięcej błędów lekarskich i uszkodzeń dzieci. W polskch szpitalach jest jeszczę często niemiły personel z mentalnością z PRL, który może tak ważne przeżycie zamienić w koszmar, nie daj Boże gdy pojawią się komplikacje. Karmienie bynajmniej pikęnym przeżyciem NIE JEST, sutki bolą jak jasna cholera i są poranione, co w tym nibyprzyjemnego? Wiem, bo karmiłam piersią moją córcię i zęby zagryzałam z bólu. A z tym rakiem piersi to bzdura, masz jakieś wyniki badań na poparcie rzucanych tez?!! Nie sądzę!
        Punkt sotatni to popis Twojej głupoty i wsiowego ograniczenia, nawet nie będę go komentować.
        • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 15.02.11, 12:33
          To jak odbierasz ciaze zalezy od nastawienia psychicznego. Jesli kochasz meza i wasze dziecko - to ciaza i porod i karmienie to pozytywne doswiadczenie zyciowe.
          Od fizjologii nie uciekniesz. Cale ludzkie zycie nie jest komfortowe i nawet defekacja moze byc bolesna. A wiec po co jeczec? Trzeba czerpac radosc ze wszystkich aspektow naszego czlowieczenstwa.
          • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 15.02.11, 20:11
            > To jak odbierasz ciaze zalezy od nastawienia psychicznego. Jesli kochasz meza i wasze dziecko - to ciaza i porod i karmienie to pozytywne doswiadczenie zyciowe. Od fizjologii nie uciekniesz. Cale ludzkie zycie nie jest komfortowe i nawet defekacja moze byc bolesna. A wiec po co jeczec? Trzeba czerpac radosc ze wszystkich aspektow naszego czlowieczenstwa.>

            A co To ja jestem jakaś masochistka, żeby "czerpac radośc" z czegoś, co sprawia mi ból? Mam się cieszyc "przeżyciem" jakim jest zakrwawione krocze, a potem obolałe piersi i bezsenne noce? Zdaję sobie sprawę, że sprawy związane z ciąża i porodem to bolesna fizjologia i jestem na to gotowa fizycznie i psychicznie, ale bynajmniej nie sprawia mi to radości. Córcię rodziłam naturalnie chociaż był poród wywoływany oksytocyną. Bolało jak cholera przez wiele godzin, ale to wytrzymałam i zdaje sobie sprawę, że przy kolejnym porodzie moze by podobnie. A ty mądralo zajmij się lepiej swoją rodziną, a kobiety zostaw w spokoju, bo guzik się orientujesz w tych sprawach.
            • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 15.02.11, 20:24
              Jeden wypierdek porodowy przez stara kobiete nie daje jej zadnej wiedzy o porodzie. A lezenie jak krowa zesztywniala ze strachu, powoduje kilkunastogodzinny porod i zmeczenie (atonie) miesni macicy.
              Dla mlodej kobiety kazdy porod jest coraz latwiejszy. Uczestniczylem we wszystkich 4 porodach mojej zony a piatego spodziewamy sie w maju. Porody (oprocz pierwszego) trwaly krocej niz godzine po przyjezdzie do szpitala. Wszystkie nasze dzieci moja zona karmila po 2.5 roku z radoscia i bez zadnych wyimaginowanych ciepien. No, ale do tego trzeba miec mlode piersi a nie stare flaki.
              • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 16.02.11, 20:23
                > Jeden wypierdek porodowy przez stara kobiete nie daje jej zadnej wiedzy o porodzie. A lezenie jak krowa zesztywniala ze strachu, powoduje kilkunastogodzinny porod i zmeczenie (atonie) miesni macicy. Dla mlodej kobiety kazdy porod jest coraz latwiejszy. Uczestniczylem we wszystkich 4 porodach mojej zony a piatego spodziewamy sie w maju. Porody (oprocz pierwszego) trwaly krocej niz godzine po przyjezdzie do szpitala. Wszystkie nasze dzieci moja zona karmila po 2.5 roku z radoscia i bez zadnych wyimaginowanych ciepien. No, ale do tego trzeba miec mlode piersi a nie stare flaki.>
                ----------
                Po pierwsze nie wiem, czy mam gratulować Twojej żonie, czy raczej jej współczuć kretyna i chama za męża. Ciekawi mnie też,dlaczego zgadza się na rolę "krowy rozpłodowej", ale może nie ma wyboru jak mężuś jest jedynyjm żywicielem rodziny i zgrywa "pana i władcę". Po drugie, każdy kolejny poród osłabia organizm kobiety. Po trzecie nie wiem o jakiej "starej kobiecie' piszesz. Zresztą ja widzę, dyskusja z takim prymitywem nie ma absolutnego sensu.
                • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 16.02.11, 20:42
                  A nie przyszlo do glowy , ze to ja zgadzam sie na role samca rozplodowego?
                  Bo to zona pragnie miec wiele dzieci . A ja to aprobuje bo kocham i zone i dzieci.
                  Co do tego, ze wielokrotna ciaza szkodzi kobiecie - to sa zabobony zacofanej babci.
                  Zreszta widze ,ze z prawdziwa kobiecoscia to niewiele masz wspolnego
                  • majaa Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 16.02.11, 21:58
                    Nihil-istko, nie uważasz, że trochę przeginasz? Chamskie aluzje i epitety bynajmniej nie wzmacniają argumentacji, a raczej dyskwalifikują dyskutanta. To super, że Twoja żona tak dobrze znosi kolejne ciąże i porody, ale musisz zrozumieć, że nie wszystkie kobiety są takimi szczęściarami. Bywają ciąże zagrożone, przeróżne nieprawidłowości w ich przebiegu i rozmaite dolegliwości, które wcale nie koniecznie są związane z wiekiem kobiety. Młodość i miłość niestety nie gwarantują bezproblemowej ciąży ani zdrowego dziecka. Jako absolwent medycyny z doświadczeniem w zawodzie (zakładając, że to prawda) powinieneś wiedzieć to najlepiej i być bardziej wyrozumiały, bo natura naprawdę potrafi sprawiać niespodzianki, nie zawsze przyjemne.
                    • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 16.02.11, 23:58
                      majaa, jestem tylko czlowiekiem. Napotykam na ciagly grad obelg, chamstwa i agresji ze strony fanatyczek jedynie slusznej feministycznej ideologii. I dostosowywuje sie mimowolnie ,zgodnie z zasada - jesli wlazles miedzy wrony , musisz krakac tak jak one.
                      Jesli cie urazilem - przepraszam.
                      • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 07:17
                        > majaa, jestem tylko czlowiekiem. Napotykam na ciagly grad obelg, chamstwa i agresji ze strony fanatyczek jedynie slusznej feministycznej ideologii. I dostosowywuje sie mimowolnie ,zgodnie z zasada - jesli wlazles miedzy wrony , musisz krakac tak jak one.Jesli cie urazilem - przepraszam.>
                        ----------
                        Już Tój pierwszy post był agresywny i prowokacyjny, bo wg Ciebie kobiety które nie myślą i nie zachowują się tak TY UWAŻASZ ŻE POWINNY się zachowywać, są jakimiś niedorobionymi histeryczki. I tu nie chodzi o żadną feministyczną ideologię, mnie i innym osobom na forum wręcz daleko do tego, ale nie podoba nam się Twoje szowinistyczne podejście do sprawy rodem z lat 60-tych ubiegłego wieku. Otóż kobieta nie jest maszynką, która ma z uśmiechem rodzić kolejne dzieci jak Twoja żonka (fajnie, że u niej wszystko jest dobrze), cieszyć się wszelkimi dolegliwościami fizycznymi z tym związanymi i jeszcze radośnie gadac o każdej kupce dziecka.
                        Trochę wyrozumiałości, bo juz po Twoi pierwszym poscie spora część ludzi włącznie ze mną mysli, że jesteś złośliwym trollem. Aha, i odczep się od mojej kobiecości, bo nic o mnie nie wiesz.
                        • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 11:26
                          Ateofi, brak radosci z macierzynstwa to paskudna choroba, ktora jest powodem subiektywnie zwiekszonego odczuwania psychosomatycznych niedogodnosci ciazy , porodu i karmienia.
                          No i po co to cierpietnictwo? Nie chcecie miec dzieci - to nie miejecie. Ale nie obnoscie sie ze swym ""cierpieniem"" bycia ssakiem.
                          • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 20:00
                            > Ateofi, brak radosci z macierzynstwa to paskudna choroba, ktora jest powodem subiektywnie zwiekszonego odczuwania psychosomatycznych niedogodnosci ciazy , porodu i karmienia. No i po co to cierpietnictwo? Nie chcecie miec dzieci - to nie miejecie. Ale nie obnoscie sie ze swym ""cierpieniem"" bycia ssakiem.>
                            ------------------
                            No cóż widać, że to pisze facet, który w życiu dziecka nie urodzi. A wy faceci umieracie przy zwykłym bólu główki lub gardziołka. Jakbyście mieli rodzić dzieci, to byście sopranem prędzej zaśpiewali z cywilizacja ludzka dawno by wymarła. Odnośnie macierzyństwa, to jest to naprawdę fajny okres w moim życiu, natomiast są aspekty, takie których nie lubię i tak jest pewnie u wielu kobiet. Czasami jesteśmy zmęczone ciąłym płaczem np. kolką, chorobą czy ząbkowaniem, tudzież bezsennymi nocami. A zwykle ogromną radość sprawia nam uśmiech dziecka, wołanie "mama", czy pierwsze stawiane kroki. Tu nie chodzi o cierpiętnictwo, ale Ty chyba jesteś zbyt ograniczony, żeby to zroumieć, bo każdy Twój post to taka sama odpowiedź w stylu "bądź wesołą maszynką do rodzenia dzieci, nie waż się narzekać bo jesteś histeryczką i nie miej dzieci". Zrozum wreszce, że macierzyństwo to nie sama radość, ale przede wszystkim trud wychowania dziecka na dobrego i mądrego człowieka. A tak swoją drogą ile żonie pomagasz przy czwórce dzieci, strasznie jestem ciekawa?
                            • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 21:04
                              Ila ja zonie pomagam? Ano zapladniam ja na jej prosbe, jestem przy niej w ciazy, masuje jej brzuszek i do pracy nie posylam. Jestem z nia przy kazdym porodzie. Kazde niemowle przez pierwsze dwa lata zycia spi z nami w kosyczku na naszym malzenskim lozu w naszaj sypialni
                              ( pozostale dzieci w swych pokojach). Robie dla domu wszystkie zakupy i spedzam z dziecmi caly swoj czas , nawet ten post pisze w pokoju dziecinnym.
                              A wiec jaki jest moral? Dzieci powinny miec normalne kobiety jak moja zona.
                              Cierpietniczki, histeryczki , psychopatki i feministki dzieci miec nie powinny.
                              • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 20.02.11, 21:53
                                > Ila ja zonie pomagam? Ano zapladniam ja na jej prosbe, jestem przy niej w ciazy, masuje jej brzuszek i do pracy nie posylam. Jestem z nia przy kazdym porodzie. Kazde niemowle przez pierwsze dwa lata zycia spi z nami w kosyczku na naszym malzenskim lozu w naszaj sypialni ( pozostale dzieci w swych pokojach). Robie dla domu wszystkie zakupy i spedzam z dziecmi caly swoj czas , nawet ten post pisze w pokoju dziecinnym. A wiec jaki jest moral? Dzieci powinny miec normalne kobiety jak moja zona. Cierpietniczki, histeryczki , psychopatki i feministki dzieci miec nie powinny>
                                --------------------------
                                Zapładniasz żonę na jej życzenie?!! "Ładnie" to ująłeś. Kretyni i szowniści nie powinni mieć dzieci.
                                • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 20.02.11, 22:54
                                  Oczywiscie , ze zapladniam zone na jej zyczenie. A co u feministek gwalt jest obecnie modny?
                                  • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 21.02.11, 00:17
                                    > Oczywiscie , ze zapladniam zone na jej zyczenie. A co u feministek gwalt jest obecnie modny?>
                                    ----------
                                    I po co głupio odpisujsze chłopie? Tylko się kompromitujesz! Zdaje się, ze Twoja krowa rozpłodowa czeka na masaż, idź więc do niej i przestań zaśmiecać forum!!! Jak urodzi , to po miesiącu machnij jej kolejne dziecko, bo to "prawdziwa kobieta" jest, a nie jakaś tam histeryczka feministka jak my tu na forum.


                                    • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 21.02.11, 09:06
                                      No wlasnie ateofi. Uosabiasz ohyde feminizmu. Matka i zona to dla ciebie tylko krowa rozplodowa . A wlasnie rozplodowa krowa jest feminsitka lesbijka sztucznie inseminizowana jak krowa wlasnie. Pokazalem , twoje posty mojej zonie - usmiala sie do rozpuku.
                                      Bo ty feminstko, mojej Asi do piet nie siegasz. Bo co ty osiagnelas oprocz twych nedznych polskich zarobkow? Nic. A Asia w ciagu ostatnich 10 lat ukonczyla swe studia magisterskie na wydziale Biologi UMK , zrobila prawo jazdy, urodzila czworo dzieci a piate w drodze, zwiedzila ze mana 3 kontynenty, pozostala szczupla, oczytana, religijna i pelna optymistycznej radosci. A co ty osiagnelas, podstarzala frustratko feministyczna?
                                      • ateofi Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 22.02.11, 07:08
                                        Ja z kolei pokazałam Twoje posty mojemu mężowi i oboje cały czas śmiejemy się do rozpuku i ciągle Cię prowokujemy a Ty odpowiadasz. Ktoś widać ma potężne kompleksy, bo ciągle musi wyliczać co osiągnął i jaki jest "cudowny i wspaniały" i jaką ma "cudowną i wspaniałą" żonę o ile ona wogóle istnieje.
                                        • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 22.02.11, 18:34
                                          ateofi, z co ty osiagnelas bezdzietna, podstarzala frustratko feministyczna wraz ze swym mezem niskoplodnym?
                        • ewelina_1 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 16:00
                          Ateofi - nihil-istka nie ma żadnej żony ani dzieci. Zwykły troll, którego kilka wpisów dziennie jest kasowanych.
                          • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 17:25
                            No coz , powtorze jeszcze raz. Mam zone Asie i czworo dzieci w wieku od osmiu do 2 lat.
                            Piatego spodziewmy sie w maju. Czy posiadanie sredniej wielkosci rodziny to jakis ewenement dla was?
                    • ewelina_1 Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 16:08
                      majaa napisała:

                      Jako absolwent medycyny z doświa
                      > dczeniem w zawodzie (zakładając, że to prawda)
                      Odpuść sobie tego trolla. Żadnej medycyny nie kończył. Nudzi się sam w domu, więc siedzi w internecie i się "dokształca". Ale zawsze czegoś nie doczyta i wypisuje potem kwiatki w stylu, że połóg u wieloródek trwa 2 godziny. A czasami 2 godziny po porodzie to kobieta jest jeszcze na sali porodowej. Ale on nawet nie wie dlaczego.
                      • nihil-istka Re: brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 17:34
                        W wiekszosci porodow ktore odebralem w szpitalu w Colchester , dobrym angielskim zwyczajem w pol godziny po porodzie pilismy razem herbate - matka, maz oraz ja w pokoju po-porodowym. Nie ma zadnego powodu aby kobieta po normalnym porodzie lezala 2 godziny na porodowce. Po odejsciu placentu i jej przeegzaminowaniu - na zachodzie nie lyzeczkuje sie macicy. Lyzeczkowanie macicy jest jedynie w przypadku "retained placenta"".
                        Rutynowo na zachodzie niemowle jest egzaminowane na porodowce przez pediatre.
                        • nihil-istka Errata:brak radosci z macierzynstwa to choroba 17.02.11, 17:50
                          """po odejsciu placenty""
    • zolla78 Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 17:55
      Ja mogę się wypowiedzieć tylko co do pierwszego punktu. Ciąża to rzeczywiście stan niezbyt błogosławiony, ale można przetrzymać jak nie ma większych komplikacji :)
      • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 18:52
        Ciaza to stan blogoslawiony jezeli dziecko sie kocha i go oczekuje.
        • aurelis07 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:14
          Tak, tak, zwłaszcza, gdy dziecko tak się ułoży, że z ledwością będzie można oddychać, gdy ucisk na pęcherz powoduje odwiedziny w toalecie co pół godziny, zmęczenie wymieszane z chęcią spania do 12 godzin na dobę, o "przerzyganiu" pierwszego trymestru nie wspominając :) Jeżeli się jedzie komunikacją miejską, a każdy powołując się na równouprawnienie nie ustąpi miejsca bohatersko kobiecie z brzuchem większym niż ona sama, to w ogóle jest bosko.
          Ciąża jest naturalna, ale niech nikt mi tego z oddychaniem nie porównuje. Wyrywanie zębów również jest naturalnym elementem naszego życia, podobnie jak rodzenie kamieni- a dziwnym trafem wszyscy wtedy wolą się znieczulić, gdy tylko mogą ;) A zdziwionych odsyłam do podręczników traktujących o położnictwie i o zmianach jakie w organizmie kobiety zachodzą.
          Karmienie to fajna sprawa, pod warunkiem, gdy wie się, jak to zrobić. W większości szpitali radzi się zagryzać zęby, choćby krew tryskała. To raczej nie ten typ pomocy (znowu do zdziwionych).
          Poród? Człowiek człowiekowi nierówny. Mam koleżanki, którym się "makijaż nie rozmazał", ja z drugą dziewczyną traciłyśmy z bólu przytomność, pozytywne nastawienie do tego cudu natury czy przygotowanie "teoretyczne" nie pomogło. Zdziwieni, wyobraźcie sobie, że to tak samo jak z zębami: jeden idzie do dentysty i drzemie, a drugiego należałoby trzymać, bo nawet znieczulenie mu nie pomaga. Po drugie, mamcia historia uczy, że drzewiej pierwszą przyczyną śmierci kobiet (i to zbierającą potężne żniwo), były porody właśnie. Poród nie jest prostą, oczywistą sprawą- piszą o tym nawet w podręcznikach położniczych pisanych przez mężczyzn (żeby ktoś nie myślał, że o komplikacjach porodowych bzdurzą tylko rozhisteryzowane kobiety bez instynktu, topiące swoje dzieci).
          Generalnie fajnie wspominam swoją ciążę, poród wolę zapomnieć (a przede wszystkim pseudoopiekę, jaką mnie otoczono), karmienie świetne do pewnego czasu, głównie dzięki lekturze własnej, a nie wsparciu personelu medycznego. Najgorsze jest to, że najczęściej się ścierają dwa skrajne poglądy, jednych całkowicie demonizujących kwestie rodzicielstwa, inni kompletnie je bagatelizując. Obydwa obozy wygrażają osobom ze środka i z drugiej strony, gdyż "ich racja jest racją najracniejszą", a każdy kto ma inne doświadczenia jest przynajmniej chory psychicznie. Gratuluję osobie, która ma czwórkę dzieci, do 9 miesiąca myła okna, nosiła siaty z zakupami, grała w koszykówkę, a rodziła w trakcie malowania rzęs, jednak nie uprawnia to jej w żadnej mierze do uważania się za lepszą matkę niż ta, która przechorowała pół ciąży, drugie pół leżała z nogami w górze, z ledwością przeszła poród zakończony cesarką i nie karmiła, gdyż nie miała pokarmu. To jakim kto był rodzicem wychodzi na widok publiczny, gdy dziecko się staje człowiekiem dorosłym- wtedy widać jaką rodzinę stworzyli mu rodzice. Jedna z najsłynniejszych okolicznych rodzin, to takie ciekawe patologiczne coś: matka często pijana, widziana od rana do nocy, żadnych mdłości, problemów, czy upał, czy lodownia, ona wesolutko siedzi na ławeczce, porody naturalne, piersią karmić musiała, gdyż nie stać by jej było na sztuczne. I tak 5-6 razy. Czy to z tej kobiety czyni świetną matkę? O ileż łatwiejsze byłoby ocenianie czyjegoś rodzicielstwa po możliwościach macicy, prawidłowo funkcjonującego układu hormonalnego gwarantującego prawidłową ciążę, akcję skurczową i produkcję pokarmu, i żołądku jak z żelaza, o pęcherzu nie wspominając. Nie tędy droga- to dorosłe dzieci rozliczają rodziców, a dzieci ostatnie co interesuje, to ciąża matki i poród, ważniejsza jest osobowość. Dzieci typów takich jak Alois Hitler nie są szczęśliwe, choćby nie wiem jak sprawną macicę i gruczoły mleczne posiadały matki.
          • maitresse.d.un.francais Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 19:22
            żeby ktoś nie myślał, że o komplikacjach porodowych bzdurzą tylko rozhisteryzowane kobiety bez instynktu, topiące swoje dzieci).


            :-)))))))))))))))))))))))

            Miodzio! ;-)

            Bardzo podoba mi się Twój post, ciekawy, można się wielu rzeczy dowiedzieć i fajnie, sprawnie napisany!
          • ateofi Re: Mity macierzyństwa 21.02.11, 00:35
            aurelis07 napisała:
            > .. Najgorsze jest to, że najczęściej się ścierają dwa skrajne poglądy, jednych całkowicie demonizujących kwestie rodzicielstwa, inni kompletnie je bagatelizując. Obydwa obozy wygrażają osobom ze środka i z drugiej strony, gdyż "ich racja jest racją najracniejszą", a każdy kto ma inne doświadczenia jest przynajmniej chory psychicznie. Gratuluję osobie, która ma czwórkę dzieci, do 9 miesiąca myła okna, nosiła siaty z zakupami, grała w koszykówkę, a rodziła w trakcie malowania rzęs, jednak nie uprawnia to jej w żadnej mierze do uważania się za lepszą matkę niż ta, która przechorowała pół ciąży, drugie pół leżała z nogami w górze, z ledwością przeszła poród zakończony cesarką i nie karmiła, gdyż nie miała pokarmu. To jakim kto był rodzicem wychodzi na widok publiczny, gdy dziecko się staje człowiekiem dorosłym- wtedy widać jaką rodzinę stworzyli mu rodzice. Jedna z najsłynniejszych okolicznych rodzin, to takie ciekawe patologiczne coś: matka często pijana, widziana od rana do nocy, żadnych mdłości, problemów, czy upał, czy lodownia, ona wesolutko siedzi na ławeczce, porody naturalne, piersią karmić musiała, gdyż nie stać by jej było na sztuczne. I tak 5-6 razy. Czy to z tej kobiety czyni świetną matkę? O ileż łatwiejsze byłoby ocenianie czyjegoś rodzicielstwa po możliwościach macicy, prawidłowo funkcjonującego układu hormonalnego gwarantującego prawidłową ciążę, akcję skurczową i produkcję pokarmu, i żołądku jak z żelaza, o pęcherzu nie wspominając. Nie tędy droga- to dorosłe dzieci rozliczają rodziców, a dzieci ostatnie co interesuje, to ciąża matki i poród, ważniejsza jest osobowość. Dzieci typów takich jak Alois Hitler nie są szczęśliwe, choćby nie wiem jak sprawną macicę i gruczoły mleczne posiadały matki.>
            ----
            Mądry i trafny post. Jest nie potrzebna presja nakładana na kobiety, aby na siłę "cieszyły się" każdym aspektem ciąży a potem macierzyństwa. Jest cała masa zaleceń WHO odnośnie np. karmienia piersią, które zreszta zmieniają się dość często, aż matka głupieje i nie jest pewna, czy dobrze robi. Cała masa fanatycznych lekarzy mężczyzn wypowiada się za tym, żeby utrudnić kobietom dostęp do cesarek, bo przecież oni najlepiej znają się na kobiecych sprawach. Potem jest cła debata na temat wyższości siedzenia matki z dzieckiem w domu nad żłobkiem i przedszkolem. Każdy jest najmądrzejszy o ile problem go nie dotyczy. Natomiast prawda jest taka, że trzeba mądrze kochać i wychować maleńkiego człowieka który pojawia się na świecie, ale trzeba również zachować równowagę w życiu i zadbać o siebie, żeby na starsze lata nie zostać sfrustrowaną i zgorzniałą przegraną kobietą, której jedynym sukcesem jest urodzenie 5 dzieci.
            • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 21.02.11, 09:16
              Masz racje ateofi, aby feministki nie zostaly na stare lata nie zostac bezdzietnnym zgorzknialymi kobietami samotnymi ze swym kotem i reumatyzmem i ktorej tup lezy tygodniami nieodkryty w jej pokoiku az zacznie smierdziec.
              No a jakiez sa osiagniecia bezdzietnej feministki w okrutnym polskim kapitalizmie?
              50 lat nedznie oplacanej harowki dla kapitalistycznej hieny ktora da ci kopa w tylek 5 lat przed emeryra bo jestes juz slaba i zuzyta? ha,ha,ha,ha,ha Co za frajerki i bydlo robocze.
        • ateofi Re: Mity macierzyństwa 16.02.11, 20:28
          nihil-istka napisała:
          > Ciaza to stan blogoslawiony jezeli dziecko sie kocha i go oczekuje.>
          ----------------------------
          Tak jasne, to pisze zakompleksiony kolo, który w życiu dziecka nie urodzi, nie będzie karmił piersią a jego rola w domu ogranicza się do chwlaenia się zarobkami. Żałosne!!!
          • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 16.02.11, 20:45
            Nie zapominaj dziewcze podstarzale, ze kazde moje dziecko to w 50% ja i w 50% moja zona.
            Te proporcje mnie zadowalaja. A z 5-ma pieknymi dzieci i piekna, mloda , zadbana zona -
            - to o zadnych kompleksach mowy nie ma.
            • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 16:14
              nihil-istka napisała:

              > Nie zapominaj dziewcze podstarzale, ze kazde moje dziecko to w 50% ja i w 50% m
              > oja zona.
              > Te proporcje mnie zadowalaja.
              chwalisz się, że kończyłeś medycynę a nie wiesz że to dotyczy tylko DNA jądrowego? Mitochondrialne to w 100% od kobiety.
              • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 17:41
                Cioteczko , nie kompromituj sie. Jedynie DNA chromosomalne koduje cechy osobnicze i pochodzi ona w 50% procentach od mezczyzny i w 50% od kobiety.
                Wiesz skad sie wziely mitochondria? W pewnym momencie ewolucji komorki wielokomorkowce wchlonely prymitywne bakterie , w celu wspomagania metabolizmu komorki. Wciagu ewolucji bakterie te ulegly dalszemu uproszczeniu i staly sie organellami mitochondrialnymi.
                • nihil-istka errata - Mity macierzyństwa 17.02.11, 17:53
                  errata : ""komorki wielokomorkowcow""
      • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 19:03
        > Ja mogę się wypowiedzieć tylko co do pierwszego punktu. Ciąża to rzeczywiście s
        > tan niezbyt błogosławiony,
        zolla to czekają ciebie następne przyjemności;) jednak da się przeżyć
    • berta-live Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 18:37
      Ja bym do tego dodała punkt 7

      Kobiety mają instynkt macierzyński i chcą mieć dzieci - bujda na resorach.
      • marouder.eu Dlaczego bujda?/nt 06.02.11, 18:40


        • berta-live Re: Dlaczego bujda?/nt 06.02.11, 18:52
          Bo w rzeczywistości kobiety nie chcą być matkami. Zostają nimi z powodu presji społecznej i nachalnego prodzieciowego marketingu.

          Zauważ, że jak coś jest instynktowną potrzebą fizjologiczną człowieka, to im ma on większe możliwości zaspokajania tej potrzeby tym zaspokaja ją w większym stopniu. Jak lubi dobrze zjeść, to im ma więcej kasy to tym jest grubszy. Jak lubi wypić, to tak samo. Jak lubi podróżować albo się imprezować, to jakby mógł to też spędziłby życie na zwiedzaniu i balangowaniu. A z macierzyństwem jest odwrotnie. Im kobieta ma więcej pieniędzy i możliwości posiadania potomstwa, to tym ma go mniej. Dodatkowo jak tylko ma kasę i możliwość, to jeszcze dobrze nie urodzi jak już kombinuje komu by to dziecko upchnąć, żeby samej nie musieć dzieciaka niańczyć. Wniosek z tego taki, że to macierzyństwo to raczej dopust boży i społeczny obowiązek a nie zaspokojenie swojego instynktu.
          • nihil-istka Dlaczego bujda? 06.02.11, 18:58
            Oj berta , berta - sama pakujesz sie do grona psychopatek.
            Bo zycie nie polega za zarciu, sr*aniu i kupowaniu.
            Zycie to takze milosc kobiety i mezczyzny - i ciaza jest owocem milosci.
            Bo dziecko to takze wynik tesknoty egzystencjalnej do niesmiertelnosci - a dzieki dziecku- non omnis moriar.
            Spytaj sie normalnych kobiet ile ciaza i dziecko przyniosla im radosci i szczescia.
            Bardzo mi ciebie szkoda dziewczyno (???)
            • berta-live Re: Dlaczego bujda? 06.02.11, 19:05
              Nie piszę o sobie, tylko o statystykach. Im społeczeństwo jest bogatsze i bardziej liberalne w poglądach na sprawy rodziny i prokreacji, tym tych dzieci rodzi się mniej. Im kobiety mają więcej pieniędzy tym mniej chętnie przejmują opiekę nad swoim dzieckiem. A w wypadku kobiet najbogatszych, praktycznie żadna nie zajmuje się dzieckiem osobiście.
              • jael53 Re: Dlaczego bujda? 08.02.11, 10:51
                berta-live napisała:

                > Nie piszę o sobie, tylko o statystykach. Im społeczeństwo jest bogatsze i bardz
                > iej liberalne w poglądach na sprawy rodziny i prokreacji, tym tych dzieci rodzi
                > się mniej. Im kobiety mają więcej pieniędzy tym mniej chętnie przejmują opiekę
                > nad swoim dzieckiem. A w wypadku kobiet najbogatszych, praktycznie żadna nie z
                > ajmuje się dzieckiem osobiście.


                I tym sposobem trwa tradycja. Nigdy w warstwach zamożnych kobiety nie zajmowały się dziećmi osobiście. Nawet do karmienia angażowało się mamki. W tychże warstwach zawsze też kombinowano - na miarę wiedzy danej epoki - jak "rozplanować przychówek". Skuteczność tych planów, wiadomo, byłą rozmaita. Niemniej w wysiłkach nie ustawano.
                W warstwach zamożnych (od przysłowiowych starożytnych Egipcjan) rozumiało się "samo przez się", że potomkowie są pożądania, ale... ale trzeba ich "wyprowadzić na ludzi" - a to kosztuje; trzeba zapewnić właściwą oprawę - podobnie; trzeba odpowiednio ożenić/wydać za mąż - a to nie dość, że kosztuje, to jeszcze wymaga znacznej dyplomacji.
                Z nieuchronnym nadmiarem potomków radzono sobie - w tym olśniewającym antyku, którego dziedzicami podobno jesteśmy - nader bezwzględnie.
            • pierdzacy.kot Re: Dlaczego bujda? 06.02.11, 19:07
              nihil-istka ty masz umysl ciasny jak kiszka stolcowa weza. A poza tym jestes facetem.
              • zosia9 Re: Dlaczego bujda? 06.02.11, 19:46
                A kto z dyskutujących jest matką? Wtedy właściwie można wymienić doświadczenia. Macierzyństwo ma swoje dobre strony- ale to może w innym wątku.

                Jezeli chodzi o badania prenatalne, to dzielą się na inwazyjne i nieinwazyjne. Oczywiście w cywilizowanych krajach najpierw robi sie badania nie inwazyjne ( u nas wiedza na ich temat jest żadna nawet wsród ginekologów-położników, bądź możliwosć ich wykonania jest ograniczona dlatego o nich nie mówią) Mam na myśli test PAPPA na który słada się usg tzw genetyczne i parametry badania krwi. Jeżeli te wyjdą źle robi się punkcje. Ryzyko poronienia 1%, czyli żadne w porównaniu do ryzyka komplikacji okołoporodowych które wynoszą 3%.

                Co do cesarki to nie jest pikuś i wygoda a bardzo krwawa operacja w efekcie bolesna w skutkach (przeżyć ten następny dzień). nie rodziłam naturalnie to nie mam porównania. Oczywiscie i w jednym i drugim przypadku mamy ogromny ból którego faceci nie znieśliby fizjologicznie ( więc panowie cicho sza, bo przy mniejszych dolgliwociach skomlecie)
                • pavvka Re: Dlaczego bujda? 07.02.11, 16:15
                  zosia9 napisała:

                  > Co do cesarki to nie jest pikuś i wygoda a bardzo krwawa operacja w efekcie bol
                  > esna w skutkach (przeżyć ten następny dzień). nie rodziłam naturalnie to nie ma
                  > m porównania. Oczywiscie i w jednym i drugim przypadku mamy ogromny ból którego
                  > faceci nie znieśliby fizjologicznie

                  Co konkretnie oznacza 'nie znieśliby fizjologicznie'? Tzn. co Twoim zdaniem by zrobił facet gdyby go poddać takiemu bólowi?
                  • altz Re: Dlaczego bujda? 07.02.11, 17:13
                    > > faceci nie znieśliby fizjologicznie
                    Kto to sprawdził? ;)
                    Takie babskie gadanie, bo nie można na nie nijak odpowiedzieć. :)
                    Chociaż nie zaprzeczam, że to wielki ból, byłem przy porodach i widziałem.
                    • ewelina_1 Re: Dlaczego bujda? 07.02.11, 18:58
                      altz napisał:

                      > Kto to sprawdził? ;)
                      > Takie babskie gadanie, bo nie można na nie nijak odpowiedzieć. :)
                      ależ można. Jest nagroda dla pierwszego mężczyzny, który urodzi. Na razie chętnych brak.
                      A jako ciekawostka:
                      "Różne ich wersje przedstawiają historię męża, który pewien, że jego rodząca partnerka kładzie się do łóżka wyłącznie z lenistwa, wyśmiewa i lekceważy jej cierpienie. Zostaje on podstępnie napojony przez akuszerkę ziołami wywołującymi wzdęcia, a następnie przekonany, że bóle, których doznaje świadczą o zbliżającym się dla niego porodzie. Podczas gdy chłop wije się w cierpieniu, jego żona rodzi bliźniaki, z których jedno akuszerka podstawia ojcu, wyjaśniając mu, że właśnie urodził. W wyniku tego doświadczenia mężczyzna zyskuje zrozumienie dla przeżyć kobiety i od tej pory troszczy się o nią z szacunkiem."
                      happymum.pl/wortal/index.php?art=757
                • lucyna_n Re: Dlaczego bujda? 07.02.11, 21:36
                  jakby musieli toby znieśli
                  nie takie rzeczy człowiek zniesie jak nie ma wyjścia
                  im też by się to pewnie nie spodobało ale nie robiliby wyklętych z tych kolegów którzy chcą cc na życzenie, a raczej sprawili że ta dziedzina medycyny byłaby najlepiej rozwinięta i zasadniczo też najwięcej wpływu z budżetu szłoby na badania bezpiecznego łagodzenia bólu porodowego, oraz wyposażenie sal porodowych we wszystkie szmery bajery i maszyny do robienia ping:)) Bo baby są cierpiętnice, głupie, i zamiast domagać się ludzkich warunków i nowoczesnego podejścia to "jakoś sobei poradzą, jakoś zniosą" a potem sobie jeszcze po karkach natłuką za "lenistwo porodowe".
                • back2bz Re: Dlaczego bujda? 07.02.11, 22:27
                  Zosiu, ja jestem matka. I to trzykrotna :)

                  I kazde z dzieci bylo zaplanowane co do miesiaca, i wyczekane, i ukochane. W domu robimy niemal wszystko razem z mezem (ja nie myje podlog :)), a dzieci uczymy tego, ze w domu to sie nie "pomaga zonie na jej wyrazna i wielokrotna prosbe", tylko robi samemu wszystko, co trzeba zrobic etc.

                  Mowisz, ze nie mozesz porownac na sobie rodzajow porodu. Ja tez nie, bo 3 x rodzilam sn (silami natury). Po drugim i trzecim porodzie wracalam do domu tego samego dnia wieczorem. Wiec kondycyjnie moim zdaniem po naturalnym MOZNA zebrac sie duzo szybciej niz po CC. Oczywiscie sa wyjatki - a ja sama mialabym cc na zyczenie, gdybym byla np. w ciazy mnogiej.

                  Tak, bol jest duzy, ale do wytrzymania. I z wlasnego doswiadczenia moge powiedziec, ze jesli dziecko lezy prawidlowo, to duzo szybciej rozwarcie postepuje, jesli kobieta jest na stojaco, niz w uwielbianej w czesci polskich szpitali pozycji horyzontalnej.
            • kanchi Re: Dlaczego bujda? 06.02.11, 23:48
              > Bo dziecko to takze wynik tesknoty egzystencjalnej do niesmiertelnosci

              Ale dziecko jest odrębnym bytem od swoich rodziców. Więc te tęsknoty to jest choroba psychiczna, którą trzeba leczyć.
              • marouder.eu Aha!:)/nt 06.02.11, 23:52
              • nihil-istka Re: Dlaczego bujda? 07.02.11, 00:11
                Oczywiscie , ze dziecko jest odrebnym bytem , ale nosi polowe twoich genow i wszystko dobro
                ktore zdolasz mu przekazac
          • marouder.eu Wypowiadasz sie nad wyraz skrajnie, Berto:) 06.02.11, 20:33
            Piszesz o sferze popedowej, mozliwosci jej nieskrepowanego zaspokajania i zestawiasz w sposob nieuprawniony z interioryzacja rol spolecznych i klasycznym sposobem ich pelnienia.

            A iii ty:/
            • berta-live Re: Wypowiadasz sie nad wyraz skrajnie, Berto:) 06.02.11, 20:59
              Nie skrajnie i nie są to tylko moje opinie. Niedawno wpadł mi w ręce artykuł francuskiej filozofki Elisabeth Badinter, która nawet książkę napisała o tym, że instynkt macierzyński to ściema i wymysł kulturowy. I tam jako przykład podaje stosunek do dzieci jaki miały francuskie kobiety w ubiegłych stuleciach. Chodzi o proceder oddawania dzieci mamkom, który w rzeczywistości był zwykłym dzieciobójstwem. I to się działo na masową skalę.
              • marouder.eu W jakich okresach wystepowalo.. 06.02.11, 21:53
                ..nasilenie opisanego procesu? Jakiej grupy spolecznej dotyczylo? Czy ktoras z plci dominowala wsrod porzucanych w ten sposob dzieci? Czy zjawisko wystepowalo w innych krajach Europy? Jaka byla jego intensywnosc tamze?

                Itd, itp:)
                • berta-live Re: W jakich okresach wystepowalo.. 06.02.11, 22:00
                  Takich szczegółów nie znam. Książka ma tytuł "Historia miłości macierzyńskiej" i nie wiem czy jest wydana po polsku. A mnie chodziło o ten artykuł, który jest streszczeniem tego co w książce napisano.
                  kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107880,7993971,Jak_wynaleziono_milosc_macierzynska.html
                  • marouder.eu Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 06.02.11, 22:35
                    Tekst mowi wiele o okreslonych uwarunkowaniach takich decyzji. Jest to m.in wielodzietnosc, koniecznosc pelnienia innych poza rodzicielskimi rol spolecznych etc.

                    Nie mowi wcale o kosztach i ich rodzajach u kobiet, ktore podjely lub zaakceptowaly decyzje o oddaniu potomka mamce, czyli de facto zgadzily sie na jego...hmm..eutanazje.

                    Brak informacji o powyzszym dyskwalifikuje przeprowadzony przez p. Badinter dowod.

                    Ponadto, moim zdaniem przynajmniej, antagonizowanie sfer kultury i natury w procesie socjalizacji jest dla rozmowy o macierzynstwie zabojcze:)
                    Przynajmniej w odniesieniu do naczelnych sa to sfery komplementarne, czego dowiodlo malzenstwo Harlowow przeprowadzajac w latach 60-tych ubieglego wieku letko nieetyczny eksperyment na mlodych rezusach.
                    • berta-live Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 06.02.11, 23:04
                      Eksperymenty na rezusach, makakach i tym podobnych faktycznie co nieco powiedziały o istocie instynktu macierzyńskiego. Podobnie jak mówią o nim obserwacje dzikich i zoologicznych zwierząt. I to tylko potwierdza postawioną przeze mnie hipotezę o nieistnieniu instynktu macierzyńskiego u ludzkich kobiet.

                      Jak nie ma wystarczająco dobrych warunków środowiskowych do odchowania potomstwa, albo potomstwo rodzi się chore, to jest przez samice odrzucane. I albo zdycha z głodu, chłodu i drapieżników albo jest przez tą samicę zabijane. Z młodych, które były chowane w warunkach pozbawionych matczynego ciepła i troskliwości wyrastają psychopatyczne osobniki, które nie potrafią nawiązywać relacji z innymi osobnikami, nie radzą sobie samodzielnie w swoim naturalnym środowisku, są agresywne, jak są samicami to z jednej strony wykazują agresję w stosunku do swoich młodych, łącznie z tendencjami kanibalistycznymi a z drugiej strony traktują te młode jak własne matki od których oczekują opieki i wsparcia.

                      I ludzie mają dokładnie tak samo. Tylko, że normy społeczne nie pozwalają na dzieciobójstwa, przynajmniej na masowe dzieciobójstwa. Warunki ekonomiczne aż tak złe nie są, żeby mimo tych restrykcyjnych norm społecznych nadprogramowe dzieci masowo umierały, więc żyją. Żyją wychowywane przez matki, które z powodu złych warunków socjalnych zatraciły instynkt macierzyński, więc nie okazują im zbytniego zainteresowania, nie dają ciepła i czułości. Zaspokajają jedynie podstawowe potrzeby fizjologiczne, czyli mamy sytuację identyczną jak w przypadku makaków wychowanych przez kłujący stelaż z butelką mleka. I te dzieci wyrastają na psycholi, które zapewne w naturalnych warunkach szybko by zginęły, ale w warunkach cywilizacji, norm społecznych i jako takich warunków ekonomicznych żyją i rozmnażają się. A jak tak to stają się patologicznymi rodzicami, niezdolnymi do wytworzenia żadnych zdrowych relacji ze swoim potomstwem i wychowują kolejne pokolenie kalek społecznych i mamy błędne koło.
                      • marouder.eu Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 06.02.11, 23:22
                        Upraszczasz, Bertie:/

                        Eksperymenty na malpach wykazaly m.in, ze u naczelnych nawet zachowania zwiazane z prokreacja nie sa warunkowane jedynie przez sfere instynktow ale podobnie jak rzecz sie ma z umiejetnoscia polowania u drapieznych ssakow, sa profilowane spolecznie.

                        Dla tematu z powyzszej konkluzji wynika tyle, ze pomimo odczuwania okreslonego popedu, osoby slabo zsocjalizowane nie beda go w stanie wypelnic odpowiednia trescia w formie adekwatnych zachowan.

                        Nie przeczy to istnieniu instynktu, tak jak jego istnienie nie przeczy potrzebie kulturowego programowania zachowan zwiazanych z macierzynstwem.
                        • nihil-istka Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 06.02.11, 23:38
                          A od kiedy to bieda jest rownawazna z patologia ? A nie slyszeliscie o patologii bogatych, o narkomanii , zepsuciu i rozpuscie?
                          A nie slyszelisci o matkach sprzataczkach bioracych nadgodziny aby ich syn mogl zostac prawnikiem czy inzynierem.
                          Polska dwudziestolecia miedzywojennego byla skrajnie biednym krajem, ktory wydal piekne pokolenie ludzi takich jak moja matka i ojciec.
                          Obecna Polska to w 90% kraj biednych ludzi wobec amerykanskich pensji.
                          Czy Polskie dzieci to w 90% socjopaci? Napewno nie
                          • berta-live Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 00:15
                            Czytaj uważnie. Pisałam o biedzie jaka była przed wiekami, czyli głód, wojny, klęski żywiołowe, rabunki, rozboje, gwałty, stres, no generalnie wszystko to co sprawia, że nie ma warunków na odchowanie zdrowego potomstwa. Przynajmniej w dużej ilości. Zasobów wystarcza jedynie, żeby samemu przetrwać a i to nie jest takie do końca pewne. I w takich wypadkach samice zwierząt, które kierują się tylko i wyłącznie instynktami, porzucają swoje młode. Podobnie jak porzucają młode, które rodzą się chore. I zapewne pierwsze hominidki i pierwsze kobiety homo sapiens też tak czyniły. A żeby były w stanie tak uczynić, to musiały stracić instynkt macierzyński, który nakazuje dbać o potomstwo za wszelką cenę. Silny stres spowodowany wyjątkowo niekorzystnymi warunkami środowiska powoduje utratę instynktu macierzyńskiego. Tak to matka natura wymyśliła.

                            A jeżeli taką kobietę, która nie ma instynktu macierzyńskiego i postrzega tego swojego niemowlaka tylko i wyłącznie w kategorii kawałka mięsa zmusi się do zatrzymania go i zaspokajania jego potrzeb, to będzie to robić, ale bez entuzjazmu i tylko w podstawowym fizjologicznym zakresie. A to zdecydowanie za mało, żeby z takiego dziecka wyrósł pełnosprawny dorosły.
                            • nihil-istka Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 00:38
                              Berta, berta, tak mi ciebie szkoda. Przeciez 200 tysiecy lat ewolucji kulturowej dzieli nas od zwierzat. A dla ciebie zrozumienie swiata jest ciagle na poziomie licencjaciku z marnej polskiej szkolki pseudowyzszej. Ty znajdz sobie mezczyzne, daj sie zaplodnic i sproboj zakosztowac zycia kobety. No chyba ,ze masz jakies powazne problemy hormonalne - wtedy sie lecz.
                              • berta-live Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 00:54
                                Nie mogę się dać zapłodnić, bo wg tego co piszesz w co drugim wątku, jestem już za stara na pierwsze dziecko. ;)

                                A co do kultury, to ma ona mocno średni wpływ na ludzkie uczucia. Żadna kultura nie sprawi, że kogoś lub coś będzie się lubić. Albo, że zapała się do kogoś jakimś uczuciem wyższym. Podobnie jak nie sprawi, że kogoś lub coś się znielubi. Nienawidzić też się nikogo nie da z powodów kulturowych. I z instynktem macierzyńskim jest podobnie. Z pociągiem seksualnym również. Kultura i normy społeczne mogą jedynie sprawić, że schowam do kieszeni moje sympatie i antypatie, zacisnę zęby i będę się kierować wyłącznie rozsądkiem i konformizmem. Może jeszcze do tego dojdzie jakieś poczucie obowiązku i zwykła ludzka przyzwoitość. Z czasem może się jeszcze coś w rodzaju przywiązania pojawić. Na zasadzie jak juz się jakiś człowiek znalazł w moim życiu, to zadbam o niego jak najlepiej potrafię, nie wyrzucę go na bru, nie będę gonić z siekierą, może nawet się zdobędę na wspaniałomyślność i będę mu sprawiać jakieś przyjemności, itp. Tylko, że nadal nie będzie w tym żadnych instynktów ani uczuć wyższych.
                                • nihil-istka Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 01:04
                                  Boj sie Boga Berta, przeciez swiat bez milosci to pieklo. A z tym zaplodnieniem - to zaryzykuj-
                                  warto
                                  • berta-live Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 01:10
                                    > A z tym zaplodnieniem - to zaryzykuj- warto

                                    Po 30???
                                    • altz Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 08:15
                                      > > A z tym zaplodnieniem - to zaryzykuj- warto
                                      >
                                      > Po 30???

                                      Jasne, że warto. Tylko nie z byle kim.
                                      Przede wszystkim musi mieć dobre geny i dużo cierpliwości. ;)
                                    • lucyna_n Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 21:56
                                      po 30 to spoko, ale przed czterdziestką to nie wiem.
                              • ateofi Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 20.02.11, 22:52
                                nihil-istka napisała:

                                > Berta, berta, tak mi ciebie szkoda. Przeciez 200 tysiecy lat ewolucji kulturowej dzieli nas od zwierzat. A dla ciebie zrozumienie swiata jest ciagle na poziomie licencjaciku z marnej polskiej szkolki pseudowyzszej. Ty znajdz sobie mezczyzne, daj sie zaplodnic i sproboj zakosztowac zycia kobety. No chyba ,ze masz jakies powazne problemy hormonalne - wtedy sie lecz.>
                                --------------
                                Przestań wreszcie wciskać na forum swoją szowinistyczną definicję "bycia kobietą"tylko wtedy gdy będzie "zapłodniona". Otóż są kobiety, które nie chcą być "zapłodnione" i wcale nie są z tego powodu nieszczęśliwe ćwierć-mózgu!!!
                            • hermina5 Re: Zadalem sobie trud i przeczytalem:) 07.02.11, 11:51
                              Wielkie mi halo! Dlaczego pozbywano się chorych noworodków ? Dlatego, ze matka opiece nad takim dzieckeim musi poświecić trzy razy tyle ile opiece nad dzieckiem zdrowym i to kosztem innych dzieci. I te modlitwy o to, zeby TYLKO NIE MIEC chorego dziecka nie biora się znikąd - dla takiego dziecka rezygnuje sie z pracy, w 70% z takich rodzin odchodzi ojciec, czyli głowny zywiciel rodziny i matka zostaje z problemem sama. Jesli ma juzinne dzieci, to utzrymywanie chorego jest dla zdrowych nieopłacalne itp... Bardzo bawią mnie te dysputy, w ktorych dowodzi się, z ekobieta real;izuje si zawsze tylko i wyłacznei dla dziecka i jesli ma piątkę, to z chęcią urodzi szóste, siódme , ósme i za kazde rzuci się w ogień. Przeciez wielodzietnosć w zamierzchłych czasach to nie rozpasany i nipochamowany instynkt macierzyński kobiet, ale brak antykoncepcji!
                  • jael53 Re: W jakich okresach wystepowalo.. 08.02.11, 11:11
                    Nie jest to zbyt staranne streszczenie. Elisabeth Badinter zajmuje się kulturową historią macierzyństwa i jego waloryzacji (jak wcześniej Philippe Aries historią ojcostwa). Podejmuje wątek dobrze już w antropologii i historii kultury rozpoznany, że a) dostrzeżenie dziecka jako odrębnego bytu i b) podkreślanie więzi dziecka i rodziców (szczególnie matki) to dwie strony tej samej monety.

                    "Oddawanie na garnuszek" lub "na mamki" to była jedna z metod radzenia sobie z nadmiarowym - tj. niemającym "zastosowania" w planach rodzinnych/rodowych- potomstwem. To nie jest to samo, co angażowanie mamki do domu (Badinter pisze o tych różnicach). Inny sposób "zagospodarowania" zbędnego potomstwa - bardziej kosztowny - to (na Zachodzie) oddawanie do klasztorów; wedle zasady: im wcześniej, tym lepiej.
                    Po Reformacji w części Europy ten sposób się "zdezaktualizował" - radzono więc sobie inaczej. Jak? W warstwach wyższych starannie takich dociekań unikano - to była jedna z tych "oczywistych oczywistości" - o których wszyscy wiedza, ale nikt nie mówi głośno.

                    Btw - na temat zachowań instynktownych już stary dobry Lorenz poczynił całkiem znaczące obserwacje.
                    • marouder.eu Dziekuje, jael:)/nt 08.02.11, 14:04
      • altz Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 19:50
        berta-live napisała:
        > Ja bym do tego dodała punkt 7
        > Kobiety mają instynkt macierzyński i chcą mieć dzieci - bujda na resorach.

        Oj, ja znam trochę takich chętnych kobiet.
        A ile widziałem matek płaczących ze szczęścia, jak im się urodziło dziecko.
        Jeśli tego wszystkiego nie widziałaś, to dużo straciłaś. :)
        • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 19:57
          jedne mają inne nie. Ja chiałam mieć dziecko. Matek płaczących po porodzie widziałam sporo na porodówce, jak się zaczynała burza hormonów. Najpierw obserwowałam je ze zdźiwieniem co tak panikują a potem przyszła kolej na mnie
        • berta-live Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 20:06
          Egzaltacja, histeria i pustogest.
          • kocia_noga Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 22:19
            berta-live napisała:

            > Egzaltacja, histeria i pustogest.

            Przepraszam, Berta, ale nie p.ierdol. Mam dwoje dzieci i przeżywałam wszystkie burze hormonów, dopiero jak sama przeżyjesz, to będziesz miała cień orientacji co to.
            • berta-live Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 22:40
              No właśnie, zwykła burza hormonów, która równie szybko odchodzi co przyszła. A potem przychodzi proza życia i sielanka macierzyńska się kończy. Ja się nie wypowiadam personalnie, może ty byłaś dobrą matką, ale trzeba popatrzeć na statystyki, dotyczące chociażby przemocy wobec dzieci, albo warunków w jakich te dzieci żyją, standardów opieki nad nimi, stosunków matek do swoich dzieci, itp.

              Instynkt macierzyński służy temu, żeby matka zapewniła potomstwu prawidłową opiekę. Czyli, żeby nie krzywdziła tego dziecka i żeby zaspokajała wszystkie jego potrzeby, bo ono nie jest w stanie o siebie zadbać w żadnym stopniu.
              Instynkt powinien taką matkę wyposażyć w empatię i zmysł obserwacyjny, żeby mogła wyczuć czy w danym momencie z dzieckiem wszystko jest ok i czy nie dzieje mu się krzywda. Powinien też zrobić z niej wojowniczkę walczącą o to dziecko z wszystkimi jego wrogami, bez względu kim oni są. A to są mrzonki. Ten instynkt nie istnieje albo zanika szybciej niż się pojawił. I zostaje zastąpiony normami społecznymi i bezkrytyczną wiarą w autorytety. Przecież to niemożliwe, żeby kochająca matka, która posiada jakieś pierwotne instynkty nakazujące jej kochać dziecko i chronić je, oddała je mamce, pozwoliła a nawet sama uczestniczyła w procedurze łamania mu stóp, wycinania narządów płciowych, wydawała je za mąż za jakiś podstarzałych zboczeńców, itp. I nawet jak to kwestia patriarchatu, który te kobiety zmusza do takich zachowań, to przypominam, że na straży patriarchatu też stoją kobiety.
              • kocia_noga Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 09:20
                berta-live napisała:

                > No właśnie, zwykła burza hormonów, która równie szybko odchodzi co przyszła.
                czyli proces naturalny, a nie jak to oceniłaś farsa odgrywana dla widzów.
                Co do reszty, zgadzam się, sama o tym pisałam, poza jednym: tuż po urodzeniu kobieta nie ma żadnego instynktu, on się pojawia po kilku dniach opiekowania się noworodkiem (były badania). Na pewno własnie z powodu ewentualnej selekcji czyli eugenice, jaką stosują wszystkie zwierzęta. Związek, jaki pojawia się po tych kilku dniach jest zaś bardzo silny i potrzebny do tego, żeby dziecko przeżyło. Nie wiem, jak to wygląda statystycznie, bo z całą pewnością nie występuje u wszystkich matek, ale raczej zdecydowana większość czegoś takiego nabywa.
                Co do łamania stóp itd, to człowiek potrafi planować i wybierać; jeśli połamanie kości stóp stworzy lepsze warunbki do życia na długie lata, to zrobi to dziecku. W końcu matki decydują się, że dziecku robi się zastrzyki albo operacje.
                • kocia_noga Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 09:28
                  masz tu jeszcze moją wypowiedź z innego watku:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,212,120709228,121026978,Re_Co_wola_kobiety_z_Europy_.html
                • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:46
                  Jest pewna różnica między chcę a muszę. Jak ktoś ma instynkt macierzyński, to cieszy go posiadanie dziecka, opieka nad nim i chce z nim przebywać. Opieki nad dzieckiem nie postrzega w kategorii poświęcania się, dopustu bożego, nieszczęścia jakie na niego spadło, rujnacji dla kariery zawodowej, dziecko bez względu na to jakie jest, jest postrzegane jako słodki bobas, który jest naj naj naj, we wszystkim co robi i jak się zachowuje, a nie jako wstrętny bachor, który wyje po nocach i ma się go dość. Przebywanie z dzieckiem jest postrzegane jako coś najfajniejszego na świecie a nie jak ogłupiające i frustrujące zajęcie, które chce się jak najszybciej przerzucić na kogoś innego. I dziecko to na pełny etat a nie, żeby mu pociumkać przez 5min i odłożyć na półkę. O robieniu mu jakiejkolwiek krzywdy to w ogóle nie ma mowy. Człowiek by na rzęsach stanął, byle tylko bobas się uśmiechną. Jak trzeba wstać w nocy, to nie robi się tego z łaską tylko z radością, że będzie kolejna okazja żeby malucha ponosić, czy potrzymać za rękę. Śpiącemu przecież nie będziemy przeszkadzać, nawet jak mamy ochotę się z nim pobawić. I to nie przez tydzień czy dwa, tylko co najmniej 4-5 lat. I ile kobiet tak ma? 1%? O mężczyznach nawet nie wspomnę, powiem tylko tyle, że nie jest prawdą jakoby ojciec dziecka nie był w stanie nawiązać z nim silnej więzi emocjonalnej i cieszyć się z opieki nad nim, nawet pełnoetatowej.

                  A co do łamania nóg, to jest to klasyczny przykład nieistnienia instynktu i zastąpienia go normami społecznym. Właśnie z uwagi na to, że człowiek to niebotycznie głupie zwierzę, które zdecydowanie nie wie o co w tym świecie biega, jak jest skonstruowany i co z racjonalnego punktu widzenia jest dobre a co złe, został wyposażony w instynkty. Nie tylko macierzyński. I ten instynkt powinien mu podpowiedzieć, że jak jego dziecku tutaj i teraz dzieje się krzywda, to żeby sam bóg z nieba zstąpił i powiedział, dobrze czynisz, łam mu nogi, wycinaj genitalia bo ja jako guru najwyższe powiadam ci, że spokojnie możesz ignorować jego wrzaski, to powinien pokazać bóstwu środkowy palec i zaprzestać tych praktyk, bo one są złe.
                  • kocia_noga Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 15:21
                    berta-live napisała:

                    > Jest pewna różnica między chcę a muszę. Jak ktoś ma instynkt macierzyński, to c
                    > ieszy go posiadanie dziecka, opieka nad nim i chce z nim przebywać. Opieki nad
                    > dzieckiem nie postrzega w kategorii poświęcania się, dopustu bożego,


                    no, skoro zrobiłaś sobie takie założenia, to i wnioski wyprowaqdzisz odpowiednie do nich.
                    Powiedzmy, że dziecko tpo poświęcenie, dopust, wyjec, a instynkt macierzyński sprawia, że mimo to i równoczesnie jest słodką kruszynką i szczęściem.
                    • zolla78 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 16:17
                      kocia_noga napisała:
                      > Powiedzmy, że dziecko tpo poświęcenie, dopust, wyjec, a instynkt macierzyński s
                      > prawia, że mimo to i równoczesnie jest słodką kruszynką i szczęściem.

                      I to jest chyba najlepsze podsumowanie dyskusji. Chociaż nie uzasadniłabym tego instynktem macierzyńskim, a zwykłym poczuciem odpowiedzialności i miłością do dziecka.
                      Zgodzę się, że tak samo bzdurnym uogólnieniem jest stwierdzenie, że jak się jest dobrym rodzicem i ma się instynkt macierzyński, to cała opieka nad dzieckiem jest cudowna i żadna nieprzespana noc nie jest poświęceniem, jak gadanie, że to jedno wielkie uwiązanie i poświęcenie.

                      Odnosząc się zaś do tego co napisała berta-live, to rozróżniłabym nie tylko "chcę" i "muszę", ale też "jestem zmuszana".

                      O ile chcę mieć dziecko, to mam świadomość, że będę musiała się nim opiekować. Jedno wiąże się z drugim i jest ok. Chcę czegoś to muszę liczyć się z tego konsekwencjami. Jestem tego świadoma. Skoro chciałam mieć dziecko, to teraz muszę znieść to, że jestem w ciąży - nic specjalnie fajnego, ale innej drogi raczej nie ma:)
                      Na tej samej zasadzie, skoro poszłam do pracy to muszę pracować. Skoro chciałam mieć psa, to muszę wychodzić z nim na spacer.

                      Natomiast co innego jak jest się zmuszanym do opieki nad dzieckiem i innych atrakcji macierzyństwa bo:
                      - bo kulturowo przypisano mi instynkt macierzyński, zatem nie mam prawa chcieć od dziecka na kilka godzin odpocząć
                      - bo powinnam się poświęcić i by nie zaburzyć broń boże laktacji, nie wyjść nawet do fryzjera, bo w tym czasie ew. trzeba by dziecko butelką nakarmić,
                      - bo jakoś tak wychodzi, że tatuś nie czuje się zobowiązany do tej opieki, z powołaniem się na kulturowy mit, że nie ma to jak matka i matka powinna, a ojcowie się do tego nie nadają,
                      - bo na tym samym stanowisku co facet zarabiam 25% mniej dla zasady, zatem jak ktoś ma rezygnować z pracy to ja, a poza tym kulturowo to powinnam być ja jako matka
                      - bo jak w końcu ktoś uchwalił jakąś rozsądną ustawę o żłobkach, to jakieś organizacje mówią mi, że jestem wyrodna matka (oczywiście ojca decyzja to nie jest), że je tam posyłam
                      - i tak można by wymieniać.

                      Większość z tych rzeczy nie jest wpisana w relację chciałam = to muszę, ale jest narzucona przez nieuzasadnione niczym poza moją płcią i statusem matki oczekiwania społeczne. Jak ktoś się podporządkuje, to macierzyństwo dla niego będzie lukrem w całości i jeszcze będzie miał uznanie społeczne. Gorzej jak ktoś nie chce tym oczekiwaniom sprostać. Będzie cały czas pod mniej lub bardziej widoczną presją, sprawiającą, że nawet te elementy macierzyństwa, które normalnie rozważałby jako zwykłe "muszę bo chciałam" staną się "zmusza się mnie do tego". A to pewnie czyni macierzyństwo odpustem, jak to niektórzy tu piszą.
                    • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 16:45
                      Chodzi mi o to, że dorosły człowiek żyje odpowiedzialnie i podejmuje odpowiedzialne decyzje. I wie, że każdy medal ma dwie strony i na tą drugą też zerka. I jak ktoś chce mieć dziecko, bo mu się podobają różowe bobasy, chodzenie z wózkiem na spacer itp, natomiast ani myśli o pozostałych rzeczach jakie niesie ze sobą posiadania dziecka, uważa, że jakoś to będzie, albo, że te inne rzeczy to można olać, bo i tak jakoś się wychowa i nadal to dziecko chce mieć, to jest to jakiś totalny infantylizm i niedojrzałość. Bo to tak jak z posiadaniem psa. Chcę mieć psa, bo fajnie się chodzi na spacer, fajnie się patyka rzuca a jak jest szczeniakiem to jest śmieszny. Natomiast jak ktoś nie bierze pod uwagę tego, że jeszcze tego psa trzeba karmić, wyczesywać, sprzątać po nim, biegać po weterynarzach, że nie można go na całe dnie zostawiać samego w domu, że te spacery to trzeba uskuteczniać nawet jak deszcz, wiatr, mróz, wczesny poranek i jak się nie chce, że będzie problem z wyjazdami, itp i nadal sobie tego psa jak zabawkę bierze, to jest idiotą i nikt o nim inaczej nie powie. A jak bierze pod uwagę i ani myśli się wywiązywać z tych dodatkowych mniej fajnych obowiązków i zaniedbywać psa pod pretekstem, że nie będzie się poświęcał a psu wystarczy taki minimum, to jak go ktoś nazwie wyrodnym idiotą, to chyba nikt się nie sprzeciwi.

                      I z dzieckiem jest tak jak z psem. System zerojedynkowy. Albo mi się podoba wszystko co jest z nim związane, albo nie zawracam głowy ani jemu ani sobie. Bo albo ja będę frustratką, która się poświęciła i na każdym kroku będę mu to wypominać i jeszcze się nad nim wyzywać z tego powodu, albo on będzie totalnie zaniedbany a jego życie to będzie jakaś męczarnia.
                      • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 22:05
                        Problem tylko w tym że tutaj nie da się nic przewidzieć , nie wiesz jaka byłaby Twoja reakcja, może byś była sama sobą zaskoczona że zareagowalaś wlaśnie "tak"?
                        Nie wiem czy nadmierne rozważanie za i przeciw nei prowadzi tylko do lęku, wyolbrzymionego co do rodzaju poświęcenia, a co za tym idzie do blędnego pokierowania swoimi wyborami życiowymi. Drugi biegun bezmyślnej beztroski, tak źle i tak niedobrze.
          • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 22:00
            oj, nie naprawdę uwierz, są to bardzo silne emocje, najsilniejsze i chyba jedyne tak na 100% szczere. No robi taki niemowlak w człowieku coś takiego że się mięknie, nawet jak przedtem się dzieci nie lubiło, to taki nowy człowiek jest kurcze, no super jest:)
      • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:29
        no ja jestem kobietą i bardzo chciałam mieć dziecko
        ale ja widocznie jestem jakimś wybrykiem natury.
    • gazeta_mi_placi Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 22:07
      >2. badania prenatalne są po to aby usunąć dziecko- wszyscy przechodzą prez badania prenatalne, zwykłe usg do nich nalezy nie mówiąc o badaniu przeziernosci karku, służą zdiagnozowaniu wady i uspokojeniu .

      A jak nie służą uspokojeniu bo wyjdą źle?
      • berta-live Re: Mity macierzyństwa 06.02.11, 22:21
        > A jak nie służą uspokojeniu bo wyjdą źle?

        To wtedy służą temu, żeby podjąć decyzję czy urodzić czy wyaborcjować.
        • gazeta_mi_placi Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 08:59
          Tak, ale ciągle się trąbi odnośnie tych badań że albo są potrzebne bo niektóre wady wcześnie wykryte można leczyć tuż po porodzie albo nawet w ciąży albo że służą uspokojeniu się.
          Mało się wspomina że istnieje też inna opcja.
          • kocia_noga Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 09:23
            A to już zależy od motywacji. Przeciwnicy praw kobiet chcieliby żeby zabronić badań prenatalnych właśnie ze wzgledu na to, że mogłoby to doprowadzić do ewentualnej aborcji i oni bardzo głośno i po swojemu podkreślają ten aspekt sprawy.
            Inni siedzą cicho, bo w katolandzie przerywanie ciąży to tabu.
            • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 11:21
              oj, ale zainteresewanie. Jestem pod wrażeniem zwłaszcza że jest to temat jak się zorintowałam teoretyczny. Tzn tylko kocia_noga wie co mówi bo tam była i jest;) Ręszta wypowiada się nie na podstawie doświadczeń a jakis przeknań. A że te przekonania mijają się z rzeczywistością to dla niektórych kwestia kosmetyczna.
              A więc pora wyciągnąć wnioski:
              czyli jezeli nie wie się o czym się mówi lepiej sie nie odzywać
              kobiety są potrzebne w życiu zewnętrznym (społecznym nie tylko domowym) bo wiedzą jak rozwiązać niektóre problemy, niestety uważają ze zrobi to facet- a jak widać nie zawsze np piersią nie na karmi, przewrotny argument
              • marouder.eu Kretyn52 aka Benek swiadczyl tu o mozliwosci.. 07.02.11, 11:32
                ...wywolania meskiej laktacji w cokolwiek przekonstruowanej hormonalnie i chirurgicznie wlasnej piersi!

                Fakt, jeszcze nie byl w ciazy, ale jak by mu tak implantowac zarodka na wewnetrznej scianie miesni brzusznych, to kto go tam wie, moze by i abortowal?
              • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 13:12
                Co to znaczy nie wiedzą jak to jest. W tym wątku nie wypowiedziała się ani jedna matka, która miałaby instynkt macierzyński i cieszyła z posiadania dziecka. Podejrzewam, że nawet na to forum by się bała zajrzeć.

                Konkluzja jest jedna i to taka sama jaką wyciągnęłam w jakimś dawno zapomnianym wątku. Kobiety nie chcą być matkami dla swoich dzieci. One chcą być ojcami, tak jak mężczyźni. I ja to doskonale rozumiem, bo mnie samej ta rola bardziej się podoba. Czyli spłodzić potomka i zająć się zarabianiem pieniędzy na jego utrzymanie, zdobywaniem prestiżu społecznego, który też temu potomkowi się udzieli, podtrzymywaniem towarzyskich kontaktów, itp. Natomiast ani myślą zajmować się sprawowaniem bezpośredniej pieczy nad dzieckiem. Tym to niech się zajmie ktoś inny. Problem zaczyna się w momencie jak trzeba znaleźć tego innego, bo mężczyźni mimo, że feminizm popierają i nawet akceptują feministki, to ani myślą rezygnować ze swojej patriarchalnej pozycji.
                • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 16:55
                  berta-live, instynkt macierzyński nie polega na cieszeniu czy nie cieszeniu się z posiadania dziecka. Wogóle co to znaczy "cieszyć się dzieckiem"? Ja sama niegdy bym o tym nie pomyślała, bo cieszyć to ja się mogę nowym samochodem.
                  Jesteś pod wpływem reklamy pampersów i słoiczków. To kształtuje twój obraz macierzyństwa.


                  • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:05
                    Jak komuś nie sprawia przyjemności opieka nad dzieckiem, tylko robi to z poczucia obowiązku, to to zakrawa na jakieś zaburzenia obsesyjno kompulsyjne co najmniej. Albo na masochizm.
                • claudel6 Re: Mity macierzyństwa 02.03.11, 13:07
                  Eee.. spóźnione ale „for the record” ja się wypowiem- ja oświadczyłam działania instynktu macierzyńskiego. Nie, nie były to narzucone mi zsocjalizowane normy. Nie „czułam” instynktu macierzyńskiego aż do narodzenia dziecka – zdecydowałam sie na nie z rozsądku i w nadziei, że jak już przyjdzie co do czego – instynkt zadziała. No i zadziałał - jak się narodziło, to wszystko, wszystko mi się w głowie zmieniło.
                  I tak, ja jestem szczęśliwą matką i cieszę się z tego, ze mam dziecko, choc wcześniej byłam szczęśliwą, niezależną kobietą, która uwielbiała swoje bezdzietne życie.
                  • nihil-istka lepiej pozno niz wcale, claude 02.03.11, 14:55
                    lepiej pozno niz wcale,claude. Watpie czy bys byla szczesliwa stara, bezdzietna i samotna kobieta.
            • kaziu.troll Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:03
              Ja trochę w temacie.
              Feministki czasami są durnowate, powiem kiedy.

              Mówią coś w rodzaju:
              Moja ciąża, moje ciało, wyabortuję sobie, jak będę chciała i kiedy będę chciała, a tobie nic do tego - tak mówi do swojego faceta.

              I:
              Ja nie lubię, jak mnie faceci całują w rękę, nie lubię, jak się patrzy poprzez moją płeć, a nie jak normalnego człowieka.

              I potem "konsekwentnie" pojawiają się pretensje:
              Dlaczego mnie nie całujesz, jak kiedyś?
              Dlaczego nie patrzysz na mnie, jak na kobietę, tylko na partnera?
              Nie lubię tego, inni faceci jeżdżą ze swoimi kobietami do ginekologa, oglądają, słuchają, itp. a ty nie chcesz, zupełnie tego nie rozumiem!
              A po porodzie są pretensje o brak dostatecznej opieki nad dzieckiem, chociaż przedtem to było "jej ciało", "jej brzuch".

              Matka ma czas 9 miesięcy na przestawienie na dziecko, a ojciec, jak ta wajcha trach i już musi być i "dojrzeć do ojcostwa".
              • bene_gesserit Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:14
                To forum powinno zmienic nazwe na Klinika Złamanych Meskich Serduszek, daje slowo. Chlopcy, idzcie ze swoimi problemami w zwiazkach gdzies indziej.
                • kaziu.troll Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:18
                  To feministkę porzucić dla dobra społeczeństwa?
              • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:22
                Nawet mężczyzna wie skąd się biorą dzieci i jakie są konsekwencje ich posiadania. Pewien Anglik z powodu pewnej dysfunkcji intelektualnej nie wiedział, to mu sąd zabronił seks uprawiać.
                I w związku z tym nie rozumiem jak przeciętnie inteligentny facet może przypadkowo wplątać się w niechciane ojcostwo.
                • kaziu.troll Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:36
                  > Nawet mężczyzna wie skąd się biorą dzieci i jakie są konsekwencje ich posiadania.
                  To nie ten temat. Nie chodzi o konsekwencje dla mężczyzn, tylko o głupotę tej konkretnej feministki, która z racji zawodu powinna wiedzieć talkie rzeczy. To, co się sieje, później się zbiera. I trzeba znać konsekwencje głupiego zachowania i później się na to nie oburzać.
                  • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:55
                    Seks to zabawa dwojga dorosłych ludzi, którzy powinni wiedzieć nie tylko skąd się biorą dzieci, ale też i to, że wspólne dziecko łączy na lata. I w związku z tym jak się bzyka bez zabezpieczenia jakiegoś idiotę, to chyba z pełną świadomością, że z tego może być dziecko idiota i partner idiota, na resztę życia.
              • zolla78 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 13:11
                kaziu.troll napisał:
                > Ja trochę w temacie. Feministki czasami są durnowate, powiem kiedy.>
                > Mówią coś w rodzaju: Moja ciąża, moje ciało, wyabortuję sobie, jak będę chciała i kiedy będę chciała, a tobie nic do tego - tak mówi do swojego faceta. >

                I nie bardzo rozumiem co w tym jest durnowatego? To jest jedynie wyraz poglądu, że mam autonomiczną wolę do decydowania o swoim ciele i płodności.
                Osobiście uważam, że powinno się uwzględnić zdanie ojca dziecka przy kwestii aborcji, ale tylko jeśli deklaruje on chęć zajęcia się tym dzieckiem i chęć jego posiadania. No i aborcja nie powinna być zastępstwem antykoncepcji czyli lekarstwem na moją własną nieodpowiedzialność. Ale sam pogląd moje ciało = moja decyzja, to nie durnowatość


                > I:
                > Ja nie lubię, jak mnie faceci całują w rękę, nie lubię, jak się patrzy poprzez moją płeć, a nie jak normalnego człowieka. I potem "konsekwentnie" pojawiają się pretensje: Dlaczego mnie nie całujesz, jak kiedyś? Dlaczego nie patrzysz na mnie, jak na kobietę, tylko na partnera? >

                I znowu nie rozumiem, w jaki to sposób miałoby udowadniać durnowatość feministek. Żadna rozsądna feministka nie będzie miała nic przeciw całowaniu w rękę (poza może względami higienicznymi:) o ile to jest wyraz kurtuazji. Problem z tym w naszym kraju jest taki, że zwykle za tym gestem idzie traktowanie kobiety jako istoty "niższej" i wymagającej jedynie kurtuazji, a nie wysłuchania co ma naprawdę do powiedzenia.

                > Nie lubię tego, inni faceci jeżdżą ze swoimi kobietami do ginekologa, oglądają, słuchają, itp. a ty nie chcesz, zupełnie tego nie rozumiem! >

                A co tu jest do zrozumienia. Od kobiet oczekuje się i z tym walczą feministki, że dla męża i dzieci i rodziny się poświęci i nimi zajmie w czasie choroby. Od żon często oczekuje się, że to one będą dbać o swoich panów i ich cholesterol, ciśnienie. Przypomną im o wizycie u lekarza i same umówią i zaprowadzą, a potem w chorobie będą pielęgnować. Ale same o swoich chorobach i zdrowiu mają nie mówić. Problemy z cytologią czy jakieś inne, to tabu. Muszą same się zająć tym i załatwić i to tak by czasem przez ich problemy ginekologiczne życie seksualne męża nie ucierpiało. A niby czemu? Problemy "naprawiane" przez ginekologa najczęściej właśnie dotykają obydwojga partnerów. Nie mówiąc o tym, że ciąża to też nie tylko sprawa kobiety.

                > A po porodzie są pretensje o brak dostatecznej opieki nad dzieckiem, chociaż przedtem to było "jej ciało", "jej brzuch". >

                Ale dziecko nie jest tylko jej, a też twoje. Ten tekst świadczy o durnowatości, ale nie feministek.

                > Matka ma czas 9 miesięcy na przestawienie na dziecko, a ojciec, jak ta wajcha trach i już musi być i "dojrzeć do ojcostwa". >

                A gdzie on jest przez te 9 m-cy ciąży. W próżni, w której nie ma wiedzy o tym, że za 9 m-cy będzie miał dziecko? Zastanów się co piszesz.
                • kaziu.troll Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 13:42
                  > Zastanów się co piszesz.
                  Trochę się uśmiałem z Twojej recenzji.
                  Tak, jakbyś wzięła lupę w rękę i oglądała piramidę z bliska.

                  Nie widzisz, że to całość? To jest jeden przypadek, ta sama osoba pełna sprzeczności i zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
                  Najpierw przez miesiące babka mówi, że to jej ciało i zrobi, co będzie chciała, a potem nagle coś się jej przestawia i ma pretensję, że facet nie zajmuje się "jej ciałem" i nie mdleje nad fasolką w brzuchu, nie słucha bicia serca, chociaż sama go przyzwyczajała do lekceważenia "zawartości brzucha".
                  To samo z całowaniem i nie taktowaniem przez pryzmat płci, gada o tym w domu, a potem się babie widzi, że coś jej chłop nie tak nadskakuje. Pomieszało się babie i tyle. I to jest śmieszne.
                  • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 19:13
                    kaziu.troll napisał:

                    > Trochę się uśmiałem z Twojej recenzji.

                    > Nie widzisz, że to całość? To jest jeden przypadek, ta sama osoba pełna sprzecz
                    > ności i zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.
                    (Nie)śmieszne jest natomiast to co ty piszesz, bo ustawiłeś sobie 0-1 świat, czyli albo jesteś właścicielem kobiety i wtedy decydujesz też o "jej brzuchu" albo masz ją gdzieś. Opcji "wolny człowiek" dla niej nie widzisz. Albo jeszcze nie dorosłeś.
                    • kaziu.troll Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 19:28
                      > o masz ją gdzieś. Opcji "wolny człowiek" dla niej nie widzisz. Albo jeszcze nie
                      > dorosłeś.
                      Zupełnie się mylisz. Przeczytaj może jeszcze 5 razy, może zrozumiesz w końcu w czym rzecz.
                      Nie będę tłumaczył tego po 10 razy, to nie jest skecz o Gruzinie.
                      • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 19:36
                        No popatrz popatrz. Kolejna która nie rozumie biednego kaziu.trolla.
              • back2bz Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 22:40
                > Matka ma czas 9 miesięcy na przestawienie na dziecko, a ojciec, jak ta wajcha t
                > rach i już musi być i "dojrzeć do ojcostwa".


                No jak przez te 9 m-cy spychalo sie problem na kacika, "bo moze sam jakos zniknie", to nic dziwnego, ze pozniej na rach-ciach musi sie do ojcostwa dojrzec w piec minut :D

                Kobieta (mowie o zaplanowanej ciazy) najczesciej sie do macierzynstwa zaczyna psychicznie przygotowywac wiele miesiecy wczesniej, a i tak czesto sie okazuje, ze wszystko, czego sie nauczyla, sprawdzila - to nadal nie wystarczy, bo oprocz wiedzy teoretycznej, trzeba miec jeszcze sile wlaczyc intuicje, i byc wystarczajaco wyspana, zeby odczytac sygnaly dziecka.
                Zbyt wielu facetow traktuje natomiast swoje ojcostwo podczas ciazy partnerki na zasadzie "jakos to bedzie / sprawdzi sie w boju / w ogniu sie stal hartuje"... a potem sie nagle budza z reka w pieluszce ;)
                (akurat o moim partnerze nie moge tego powiedziec, nie mielibysmy razem trojki dzieci, gdyby tak do tego podchodzil :)).

                • altz Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 14:31
                  > Kobieta (mowie o zaplanowanej ciazy) najczesciej sie do macierzynstwa zaczyna p
                  > sychicznie przygotowywac wiele miesiecy wczesniej, (...)

                  > Zbyt wielu facetow traktuje natomiast swoje ojcostwo podczas ciazy partnerki na
                  > zasadzie "jakos to bedzie / sprawdzi sie w boju / w ogniu sie stal hartuje"...

                  Sama widzisz, że jest to problem.
                  Mi chodziło o sytuację, gdy kobieta najpierw mówi, że jak będzie chciała, to zrobi aborcję, bo to jest jej ciało i podkreśla że facetowi, że mu nic do tego, a potem się dziwi, że facet nie przejmuje tak, jak powinien, gdy ona już łaskawie stwierdzi, że aborcji jednak nie będzie.
                  To jest skutek takich działań, a zachowanie to duży błąd kobiet i niedojrzałość.
                  • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 15:55
                    altz napisał:

                    > Mi chodziło o sytuację, gdy kobieta najpierw mówi (...)
                    piszesz pod 2 nickami?

                    > To jest skutek takich działań, a zachowanie to duży błąd kobiet i niedojrzałość
                    nie, to błąd i niedojrzałość faceta, który nie potrafi traktować kobiety jako samodzielnej jednostki
          • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:07
            Chirurgia prenatalna to cały czas jest w fazie eksperymentów, więc ciężko w jej przypadku mówić o jakiejś terapii. A po porodzie to i bez badań prenatalnych można dziecko zdiagnozować i leczyć. O ile wada jest taka, że da się naprawić. Nie da się ukryć, że badania prenatalne służą głównie do tego, żeby kobieta mogła podjąć decyzję, czy urodzić chore dziecko czy usunąć ciążę. No i jeszcze temu, żeby wyciągać kasę od ciężarnych kobiet. Na niczym nie zarabia się tak dobrze jak na cudzych lękach.
            • triss_merigold6 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:43
              Pliz, daruj sobie wypowiadanie się na tematy o których nie masz pojęcia, bo tylko ośmieszasz feministki deklarując się jako feministka.
              Badania prenetalne to przede wszystkim usg, badanie przepływów krwi pępowinowej, badanie tętna płodu, testy obciążenia glukozą, ale także wykonywane w ciąży wr, morfologia, posiewy, cytologia. Mają na celu sprawdzenie stanu zdrowia ciężarnej i płodu.
              • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 12:52
                Czytaj ze zrozumieniem i to najlepiej całe drzewko a nie tylko jeden post. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że też jesteś feministką i puści w obieg info, że feministki to nawet czytać ze zrozumieniem nie potrafią.
                • triss_merigold6 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 13:08
                  W takim ujęciu w jakim prezentuje feminizm to forum, na pewno feministką nie jestem.
                  Niemniej jestem w ciąży po raz drugi i mam znacznie większą orientację w badaniach prenatalnych niż bezdzietna stara panna.
                  Badinter "Historię miłości macierzyńskiej" czytałam z 6 lat temu, była omawiana wielokrotnie w dziesiątkach artykułów więc żaden news. Mogłaś zwrócić uwagę na dość istotny drobiazg w postaci realiów ekonomicznych i społecznych XVIII-wiecznej Francji.
                  • berta-live Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 13:17
                    A niby czemu bezdzietna stara panna miałaby się nie orientować w problematyce badań prenatalnych? I dlaczego koniecznie trzeba w ciążę zachodzić, żeby się takimi rzeczami interesować? Rozsądny człowiek to najpierw robi rozeznanie sytuacji, analizuje wszystkie za i przeciw a dopiero potem podejmuje decyzje, zwłaszcza kluczowe, dotyczące jego życia, takie jak np zajście w ciążę.
                    • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:21
                      wiedziałabyś wtedy że badania te robi się w celu ewentualnego zapobieżenia problemom mogącym występować i że wiele jest takich sytuacji kiedy na czas wdrożone leczenie w ciąży ratuje życie i zdrowie dziecka lub matki, że na usg większość mlodych mam nie idzie z myślą o podjęciu decyzji aborcji w razie gdyby dziecko było chore ale z myślą o pierwszym spotkaniu z własnym dzieckiem, a do tego dodam od siebei że ja szłam na badania też po to że gdyby moje dziecko okazało się chore i nawet nie byłoby sposobu czy metody leczenia to chcialam mieć też czas żeby się przygotować, jak najwięcej dowiedzieć, żeby moc potem jak najlepiej pomóc dziecku i być przygotowaną na taką ewentualność najlepiej jak się da, móc świadomie przeżyć każdą daną chwilę, zwłaszcza gdyby miało ich być niewiele.
                      • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:38
                        "młodych" mam napisałam nie w sensie wieku z metryki, tylko takich co dopiero zaczynają tę podróż.
                    • back2bz Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 22:44
                      > Rozsądny człowiek to najpierw robi rozeznanie sytuacj
                      > i, analizuje wszystkie za i przeciw a dopiero potem podejmuje decyzje, zwłaszcz
                      > a kluczowe, dotyczące jego życia, takie jak np zajście w ciążę.

                      Mysle, ze to temat na tyle wazny, ze mozesz na jego rozsadna bezdzietna analize poswiecic kolejne 20 lat :>
    • majaa Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 13:20
      Tak, to temat praktycznie nie do wyczerpania:) To może i ja się podzielę swoim doświadczeniem, bo tak sobie myślę, że pewnie każda kobieta trochę inaczej podejdzie do tych tytułowych "mitów".
      1. Stan błogosławiony wcale nie oznacza, że jest łatwy, lekki i przyjemny, tu chodzi raczej o to, że jest szczególny. Wg podejścia religii, ciąża to Boże błogosławieństwo, nie każdemu dane. Dla mnie akurat nie był specjalnie trudny ani fizycznie ani psychicznie. Nawet śmiałam się potem, że spokojnie mogłabym chodzić w ciąży za inne kobiety, które tak lekko nie mają;)
      2. Myślę, że te badania są po to, żeby po prostu wiedzieć. Często rzeczywiście przynoszą uspokojenie, ale bywa przecież i wręcz przeciwnie i wtedy staje się przed piekielnie trudnymi dylematami.
      3. Też miałam cesarkę ze względów medycznych. Z jednej strony był to moment niesamowity, kiedy poraz pierwszy zobaczyłam swoje dziecko na tym świecie, ale z drugiej był też stres, osłabienie, zmęczenie. Każdy poród, naturalny czy nie, może i jest pięknym przeżyciem, jeśli odbywa się w cywilizowanych, przyjaznych warunkach, bez bólu i upokorzenia, które wciąż niestety bywają obecne na naszych porodówkach.
      4. W moim przypadku rzeczywiście był to raczej miły czas, który wspominam z pewną czułością:) Nie miałam problemów ani z brakiem pokarmu ani z takim jego nawałem, który powodowałby jakieś fizyczne dolegliwości.
      5. Znam matki, które ciągle mogłyby zajmować się wyłącznie niemowlakami, na zasadzie: małe dzieci - mały kłopot...:) Ja zdecydowanie wolę kontakt ze starszymi dziećmi, które potrafią wyartykułować swoje potrzeby i nie jestem im potrzebna niemal 24h na dobę, bo to jednak potrafi być męczące. Ale niewątpliwie okres niemowlęctwa też dostarcza pozytywnych przeżyć, które już nigdy później się nie powtórzą.
      6. Jedne chcą, inne nie chcą, a jeszcze inne chcą ale nie mogą, na to nie ma jednej reguły. Z punktu widzenia dziecka oczywiście najlepiej, jeśli i chcą i mogą:)

      Jednym słowem tak z macierzyństwem, jak i z całą resztą: są blaski i cienie, ale według mnie "blaski" przeważają i w ogólnym rozrachunku zdecydowanie warto:))
      • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 17:06
        Kolejna która wie o czym mówi:)
        Jednam doświadczenie jest jedynym sposobem zrozumienia problemu, albo może trzeba być otwartym i słuchać.
        Ja też wole mieć starsze dziecko:), bylebym nie musiała siedzieć na palach zabaw:) Ale u nas od tego dziecko ma ojca;)
        • majaa Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 17:56
          zosia9 napisała:

          > Kolejna która wie o czym mówi:)
          > Jednam doświadczenie jest jedynym sposobem zrozumienia problemu, albo może trze
          > ba być otwartym i słuchać.

          Tak, otwartość i chęć słuchania innych niewątpliwie pomaga w ich rozumieniu, ale wydaje mi się, że są chyba jednak sprawy, które tak naprawdę w pełni można pojąć tylko doświadczalnie. Myślę, że jedną z nich jest właśnie macierzyństwo.


          > Ja też wole mieć starsze dziecko:), bylebym nie musiała siedzieć na palach zab
          > aw:) Ale u nas od tego dziecko ma ojca;)

          To tak, jak u nas, od zabaw ruchowych typu harce na placu, tudzież poważniejszych zajęć sprotowych jest tatuś:)
          • back2bz Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 22:48
            > To tak, jak u nas, od zabaw ruchowych typu harce na placu, tudzież poważniejszy
            > ch zajęć sprotowych jest tatuś:)

            U nas troche inaczej. Ja z dziecmi jezdze na zajecia ze sportow walki, a tata je uczy, jak dbac o dom...
    • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 18:09
      Właściwie pod wszystkim mogłabym się podpisać. Dodam jeszcze do " okres gdy dziecko jest niemowlakiem jest najpiekniejszy" - szczególnie gdy na raz rodzi się więcej niż 1 dziecko. :)
      • triss_merigold6 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 18:37
        W porównaniu z okresem gdy dziecko ma 1,5-2,5 roku, niemowlęctwo jest luzackie. Zwłaszcza jak niemowlę ładnie śpi, je o tych samych porach i nie ma kolek.
        • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 19:03
          przecież była mowa o więcej niż 1 dziecku na raz.
          • a.malami75 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 19:57
            Nie wiem czy już ktoś to napisał - instynkt macierzyński - owszem, jest - ale to że już w ciąży i zaraz po urodzeniu kocha się nad życie itp swoje dziecko to bzdura a przynajmniej nie w każdym wypadku .
            Uczucie do swojego dziecka przychodzi powoli,rodzi się z czasem
            • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:23
              to też mit, bo jest po prostu rożnie
              ja odczuwalam od pierwszej chwili kiedy się dowiedziałam że jestem w ciąży,
              ale to mnie paradoksalnie wcale nie uchroniło od ciężkiej depresji poporodowej
    • mounty Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:15
      No to ja napisze jak to bylo ze mna. A podobno feministka jestem:)))
      1. W ciazy czulam sie dokladnie tak samo jak wczesniej. Zadnego zygania, zadnego zmeczenia, boli kregoslupa itd. Pracowac przestalam w wyznaczonym dniu na porod. (dziecko sie spoznilo o 6 dni i myslalam ze w domu z nudow zwariuje)
      2. Mialam cesarke na porod jechalam wlasnym samochodem a tesciowa odliczala co 1.5 minuty skurcze zebym mogla powzdychac na kierownicy. Byla 4 rano wiec zadnego ruchu na drogach. Do szpitala 20 km. I spoko. Po cesarce ktora byla w nocy wstalam i poszlam sie normalnie wykapac. Nic mnie o dziwo nie bolalo choc nasluchalam sie wiele o bolach pooperacyjnych.
      3. Karmilam piersia krotko 3 miesiace, choc chcialam dluzej. Poza pierwszymi trzema dniami kiedy faktycznie bolalo bylo okej. Nauczylam sie jak przykladac dzieckoi zadnego dyskomfortu, bolacych cyckow i temu podobnych nie doswiadczylam.
      4. Okres jak dziecko bylo niemowlakiem byl super!!! Wstawalam o 5 rano bo tak sie budzilo. Do 7 rano mialam poprane, obiad zrobiony, chata wysprzatana. Potem kawa, dziecko do wozka i pol dnia w sklepach, parkach itd. Nigdy nie mialam tyle czasu dla siebie:) A dziecko wyjatkowo zywe, bardzo malo spalo jako niemowle i niezwykle sie w chacie nudzila.
      5. Czasami lubie siedziec z dzieckiem w domu a czasami sie urywam. Zalezy jak sie czuje i tyle. Uwielbiam sie z mala uczyc albo bawic ale caly dzien nie potrafie. Musze miec czas na siebie i tak tez sobie zycie organizuje.

      Po prostu duzo ludzi sobie z wieloma rzeczami nie radzi i tyle. Swiadome matki wiedza co robia a jak sie trafi jaka taka pipka to potem placz jakie to zycie ciezkie.
      • lucyna_n Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:25
        widocznie masz silną konstrukcję psycho-fizyczną i jesteś stworzona na matkę.
        i tym się ciesz
        bo nie każdy tak ma.
      • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 21:31
        monty, pewnie tak wspominasz ten czas, ale pozwól że ci zwróce uwagę na pewne nieścisłości;)
        - przy cesarce boli i to nie zaraz po, bo jesteś naładowana tak środkami przeciwbólowymi że nie tylko się sama wysikasz, ale i zatańczysz;) jednak są poprzecinane powłoki brzyszne i ciśgnie jak diabli
        - jezeli chodzi o karmienie piersią pewnie było ok, ale skoro było ok to dlaczego karmiłaś krótko a chciałaś długo;) ja karmiłam o miesiac dłuzej ale mieszanie czyli nie tylko piersią ale mlekiem również.przerwałam bo miałam dość
        - miałaś niemowlaka przy piersi i ugotowane, posprzątane i kawa;) może powinnaś wystąpić w reklamie- każdy kto ma dziecko wie że to bzdura;)
        - i nie jest to kwestia bynajmniej zorganizowania czy nie, ja nie byłam wstanie się zorganizować psychicznie, dziecko miało kolki, skaze białkową, oczywiście chodziłam na kawki i sklepy ale z niemowlakiem to wyprawa;)

        i jeszcze jeżeli chodzi o tzw "istynkt macierzyński" moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z falą emocji i błogości, a strachem pilnowaniem dziecka, reagowaniem na każde kwilenie, sprawdzniem czy żyje i wszystko jest ok. Ja nie byłam nawet wstanie zostawić dziecka samego idąc pod prysznic!!!!! Wcale tego nie lubiłam, tak kazała matka natura, nie mialam pkarm a sedziałam 3 godz i karmiałm zeby cos zjadł z tych przeciwciał.
        Dlatego krytykuje tych którzy autorytatywny sposób wypowiadaja się o rzeczach o których nie mają pojecia.
        • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 07.02.11, 22:31
          zosia9 napisała:

          > - miałaś niemowlaka przy piersi i ugotowane, posprzątane i kawa;) może powinnaś
          > wystąpić w reklamie- każdy kto ma dziecko wie że to bzdura;)
          też na to zwróciłam uwagę :)
          Z drugiej strony jak się ma tylko 1 dziecko, które po obudzeniu potrafi się same sobą zająć a nie wyć, jedzenie trwa 15 minut co 3 godziny, a niezagracone mieszkanie ma 40m2, to może ...

          > e czyli nie tylko piersią ale mlekiem również.przerwałam bo miałam dość
          to ja długo bo 2 lata. :) Później było lepiej, gdy pierś była tylko dodatkiem, ale początki dla mnie też były koszmarne. Dzieci jadły przez godzinę i co godzinę. Na zmianę.
          • mounty Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 11:34
            Co wy z tymi cyckami??? Daje dziecku w pyska ja wafryce i mowicie " tylko nie odchodz za daleko?" Poprostu wiele osob nic innego nie robi tylko sie nad soba uzala i tyle. Ja lekko nie mialam, zadnej pomocy bo za granica. Nikt mi dziecka w domu nie przypilnowal zebym mogla wieczorem do kina wyskoczyc. I dalam rade i bylo ok. Moje dziecko od urodzenia nie chcialo lezec na plasko. Nigdy, darla sie w nieboglosy. W wozku musialam zawsze ja dawac na pol siedzaco. Gadalam non stop w kuchni do niej. "A teraz mama obiera ziemniaczki, zobacz plusk damy do wody fajnie bla bla bla" zapewne nic z tego nie rozumiala ale czula ze sie nia zajmuje. Co tu jest ciezko zrozumiec??? Jak trzeba wstac to sie wstaje i tyle. O co tyle halasu???
            • nihil-istka pozdrawiam mounty 08.02.11, 13:32
              Jaka to ulga , ze jakas normalna kobieta istnieje
            • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 15:10
              mounty napisała:

              Poprostu wiele osob nic innego nie robi tylko sie nad soba u
              > zala i tyle.
              no popatrz, tak bez powodu się użalają?

              Moje dziecko od urodzenia nie chcialo lezec na plasko. Nigdy, darla s
              > ie w nieboglosy. W wozku musialam zawsze ja dawac na pol siedzaco. Gadalam non
              > stop w kuchni do niej. "A teraz mama obiera ziemniaczki, zobacz plusk damy do w
              > ody fajnie bla bla bla" zapewne nic z tego nie rozumiala ale czula ze sie nia z
              > ajmuje.
              to miałaś wyjątkowo spokojne dziecko. Moje po ok. 2 minutach próbowały na swój sposób się ewakuować. Nie pomagało gadanie do nich, pokazywanie różnych rzeczy, bo szybko się nudziły.

              Co tu jest ciezko zrozumiec??? Jak trzeba wstac to sie wstaje i tyle. O
              > co tyle halasu???
              O to, że na podstawie 1 spokojnego dziecka próbujesz być autorytetem w tym temacie i obrażasz inne kobiety, które ośmieliły się mieć inne doświadczenia niż ty. Brak ci po prostu pokory.
              • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 15:54
                Jak tym niemowletom brak pokory i poprawnosci politycznej, poniewaz niespokojne sa.
                No to najlepiej zeslac niemowle do zlobka lub do nianki - gdziie bedzie plakalo przez 10 godzin non stop - az uszkodzenia kory mozgowej dostanie. Niech zyja mamuski sadystki uciekajace od macierzynstwa w biurwowanie.
        • nawyjazd3 Do Zosi9 07.02.11, 22:34
          Zosia zgadzam się i również chciałabym skrytykować tych oczerniających narzekające matki.

          Mnie ciąża i roczne macierzyństwo nauczyło jednego - nie porównywać i nie dawać rad. Nie ma sensu. Każde dziecko jest inne.

          Świetnie jeśli Matka jest spełniona, szczęśliwa, radosna. Pięknie. Powinna się cieszyć, a nie syczeć przez zęby na inne kobiety, które tak nie mają.

          Dodam: ciąża fajna, aktywnie spędzona. Poród naturalny, podeszłam z nastawieniem optymistycznym - tyle kobiet od lat to przechodzi. Na co komu jakieś dziwactwa, drogie położne, super szpitale. Pojadę - urodzę - wrócę z maleństwem. Prosty plan. O ile poród dość okej, ale KRZYKNĘŁAM JAK DZIKI ZWIERZ dwukrotnie (proszę o lincz). O tyle brak pomocy personelu w szpitalu powiatowym X + nieumiejętność karmienia, spowodowały, że Mała nie jadła. A ja nie karmiłam i zbierał mi się pokarm. Wypuszczono nas w takim stanie do domu. Mała wróciła na oddział dziecięcy następnej nocy, ostra żółtaczka poporodowa, jakaś infekcja, na pytanie: czy będzie dobrze Pani dr? Usłyszłam: "wie Pani, to TYLKO noworodek". Ja miałam problem z zastojem w piersiach, na oddziale nie było laktatora, więc przyszło mi ściąganie mleka z kamiennych piersi ręką. + Strach o Malutką po tak cudownych proroctwach lekarza. Dałyśmy radę.

          Później też nie było lekko, Mała często się budziła w nocy, a w dzień była dzieckiem nieśpiącym i drażliwym. Ktoś mi napisał kiedyś "korzystaj z tych pierwszych miesiącach po porodzie póki Małe je i śpi, je i śpi. Później się zacznie". Mi się zaczęło od początku. Do dzisiaj noc to kilka pobudek, a dzień jest intensywny, bo Mała wymaga 96% uwagi. Te 4% to toaleta i powiedzmy jakieś drobnostki, jak zamieszać sos (zrobiony wcześniej gdy śpi, albo w nocy).

          Jestem zmęczona, bywam rozdrażniona. Staram się odreagowywać. Wymykam się na basen i do przyjaciółek - i nie ma mowy, żebym gadała o dzieciach. Tego mam dosyć w domu. Myślę o Niani, chcę wrócić do pracy. Nie dla kariery, dla siebie. I co jeszcze? Aha najchętniej wyskoczyłabym na weekend z przyjaciółkami, w tym roku kończymy 30-stki. Muszę jednak zakończyć karmienie. Mała ma ponad rok. Mi już starczy.

          Co z tym linczem?

          • stworzenje cesarka 07.02.11, 22:53
            a ja jeszcze nie rodziłam, mam nadzieję że urodzę naturalnie. Cesarki się boję wręcz panicznie! A raczej tego potem, mam bardzo skłonne ciało do bliznowca. Po powierzchniowym usuwaniu pieprzyka czyli cięciu chirurgicznym mam bliznę już dwa lata, po wywrotce na rowerze-rana szarpana,oczyszczana na kolanie prawie trzy :-/. Dlatego się cięć boję bardzo bo jednak dla mnie to oszpecenie kolejne mojego ciała,a cesarka to przecież nie cięcie jak usuwanie pieprza, tylko w głąb skóry. :-/.Wiem,że w skrajnych przypadkach cesarka to mus,ale raczej nie chcę jej na życzenie.
          • back2bz Re: Do Zosi9 07.02.11, 22:55
            > Co z tym linczem?

            :)
            "Mnie 3 ciaze nauczyły jednego - nie porównywać i nie dawać rad. Nie ma sensu. Każde dziecko jest inne."
            I kazda kobieta jako matka tez.

            Jedz z dziewczynami, zrobcie wspolne urodziny. To, ze jestes matka, nie znaczy, ze przestalas byc czlowiekiem.
          • takisobienik Re: Do Zosi9 08.02.11, 00:26
            > Muszę jednak zakończyć karmienie. Mała ma ponad rok. Mi już starczy.

            No to kończ. Jej pewnie też ;)
        • oldbay Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 04:30

          > - miałaś niemowlaka przy piersi i ugotowane, posprzątane i kawa;) może powinnaś
          > wystąpić w reklamie- każdy kto ma dziecko wie że to bzdura;)

          No własnie też mnie to urzekło :-) Moja obecnie 3 miesieczna córcia jest zdrowym, pogodnym dzieckiem bez kolek, napadów płaczu, grzeczna i sliczna jak z obrazka. Ale nie powiem, żebym z radością wyskakiwała z łóżka o 5 rano i z niemowlakiem przy piersi prała i sprzatała chatę i jeszcze gotowała w 2 godziny LOL
          A ja z tych zorganizowanych jestem.
        • mounty Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 11:24
          1.Po cesarce nawet 2tyg po nic mnie nie bolalo. Iniech ktos wierzy lub nie to dla mnie byl po prostu luz. Wszyscy w kolo sie nade mna uzalali ze po cesarce tak boli a ja na nich patrzylam "o co wam kurde chodzi?" Oczywiscie kilku tygodniowe krwawienie po porodzie nie jest niczym przyjemnym ale sie od tego nie umiera i tyle. Taka natura na co tu jeczec?
          2. Jesli chodzi o karmienie piersia to przestalam karmic wlasciwie przez moja babke ktora przyjechala w odwiedziny i zaczela dokarmiacv dziecko w nocy butelka a mi zaczal sie po prostu konczyc pokarm. Karmienia nie wspominam ani dobrze ani zle. Po prostu normalnie.
          3. Niemowlaka nie mialam przy piersi! Co wy kurde caly dzien nosicie dzieciaka na cycku??? Wstrajesz jak sie dzieciak drze o 5 rano, przewijasz i karmisz. Jest 5.30. Dzieciak w wozku w kuchni, ja wkladam pranie (5 min) kuchnia zawsze rano czysta bo sprzata sie wieczorem. Obieram ziemniaki (5 min) i wkladam do wody. Rozklepuje mieso czy cokolwiek tam mam i wale w przyprawy (max 15 min jak sie w nocy odmraza ew swieze z lodowki) Ide do pokoju i skladam rzeczy do szafek z prania dzien wczesniej (max 15min) U nas w domu sie sprzata na biezaco wiec moze poza kubkiem i zlozeniem poscieli nic nie ma, bo sie po sobie od razu wynosi. Odkurzam (max 15 min) robi sie to codziennie wiec nie zajmuje pol dnia:) Myle podloge w kuchni max 5 min. O co Wam chodzi to az tak wiele roboty??? W co mi nie wierzysz??? Ze nie jestem leniwa fladra i nie siedze caly dzien przed kompem? Ach zapomnialam o godz 7.30 pakowalam dzieciaka do fotelika i zawozilam meza do pracy a o 4.30 go odbieralam. Lazienke sie u nas takze sprzata na biezaco. Umycie zlewu mleczkiem zajmuje 2 min i jak ktos widzi ze czas na to, to siega pod zlew i wyciaga mleczko i czysci. To samo z kiblem. Wiec mycie lazienki porzadne raz w tygodniu zajmuje nam 10min. Oczywiscie nie mam 3 dzieci wiec rozumiem zabiegane matki z dziecmi gdzie prania i sprzatania jest o niebo wiecej. Ale do cholery nie jestem jakims supermenem. Normalna babka ktora wstaje rano (bo musi) i robi co trzeba robic zeby czuc sie w swoim domu dobrze i tyle.

          Apropo mojego dziecka to przez blad lekarski nie wiedzielismy czy bedzie z nia okej Cesarka bo i ja i dziecko schodzilysmy na drugi swiat. W szpitalu na sali dla zagrozonych po porodzie, dziecko rurki w nosie i antybiotyki na rece, skany mozgu a ja zapelenie pluc czy co nam po operacji bo sie jakas bakteria dostala. Wiec masakra. Jasne ze sie troche balam. Po tygodniu dzieciaka w samochod i sama do domu sie odwiozlam. Mala do 2 tyg utyla jak poczek. Teraz ma 3,5 roku. Umie pisac i czytac ale kazdy dzien od kiedy skonczyla 1.5 siedze po 15v min dziennie i sie z nia ucze. Jest piekielnie zywym dzieckiem i ludzie sie mnie pytaja jak wyrabiam. No normalnieeeee!!! I na pewno urodzona matka to ja nie jestem i do Matki Polki mi daleko. Moja dziewczyna jak sie przewroci to nawet nie jeknie, tylko sie otrzepie i idzie dalej, bo jaw domu fladry nie chce miec!!!
          • ewelina_1 Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 16:25
            mounty napisała:

            > 1.Po cesarce nawet 2tyg po nic mnie nie bolalo.(...) Taka natura na co tu jeczec?
            nikt nie jęczy nad naturą połogu. Tylko jak sama zauważyłaś, otoczenie się dziwiło. Jaki z tego wniosek? Miałaś szczęście. Dlaczego więc obrażasz kobiety, które miały mniej szczęścia niż ty?

            > 2. Jesli chodzi o karmienie piersia to przestalam karmic wlasciwie przez moja b
            > abke ktora przyjechala w odwiedziny i zaczela dokarmiacv dziecko w nocy butelka
            > a mi zaczal sie po prostu konczyc pokarm.
            Też dokarmiałam, a mimo to karmiłam 2 lata. Dało się.

            > na cycku??? Wstrajesz jak sie dzieciak drze o 5 rano, przewijasz i karmisz. Jes
            > t 5.30.
            to miałaś szczęście. U mnie karmienie mogło trwać nawet godzinę. 1 dziecka.

            > ja wkladam pranie (5 min)
            wrzucasz wszystko jak leci, że mieścisz się w 5 minutach? nie segregujesz?

            > Obieram ziemniaki (5 min) i wkladam do wody.
            jakbyś miała dzieci, które po 2 minutach się nudzą i co chwila musiałabyś do nich podchodzić i się nimi zajmować, to obieranie kartofli zajęłoby ci co najmniej 35 minut a nie 5.

            > Ide do pokoju i skladam rzeczy do szafek z
            > prania dzien wczesniej (max 15min)
            ja jeszcze prasuję, przyszywam urwane guziki itd.

            Wiec mycie lazienki porzad
            > ne raz w tygodniu zajmuje nam 10min.
            mi kilkakrotnie dłużej, bo oprócz porządnego mycia sanitariatów, dochodzi czyszczenie szafek z kurzu, kafelek itd.

            > Teraz ma 3,5 roku. U
            > mie pisac i czytac
            a mnożyć do 1000 też?

            ale kazdy dzien od kiedy skonczyla 1.5 siedze po 15v min dzi
            > ennie i sie z nia ucze. Jest piekielnie zywym dzieckiem
            piekielnie żywe dziecko nie wytrzyma 15 minut nauki! Masz po prostu spokojne dziecko. I tyle.
            Wypunktowałaś, ja też. Przypuszczam, że większość wypunktowałaby podobnie. Czemu więc denerwuje cię, że inni się użalają?
            • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 17.02.11, 17:45
              mounty to normalna kobieta, ktora mowi prawde o porodzie i macierzynstwie. I to sie nie podoba roznego rodzaju histeryczkom, hipochondryczkom i psychopatkom. Nie daj sie zaszczuc mounty .
    • katarzynams Re: nie rodzcie i nie lamentujcie 07.02.11, 23:21
      Oj to chyba z toba cos nie tak, bo zazdroscisz kotow i psow i posad w biurze za 2 tysiace. Ja mam akurat duzo wiecej i nie mam nerwicy, no ale nie mam tez pieciorga dzieci.
      • nihil-istka Re: nie rodzcie i nie lamentujcie 08.02.11, 00:49
        kararzynamas , mowie do polskich kobiet ,ktorych 80% zarabia ponizej 2300 zl miesiecznie.
        O swojej amerykanskiej karierze sprzataczki mi nie truj, bo jako MD PhD zarabiam bez porownania wiecej od ciebie - bez wysilku wyciagam $ 250 000 rocznie.
        • peryklejtos Re: nie rodzcie i nie lamentujcie 08.02.11, 10:11
          ale Ty musisz mieć kompleksy :)
    • annnnia Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 04:00
      fajny watek. dobrze, ze na glownej.

      Moje doswiadczenia, z perspektywy posiadania dwoch juz-prawie-doroslych synow.

      1. ciaza: fajna wymowka zeby nie musiez odsniezac :) Generalnie mialam szczescie, dobrze znosilam ciaze. Ale to szczescie i dar natury, niewiele mojej zaslugi (poza zdrowym trybem zycia przed i w trakcie, ale to raczej dla mnie oczywiste i normalne).

      2. badania prenatalne zrobilam zawsze, zeby wiedziec. I dobrze, ze zrobilam. Kilka lat po urodzeniu Syna#2 mialam ciaze, plod z trisomia. Jakbym nie mogla zrobic USG i amnio, zostalibysmy jako cala rodzina (tak, to problem calej rodziny) postawieni przed faktem dokonanym posiadania uposledzonego dziecka. Aborcji nigdy nie zalowalam i zadnych "syndromow" nie mialam.

      3. porodu SN nie mialam, wiec sie nie wypowiem. CC chcialam i mialam, dwa razy. Bolec zaczyna najbardziej dzien po, stad potrzeba dobrze dobrac dawki srodkow przeciwbolowych.

      4. Dla mnie osobiscie nie jest cudownie karmic piersia. Pierwszego syna karmilam trzy dni, za drugim razem nie przystawialam w ogole, wiedzialam juz ze to nie dla mnie. Na szczescie nawaly mnie ominely, po cc laktacja w ogole sie nie rozkrecila. Nie kazdy musi lubiec i nie kazdy musi karmic piersia.

      5. Fajnie wspominam okres noworodkowy Syna#1, jadl i spal. Moze to spora zasluga butelki z mm, najadal sie na dluzej. W kazdym razie, milo bylo. Syn#2 bedac noworodkiem tez byl raczej nisko uciazliwy, ale juz nie bylo tak lajtowo bo bylo Syn#1 do zaopiekowania. :)

      6. Nie chcialam, nie lubilam "siedziec w domu" z dzieckiem. Do pracy wrocilam za pierwszym razem po 3.5 mca, za drugim po 5 mcach. I te 5 miesiecy w domu z niemowlakiem i maluchem tak mi dalo w kosc ze do dzis zle wspominam. Ale ja istota socjalna jestem, a poza tym lubie swoja prace.

      Dodam jeszcze punkt 7: dziecko powinno byc obowiazkiem i przyjemnoscia OBOJGA rodzicow. Matka bez wsparcia partnera pewnie nie bedzie wpsominac macierzynstwa z dzika radoscia.
    • polazgateska To nie mity, to fakty! 08.02.11, 09:00
      dla normalnej kobiety ciąża i pierwszy rok życia dziecka to najcudowniejszy okres w życiu. Z pewnością nie bez znaczenia są tu hormony - również te wydzielane podczas karmienia piersią. Ja wspominam te dwa lata jako haj endorfinowy plus oczywiscie masa roboty, problemów trosk, które wydają się jednak znikome w porównaniu do ogromu szczęścia jakie w nasze życie w nosi dzidziuś. Choć po ciąży miałam parę kilo nadwagi, jak oglądam swoje zdjęcia z tamtego okresu, to aż jestem zdumiona, jak pięknie wyglądałam. To po prostu szczęście. No, ale dla innych tym szczęściem może być pójście na manifę, albo pomalowanie sobie cipki farbkami na warsztatach waginy. Dla każdego to co lubi ;)
      • zosia9 Re: To nie mity, to fakty! 08.02.11, 10:32
        > dla normalnej kobiety ciąża i pierwszy rok życia dziecka to najcudowniejszy okr
        > es w życiu
        Zdefiniuj pojęcie "normalnej kobiety" co się za tym kryje i co to znaczy że kobieta jest "nienormalna"
        • langolier_maximus Re: To nie mity, to fakty! 08.02.11, 11:07
          no jak to- normalna to taka jak ona a nienormalna to każda inna ;-))))
        • polazgateska Re: To nie mity, to fakty! 08.02.11, 14:09
          normalna - tzn. typowa i przeciętna, w tym znaczeniu "nienormalna", to nie chora umysłowo, ale po prostu taka, która od tej biologicznej normy odbiega (np. nie ma instynktu macierzyńskiego)
          • zosia9 Re: To nie mity, to fakty! 08.02.11, 14:46
            normalna - tzn. typowa i przeciętna, w tym znaczeniu "nienormalna", to nie chor
            > a umysłowo, ale po prostu taka, która od tej biologicznej normy odbiega (np. ni
            > e ma instynktu macierzyńskiego

            polazgateska
            czyli definujesz swoją kobiecosć do instynktu macierzyńskiego rozumiem, bo nie znajduję innego wytłumaczenia
            a co z kobietami które dzieci mieć nie mogą
            a co z tymi które decydują się ze ich mieć nie będą ( mam tutaj na myśli szerokie spektrum np kobiety samotne, czy wręcz zakonnice, one też podjeły decyzje że nie chcą mieć dziecka
            czy zakonnica to normalna kobieta?
            • ateofi Re: To nie mity, to fakty! 24.02.11, 16:35
              zosia9 napisała:
              > polazgateska czyli definujesz swoją kobiecosć do instynktu macierzyńskiego rozumiem, bo nie znajduję innego wytłumaczenia, a co z kobietami które dzieci mieć nie mogą,a co z tymi które decydują się ze ich mieć nie będą (mam tutaj na myśli szerokie spektrum np kobiety samotne, czy wręcz zakonnice, one też podjeły decyzje że nie chcą mieć dziecka czy zakonnica to normalna kobieta?>
              ----
              Zbyt mądre pytania zadajesz Zosiu9. Panienka palnęła zdanie, gdzieś zasłyszane bez zastanowienia i teraz nawet nie umie Ci odpowiedzieć. Już dawno minęły czasy, kiedy wartość kobiety mierzono ilością dzieci urodzonych.
    • bifka ciekawa dyskusja 08.02.11, 09:28
      dorzucę coś od siebie:
      1. ciąża w moim wykonaniu to był koszmar - trafiły mnie wszystkie możliwe przypadłości ciążowe łącznie z rzucawką, więc na powtórkę z tej rozrywki nigdy więcej namówić się nie dam ....
      2. zrobiłam genetyczne usg aby się uspokoić i uspokoiłam się, ale nie wiem i wolę nie roztrząsać co by było gdyby ....
      3. miałam cesarskie cięcie na życzenie ale ze wskazań medycznych również - po tak problematycznym przebiegu ciąży lekarz w zasadzie nie rozważał w ogóle innego jej zakończenia jak cc, co pokrywało się z moim gorącym pragnieniem uniknięcia naturalnego porodu - nie czuję się z tego powodu gorszą matką, niepełnowartościową kobietą ani nie mam moralnych rozterek z powodu chęci zaoszczędzenia sobie cierpień i upokorzeń.
      4. piersią karmiłam krótko i z problemami - po cc nie miałam długo pokarmu, dziecko trzeba było dokarmiać butelką, potem kiepsko ssało a ja szczerze nienawidziłam karmić, więc szybko przeszłam na butelkę - po 3 miesiącach, również nie widzę żadnych ujemnych skutków zdrowotnych na moim dziecku - prawie nigdy nie choruje, jako niemowlę było idealne, bez kolek, ryków po nocach, od 3 miesiąca przesypiało całe noce, żadnych alergii, żadnej nadwagi - wszystkim takiego dziecka życzę :)
      5. fajnie mieć niemowlaka - ale mówię to z perspektywy matki sześciolatki jak patrzę z rozrzewnieniem na wózeczki :) bo w rzeczywistości to okres ciężkiej pracy, niepokojów i uczenia się roli rodzica, co wcale nie jest takie sielankowe.
      6. ja siedziałam w domu z dzieckiem do ukończenia przez nie 2 lat - z własnego wyboru, ryzykując świetnie płatną i perspektywiczną pracę ale mają ku temu warunki finansowe zapewnione przez małżonka - tak chciałam i tak zrobiłam, nie żałuję, choć to był chyba najgorszy okres w moim życiu i nigdy nie byłam tak zdołowana jak wtedy, dlatego z ulgą rzuciłam dwulatkę niani i udałam się odpocząć psychicznie do pracy, gdzie z uśmiechem na ustach zaganiałam 10 godzin dziennie w ciężkim stresie, ale cała szczęśliwa że wreszcie robię to co lubię!
      7. na podstawie tych wszystkich wywodów powiem tak: pozwólcie kobietom robić i myśleć o swoim macierzyństwie jak im się podoba, każda i tak musi przejść przez to wszystko sama, przeżyć cały stres, ból, baby blues i każda ma prawo zrobić to po swojemu i nie czuć się z tego powodu gorsza tylko dlatego, że nie sięga jakiegoś wyimaginowanego ideału.
      • sandrasj w życiu większej bzdury nie słyszałam... 08.02.11, 09:43
        4) Karmienie piersia dla normalnej, kochajacej matki to piekne przezycie. Niemowleta karmone piersia przez dwa lata, nigdy potem nie maja alergii, astmy , maja mniejsza ilosc infekcji i nie sa otyle w pozniejszym zyciu. Kobiety karmiace piersia kilkoro swoich dzieci nigdy nie maja raka piersi

        Byłam karmiona przez 2,5 roku, mam astmę, alergię prawie na wszystko, ciągle łapię infekcje, i na dodatek mam sporą nadwagę... A u mojej mamy pół roku temu wykryto guzka na piersi... No takich bzdur jak tu to w życiu nie słyszałam...
        • langolier_maximus Re: w życiu większej bzdury nie słyszałam... 08.02.11, 11:07
          Wiesz co jestes chyba nieco bezczelna.Sugerujesz,ze pani powyżej swoich synow NIE kochała?A kim ty przepraszam jesteś żeby tu sie w ten spsób wypowiadać??
          Ja znam wiele kobiet, które karmic nie chcą, które tego nie lubiły, sama mam zamiar bardzo krotko i twierdzenie na tej podstawie, przez jakąś internetowa "panne nikt",ze nie kochaja swoich dzieci to jakiś szczyt ;-).Widocznie obracamy się w róźnych środkowiskach, co nie jest niczym złym ani nienormalnym.
          Świat byłby fajniejszy gdyby niektórzy zrozumieli lub chociaż sie postarali zrozumieć,że ludzie są róźni, mają róźne potrzeby, poglądy spsób spędzania wolnego czasu, róźne recepty na szcześliwe związki i udane macieżyństwo, na wakacje, hobby, prace-na wszystko.
          Mnie mama nie karmiła i nie mam alergii ani nie choruje ani nie czuje sie mniej kochana (tyle,ze ja bylam jedynaczka wiec dla takich jak ty -najmadrzejszych uogólniaczy swiata, z kolei tez nie bylo okej, bo to przeciez oznacza,ze jestem malym rozpuszczonym egoista ;->>, czyz nie?)
      • chubbba Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 13:12
        ze mną było bardzo podobnie - ciążę wspominam jako niekończący się koszmar spuchniętych nóg, wymiotów i siusiania co 15 minut, poród miałam przez cc na życzenie (w polskim szpitalu prywatnym czyli odpłatnie), po porodzie miałam wynajętą położną do zajmowania się noworodkiem i mną samą i absolutnie się tego nie wstydzę, że nie byłam heroiczną matką rodzącą na żywca w imię szczytnych przekonań, dziecka nie karmiłam bo nie lubiłam tego robić i szybko wracałam do pracy - po 2 miesiącach od porodu już pracowałam a dzieckiem zajmowała się niania i babcia - tutaj też nie mam wyrzutów sumienia i mam w tylnej części ciała opinię nawiedzonych internautów takich jak nihilistka o powinnościach kobiety matki. zgadzam się natomiast z opiniami berty-live, że im wyższy status majątkowy kobiety, tym mniej instynktu macierzyńskiego przejawia, bo mniej musi się liczyć z opiniami środowiska i jest bardziej niezależna, wyzwolona i świadoma tego co dla niej dobre, a więc świadomie ogranicza dzietność, za nic ma rzekome przyjemności płynące z macierzyństwa i zostawia je niańkom, bonom i nursom żeby jej potomka odchowały z pieluch a sama po prostu żyje i zajmuje się swoją nadwątloną porodem urodą, pracuje, podróżuje, leniuchuje - w zależności od upodobań i możliwości. wmawianie kobietom instynktu macierzyńskiego to ewidentny wymysł naszych czasów wynikający z coraz niższego przyrostu naturalnego, który robi się zupełnie nienaturalny odkąd naturalna i powszechna jest antykoncepcja. większość kobiet nie czuje żadnego instynktu tylko presję społeczną i obawę przed tym, że jak w porę nie urodzą dziecka to potem będą żałować swej bezdzietności - ze mną właśnie tak było, więc to rozum a nie popęd skłonił mnie do decyzji o dziecku. i myślę, że sporą liczbą kobiet kierują podobne motywy a instynkt to można miedzy bajki włożyć.
        • nihil-istka Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 13:28
          Oj jakie to obrzydlwe! A po cholere ty dziecko mialas?
          Z milosci i oczekiwania nie bylo poczete. W narkozie urodzone. Z butelki karmione. Do zlobka zeslane i z zycia matki wyeliminowane. No i to wszystko po to, aby mamusia kariere fryzjerki rozwijala, podstarzala facjate odbudowywala i tydzien urlopu w arabskim hoteliku egipskim spedzala. Czyli polska egoistyczna kukulka , ktora innym ptakom jajo podrzuca i nedznego , zalosnego polskiego dolce vita zazywa. ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha
          • chubbba Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 19:32
            "Oj jakie to obrzydlwe! A po cholere ty dziecko mialas?" - miałam bo chciałam tak jak większość kobiet a tobie nic do moich motywów, obrzydliwe zaś są twoje poglądy,

            " Z milosci i oczekiwania nie bylo poczete. W narkozie urodzone. Z butelki karmione. Do zlobka zeslane i z zycia matki wyeliminowane." - co za żałosne głupoty piszesz, aż litość bierze to czytać i z tym polemizować. Zapytam tak - a może moje dziecko poczęte z wyrachowania, urodzone w narkozie i zesłane do niani jest szczęśliwsze i lepiej rozwinięte niż twoje zagdakane i ululane przez zahukaną żonę - kwokę i cieplusią domową wylęgarnię, hę? Ja nie byłam wychowywana w domu z kwokowatą siedzącą nad pisklętami matkę i całkiem dobrze radzę sobie w życiu i myślę że z moim dzieckiem będzie podobnie :)

            "No i to wszystko po to, aby mamusia kariere fryzjerki rozwijala, podstarzala facjate odbudowywala i tydzien urlopu w arabskim hoteliku egipskim spedzala. Czyli polska egoistycznakukulka , ktora innym ptakom jajo podrzuca i nedznego , zalosnego polskiego dolce vita zazywa. ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha" - twoje kompleksy są po prostu monstrualne a nienawiść i pogarda do kobiet wycieka z każdego słowa! Jeżeli ty nie zetknąłeś się w swoim żałosnym żywocie z kobietami - prezesami spólek giełdowych, managerami poważnych projektów biznesowych, właścicielkami sporych firm, odnoszącymi sukcesy prawniczkami, naukowcami z istotnym naukowym dorobkiem będącymi jednocześnie szczęśliwymi matkami, to nie świadczy jeszcze że takich kobiet nie ma i że ich kariera jest mniej ważna niż kariera ich mężów. W moim przypadku to ja zarabiam (bynajmniej nie jako fryzjerka) większe pieniądze niż mój mąż (też nie hydraulik) i jeżeli któreś z nas miałoby siedzieć z dzieckiem to raczej on niż ja :) I nie wiem dlaczego uważasz, że dziecko jest wyeliminowane z mojego życia? poświęcam mu więcej czasu niż pracy zawodowej i ta tendencja utrzyma się na pewno czas jakiś, ale nigdy nie zrezygnuję dla niego z pracy, bo to zwyczajna głupota i brak wyobraźni. I tyle mam do powiedzenia w temacie.
        • mounty Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 13:36
          No sorki ale dla mnie oddawanie dziecka w wieku 2-mc nie jest zbyt rozsadne. Rozumiem kobiety ktore MUSZA wrocic do pracy ze wzgledow finansowych. Ale kompletnie nie rozumiem kobiet ktore robia to dla swojego egoizmu. Bo urodzenie dziecka a potem nie zajmowanie sie nim (bo mnie stac na to by wychowywal je ktos inny) jest egoizmem i niejako kaprysem. Mam dziecko bo wypada ale rak sobie nim nie poprudze. Najnormalniej w swiecie dziecko 2-miesieczne potrzebuje opieki matki, bo taka jest natura. Mozecie sie zlotem poobwieszac, ubrac buty Louboutina ale to nie zmieni faktu ze jestesmy ssakami. Z cyckow po porodzie bedzie Wam lecialo mleko a zeby urodzic swoje dziecko potrzebujecie cipe i meskie nasienie. To sie nigdy nie zmieni. Natuta jest natura. Wiec w tym swoim zajebistym wyzwoleniu niektorym sie we lbach przeraca. Juz pisalam ze Matka Polka nie jestem, ale sa granice tej pieprzonej pozornej wolnosci, ktora niektorzy rozumieja zbyt doslownie.
          • majaa Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 15:18
            Mounty, podpisuję się rękami i nogami:)
          • oldbay Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 16:49
            Mounty zgadzam się z tobą w całej rozciągłości. Ta źle rozumiana wolność przewraca ludziom w głowach. Noworodek potrzebuje matki, by żyć i dobrze się rozwijać. Zupełną głupotą jest podrzucanie go komuś innemu do opieki i powrót do pracy zawodowej dla zasady. Co innego jak nie ma kasy w domu i matka musi zarobić na życie, a co innego kiedy stwierdza, że "siedzenie w domu" jest nudne i ona musi się iść "rozwijać zawodowo".
            Polecam wszystkim książkę Jean Liedloff "W głębi kontinuum". Własnie jestem w trakcie czytania i jestem zachwycona! To jasne, ze nie możemy w stu procentach żyć jak indianie z dżunglii ale warto przyjrzeć się ich totalnie naturalnemu, niewymuszonemu stylowi życia. Lektura ta pozwala bardziej zrozumieć naturalne potrzeby noworodka i uświadamia, jak bardzo korzystne dla kobiety, dziecka i całego otoczenia jest zachowywanie się po urodzneiu jak ssak, a nie jak nowoczesna wyzwolona matka.
            • ateofi Re: ciekawa dyskusja 24.02.11, 16:29
              oldbay napisała:
              > ..Co innego jak nie ma kasy w domu i matka musi zarobić na życie, a co innego kiedy stwierdza, że "siedzenie w domu" jest nudne i ona musi się iść "rozwijać zawodowo". >
              -----------
              Chwileczkę, a co w tym jest złego? Sorry, ale siedzenie samej w domu z dzieckiem powoduje, ze kobieta cofa się intelektualnie i alieniue się towarzysko. Ludzie to zwierzęta stadne i generalnie lubią towarzystwo innych osob. Ja po pół roku bycia w domu z dzieckiem nie mogłam się doczekać powrotu do pracy, bo podczas urlopu macierzyńskiego nie miałam do kogo buzi otworzyć, a mąż wracał z pracy późnym popołudniem.

              >... To jasne, ze nie możemy w stu procentach żyć jak indianie z dżunglii ale warto przyjrzeć się ich totalnie naturalnemu, niewymuszonemu stylowi życia. Lektura ta pozwala bardziej zrozumieć naturalne potrzeby noworodka i uświadamia, jak bardzo korzystne dla kobiety, dziecka i całego otoczenia jest zachowywanie się po urodzeniu jak ssak, a nie jak nowoczesna wyzwolona matka.>
              ------
              Co proszę? Zachowanie się po urodzenu jak ssak? Czyli jak? Bieganie nago i karmienie cycem? Może jeszcze powinniśmy wywalić wszystkie sprzęty elektroniczne z domu? Sorry, masz prawo do sowich poglądów, ale to co napisałaś jest niedrzeczne.
              • nihil-istka Re: ciekawa dyskusja 24.02.11, 17:31
                A czy opiekowanie sie dzieckiem oznacza zamkniecie sie w domu? Normalna matka moze wlozyc dziecko do wozka pojsc na spacer, moze pojsc z mezem i dzieckiem do restauracji czy kawiarni. Moze zaprosic przyjaciolki do domu na plotki. Moze raz w tygodniu poprosic przyjaciolke aby z dzieckiem zostala przez 3 godziny i pojsc z mezem do teatru czy na koncert.
                Czego nie moze robic i za czym feministki tesknia? Ano nie moze schlac sie na dyskotece i szlajac sie w rowie.
          • chubbba Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 19:44
            wyobraź sobie, że moje 2 - miesięczne dziecko karmione sztucznie i porzucone z nianią i babcią PRZEŻYŁO mój straszliwy egoizm i lekkomyślność, więcej - zawsze było i jest zdrowe, świetnie rozwinięte, bardzo samodzielne, pogodne, szczęśliwe i bezproblemowe, czego nie można powiedzieć o dzieciach różnych kwoczych matek, które siedząc w domu wariowały z nudów i wymyślały dzieciom choroby albo do nich doprowadzały swoją nadmierną opieką, przekarmiały i hodowały tuczniki, fundowały dzieciom problemy emocjonalne karmiąc cycem aż do wieku szkolnego albo zakładając buty i gacie nastoletnim koniom - znam wiele takich przypadków!
            Więc wsadź sobie uprzejmie swoją troskę o moje dziecko głęboko w niebyt i żyj wedle własnych standardów, a ja będę żyła wedle swoich i miała się dobrze razem ze swoim dzieckiem! Hough!
            • nihil-istka Re: ciekawa dyskusja 08.02.11, 21:44
              Ciesze sie chubba, ze twoje dziecko PRZEZYLO. No ale nawet sieroty z domu dziecka jakos tam przezyja. Ale oni i ten twoj jedynak sa pozniej gleboko uposledone w swym doroslym zyciu, tworzac dlugi lancuch nieszczesliiwych emocjonalych kalek, niszczacych spoleczestwa -
              -takich jak ty.
              • chubbba Re: ciekawa dyskusja 09.02.11, 07:32
                szkoda gadać z psychopatą, jeżeli wogóle masz jakieś dzieci, to właśnie im należy współczuć, bo na pewno są biedne i skopane psychicznie przez ojca - mizogina i idiotę, również twoja żona, jeżeli jakąś masz, musi być pożałowana godna, bo mieć za męża kogoś, kto tak nienawidzi kobiet, to musi być straszne. gdybym była wierząca, to powiedziałabym, że się za ciebie modlę :)
        • tangerka 100 % racji 08.02.11, 20:17
          Chubbba, masz najzupełniejszą rację, z moich obserwacji wynika dokładnie to samo: pierdoły o instynkcie macierzyńskim, szczęściu macierzyńskim, powinnościach i obowiązkach macierzyńskich, naturalności rodzenia, karmienia, siedzenia z dzieckiem itp. opowiadają najczęściej kobiety, które NIE MAJĄ INNEGO WYBORU jak tylko rodzić naturalnie (bo ich nie stać na prywatną cesarkę), karmić naturalnie (bo Bebilon Pepti kosztuje 25 zł za puszkę ...), siedzieć w domu z dzieckiem do szkoły, bo zwyczajnie nie mają pracy albo mają tak kiepską, że nie wystarczy z niej na nianię/żłobek/przedszkole, więc po prostu nie warto, taniej siedzieć w domu ... I takie właśnie kobiety (albo ich mężowie) mają gęby pełne wzniosłych słów o miłości, szczęściu, urokach macierzyństwa, najlepiej wielodzietnego, bo zwyczajnie niczego oprócz dzieci nie udało im się osiągnąć, na nic innego ich nie stać, nie mają nic do stracenia, więc w życiu się nie przyznają, że ten cały rodzicielski miód to pic na wodę, bo przecież tylko to mają ... Natomiast kobiety, które MAJĄ WYBÓR, mogą rodzić naturalnie, mogą karmić piersią, mogą siedzieć na wychowawczym jeżeli tak zdecydują, ale jak będą miały tego dość, to bez żalu zmienią zdanie i przejdą na drugą stronę barykady bez wciskania kitów i dorabiania ideologii do tak prozaicznego zachowania jak wydawanie na świat i wychowywanie potomstwa, bo to nawet zwierzęta potrafią i robią NATURALNIE ... I nie muszą się swoim bohaterskim macierzyństwem dowartościowywać, udowadniać całemu światu swego poświęcenia i matczynych kompetencji, ponieważ dowartościują się na innych polach: jako pracownice, żony, kochanki, społecznice czy kosmonautki, a dzieci wychowają przy pomocy swoich życiowych partnerów czy innej opłaconej pomocy i na pewno żadna krzywda im się nie stanie! więcej - wszelkie dostępne badania pokazują, że dzieci pracujących matek są lepiej rozwinięte, inteligentniejsze, bardziej samodzielne i - uwaga! - ZDROWSZE (bo nie przekarmione, zażywające więcej ruchu i wcześniej stykające się z zarazkami a więc bardziej odporne) niż dzieci matek siedzących w domu, więc cały ten zgiełk o to cudowne macierzyństwo można o kant dooopy roztłuc ...
          • mja-15 Re: 100 % racji 08.02.11, 22:08
            Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
            Ale najbardziej wkurza to, że większość tutaj dyskutujących zwalcza się nawzajem, bo ma własną i jedyną prawdę, a przeciwnicy są tam, po drugiej stronie i z reguły są w ich ocenie nienormalni, przynajmniej.
          • tully.makker Re: 100 % racji 09.02.11, 11:31
            kobiety, które NIE MAJĄ INNEGO WYBORU jak ty
            > lko rodzić naturalnie (bo ich nie stać na prywatną cesarkę), karmić naturalnie
            > (bo Bebilon Pepti kosztuje 25 zł za puszkę ...),

            Z badan wynika, ze piersia karmia zamozne kobiety z klasy zredniej, ewentualnie inteligencja, a butelka kroluje w sferach, gdzie tak naprrawde nia ma nia nie pieniedzy. To tak, jak z odzywianiem - zdrowo, czesto taniej jedza zamozni, a biedacy zywia sie smieciowym, przetworzonym zarciem ktore niejednokrotnie jest drozsze, niz naturalne pozywienie przygotowane od podstaw ( przez gosposie ;-P).
            • nihil-istka Masz racje tully 09.02.11, 13:40
              Kampania wielkich koncernow wpychania odzywek dla niemowlat do Afryki spowodowala smierc kulkuset tysiecy niemowlat z powodu infekcjii pokarmowych. Bo tylko mleko matki jest zawsze sterylne.
      • ateofi Re: ciekawa dyskusja 20.02.11, 23:11
        bifka napisała:
        > 7. na podstawie tych wszystkich wywodów powiem tak: pozwólcie kobietom robić i myśleć o swoim macierzyństwie jak im się podoba, każda i tak musi przejść przez to wszystko sama, przeżyć cały stres, ból, baby blues i każda ma prawo zrobić to po swojemu i nie czuć się z tego powodu gorsza tylko dlatego, że nie sięga jakiegoś wyimaginowanego ideału. >
        -----------
        Masz rację dziewczyno, ale niestety Twoje poglądy są "nieprawomyślne", bo wciąż u nas pokutuje stereotyp matki-polki, która ma "zawsze i z uśmiechem" poswięcać się dla dziecka. Ma z nim siedzieć najlepiej aż nie przyjdzie do szkoły, ma być ciągle na jego zawołanie. Taka matka nie powinna myśleć o sobie, bo przecież "dziecko jest najważniejsze", ma być zawsze uśmiechnięta i cierpliwa. Wkurza mnie takie podejście, bo dziecko trzeba kochać zdrową miłością ale również trzeba zachować w życiu równowagę. My mamy prawo nie być doskonałe a mimo to być świetnymi matkami.
    • lonely.stoner Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 10:16
      czytajac wypowiedzi co niekotre- zwlaszcza nihilistki o tych kobietach co to prosto z pola rodza i wracaja do pola zaraz po porodzie, odechciewa sie miec dzieci w ogole- zeby potem zyly wsrod takich prymitywnych ludzi z pogladami z rodem z sredniowiecza. Skad sie w ogoel w ludziach bierze tyle agresji zla i nienawisci??? moze i ten nihlistka ma swoich 5 dzieci ale ja im serdecznie wspolczuje, skoro ma je wychowac jakis potwor bez serca.
      • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 13:34
        nihilistka jest facetem;) podobno wykształconym i dobrze zarabiajacym;) Nawet wiemy ile zarabia;) nihilista takie dane są w niezwykle złym stylu.
        Ale załużmy żeto prawda co mówi i ma 5 dzieci, pytanie czy to samo na temat urodzenia i wychowania dzieci twierdzi jego żona- wątpliwe i to mocno.

        Wszystkie matki wiedzą jak jest, jeżeli inne mówią że to sielanka i jedynie radosć to my matki wiemy że kłamią w żywe oczy. Zwykle nie poruszamy tego temwtu w realu bo co mamy powiedzieć?
        Nawet tutaj matki mówią że macierzyństwo jest żmudną nudną robotą.
        • polazgateska Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 14:16
          no cóż, matki siedzące na forum feminizm nie są typowymi matkami. jak to taka katorga, to po co sie w to pakować? Matki które znam, są o niebo szczęśliwsze będąc matkami, niż przedtem. A to,że obowiazki, trudności - to normalne życie. Człowiek, ktory ma zajęcie, jest szczęśliwszy niz ten co wraca po pracy do pustego domu, nakarmi kota, a potem z nudów zastanawia sie na głupich forach nad tragicznym losem matek
          • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 14:55
            Matki sendzące na forum feminizm nie są typowe, tzn jakie są typowe?
            Uwierz mi jesteśmy typowymi matkami!!!!!! czym się różnimy od tzw "szczęśliwych" że mówimy że to nie sielanka. One też to wiedzą te "szczęśliwe" tylko nie mówią. Dlaczego nie mówią, bo nie daj boże ktoś pomśli ze jest złą matką bez instynktu i fakt ze w nocy spała 4 godz z przerwami i tak od 6 tyg. jest trzymany w ukryciu.
            Czego nienawidziłam to takiego pytania "to teraz juz jesteś szczęśliwa?" Boże co za hipokryzja.
            Oczywiście że w pierwszych miesiącach nie jest sie szczęśliwym tylko zmęczonym cholernie.

            Jest taki eufemizm, które używają kobiety, takie fajne dziecko i takie ODCHOWANE.
            Czy wiecie co kryje sie pod słowem ODCHOWANE?
            • polazgateska Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 15:03
              To dziwne, bo wydaje mi sie, że bycie zmęczonym i szczęśliwym może isc w parze. Ludzie teraz robią sie tacy wygodni, źe chyba tylko praca na wygodnym biurowym krześle i leżenie na kanapie przed telewizorem daje im szczęście? No dobra, jeszcze podróże, fitness i sporty ekstremalne. Owszem, macierzynstwo to wiele trudności, ale ich pokonywanie daje satysfakcję nieporównywalną do niczego innego. A robienie z matek męczennic, cierpiących niewiadomo w imię czego, to jakaś antyrodzinna feministyczna propaganda i basta.
              • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 16:42
                Noworodek w domu to jest sport ekstremalny.
                Polagazeta> To dziwne, bo wydaje mi sie, że bycie zmęczonym i szczęśliwym może isc w parze.
                Oj nie moze;) spróbuj nie spać 6 tyg. Dziewczyno nie wiesz co to znaczy niewypanie jak sie ma dziecko- to nie jest zarwana noc po balandze.
                Uczucie jest takie że już nie pałaś 3 tyg i wiesz że nastę pny 3 tyg spoać nie będziesz dłużej niż 2 godziny. Aco ty myślisz że wstawanie w nocy do dziecka wyglada tak że śpisz, budzisz się rozbudzasz i za 15 min znów śpisz? Kobieto nie masz zielonego pojęcia o czym mówisz!!!!!
                macierzyństwo daje satysfakcje, ale porównywalną do innych rzeczy.
                Jeżeli będzisz miała dziecko przypomnij sobie tą dyskusje. Będziesz wiedzieć jak naiwna byłaś.

                • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 17:02
                  Kazde z naszych 4-ga niemowlat spalo z nami w malzenskiej sypialni w koszyczku na malzenskim lozu. Jak niemowle zakwililo, zona przylaczala go do piersi bez rozbudzanie siebie i zapalania swiatla. Zona i ja zawsze bylismy wyspani. W maju czeka nas znowu to doswiadczenie z naszym 5-tym niemowleciem, ktore z radoscia jest oczekiwane. Ale jesli matka jest neurotyczka- cierpietniczka jak zosia9 to i miemowle jest neurotyczne i tworzy sie dom wariatow. Jeden wypierdek jej sie trafil a narzekania tak jakby 10-tke wychwala. Zalosne sa te histeryczki.
                  • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 17:55
                    Spali z niemowlakiem w łżku i byli wyspani.
                    Nihilistka od razu widac ze nie miałeś dziecka nigdy!!!!!!
                    Człowieku twierdzisz że masz wyżasze wykształcenie a newet doktorat? i wysokie zarobki?
                    - wykształcenie otwiera horyzonty, trzeba być debilem żeby z tego nie skorzystać ( lub po polskiej uczelni, bardzo kiepskiej)
                    - gdybyś musiał dbać o rodzine i zarabiać aż taką kase nie miałbyś czzasu na czytanie Forum o Feminiźmie, my jesteśmy fascynujące ale nie aż tak:)
                    mnie się dziecko nie trafiło ja mam je z wyboru, po długim leczeniu, zwanym czasem walką o dziecko, i proszę nie obrażać mojego dziecka, wypierdkiem jesteś ty co większość tutaj obecnych potwierdzi
                    ps.
                    Jeżeli jeszcze raz spróbujesz powiedzieć coś na temat mojego dziecka, obiecuje że pobyt na tym forum będzie dla ciebie baaaaaaaaardzo nieprzyjemny.
                    • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 18:18
                      Powtarzam ci, znerwicowana albo patologiczna matka to i patologicznie zachowujace sie niemowle. Dziecko karmione piersia, bez nadmiernego pobudzania go swiatlem i dzwiekami
                      spedza od 80% do 90% czasu we snie. Nie trzeba uzywac roznych perfum i kosmetykow gdy dziecko rozpoznaje staly biologiczny zapach swej matki (bonding).
                      Dlatego Asia i ja zwwsze bylismy wyspani z wszystkimi naszymi niemowletami.
                      No ale jak ktos masz tylko jednego wypierdka ani zadnego doswiadczenia to i lamentujesz i histeryzujesz bez sensu
                      • douglas.beauty Nihil-istka-dlaczego dyskutujecie z trollem? 08.02.11, 18:42
                        Dlaczego dyskutujecie z tym trollem? Tak sie cicho zastanawiam...
                        No bo jesli nie troll to jakis sfrustrowany antek emigrant z nadmiaremm wolnego czasu..
                        Ale raczej obstawiam trolla..za duzo charakterystycznych symptomow;-)))
                        • nihil-istka Re: Nihil-istka-dlaczego dyskutujecie z trollem? 08.02.11, 18:55
                          No wlasnie, dlaczego ja rozmawiam ze znanym trollem douglasem? Chyba to moje chrzescijanskie milosierdzie mnie do tego sklania
                        • nihil-istka Re: Nihil-istka-dlaczego dyskutujecie z trollem? 08.02.11, 18:56
                          No wlasnie, dlaczego ja rozmawiam z trollem douglasem?
                      • zosia9 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 19:33
                        Nihilistka tak jak ostrzegałam przestaje być uprzejma:

                        Nie masz chłopie żadnego wykształcenia, to widać po jakośc twoich argumentów, sposobie obrazania ludzi, zero klasy, zero kasy również
                        Sposób reagowania przypomina co najwyżej bardzo długie tradycje chłopa pańszczyźnianego, czyli syndrom wyzwolonego niewolnika.
                        Nie masz szacunku do pracy ( obrażanie kogoś za to ze jest fryzjerką jest nieetyzne)
                        nieetyczne jest również wypominanie komuś pochodzenia- chodzi mi o kocią noge, a właściwie próbę ponizenia jej przez sugerowanie ze jest zza wschodzniej granicy.
                        Twierdzisz że gdzie mieszkasz w USA? tym tyglu międzykulturowym z takim podejściem? i mamy w to uwierzyć
                        Chłopie jesteś zero i miernota.
                    • oldbay Re: Mity macierzyństwa 09.02.11, 05:40
                      Ja śpię ze swoją 3 miesięczną córcią i własnie NAJLEPIEJ mi się spi jak ona jest przy mnie, bo jest wtedy najspokojniejsza i budzi się radosna a nie z płaczem.
          • langolier_maximus Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 15:18
            no jesli dla kogos zycie sklada sie tylko z pracy i wracania do domu po tejże to faktycznie ;-))
            Zaczynam mniej więcej rozumiec jakie zycie preferujesz.To nic zlego byc domatorem ale nie zapominaj-nie kazdy taki jest.Co do kotow-ogromnie lubie wracac do domu do kota, i choc bedziemy miec 1 dziecko, to koty 2 ;-)))
            • jael53 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 18:38
              Przecież do I. wojny światowej na te wszystkie mamki, niańki, bony i guwernantki pozwalały sobie kobiety z klas zamożniejszych, które nie pracowały! Dla nich (to jest tradycja kultury europejskiej!) ciężar wychowania dzieci to była konieczność nadzoru "siły fachowej". Podobnie jak trud prowadzenia domu wiązał się z nadzorowaniem kucharki i pokojówki.
              Poza tym w tych zamożniejszych klasach obyczaj był taki, że po 3 - 4 latach nauki w domu dzieci wysyłało się do szkół z internatami.

              Kontakt dzieci z rodzicami był mocno formalny - kto nie wierzy, niech poczyta pamiętniki ludzi urodzonych jescze w latach 80 -90. XIX wieku. A komu się nie chce w tym grzebać, proszę bardzo: L. Stomma, 1. Kultura zmienną jest; 2. A jeśli było inaczej? Antropologia historii. Tamże: o pojmowaniu dzieciństwa, władzy rodzicielskiej i dorosłości.
              • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 18:42
                jael a ty arystokratka jestes? A gdzie , w palacu Biedronka pani Ordynatowa
                Kopec polki uklada. Co na pajac. ha,ha,ha,ha,ha
    • tully.makker Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 19:38
      Ciekawe, czemu watki o macierzynstwie budza tak silne emocje?
      • nihil-istka Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 21:51
        Dlaczego watki o macierzynstwie budza tak silne emocje? Ano wyrzuty sumienia bodza sie w tych wyrodnych matkach, ktore dzieci porzucily dla nedznego biurwowania . No a takze stare panniochy zdaja sobie sprawe , ze chocby sie zes*raly to juz dzieci nie beda mialy,
        Zycie zmarnowane z powodu frajerstwa.
        • mja-15 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 22:04
          Wredny ROBAKU zajmij się sobą i opuść to miejsce, bo zaśmiecasz dyskusję.
          • jael53 Re: Mity macierzyństwa 08.02.11, 23:47
            Nihil_istka sprzedaje bardzo ciekawe poglądy również na stronie panów. Tam - dla odmiany nie chwali się "cudowną rodzinką"; tam toczy piankę na okoliczność (m. in.) testów DNA dla noworodków, bo tylko to może w miarę upewnić faceta, że będzie wychowywał swoje potomstwo.
            Nie wspomina, oczywiście, czy stosuje to we własnej sprawie.
            Ale jak złożyć to razem, to robi się wcale interesująca możliwość - że facet jest mizogynem, to mocno prawdopodobne. I zapewne raz przynajmniej dostał rzetelnego kopa... c

            Nie powiem - w realu też zdarzyło mi się na coś podobne go nadepnąć; to jednak była sprawa, ujęta w statystyce medycznej. No cóż - na upartego to cudo z realu też mogło twierdzić, że ma wiele z medycyną wspólnego.
            • tigertiger Re: Mity macierzyństwa 09.02.11, 08:41
              jael53 napisała:

              > Nihil_istka sprzedaje bardzo ciekawe poglądy również na stronie panów. Tam - dl
              > a odmiany nie chwali się "cudowną rodzinką"; tam toczy piankę na okoliczność (m
              > . in.) testów DNA dla noworodków, bo tylko to może w miarę upewnić faceta, że b
              > ędzie wychowywał swoje potomstwo.
              > Nie wspomina, oczywiście, czy stosuje to we własnej sprawie.
              > Ale jak złożyć to razem, to robi się wcale interesująca możliwość - że facet j
              > est mizogynem, to mocno prawdopodobne. I zapewne raz przynajmniej dostał rzetel
              > nego kopa... c
              >
              > Nie powiem - w realu też zdarzyło mi się na coś podobne go nadepnąć; to jednak
              > była sprawa, ujęta w statystyce medycznej. No cóż - na upartego to cudo z realu
              > też mogło twierdzić, że ma wiele z medycyną wspólnego.

              Zgadzam sie to osobnik o wielu zaburzeniach: mizogin, homofob matez poważne, jego wypowiedzi sa czesto usówane przez admina. Najprawdopodbniej jest też mitomanem, zajmuje swpomi wypowiedziami fora kobiece, meskie i poświeca temu czas od półudnia do 3 nad ranem. Jesli jest ojcem 4 dzici, mieszka w USA i ma o 25 lat młodsza nie pracującą, żonę to ani czasu ani ochoty ani energi swje by nie trwonił na forach wszelakich. Przecież spełnony, zaspokojony i szcześliwy człowiek nie zachowuje sie jak ziejący nienawiścią fustrat, który przesiaduje codzinie bez przery na forum. Nieszcześliwy człowike. Ja poponuje ignorowac jego wpisy to jedyna metoda na radzenie sobie z takim chorobowym przypadkiem.
    • facet123 Re: Mity macierzyństwa 21.02.11, 10:13
      Ja obserwuję w ogóle głębszy problem z tym związany. Nie tylko mecierzyństwo jest mitologizowane, ale też małżeństwo. Naiwni ludzie wierzą w to, że małżeństwo to zwieńczenie romatycznej miłości, a rodzicielstwo to wyłącznie przyjemny okres który z usmiechem przejdą, bo przecież wszyscy w około mają dzieci.
      Tymczasem czasy zmieniły się na tyle, że tych ludzi czeka szok - w małżeństwie nie układa się tak dobrze jak podczas narzeczeństwa (gdy mieszkali w akademiku, albo on mieszkał z rodzicami), a ogrom stresu i pracy zwiazany z opieką nad małym dzieckiem nie pomaga. W efekcie zaczyna działać standardowy psychologiczny mechanizm obronny - wyparcie. Urobione po łokcie mamy przyklejają uśmiech i nawet same przed sobą nie przyznają, że marzą o chwili wytchnienia bez dziecka. Zasilają tym samym szeregi tych które szerzą farmazony na temat bezwarunkowego szczęścia jakie daje rodzicielstwo.

      Na sczęście są kobiety które stać na szczerość.

      PS. forum się zatroliło chyba ostatnio bardziej niż zwykle...
      • jael53 Re: Mity macierzyństwa 21.02.11, 10:32
        Do kompletu nie zaszkodziłoby i paru facetów w Twoim rodzaju - też zdolnych do szczerości i trzeźwego patrzenia. Bez chowania się za stereotypy, ideologie i mistyfikacje. Może kto by wreszcie ruszył tabu "romantyczności" - bo to jest bakcyl wielce szkodliwy, a nie wiedzieć czemu nieustannie traktowany "w rękawiczkach".
        • facet123 Re: Mity macierzyństwa 21.02.11, 11:14
          No. Gdybanie. Jesteśmy pomijalnym marginesem.
      • nihil-istka Pokolenie placzliwych egoistow i egoistek 21.02.11, 13:40
        Oj wej jaki ten swiat stal sie trudny w porownaniu do poprzednich pokolen.
        Rozwydrzona matka feninistka "urabia swe lokcie"" nad jedynakiem odzianym w Pampersy ktorych sie nie pierze i ''tyrajac'' nad automatyczna zmywarka , pralka i mikrofalowka na ktorej odgrzewa sie mrozonka. No cholera, istna katorga w porownaniu do ich matek i babek.
        I ten ogrom stresu pozbawia malzenstwo milosci i romantyzmu. Szok i skok w bok, marihuana i piwko na lekarstwo. Ej ludziki - wy sie nadajecie z calym swym durnym egoistycznym pokoleniem na przemial i na kompost.
      • ateofi Re: Mity macierzyństwa 22.02.11, 07:25
        facet123 napisał:
        > Ja obserwuję w ogóle głębszy problem z tym związany. Nie tylko mecierzyństwo jest mitologizowane, ale też małżeństwo. Naiwni ludzie wierzą w to, że małżeństwo to zwieńczenie romatycznej miłości, a rodzicielstwo to wyłącznie przyjemny okres który z usmiechem przejdą, bo przecież wszyscy w około mają dzieci. Tymczasem czasy zmieniły się na tyle, że tych ludzi czeka szok - w małżeństwie nie układa się tak dobrze jak podczas narzeczeństwa (gdy mieszkali w akademiku, albo on mieszkał z rodzicami), a ogrom stresu i pracy zwiazany z opieką nad małym dzieckiem nie pomaga. W efekcie zaczyna działać standardowy psychologiczny mechanizm obronny - wyparcie. Urobione po łokcie mamy przyklejają uśmiech i nawet same przed sobą nie przyznają, że marzą o chwili wytchnienia bez dziecka. Zasilają tym samym szeregi tych które szerzą farmazony na temat bezwarunkowego szczęścia jakie daje rodzicielstwo.
        Na sczęście są kobiety które stać na szczerość. >
        -------------
        Ja widzę coś wręcz przeciwnego do romantyzmu. Obecnie przeciętny wiek zawierania małżeństw to 29 lat. Coraz więcej też związków nieformalnych bo tak wygodniej i łatwiej odejść jak coś się nie układa, zamiast razem stawić czoła problemom. Ludzie stają się bardziej egoistyczni i łasi na pieniądze i dobra konsumpcyjne a jednocześnie wielu na nic nie stać. Z mieszkaniami jest kłopot, kredyt spłaca się większość dorosłego życia a sytuacja zawodowa wielu osób jest niepewna przec co oboje rodzice muszą pracować, zeby się utrzymać. Mam też wrażenie, że to pokolenie jest mniej poważne i bardzo delikatne psychicznie, byle kłopot i jest płacz. Wielu mlodych ludzi jest przerażająco niezaradnych, ale to kwestia złego wychowajnia z domu. Jakimi rodzicami będą takie osoby? A i polityka anty-rodzinna państwa wręcz zniechęca do posiadania dzieci, bo jest np. za mało żłobków, ja płacę 1200 PLN w prywatnym "Baby Klubie", ale wielu rodzin nie stać na taki wydatek. Jak dziecko się rozchoruje np. na zapalenie to już widzę,jak szef da Ci zwolnienie na 3 tygodnie, bo tyle trwa leczenie tej choroby. do tego jeszcze niepewność, co do emerytury. my z mężem sobie odkładamy, żeby na starość kamieni nie jeść, ale znowu wiele rodzin nie ma z czeo oszczędzać. Więc to wszystko nie jest dość skomplikowane.
        • facet123 Re: Mity macierzyństwa 22.02.11, 09:00
          > Ja widzę coś wręcz przeciwnego do romantyzmu ...
          > Ludzie stają się bardziej egoistyczni i łasi na pieniądze i dobra konsumpcyjne

          Tak, ale jedno drugiego nie wyklucza. Z jednej strony ludzie są bardziej świadomi swoich praw, roszczeniowo nastawieni do życia i oczekujący jakiejś formy samorealizacji (nie uważam tego za wadę). To dlatego w chwili w małżeństwie coś nie gra zamiast tkwić w nim poprostu się rozwodzą.
          A drugiej strony ciągle wierzą (wmiawia się im), że małżeństwo i posiadanie dzieci to norma której niesposób się wyrzec. Kultura masowa promuje sielankowy obraz rodziny.
          Kiedyś te małżeńskie nieporozumienia były takie same, ale presja kulturowa preciwko rozwodom była tak mocna, że ludzie byli zmuszeni do tego żeby jakoś nauczyć się koegzystować (co też nie było zawsze dobre).

          Tak czy inaczej średnio to wygląda.

          • jael53 Re: Mity macierzyństwa 22.02.11, 18:56
            I nie zapominajmy, że: a) przez stulecia małżeństwo było imprezą niezwykle poważną, której nikt nie zostawiał samym młodym. Nie od rzeczy będzie sobie przypomnieć, jak ten problem rozwiązała Miss Austen: chcąc pokazać "miłość romantyczną", uczyniła Darcy'ego człowiekiem w pełni niezależnym. Tzn. usunęła z horyzontu sprawę arcydrażliwą: starszych krewnych w linii męskiej. Co to znaczy? Ano, przekonał się choćby Szczęsny Potocki, gdy się ożenił samowolnie: papa kazał synową uprowadzić i rozwiązać problem definitywnie. Tedy Gertrudę z Komorowskich Potocką (ciężarną zresztą) utopiono.

            Istniał też stary, szacowny obyczaj dyskretnego przymykania oczu na "słabostki" małżeńskie. Jeśli już był kontyngent legalnych potomków, to małżonkowie zaczynali prowadzić życie odrębne.
            Zdarzało się też, że ta niezależność istniała od początku: o pewnej polskiej damie, z czcią zresztą nazywanej Matką Spartanką, powszechnie mówiono (bez obrazy czy potępienia), że każde z kilkanaściorga swoich dzieci ma z innym amantem, a żadnego ze ślubnym mężem.

            Zresztą, w tych dawniejszych, zacnych czasach swobodnie przyjmowano zjawiska, które dopiero drobnych mieszczuchów zaczęły burzyć. Swoistą sławą cieszył się syn naturalny (tj. nieślubny) wielkiego Henryka Nawarskiego. O Henryku III. nie wspominając. Mme de Tencin otwarcie przyznawała się do romansu ze swoim bratem (kardynałem zresztą)... I co krok to "nieobyczajność" wszelaka.
            To Rewolucja wprowadziła rygor obyczajowy, właściwy dotąd tylko stanom zależnym. Zaś Romantyzm dokonał reszty.
            • jael53 Re: Zagadka obyczajowa 22.02.11, 19:22
              Dla wszystkich miłośników tradycji, wzdychających do dawnych, dobrych czasów:

              1. Co oznacza powiedzenie "panna będzie rutę siać"?

              2. Dlaczego naokoło domów wiejskich skrzętnie siano malwy i pilnowano, żeby było trochę malwy czarnej?

              3. Dlaczego zbieranie sporyszu było tradycyjnym zajęciem kobiet niezamężnych?
            • tigertiger Re: Mity macierzyństwa 22.02.11, 20:41
              Brawo Bravisimo:)
          • ateofi Re: Mity macierzyństwa 24.02.11, 16:05
            >Tak, ale jedno drugiego nie wyklucza. Z jednej strony ludzie są bardziej świadomi swoich praw, roszczeniowo nastawieni do życia i oczekujący jakiejś formy samorealizacji (nie uważam tego za wadę). To dlatego w chwili w małżeństwie coś nie gra zamiast tkwić w nim poprostu się rozwodzą.>
            ----
    • jmichalska24 Re: Mity macierzyństwa 23.02.11, 16:47
      Ja muszę przyznać szczerze, że zgadzam się z Marią Kuncewiczową, która powiedziała, że żadna kobieta nie rodzi się do tego, by być matką. To, że jesteśmy kobietami, wcale nie znaczy, że każda z nas jest stworzona od razu do roli matki, że będzie kochała swoje dziecko. To straszne, ale prawdziwe, po co się okłamywać. Nie każdy musi chcieć mieć dziecko przecież.
      • jael53 Re: Mity macierzyństwa 24.02.11, 11:36
        Kto jednak trudzi się i czyta Kuncewiczową? Kto w ogóle trudzi się, żeby wiedzieć, na jakim świecie żyje... tzw. kompetencje kulturowe (zdolność orientowania się we własnej tradycji, chociażby) są coraz bardziej mikre - wypierają je gotowce ideologiczne.
    • ania-bell Re: Mity macierzyństwa 24.02.11, 20:05
      Jestem matką 3 dzieci więc powiedzmy, że mam pewne doświadczenie w temacie i Ja myslę tak:
      1. ciąża to stan błogosławiony - to bardzo przyjemny stan, szczególnie gdy masz kochającego partnera (męża), który we wszystkim Ci pomaga i troszczy się o Ciebie niemal jak o księżniczkę.

      2. badania prenatalne są po to aby usunąć dziecko- wszyscy przechodzą przez badania prenatalne, zwykłe usg do nich należy i tu się z tobą zgadzam

      3.poród to piękne przeżycie- no może nie takie piękne ale nie najgorsze, w sumie lepiej rodzić naturalnie, po cesarce czułam się okropnie, po naturalnym dość dobrze.

      4. tak cudownie jest karmić piersią- jest rewelacyjnie, szczególnie latem na powietrzu a jak dziecko ssa pierś to aż miło się robi; nawał pokarmu to normalna kolej rzeczy tak jak np. miesiączka.

      5. okres gdy dziecko jest niemowlakiem jest najpiekniejszy- kto ma starsze dzieci to wie, że ten okres jest najpiękniejszy; dziecko malutkie jest cudowne, jak zaczyna gaworzyć, pierwszy raz się uśmiechnie, nawet jak płacze to jest urocze a jak powie pierwszy raz mama to aż na sercu miło i tak radośnie.

      6 matki chcą siedzieć w domu z dzieckiem- ja uwielbiałam siedzieć z dziećmi w domu a codzienne spacery były super czy to lato, czy zima.

      Tak więc nie do końca zgodzę się z Twoimi pogladami ale każda matka jest inna i inaczej przeżywa swoje macierzyństwo.
Pełna wersja