jael53
16.02.11, 11:16
O długim trwaniu mówią francuscy historycy z kręgu F. Braudela - psują tym sposobem schludny "podział na epoki", wskazując na zjawiska, które sobie pełzają przez stulecia; i choć niespieszne, bywają nad wyraz żywotne.
Jednym z takich zjawisk jest właściwy kulturze zachodniej (w znakomitej większości jej odmian) sposób traktowania człowieka. Jeśli spojrzeć w rozmaite wiekowe szpargały, zagrzebać się w różne "mądrości ludowe" czy w "skamieliny językowe", to można zauważyć, że "człowiek" to nie jest "istota biologiczna". Ba - że jego początek biologiczny nie ma większego znaczenia dla określania "wartości człowieka". Wyznacznikiem tej wartości jest to, co się nazywa "statusem symbolicznym".
Dowody? A, proszę. Z czymkolwiek z zakresu historii prawa europejskiego miałam do czynienia, we wszystkim pojawiały się kategorie "właściwego" i "niewłaściwego" urodzenia. Przy tym nie chodzi tu o zróżnicowania stanowe - oj, nie... Wyznacznikiem "właściwości" urodzenia było pozostawanie rodzicielki w małżeństwie, czyli akt symboliczny.
Urodzenie "niewłaściwe" zasługiwało zawsze na jakiś rodzaj kary (dla rodzicielki) i napiętnowania oraz wykluczenia (dla urodzonego).
Ale i samo "właściwe" urodzenie jeszcze nie było tożsame z pojawieniem się "nowego człowieka". Aktem "uczłowieczenia" był dopiero chrzest - to stąd i w prawie kanonicznym, i w wielu prawach lokalnych drobiazgowe regulacje, co jest dozwolone (niekiedy: nakazane), gdy istnieje obawa, że dziecko nie urodzi się żywe.
Z długim trwaniem tego sposobu wartościowania człowieczeństwa zetknęłam się jeszcze osobiście, mniej więcej ćwierć wieku temu. Rzecz działa się blisko Krakowa - na wiejskim cmentarzu trafiłam na wielkie wzburzenie. Jego animatorkami były niewiasty raczej dojrzałe, choć nie stare. A powodem wzburzenia był "jawny bezwstyd". Jawny bezwstyd miał postać nagrobka w kwaterze dzieci; na nagrobku była data - ten sam dzień narodzin i zgonu.
Poruszenie skutkowało spostrzeżeniami o "bezwstydnikach", którzy "ważyli się niechrzczonego trupa zawlec na poświęconą ziemię". Co bardziej energiczne (możliwe, że również prawowierne) parafianki określały pochowane dziecko mianem "ścierwa"; i przewidywały "sodomegomorę, kiedyza trochę to i psa tu zagrzebią".
Lewaczki? Feministki? Wolne żarty... toż to były podpory parafii: kółko różańcowe. A rok był 1985, piękny październik. Tak wtedy były "umeblowane" głowy nabożnych niewiast, które swoje już w życiu widziały. Skądś im się to "umeblowanie" wzięło - i raczej nie z samodzielnej lektury.
Pomna tego wszystkiego, nader sceptycznie traktuję wszelkie "radykalne zwroty w nauczaniu"; i nie mniej sceptycznie ich rzetelność. Znacznie bardziej wobec tego interesuje mnie "reguła ukryta", w ten zwrot radykalny wkomponowana.