outskywalker
25.02.11, 11:09
Ostatnio w Tok.fm-ie, którego nie posądzałabym o taką linię, słyszałam wypowiedź w tonie, który naprawdę mnie wkurzył. Pewna Pani z pewnej Fundacji (zajmującej się, jak rzekła, działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju dzieci), z upodobaniem wygłaszała tezę, że jeśli tylko zwiększymy poziom dobrobytu i dostępność dóbr konsumpcyjnych, polskie kobiety i w ogóle młodzi ludzie bardziej ochoczo poczną (!) się zabierać do zwiększania populacji naszego kraju.
Wskazywała przy tym również bardzo chętnie na prorodzinne (?) zamiary legislacyjne obecnego rządu (sprawa żłobków, etc.).
Co sądzicie o takim spłycaniu tematu? Czy nie warto by było uświadomić nie tylko tej Pani, ale również rządzącym, że skuteczna polityka prorodzinna to bynajmniej nie taka, która sprowadza kobiety do roli inkubatorów, które muszą być wysoko opłacane, by działały poprawnie? Czy nie pora wreszcie by wskazać, że mamy również inne priorytety niż rodzenie oraz horyzonty szersze, niż konsumpcja?
Pozdrawiam serdecznie.