tigertiger
24.02.11, 18:46
Sonia Bochosiewicz: Uważam się za feministkę, ale jak najdalej od stereotypu. Bo u nas ciągle funkcjonuje idiotyczne przekonanie, że feministka nie goli pach, chodzi w butach na płaskim obcasie, ma męską fryzurę, jara szlugi, nie pije drinków, tylko czystą wódę itd. To bzdety. Niesprawiedliwie, idiotyczne. Dla mnie feminizm oznacza spór ideologiczny, konieczność wyrównania praw kobiet i mężczyzn. Nie mamy po równo, w wielu dziedzinach. Piastując te same stanowiska co faceci, zarabiamy mniej. Do tego panuje dosyć powszechne przekonanie, że mężczyzna jest od zarabiania pieniędzy, a kobieta od siedzenia w domu – sprzątania, gotowania, prania itd.
(..)mam "feministyczny" dom. Mąż robi zakupy, ja się tym nie zajmuję. Nie dlatego, że tak sobie wymyśliliśmy, ale kiedy całymi tygodniami nie ma mnie w domu, bo pracuję w filmie, podział ról jest nieodzowny
Mądra zdolna aktorka ostanio otwżyła restauracje sushi w Warszawie, trudno jej zaprzeczyć wdzięku i kobiecościć. I co ważneijsze nie boi się nazywać siebie feministką.
film.onet.pl/wiadomosci/publikacje/wywiady/sonia-bohosiewicz-nie-myle-zycia-zkinem,4,4190811,wiadomosc.html