O co nie walczą feministki?

03.03.11, 10:06
Czyli zarzut pod Waszym adresem. Czy to prawda, że deklarujecie walke o prawa mężczyzn, czyli rzeczywiste równouprawnienie, a walki owej nie realizujecie skupiając się tylko na wycinku problematyki dyskryminacyjnej?
    • nihil-istka Feministki nie walcza o najwazniejsze 03.03.11, 11:13
      Feministki NIE walcza o najwazniejsze rzeczy.
      NIE wlacza o sprawiedliwosc spoleczna.
      NIE walcza o wolnosc wyboru dla kobiet, zmuszajac je wszystkie do zarobkowej harowki
      NIE walcza o prawa matek i dzieci.
      • lady.baba Re: Feministki nie walcza o najwazniejsze 03.03.11, 18:40
        Obowiązek pracy został zniesiony jeszcze w czasach PRL-u. Stalinizm się skończył, jakby ktoś nie zauważył.
    • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 11:23
      No, przecież masz odpowiedź w komentarzach na blogu, przy czym zachwyt teściowej IMO po części spowodowany był tym, że spódnice są tradycyjnym męskim strojem i naogół facetom w nich jest bardzo do twarzy, po części tym, że doceniła twoją ODWAGĘ - trzeba być odważnym żeby chodzić na manify jeszcze kilka lat temu i żeby zakładać kilt obecnie, a po części tym, że mężczyzna w stroju uznanym za kobiecy faktycznie pokazuje, że się tym nie zniża, że to mu nie uwłacza. Jestem w wieku twojej teściowej i takbym to czuła mniej więcej.
      Co do pretensji pod adresem kobiet, że dresują, kodują itp, to dziwne; w końcu żyjemy w świecie, gdzie męskie znaczy wyższe i lepsze a nie wszystkich stać na analizę i dystans, większość ulega systemowi bezmyślnie - i dotyczy to i kobiet i meżczyzn.
      • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 11:49
        > po części tym, że doceniła twoją
        > ODWAGĘ

        To nie mój wpis i nie moja teściowa.

        > Co do pretensji pod adresem kobiet, że dresują, kodują itp, to dziwne; w końcu
        > żyjemy w świecie,

        Dlatego też nie podzielam tego poglądu.

        A wrzuciłem to jako podstawę do dalszej owocnej dyskusji, bo uważam, że tak dyskryminacja kobiet np. w dziedzinie zarobków, jak i dyskryminacja mężczyzn w dziedzinie ubioru mają dokładnie to samo źródło.
        • jael53 Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:11
          Owszem. To wspólne źródło nazywa się sztywnością poznawczą - i nikomu dobrze nie robi. Społeczności trwale preferujące tę postawę "ustawiają się" w roli materiału do badań etnologicznych.
          • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:20
            Imo liberalizacja wymagan spolecznych co do meskich strojow bedzie wtornym skutkiem rownouprawnienia. Tyle, ze ani my, ani strike pewnie tego nie dozyjemy.
            • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:28
              > Imo liberalizacja wymagan spolecznych co do meskich strojow bedzie wtornym skut
              > kiem rownouprawnienia.

              A powinna być jednym z podstawowych celów równouprawnienia. Bo problem jest ważny, dotyczy prewencji chorób nowotworowych m.in.

              > Tyle, ze ani my, ani strike pewnie tego nie dozyjemy.

              Przy podejściu prezentowanym przez współczesne społeczeństwo, w tym tych, którym powinno na tym zależeć (a niektórzy i niektóre poparcie deklarują) możesz, niestety mieć rację. Dlatego właśnie postanowiłem forumowo działać agresywnie, żeby wyzwalanie nas z tej tyranii przyspieszyć.
              • jael53 Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:36
                Wesprę Cię całkowitą prywatą: widok Seana Connery'ego w galowej wersji tradycyjnego męskiego stroju sprawił kiedyś, że wielu panów bym w takiej gali chciała zobaczyć. Pomyślałam też, że niejeden sam siebie winien tak zobaczyć - niezły sposób na kompleksy.

              • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 19:33
                strikemaster napisał:

                > A powinna być jednym z podstawowych celów równouprawnienia. Bo problem jest waż
                > ny, dotyczy prewencji chorób nowotworowych m.in.

                To propaguj to i walcz o to. O co cho?
                • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:48
                  > To propaguj to i walcz o to.

                  Więc propaguję i walczę.
              • easz Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 23:46
                strikemaster napisał:

                > Bo problem jest ważny, dotyczy prewencji chorób nowotworowych m.in.

                To mam pytanie, na serio. Czy takie obcisłe dżinsy, właściwie coś pomiędzy dźinsami a legginsami, tregginsy to są chyba? (ale bardziej dżinsy) czy takie coś jest aż tak szkodliwe? Nie mówię o jakimś noszeniu non stop, ale czasem - naprawdę to jest takie niebezpieczne? Przez chłopaka rzecz jasna.

                > Dlatego właśnie postanowiłem forumowo działać agresywnie, żeby wyzwalanie nas z tej tyranii przyspieszyć.

                To nieskuteczne a wobec tego to, że to nie fair tym bardziej się rzuca w oczy, nie ma celu, który by uświęcił środek;) Mierzysz nie do tych, co trzeba. Co to niby da? Dobrego?
                • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:56
                  easz napisała:

                  > strikemaster napisał:
                  >
                  > > Bo problem jest ważny, dotyczy prewencji chorób nowotworowych m.in.
                  >
                  > To mam pytanie, na serio. Czy takie obcisłe dżinsy,
                  według tego co wiem, obcisła odzież bardzo źle wpływa na stan męskich narządów rozrodczych, a dodatkowo, wraz z niewłaściwymi pozycjami przy siedzeniu, jest czynnikiem powodującym nowotwory prostaty. Najwłaściwszym byłoby siedzenie po turecku, z szeroko rozstawionymi udami, wystarczyłoby tak siadać w miejscach niepublicznych po kilka godzin dziennie, żeby zwiększyc szanse. Na choroby stercza zapada mnóstwo - nie pamiętam ile, a teraz nie chce mi się szperać, ale coś ponad 60% mężczyzn w wieku 50+.
                  W zasadzie zapobieganie nie wymaga ani nakładów finansowych, ani niczego bardzo trudnego - tylko zmiany paru zwyczajów.
                  • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:11
                    kocia_noga napisała:

                    No ok, ale tak czasem, wyjściowo, czy coś? To chyba nie problem, zwłaszca jak się potem zadba o wyrównanie przewietrzając.
                    A rajtuzy pod spodnie na mrozy, takie jak ostatnio?

                    Kiedyś nosili takie spodnie z woreczkami na przyrodzenie oddzielnie, może to było wcale niezłe rozwiązanie przy spodniach;)
                    • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:16
                      easz napisała:

                      > kocia_noga napisała:
                      >
                      > No ok, ale tak czasem, wyjściowo, czy coś? To chyba nie problem,


                      chyba nie, bez przesady.
                  • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:29
                    > według tego co wiem, obcisła odzież bardzo źle wpływa na stan męskich narządów
                    > rozrodczych, a dodatkowo, wraz z niewłaściwymi pozycjami przy siedzeniu, jest c
                    > zynnikiem powodującym nowotwory prostaty

                    Tu głównym czynnikiem jest przegrzanie jąder, nie sam ucisk. Jak pisałem, ucisk powoduje dodatkowo niedokrwienie.

                    > Najwłaściwszym byłoby siedzenie po tu
                    > recku, z szeroko rozstawionymi udami, wystarczyłoby tak siadać w miejscach nie
                    > publicznych po kilka godzin dziennie, żeby zwiększyc szanse.

                    Najwłaściwszym rozwiązaniem jest kilt, nie trzeba wtedy godzinami siedzieć po turecku, a efekt terapeutyczny znacznie większy.
                • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:15
                  > To mam pytanie, na serio. Czy takie obcisłe dżinsy, właściwie coś pomiędzy dźin
                  > sami a legginsami, tregginsy to są chyba? (ale bardziej dżinsy) czy takie coś j
                  > est aż tak szkodliwe?

                  Kazde spodnie dla mężczyzny w dłuższym okresie czasu są szkodliwe ze względu na przegrzewanie jąder, o którym pisałem. W wersji obcisłej dochodzi jeszcze problem niedokrwienia skutkujacy pogorszeniem erekcji. Przy czym założenie raz na jakiś czas nie spowoduje żadnych widocznych problemów, ważne żeby nie przesadzać. Nie opracowano jak dotąd zadenych tebelek z dopuszczlaną częstotliwością noszenia, więc każdy musi sobie jakoś określić "na oko".

                  > To nieskuteczne a wobec tego to, że to nie fair tym bardziej się rzuca w oczy,
                  > nie ma celu, który by uświęcił środek;) Mierzysz nie do tych, co trzeba. Co to
                  > niby da?

                  Nie atakuję na oślep, do tego używam argumentów, więc rezultaty są już widoczne. Pewnie dużo lepszy efekt by był, gdyby nas było więcej, ale działam sam i muszę zastępować całą armię.
            • leszlong Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:18
              @bene:
              A może liberalizacja oczekiwań kulturowych co do męskich strojów wspomoże proces równouprawnienia kobiet? Pokaże, że coś co jest zarezerwowane dla kobiet, nie jest uwłaczające dla mężczyzn.
              • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 19:34
                Mozliwe. To kiedy organizujecie Spódnifę?
                • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 20:04
                  Najlepszy dostępny termoin to 15 maja.
                  • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 21:14
                    Ale ogranizujecie? Bo powazna impreze to trzeba co najmniej pol roku szykowac.
                    • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 21:16
                      Najpierw muszą znaleźć się chętni, co może dłuzej niż pół roku potrwać, dlatego w tym roku chyba nie wyjdzie, ale w 2012 powinno się udać.
                      • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 23:24
                        Pierwsza Manife organizowalo kilka osob, wszystkich uczestniczek bylo 20.
                        • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:27
                          20 to zwięcej niż 2. A to nie jedyna różnica, feministkami się wtedy nikt nie interesował, bo wydarzenie uważano za niepoważne, mężczyzna w spódnicy dla niektórych jest poważnym zagrożeniem, nawet jak jest tylko jeden. Dlatego trzeba uważać, zeby nikt nie wziął tej manify za paradę gejów ani transwestytów.
                          • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:06
                            strikemaster napisał:

                            > 20 to zwięcej niż 2. A to nie jedyna różnica, feministkami się wtedy nikt nie i
                            > nteresował, bo wydarzenie uważano za niepoważne, mężczyzna w spódnicy dla niekt
                            > órych jest poważnym zagrożeniem, nawet jak jest tylko jeden. Dlatego trzeba uwa
                            > żać, zeby nikt nie wziął tej manify za paradę gejów ani transwestytów.

                            Hehe, weź sobie poczytaj wpisy Drogich Panów w wątku który wylądował na głównej - strach, poczucie zagrożenia, ataki. W zeszłym roku manifę w Krakowie przyszła zwalczać grupa MW, a w grupę manifową wszedł jakiś starszy koleś z nieprofesjonalną kamerą, którą zbliżał do twarzy uczestników i uczestniczek wydając złowrogi chichot - wyglądał na emocjonalnie mocno podjaranego, taki misiu w realu.
                            Jeśli nie jesteś gotowy na znoszenie wyzwisk, gróźb, ataków słownych, obraźliwych gestów, wyśmiewania itp objawów strachu, to sobie odpuść do czasu, gdy się odważysz. Nie ma tak, że sobie znajdziesz zaraz odpowiednio liczną grupę, bo jak się boisz, to nawet kilkaset osób stanowić będzie na dużym placu żałosny widok
                          • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:47
                            Wiec od noszenia spodni tysiace, jesli nie miliony mezczyzn co roku umieraja w bolach, a cokolwiek zrobic z tym chcą dwie osoby? Istotnie, widze tu pewien problem.
                            • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:10
                              > Wiec od noszenia spodni tysiace, jesli nie miliony mezczyzn co roku umieraja w
                              > bolach, a cokolwiek zrobic z tym chcą dwie osoby?

                              Trzy i nawet jacyś dziennikarze, będzie nas z czasem wiecej, szczególnie biorąc pod uwagę, co się dzieje na stronach anglojęzycznych. Obecnie mamy znacznie większe możliwości, niż sufrażystki w XIXw.
                              • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 15:38
                                A wlasciwie o czym jest ten watek, bo nie rozumiem?
                                • strikemaster Fajne 04.03.11, 18:13
                                  dwa dni intensywnie dyskutujesz nie wiedząc, o czym jest dyskusja? :)
                                  • bene_gesserit Re: Fajne 05.03.11, 01:31
                                    Myslalam, ze wiem: ze mamy sie wytlumaczyc z tego, ze nie walczymy o spodnice dla facetow, co mi sie stanowczo nie podobalo.
                                    • strikemaster Re: Fajne 05.03.11, 09:24
                                      > Myslalam, ze wiem: ze mamy sie wytlumaczyc z tego, ze nie walczymy o spodnice d
                                      > la facetow,

                                      Na prawdę poczułaś wewnętrzna potrzebę tlumaczenia sie?
                                      A poważniej, to kontynuacja dyskusji o stereotypach płci, które uderzają nie tylko w kobiety, w mężczyzn uderzają nawet bardziej, chociaż to uderzenie jest mniej widoczne. Przy okazji można podyskutować, kto i w jaki sposób z tymi stereotypami powinien walczyć.
                                      • bene_gesserit Re: Fajne 05.03.11, 14:43
                                        Naprawde nie poczulam takiej potrzeby - raczej irytacje, ze po raz piecset piecdziesiaty piaty ktos probuje feminizm wrobic w wyjasnienia, czemu nie zajmuje sie zlem calego swiata tego, bo 'ja nie mam zdolnosci organizatorskich, a wy podobno walczycie o rownouprawnienie, to zajmijcie sie moim'.

                                        Nie ma co dyskutowac, tylko nalezy zakasac rekawki i robic :)
                                        • strikemaster Re: Fajne 06.03.11, 09:40
                                          > bo 'ja nie mam zdolnosci organizatorskich,

                                          Tego nigdzie nie napisałem.

                                          > a wy pod
                                          > obno walczycie o rownouprawnienie, to zajmijcie sie moim'.

                                          Skoro już wspomniałaś, czym różni sie róenouprawnienie kobiet od równouprawnienia płci?

                                          > Nie ma co dyskutowac, tylko nalezy zakasac rekawki i robic :)

                                          To tez zakasałem kilka dni po tym, jak odkryłem, że facet, czyli ja też może w spódniczce.
                                          • nihil-istka Belgia i Hiszpania czyli parytetowy syf 06.03.11, 17:01
                                            No i co wprowadzenie parytetow zmienilo w Belgii i w Hiszpanii? Absolutnie NIC na lepsze.
                                            Belgia nie ma rzadu od roku a Hiszpania 40% bezrobocia wsrod mlodych ludzi i chaos gospodarczy. Kobiety w polityce sa bezuzyteczne. Chodzilo tylko kilkadziesiat wysoko platnych synekur dla zawodowych hohsztaplerek i oszustek
    • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 11:54
      Powaznie myslisz, ze jest jeden feminizm, ktory - jak sie zadeklaruje - to powinno sie go z tego rozliczac? Ze jeden czy pietnascie glosow moze mowic w imieniu calej feministycznej rzeszy? Itd. Biedny maluma wiele razy pisal o meskiej krzywdzie w formie zarzutu - ze o nia nie walczymy, a przeciez powinnysmy, he he he
      • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:11
        > Powaznie myslisz, ze jest jeden feminizm,

        Nie.

        > Ze jeden czy pietnascie glosow moze mowic w imieni
        > u calej feministycznej rzeszy?

        Nie.

        > zywdzie w formie zarzutu - ze o nia nie walczymy, a przeciez powinnysmy

        W tej konkretnej sprawie mamy wspólnego wroga.
        • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:19
          Pierdyliard razy slyszalam na roznych forach, ze kobiety - wszystkie/prawdziwe/normalne kobiety - nie zycza sobie zdobyczy feminizmu (wszystkich albo wybranych) ew nie zycza sobie, zeby feminizm przemawial w ich imieniu.

          Juz widze, co by sie na nasze boguducha winne glowy posypalo, jesli zaczelybysmy walczyc o prawa do damskich ubran dla mezczyzn. Chca nas glupie baby wykastrowac, wlasnych problemow idiotki nie macie, gdybym ja mial wasze zmartiwenia to bylbym szczesliwy, powariowalyscie do reszty...

          Nie mowiac o tym, ze jest wiele problemow swiatowych i lokalnych, ktore mnie bola i obchodza, ale ktorymi z braku czasu, pieniedzy albo lenistwa i tchorzostwa sie nie zajmuje. Niby dlaczego mialabym robic akurat tu wyjatek, to nie rozumiem.
          • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:24
            > Pierdyliard razy slyszalam na roznych forach, ze kobiety - wszystkie/prawdziwe/
            > normalne kobiety - nie zycza sobie zdobyczy feminizmu (wszystkich albo wybranyc
            > h) ew nie zycza sobie, zeby feminizm przemawial w ich imieniu.

            I uwierzyłaś, że kobiety chca zrezygnować z prawa do świadczenia pracy, praw wyborczych itp.?

            > Juz widze, co by sie na nasze boguducha winne glowy posypalo, jesli zaczelybysm
            > y walczyc o prawa do damskich ubran dla mezczyzn.

            A co, gdybys zaczęła walczyć o prawa do męskich ubrań dla mężczyzn, bo w damskich musimy chodzić na codzień z opłakaznymi skutkami dla naszego zdrowia?

            > Nie mowiac o tym, ze jest wiele problemow swiatowych i lokalnych, ktore mnie bo
            > la i obchodza, ale ktorymi z braku czasu, pieniedzy albo lenistwa i tchorzostwa
            > sie nie zajmuje.

            Myslisz, ze przyjęcie "męskiego" stylu życia przez kobiety zwalczy stereotyp, że wszystko, co kobiece jest gordsze i niepoważne?
            • jael53 Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 12:32
              strikemaster napisał:
              >
              > I uwierzyłaś, że kobiety chca zrezygnować z prawa do świadczenia pracy, praw wy
              > borczych itp.?

              Kobiety (podobno) "nie życzą sobie feminizmu", ponieważ (najczęściej) nie mają bladego pojęcia, że prawo do edukacji, prawa wyborcze, prawo do pracy oraz do własnego konta bankowego to są skutki feminizmu. Ba, mnóstwo ludzi nie ma bladego pojęcia, że wszystko to są prawa nader świeże.
              >
              • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 15:10
                A jesli sie im to uswiadomi, to te zdobycze nazywaja 'osiagnieciami emancypantek, od ktorych obecnym lewaczkom-feministkom wara' i obrazaja sie za pomysl na parytety albo na walke z seksizmem w mediach.

                Z moich kontaktow z takimi osobami wynikalo, ze sa to ograniczone intelektualnie przedstawicielki gett klasy sredniej, ktore jakostam sie w zyciu urzadzily i w zwiazku z tym uznaly, ze caly swiat przestal miec problemy.
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 08:48
                  bene_gesserit napisała:

                  > A jesli sie im to uswiadomi, to te zdobycze nazywaja 'osiagnieciami emancypante
                  > k, od ktorych obecnym lewaczkom-feministkom wara' i obrazaja sie za pomysl na p
                  > arytety albo na walke z seksizmem w mediach.
                  >
                  > Z moich kontaktow z takimi osobami wynikalo, ze sa to ograniczone intelektualni
                  > e przedstawicielki gett klasy sredniej, ktore jakostam sie w zyciu urzadzily i
                  > w zwiazku z tym uznaly, ze caly swiat przestal miec problemy.

                  Jestem przeciwko parytetom z innych powodów, niż podajesz.

                  Napisałam o tym w komentarzu pod omawianą notką. Wklejam tutaj:

                  Feministki np. często mówią, że parytety (w polityce, w zarządach firm) będą oddziaływały dobrym przykładem - kobiety zobaczą, że kobieta może być dyrektorem i sama zacznie być bardziej ambitna. Czyli też liczą na pedagogikę dobrego przykładu.

                  Moim zdaniem naprawdę dobry przykład daje osoba, która robi coś z własnego poczucia siły. W tym sensie parytety nie będą generowały dobrych przykładów, bo kobiety na stanowiskach, mające niby świecić przykładem, nie znajdują się tam o własnych siłach, lecz na mocy przywileju.


                  W linkowanym tutaj artykule piszą, że kobiety nie wybierają ambitniejszych ścieżek kariery, bo mają inne priorytety. Następnie z tego wyciągany jest wniosek, aby wprowadzić parytety. Jest to wniosek fałszywy. Przecież właśnie o to chodzi, że kobiety nie rezygnują z karier dlatego, że nie mają dobrych wzorów, ani dlatego że ktoś im przeszkadza. One rezygnują, bo dla nich ważniejsze jest np. zostać w domu z dzieckiem. Pojawienie się większej ilości kobiet-dyrektorek z parytetowego nadania nie zmieni nastawienia kobiet, które dyrektorkami po prostu nie chcą być.

                  Więc, podsumowując, pomysł z parytetami jest podwójnie nietrafiony:

                  1. Odpowiada na nieistniejące potrzeby. Trzeba coś zrobić, żeby kobiety czuły potrzebę zajmować kierownicze stanowiska. Gdy natomiast mają większą potrzebę robić inne rzeczy, to parytet tej potrzeby nie wygeneruje.

                  2. Daje przykład, ale zły przykład. Osoby mające świecić przykładem jawią się jako nie w pełni sprawne. Na swoje stanowiska musiały dostać się na mocy przywileju, a nie dzięki własnym kompetencjom.
                  • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:04
                    te co maja inne piorytety to je maja i nikt ich nie nakładnia aby to zmieniały, te co mają zaś i chęć i ambicje oraz stosowne kwalifikacje są dykryminowane ze względu na płeć, a nie ich indywidualne nastawienie czy brak kompetencji, dlatego parytety zostały wprowadzone min. A o tym, że kobiety są dyskryminowane zawodowo czy w polityce jak rownież, że na stanowiskach pojawiaja się czesto męzcyzni za sprawą układów i kolesiostwa czyli na zasadach preferncyjnych już nie wspominasz. Bo udowodnienie takich sprawa jest trudne, ale świadomość tych jest coraz większa.
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:15
                      igertiger napisała:

                      > te co maja inne piorytety to je maja i nikt ich nie nakładnia aby to zmieniały,
                      > te co mają zaś i chęć i ambicje oraz stosowne kwalifikacje są dykryminowane z
                      > e względu na płeć, a nie ich indywidualne nastawienie czy brak kompetencji, dla
                      > tego parytety zostały wprowadzone min.

                      A zatem przyznajesz mi rację, że parytety nie pomogą kobietom, które same mają inne plany życiowe. Doskonale.

                      Więc teraz ci przypomnę, bo chyba nie doczytałaś, że artykuł, o którym wciąż mówię, jest właśnie o tym, iż w Wielkiej Brytanii kobiety głównie same mają inne priorytety, a nie są dyskryminowane. I że Brytyjczycy mimo to wyciągają wniosek, iż trzeba wprowadzić parytety. Czyli nawet ty przyznajesz, że Brytyjczycy nie mają racji.

                      Nota bene, niedawno było bardzo podobne badanie w Stanach Zjednoczonych i dotyczyło obecności naukowczyń w fizyce. Wyniki: W USA w fizyce recenzenci, pracodawcy ani grantodawcy NIE dyskryminują kobiet. Natomiast kobiety same wybierają mniej ambitne ścieżki kariery.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:20
                        > Nota bene, niedawno było bardzo podobne badanie w Stanach Zjednoczonych i [url=
                        > www.nature.com/news/2011/110207/full/470153a.html]dotyczyło obecności na
                        > ukowczyń w fizyce[/url]. Wyniki: W USA w fizyce recenzenci, pracodawcy ani gran
                        > todawcy NIE dyskryminują kobiet. Natomiast kobiety same wybierają mniej ambitne
                        > ścieżki kariery.

                        Co ciekawe, pomimo że w Stanach wdrażane są rozmaite programy antydyskryminacyjne, a w Polsce nie, to statystyki liczby kobiet w polskiej i amerykańskiej nauce są uderzająco podobne:

                        Profesorowie fizyki:
                        US - 10% kobiet, PL - 9.73% kobiet, (Niemcy - 4%, Dania - 2%!!!)

                        Doktorzy medycyny:
                        US - 50%, PL - 45%

                        Moim zdaniem to może świadczyć o dwóch rzeczach: Albo USA startowały z bardziej patriarchalnej pozycji, albo programy antydyskryminacyjne nie działają. Trudno mi powiedzieć, która możliwość jest bardziej prawdopodobna, bo na obie byłabym w stanie znaleźć argumenty.
                        • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 06.03.11, 06:27
                          Nie wiem czym sobie zasłużyłam na takie wyróżnienie jak "nawet ty":)
                          Więc odwzajemniam się
                          Nawet Ty musiałaś słyszeć o zjawisku "szklany sufit" lub "grząska podłoga" oraz o dyskryminacji kobiet w pracy. To oznacza, że równych szans kobiety w polityce, nauce, marketingu nie mają, aby to zmienić wprowadzono parytety. Parytety to rozwiązanie przejściowe, sposób na uzdrowienie chorej sytuacji. Przykłady gdzie Parytety funkcjonują z powodzeniem można zaobserwować m.in. w Niemczech, Belgii, Hiszpanii . Na przykładach chociażby tych państw (w których dziś już parytety nie budzą żadnych wątpliwości i są tak oczywiste jak prawa wyborcze dla kobiet) okazuje się, że 3-4 kadencje wystarczą, aby w kraju całkowicie zmieniła się kultura polityczna, myślenie kobiet i priorytety.

                          Ponad 40 państw zapisało w konstytucjach lub ustawach obowiązek umieszczania kobiet na listach wyborczych, 50 kolejnych pozostawiło decyzję partiom, które samodzielnie zobowiązują się do zapewnienia obu płciom odpowiedniej liczby miejsc na listach. W Unii Europejskiej odgórne przepisy wprowadziły Francja, Belgia, Portugalia, Słowenia i Hiszpania.

                          Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/analizy/300027,1,parytety-w-polityce.read#ixzz1FnIcFMen





                      • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:16

                        1 - każdy jeden kraj, to inna specyfika (nie wchodząc w szczegóły i mimo wszystko),
                        2 - a nie można by było połączyć sił - np. parytetów i własnej pracy -> jedno zweryfikuje drugie, rzeczywiście wyrówna w miarę szanse a zdopinguje k i m gdzie trzeba, bo to podziała na dwie mańki, wpuści powietrze do konserwy. Owszem, to jest eksperyment na żywym organizmie i jest ryzyko, ale imo warto spróbować. Jak tak się 'rozglądam', to warto, naprawdę.
                        • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:25
                          easz napisała:

                          >
                          > 1 - każdy jeden kraj, to inna specyfika (nie wchodząc w szczegóły i mimo wszyst
                          > ko),
                          > 2 - a nie można by było połączyć sił - np. parytetów i własnej pracy -> jed
                          > no zweryfikuje drugie, rzeczywiście wyrówna w miarę szanse a zdopinguje k i m g
                          > dzie trzeba, bo to podziała na dwie mańki, wpuści powietrze do konserwy. Owszem
                          > , to jest eksperyment na żywym organizmie i jest ryzyko, ale imo warto spróbowa
                          > ć. Jak tak się 'rozglądam', to warto, naprawdę.
                          >

                          Ależ eksperyment już trwa od paru lat i znamy efekty.
                          Co zaś do tradycyjnych wyborów kariery, to od zezwolenia na głosowanie i posiadanie własnego konta w banku minęło w skali w jakiej zachodzą zmiany mentalne i zwyczajowe w społeczeństwie, bardzo mało czasu.
                          Myślę, że za jakieś 15-20 lat kobeity będą parły na dostęp do władzy, bo już mają inne wzorce w bajkach, filmach, książkach dla dzieci i żywych przykładach. A wtedy nie będą musiały staczać krwawych bojów z klikami Drogich Panów, bo znajdzie się dla nich miejsce.
                          Najwyższy czas. Już nie mogę oglądac w lokalnej TV gromadki facetów zadowolonych, że kolejne miliony poszły na stadion, wypłaty dla graczy, trenerów, mecze sponsorowane, budowę kasyna itp bo WSZYSCY tego chcieli.
                          • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:56
                            Otoz to, otoz to.
                            Jedenascie lat temu wawska Manifa byla wyszydzana i zgromadzila 20 uczestniczek. A dzis mamy kilka tysiecy uczestniczek, dwa Kongresy Kobiet i przepchnieta ustawe kwotowa. Ale nadal to jest kwestia pokolenia co najmniej.
                          • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:44
                            kocia_noga napisała:

                            To ja chyba napiszę jakie mi się wątpliwości przyplątały tymczasem.
                            Coraz częściej zastanawiam się, czy to coś da, czy rzeczywiście zmieni się na lepsze coś cokolwiek, kiedy będzie więcej, nawet 50% wstępnie kobiet na stołkach. Bo właśnie, to się zwykle kończy na stołku i siedzeniu. Pal sześć tych, co i tak to robią, choć mnie to wq, ale większa szkoda tych, co teraz działają, skutecznie, choć pod górę i pod wiatr, ale będą chciały i chcą dokonać więcej i wreszcie, czy się dopchają - a to zwykle jest długotrwałe, jeśli w ogóle dochodzi do tego i skutkuje czymś, co miała np. Jaruga wg mnie - "robieniem bokami", zmęczeniem materiału, wypaleniem, frustracją, osłabieniem i gorszym działaniem, czy nawet dzięki parytetom - zchamieją z niektórymi leperami obok, boję się:/

                            Nie, nie chcę zakazywać i narzucać czegoś jakiejkolwiek kobiecie wg moich strachów i widzimisiów, po prostu mam takie obawy i są coraz silniejsze, mimo że unikam ostatnio serwisów informacyjnych itp.
                            Trzeba by się naprawdę mocno zaprzeć w swoim, uodpornić, zjednoczyć. I i tak będzie ostro, dlatego nie rozumiem też, jak np. Anuszka i inni przeciwnicy parytetów mogą uważać, że to już wszystko - parytecik a potem laba.
                            • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 15:40
                              Taka mloda i taka zgorzkniala.
                              Nie sadze, aby parytet przyniosl jakas raptowna rewolucje. Ale zmiane klimatu - takze kultury politycznej - owszem. A to juz duzo jak na nasz grajdol. I sie nam kurna nalezy.
                              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 17:29
                                bene_gesserit napisała:

                                > Taka mloda i taka zgorzkniala.
                                > Nie sadze, aby parytet przyniosl jakas raptowna rewolucje. Ale zmiane klimatu -
                                > takze kultury politycznej - owszem. A to juz duzo jak na nasz grajdol. I sie n
                                > am kurna nalezy.

                                W latach 90. XX wieku rosyjski pseudonaukowiec Akimow naciągnął rząd Rosji na milionową dotację do jego wynalazku, "generatora pól torsyjnych". Mianowicie obiecał w cudowny sposób oczyścić wody zatoki Gelendżyk z zanieczyszczeń przemysłowych. Operacja oczyszczenia zatoki powiodła się znakomicie. Sekret polegał na tym, że porównywano analizy z 1990 roku, czyli krótko przed tym, gdy zamknięto odprowadzanie ścieków do zatoki - i siedem lat później, gdy ścieków już dawno tam nie wpuszczano. Sukces! Wynalazek działa!! ;-)

                                To bardzo sprytne podejście: Ogłaszamy wielkie reformy (np. parytet), ale nie zakładamy żadnych konkretnych efektów tych reform. Zmiana klimatu jest czymś niemierzalnym i może równie dobrze nastąpić z innych przyczyn, niż wasza reforma, ale zawsze macie możliwość się pod nią podczepić i powiedzieć, że to dzięki wam.
                                • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 01:33
                                  Po pierwsze - bez histerii, dokonana zmiana jest kosmetyczna, nie wiaze sie z zadnymi kosztami, pomijac koszty mechanicznego wprowadzenia ustawy.
                                  Po drugie - mamy w naszym kregu kulturowym podobne, a nawet bardziej zaawansowane zmiany, poczynione juz jakis czas temu, wiec pomyslow na oczekiwane rezultaty nie wydlubujemy sobie z noskow.
                                  • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 09:39
                                    bene_gesserit napisała:

                                    > Po pierwsze - bez histerii, dokonana zmiana jest kosmetyczna, nie wiaze sie z z
                                    > adnymi kosztami, pomijac koszty mechanicznego wprowadzenia ustawy.
                                    > Po drugie - mamy w naszym kregu kulturowym podobne, a nawet bardziej zaawansowa
                                    > ne zmiany, poczynione juz jakis czas temu, wiec pomyslow na oczekiwane rezultat
                                    > y nie wydlubujemy sobie z noskow.

                                    Bo ja mam nieodparte wrażenie, że protestują te NAPRAWDĘ ambitne, te lepsze od innych, co tylko dlatego, że są wybitne, coś osiągnęły i nie chcą, żeby je mieszać z jakimiś gorszymi babami, coto ktoś im ułatwił.
                                    >
                                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:36
                                      > Bo ja mam nieodparte wrażenie, że protestują te NAPRAWDĘ ambitne, te lepsze od
                                      > innych, co tylko dlatego, że są wybitne, coś osiągnęły i nie chcą, żeby je mie
                                      > szać z jakimiś gorszymi babami, coto ktoś im ułatwił.

                                      A to też. Dziwię się, że się dziwisz.
                                      To tak jakbyś się dziwiła, że prawdziwi docenci, którzy habilitacje zrobili własną ciężką pracą, nie byli zadowoleni z pojawienia się docentów marcowych.

                                      :-)))
                                    • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:45
                                      No tak, to jest znane, acz niezbadane zjawisko pt 'ja i chlopaki end nołbody els, wiec wypad z tymi parytetami'.
                                    • easz Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 17:54
                                      kocia_noga napisała:

                                      > Bo ja mam nieodparte wrażenie, że protestują te NAPRAWDĘ ambitne, te lepsze od
                                      > innych, co tylko dlatego, że są wybitne, coś osiągnęły i nie chcą, żeby je mie
                                      > szać z jakimiś gorszymi babami, coto ktoś im ułatwił.

                                      Wg mnie tak nie jest. Te najlepsze nie mają czasu na pierdoły, ale też nawet na ważne społecznie rzeczy. Może potem, bliżej emerytury?
                                      Protestują imo średniaki - owszem, w bólach i pod górę zaharowały na to co mają, niejednokrotnie musiały się pewnie nie tylko brać po feministycznemu za bary z wrogiem takim, czy innym, także patriarchalnym, nieraz musiały dać du py z uśmiechem na ustach aż nie mogły potem w lustro spojrzeć, zajęły jakąś wywalczoną w bitce do utraty wszelkich sił niszę -> a resztę sobie dośpiewajmy.
                                      Jestem w stanie to zrozumieć, niestety.
                                      • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 17:57
                                        easz napisała:

                                        to była ironia.
                                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:44
                                    bene_gesserit napisała:

                                    > Po pierwsze - bez histerii, dokonana zmiana jest kosmetyczna,

                                    Ergo nawet nie przewidujecie, żeby miała jakieś efekty? ;-)

                                    > nie wiaze sie z z
                                    > adnymi kosztami, pomijac koszty mechanicznego wprowadzenia ustawy.

                                    Ja nie o kosztach mówię.

                                    > Po drugie - mamy w naszym kregu kulturowym podobne, a nawet bardziej zaawansowa
                                    > ne zmiany, poczynione juz jakis czas temu, wiec pomyslow na oczekiwane rezultat
                                    > y nie wydlubujemy sobie z noskow.

                                    Tak, np. punkty za pochodzenie za komuny, sędziowie i prokuratorzy z awansu społecznego w latach 50... ;-) Pomóż mi i podaj jeszcze jakieś przykłady przywilejów prowadzących do awansu określonych grup społecznych.

                                    No chyba że masz na myśli same przemiany kulturowe, liberalizację obyczajów, zmianę myślenia o kobietach. Bo jeśli tak, to dokładnie o tym mówię - bez parytetów też kobiety dojdą do władzy, ale jak wprowadzicie parytety, to będziecie mogły przypisywać sobie zasługę, że to niby dzięki wam.
                                    • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:47
                                      Ergo partytety mialy by znacznie bardziej dramatyczne efekty niz te zenujące kwoty.

                                      > Tak, np. punkty za pochodzenie za komuny, sędziowie i prokuratorzy z awansu spo
                                      > łecznego w latach 50... ;-) Pomóż mi i podaj jeszcze jakieś przykłady przywilej
                                      > ów prowadzących do awansu określonych grup społecznych.

                                      O, prawo Godwina w wydaniu polskim, czyli porownywanie do komuny. Ziew

                                      > Bo jeśli tak, to dokładnie o tym mówię - bez parytet
                                      > ów też kobiety dojdą do władzy,

                                      Witaj jutrzenko swobody i zefirze zmian. Nie wiem jak ty, ale ja skonczylam juz 10 lat, a chcialabym tych zmian dozyc.
                                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:12

                                        > O, prawo Godwina w wydaniu polskim, czyli porownywanie do komuny. Ziew

                                        To miało mi zamknąć usta?

                                        Może spróbuj mi wytłumaczyć, dlaczego argument z historii Polski z lat 1945-89 nie jest dla ciebie argumentem? Bo ja nie widzę powodu, żeby był gorszy od innych.
                                    • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 06.03.11, 06:51
                                      anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
                                      bez parytetów też kobiety dojdą do władzy, ale jak wprowadzicie parytety, to będziecie moły przypisywać sobie zasługę, że to niby dzięki wam.

                                      Tak zajdą tyle ze zajmie to ok 70 lat jak w Skandynawii. Dzięki jakim "wam"? forumowiczkom? Parytety nie wymyśliły polskie feministki, natomiast parytety w Polsce zawdzięczamy bezwzględnie Kongresowi Kobiet, który to w grudniu 2009 roku złożył do Sejmu obywatelski projekt ustawy parytetowej podpisany przez ponad 150 tysięcy Polek i Polaków.

                                      > Tak, np. punkty za pochodzenie za komuny, sędziowie i prokuratorzy z awansu spo
                                      > łecznego w latach 50... ;-) Pomóż mi i podaj jeszcze jakieś przykłady przywilej
                                      > ów prowadzących do awansu określonych grup społecznych.
                                      Na całym świecie stosuje się kwoty i parytety, jeśli chce się wpierać grupy i jednostki, nie z własnej winy znajdujące się w gorszym położeniu lub też niemające pewnych umiejętności (co nie znaczy kompetencji), np. politycznych, które inne grupy nabyły bez problemu, uczestnicząc w tradycją usankcjonowanych praktykach rządzenia. Wspiera się też ojców, którzy po rozwodzie mają co prawda równe prawa do zajmowania się dziećmi, ale nie mogą ich wyegzekwować, bo nie potrafią przebić się przez usankcjonowane tradycją przekonania, że najlepszą (i jedyną) opiekunką jest matka.

                                      Więcej... wyborcza.pl/1,80322,6800042,Kto_rzadzi_swiatem_.html#ixzz1FnPHwGIh
                                • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 06.03.11, 06:36
                                  Kraje skandynawskie doszły do niemal idealnej równowagi w reprezentacji płci poprzez tzw. dobrowolne kwoty, była to jednak długa droga. Osiągnięcie 20-proc. reprezentacji kobiet w parlamencie zajęło Norwegii i Szwecji ok. 60 lat, 30-proc. – dalsze 10 lat.

                                  Ustawowe wprowadzenie kwot doprowadziło natomiast w kilku przypadkach do ekspresowego pomnożenia grona kobiet w polityce. W Argentynie z 5 proc. kobiet w parlamencie w 1995 r. ich udział poszybował do 34 proc. w 2003 r., na Kostaryce z 19 proc. do 35 proc. w kolejnych wyborach w 2002 r. Na europejskim podwórku, w Belgii, po wprowadzeniu ustawowych parytetów 9-proc. udział kobiet w parlamencie w ciągu kilku kadencji wzrósł czterokrotnie.


                                  Więcej pod adresem www.polityka.pl/kraj/analizy/300027,1,parytety-w-polityce.read#ixzz1FnLJQv3T
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:45
                              > dlatego nie rozumiem też, jak np. Anuszka i inni przeciwnicy paryte
                              > tów mogą uważać, że to już wszystko - parytecik a potem laba.

                              Ja tak nie uważam!!!
                              Wręcz przeciwnie!
                              Wypraszam sobie przypisywanie mi takich poglądów.

                              Ja uważam, że właśnie parytecik nic kobietom nie pomoże, a nawet zaszkodzi w tych przemianach społecznych, które naprawde są kobietom potrzebne.
                              • easz Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 17:49
                                anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                                > > dlatego nie rozumiem też, jak np. Anuszka i inni przeciwnicy paryte
                                > > tów mogą uważać, że to już wszystko - parytecik a potem laba.
                                >
                                > Ja tak nie uważam!!!
                                > Wręcz przeciwnie!
                                > Wypraszam sobie przypisywanie mi takich poglądów.

                                Jak nie, jak tak?
                                Mówisz coś w rodzaju 'czy się stoi, czy się leży dwieście złotych się należy' - że parytet nie tylko będzie tak postrzegany, ale że tym właśnie będzie, że ludzie nie będą traktować poważnie nie tylko parytetówek, ale żadnej naukowczyni (np), bo wiadomo będzie, że jest parytet i już nie będzie wiadomo kto kim jest dlaczego, czyli bezpieczniej dać wszystkie do jednego wora.
                                Dwa - ponieważ będzie trzeba wypełnić parytet, czyli wlezą na stołek np. nawet takie, które nie zasłużą, słabe i słabo się starające, ale 'z braku laku', to rzeczywiście nie będą się starały, w dodatku żadne, nawet te, które do tej pory się starały, skoro motywacja odpadnie, bo pojawi się parytet - bilet za friko.

                                Nie tak uważasz?
                                Ja uważam, że parytet zaostrzy konkurencję, zmusi do udowadniania, że się jest świetną, ale i świetnym. No ja widzę same zalety, oczywiście w świecie myślących zawodniczek i zawodników, i tylko tu mam obawy - że w takim nie żyjemy i wszystko się wykolei. No i boję się też tego, o czym już napisałam, że każdy polityk, mniejsza o płeć, to leń i... Itd.

                                > Ja uważam, że właśnie parytecik nic kobietom nie pomoże, a nawet zaszkodzi w tych przemianach społecznych, które naprawde są kobietom potrzebne.

                                Dla mnie to się nie wyklucza. Nigdy nie działa się na jednym polu i jednostronnie.
                                Nie ma czasu na laby!
                                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:23
                                  > Jak nie, jak tak?
                                  > Mówisz coś w rodzaju 'czy się stoi, czy się leży dwieście złotych się należy' -
                                  > że parytet nie tylko będzie tak postrzegany, ale że tym właśnie będzie, że lud
                                  > zie nie będą traktować poważnie nie tylko parytetówek, ale żadnej naukowczyni (
                                  > np), bo wiadomo będzie, że jest parytet i już nie będzie wiadomo kto kim jest d
                                  > laczego, czyli bezpieczniej dać wszystkie do jednego wora.
                                  > Dwa - ponieważ będzie trzeba wypełnić parytet, czyli wlezą na stołek np. nawet
                                  > takie, które nie zasłużą, słabe i słabo się starające, ale 'z braku laku', to r
                                  > zeczywiście nie będą się starały, w dodatku żadne, nawet te, które do tej pory
                                  > się starały, skoro motywacja odpadnie, bo pojawi się parytet - bilet za friko.

                                  Aa, teraz rozumiem. Twoje enigmatyczne wyrażenie "parytecik a potem laba" można zrozumieć na 2 sposoby.
                                  1. Parytety załatwią równość kobiet, feminizm nie będzie już miał nic do roboty.
                                  2. Skorzystanie z parytetu zwalnia z wysiłku.

                                  Zrozumiałam, że chodzi o 1., a tymczasem tobie chodziło o 2. Dzięki za wyjaśnienie.

                                  > Nie tak uważasz?

                                  Rzeczywiście, dość dobrze streściłaś o co mi chodzi.

                                  > Ja uważam, że parytet zaostrzy konkurencję, zmusi do udowadniania, że się jest
                                  > świetną, ale i świetnym.

                                  W jaki sposób przywilej miałby zaostrzyć konkurencję? Być może coś mi umyka, ale nie wyobrażam sobie, jaki mechanizm mógłby stać za tym. Wytłumacz.

                                  > No ja widzę same zalety, oczywiście w świecie myślących
                                  > zawodniczek i zawodników, i tylko tu mam obawy - że w takim nie żyjemy i wszy
                                  > stko się wykolei.

                                  Aa, widzisz. Ja od początku taki świat zakładam, bo widzę jak jest. W idealnym świecie parytety zapewne by działały, ale też i nie byłyby potrzebne.

                                  > No i boję się też tego, o czym już napisałam, że każdy polityk, mniejsza o płeć, to leń i... Itd.

                                  Tu też zgoda.

                                  Dodam jeszcze, że obecnie najbardziej sfeminizowane są partie prawicowe. Jeśli nie daj Boże parytet zadziała, to zadziała na szkodę jego pomysłodawczyń. Przyjdzie jeszcze więcej prawicowo-konserwatywnych posłanek i przegłosują wam zakaz aborcji, in vitro i antykoncepcji. Obym była złym prorokiem.
                                  • easz Re: O co nie walczą feministki? 06.03.11, 00:47
                                    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                                    > Aa, teraz rozumiem. Twoje enigmatyczne wyrażenie "parytecik a potem laba" można
                                    > zrozumieć na 2 sposoby.
                                    > 1. Parytety załatwią równość kobiet, feminizm nie będzie już miał nic do roboty.
                                    > 2. Skorzystanie z parytetu zwalnia z wysiłku.
                                    >
                                    > Zrozumiałam, że chodzi o 1., a tymczasem tobie chodziło o 2. Dzięki za wyjaśnie
                                    > nie.

                                    Ściemniasz. Nie wierzę, że jesteś tak głupiutka, albo naiwna, no weź. Zresztą inni jakoś zrozumieli, np. ta nielogiczna Bene, co? Zresztą 2 - gdybyś czytała co piszę, to nie miałabyś wątpliwości o co mi chodziło, nie było to aż tak zawiłe, czy dwuznaczne na tym forum.

                                    To też wynika z tego, że nie słuchasz a dorabiasz komuś teksty, których nie wypowiada - To, co cały czas stara Ci się wyjaśnić Bene - mówiłyśmy, wyjaśniałyśmy, argumentowałyśmy i nie, zależy jak dla kogo oraz wyłuszczałyśmy wszystko w temacie parytetów milion 500 razy i ani nam się chce, ani nie widać sensu już. Nie żebym była adwokatką Bene, po prostu rozumiem to, bo sama tak mam, miałam chyba nawet wcześniej. Jest archiwum, jest wyszukiwarka, temat stary. No i i tak nie przeszedł, więc w czym masz problem?

                                    > W jaki sposób przywilej miałby zaostrzyć konkurencję? Być może coś mi umyka, al
                                    > e nie wyobrażam sobie, jaki mechanizm mógłby stać za tym. Wytłumacz.

                                    Już wy/tłumaczyłam - dziś i kiedyś, ale ok - kobiety będą chciały, bo niejako będą musiały udowadniać non stop, że nie są leniami i debilkami, które tylko dzięki parytetowi gdzieś dotarły, to chyba prosty mechanizm? tak jak prosty jest mechanizm takiego ich postrzegania przez lud, z tym się częściowo zgadzamy wszak;) a nikt nie lubi być pogardzany za niekompetencje, jest niekompetentny, czy nie jest.
                                    Dwa - mężczyźni - o czym było wiele razy kiedyś (patrz archiwum) - chyba jasne, że facetom będzie trudniej załapać się w ogóle, bo parytet ogranicza juz na początku ich możliwości liczebnie?
                                    Parytet nie działa sam, kompetencje i tak muszą być, bo i tak będzie cholerna konkurencja. Parytet nie ma wspomagać miernoty, ma tylko poszerzyć szparę w drzwiach, konkretnie dla kobiet, kompetentnych kobiet.
                                    Bardziej i więcej nie muszę tłumaczyć mam nadzieję.

                                    > > No ja widzę same zalety, oczywiście w świecie myślących
                                    > > zawodniczek i zawodników, i tylko tu mam obawy - że w takim nie żyjemy i
                                    > wszy stko się wykolei.
                                    >
                                    > Aa, widzisz. Ja od początku taki świat zakładam, bo widzę jak jest. W idealnym
                                    > świecie parytety zapewne by działały, ale też i nie byłyby potrzebne.

                                    Nie mówiłam o świecie idealnym, hłehłe.

                                    > Dodam jeszcze, że obecnie najbardziej sfeminizowane są partie prawicowe. Jeśli
                                    > nie daj Boże parytet zadziała, to zadziała na szkodę jego pomysłodawczyń. Przyj
                                    > dzie jeszcze więcej prawicowo-konserwatywnych posłanek i przegłosują wam zakaz
                                    > aborcji, in vitro i antykoncepcji. Obym była złym prorokiem.

                                    Hm, nie mam już dziś głowy, muszę o tym jeszcze pomyśleć, może jutro, ale póki co będę miała przez Ciebie koszmary koszmary...
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:28
                          > 1 - każdy jeden kraj, to inna specyfika (nie wchodząc w szczegóły i mimo wszyst
                          > ko),

                          Podaj mi badania, które mówią, że w Polsce kobiety nie obejmują stanowisk kierowniczych lub naukowych, bo są dyskryminowane, a nie bo nie chcą.

                          Ja przynajmniej podałam ci podobieństwo statystyk polskich i amerykańskich jeśli chodzi o naukę. Podobieństwo może wynikać z tego, że w Polsce kobiety też nie chcą, a nie są dyskryminowane. Istnieje taka możliwość.
                          • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:54
                            Podaj mi badania, ktore zajmuja sie przyczynami rzekomego 'niechcenia' zajmowania eksponowanych stanowisk, najelpiej w Polsce.
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:39

                              > Podaj mi badania, ktore zajmuja sie przyczynami rzekomego 'niechcenia' zajmowan
                              > ia eksponowanych stanowisk, najelpiej w Polsce.

                              Nie znam.

                              Czy to twoim zdaniem wystarczający powód uzasadniający sensowność parytetów? ;-)))
                              • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:52
                                E, to jest akurat demokratyczne przedszkole feminizmu, przegadane na forum jakies piec tysiecy razy. Wszystko jest w przegladarce, na stronach feminoteki i eFki itd. Naprawde nie chce mi sie kontynuowac po raz -dziesiaty przedszkolnych sporow, wybacz.
                                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:28
                                  bene_gesserit napisała:

                                  > E, to jest akurat demokratyczne przedszkole feminizmu, przegadane na forum jaki
                                  > es piec tysiecy razy. Wszystko jest w przegladarce, na stronach feminoteki i eF
                                  > ki itd. Naprawde nie chce mi sie kontynuowac po raz -dziesiaty przedszkolnych s
                                  > porow, wybacz.

                                  Chwyt erystyczny godny patriarchalnego samca z telewizora. Próba zamknięcia mi ust poprzez zawstydzenie, że nie wiem podstawowych rzeczy.
                                  • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 21:11
                                    E tam. Jakie zawstydzac. Mi sie po prostu naprawde nie chce. Jesli to cie naprawde interesuje to sobie pokop, jesli nie, to trwaj w tym, w czym trwasz, ja tu nie jestem od tego, zeby oswiecac i nawracac, za leniwa jestem.
                          • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:48
                            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                            > > 1 - każdy jeden kraj, to inna specyfika (nie wchodząc w szczegóły i mimo
                            > wszyst
                            > > ko),
                            >
                            > Podaj mi badania, które mówią, że w Polsce kobiety nie obejmują stanowisk kiero
                            > wniczych lub naukowych, bo są dyskryminowane, a nie bo nie chcą.
                            >
                            > Ja przynajmniej podałam ci podobieństwo statystyk polskich i amerykańskich jeśl
                            > i chodzi o naukę. Podobieństwo może wynikać z tego, że w Polsce kobiety
                            > też nie chcą, a nie są dyskryminowane. Istnieje taka możliwość.

                            Nie potrafię podać, może ktoś inny to zrobi, ale ponieważ sama pozostawiasz sprawę otwartą... To mi wystarczy, pozostaje otwarta, w obie strony.
                            To co pisze Kocia wydaje mi się sensowne, choć sama mam niewiele takich obserwacji, raczej z nizin plebsu i sprzed lat.
                            Czy tylko badania mają wartość w argumentacji, czy dochodzeniu do przekonań?
                            • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 15:42
                              Mnie raczej interesuje, czy te amerykanskie badania zajely sie przyczynami rzekomej 'niecheci kobiet do wybierania ambitnych kierunkow' (ambitne to maja byc te tradycyjnie meskie, jak rozumiem?). Bo z dyskusji o koedukacji pamietam, ze dziewczyny po niekoedukacyjnych szkolach nie miewaly takich problemow - czy chodzilo o Europe, czy USA.
                              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:49
                                bene_gesserit napisała:

                                > Mnie raczej interesuje, czy te amerykanskie badania zajely sie przyczynami rzek
                                > omej 'niecheci kobiet do wybierania ambitnych kierunkow' (ambitne to maja byc t
                                > e tradycyjnie meskie, jak rozumiem?). Bo z dyskusji o koedukacji pamietam, ze d
                                > ziewczyny po niekoedukacyjnych szkolach nie miewaly takich problemow - czy chod
                                > zilo o Europe, czy USA.


                                W twoich wypowiedziach widzę brak logiki.

                                Załóżmy na chwilę, że niekoedukacyjne szkoły pomagają kobietom wybierać ambitniejsze ścieżki kariery. (Ja trochę w to nie wierzę, ale jestem otwarta, mogę to na chwilę założyć.)

                                Jeśli jest to prawdą, to należy wprowadzać szkoły niekoedukacyjne A NIE parytety! Nie wiem jakim cudem z tego wyprowadzasz argument za parytetami.
                                • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:54
                                  Caly - ekhem - sekret mojej wypowiedzi polega na tym, ze nie wyprowadzam. Skup sie.
                                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:26
                                    bene_gesserit napisała:

                                    > Caly - ekhem - sekret mojej wypowiedzi polega na tym, ze nie wyprowadzam. Skup
                                    > sie.

                                    Więc skup się i próbuj mi wytłumaczyć, na co miał to być argument, ten o szkołach. Bo nie widzę powiązania logicznego z resztą dyskusji.

                                    Albo może nie próbuj, bo już dziś przyznałaś, że nerwy ci puszczają...
                                • easz Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 17:40
                                  anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:


                                  > Jeśli jest to prawdą, to należy wprowadzać szkoły niekoedukacyjne A NIE parytety! Nie wiem jakim cudem z tego wyprowadzasz argument za parytetami.

                                  Takim, że mówimy o otoczeniu sprzyjającym - tak jak koedukacja zmniejsza stres dorastających nastolatków i zapewne płci obojga, tak kolesiostwo w pozytywnym znaczeniu miałoby podobny wpływ zapewne w dorosłym życiu zawodowym, czy politycznym (ja o tym drugim mówię). Tak przynajmniej można sądzić obserwując kolesi płci męskiej w niepozytywnym znaczeniu;) czyli to, o czym wspominała m.in. Kocia, zdaje się, a czego Ty nie dostrzegasz. No bo u Ciebie tak nie jest. Ok, u Ciebie może nie.
                                  Oczywiście, trzeba by jeszcze mieć mentalność kolesiowską, albo ją nabyć...

                                  Wsparcie jakiejś grupy jakby rówieśniczej, albo coś w tym rodzaju, jakichś swoich, czy "swoich" ludzi. Tak przynajmniej ja to rozumiem.
                        • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:52
                          3. krytycy systemow antydyskryminacycjnych uwielbiaja wyciagac rozne przyklady i twierdzic, ze o, prosze - tu dziala program calych lat 15, a zmienilo sie pare procent, o ile w ogole. Jakby w pietnascie czy dwadziescia lat dalo sie nadrobic wszystkie cywilizacyjne zaleglosci naszej ery, to byloby cudownie i wspaniale, ale to imo dosc naiwne myslenie.
                          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:51
                            > 3. krytycy systemow antydyskryminacycjnych uwielbiaja wyciagac rozne przyklady
                            > i twierdzic, ze o, prosze - tu dziala program calych lat 15, a zmieni
                            > lo sie pare procent, o ile w ogole
                            . Jakby w pietnascie czy dwadziescia lat
                            > dalo sie nadrobic wszystkie cywilizacyjne zaleglosci naszej ery, to byloby cudo
                            > wnie i wspaniale, ale to imo dosc naiwne myslenie.

                            Nie rozumiem, przeciwko czemu ma to być argument. Znów gubię się w twojej logice.

                            Masz pomysł, dlaczego w Polsce jest taki sam stosunek procentowy kobiet w różnych dziedzinach nauki, co w Stanach, pomimo barku systemów antydyskryminacyjnych? Ja podałam dwa takie pomysły, ty na razie ani jednego.
                            • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:55
                              Mam pomysl, i ujawnilam go gdzies powyzej, z tym ze ty ujawnilas, ze masz problem z jego zrozumieniem, a mi sie naprawde nie chce mitrezyc weekendu na czyjekolwiek problemy z rozumieniem, bez obrazy.
                              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:14
                                bene_gesserit napisała:

                                > Mam pomysl, i ujawnilam go gdzies powyzej, z tym ze ty ujawnilas, ze masz probl
                                > em z jego zrozumieniem, a mi sie naprawde nie chce mitrezyc weekendu na czyjeko
                                > lwiek problemy z rozumieniem, bez obrazy.

                                No, faktycznie widzę, że emocje już ci puszczają. To rzeczywiście lepiej sobie odpuść.
                  • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:10
                    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                    > W linkowanym tutaj artykule piszą, że kobiety nie wybierają ambitniejszych ście
                    > żek kariery, bo mają inne priorytety.

                    Statystycznie mężczyźni też nie wybierają kariery, bo mają inne priorytety. Większośc statystyczna karier nie robi albowiem. Kobiety zainteresowane karierą natomiast napotykają na silny opór męskich grup.
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:32

                      > Statystycznie mężczyźni też nie wybierają kariery, bo mają inne priorytety. Wię
                      > kszośc statystyczna karier nie robi albowiem. Kobiety zainteresowane karierą na
                      > tomiast napotykają na silny opór męskich grup.

                      Poproszę o dowody.

                      Ja podałam np. dowody dotyczące USA, że kobiety zainteresowane karierą naukową nie są tam dyskryminowane, a jednak udział kobiet w nauce jest taki sam jak w Polsce.
                      • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:51
                        anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:


                        > Poproszę o dowody.

                        dowodów jest mnóstwo, w postaci konkretnych historii konkretnych osób, w postaci funkcjonowania nieformalnych męskich kółek adoracji wzajemnej gromadzących się wokół np alkoholu. Można mieć klapki na oczach, a można te z się ich pozbyć. Co do wyborów, to sa one zdeterminowane wcześniejszym wychowaniem. Kobiety np nie wyobrażają sobie sukcesu na polu tradycyjnie męskim, bo sa do tego zniechęcane niemal od kołyski na tysiąc sposobów; macierzyństwo i obrabianie gospodarstwa domowego dla tych mniej pewnych siebie są miejscem ucieczki.
                        Np wykształcone Polki na emigracji poszukują niskopłatnej pracy dla niewykwalifikowanych, pomimo znajomości języka i wysokich kwalifikacji, bo maja wdrukowane poczucie niższości, wyuczoną bezradność itp.
                        Twoim zdaniem o ile się mogę domyślać, lepiej byłoby poczekać te 100-200 lat kiedy kobiety powoli zyskają pewnośc siebie, kiedy stopniowo zaludnią wyższe stanowiska i równa reprezentacja stanie się faktem.
                      • jael53 Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:26
                        Co do badań nad dyskryminacją - są one w Polsce prowadzone fragmentarycznie. A silny opór, wykazywany przez władze (! - zastanówmy się nad tym) uczelni i ośrodków badawczych, uruchamia się przed każdą próbą podjęcia szerszego projektu.
                        Komitet Badań Naukowych nie ma oporów przed przydzielaniem grantów na badania dotyczące liturgiki czy mariologii (KUL), ale ma je przy akceptacji grantów nawet nie ściśle genderowych, tylko socjometrycznych, o ile związane są z zagadnieniem np. "szklanego sufitu".

                        Interesujące są doświadczenia norweskie, związane z ustaleniem parytetów dla rad nadzorczych. Sprawdziły się. I przyniosły lepsze niż się spodziewano efekty ekonomiczne.
                        • takisobienik Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:19
                          Hmm, prof. Renata Siemieńska z Instytutu Socjologii UW chyba nie miała problemów z prowadzeniem i finansowaniem swoich badań. Ale nie znam szerszej sytuacji, a UW może być wyjątkiem.

                          www.is.uw.edu.pl/pl/instytut/zaklady-i-pracownie/zaklady/
                          W 1980 r. wprowadziła do programu studiów na socjologii Uniwersytetu Warszawskiego zajęcia poświęcone ruchom feministycznym i kobiecym oraz badaniom nad problematyką gender. Autorka publikacji dotyczących kształtowania się systemów wartości, stosunków etnicznych, funkcjonowania władz lokalnych, socjologii polityki i kultury politycznej ujmowanych w perspektywie międzykulturowej, a także problemów socjalizacji i edukacji (ze szczególnym uwzględnieniem roli szkolnictwa wyższego) oraz płci i politycznych, ekonomicznych i kulturowych uwarunkowań sytuacji kobiet i mężczyzn (w systemie edukacji, polityce, na rynku pracy, godzenie obowiązków w sferze prywatnej i publicznej, w mediach)
                          • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 13:59
                            takisobienik napisała:

                            > Hmm, prof. Renata Siemieńska z Instytutu Socjologii UW chyba nie miała problemó
                            > w z prowadzeniem i finansowaniem swoich badań. Ale nie znam szerszej sytuacji,
                            > a UW może być wyjątkiem.
                            >
                            > www.is.uw.edu.pl/pl/instytut/zaklady-i-pracownie/zaklady/
                            > [i]W 1980 r. wprowadziła do programu studiów

                            coś ci umknęło, coś co się zdarzyło po zwycięstwie Narodu, Kościoła i Tradycji.
                            • takisobienik Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 16:16
                              Ale to się zdarzyło po 2005? Bo wtedy jeszcze prowadziła swoje seminarium magisterskie i nadal prezentowała jeszcze ciepłe badania :)
                      • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:00
                        Oj - co prawda, to prawda.
                        Polskie naukowczynie slecza na studiach, robia magisterki, staraja sie o studia doktoranckie, przesiaduja w laboratoriach po 14 godzin dziennie, zeby potem z ulga zajsc w ciaze i osiasc na pieluchach i dziekowac bogu za to, ze ich koledzy moga bez wiekszych stresow piac sie po niedostepnych dla ich perspektywy pieluch kolejnych stopniach kariery naukowej. Chcialy kariery, ale po dziecku im przeszlo i przestaly chciec i zadne atydyskryminacyjne fiku-miku za nich nie zachce, conie.
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 14:09
                          bene_gesserit napisała:

                          > Oj - co prawda, to prawda.
                          > Polskie naukowczynie slecza na studiach, robia magisterki, staraja sie o studia
                          > doktoranckie, przesiaduja w laboratoriach po 14 godzin dziennie, zeby potem z
                          > ulga zajsc w ciaze i osiasc na pieluchach i dziekowac bogu za to, ze ich koledz
                          > y moga bez wiekszych stresow piac sie po niedostepnych dla ich perspektywy piel
                          > uch kolejnych stopniach kariery naukowej. Chcialy kariery, ale po dziecku im pr
                          > zeszlo i przestaly chciec i zadne atydyskryminacyjne fiku-miku za nich nie zach
                          > ce, conie.

                          Nie wiem, o której nauce mówisz, bo u mnie w instytucie tego nie widzę.
                          • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 14:17
                            anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                            > Nie wiem, o której nauce mówisz, bo u mnie w instytucie tego nie widzę.
                            >

                            Domyślam się, że widzisz doktorantki rzucające w cholerę pracę, żeby rodzić dzieci i zmywać podłogę.
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 17:30
                              kocia_noga napisała:

                              > anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:
                              >
                              > > Nie wiem, o której nauce mówisz, bo u mnie w instytucie tego nie widzę.
                              > >
                              >
                              > Domyślam się, że widzisz doktorantki rzucające w cholerę pracę, żeby rodzić dzi
                              > eci i zmywać podłogę.

                              Źle się domyślasz. Jeśli poczekasz cierpliwie, to we wtorek będę mogła ci nawet podać informację prasową na ten temat.
                              • anuszka_ha3.agh.edu.pl I proszę bardzo: 08.03.11, 11:22
                                > Jeśli poczekasz cierpliwie, to we wtorek będę mogła ci nawet
                                > podać informację prasową na ten temat.

                                I proszę bardzo:

                                U nas liczy się siła argumentów, zdolności intelektualne, zaradność i nieustanna chęć robienia rzeczy nowych. Płeć nie ma znaczenia, nie musimy stosować parytetu. Nie jest potrzebny.
                                • kocia_noga Re: I proszę bardzo: 08.03.11, 13:00
                                  anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                                  > > Jeśli poczekasz cierpliwie, to we wtorek będę mogła ci nawet
                                  > > podać informację prasową na ten temat.
                                  >
                                  > I proszę bardzo:
                                  >
                                  >
                                  > U nas liczy się siła argumentów, zdolności intelektualne, zaradność i nieustann
                                  > a chęć robienia rzeczy nowych. Płeć nie ma znaczenia, nie musimy stosować paryt
                                  > etu. Nie jest potrzebny.


                                  opowiada Hołyst, bezstronny mężczyzna na stołku profesora :)
                                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: I proszę bardzo: 08.03.11, 15:39
                                    > opowiada Hołyst, bezstronny mężczyzna na stołku profesora :)

                                    Ciekawe, a znasz go? Prywatnie czy służbowo?
                          • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 01:35
                            A ja u siebie to w instytucie widzialam, we wspolpracujacych rowniez. Tzn te sytuacje minus sarkazm. Byly doktorantki - znikaly doktorantki, a doktoranci trwali, kontynuujac kariery.
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:37
                              bene_gesserit napisała:

                              > A ja u siebie to w instytucie widzialam, we wspolpracujacych rowniez. Tzn te sy
                              > tuacje minus sarkazm. Byly doktorantki - znikaly doktorantki, a doktoranci trwa
                              > li, kontynuujac kariery.

                              No ale nie rozciągaj patologii na całą naukę polską.
                              W jakiej dziedzinie pracujesz?
                              • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 21:09
                                Sorry, ale nie rozpowszechniam na forum informacji nt mojego zycia.
                      • maly_zlosliwiec Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 06:28
                        Dzisiaj w USA nikt zdolny nie pcha się do nauki, tylko na Wall Street jako aktuariusz itp. Fizyka nie jest już bardzo porządana. Trochę ten artykuł niemiarodajny. Parytety są potrzebne tam, gdzie dominuje nadal patriarchat.

                        Znam kilka znakomitych matematyczek. Zamiast kariery uczelnianej wybrały świetne firmy. Prozaiczny powód - pieniądze.
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 19:06
                          maly_zlosliwiec napisała:

                          > Dzisiaj w USA nikt zdolny nie pcha się do nauki, tylko na Wall Street jako aktu
                          > ariusz itp. Fizyka nie jest już bardzo porządana. Trochę ten artykuł niemiaroda
                          > jny. Parytety są potrzebne tam, gdzie dominuje nadal patriarchat.
                          >
                          > Znam kilka znakomitych matematyczek. Zamiast kariery uczelnianej wybrały świetn
                          > e firmy. Prozaiczny powód - pieniądze.

                          "Parytety są potrzebne tam, gdzie dominuje nadal patriarchat."
                          Aaa, brawo!!!
                          W Sejmie jest 20% kobiet. Wśród profesorów fizyki jest 10% kobiet.

                          To gdzie chcesz w końcu wprowadzić te parytety?

                          :-DDD
                  • gotlama Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 18:26
                    Miło znów powitać na FF ;).
                    Też uważam ,ze parytety na tym etapie aktywizacji kobiet - zrobią więcej szkody niż pożytku.
                    Nawet bardzo wybitne kobiety będą postrzegane jako beneficjentki parytetu a nie swojej zdolności i pracowitości.
                    • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 01:39
                      Politykow - min w zwiazku ze szczuciem mediow - otacza aura niecheci. Moze nie poszczegolnych, ale grupe jako calosc (byleby sie dorwali do koryta, juz zaczynaja dbac o siebie, maja wyborcow w dupie itd). Jesli dostanie sie polityczkom - to przy okazji, nie sadze, zeby kogokolwiek to ruszylo. Nie mowiac juz o tym, ze nawet ciemni i glupi mizogini w koncu sie pokapuja, ze nikt tu nikomu nie narzuca sposobu glosowania, a jedynie ogranicza o 1/3 liste wyboru.
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 14:53
                      gotlama napisała:

                      > Miło znów powitać na FF ;).
                      > Też uważam ,ze parytety na tym etapie aktywizacji kobiet - zrobią więcej szkody
                      > niż pożytku.
                      > Nawet bardzo wybitne kobiety będą postrzegane jako beneficjentki parytetu a nie
                      > swojej zdolności i pracowitości.

                      Ja też uważam, że niestety tak będzie.
              • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:45
                Z przykrością stwierdzam, że poznałam takie kobiety, które uwazają że feminizm to samo zło. Wcale nie pragną one, ani praw wyborczych, ani prawa do edukacji , a konta tez nie potrzebują bo w zupelności im wystarcza karta malżonka, lub ojca. Sama byłam zaskoczona,że takie kobiety w stolicy się uchowały, dodam, że sa to praktykujące chrześcijanki i w zadnym stopniu nie czują się dyskryminowane.
                • nihil-istka Prawo wyborcze? Prawo do edukacji? 03.03.11, 18:28
                  Prawo do tego maja nawet kobiety w Afryce. Tylko polskie feminy bija ciagle zdechla kobyle feminizmu. Takie bicie piany, aby pare zawodowych dzialaczek i urzedniczek od ""feminiowania"" moglo pobierac 15 tysiecy pensji miesiecznie na roznych synekurach
            • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 15:07
              strikemaster napisał:
              > I uwierzyłaś, że kobiety chca zrezygnować z prawa do świadczenia pracy, praw wy
              > borczych itp.?

              Ale nie o to ignorantkom chodzi. Chodzi o to, ze 'mi juz wystarczy, bo emancypantki osiagnely to, na czym mi zalezy'. Poczytaj sobie wpisy o parytetach sprzed pol roku, tam tego kwiatu pol swiatu.

              > A co, gdybys zaczęła walczyć o prawa do męskich ubrań dla mężczyzn, bo w damski
              > ch musimy chodzić na codzień z opłakaznymi skutkami dla naszego zdrowia?

              A co, gdybym zaczela walczyc z nędzą socjalna w moim miescie, zwlaszcza ta, dotyczaca dzieci? Ew pomagac bezdomnym? Zostac streetworkerką? Pracowac jako wolontariuszka w hospicjum? Pomagac w opiece nad ludzmi ze stwardnieniem rozsianym? Sprzatac psie boksy w schroniskach?

              > Myslisz, ze przyjęcie "męskiego" stylu życia przez kobiety zwalczy stereotyp, ż
              > e wszystko, co kobiece jest gordsze i niepoważne?

              Mnie nie interesuje przyjecie meskiego stylu zycia przez kobiety. Mysle jednak, ze wraz z liberalizacja obyczajowa spoleczenstwa zmienia sie tez normy ubraniowe.
          • leszlong Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:21
            @bene:
            Spódnica nie jest stricte damskim strojem, podobnie jak wiele innych elementów odzieży noszonej w chwili obecnej przez kobiety. I nie chodzi o przymuszanie, lecz o zostawienie wolnej furtki. Chcesz, to noś. Bo obecnie jest, jak chcesz, to się z tym nie obnoś, również kobietom.
            • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:29
              > Spódnica nie jest stricte damskim strojem, podobnie jak wiele innych elementów
              > odzieży noszonej w chwili obecnej przez kobiety.

              Spódnica do roku 1822 w Europie nie była wcalle strojem damskim. To właśnie w 1822 roku w Paryżu pokazano pierwsze w Europie spódnice dla kobiet, co wywołało skandal porównywalny z Antyfacetem obecnie.

              > ecz o zostawienie wolnej furtki. Chcesz, to noś. Bo obecnie jest, jak chcesz, t
              > o się z tym nie obnoś, również kobietom.

              Oczywiscie, że chodzi o możliwość wyboru, czyli walkę z tyrania spodni.
            • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 19:36
              Historycznie moze nie jest damskim strojem, ale wspolczesnie - owszem, wiec nie opowiadaj bajek. Jesli spodnica wspolczesnie nie bylaby kojarzona jako stroj damski, nie mielibyscie ze strikiem problemow, prawda?
              • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 21:24
                Między "kojarzona", a "jest" jest jednak spora różnica, chyba to przyznasz?
                • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 23:25
                  Przyznam, ze w naszym kregu kulturowym spodnica wspolczesnie jest wylacznie kobiecym strojem.
              • easz Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 23:38

                Hm, to co jest historycznie damskim strojem, jeśli nie spódnica?? Sukienka?
                A to nie portki na damskim tyłku były, a w niektórych miejscach są skandalem?
                • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 06:20
                  easz napisała:

                  >
                  > Hm, to co jest historycznie damskim strojem, jeśli nie spódnica?? Sukienka?
                  Jedynie biustonosz nie budzi chyba wątpliwości, że jest wyłącznie damskim strojem:)
                • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:30
                  > Hm, to co jest historycznie damskim strojem, jeśli nie spódnica??

                  Suknia, tunika, szaty, spodnie.

                  > A to nie portki na damskim tyłku były, a w niektórych miejscach są skandalem?

                  Od kiedy wciśnięto w nie nas, co w ujęciu historycznym nastąpiło calkiem niedawno.
                • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:13
                  easz napisała:

                  >
                  > Hm, to co jest historycznie damskim strojem, jeśli nie spódnica?? Sukienka?
                  > A to nie portki na damskim tyłku były, a w niektórych miejscach są skandalem?
                  >


                  Azja, Indie,Turcja, ogólnie Wschód - tradycyjnym strojem kobiecym są spodnie.
                  • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:34
                    kocia_noga napisała:


                    > Azja, Indie,Turcja, ogólnie Wschód - tradycyjnym strojem kobiecym są spodnie.

                    A ja myślałam, żę spódnica i spodnie, ew. tunika i spodnie - jednocześnie. Wschód kojarzę z kobietami owiniętymi od stóp do głów, ale trzeba by było zacząć od sprecyzowania co to dokładnie znaczy 'tradycyjny', ile lat wstecz, jakie źródła itp.
                    Ja np. nie rozróżniam tutaj spódnicy od sukienki, ale widzę, że to błąd. Nie pojmuję, dlaczego to tak istotne, bo jedna i druga mają dół taki sam, a chyba o to chodzi?
                    • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 13:22
                      > A ja myślałam, żę spódnica i spodnie, ew. tunika i spodnie - jednocześnie.

                      W Azji to różnie bywa, w niektórych krajach kobiety tradycyjnie nosza spódnice i bez spodni, mężczyźni robią tak samo, tylko wzory na spódnicach mają inne. W innych wobec wszystkich obowiązują spodnie, ja pisałem o Europie, a tu spódnic dla kobiet przed 1822 rokiem nie znano.
                    • bene_gesserit Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 01:41
                      Ja tez nie rozumiem, zwlaszcza ze to, co dawniej nazywano sukniami skladalo sie z osobnej spodnicy, bo nikt normalny nie zakulby sie w taka zbroje w calosci.
    • easz na czym zależy feministkom i nie tylko im 03.03.11, 13:22

      Link mi się niestety nie otwiera w tej chwili, ale ponieważ trochę się domyślam o czym Strikemaster jak to Strikemaster może pisać, to tak zapodam z innej beczki;) Mieszkasz zdaje się w jakimś większym mieście? Wybierz się za tych parę dni na manifę, zabierz jakieś swoje towrzystwo, załóżcie spódnice, dziewczyny i chłopacy, ale tak na poważnie, bez przebieranek, wiesz o co mi chodzi; przygotujcie też sobie jakiś transparent z fajnym hasłem. Naprawdę.
      Zróbcie fotki, prześlijcie na Feminotekę, ale nie tylko. Na jakiś portal lokalny info? Nie wiem, pomyśl. Mogą być 'artystyczne', czyli nie musicie być za bardzo rozpoznawalni z twarzy;)

      Albo podrzućmy kto chce i ma jakieś pomysły, propozycje, tu np.

      Tylko że Ty, Strike, nie stawaj wobec każdej, nawet najmniejszej i najdelikatniejszej propozycji, czy sugestii okoniem jak waleń. Ciągle nie i nie, abo że wyśmieją, abo że nie udasie. No sori, to jak chcesz coś cokolwiek ZROBIĆ i zmienić?

      Z feministycznym pozdrowieniem - jou! i powodzenia :)
      • strikemaster Re: na czym zależy feministkom i nie tylko im 03.03.11, 13:32
        > Link mi się niestety nie otwiera w tej chwili, ale ponieważ trochę się domyślam
        > o czym Strikemaster jak to Strikemaster może pisać,

        Link jest do nie mojego wpisu, ale wygląda na to, ze się domysliłaś.

        > Mieszkasz zdaje się w jakimś większym mieście?

        O ile Metropolię można większym miastem nazwać. :)

        > Tylko że Ty, Strike, nie stawaj wobec każdej, nawet najmniejszej i najdelikatni
        > ejszej propozycji, czy sugestii okoniem jak waleń.

        Nie staję, tyle tylko, że ta konkretna propozycja IMHO nie ma szans zostać odczytana zgodnie z intencjami. Jedyne, co może zrobić, to utwierdzić społeczność, że spódnica=kobieta i odwrotnie. Na manifę może się wybiorę, ale w stroju damskim, czyli w spodniach i raczej nie w celu pozowanai do fotek. A w sprawie świętowania o wiele większy efekt dałoby się uzyskać organizując 15 maja obchody Miedzynarodowego Dnia Męskich Spódnic. Tylko do tego celu potrzebne są zdolności organizacyjne, a ja takich nie posiadam zbyt dużo, bo impreza na działce u kumpla nie jest wydarzeniem wystarczająco dużej rangi.
        • easz Re: na czym zależy feministkom i nie tylko im 03.03.11, 14:22

          Wiem, to jest z bloga Anuszki, która jest może feministką, a może jest często cięta na feministki takie, czy inne, bądź uważa, że na feministki, czy feministyczne 'wymysły'.

          Uważam, że manifa, to świetne miejsce na odstępstwa od dnia codziennego w kwestich damskich, męskich, czy d-m. Na poważnie to jest, a jednak odświętnie i z dużym luzem, a nawet poczuciem humoru - wyjątkowo jest. To jest tak specyficzne i wyjątkowe, że... najpierw idź, bo nie byłeś nigdy? - ok, idź w spodniach, zabierz ludzi i bawcie się dobrze.

          Kiedy pierwszy raz zobaczysz jak to jest, to być może za rok nabierzesz więcej przekonania i do innych rzeczy. Manifa to też fajna sytuacja do złapania znajomości, kiedy nie można w zwykły wtorek, czy czwartek, bo nie wiadomo gdzie i jak za bardzo, a te znajomości można (imo łatwo) przekonać do tego 15 maja. Także te półinstytucjonalne itp.

          Nie jestem naiwna, ani nie zmyślam. Musisz coś zrobić, nikt Ci nie da; może potrzeba/ujesz po prostu jeszcze tylko trochę czasu. Albo 'dorośniesz' do decyzji, albo nie będziesz już mógł wytrzymać, tak to działa;)
          • nihil-istka A moze nago na manife? 03.03.11, 14:31
            To na pewno uwage zwroci
          • leszlong Re: na czym zależy feministkom i nie tylko im 03.03.11, 17:16
            @easz:
            1. Blog jest wspólnie prowadzony przez Anuszkę i przeze mnie. Nie jestem na doczepkę czy zaproszony na jeden wpis.
            2. Jak widzę, bycie feministką dla pewnej części jest tożsame z wyznawaniem ustalonego dekalogu zasad czyli sztywnego wyznania wiary. Akurat jestem w trakcie lektury "Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji", więc mam niedobre skojarzenia z pilnowaniem ortodoksji.
            • bene_gesserit Re: na czym zależy feministkom i nie tylko im 03.03.11, 19:39
              > 2. Jak widzę, bycie feministką dla pewnej części jest tożsame z wyznawaniem ust
              > alonego dekalogu zasad czyli sztywnego wyznania wiary. Akurat jestem w trakcie
              > lektury "Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji", więc mam niedobre skojarzenia z
              > pilnowaniem ortodoksji.

              O?
            • easz Re: na czym zależy feministkom i nie tylko im 03.03.11, 23:24

              A sori, bez złych intencji, rzeczywiście, kojarzę Cię, ale bardziej Anuszkę z tubytności i mowy. Ale widzę, że Ty też tu czytasz, albo guglasz.
              Jak już pisałam link mi się nie otwiera, więc rzuciłam w ciemno. Coś Ty taki nerwowy?

              Punkt 2 - to do mnie, czy przy okazji? bo nie rozumiem związku ze mną/moim postem.
    • leszlong Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:26
      Jak autor tej notki na zalinkowanym blogu oświadczam, że:
      1. Nie stawiałem zarzutów żadnych feministkom, że nie walczą dość dostatecznie dobrze o prawa mężczyzn.
      2. Feminizm nie jest od rozwiązywania problemów wyłącznie męskich, tylko kobiecych i ewentualnie w związku z tym polepszenie sytuacji facetów.
      3. To mężczyźni muszą sami coś zrobić, a nie czekać na jakieś wybawienie z rąk feministek.
      • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:30
        > 3. To mężczyźni muszą sami coś zrobić, a nie czekać na jakieś wybawienie z rąk
        > feministek.

        No to też robie co mogę. Szkoda tylko , że jest nas tak mało.
        • easz Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 23:35
          strikemaster napisał:


          > No to też robie co mogę. Szkoda tylko , że jest nas tak mało.

          Myślę, że może być was więcej, niż myślisz, tylko jeszcze musisz się porozglądać uważniej, pokontaktować z ludźmi tu i tam; nikim i niczym nie gardź, będzie imo coraz lepiej w temacie. Różni mężczyźni chcieliby móc nosić spódnice z przeróżnych powodów, to mam na myśli.
          Jak będę mogła Twoim zdaniem jakoś pomóc, to podam rękę.
          • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 09:25
            > Różni mężczyźni chcieliby móc nosić spódnice
            > z przeróżnych powodów, to mam na myśli.

            I tu właśnie jest problem, chodzi o powody. Żyje w takim świecie, w którym powody seksualne sa niedopuszczalne. Dlatego jestem za rozgraniczeniem między męzczyznami noszącymi spódnice z powodów czysto praktycznych, czyli zdrowia, wygody od tych, którzy noszą ją z powodów seksualnych, identyfikacji płciowej itd. Uważam, ze przebieranie się za kobietę przy pomocy stroju męskiego, czyli spódnicy jest lekką niedorzecznością i wynika z braku rzetelnej edukacji w tym zakresie.

            > Jak będę mogła Twoim zdaniem jakoś pomóc, to podam rękę.

            Z góry dziękuje, zobaczymy, co da się zrobić. Na początek przydałoby się zebrać do kupy jak najwięcej chętnych.
            • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:26
              strikemaster napisał:

              > Uwa żam, ze przebieranie się za kobietę przy pomocy stroju męskiego, czyli spódnicy
              > jest lekką niedorzecznością i wynika z braku rzetelnej edukacji w tym zakresie.

              Rozumiem, zresztą nie przypadkiem napisałam to, co napisałam, tak coś mi się zdawało, że byś rozgraniczył. Ok, ale ja uważam, ze to błąd, a powyższe Twoje słowa, które cytuję świadczą wg mnie o tym, że - bez urazy - ale nie wiesz za bardzo o co chodzi np. transgenderowcom, oczywiście pomijam w tej chwili indywidualne oczekiwania różnych osób.
              To nie tak, nie takie proste, kiedy jest biologia i kultura, sex i gender, i granice czasem bardzo płynne, wbrew pozorom może. Banalnie i w skrócie - taki ktoś nie chce nosić spódniczki, bo noszą ją kobiety, ale dlatego, że czuje, że chce ją założyć i w niej chodzić (trudno to trochę wyjaśnić, sama dopiero zaczynam pojmować)

              Zastanów się jeszcze nad tym, ja podtrzymuje ofertę z podaniem ręki jakby co, ale wolałabym szerszą inicjatywę i pod taką się podpisać. Nie każdy facet w kiecce - także damskiej kiecce, to zbok, czy ksiundz;)
              • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 10:54
                > ale nie wiesz za bard
                > zo o co chodzi np. transgenderowcom, oczywiście pomijam w tej chwili indywidual
                > ne oczekiwania różnych osób.

                Wiec się mylisz, bo wiem. Zastosowałem uproszczenie, czym oczywiście mogłem osoby walczące o likwidację podziału nieco skrzywdzić ale ja walcze o swoje, podobnie jak Wy też muszę mieć jakieś priorytety. Duzo łatwiej jest przywrócic spódnice jako strój męski niż zlikwidować podział płciowy w dziedzinie ubrań.

                > Zastanów się jeszcze nad tym, ja podtrzymuje ofertę z podaniem ręki jakby co, a
                > le wolałabym szerszą inicjatywę i pod taką się podpisać. Nie każdy facet w kiec
                > ce - także damskiej kiecce, to zbok, czy ksiundz;)

                Ksiundz nie nosi damskiej kiecki, poza tym, wiem, że nie każdy to zbok. Problem jest w czymś innym, trudno by było przekonać faceta do zakupu ubrania na dziale damskim, choćby to były najbardziej tradycyjne jeansy prosto od cowboya z Dzikiego Zachodu. Nie bardzo wiem, z czego to wynika ale jest i sam się zaliczam do dominujacej grupy mężczyzn nie kupujących niczego, co damskie. Wiec licznej grupy mężczyzn w spódnicach kupionych na damskim zebrać się nie da, mała grupka nie ma większego znaczenia społecznego, a rodzi pytania o powody. Najbardziej znanymi powszechnie powodami są przyczyny seksualne, a nasze społeczeństwo jest homofobiczne.

                Twojej oferty nie odrzucam, myslę tylko jak taka akcję wykombinować, żeby okazała się skuteczna.
                • kocia_noga Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:00
                  strikemaster napisał:

                  Nie bardzo wiem, z czego to wynika ale jest i sam się zaliczam d
                  > o dominujacej grupy mężczyzn nie kupujących niczego, co damskie. Wiec licznej g
                  > rupy mężczyzn w spódnicach kupionych na damskim zebrać się nie da,

                  Istnieją prywatne pracownie krawieckie, wcale nie tak drogie.
                  • jael53 Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:32
                    Mój partner bardzo chętnie i od lat (nie jest już młodzikiem) zaopatruje się w obuwie na damskich stoiskach. Albo korzysta z jednej z krakowskich pracowni szewskich. Inaczej byłoby trudno z takim rozmiarem - a że jako się rzekło, już nie młodzik, to w bucikach "chłopięcych" byłoby mu o wiele mniej po drodze.
                  • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 11:44
                    I widziałas tam kolejke mężczyzn zamawiających spódniczki kojarzone o krojach kojarzonych obecnie jako damskie? Może dzięki mojej działalności się kolejki do takich zakładów ustawią, po kilty, sarongi i ewentualnie jakieś inne spódnice dla mężczyzn (pojawia się tu dość duża dowolność, bo pod samym określeniem "kilt" kryje sie dość szeroka możliwość wyboru obecnie. Nie wspominając, że kilt to słowo z języka staroskandynawskiego, gdzie ozanaczało po prostu spódniczkę. Męską spódniczkę dlatego, że Wikingowie kobiet w spódniczkach nie spotkali, takowych w zasięgu Drakkarów nie było). Klienci nie będą jednak zamawiać spódniczek takich, jak ich żony, z męskien natury będzie wynikało, że męskie spódniczki będą musiały być jakoś od damskich rozróżnialne.
                    • jael53 Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 12:22
                      Pocieszę Cię - ten ruch przybiera na sile. I bardzo dobrze - gdy się ogląda dawne portrety, to widac, ile mężczyźni stracili na unifikacji strojów.

                      Swoją drogą, przez brak pamięci oraz wyobraźni nasi "standardowcy" ani wiedzą, że to, co mają za "naturalne" i istniejące zgoła od początku świata, wywoływało fale zgorszenia, oburzenia... prowokowało do pisania pamfletów... Jeszcze na początku XIX w. w środowiskach ultrakonserwatywnych (polskie ziemiaństwo tego przykładem) zachodni strój męski był przedstawiany jako obrzydliwość, do tego o niebotycznej sile rażenia - bo niszcząca i dobre obyczaje, i zgoła patriotyzm :-).
                      • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 13:18
                        > Pocieszę Cię - ten ruch przybiera na sile.

                        Wiem coś o tym, sam mam w tym swój skromny udział. :)
                • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 13:06
                  strikemaster napisał:

                  > podobnie jak Wy też muszę mieć jakieś priorytety.

                  Priorytetów tyle, ile feministek podejrzewam. Ja np. nie jestem w stanie przeskoczyć kilku rzeczy i kilku feministek, choćby z powodu tego, jak podchodzą do kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego, no i co?
                  Priorytety, ok, ale to nie znaczy, że nie mamy włączać się w inne sprawy, pomagać, czy potowarzyszyć innym w biedzie. Ty też chyba tak uważasz, skoro wciąż piłujesz feministki w sprawie męskich spódnic?

                  > Duzo łatwiej jest przywrócic spódnice jako strój męski niż zlikwidować podział płciowy w dziedzinie ubrań.

                  Muszę nad tym pomyśleć dłużej, ale wstępnie - właśnie że nie. Wydaje mi się to pułapką, takie podejście. Raczej widzę trend w kierunku androgyniczności, nie tylko w modzie oczywiście, do wymieszania, do chaosu, nie do zastępowania jednych podziałów innymi, czy do trzymania się sztywnych granic, w ogóle do trzymania się myślenia wg takich schematów - białe-czarne itp. Nie, wszystko się zaciera.
                  A co, jeśli będziesz mógł oddać spódnicę mężczyznom tylko wtedy, kiedy zabierzesz ją kobietom? Bez znaczenia jaka to będzie spódnica.

                  > Ksiundz nie nosi damskiej kiecki, poza tym, wiem, że nie każdy to zbok. Problem
                  > jest w czymś innym, trudno by było przekonać faceta do zakupu ubrania na dzial
                  > e damskim, choćby to były najbardziej tradycyjne jeansy prosto od cowboya z Dzi
                  > kiego Zachodu. Nie bardzo wiem, z czego to wynika ale jest i sam się zaliczam d
                  > o dominujacej grupy mężczyzn nie kupujących niczego, co damskie. Wiec licznej g
                  > rupy mężczyzn w spódnicach kupionych na damskim zebrać się nie da, mała grupka
                  > nie ma większego znaczenia społecznego, a rodzi pytania o powody. Najbardziej z
                  > nanymi powszechnie powodami są przyczyny seksualne, a nasze społeczeństwo jest
                  > homofobiczne.

                  Trochę racji masz, trochę nie;)
                  Zależy jakie pokolenie np. Ty mówisz jak Ty i Twoje;) Smarkacze, czy stare dziadki mają w nosie takie rzeczy. Poza tym faceci mają dziewczyny, one mogą coś tu wskórać. Liczy się też poziom mentalny i wyedukowania, że tak nazwę. Prymityw i za 10 lat będzie się śmiał, że 'jeeee! patrzta, facet w babskich butach!' (japonkach).
                  Chodziło mi też o to, że gdyby coś wreszcie zrobić, to więcej facetów może by się odważyło założyć spódnicę, wszystko jedno jaką i gdzie kupioną, a tak, to znów będą podziały, i że ktoś lepszy, a ktoś bardziej zboczony. Szkoda by było, jak już się zaczyna.

                  Oddzielenie to wykluczenie, nie podoba mi się to.
                  Poza tym, będzie Ci potrzebna pomoc, wsparcie choćby, a najlepsze jest wzajemne.

                  > Twojej oferty nie odrzucam, myslę tylko jak taka akcję wykombinować, żeby okaza
                  > ła się skuteczna.

                  Jeśli zrobisz coś, to zrób to w miejscu w miarę dostępnym. I kontakt, trzymaj kontakt/y. I znajdź sponsora;) i zadzwoń to Superstacji;)
                  Może żartuję, może nie...
                  • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 13:30
                    > Priorytety, ok, ale to nie znaczy, że nie mamy włączać się w inne sprawy, pomag
                    > ać, czy potowarzyszyć innym w biedzie. Ty też chyba tak uważasz, skoro wciąż pi
                    > łujesz feministki w sprawie męskich spódnic?

                    Chyba uważam, inaczej bym się tu w swojej sprawie nie udzielał.

                    > Raczej widzę trend w kierunku androgyniczności, nie t
                    > ylko w modzie oczywiście, do wymieszania, do chaosu, nie do zastępowania jednyc
                    > h podziałów innymi,

                    Taki trend się pojawia, ale głównie w sferze projektantow i niektórych celebrytów. Mężczyźni jakoś nie chcą celebrytów naśladować.

                    > A co, jeśli będziesz mógł oddać spódnicę mężczyznom tylko wtedy, kiedy zabierze
                    > sz ją kobietom? Bez znaczenia jaka to będzie spódnica.

                    Mam nadzieję, ze to nie nastapi. Poza tym, zawsze będziecie mieli do wyboru sukienki, jakoś sobie poradzicie. :)

                    > Chodziło mi też o to, że gdyby coś wreszcie zrobić, to więcej facetów może by s
                    > ię odważyło założyć spódnicę, wszystko jedno jaką i gdzie kupioną, a tak, to zn
                    > ów będą podziały, i że ktoś lepszy, a ktoś bardziej zboczony.

                    Pewnie, że likwidacja podziałów byłaby ideałem, jak na razie nieosiągalnym, wiec trzeba mieć jakiś plan minimum. Poza tym, większa popularność kiltów, czyli spódnic wśród mężczyzn na pewno spowoduje zmiane postrzegania facetów w "zwykłych" spódniczkach. Rewolucja nie wyjdzie, ewolucja jest skuteczniejsza.
                    • easz Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 13:57
                      strikemaster napisał:

                      > Taki trend się pojawia, ale głównie w sferze projektantow i niektórych celebryt
                      > ów. Mężczyźni jakoś nie chcą celebrytów naśladować.

                      Ale nie mówiłam tylko o modzie, także o rolach np. Mężczyzna z dzieckiem na zabawie mikołajkowej? Myjący okno? To tak z brzegu, imo częstsze niż kiedykolwiek. Żeby tu chcieli naśladować mężczyźni mężczyzn i kobiety...

                      > Mam nadzieję, ze to nie nastapi. Poza tym, zawsze będziecie mieli do wyboru suk
                      > ienki, jakoś sobie poradzicie. :)

                      O nie! To ja będę Cię bojkotować, a nie pomagać :P Nie oddam spódnicy za nic!
                      A dla mnie sukienka i spódnica to tutaj to samo.

                      > Rewolucja nie wyjdzie, ewolucja jest skuteczniejsza.

                      Różnie bywa;)

                      W takim razie za rok mówimy 'sprawdzam'..?
                      :)
                      • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 14:18
                        > Ale nie mówiłam tylko o modzie, także o rolach np. Mężczyzna z dzieckiem na zab
                        > awie mikołajkowej? Myjący okno? To tak z brzegu, imo częstsze niż kiedykolwiek.
                        > Żeby tu chcieli naśladować mężczyźni mężczyzn i kobiety...

                        Z dzieckiem bywa trudno ze względu na medialną nagonke na pedofilów. Za to mycie okien przez mężczyzn to dość częsta praktyka. A żeby było jeszcze ciekawiej, mycie okien i zabawa z dzieckiem nie podpadają pod androgynię. Androgynia obecna jest tylko w wyglądzie.

                        > O nie! To ja będę Cię bojkotować, a nie pomagać :P

                        Nie chce Wam niczego zabraniać, stwierdzam tylko, ze nas spodnie zabijają, dla Was sa tylko trochę niezdrowe i tylko gdy jest ciepło. To tak z medycznego punktu widzenia.

                        > A dla mnie sukienka i spódnica to tutaj to samo.

                        A dla mnie nie. Pomyśleć, że na forach kobiety skarżą się, że facet nie odróżna spódnicy od sukienki. :)

                        > W takim razie za rok mówimy 'sprawdzam'..?
                        > :)


                        Organizujemy wyścig? To by było bardzo skuteczne, współzawodnictwo zwykle podnosi efektywność.
                        • easz Re: O co nie walczą feministki? 05.03.11, 18:10
                          strikemaster napisał:

                          > Z dzieckiem bywa trudno ze względu na medialną nagonke na pedofilów.

                          Nieee tam, nie w tym sensie. Widuję sporo mężczyzn z dzieciakami, także na takich akcjach jak pisałam, ale i na spacerach, zakupach, i jeszcze ani razu nie pomyślałam, że to nie ojciec, no weź. Pedofil to raczej gość w pobliżu dzieci, ale bez dziecka i chyba się jakoś dziwnie zachowuje..? Albo w ogóle kryje, np. w necie, czy wykorzystuje sytuację, kiedy dziecko jest samo, bez opieki, czy uwagi dorosłych.

                          > Za to mycie okien przez mężczyzn to dość częsta praktyka.

                          Za to z myciem okien jest kiepsko. Od trzech lat chyba specjalnie się przyglądam myjącym na wiosnę, przed świętami, czyli wtedy, kiedy najwięcej osób to robi i faceta nie uświadczyłam. Pisałam już tu o tym, przy okazji też o tym właśnie, że na wiosennych spacerach dużo chłopa z dziećmi.

                          > A żeby było jeszcze ciekawiej, mycie okien i zabawa z dzieckiem nie podpadają pod androgynię. Androgynia obecna jest tylko w wyglądzie.

                          Nieprawda, nie tylko w wyglądzie. Może pospolicie, wśród ludu tak się głosi, ale nie jest tak.

                          > > A dla mnie sukienka i spódnica to tutaj to samo.
                          >
                          > A dla mnie nie. Pomyśleć, że na forach kobiety skarżą się, że facet nie odróżna
                          > spódnicy od sukienki. :)

                          No, to byśmy mogli się pospierać, także pewnie na tych forach, czy np. spódnica z bardzo wysokim stanem, to spódnica jeszcze, czy już suknia gorsetowa underbust? ;)
                          Powiedziałam - TU to jest imo ten sam problem, ten sam przypadek.

                          > Organizujemy wyścig? To by było bardzo skuteczne, współzawodnictwo zwykle podnosi efektywność.

                          Nie-e, nie lubię współzawodnictwa, wolę kumpelskość, współpracę, nauczyć się czegoś od kogoś i skorzystać;) Fajnie spędzić czas, a żeby z tego jeszcze coś pozytywnego było.
      • strikemaster Re: O co nie walczą feministki? 03.03.11, 17:31
        > 1. Nie stawiałem zarzutów żadnych feministkom, że nie walczą dość dostatecznie
        > dobrze o prawa mężczyzn.

        No ale tak to trochę zabrzmiało.
      • tigertiger Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 06:31
        To mężczyźni muszą sami coś zrobić, a nie czekać na jakieś wybawienie z rąk
        > feministek.

        i posmakować czym jest walka ze skostniałym sterotypowym myśleniem, a potem dopiero wyrobić sobie ostateczny osąd na walke feministek ich piorytety i skalę problemów związanych z dyskryminacją płci. Roszczeniowa postawa jest postawą pasywną.
    • gotlama Re: O co nie walczą feministki? 04.03.11, 18:20
      Z pewnością nie będę walczyć o kobiece parytety w przestępczości i bezdomności.
      Na pewno będę walczyć o przystosowanie mężczyzn do harmonijnego życia w społeczeństwie i o przystosowanie kobiet do życia nie tylko na męskiej łasce.
      • nihil-istka Najlepsze przysowanie kobiet ...... 04.03.11, 18:54
        ..... do zycia w samodzielnosci to czesty wykop przez mezczyzn swych konkubin za drzwi i zastepowanie ich mlodszymi i lepszymi egzemplarzami.
        • gotlama Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 04.03.11, 19:05
          Czy mógłbyś się zająć swymi wirtualnymi dziećmi i wirtualnym przygotowaniem do wirtualnego połogu swej wirtualnej żony Asi zamiast stalkingiem - jak dla ciebie - znacznie bardziej wirtualnej Gotlamy ?
          • nihil-istka Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 00:13
            Babciu gotlamo, nie rob sobie niepotrzebnych nadzieji. Ja w zyciu nie przelecialem kobiety starszej niz 40 lat. Nie jestem nekrofilem
          • tigertiger Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 06:52
            Gotlama tym razem ja mam do Ciebie wielką prośbę, ignoruj proszę wpisy nie godne uwagi, nie logiczne, przepełnione agresją i uprzedzeniami. Zrób to przez wgląd na siebie samą jak i innych użytkowników forum. Każda odpowiedź na prowokacje, zachęca osobę z zaburzeniami do większej aktywności i eskalacji negatywnych emocji na forum, tym samym zaśmiecając je. Czy z człowieka dotkniętego widoczna chorobą wypada się śmiać, wytykać jego zaburzenia czy drwić? Będzie więc z korzyścią dla wszystkich kiedy "zainstalujesz sobie ignora" na pewien typ wpisów na forum. Jak widzisz ja już zainstalowałam sobie "protezę", przyznaję się, że nie wiedziałam iż mogę z takiej opcji korzystać nie tylko w Wordzie ale i w sieci. Pogrzebałam trochę, zainstalowałam i czuję się zdecydowanie pewniej z tą pomocą. Wystarczyła ryzcyliwa sugestia:) dziękuję.
            • tigertiger Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 06:56
              errata miało być życzliwa , nie yzcyliwa ale tym razem klawiatura mi pląta figla po y mam z i na odwrót.
              • kocia_noga Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 09:43
                w takich wypadkach wystarczy kliknąć dwukrotnie ctrl+shift.
                • tigertiger Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 14:34
                  Dzięki Kocia:) a ja restartowałam kom. twoja metoda szybsza bezwzględnie:)
                  • kocia_noga Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 15:08
                    Często robię literówki i równie często klikam gdzie nie trzeba, więc musiałam opanować tę metodę:)
                    • tigertiger Re: Najlepsze przysowanie kobiet ...... 05.03.11, 17:48
                      jeszcze raz dziękuję:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja