tigertiger
05.04.11, 19:04
Gdyby ktoś zapytał mnie tydzień temu, czy jestem feministką - zawahałabym się. Nie żebym widziała samą siebie w roli dziuni-laluni czy baru mlecznego dla potomstwa. Przeciwnie. Skończyłam studia, prowadziłam firmę, również z wielkim brzuchem, a potem z moimi ukochanymi bachorami na kolanach. Kiedy zamknęłam firmę, dostałam pracę w korporacji, którą sobie wymarzyłam. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej pochwaliłam się dwójką małych dzieci, co spotkało się z ciepłym przyjęciem. Myślałam: może te feministki przesadzają, po co to całe genderowe zawracanie głowy, jest przecież tyle ważniejszych problemów do rozwiązania na świecie?
po pewnej konferencji redaktor Aleksandra Szydłło pozbyła się wszelkich wątpliwości co do feminizmu:
Feministki i Feminiści! Pragnę się z wami przeprosić i do Was dołączyć. Bez was nie pozostanie mi nic innego, jak na następną konferencję przybyć w przezroczystym kostiumiku z rozporko-dekoltem, a na drzwiach hotelowych wywiesić karteczkę: "Redaktor dziunia-lalunia zaprasza na bara-bara".
Jak sądzę nie tylko redaktor A.S zdarzyła się z szowinistycznym traktowaniem na konferencjach, szkoleniach czy zebraniach. Czy macie podobne doświadczenia w swoich miejscach pracy? odsyłam do tekstu, albowiem wart jest przeczytania w całości:)
Więcej...
wyborcza.pl/1,75248,9370835,Redaktor_dziunia_lalunia_i_zlote_swojskie_meskie_wzdecie.html