O co dziś walczą kobiety?

18.02.11, 17:02
Jak pisze włoska publicystka Anna Masera, „dość gorzko przyznać, że w roku 2011 włoskie kobiety wychodzą na ulice tylko po to, by przypomnieć, że poza ciałem mają jeszcze umysł, podczas gdy w bardziej cywilizowanych krajach walczą o urlopy ojcowskie, lepszą opiekę przedszkolną i progresywne prawo adopcyjne”. A tymczasem w Polsce 6 maca rusza 12 warszawak Manifa. Polki manifestowac będą przeciwko drastycznym nierównościom ekonomicznym, o to, że blisko 40% polskiego społeczeństwa pracuje za grosze, a 2 miliony Polaków i Polek żyje poniżej progu ubóstwa. Czyli przeciwko bezrobociu, łamaniu prawa pracy i „elastycznej” formy zatrudnienia. Oczywiśćie sprawa dotyczy wszytkich Polaków jednak w sposb szczególnie dratyczny kobiet. No zapewne i w tych hasłach mizoginiści doszukają sie przejawów nienawiści do męższczyn:)
    • nihil-istka Chccecie byc traktowane powaznie? 18.02.11, 17:14
      Feministki, idzcie szerokim frontem z klasa robotnicza i zwiazkami zawodowymi w walce o podwyzszenie pracy minimalnej dla wszystkich i przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi.
      Te swoje groteskowe, majtkowe manify to dla cyrku zostawcie.
    • berta-live Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 17:57
      A co to ma wspólnego z feminizmem? Gospodarka, zarówno włoska jak i polska, leży i kwiczy. I ani myśli się podnieść. To we Włoszech mamy największy odsetek bezrobotnych wśród osób w wieku 18-26 lat, to tam ludzie mieszkają z rodzicami do 40 albo i dłużej. Ale z drugiej strony to właśnie we Włoszech różnica pomiędzy zarobkami mężczyzn i kobiet jest najmniejsza. Podobnie jak i w Grecji. Generalnie im bardziej na południe, tym różnice mniejsze. Prawdopodobnie właśnie z powodu tej wielopokoleniowości rodzin i bezrobocia. Skoro młodzi mieszkają z rodzicami, to ma się kto zajmować domem i dziećmi, więc ci, którzy decydują się na zarabianie pieniędzy są w 100% zaangażowanymi w pracę pracownikami.
      • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 18:06
        > A co to ma wspólnego z feminizmem?
        cytuje za organizatorkami:
        "Te zjawiska w sposób szczególny dotykają kobiet – ponieważ to głównie one zatrudniane są w sklepach wielkopowierzchniowych, w ochronie zdrowia bądź jako tzw. personel pomocniczy na uczelniach czy w urzędach. W przypadku kobiet brak stałej umowy o pracę utrudnia czy wręcz uniemożliwia decyzję o tym, czy i kiedy mieć dziecko.
        To kobiety mają kolejne „etaty”, czyli pracę w domu i pracę opiekuńczą – niestety, za pracę na tych „etatach” nie dostają wynagrodzenia, ten czas nie wlicza się też do emerytury, o czym nie wspomina się w kontekście reformy emerytalnej. Często pracę zawodową kobiet traktuje się wręcz jak służbę, wyceniając ją haniebnie nisko i odmawiając im prawa do zabezpieczeń socjalnych, a także prawa do protestu."
        W czasach powszechnego kryzysu dla kobiet Polska nie jest "zieloną", lecz "czarną wyspą".

        www.feminoteka.pl/news.php?readmore=7415
        • berta-live Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 18:34
          Ale to też nie jest wina systemu prawnego, na który organizacje feministyczne chcą wpłynąć swoimi manifestacjami, że kobiety są tak naprawdę najsłabiej wykwalifikowaną warstwą społeczeństwa i nikt nie chce ich zatrudnić na jakimś lepszym stanowisku niż kasa w hipermarkecie.

          To nawet nie jest sytuacja ekonomiczna, że pracodawcy coś się nie opłaca. Jak pracownik jest dobry, to dużo się opłaca. Opłaca się dawać mu więcej urlopu, mniej godzin pracy, elastyczne formy zatrudnienia, większe pensje i cokolwiek co ten sobie zażyczy, byle by nie odszedł do konkurencji.
          Nawet w tych niedobrych USA, menedżerki wyższych szczebli mają zorganizowane pokoje laktacyjne i dodatkowe półgodzinne przerwy w pracy, na odciągnięcie pokarmu. pracodawca opłaca też kuriera, który zawozi odciągnięte mleko do domu, w którym czeka niania z dzieckiem. Pensje też mają takie, że stać je na nianie. I to zapewne 24-godzinne, bo skoro ma być rano wydolna w pracy, to nie może w nocy do dziecka wstawać. Takich przywilejów z całą pewnością nie mają sprzedawczynie w hipermarketach.

          I żaden przepis nie broni żadnej kobiecie uczyć się i zdobywać kwalifikacje, takie żeby być wartościowym pracownikiem dla pracodawców. Natomiast bronią tego normy społeczne i mentalność, która nadal jest patriarchalna i średniowieczna. I to tutaj powinny feministki uderzać a nie w polityków i przepisy, bo ich zmiana nic nie da.
          • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 18:44
            oczywiście, że główną bariera jest zjawisko szklanego sufitu albo jak ktow woli grząskiej podłogi, nie mniej w cywilizowanycm kraju wszytko reguluje się prawnie i trudno by o takie rozwiązania nei postulować.
          • tully.makker Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 19:10
            że kobiety są tak naprawdę najsłabiej wykwal
            > ifikowaną warstwą społeczeństwa i nikt nie chce ich zatrudnić na jakimś lepszym
            > stanowisku niż kasa w hipermarkecie.

            Akurat w polsce kobiety sa lepiej wyksztalcone od mezczyzn, lepiej znaja jezyki obce i czesciej niz mezczyzni sie doksztalcaja. Za to w dzisiejszym metrze znalazlam kwiatek - praca na kasie jest tak ciezka, ze bezrobotni byli gornicy rzucali ja po jednym dniu - powiedzial pan zwiazkowiec. No ale gdzie gornik nie daje rady, tak da rade niedoksztalcona kobieta, moze dlatego, ze ma imperatyw wykarnmienia dzieci, w przeciwienstwie do bezrobotnego gornika, ktory zawsze moze sie skuc na kreche i spucic slubej i dzieciom wpie... jakby im przeszkadzalo, ze nie maja co jesc.
          • e_wok Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 21:23
            berta-live napisała:

            kobiety są tak naprawdę najsłabiej wykwal
            > ifikowaną warstwą społeczeństwa i nikt nie chce ich zatrudnić na jakimś lepszym
            > stanowisku niż kasa w hipermarkecie.
            >
            Proponuje przemyslec to zdanie ponownie. Nie zaszkodzi tez zapoznac sie z pojeciem "warstwa spoleczna". Rozumiem, ze pozostalymi warstwami sa: mezczyzni, dzieci, mlodziez szkolna oraz transseksualisci...?
            • kocia_noga Re: O co dziś walczą kobiety? 19.02.11, 13:02
              e_wok napisała:


              E_wok!!! Cuda się dzieją!!
      • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 18:25
        We Włoszech , gdzie pracuje mniej kobiet, wskaźniki są niższe 4,9 %, a u naszych sąsiadów w Słowenii - 8,5 procenta. W Niemczech gdzie zatrudnionych kobiet jest zdecydowanie więcej, różnice sięgają 23 %, a we Francji 17. Dysproporcje dotyczą nie tylko krajów, ale także różnych sektorów biznesu - np. londyńskich bankach kobiety zarabiają 40 % mniej od swoich kolegów. Wielka Brytania ma jeden z największych wskaźników dysproporcji w całej UE 22%. Z biegeim czasu dysproporcje wcale nie maleją, przeciwnie w Niemczech w 2006 roku różnica wynosiła 22,7%. Te dysproporcje w dużej mierze można tłumaczyć faktem, że kobiety często pracują na pół etatu (mają wszak jeden etat w domu) oraz faktem, że pracują w sektorze publicznym, w którym są mniejsze zarobki. W Wielkiej Brytanii 50 procent kobiet zajmuje nisko płatne stanowiska na pół etatu - często poniżej swoich kwalifikacji. Na dobrze płatnych stanowiskach np. w sektorze przemysłowym zatrudnia się głównie mężczyzn. Pracodawcy najczęściej tłumaczą dysproporcje w zarobkach kobiety i mężczyźni o takich samych kwalifikacjach i o takim samym zakresie obowiązków w tej samej firmie, ze to rodzaj rekompensaty dla firmy za okres potencjalnego urlopu macierzyńskiego albo zwolnień branych na opiekę nad dziećmi. Teoretycznie rozbieżność płac między kobietami a mężczyznami wykonującymi te same obowiązki to dyskryminacja, zabroniona prawem UE oraz poszczególnych krajów członkowskich. Jednak w poszczególnych przypadkach trudno ją udowodnić, gdyż umowy często zawierają klauzulę poufności dotyczącą wysokości zarobków.


        • berta-live Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 18:40
          Z tymi dysproporcjami to jeszcze jeden problem. Macierzyństwem, zwolnieniami lekarskimi itp, to można tłumaczyć dysproporcje wśród młodych osób, na najniższych stanowiskach. Natomiast absurdem jest twierdzenie, że jakaś kobieta po menopauzie, na dyrektorskim stanowisku zarabia mniej od swoich kolegów dyrektorów, dlatego, żeby pracodawcy zrekompensować ewentualny urlop macierzyński. A tak się dziwnie składa, że im wyższe stanowisko, tym ta dysproporcja większa. I jeszcze im wyższe stanowisko, tym pracownik bardziej posunięty w latach.
          • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 18.02.11, 19:10
            Toż kobiety sa dyskryminowane w pracy nei tylko ze względu na płeć, ale i wiek. Dotyczy to i młodych kobiet i staszych. Podczas procesu rekrutacji, pracodawcy mają tendencję do dyskryminacji młodych kobiet, zwłaszcza w wieku rozrodczym, ze względu na potencjalne urlopu maciezyńskie itd. Zreszto z podobnych powodów pracodawcy uzasadniają niechęć do inwestowania w w szkolenia swoich młodych pracownic. Ponadto pracodawca obawia się, że gdy pracownica zaciąży i jest na etacie to jego firma zobowiazna jest udzielać świadczeń macierzyńskich. Starsze kobiety też są dyskryminowane. Istnieje przekonanie, że starsze kobiety są mniej elastyczne ze względu na aspekty związane z rodziną i dziećmi.
            Pracę najciężej znaleźć młodym mamom i kobietom powyżej 50-tki.


            Z publikacji: Diagnoza sytuacji kobiet na rynku pracy w Polsce. System aktywizacji zawodowej kobiet - „Kobieta pracująca” wynika, że:

            „Współczynnik aktywności zawodowej kobiet w Polsce, podobnie jak w innych krajach, jest niższy niż współczynnik aktywności zawodowej mężczyzn. W roku 2005 wynosił on odpowiednio 47,7% dla kobiet i 62,8% dla mężczyzn. (…) Zarówno kobiety aktywne zawodowo jak i bezrobotne legitymizują się lepszym wykształceniem niż mężczyźni. Kobiety ze średnim i wyższym wykształceniem stanowiły 61,3% ogółu pracujących kobiet, podczas gdy 43,2% pracujących mężczyzn miało dyplom maturalny lub ukończenia studiów wyższych. Siedmiu na dziesięciu bezrobotnych mężczyzn, w porównaniu z co drugą kobietą, miało wykształcenie zawodowe lub niższe. Mimo to długotrwałe bezrobocie w większym stopniu było udziałem kobiet niż mężczyzn. Większe natężenie bezrobocia dotyczyło także kobiet-absolwentek (40,2%) w porównaniu z mężczyznami-absolwentami (38,8%). Kobiety częściej zasilały szeregi bezrobotnych z powodu zwolnienia z pracy niż mężczyźni.”



            Wiecej: www.eioba.pl/a130388/kobieta_na_polskim_rynku_pracy#ixzz1EKqxeEev
            • nihil-istka feministki pacholki kapitalistow. 18.02.11, 23:18
              Tak naprawde feministki sa w sluzbie kapitalistow jako dywersantki interesow ludzi pracy .
              Bo ich nie boli wyzysk ludzi pracy przez pracodawcow w Polsce - one sa zainteresowane w ROWNOSCI W NEDZY . Mezczyzni i kobiety ROWNO maja z glodu zdychac.
              A kapitalistyczne hieny z radosci rece zacieraja na te miliony matek-niewolnic wypychanych przez feministki na sztucznie zatloczony rynek pracy.
              • e_wok Re: feministki pacholki kapitalistow. 19.02.11, 21:01
                Optymistycznie zakladajac, ze powyzszy wpis to nie trollizm - czy moge prosic o przyklad dowolnej manifestacji, petycji, wiecu, odezwy, ulotki, wzmianki w necie zawierajacej haslo w stylu "zadamy nizszej placy dla wszystkich"?
                Niech to nawet bedzie nieoficjalne "jedna pani drugiej pani", uwierze na slowo.

                Nawiasem mowiac nie przeszkadzaja ci chocby gornicy, ktorzy za pomoca plyt chodnikowych domagaja sie, by wszystkim bylo gorzej byle tylko im bylo lepiej?
    • jmichalska24 Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 16:53
      Nie wiem, czy w pełni zgadzam się z dzisiejszymi feministkami. Czasami wydaje mi się, że ich walka mija się z celem. Na przykład nie rozumiem tego dążenia do parytetu, a po co to komu. Ja osobiście nie chciałabym mieć narzuconych kandydatów. Lepiej walczmy o dostęp do wiedzy o zdrowiu, o własną seksualność, o prawo do aborcji itp.
      • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 17:12

        U nas wciąż się uważa, że parytety to jakaś feministyczna, lewicowa fanaberia, podczas gdy w wielu krajach Europy to już sprawa tak oczywista, jak prawa wyborcze kobiet, czy dostęp do edukacji.
        Parytety to rozwiązanie przejściowe. Trzy, cztery kadencje wystarczą, by w kraju całkowicie zmieniła się kultura polityczna, myślenie kobiet i priorytety. Bo teraz jest tak, że ustawa o żłobkach i przedszkolach leży w sejmie już 4 rok . Za to ustawę hazardową dało się przepchnąć w 48 godzin. Sejm z dużą reprezentacją kobiet działała inaczej niż gdy w jego składzie kobiet jest nie wiele. Aby cokolwiek się zmeiniało na żecz kobiet , kobiety same musza o swoje sprawy zabiegać i dla tego ich silna reperzentacja jest pożadana w sejmie.


        • triss_merigold6 Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 17:18
          Ustawa żłobkowa dziś została podpisana przez prezydenta.
          Parytety mi lotto, jako podatnika bardziej interesuje mnie zmiana systemu podatkowego (możliwość rozliczania się z dziećmi i partnerem razem, czyli 2 dochody na 4 osoby); dostępność publicznego żłobka i przedszkola (to gminy); przyjęcie rozwiązań na wzór PACS.
          • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 17:33
            W polskim parlamencie znajduje się 80% mężczyzn (w Senacie 92%), toteż nic dziwnego, że to męskie zainteresowania określają, na co ma iść strumień pieniędzy z budżetu. Pieniądze idą więc np. na Euro 2012, a nie na politykę socjalną. Obecnie sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują posłów. Jak pokazuje doświadczenie norweskie, wystarczy przełamać magiczną ilość 35% kobiet w parlamencie, aby marginalizowane dotąd kwestie kobiece zaczęły należeć do głównego nurtu problemów politycznych. A to jest w interesie wszystkich obywateli.
            www.stowarzyszeniekongreskobiet.pl/parytety.html
            • triss_merigold6 Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 18:11
              Jestem całkowicie przeciwna pomocy socjalnej w obecnym wydaniu, ponieważ to wspieranie roszczeniowych pasożytów. Jeśli polityka socjalna miałaby nadal iść w tym kierunku to sorry, wolę radykalny liberalizm, minimum państwa i kto sobie nie poradzi niech - brutalnie mówiąc - zdycha. Państwo powinno wspierać podatników, a nie biorców z systemu.
              O ile pamiętam to dość wysoki odsetek kobiet posłanek miało np. LPR, nijak nie przekładało sie to na kwestie o których piszesz, wręcz przeciwnie.
              • nihil-istka kazdy slaby - niech zdycha , mowi feministka 23.02.11, 18:38
                No prosze jaka ta tris humanistka - kazdy kto sobie nie radzi niech zdycha.
                NIech zdychaja sieroty, chorzy przewlekle, niech zychaja samotne matki, niech zdychaja niewidomi i inwalidzi. A moze profilkatycznie wsadzmy feministki pokroju tris do domu wariatow - dopoki nie jest za pozno
                • triss_merigold6 Dlaczego feministka? 23.02.11, 18:44
                  Przestałam się deklarować jako feministka jakis czas temu. Jestem wykorzystywanym podatnikiem wk.... na fatalną dystrybucję pomocy społecznej i przywileje branżowe finansowane z moich podatków (KRUS, górnicy). I z tego powodu zmierzam ku pozycjom skrajnie liberalnym, wręcz darwinistycznym.
                  Parytet nie podniesie automatycznie poziomu IQ w parlamencie.
                  • tigertiger Re: Dlaczego feministka? 23.02.11, 19:45
                    Femistyczne działaczki mają poglądy socialliberalne czyli głoszące wolność światopoglądowo-obyczajową przy jednoczesnym zachowaniu pewnego stopnia interwencjonizmu państwowego w mechanizmy wolnego rynku (aby dać zabezpieczenie socjalne najbiedniejszym) oraz dopuszczeniu możliwości posiadania przez państwo przedsiębiorstw użyteczności publicznej.
                    • triss_merigold6 Re: Dlaczego feministka? 23.02.11, 20:01
                      O ile doczytałam to feminizm ma różne oblicza, od Dworkin po Badinter więc nie generalizuj.
                      • tigertiger Re: Dlaczego feministka? 23.02.11, 20:19
                        ależ ja mówie o realiach Polskich. Przewazajaca cześć organizacji feministycznych głosi socjialdemokratyczne lub socjialliberalne poglady. Środa Bochniarz, Szczuka, Dunin, Graf. Oczywiscie, ze feminizm ma wiel oblicz. Trudno rozmawiać o poszczególnych ruchach na całym świecie, zaweźmy wiec do Polski bo ani Ty ani ja tak naprawde ogólnoświatowych realiów tak dobrze nie znamy. Skoro twierdzisz, ze identywikowałś sie jeszcze jakis czas temu z feminizmem, nie wiadomo gdybys żyła nie w Polsce a np w Szwecji czy miałabys problem z płaceniem podatków na rzecz socjalu, skoro pozimo twojego życia był by zadawalający i stać by cię było na płacenie dużych podatków czy w takich realich nei pozostałabyś wierna takze feministycznje ideologi.
                  • nihil-istka Dlaczego feministka tris to darwina zwierze? 23.02.11, 21:11
                    Biurwa tris narzeka , ze placi podatek ze swych 2 tysiecznych zarobkow? A odebrac darwinistycznej biurwie NFZ, Emeryture, Policje i Staz pozarna - zworcic jej te 300 zlotych podatku i wykopac poza nawias spoleczenstwa cywilizowanego .
      • kkkkota Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 18:05
        Lepiej walczmy o dostęp do wiedzy o zdrowiu, o własną seksualność, o prawo do aborcji itp.
      • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 23.02.11, 18:40
        W radach i komisjach mających wpływ na polską naukę zasiada w Polsce obecnie tylko 7 proc. kobiet. Jesteśmy pod tym względem na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej.Nie ma też podobnych planów wobec władz instytucji naukowych.
        • jael53 Re: O co dziś walczą kobiety? 24.02.11, 11:29
          To są akurat instytucje skrajnie zachowawcze.(Zresztą, chciałabym wreszcie doczekać w Polsce jakichś innych...). Długo by opowiadać, jak wygląda lobbing wyborczy w tych instytucjach. Parytet, choć potrzebny, nie jest panaceum; mnie zgroza ogarnia, gdy pomyślę, że część parytetowa wszystkich list zostanie "zagospodarowana" osobami w guście pań jak nie Sobeckiej, to Radziszewskiej...
          • kocia_noga Re: O co dziś walczą kobiety? 24.02.11, 13:25
            jael53 napisała:

            > To są akurat instytucje skrajnie zachowawcze.(Zresztą, chciałabym wreszcie docz
            > ekać w Polsce jakichś innych...). Długo by opowiadać, jak wygląda lobbing wybor
            > czy w tych instytucjach. Parytet, choć potrzebny, nie jest panaceum; mnie zgroz
            > a ogarnia, gdy pomyślę, że część parytetowa wszystkich list zostanie "zagospoda
            > rowana" osobami w guście pań jak nie Sobeckiej, to Radziszewskiej...

            A czym się Sobecka czy Radzia różni od męskich odpowiedników, orłów-sokołów?
            Tym, że jak ich będzie więcej, to większe prawdopodobieństwo, że pomijając standardową sejmową głupotę, zajmą się żłobkami, szkolnictwem, sprawami społecznymi zamiast budowaniem stadionów. Nawet jest nadzieja, ze złodziejstwa przy tym będzie mniej, niż przy wyprowadzaniu budżetowych pieniędzy na męskie potrzeby.
          • tigertiger Re: O co dziś walczą kobiety? 24.02.11, 14:28
            A ja z kolei liczę, że parytety doprowadzą do weryfikacji swoich partyjnych szeregów przez ich liderów i liczę, ze czas najwyszy zmienic coś w tych szergach, bo kompetencji tam nie wiele puki co i nie to się liczyło do tej pory. Kiedy ząś wprowadza się coś tak rewolucyjnego i kontrowersyjnego jak parytety to odpowiedzialnosć jest większa bo wystawiona na opinei mediów i społeczną wiec liczę, ze dobór kandydatek na listy będzie drobiazgowo zweryfikowany. To nie jest kwestia tego, że kompetentnych i wykfalifikowanych kobeit w pariach nie ma, sa tylko zasilają tyły, a kolesiostwo nei daję im wiekszych szans by znalezy się w pierwszych szeregach.
Pełna wersja