Zarabiają mniej bo mają miesiączki

06.07.11, 18:58
Alasdair Thompson, szef nowozelandzkiego Stowarzyszenia Pracodawców i Wytwórców, został zwolniony po tym, jak powiedział, że menstruacja ma wpływ na jakość pracy wykonywanej przez kobiety - informuje BBC News na swojej stronie internetowej.

Ciekawe co następnym razem ktoś wymyśli.
wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Seksistowski-skandal-Zarabiaja-mniej-bo-maja-miesiaczki,wid,13573242,wiadomosc.html?ticaid=1c9d2&_ticrsn=5
    • bene_gesserit Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 19:28
      Ciekawe, kiedy u nas takie wypowiedzi kogokolwiek zaczna ruszac. Pamietasz calkiem niedawna afere z Hanną Obrzęk-Mózgu Wujkowską?
      • wersja_robocza Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 22:01
        No i masz.Już ja tu przypomniałaś. Spóźniłam się.;)
      • kanchi Re: Zarabiają mniej bo mają dodatkowe tysiączki 10.07.11, 13:00
        Ależ kobieta może być papieżem swojej własnej organizacji. Dlaczego Katolicyzm ma być reformowany tam gdzie to jest zbędne? Jeśli nie ma różnicy między kobietą i mężczyzną, to nie ma znaczenia kto zasiada na stolcu papieskim, a więc nie ma znaczenia że na tronie siedzi akurat facet. Natomiast gdyby była różnica, to zasadne by było wprowadzenie wymienności na tronie Piotrowym. Jest więc ta różnica, czy jej ni ma?
        • bene_gesserit Re: Zarabiają mniej bo mają dodatkowe tysiączki 10.07.11, 15:04
          kanchi napisał:

          > Ależ kobieta może być papieżem swojej własnej organizacji. Dlaczego Katolicyzm
          > ma być reformowany tam gdzie to jest zbędne?

          Zbędne?
          • kanchi Re: Zarabiają mniej bo mają dodatkowe tysiączki 10.07.11, 16:46
            Tak, zbędne. Kościół katolicki w obecnym kształcie został utworzony przez mężczyzn i kobiety.
    • stackoverflow Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 21:04
      Tyle, ile kobiety rzekomo tracą na wydajności z powodu miesiączki, tak przynajmniej tyle tracą faceci na kacu. Pracuję w firmie IT, gdzie mężczyźni stanowią znakomita większość i nieraz jedzie jak z (wczorajszych) browarów tyskich. Nie mówiąc o tym jak się przechwalają kto ile spędził w kiblu dosypiając po wczorajszej imprezie.

      Ale nie warto by było o tym nawet wspominać, dopóki jakiś bęcwał nie wyjedzie z takim argumentem. W zadaniowym wymiarze pracy wydajność to nie jest to co zrobisz od 7 do 15 równym tempem. Faktycznie, w okresie posiadania dzieci są mniej dyspozycyjne, ale dlaczego np. przez 5 lat ZANIM zajdą w ciążę dostają mniejsze wynagrodzenie? Bo co? Bo ktoś apriori założy mniejszą wydajność w przyszłości? A jeśli będzie bezpłodna, to czy przez całe życie będzie zarabiać mniej na wszelki wypadek?

      Rozwiązaniem jest rezygnacja z etatyzmu, ale..no właśnie, znów kobiety muszą szukać rozwiązań.

      Kolejny gwóźdź do trumny zwanej dzietnością. Pensja kobiety może okazać się kluczowa w decyzji o kolejnym dziecku. A im więcej ma dzieci, tym mniej zarobi i tak w kółko.
      • bene_gesserit Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 21:44
        stackoverflow napisała:

        > Tyle, ile kobiety rzekomo tracą na wydajności z powodu miesiączki, tak przynajm
        > niej tyle tracą faceci na kacu.

        To jest inna sprawa.
        Ja bym chciala przeczytac jakies wiarygodne badania, ktore by udowadnialy w ogole istnienie korelacji miedzy okresem a spadkiem wydajnosci.
        • znana.jako.ggigus poza tym jak badac 06.07.11, 21:56
          skoro prawie kazda kobieta wie, ze okres okresowi nierowny. sa takie miesiace, ze sie czlowiek zwija z bolu, a sa takie ze nic. to faceci chyba demonizuja okres.
        • wersja_robocza Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 22:01
          A obrzęk mózgu to mało? Dr Wujkowska mogłaby sie zająć takimi badaniami.:D
        • tigertiger Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 22:03
          Może chodzi o te 9-14% kobiet, które maja bardzo obfite miesiączki.
          Zbyt obfite krwawienia mają nie tylko konsekwencje psychiczne - jako źródło silnych stresów, społeczne - bo prowadzą do ograniczenia kontaktów towarzyskich podczas miesiączki, zawodowe - regularne nieobecności w pracy lub mniejsza wydajność, ale też zdrowotne.
          kobieta.interia.pl/zdrowie/terapie/news/kobiecy-problem,1621888,1663
          • bene_gesserit Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 23:47
            A, czyli nie chodzi o kobiety, ale o - ewentualnie, o ile w ogole - 9% kobiet.
            Chociaz nie ma takich badan.
            • tigertiger Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 23:57
              Oczywiście, ze w takich wypowiedziach jest więcej stereotypów niż faktów.Czy badan nie ma, tego wykluczyć nie mogę. Czy te co są to są wiarygodne, tego nie mogę ocenić ? Lekarze podają, że 9 - 15% głównie bardzo młodych ma obfite miesiączki, więc aby tak twierdzić mają zapewne jakieś podstawy. Czy aby tego się skutecznie nie leczy tabletkami hormonalnymi ? wydaje mi się, że tak. Więc faktycznie ten procent kobiet, którym w tych dniach efektywność pracy spada jest jeszcze mniejszy.
        • berta-death Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 06.07.11, 22:12
          Po co badania, to już mądrość ludowa nie wystarczy? Każdy wie, że jak się podczas okresu piecze placek, to zawsze wyjdzie zakalec.
      • silic Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 07.07.11, 00:18
        >ale dlaczego np. przez 5 lat ZANIM zajdą w ciążę dostają mniejsze wynagrodzenie? Bo co?
        >Bo ktoś apriori założy mniejszą wydajność w przyszłości?

        A ktoś im broni pracować za wyższe stawki, ktoś im nakazuje pracować za takie ? Skoro dane kwoty za pracę nie pasują kobietom to mogą sobie spokojnie poszukać innej pracy. Jeśli zaś stawki za pracę im pasują to jakie to ma znaczenie ile dostają inni ?
        • stackoverflow Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 07.07.11, 01:11
          Zmieniają, owszem, w końcu zmieniają. Na szczęście w pewnych branżach nie jest to jeszcze takie trudne. Większości ludziom możesz powiedzieć nie podoba się - wyp..

          W sumie to masz rację. Zawsze trzeba szukać czegoś lepszego. Chodzi tylko o to, że emocje jakie wywołuje tego typu informacja można porównać np. do dwóch pracowników (załóżmy że mężczyzn), z których jeden jest pracowity, a drugi leniwym przydupasem szefa. Pracowity liczy na gratyfikację, którą otzrymuje jednak przydupas. Pracowity, jesli będzie mądry, zmieni robotę. Chodzi o to 5 minut frustracji, podczas których zdasz sobie sprawę, że masz mniej za to kim jesteś, a nie w jakim stylu wykonana została zadana praca.

          Ale myślę że kontynuacja tematu nadaje się na forum socjalizm/etatyzm, a nie jakoś kobiece :) To nie odnosi się tylko do kobiet. Podejrzewam, że masz na mysli niechęć do postawy "mają mi dać, bo wystarczy, że jestem" oraz innych prozwiązkowych postaw :)



          • silic Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 07.07.11, 22:08
            >Chodzi o to 5 minut frustracji, podczas których zdasz sobie sprawę, że masz mniej za to kim jesteś, a nie
            > w jakim stylu wykonana została zadana praca.

            Ale to frustracja na własne życzenie. Popatrz na sytuację : na rozmowę kwalifikacyjną przychodzi pani, pada propozycja wynagrodzenia X - pani się zgadza, obie strony ustalają warunki. Pani wykonuje umówioną pracę, za którą dostaje umówione wynagrodzenie X. Wszystko pięknie. Nagle pani dowiaduje się, że kolega z tego samego działu zarabia Y, gdzie Y>X. Teraz pytanie brzmi: czy frustracja pani, powodowana tym, że kolega ma więcej , będzie jakoś racjonalnie uzasadniona, skoro sama się na takie a nie inne warunki pracy i wynagrodzenia zgodziła ? To, że kolega zarabia więcej nie wpływa w żaden sposób na jej warunki pracy. Może gdyby na rozmowie powiedziała, że kwota X jej nie satysfakcjonuje, chce mieć Y to może by tyle dostała. Trudno oczekiwać, by pracodawca oferował bez powodu więcej, skoro pracownikowi pasuje mniej.
            • stackoverflow Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 08.07.11, 00:29
              No to akurat jest faktycznie na własne życzenie, tyle że tu pani może sobie w brodę pluć, że jest frajerem i tanio skórę sprzedała. I owszem, zwykle sobie pluje w rzeczoną brodę dopiero jak się dowie, że pan wziął za zlecenie wynagrodzenie Y.
              Ale się zastanowi, skąd wzięła się motywacja pracodawcy, żeby negocjacje rozpocząć z niższej stawki wyjściowej, ewentualnie nie przeskoczyć niższego progu.

              Teraz wyobraź sobie, że inni pan i pani się rozwodzą i występują o opiekę nad dzieckiem. Powiedzmy, że oboje rodzice są w porównywalnych sytuacjach. Sędzia BEZREFLEKSYJNIE przyznaje dziecko matce, bo ...matka to matka. Kobieta. Panu się wyrok nie podoba? Się pan dochrapiesz grzywny za obrazę sądu! Panu się ten sąd nie podoba, trzeba było znaleźć inny. Sam żeś pan sobie winien.

              Może i pan w końcu osiągnie poważniejsze potraktowanie, tylko że to on się będzie musiał użerać ze wszystkimi, nie pani. Za to kim jest.
              • silic Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 08.07.11, 10:35
                >Panu się
                > wyrok nie podoba? Się pan dochrapiesz grzywny za obrazę sądu! Panu się ten sąd
                > nie podoba, trzeba było znaleźć inny. Sam żeś pan sobie winien.

                No proszę, bez takich zagrań - to zupełnie inna sytuacja. Pan nie może znaleźć sobie innego sądu bo ten jest ustalony z góry, nie może się z wyrokiem nie zgodzić a sam wyrok odbywa się bez jego zgody.

                > Ale się zastanowi, skąd wzięła się motywacja pracodawcy, żeby negocjacje rozpoc
                > ząć z niższej stawki wyjściowej, ewentualnie nie przeskoczyć niższego progu.

                Źródło motywacji jest jedno i niezmienne - rachunek ekonomiczny. Skoro komuś proponuje się X i ta osoba się zgadza to raczej nie proponuje się jeszcze więcej. Rozmowa z panem z przykładu też mogła się zacząć od kwoty X, ale pan na nią nie przystał (albo sam wyszedł z inną propozycją startową ) i potrzebujący danego pracownika zwiększyli kwotę do Y, tam uzyskali poziom porozumienia.

                Porównanie z sądem jest też o tyle nietrafione, że jest sporo kobiet zarabiających duże pieniądze, dużo więcej od sporych grup mężczyzn.
                • stackoverflow Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 08.07.11, 13:03
                  Co do kontrprzykładu z sądem (zresztą naszpikowanego wisielczym humorem, gdyby ktoś nie zauważył) to nie miała być jakakolwiek analogia do sytuacji pracodawca - pracownik, jedynie zobrazowanie sytuacji w której pozycja wyjściowa jednej ze stron jest uprzywilejowana.

                  Co do motywacji pracodawcy jako rachunku ekonomicznego, to mnie akurat o tym nie trzeba przekonywać. Co do tego, że pan dostał do negocjacji stawkę wyjściową X, to cóż...może trzeba pobyć w nieswoich butach i się samemu przekonać.

                  Ktoś tam napisał (ale nie mogę odnaleźć teraz tego postu), że takie są realia kapitalizmu. Ja nie wiem, gdzie w Polsce wystepuje kapitalizm w swej czystej postaci, ale chętnie się dowiem. Bo przecież nie na etatach państwowych, nie w korporacji? Nawet małe firmy muszą się liczyć choćby nawet z płacą minimalną, w której szef Gienek ma do wykonania pracę wartą 500 zł, no ale nie może, bo państwo mu mówi ile ma zapłacić. No ale to mija się z tematem tego wątku.

                  Jeśli (jak piszesz), jest cała masa kobiet, które zarabiają lepiej niż mężczyźni, to jest to efekt korzystnej dla nich infrastruktury, wyboru/trafienia w branżę itp. Rozumiem, że nie porównujemy tu kasjerki z szefem zarządu, tylko osoby o podobnych kompetencjach. Albo - i tu się pewnie zgadzamy - przeszły do firmy, gdzie stawką wyjściową do negocjacji była kwota Y.

                  Cała ta dyskusja wzięła się z tego, że kobiety zarabiają mniej, bo maja miesiączki, a więc też jakoby mniejszą wydajność z tego tytułu. Śmiech mnie ogarnia, bo nie przypominam sobie kompletnie sytuacji, żeby jakaś kobieta, której zależy na pracy robiła sobie jaja i się zwalniała albo spała gdzieś za dystrybutorem wody. Ostatni raz przypominam sobie coś takiego na lekcji wf-u w szkole, ale nie z w życiu dorosłym. Pisząc na tym forum, ja marnuję czas pracodawcy, kolega obok mnie kłóci się telefonicznie ze swoim mechanikiem. Kto wie, być może pracuje tu tylko panna Kasia, która ma właśnie miesiączkę :)

                  Pozdr.
                  • wen_yinlu Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 10.07.11, 13:15
                    > Cała ta dyskusja wzięła się z tego, że kobiety zarabiają mniej, bo maja miesiąc
                    > zki, a więc też jakoby mniejszą wydajność z tego tytułu. Śmiech mnie ogarnia, b
                    > o nie przypominam sobie kompletnie sytuacji, żeby jakaś kobieta, której zależy
                    > na pracy robiła sobie jaja i się zwalniała albo spała gdzieś za dystrybutorem w
                    > ody.

                    Nie wiem, może niektórzy mężczyźni wyobrażają sobie, że gdy kobieta ma okres to nie dość że rozchwiana emocjonalnie jędza to jeszcze pewnie cały czas myśli, czy jej gdzieś coś nie wycieknie i lata do toalety co pół godziny się poprawiać... czy coś. No i dlatego o pracy nie myśli.
            • ciezka_cholera Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 08.07.11, 10:47
              Czy Ty piszesz o polskich realiach? Bo z tego co zdarzylam zaobserwowac podczas mojej prawie dziesiecioletniej pracy zawodowej w Polsce, zarobki sa otoczone nimbem tajemnicy i predzej uslyszysz od kolegi jak dlugiego ma penisa, niz ile zarabia. Niektore firmy wrecz zakazuja przekazywania pracownikom informacji na temat ich dochodow. Tak to wyglada, kiedy rynek pracy nalezy do pracodawcy. I teraz zmierzam do sedna, jak osoba, ktora nie ma bladego pojecia o rynkowej wartosci swojej pracy ma ja wycenic? Cene ksztaltuja dwie strony, podaz i popyt, jesli brakuje Ci chocby zdawkowych informacji od strony popytowej, to brakuje Ci 50% wiedzy. Poczucie, ze zostalo sie zrobionym w choooja (niezalezne od plci zreszta) jesli jednak po jakims czasie w firmie pracownik dowiaduje sie, ze jego pracodawca placi mu wyraznie mniej niz innym na tym samym stanowisku i z tym samym zakresem obowiazkow, jest jak najbardziej uzasadnione, albowiem ow pracodawca z premedytacja wykorzystal niedoinformowanie pracownika. Niedoinformowanie, podkreslmy, ktorego sam byl przyczyna nie podajac widelek. Widelki pozwalaja pracownikowi sie okreslic, czy jako niedoswiadczony absolwent bedzie chcial minimum, czy jako stary wyga z apetytem na wyzsze stanowisko bedzie chcial maksimum, a moze za takie pieniadze nie bedzie chcialo mu sie w ogole na rozmowe kwalifikacyjna fatygowac.
              Szanujaca sie firma nie naciaga swoich pracownikow w sposob, ktory opisales powyzej i jesli ma politeke przeciwdzialajaca nadmiernej rotacji, to dba o doinformowanie pracownika, bo jak sam zauwazyles, wiele osob poczuje sie jednak oszukanych (moim zdaniem slusznie, Twoim nieslusznie) i poszuka innej pracy.
              • tricolour Odpowiedź jest bardzo prosta... 08.07.11, 10:51
                ... "jak osoba, ktora nie ma bladego pojecia o rynkowej wartosci swojej pracy ma ja wycenic?" - oprócz umiejętności zawodowych trzeba się nauczyć wyceniać swoją pracę. Albo inaczej: umiejętnośc poruszania sie po rynku pracy, to nie tylko pokazanie dyplomu przy zasznurowanej buzi.
                • ciezka_cholera Re: Odpowiedź jest bardzo prosta... 08.07.11, 11:04
                  Dobrze, odpowiedz mi zatem powinien zarobic przewodnik gorski w Rumunii? Hipotetycznie masz ten zawod, widzisz ogloszenie i chcesz aplikowac. Przy okazji chwilowo jestes bezrobotny, wiec nie masz nawet punktu odniesienia w postaci swoich obecnych zarobkow. I skad bedziesz wiedzial, czy jest sens leciec do Rumunii na rozmowe kwalifikacyjna, czy tez Twoje i potencjalnego pracodawcy wyobrazenie o Twoich dochodach nie rozjezdza sie zanadto i naprawde szkoda Twojego i jego czasu? Podsumowujac, poprosze o krotki tutorial wyceny pracy, bez wiedzy ile pracodawcy w przyblizeniu oferuja za dane stanowisko.

                  Jest w Polsce jak jest, mamy rynek pracodawcy i tyle. Ale takie bezrefleksyjne przyklaskiwanie tego typu praktykom to dzialanie na wlasna niekorzysc - psucie i tak kiepskiego rynku.
                  • tricolour Idzie kandydat na przewodnika w Rumunii... 08.07.11, 11:10
                    ... do pracodawcy i mówi, że chce 10$ miesięcznie. Dostaje pracę, ale po jakims czasie zauważa, że to chyba mało, bo koledzy mają auta, a jego tylko stać na wrotki. Idzie więc drugi raz do pracodawcy i chce podwyżki. Na pytanie "ile pan chce dostać?" odpowiada 100$. I tak w kółko, aż będzie zadowolony.

                    Rozumiesz? Jak wsiadano do pierwszego samolotu, to ceną było życie. Tyle kosztuje nauka: raz parę dolców, raz dupę.

                    Tylko trzeba chcieć się nauczyć.
                    • ciezka_cholera Re: Idzie kandydat na przewodnika w Rumunii... 08.07.11, 12:04
                      To ma być wycena?!? To jest jakaś dziecinna zgadywanka, a nie wycena. Wycena, każda, wymaga danych z rynku. Im więcej tych danych, im bardziej one są aktualne, tym rzetelniejsza wycena. To ze w Polsce pracodawcy celowo starają się utrudnić pracownikom dostęp do tych danych jest smutnym faktem i jedynym powodem takiego stanu rzeczy jest świadomość wysokiego bezrobocia i braku trudności z pozyskaniem pracowników mimo wszystko. I z powszechnością zjawiska.
                      Pracodawca stosujący te metodę, nie szanuje czasu pracownika, jeszcze zanim zdarzy go zatrudnić. A ja, osobiście, niechętnie aplikuje na stanowisko u takiego pracodawcy. Tu gdzie mam wybór, mam tez wrażenie, ze pracodawcy robiący wielką tajemnicę z przyszłych dochodów na danym stanowisku, zdają sobie sprawę, ze spora część potencjalnych pracowników takie ogłoszenie zignoruje i to najczęściej pewnych siebie dobrych fachowców.
                      Pracodawca ma zabudżetowaną kwotę jaką planuje przeznaczyć na dane stanowisko, nie widzę żadnego racjonalnego uzasadnienia nie poinformowania o niej osoby aplikującej, li tylko nadzieję, że ów sfrajerzy i będzie skłonny pracować taniej. Nie podoba mi się ta praktyka, ale nie dziwi mnie nadmiernie. Dziwi mnie natomiast, jak już pisałam wyżej, bezrefleksyjna skłonność do przyklaskiwania tej praktyce przez pracowników.
                      • tricolour Tak, to jest wycena... 08.07.11, 12:12
                        ... ty zas oczekujesz informacji na tacy podanej przez pracodawce.

                        Moze kiedys sama bedziesz pracodawca, to bedziesz okazywala, co tylko zechcesz. Innym pozwól na takie prowadzenie biznesu, jakie uwazają za stosowne.
                        • ciezka_cholera Nie, to nie jest wycena... 08.07.11, 13:10
                          Ciekawam bardzo, czy gdyby mój pracodawca przyjmował mnie na stanowisko, gdzie jednym z obowiązków byłaby wycena wartości portfela opcji na wymianę walut, to równie łagodnie by potraktował takie z dupy wzięte dane? Czy gdybym zamiast sprawdzić (i uaktualniać na bieżąco) kursy walut, ich krzywa rentowności, zmienność rynku i podstawić to do odpowiedniego modelu wymyśliłabym sobie, że są warte kwotę X, to jakikolwiek audytor by mi taka wycenę zaaprobował? Nie rozśmieszaj mnie - zgadywanie nie ma nic wspólnego z wycena, zaś brak wiedzy nie służy podejmowaniu racjonalnych decyzji. Jeśli więc ktoś celowo nie dopuszcza mnie do informacji licząc, iż podejmę decyzje niekorzystną dla mnie, to z miejsca stawia swój interes w opozycji do mojego, i musi się liczyć również z tym, że:
                          a) jeśli będę miała wybór, to jego ofertę po prostu zignoruje,
                          b) jeśli nie będę miała wyboru (bo będzie to praktyka powszechnie stosowana), to w momencie, w którym się zorientuje, ze jestem robiona w trąbę, przestaje być lojalna wobec pracodawcy (szukam innej pracy). Wbrew temu, co się niektórym wydaje, lojalni pracownicy, brak ciągłej rotacji, ludzie którzy chcą pracować w danej instytucji i utożsamiają jej interes ze swoim własnym to skarb dla firmy... ale ja oczywiście nikomu niczego nie narzucam (zresztą jak miałabym to zrobić?), wyrażam tylko swoją opinię.
                          • tricolour Już Ci pisałem, że twoje dylamaty... 08.07.11, 15:39
                            ... ukazują, że nie umiesz poruszać sie po rynku pracy. Masz małe oczekiwania względem siebie , a wielkie wobec innych. Zapewniam Cię, że pracodawcę guzik obchodzi jak zdobędziesz wiedzę ile się w jego firmie zarabia, jak będziesz negocjowała wysokośc zarobków, jak zdobywałas wykształcenie, czy lekko czy z trudem, gdzie mieszkasz i co jadasz.

                            Jesli chcesz być pracownikiem, to wykaż, że Twoje oferta to jest najlepsze, co firmę może spotkać. Ty zaś jęczysz, że czegoś nie wiesz. To się dowiedz!
                            • ciezka_cholera Re: Już Ci pisałem, że twoje dylamaty... 08.07.11, 17:27
                              ech, jakby Ci tu napisać: otóż ja nie mam najmniejszej potrzeby, na ten moment, poruszania się na rynku pracy, jak to określiłeś. Abstrahujmy więc od mojego ciężkiego przypadku. Jeśli masz problemy z takim poziomem abstrakcji, to możemy przeanalizować przypadek mojego męża. Jest on bardzo wziętym fachowcem w swojej dziedzinie. Otrzymuje od jednej do kilku ofert pracy dziennie. Jak sądzisz gdzie lądują oferty nie zawierające widełek? Od razu w koszu? Zgadłeś. Bo są niepoważne. Czy naprawdę uważasz, że dobry fachowiec nie ma nic lepszego do roboty niż bieganie na spotkania i przekonywanie do siebie niepoważnych pracodawców? Zważywszy ile kosztuje godzina jego pracy, byłoby to conajmniej nierozsądne.
                          • mali_kali Re: Nie, to nie jest wycena... 08.07.11, 16:21
                            Spojrz na to od drugiej strony. Sprawdzasz sobie w internecie jakie sa koszty zycia w Rumunii. Obliczasz ile potrzebujesz na utrzymanie/polepszenie swojego poziomu zycia. Taka stawke mowisz pracodawcy w Rumunii. Zgadza sie to super! Jestes zadowolona niezaleznie od tego ile zarabiaja koledzy - masz przeciez taki poziom zycia jakiego oczekiwalas. Pracodawca nie zgadza sie? Trudno. Idziesz szukac gdzie indziej. Tam, gdzie Ci zapewnia oczekiwany przez Ciebie poziom zycia.

                            To naprawde nie zalezy od pracodawcy. Najwazniejsze jest to jaki poziom zycia jestes w stanie zaakceptowac. A, ze kobiety maja zakodowane "w genach" poswiecanie sie...
                            • ciezka_cholera Re: Nie, to nie jest wycena... 08.07.11, 17:31
                              I sprzedając samochód też nie chciałbyś wiedzieć ile na rynku kosztują takie modele i roczniki, jak Twój? Wystarczyłaby Ci informacja, że potrzebujesz kwoty X na rower, który planujesz kupić + wycieczke na Teneryfe? Wszytkim tak handlujecie w oderwaniu od rzeczywistości, czy tylko własną pracą?
                              • mali_kali Re: Nie, to nie jest wycena... 08.07.11, 19:49
                                > I sprzedając samochód też nie chciałbyś wiedzieć ile na rynku kosztują takie mo
                                > dele i roczniki, jak Twój?

                                Ten sam model i rocznik, to nie znaczy, ze taki sam jak moj.

                                > na rower, który planujesz kupić + wycieczke na Teneryfe? Wszytkim tak handluje
                                > cie w oderwaniu od rzeczywistości, czy tylko własną pracą?

                                Gdy nie ma dostepnych informacji to tak sie wlasnie handluje. Chcialbym sprzedac moj stary samochod, zeby sobie kupic nowy. To zakladam, ze polowa ceny nowego musi pochodzic ze starego. Gdy przez miesiac nikt nie kupi samochodu, to obnize cene. I tak az do skutku. Az zadziala. Co w tym trudnego lub oderwanego od rzeczywistosci? Konfrontuje na biezaco moje oczekiwania i rzeczywistosc.
                • szmaragdowy.czad Re: Odpowiedź jest bardzo prosta... 08.07.11, 18:20
                  Kilka lat temu przenioslem sie kraju mnie cywilizowanego do kraju bardziej cywilizowanego i zaobserwowalem co nastepuje:
                  - znacznie wiecej kobiet pracuje w zawodach, ktore na zadupiach uznawane sa za typowo meskie (IT na przyklad)
                  - przy niskim bezrobociu, ktore tam zastalem, okazalo sie, ze znakomita wiekszosc ogloszen pracowych zawiera widelki placowe.

                  Ostatnie kilka lat to kryzys w Europie i co sie okazuje? Nagle coraz mnie ogloszen zawiera owe widelki. Wniosek? Brak widelek placowych i robienie z placy tajemnicy oznacza niestety kiepska jakosc rynku pracy z punktu widzenia pracownikow i raj dla pracodawcy, ktory moze zapytac "to ile chcialby Pan zarabiac?" liczac, ze pracownik po kilku miesiacach na bezrobociu nie bedzie szalal. I wlasnie taka sytuacja ma miejsce w Polsce.
            • tricolour To bardzo niewygodny wywód... 08.07.11, 10:48
              ... bo przenosi odpowiedzialnośc za niższe wynagrodzenie na kobiety. Oczywiście, jest to wywód jak najbardziej słuszny i logiczny: pracodawca chce zapłacić mało, pracownik chce zarobić dużo.

              Kobiece żądania, by zarabić tyle co faceci (pod warunkiem, że facet zarabia więcej, bo gdy mniej, to juz takiego oczekiwania już nie ma) są rodem z komunizmu, gdzie była "grupa zaszeregowania" i wszyscy w tej grupie zarabiali mniej więcej tyle samo. Tymczasem mamy kapitalizm, a to oznacza, że o swój los trzeba zadbać własnymi rękami, a nie oczekiwaniem, że ktoś wyrówna pod warunkiem, że równanie bedzie tylko w górę.
              • wen_yinlu Re: To bardzo niewygodny wywód... 10.07.11, 13:34
                > Kobiece żądania, by zarabić tyle co faceci (pod warunkiem, że facet zarabia wię
                > cej, bo gdy mniej, to juz takiego oczekiwania już nie ma) są rodem z komunizmu,
                > gdzie była "grupa zaszeregowania" i wszyscy w tej grupie zarabiali mniej więce
                > j tyle samo.

                Przypomniało mi się, że w brytyjskim NHS (służba zdrowia) są właśnie takie "poziomy" płacowe i np. poziom (Band) 2 to £13,903 do £17,003 na rok i tak dalej. Gdy aplikuje się na dane stanowisko od razu wiadomo jaki Band będzie dla nas dostępny i o ile można powalczyć w zależności od doświadczenia itd. Bardzo mi się ten system podoba, wszystko jest jasne od początku. Później człowiek zdobywa nowe kwalifikacje, zalicza kursy i może przeskoczyć na wyższy Band. I tak dalej... W miejscach ze stawką godzinową (poza NHSem) najczęsciej od razu wiadomo co trzeba zrobić, żeby wskoczyć na następny "poziom". Ja np pracując w aptece wiem dokładnie ile zarabiają moje koleżanki które pewne kursy ukończyły i ile ja będę zarabiać gdy je ukończę. Daje to fajne poczucie bezpieczeństwa i pełną przewidywalność. Niestety to chyba tylko dotyczy dużych organizacji, firm, sieci itd. W Polsce pracowałam w innej branży, startując z niskiego poziomu, ale sprytnie po roku dobiłam zarobkami do kolegi który siedział tam 3 lata. Zarobki wzrosły szybciej, ale jednak wolę przewidywalność pracy którą teraz wykonuję...
        • stackoverflow Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 07.07.11, 01:19
          Spróbuję jeszcze jakoś sprecyzować te "5 minut frustracji", bo mi się tak skojarzyło ze z Zmiennikami. Wystarczyło jak Kaśka ze zmienników przebrała się za faceta i od razu dostała robotę, którą chciała. I wtedy nikt jej już nie musiał radzić, niech zmieni, problem przestał istnieć gdy przykleiła wąsy :)
          Amen, dobranoc.
        • gotlama nie na temat - sygnaturka 07.07.11, 22:44
          To nie masz pupska, czy noga ci się aż tak nie zegnie, by się w swe osobiste pupsko kopnąć?
          A.... jak tak można być samokrytycznym... lepiej psinę skopać.
          • silic Re: nie na temat - sygnaturka 07.07.11, 23:01
            Psa to się chyba kopie w bok a nie pupę, ew. można pociągnąć nahajem przez grzbiet.
            Tak podaje literatura.
            • kocia_noga Re: nie na temat - sygnaturka 08.07.11, 07:18
              Psy nie posiadają dupy, mimo to ludzie jakoś sobie radzą.
      • mali_kali Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 08.07.11, 16:13
        > Kolejny gwóźdź do trumny zwanej dzietnością. Pensja kobiety może okazać się klu
        > czowa w decyzji o kolejnym dziecku. A im więcej ma dzieci, tym mniej zarobi i t
        > ak w kółko.

        A skad taki dogmat, ze kobieta niezalezna musi byc? Wydawalo mi sie, ze temat dzietnosci jest powiazany z tematem zwiazku dwojga doroslych ludzi. Taki zwiazek to wzajemna wspolzaleznosci, czyli nie tylko pensja kobiety moze okazac sie kluczowa, a niska pensja kobiety wcale nie musi blokowac decyzji o dzietnosci.
        Czasami trzeba myslec poza waskimi schematami...
        • stackoverflow Re: Zarabiają mniej bo mają miesiączki 08.07.11, 16:53
          mali_kali napisał:

          > > Kolejny gwóźdź do trumny zwanej dzietnością. Pensja kobiety może okazać s
          > ię klu
          > > czowa w decyzji o kolejnym dziecku. A im więcej ma dzieci, tym mniej zaro
          > bi i t
          > > ak w kółko.
          >
          > A skad taki dogmat, ze kobieta niezalezna musi byc? Wydawalo mi sie, ze temat d
          > zietnosci jest powiazany z tematem zwiazku dwojga doroslych ludzi. Taki zwiazek
          > to wzajemna wspolzaleznosci, czyli nie tylko pensja kobiety moze okazac sie kl
          > uczowa, a niska pensja kobiety wcale nie musi blokowac decyzji o dzietnosci.
          > Czasami trzeba myslec poza waskimi schematami...

          A gdzie tu wykluczenie związku? Jest wręcz domniemanie o istnieniu związku, wspólnych decyzji itp. Mówię o sytuacjach, w których wkład finansowy kobiety do WSPÓLNEGO budżetu jest znaczący i dlatego może stać się podstawą do decyzji (wspólnej) o dodatkowym potomstwie. Wydało mi się to na tyle oczywiste, że nie doprecyzowałam.
    • marouder.eu A nie ma? Szczegolnie, kiedy miesiaczki sa... 10.07.11, 03:29
      ..dlugie, obfite i bolesne?
      Powiedzmy, ze mam goraczke a przy tym cierpie na silny bol glowy, zapewniam cie, ze bedzie to mialo swoje przelozenie na jakosc wykonywanej przez mnie pracy.
      • berta-death Re: A nie ma? Szczegolnie, kiedy miesiaczki sa... 10.07.11, 04:05
        Długie, obfite i bolesne miesiączki to objaw jakiejś choroby a nie norma, którą można uznać za przyczynę słabej wydolności wszystkich kobiet w pracy. I to się leczy. Poza tym nawet jak się taka przypadłość komuś przytrafi, to jest to jeden dzień w miesiącu, praktycznie nie zdarza się, żeby brzuch bolał przez więcej niż jeden dzień. A ten jeden dzień, to nawet jak leki przeciwbólowe nie działają, lekarze nie potrafią pomóc i trzeba wziąć zwolnienie, to zawsze jakoś można nadrobić w inny dzień. W końcu niektórzy cierpią np na migreny i też jakoś dają sobie radę, nawet jak są mężczyznami.
        • marouder.eu Nieprecyzyjnie napisalem.. 10.07.11, 04:42
          ..objawy, ktore wymienilem nie musza wystepowac wspolnie, jak zapewne wiesz i z pewnoscia jestes tez swiadoma, ze kazdy z nich oddzielnie oraz w dowolnych konfiguracjach ze soba nie koniecznie swiadcza o stanie chorobowym, za to rzeczywiscie sa w stanie wplynac na jakosc wykonywanej wowczas pracy.

          Co do bolesci..oto przez wiele lat kochalem kobiete, ktora cierpiala z powodu bolesnych miesiaczek, mimo, ze zaden z lekarzy, do ktorych sie zglaszala niczego zlego nie wykryl, bol nie trwal jak piszesz, jeden dzien. Bywalo, ze kilka dni spedzala zwinieta w klebek na lozku.
          • berta-death Re: Nieprecyzyjnie napisalem.. 10.07.11, 04:54
            Z medycznego punktu widzenia miesiączka nie powinna w żaden sposób utrudniać normalnego funkcjonowania w życiu. W zasadzie nie powinno się w ogóle odczuwać, że coś jest nie tak jak co dzień i nawet sport można uprawiać. I wszystkie dolegliwości, które utrudniają funkcjonowanie to patologia, nawet jak lekarze niczego znaleźć nie potrafią. Jak ty sobie wyobrażasz kobietę jaskiniowca, która zwija się z bólu miesiąc w miesiąc. Dopóki ludzkość nie wymyśliła cywilizacji i podziału prac, to każdy żył na własny rachunek. To kto w taki dzień wyjęty z życiorysu przyniósł by takiej kobiecie pożywienie i wodę, kto by się zajął jej dziećmi i kto by ją obronił przed jakimiś wrogami. Myślisz, że tak leżały odłogiem, robiły sobie głodówkę, dzieciska puszczały wolno i liczyły na to, że nikt ich nie napadnie w jaskini, w której się schroniły?

            ps Nie z PL jesteś, że o takiej dziwnej porze na forum siedzisz? ;)
            • marouder.eu Re: Nieprecyzyjnie napisalem.. 10.07.11, 05:10
              Jezzu, Bertie, jesli nie przezylas niczego podobnego, to dziekuj tym, czy innym bogom. Po prostu!

              Nadto tylko dlatego przezylizmy, ze juz na wczesnym etapie rozwoju gatunkowego wyksztalcilismy podzial pracy oraz opiekunczosc. Bez tego zginelibysmy jak przyslowiowa ciotka w Czechach, alibo tez Bolka trampki:)

              Przypominam sobie, ze czytalem o jakims pochowku neandertalskim. Zmarly byl kaleka ze zle zrosnietymi koscmi, osoba prawdopodobnie bezuzyteczna dla rodziny, nie mogl sprawnie sie poruszac, nie zdobywal wiec zywnosci, mial tez urazy ramion, ktore skutkowaly tym, ze nie mogl wytwarzac narzedzi etc. Mimo to wiele lat po zrosnieciu sie kosci przezyl wsrod swoich bliskich.

              Moim zdaniem kobiety, ktore przeciez byly zbieraczkami, pierwszymi zielarkami, lekarkami, wspolzalezaly bardziej od siebie, niz od mezczyzn umialy wspomoc te, ktorej przydazaly sie opisywane wyzej stany. Jesli zas nie mogly przyjsc z pomoca, dzielily jej obowiazki miedzy siebie.

              Mieszkam w PL, w Krakowie. Wrocilem ze zwiedzania lokali w okolicach Rynku i cos nie moge zasnac:)
              • berta-death Re: Nieprecyzyjnie napisalem.. 10.07.11, 05:52
                A kto powiedział, ze nie przeżyłam. Na innych forach wypowiadałam się bardziej dogłębnie na te tematy. ;)

                Nie mniej jednak taka obolałość zazwyczaj świadczy o jakiejś patologii. A co do neandertalek, to kto wie. Z tym, że kobieta kobiecie to bardziej wilkiem niż pomocną dłonią, więc nie byłabym tego taka pewna.

                To też Krakus jesteś, kto by pomyślał. Ja właśnie niedawno wybyłam z Krk bo mi się znudził. ;)
                • marouder.eu No i widzisz! Moglismy sie spotkac.. 10.07.11, 06:04
                  ..porozmawiac jak konserwatywny liberal z feministka, ale nie, musialas ukrywac miejsce zamieszkania!
                  Do doopy z takim dialogiem miedzyideologicznym!
                  • berta-death Re: No i widzisz! Moglismy sie spotkac.. 10.07.11, 06:06
                    Nic straconego, czasem jeszcze bywam na ojczystej ziemi. Stołeczne knajpy to jednak nie to samo.
                    • marouder.eu Otoz to:) 10.07.11, 06:21
                      Nawet nie knajpy, ale sama "architektura" wieczorna miasta:) Pare miesiecy po rozwodzie zamieszkalem w zwiazku z praca w Warszawie..ktoregos piatku poszedlem na Stare Miasta aby wypic piwo, pogadac z kims, moze kogos poznac..rzecz w Krakowie zwyczajna..wiekszosc knajp pozamykana, w oddali snuly sie cienie kilku doslownie osob.
                      Byla dopiero 23:) Wiosna:)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja