candycandy
22.03.11, 00:46
witam;)
tytul watku roboczy ale imho calkiem calkiem oddaje istote problemu.
moja "fabryczna rodzina" ostatnio lubuje sie roznego typu akcjach "spolecznych": a to jakies dzialanie charytatywne, a to przychylniejszym okiem patrzy sie (ba! propaguje wrecz;P) akcje natury towarzyskiej majace na celu integracje pracownikow itp., itd. tylko zawsze przy takiej akcji potrzeba co najmniej 1 "fabrykanta" o wiekszym zacieciu spolecznym niz pozostali i ..... wtedy zaczyna sie brak rownouprawnienia.
po kolei i 2 konkretne przyklady:
1) akcje charytatywne szczytne sa i nikt temu przeczy. motyw przerabiany pewnie nie raz i w waszych "fabrykach". w mojej sa calkiem sensowne (imho) tzn. zebrana kasa nie jest przekazywana wybranej placowce\stowarzyszeniu i finito ale kasa ta oplacamy konkretne dzialania, np. oplacamy ilestam rehabilitacji\lekcji u logopedy ilustam dzieciakom z dd czy innych podobnych placowek. najpopularniejsza forma realizacji ww. akcji: management wyzszego szczebla samodzielnie piecze (ha! orzechy przeciw kasztanom, ze w przypadku meskiej czesci managementu pieka matki lub zony lub kochanki - ale nie o tym mialo byc;) ciasta i potem dyla z tym ciastem po fabryce i sprzedaje. no ale potrzebuje wtedy pomocnikow: 2-3 pracownicy dylaja z nimi, nawoluja chetnych, nakladaja towar na talerzyki, zbieraja kase itp. oczywiscie wszystko jest zaplanowane tzn. na kilka dni przed "wielkim" dniem management poszukuje pomocnikow poprzez zwykle lub e-mailowe zapytanie skierowane do wiekszego lub mniejszego ogolu. nigdy sie, kurde, zaden facet dobrowolnie nie zglosil! albo dziewczyny zglaszaly sie same (bardziej naiwne? wrazliwe? bardziej baly sie odmowic?) albo nie zglaszal sie nikt i wtedy szlo zapytanie\prosba do konkretnych osob plci zenskiej i one zgadzaly sie. faceci nie umieja nakladac ciasta z wiekszego talerza na mniejszy? przeciez to tak jak w domu - z lodowki na talerz;P
2) generalnie lubimy swietowac w fabryce imieniny wspoltowarzyszy - solenizant przynosi ciasto (znowu;P) lub czekoladki, "w zamian" dostaje jakis mniejszy czy wiekszy prezent. tylko trzeba zrobic zbiorke kasy na prezent i pojsc po ten prezent. wtedy - w wiekszosci przypadkow - faceci twierdza, ze nie nadaja do zbierania cashu (ze niby co? - brak\wada jakiegos chromosomu?!), gdy trzeba wykombinowac prezent to bez wzgledu na wiek\plec i zainteresowania solenizanta propozycja jest niezmienna: "to moze flaszke?", nawet gdy rodzaj prezentu jest wybrany to nie wiedza w ktorym sklepie go nabyc: "JA (???) mam isc??? a ktoras z kolezanek bedzie mi towarzyszyc??? no bo jak tego, co wybraLYSCIE, nie bedzie???"
macie podobne obserwacje?
pozdrawiam