faceci to opierdzielacze

28.04.04, 09:45
właśnie siedzę w pracy i patrzę jak mój kolega walczy ze swoją częścią
roboty, którą podzieliliśmy się tydzień temu (po połowie żeby nie było
wątpliwości). mi to zajęło pół dnia, jemu już zajmuje tydzień i nie wiadomo
kiedy skończy. ale po drodze była kawka, papierosek, pogawędki z innymi i
rzecz jasna internet. na to był czas, a ważne papiery leżą dalej na biurku.
dotychczas pracowałam tylko z babkami więc nie wiem jak to jest. Powiedzcie:
czy mam pecha i trafiłam na opierdzielacza, czy faceci to z reguły
opierdzielacze i jak pracują z babą to zawsze chcą z niej zrobić jelenia do
roboty? ja lubię swoją pracę więc wbijam zęby w stół, żeby się nie wyrywać z
pomocą, bo zaraz się okaże, że to mój obowiązek. No dajcie jakąś radę.
    • obrotowy moze? 28.04.04, 12:58
      nie pasujesz mu erotycznie?
      albo on Tobie nie pasuje?
      i zamiast zwalic sie na Ciebie
      zwala na Ciebie tylko papierowa robote?

      a powaznie.
      jezyka nie masz?
      • pinup Re: moze? 28.04.04, 13:47
        pewnie, że mam. ale mam też wybujałe poczucie obowiązku i w pale mi się nie
        mieści ,że można tak jak on. no i mama z papą mnie tak wychowali, że to dla
        mnie żenada zwracać komuś uwagę na to żeby się wziął do roboty. sam to powinien
        wiedzieć nie? a tacy jak im coś powiesz to zaraz obraza i darcie pyska, że nie
        jesteś ich przełożonym. cholera. no nic. może jest reformowalny? a robota jest
        spoko. popracować można i poobijać się. żyć nie umierać, ale przecież jakieś
        proporcje trzeba zachować.
    • pora_relaksu Re: faceci to opierdzielacze 28.04.04, 17:47
      Ja to mam w wydaniu x 4. Zostają po pracy - a roboty jakoś nie ubywa. Po drodze
      narada (tzn. piwko), spotkanie (gadki o ich podbojach erotycznych), papierosek
      (nawet 2). ITD. Po podsumowaniu efektów pracy wyszło, że ja zrobiłam dwa razy
      więcej. A przy dzieleniu pieniędzy - ja nic oni tak - bo mają rodziny. A ja to
      co nie mam???
      Oni są z marsa i nigdy nam do pięt nie dorosną.
Pełna wersja