No i wszystko jasne

20.04.11, 21:15
www.telegraph.co.uk/science/science-news/8461178/The-gender-pay-gap-could-be-down-to-boys-being-more-competitive.html
    • takisobienik nic nie jest jasne 20.04.11, 22:57
      Girls, who are often better than their male counterparts, tend to shy away from competing even if they know they are going to win.

      Na razie z owego badania wynika tylko tyle, że kobiety zarabiają mniej, bo już jako dziewczynki są mniej śmiałe. Może by to wyjaśnić?

    • takisobienik Re: No i wszystko jasne 20.04.11, 23:09
      Ech te pismaki...
      Oryginalny paper tutaj: ftp.iza.org/dp5015.pdf


      Gneezy et al. (2009) have shown that gender differences in competitive behavior and
      the willingness to compete are strongly affected by cultural conditions.

      While these results do not rule out the possibility that nature (such as
      genetic predispositions and physiological factors) have a strong impact on gender differences
      in competition, they show that the social framework prevalent in a specific culture plays an
      important role for the behavior of adults in competitive environments.

      The first contribution on the influence of biological factors on the gender gap in
      competition is a very recent paper by Wozniak et al. (2010). They investigate biological
      explanations for the observed gender differences by examining how (adult) women’s
      competitive choices change with hormonal fluctuations. While Wozniak et al. (2010) can
      replicate the finding that men are more likely to choose competitive compensation schemes,
      they also find that hormonal fluctuations during the menstrual cycle have a significant impact
      on the choices of women. During their low-hormone phase women are less likely to enter
      competitive environments than women in a non-low-hormone phase of the menstrual cycle.
      This shows that biological factors can influence the size of the gender gap in the willingness
      to compete.

      Gaining knowledge about the periods in life in which a gender gap in competitiveness exists is a precondition, however, to tailor the timing and type of suitable policy interventions to narrow down or even close this gap, with the aim of providing women with better chances on labor markets later on in life.


      :)))

      Czy ta praca Wozniak/a się obroni w przyszłości, to się jeszcze okaże. Nie chce mi się teraz jej szukać, ale ciekawe, czy wzięto tam pod uwagę kobiety stosujące antykoncepcję hormonalną.
    • rychu_taxi_drajwer Re: No i wszystko jasne 21.04.11, 22:32
      Kobiety zarabiają mniej bo nie mają żon.
      • tigertiger Re: No i wszystko jasne 21.04.11, 23:30
        rychu_taxi_drajwer napisał:

        > Kobiety zarabiają mniej bo nie mają żon.

        W Polsce Kobiety żon nie maja fakt, ale w Holandii, Belgii, Hiszpanii, Kanadzie, RPA, Norwegii, Szwecji , Portugalii , Isllandi i w Argentynie oraz w amerykańskich stanach Massachusetts , Connecticut, Iowa, Vermont, New Hampshire a także w Dystrykcie Kolumbii i mieście Meksyk tam są kobiety, które mają żony i ich zarobki nie zwiększają się z tego powodu. Ciekawe jest też to, że mężczyźni, którzy mają mężów lub single nie zarabiają mniej ? Rychu niestety ta teoria jest zbyt łatwa do obalenia, ale próbuj dalej:)
        • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 11:47
          Kobiety nie mogą mieć żon. Co najwyżej kochanki, "partnerki", współlokatorki albo konkubiny.
          • jael53 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 12:53
            Pośpiesz z pouczeniem do pani prezydentki Islandii. Możesz też wybrać się z misją do Szwecji i tak nawet konferencję biskupów państwowego Kościoła uświadamiać.
            • tigertiger Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 13:13
              Misiu czas się dowiedzieć , że legalizacja związków homoseksualnych to jedno ( 30 krajów je wprowadziło do tej pory, oraz 9 stanów w USA), druga rzecz to małżeństwa homoseksualne, które są legalne w krajach i stanach,które skrupulatnie wymieniłam powyżej:). Pierwszym krajem, który zalegalizował małżeństwa osób tej samej płci była Holandia w 2001r. Rychu i Misiu zawsze czegoś nowego możecie się dowiedzieć z forum Feministki :).
              • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 19:29
                tigertiger napisała:

                > Misiu czas się dowiedzieć , że legalizacja związków homoseksualnych to jedno (
                > 30 krajów je wprowadziło do tej pory, oraz 9 stanów w USA), druga rzecz to małż
                > eństwa homoseksualne, które są legalne w krajach i stanach,które skrupulatnie w
                > ymieniłam powyżej:). Pierwszym krajem, który zalegalizował małżeństwa os
                > ób tej samej płci była Holandia w 2001r. Rychu i Misiu zawsze czegoś nowego moż
                > ecie się dowiedzieć z forum Feministki :).

                Nie istnieje nic takiego, jak "małżeństwo homoseksualne". Tak, jak nie ma suchej wody ani gorącego lodu. Małżeństwo to wyłącznie związek kobiety i mężczyzny i żadne lewackie zakłamywanie rzeczywistości tego nie zmieni. Lewicowo zidiociałe parlamenty mogą sobie równie dobrze uchwalać zimę w lecie albo unieważniać prawo powszechnego ciążenia.
                • znana.jako.ggigus misiu1 slodziaku, definicja malzenstwa: 23.04.11, 11:55
                  pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwo
                  szczegolnie to zdanie polecam, ze nie jest to pojecie ponadczasowe
                  • tigertiger Re: misiu1 slodziaku, definicja malzenstwa: 26.04.11, 08:03
                    Ggigus ja doceniam Twoje starania, ale nie licz na to, że ktoś kto na racjonalnych argumenty reaguje inwektywami biedzę klikał w link z definicją, który zamieszczasz. Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, gdy ktoś zniża się do poziomu ujadającego psa to jest to koniec rozmowy na argumenty.
                    Poglądy mamy prawo mieć różne, nie zawsze zgodne z tym co zostało powszechnie przyjęte i zaakceptowane (prawnie czy historycznie), np. są osoby święcie przekonane, że holocaustu nigdy nie było albo, że Ojciec Rydzyk nie manipuluje swoimi słuchaczami. Próby przekonywania osób dla których stereotypowe myślenie jest jedynie słuszne do zmiany poglądów czy zweryfikowania ich przynoszą najczęściej odwrotny skutek.
                    Dla tego tak często pada na forum apel o nie dokarmianie Trolli.
                    • misiu-1 Re: misiu1 slodziaku, definicja malzenstwa: 27.04.11, 19:51
                      tigertiger napisała:

                      > Ggigus ja doceniam Twoje starania, ale nie licz na to, że ktoś kto na racjonaln
                      > ych argumenty reaguje inwektywami

                      To gdzie są te "racjonalne argumenty"? Uchwalenie czegoś przez jakiś parlament nie jest żadnym argumentem. Można by ułożyć długą listę głupstw i świństw uchwalanych przez rozmaite parlamenty. Giggus zaś niech się najpierw zdecyduje, czy wikipedia jest wiarygodnym źródłem, czy nie jest. Na razie ma do niej stosunek, rzekłbym, ambiwalentny. Tzn. kiedy wyczyta w niej coś, co jej się spodoba, wtedy tak. A kiedy nie, to nie. Nie wspominając już, że do dyskusji z giggus trzeba mieć anielską cierpliwość, nerwy ze stali, kupę niepotrzebnego czasu i wielką tolerancję dla głupoty.
                  • tricolour Definicja małżeństwa... 26.04.11, 14:25
                    ... którą przytaczasz została okrojona o możliwośc posiadanie potomstwa. Potomstwa z tegoż małżeństwa, a nie pozyskanego drogą starań osób trzecich, co jest o tyle ważne, że w zakresie społecznym, prawnym i emocjonalnym małżeństwo - wedle przytoczonej definicji - jest samowystarczalne.

                    Oznacza to, że przytoczona definicja jest zubożona o ważny element: możliwość reprodukcji czyli trwania w czasie. Definicja małżeństwa uczyniła małżeństwo instutucją letalną z definicji czym daje dowód wewnętrznej sprzeczności lub - by się pozbyć tejże sprzeczności - wymaga ingerencji osób trzecich, by móc trwać, co rodzi kolejną sprzeczność przez koniecznośc dodania małżonka (lub kogoś innego) zdolnego do posiadania potomstwa, o którym definicja nie wspomina.

                    Ostatecznie oznacza to, że przytoczona "definicja" nie wypełnia formalnych wymogów definicji.
                    • takisobienik Re: Definicja małżeństwa... 26.04.11, 15:02
                      Czyli według ciebie małżeństwo, które nie może spłodzić potomstwa, nie jest małżeństwem? To bardzo ciekawe.
                      • tricolour Wyjdźmy poza małżeństwo... 26.04.11, 15:32
                        ... by sie uwolnić od emocjonalnej strony zjawiska.

                        Dla mnie każda definicja, która wymaga rekurencyjnie samej siebie (lub jak w naszym przypadku: może wykluczać samą siebie), nie jest definicją. No na tym to polega, że definiowanie określa zakres zjawiska i nie musi korzystać z czegoś trzeciego do określenia określanej rzeczy lub też nie stawia zjawiska w sprzeczności.

                        Wracając do małżeństwa: pominięcie sprawy seksu ukierunkowanego na posiadanie potomstwa oznacza, że małżeństwo zaczyna wymagać obecności osób spoza małżeństwa, by - przykładowo - zaspokoić swoje potrzeby prawne związane z dziedziczeniem, a o tym mówi definicja. W zakresie rodzinnym również zaczyna być logiczny kłopot, bo okazuje się, że potrzeba obcych osób które dostarczą dzieci, by małżeństwo mogło być rodziną, na którą to rodzinę powołuj się definicja małżeństwa.
                    • tigertiger Re: Definicja małżeństwa... 26.04.11, 15:47
                      Należy więc unieważnić małżeństwa osób przeciwnej płci, które pozostają bezdzietne (z wyboru lub powodów biologicznych) gdyż nie służą prokreacji, a także należało by unieważnić wszytki te małżeństwa, w których dzieci poczęły się za pomocą in vitro, lub w których jeden z małżonków nie jest rodzicem biologicznym dziecka, a wychowuje dziecko partnera/ki z poprzedniego związku.
                      Obecnie w 10 krajach i 7 regionach definicja małżeństwa w prawnym znaczeniu obejmuje też związki jednopłciowe. W tych krajach ustanowiono przez państwo, że instytucja małżeństwa nie powinna być ograniczana przez wpływy ideologiczno-religijne, lecz musi uwzględniać potrzeby wszystkich obywateli, również mających odmienne poglądy i preferencje.
                      • tricolour Nie ma potrzeby niczego unieważniać... 26.04.11, 16:42
                        ... chodzi jedynie o to, by mieć świadomość, że zmiana znaczenia definicji małżeństwa na określenie szersze, pozostawia po sobie różne konsekwencje, także niepożądane. Bo jest przecież oczywiste, że zmiany dokonano na potrzeby osób żyjących w nieformalnych różnych związkach (homoseksualnych, biseksualnych itp) , które chciały nabrać praw osób tych "sformalizowanych". Jednym z tych niepożądanych efektów jest konieczność "żerowania" na normalnych (w sensie rozmnażania, także in vitro, które zapewnia ciągłośc genetyczną) rodzicielstwie, by móc przekazać swój model wychowawczy.

                        Nie ma też potrzeby bać się związków homoseksualnych, bo zasięg ich genetycznego istnienia ograniczony jest do jednego pokolenia. Nawet w przypadku adopcji nic złego sie nie stanie, bo "potomek" albo będzie normalny pod względem reprodukcji albo stworzy kolejny związek bez przyszłości genetycznej.

                        BTW: łatwo sobie wyliczyć, że potomstwo w związku homoseksualnym można mieć tylko w trójkącie, a to wymaga dzietności >3 by tylko zapewnić podstawową zastępowalność pokoleń lub na drodze manipulacją technologii (in vitro) na którą mało kogo stać więc się statystycznie nie liczy. Mechanizm jest jak widać z głębokim sprzężeniem eliminującycm odstępstwa od naturalnego rozmnażania głownie z faktu, że w społeczeństwach afirmujących homoseksualizm mowy nie ma o dzietności choćby większej niż dwa.
                        • takisobienik Re: Nie ma potrzeby niczego unieważniać... 26.04.11, 17:00
                          > w społeczeństwach afirmujących homoseksualizm mowy nie ma o dzietności choćby większej niż dwa.

                          No tak, przecież afirmacja w PL idzie na całego :D
                        • takisobienik Re: Nie ma potrzeby niczego unieważniać... 26.04.11, 17:04
                          No jasne, kto by chciał, żeby jego własną naprędce stworzoną definicję małżeństwa od razu unieważniać :>
                          Tylko że ta twoja definicja wyklucza chociażby porządne tradycyjne katolickie małżeństwa, które adoptowały dzieci, bo nie chciały się bawić w to zbrodnicze in vitro.
                          • tricolour Zacytuj moją definicję... 26.04.11, 17:07
                            ... a szczególnie proszę byś podkreśliła w niej ten fragment, w którym wykluczam adopcję.

                            Wydaje mi się, że po raz kolejny rozmowa, która mogła być merytoryczna skręci w insynuacje...
                      • takisobienik Re: Definicja małżeństwa... 26.04.11, 17:02
                        tigertiger napisała:

                        > Należy więc unieważnić małżeństwa osób przeciwnej płci, które pozostają bezdzie
                        > tne (z wyboru lub powodów biologicznych) gdyż nie służą prokreacji, a także nal
                        > eżało by unieważnić wszytki te małżeństwa, w których dzieci poczęły się za pomo
                        > cą in vitro, lub w których jeden z małżonków nie jest rodzicem biologicznym dzi
                        > ecka, a wychowuje dziecko partnera/ki z poprzedniego związku.

                        Właśnie takiego wniosku oczekiwałam od trikolora po tym jego stwierdzeniu ;>
                        • tricolour Ja mam przeciwny wniosek... 26.04.11, 17:04
                          ... zauważyłaś?

                          :)
            • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 19:24
              jael53 napisała:

              > Pośpiesz z pouczeniem do pani prezydentki Islandii. Możesz też wybrać się z misją do
              > Szwecji i tak nawet konferencję biskupów państwowego Kościoła uświadamiać.

              Nie ma takiej potrzeby, żeby uganiać się za durniami po całym świecie. Wystarczy, jak da im się odpór na własnym podwórku. Jak każdy posprząta u siebie, to u wszystkich będzie posprzątane.
              • jael53 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 20:27
                Koniecznie powiadom najbliższą placówkę dyplomatyczną Islandii, że masz przywódczynię tego kraju, a przede wszystkim Rijksdag, za durniów.
                • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 20:32
                  W jakim celu? Nie od tego są przecież durniami, żeby pod wpływem krytyki zastanowić się nad swoimi poczynaniami i je skorygować. Do tego potrzeba mądrości, a tej, jako głupcy, nie mają.
                  • jael53 Re: No i wszystko jasne 23.04.11, 11:19
                    W takim celu, że dobry obyczaj nakazuje z krytyką zwracać się wprost do tego, kto jest jej przedmiotem. Wygodnie, za plecami krytykują (wręcz obrażają) tylko ci, którym w podświadomości tkwi elegancja dyscypliny znanej jako "skok ze sztachetą zza węgła".
                    • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 23.04.11, 15:51
                      Gdyby chodziło o krytykę prywatnego człowieka, miałabyś rację. Polityków można krytykować wszędzie.
        • policjawkrainieczarow Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 16:50
          Rychu niestety ta teoria jest
          > zbyt łatwa do obalenia, ale próbuj dalej:)

          ale jesli rychu ma na mysli żone w tym oldskulowym znaczeniu, w sensie osobę, która nieodpłatnie dba o to, żeby dom był posprzątany, pranie i zakupy zrobione, posiłki przygotowane, garniak wyprasowany a dziewci wychowane, to niestety ma rację, sama znam panów, którzy zaszli dość wysoko i z prostotą przyznają, że nie byliby tam, gdzie są, gdyby nie mieli tych zon, które podporządkowały swoje życie mężowskiej karierze. Piasała kiedyś o tym Dunin, której też się taka żona marzyła.

          Małżeństwa jednopłciowe to jest wymysł dość nowoczesny w por. z tradycyjnym małżeństwem i rolami, więc akurat pod ten tradycyjny model niekoniecznie podpadają.
          • tigertiger Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 18:24
            > Małżeństwa jednopłciowe to jest wymysł dość nowoczesny w por. z tradycyjnym mał
            > żeństwem i rolami, więc akurat pod ten tradycyjny model niekoniecznie podpadają

            To znaczy?
            Niby dla czego?
            Przecież w małżeństwach jednopłciowych też są podobne relacje i często tak bywa, że jedno zarabia, a drugie prowadzi dom i wychowuje dzieci. Wiem, że tradycyjne myślenie nie jest w stanie tego zaakceptować, jednak takie są fakty, nawet w Polsce mino, że większość społeczeństwa jest przeciwna legalizacji takich związków, oraz wychowywania przez pary homoseksualne dzieci to mimo to, takie związki są i według raportu KPH w Polsce pary homoseksualne wychowują ok 50 tys dzieci www.wprost.pl/ar/229276/Teczowy-raport/?I=1460. Na pewno są i takie układy, w których jedno z nich przejmuje "obowiązki żony, która nieodpłatnie dba o to aby drugie w spokoju zajmowało się kariera i zarabianiem pieniędzy.
            Nie zaprzeczam, że mężowie takich żon zawdzięczają im wiele, ale mężowie żon, które również pracują także zarabiają więcej od swoich koleżanek, które czy mają na utrzymaniu dzieci i męża www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zwiazki/gdy-ona-utrzymuje-dom_36576.html. W krajach skandynawskich tradycyjny podział ról już dawno przeszedł do lamusa, a mimo to nadal Skandynawowie nie uporali się z tym aspektem dyskryminacji kobiet całkowicie i również zarobki kobiet analogicznie do mężczyzn na tych samych stanowiskach są niższe: ... z badania wysnuto smutny wniosek dla płci żeńskiej, bowiem kobiety na kierowniczych stanowiskach nadal zarabiają mniej niż koledzy po fachu. Różnica wynosi przeciętnie 1700 koron miesięcznieszwecja.pl/news/kobiety-zarabiaj%C4%85-mniej.html
            Nadal twierdzę, że posiadanie żony nawet w znaczeniu tradycyjnym nie jest argumentem, którego nie da się obalić:)
            • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 19:32
              Nie istnieje coś takiego, jak "małżeństwo jednopłciowe", więc głupot nie wypisuj.
              • tigertiger Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 21:03
                - Jednopłciowe małżeństwo stanowi wyraz postępu w dziedzinie praw człowieka i inkluzji społecznej, jesteśmy więc dumni, że doszło do tego u nas - powiedziała Fabiana Rios, gubernator położonej na południowym krańcu Argentyny prowincji.
                wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7403784,Pierwsze_homoseksualne_malzenstwo_w_Ameryce_Lacinskiej.html
                Bez względu na Twoje przekonania, małżeństwa jednopłciowe są zawieranie w majestacie prawa, a wiec istnieją.:). Sejm RP odrzucił zgłoszone przez PiS w drugim czytaniu poprawki do projektu ustawy min. zapis, że "małżeństwem w rozumieniu niniejszej ustawy jest tylko związek kobiety i mężczyzny; nie stosuje się przepisów prawa obcego regulującego związki osób tej samej płci".
                - Proponowana przez PiS regulacja nie przyczyni się w żadnym stopniu do wzmocnienia rozumienia małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny w prawie polskim. Może natomiast powodować liczne wątpliwości interpretacyjne - powiedział minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, odnosząc się do zarzutów posłów PiS, że ustawa umożliwi zawieranie w Polsce małżeństw przez osoby tej samej płci.www.rp.pl/artykul/605422.html
                Misiu i kto tu bzdury wypisuje? Teraz z pewnością powyzywasz wszystkich od lewaków, nie mniej takie są fakty małżeństwa jednopłciowe istnieją w świetle prawa, choć nie każdemu się to podoba.
                • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 21:33
                  > Misiu i kto tu bzdury wypisuje?

                  Ty. I ci, których cytujesz. Jeśli uważasz, że paru osłów w parlamentach może przegłosować, że od dziś gó... mamy nazywać chlebem, to mogę tylko życzyć Ci smacznego.

                  > nie mniej takie są fakty małżeństwa jednopłciowe istnieją w świetle prawa,

                  Nie w świetle prawa, tylko lewa.
            • policjawkrainieczarow Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 19:36
              > To znaczy?
              > Niby dla czego?


              napisałam "niekoniecznie", a nie, że nie podpadają.
              I chyba jest to dość jasne, dlaczego: nie maja wielowiekowej, uświęconej w tym względzie tradycji, NIKT IM NIE BĘDZIE MÓWIŁ w związku z tym, jaka role kto powinien w ich związku przyjąc "zgodnie z naturą". Ot, przyjmą, jaka chcą.
              I przede wszystkim - czy przy zawieraniu małżeństwa jednopłciowego w papierach stoi, kto jest mężem, a kto żoną, kto (jako żona) komu ślubuje posłuszeństwo i takie tam?
              • tigertiger Re: No i wszystko jasne 22.04.11, 21:23
                > napisałam "niekoniecznie", a nie, że nie podpadają.
                > I chyba jest to dość jasne, dlaczego: nie maja wielowiekowej, uświęconej w tym
                > względzie tradycji, NIKT IM NIE BĘDZIE MÓWIŁ w związku z tym, jaka role kto pow
                > inien w ich związku przyjąc "zgodnie z naturą.

                Rozumiem Twoje uzasadnienie, tylko logicznie rozumując pytam co w przypadku mężczyzna nie ma żony pracującej w domu (robienie kariery dzięki żonie to jedno, natomiast my tu mówimy o sytuacji związanej z nie równymi zarobkami na Tych samych stanowiskach a to nie to samo) , i z tymi, którzy żony w ogóle nie mają - ich pensje również są wyże od peniski koleżanek, które równie dobrze mogą być we współczesnym świecie głównymi żywicielkami, albo i jedynymi. Sam fakt posiadania żony nie jest głównym powodem, dla którego mężczyźni lepiej zarabiają na tych samych stanowiskach co kobiety. Gdyby to był faktyczny powód ich zarobków, to mężczyźni nie posiadający żon nie cieszyli by się tymi samymi przywilejami w opłacaniu co ci żonaci. Gdyby pracodawca kierował się tym kto jest głowa rodziny i ma na utrzymaniu małżonkę/małżonka oraz latorośle to z pewnością stosował by ta samą zasadę wobec kobiet posiadających na utrzymaniu rodzinę w tym męża, bo mówimy tu o sytuacji, w której pracodawca orientuje się w sytuacji rodzinnej swoich pracowników. Robienie odgórnego założenia w dzisiejszych czasach, iż mężczyzna jest wyłącznym lub głownym żywicielem rodzinny jest kompletnie oderwane od rzeczywistości. Dlatego To jest absolutnie argument do podważenia.
              • takisobienik Re: No i wszystko jasne 26.04.11, 11:42
                > I przede wszystkim - czy przy zawieraniu małżeństwa jednopłciowego w papierach
                > stoi, kto jest mężem, a kto żoną, kto (jako żona) komu ślubuje posłuszeństwo i
                > takie tam?

                A przy dwupłciowym jest jakaś deklaracja o posłuszeństwie? Nic takiego nie pamiętam. Chyba że pijesz do wypocin Szawła czy Pawła ;>
                • tigertiger Re: No i wszystko jasne 26.04.11, 13:27
                  Współcześnie tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadanej ,czy to podczas ceremonii zaślubin cywilnych, czy kościelnych jest taki sam dla obojga małżonków. Jedyna różnica to, że panna młoda bierze pana młodego za męża, a on z kolei ją za żonę. Nie znam treści przysięgi małżeńskiej w przypadku ślubu pary jednopłciowej, ale na pewno obie panie młode poślubiają siebie jako żony, a obaj panowie młodzi biorą siebie za mężów. Żadna przysięga małżeńska w kulturze zachodniej nie nakazuje małżonkowi utrzymywać żony, a jej z kolei prowadzić dom i być posłuszną mężowi. Twierdzenie, że mężczyźni więcej zarabiają bo mają żony na utrzymaniu jest echem minionych epok.
                  Czas się przebudzić, żyjemy w XXI w. - na szczęście:)
                  • misiu-1 Re: No i wszystko jasne 27.04.11, 19:57
                    tigertiger napisała:

                    > Czas się przebudzić, żyjemy w XXI w. - na szczęście:)

                    Święte słowa. Czas najwyższy. To już nie barbarzyński, XX wiek lewicowych totalitaryzmów. Żyjemy w wieku, który ma szanse położyć im kres. Na szczęście.
          • rychu_taxi_drajwer Re: No i wszystko jasne 25.04.11, 22:01
            Chodziło o to, że mężczyzna musi tę żonę utrzymać, co sprawia że ma większe wymagania finansowe, nawet wykonując taką samą pracę którą wykonywałaby jakaś kobieta.
            • tigertiger Re: No i wszystko jasne 26.04.11, 06:58
              Rychu, mężczyźni mają większe wymagania finansowe nie zależnie od tego czy mają na utrzymaniu żonę czy nie mają. Po II Wojnie Światowej trwa nieprzerwanie proces aktywizacji kobiet zamężnych, dziś sytuacja aktywnych zawodowo żon i matek wygląda inaczej niż w roku 1950 kobiety zamężne Polki stanowiły 18% ogółu kobiet zatrudnionych poza rolnictwem, już w roku 1975 — 75% zamężnych Polek pracowało. A zatem obecnie około 2/3 pracownic stanowią mężatki. Spośród 4 mężatek w wieku 18 — 60 lat 3 są pracownicami. Niewielkie są różnice w aktywizacji zawodowej biorąc pod uwagę wiek kobiet, a także liczbę dzieci. Kobiety zamężne pracują w sposób ciągły, niemal wszystkie w pełnym wymiarze godzin (na półetatach pracuje tylko około 5% kobiet). Oczywiście z przerwą na urlop macierzyński z którego korzysta obecnie 30 — 35% pracujących matek, przede wszystkim młodych i rodzących po raz pierwszy. Od 2000 roku pracujące mężatki stanową 80 — 90% wszystkich kobiet zamężnych w wieku produkcyjnym. Dziś kobiety są lepiej wykształcone od mężczyzn i częściej się doszkalają od nich badania to potwierdzają, jak również to że kobiety na całym świecie mimo zajmowania równorzędnych stanowisk z mężczyzn zarabiają od nich zdecydowanie mniej. Wile kobiet samotnie wychowuje dzieci ma motywacje i ambicje ale wymagania swoje mogą sobie wsadzić głęboko bo realia są takie, że kobiety nie zarabiają mniej od mężczyzn bez względu na to jaka jest sytuacja rodzina i stan cywilny ich. W Polsce różnice w zarobkach między kobietami i mężczyznami to 10-30% w zależności od wysokości stanowiska jakie zajmują. Rośnie bezrobocie wśród kobiet w wieku produkcyjnym to fakt, ale rośnie też liczba kobiet samozatrudniających się.
              Nie wiem Rychu skąd u Ciebie takie przekonanie , że mężczyzna musi tę żonę utrzymać, z badań CBOS wynika, że 58% Polek nie zrezygnowałoby z pracy, nawet gdyby ich mąż mógł utrzymywać dom. Czyli nie ma racjonalnych przesłanek aby sądzić, że posiadanie żony jest jednoznaczny z obowiązkiem jej utrzymywania, większe wymagania finansowe u mężczyzn to wynik wyższe mniemanie o sobie. Jak twierdzą Brytyjscy naukowcy często mężczyźni mają wyższe mniemanie o sobie, niż wskazywałby na to iloraz ich inteligencji, dowody na potwierdzenie można bez trudu znaleźć chociażby na FF;)
              • rychu_taxi_drajwer Re: No i wszystko jasne 27.04.11, 21:26
                Kobiety pracują, owszem. Rzecz w tym że najczęściej jest to praca i zarobki na "własne potrzeby", a ciężar utrzymania rodziny spoczywa na facecie. Nie mów mi że ta armia psycholożek, filolożek, prawniczek (która przecież stanowi o lepszym wykształceniu kobiet, według feministek) będzie kiedykolwiek w stanie utrzymać założoną rodzinę. Zresztą sam to widzę po "partiach" jakie są dostępne na rynku - to są w większości kobiety które tylko pragną dorwać jakiegoś leszcza z samochodem, mieszkaniem i go doić całe życie. Jasne że same będą pracować gdzieś, bo przecież to nie czasy że kobieta ma leżeć i pachnieć, a one w końcu chcą być "niezależne", tylko że ta ich praca to taki kwiatek do kożucha.

                A co do zarobków, to dopóki wolny rynek i przydatność w pracy będzie decydować o nich, to kobiety zawsze będą zarabiać mniej.
                • tigertiger Re: No i wszystko jasne 27.04.11, 22:11
                  Kobiety wciąż są kategoryzowane jako te słabsze, których głównym celem powinno być prowadzenie domu i odgrywanie roli przykładnej żony i matki. Stare przeświadczenie, że to mężczyzna jest głową rodziny i to on musi tę rodzinę utrzymać, w związku z czym musi wypracować solidną pensję, wciąż jest w obiegu. To patriarchalny sposób myślenia powoduje, że wykształcone kobiety na równych stanowiskach kadry kierowniczej zarabiają mniej od mężczyzn, bo przecież kobieta powinny siedzieć w domu i wychowywać dzieci, a nie pchać się do świata biznesu, niegdyś zarezerwowanego tylko dla mężczyzn, wystarczy jak zarobią na przysłowiowe „waciki”, bo przecież ich mężowie zarabiają solidnie i odpowiadają za utrzymanie rodziny - to stereotyp. Ale co tymi kobietami, które są samotnymi matkami wychowującymi dzieci? A co w przypadku kiedy mąż jest bezrobotny, bądź zarabia mniej od żony? (12% mężów w Polsce pozostaje na całkowitym utrzymaniu żony www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/487788,rodziny_utrzymuja_wciaz_mezczyzni.html).
                  Dopóki przeświadczenie, że kobieta to pracownik gorszej kategorii, nie pójdzie w zapomnienie, tak nie będą one zarabiały godziwe, adekwatnie to swoich umiejętności, wykształcenia i wykonywanej pracy.
                  Rychu skup się, cały czas pisze o tym, że kobiety na tych samych stanowiskach co mężczyźni w tych samych firmach, o wysokich , albo i wyższych kwalifikacjach od mężczyzn zarabiają od swoich kolegów mniej o 10-30% nawet te którym w karierze nic nie przeszkadza, a mąż bezrobotny, prowadzi dom i wspiera, bezdzietne również zarabiają mniej od kolegów, którzy żon nie mają.
                  • rychu_taxi_drajwer Re: No i wszystko jasne 28.04.11, 00:06
                    Jak sobie kobieta podwiąże jajniki i przedstawi zaświadczenie lekarskie na tę okoliczność, to można rozważyć żeby zarabiała tyle samo. Choć i to moim zdaniem nie załatwia sprawy.
                    • tigertiger Re: No i wszystko jasne 28.04.11, 07:58
                      rychu_taxi_drajwer napisał:

                      > Jak sobie kobieta podwiąże jajniki i przedstawi zaświadczenie lekarskie na tę o
                      > koliczność, to można rozważyć żeby zarabiała tyle samo. Choć i to moim zdaniem
                      > nie załatwia sprawy.

                      Jak sobie ojcowie zaczną chodzić na tacieżynski... :) to można rozważyć żeby zarabiali mniej;)
                      Rychu twoje "łaskawość" mnie rozbraja;)
                      Prawo zakazuje dyskryminacji pracownika ze względu na płeć, pracownik jest zobowiązany do przedstawienia jednego tylko zaświadczenia od lekarzy o zdolności do pracy, jeśli pracodawca oczekuje od pracownika jakichkolwiek innych zaświadczeń łamie prawo.
                      Pracownica może iść do sądu pracy i domagać się odszkodowania, za to, że zarabia mniej niż jej kolega z pracy na tym samym stanowisku. Wysokość takiego odszkodowania jest uzależniona od tego, ile wynosi różnica w zarobkach i jak długo (miesięcy czy lat) trwała sytuacja dyskryminacji. Takich spraw do sądów trafia coraz więcej i wiele z nich kończy się zasądzeniem nawet wielotysięcznych odszkodowań.
                      Dyskryminacja się po prostu nie opłaca. Brak równego traktowania kobiet na rynku pracy to marnowanie ich talentów i potencjału. Firmy, które inwestują w politykę antydyskryminacyjną, odnoszą większe sukcesy. Podczas ostatniej fali kryzysu gospodarczego to właśnie firmy, w których wprowadzono taką politykę, lepiej zniosły kryzy.
                      I to należało by rozważyć, a nie fakt bezpłodności pracownicy potwierdzony zaświadczeniem od ginekologa.
                      Rychu ty już lepiej jeździj na tej taksówce, a nie bierz się za politykę płacową;)
                      • tricolour Czy mogłabyś podać przykład... 28.04.11, 08:12
                        ... "równych stanowisk kadry kierowniczej gdzie kobiety zarabiają mniej od mężczyzn"?

                        Proszę zupełnie serio, bo w znanych mi firmach nie spotkałem (w zasadzie nigdy) dwóch identycznych stanowisk kadry kierowniczej z tym samym zakresem obowiązków, co rodziłoby oczywistą konkurencję i patologicznę rywalizację. Spotykam natomiast managera z armią pomagierów i zastepców do czarnej roboty jak na taśmie.

                        Prosze głównie z tago powodu, że te równe prace jakoś tak chętnie wiązane są z tymi kadrami kierowniczymi.
                      • rychu_taxi_drajwer Re: No i wszystko jasne 28.04.11, 20:24
                        Aha, dzięki za info. Przeklejałaś czy sama pisałaś?

                        A za politykę płacową się nie będę brał, bo mam za wysokie kwalifikacje. Zostawię to paniusiom tzw. HRkom po socjologii i psychologii.
                        • mijo81 Re: No i wszystko jasne 29.04.11, 00:03
                          One się właśnie do tego garną ..... a potem zdziwko, że zarabiają mniej
Pełna wersja