Dodaj do ulubionych

Synowie uważani za bardziej wartościowe dzieci

03.07.12, 12:16
Najnowsze badania przeprowadzone przez polskich naukowców dowodzą, że wcale nie jest nam wszystko jedno. Polacy – nie tylko mężczyźni, lecz także część kobiet – za wartościowszego potomka uważają chłopca. Brak pierworodnego może nawet zniszczyć ich związek. A wychowaniem córek wciąż rządzą krzywdzące stereotypy.
(...)
Wiele badań na całym świecie pokazuje, że rodziny, w których jako pierwszy rodzi się chłopiec, są stabilniejsze i rzadziej dochodzi w nich do rozwodów niż w tych, w których pierwsza rodzi się dziewczynka.
(...)
Z badania dr. Dahla i dr. Morettiego wynika, że niezamężne kobiety, które w trakcie ciąży dowiedziały się z USG, że będą miały dziewczynkę, rzadziej wychodziły za mąż, zanim nastąpił poród, niż kobiety noszące w łonie chłopca.
(...)

Pierworodne dziewczynki już na początku swojego życia nie tylko są mniej chciane niż chłopcy – przynajmniej przez ojców – lecz także od wczesnych lat wtłaczane w stereotypowe role kobiece.
(...)
W przeciętnym polskim gospodarstwie domowym na zabawki pierworodnej dziewczynki wydaje się o około 11 proc. mniej niż na zabawki pierworodnego chłopca, za to na sukienki dziewczynki o 7 proc. więcej niż na koszulki i spodenki chłopca.
Nawet jeżeli kupujemy córkom dużo zabawek, są one zazwyczaj zupełnie inne niż te, którymi obdarowujemy chłopców. – Chłopcom kupuje się zabawki, które rozwijają wyobraźnię, kreatywność, zachęcają do wychodzenia z domu i aktywności – mówi prof. Joanna Mizielińska, socjolożka ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Zabawki kupowane dziewczynkom – czyli lalki, domki dla nich, plastikowe kuchenki – od wczesnego dzieciństwa nie tylko narzucają określone role społeczne, lecz także przytrzymują dziewczynkę w domu, nie zachęcają jej do odkrywania świata.
(...)
Nie staramy się zachęcać dziewczynek do intelektualnego rozwoju tak silnie jak chłopców, inaczej też podchodzimy do wykształcenia córek i synów. – Ta różnica widoczna jest już wtedy, kiedy dzieci mają po kilka lat – mówi Krzysztof Karbownik. W polskich rodzinach wydaje się o ponad 5 proc. mniej na przedszkole dla dziewczynki niż dla chłopca.
(...)
Nakłady na wykształcenie dziewczynki maleją jeszcze bardziej, kiedy umiera jej ojciec. Zazwyczaj wiąże się to z poważnym kryzysem w rodzinie i znaczącym spadkiem dochodów. Wtedy matka zmuszona jest do szukania oszczędności. Nie zdarza się, aby oszczędzała na wykształceniu syna, ale nie waha się oszczędzać na córce. Jak obliczyli Karbownik i Myck, owdowiała matka redukuje wydatki na książki edukacyjne dla córki aż o 40 proc.


Podejrzewałam, że mogą być w tym względzie pewne nierówności, ale nie przypuszczałam, że aż tak wielkie. I jak tu nie domagać się od państwa wprowadzania polityki równościowej już od kołyski, skoro na rodziny nie bardzo można liczyć.
ciekawe.onet.pl/spoleczenstwo/chlopca-daj-mi-luba,1,5175014,artykul.html
Obserwuj wątek
      • berta-death Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 03.07.12, 13:20
        Może więcej chłopców jest w prywatnych przedszkolach niż w państwowych. Może z im wyższej półki przedszkole i im bardziej jest ono przedszkolem a mniej przechowalnią, to tym chętniej rodzice synów tam posyłają. Może więcej kasy wydają na dodatkowe zajęcia dydaktyczne dla synów niż córek.
    • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 03.07.12, 13:46
      berta-death napisała:

      > Podejrzewałam, że mogą być w tym względzie pewne nierówności, ale nie przypuszc
      > załam, że aż tak wielkie. I jak tu nie domagać się od państwa wprowadzania poli
      > tyki równościowej już od kołyski, skoro na rodziny nie bardzo można liczyć.

      Ej no, bez jaj. Katecheci oprócz ciemniackiego bełkotu nauczają także całkiem konkretnych treści, przede wszystkim mizoginii. A rząd polikwidował nauczanie różnych przedmiotów ale z katechezy nie zrezygnował. Myślisz, że nie wiedzą, co się ludziom na tych lekcjach wtłacza?
      • berta-death Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 03.07.12, 14:27
        Mnie zaskoczyło najbardziej to, że edukacja córek jest traktowana w kategorii fanaberii, na którą kasę się daje, jak się jej ma za dużo. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że cięcia budżetowe w pierwszej kolejności i w takim stopniu dotyczą książek edukacyjnych dla córek? A synom na edukację w ogóle się nie żałuje, nawet jak rodzina drastycznie zbiednieje. Przecież te 40% to za dużo, żeby można to było wytłumaczyć błędem pomiaru czy naciągnięciem danych.

        W związku z tym te wszystkie reformy edukacji i wolnorynkowe wywindowanie cen podręczników i materiałów dydaktycznych, których zakup nie jest refundowany, to w pierwszej kolejności uderzą w dziewczyny.
        • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 03.07.12, 15:28
          No właśnie, bo pewnie nie masz kontaktu z katechetami.Ja znam ich kilku i wiem, czego uczą.
          Te dane, które przytoczyłaś mogą dotyczyć któregokolwiek z krajów, w końcu żyjemy w patriarchacie. Ale w Polsce to się nie kończy ani nawet nie ma na to widoków właśnie ze względu na wpływ kościoła.
          Guwin zadziałał i żadnych akcji kończących antykobiecy system nie będzie.
        • tigertiger Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 03.07.12, 23:47
          Co w tym dziwnego, skoro stereotypowo uważa się, że kobieta karierę zrobi jeśli wyjdzie dobrze za maż, a mężczyzna przeciwnie on musi utrzymać w przyszłości siebie i familię. Inwestowanie w edukację chłopców jest więc uzasadnione, ba może nawet się zwrócić z nawiązką w przyszłości, gdy syn będzie mógł dołożyć do emerytury rodziców. Córka musi jedynie wiedzieć jak być zaradną gospodynią, dobrą żoną,matką i kochanką. Inwestowanie w jej edukacje to faktycznie fanaberia.
          Mnie raczej zdziwiło, że tak istotne jest dla rodziców, aby pierwszy potomek był chłopcem? No chyba, że na jednym dziecku chcą poprzestać to wówczas jasna sprawa.
          • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 07:51
            Rozmowy z katechetami to prawdziwa krynica tzw mądrości tzw ludowej.
            Ponieważ świeżo jestem po, wyjaśniam: Syn jest jedynym wartościowym potomstwem. Jak się ma już Syna, to ewentualnie można potem mieć córkę, to co najważniejsze już się dokonało. Syna warto edukować, nie dlatego, że się potem dołoży ( nawet ludowa mądrość wie, że rodzicami opiekują się córki), tylko dlatego, że Syn jest lepszy, ważniejszy i buduje prestiż rodziny ( kim jest mój Syn). Córka prestiżu nie buduje, może nie być tylko przyczyną wstydu (rozwód, gwałt, staropanieństwo).
            Jeśli kobieta niezamężna zajdzie w ciążę, to facet chętniej się z nią ożeni jeśli się dowie, że płód jest Synem, bo to płód wartościowy.
            No rany, katecheci biorą się z ludu, następnie są f o r m o w a n i w zawodówkach katechetycznych i wracają w lud głosić Słowo. I czynią to jawnie i wprost, bez opie...nia się, bo po prostu głoszą Prawdę, taka ich misja jest. Nie ogródkami, jak twórcy np filmów, którzy głoszą mniej więcej to samo, ale świadomie uważają, że seksizm jest zły i oni nie mają z nim nic wspólnego - nb oglądałam kiedyś film, w którym wstawiono scenkę z dwoma wymienionymi z imienia i nazwiska postaciami kobiecymi, które wymieniły ze sobą kilka zdań nie o facecie. Cały film był sztampowo męskocentryczny, a scenka dość sztucznie wstawiona po to, żeby (tak rozumiem) spełnić te słynne trzy warunki.
            Strasznie to żałosne.
            Otóż kler jawnie jest przeciwko wszelkiej kobiecej perspektywie, wszelkiej równości i równoprawności. JAWNIE.
            Ominąć tego wpływu się nie da. Skąd zdziwko, że córki są dyskryminowane?
            • tigertiger Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 11:58
              że Syn to prestiż dla rodziny to na to bym chyba sama nie wpadła, ale nadal nie pojmuje dlaczegóż to on musi być pierwszy. Mam koleżankę, która ma trzech synów i pomstuje jak nie wiem, na prestiż akurat tej rodziny nijak się owi męscy potomkowie nie przekładają. No i jest ich aż trzech bo za każdym razem od pierwszej ciąży liczyli na dziewczynkę. Z katechetami i księżmi nigdy nie obcowałam, nie wiem co mówią, tyle co czytam i słyszę z relacji z relacji znajomych. Przerażenie mnie ogrania,gdy tego słucham jak mogą dojść do tego, ze tak niedouczeni ludzie mają posłuch wśród ludzi większy niż naukowe autorytety. Czy nikomu z wykształconych nierzadko lepiej od tej gromady tłuków łapka się nie zapala, gdy widzą kto niesie oświaty kaganek ich dzieciom?
            • triss_merigold6 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 12:38
              Cudownie, wierzę w te story o katechetach ale powiedz: w jakim celu narażać dzieci na kontakt z nimi? Zmusza ktoś?
              Mam dwoje nieochrzczonych dzieci, starszak na katechezę nie chodzi i nie będzie przystępował do komunii. Żadnych nieprzyjemności z tego tytułu nie odnotowałam, dziecko też nie.
              W czym qrde problem?! Nie chcesz żeby dzieci miały kontakt ze źródłami ciężko ideologicznego paranoidalnego przekazu = izolujesz od tych źródeł.
              • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 13:08
                Mam kontakty z katechetami nie wynikające z tego, że moje dzieci chodzą do szkoły. Moje dzieci to już stare pryki, same mogłyby mieć dzieci, gdyby chciały.
                A co do mnie, owszem, nie "posyłałam" dzieci na religię, dawałam im wybór. W efekcie chodziły i nie chodziły, jak zechciały. Znają te lekcje z własnego doświadczenia, bo im chodzić nie broniłam, a także dużą dozę dystansu.
                Ale ja jestem dziwaczka; zawsze większość, niemal wszystkie dzieci posyłane były na religię.
                • triss_merigold6 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 13:16
                  Mój nie miał wyboru tylko informację, że nie będzie chodził ponieważ jesteśmy niewierzący. Konsekwentna postawa.
                  I co z tego, że większość dzieci chodzi na religię, sądzisz, że się tym jakoś bardzo przejmują (poza nielicznymi wyjątkami)? Wśród znajomych mam sporo osób, które same chodziły na religię, przystępowały do komunii itd. a własnych dzieci nie ochrzciły i nie posyłają na katechezę, żadnych szykan z tego powodu nie ma. Najwyżej jakaś babcia w rodzinie pomarudzi.
                  • davidsilva Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 14:04
                    ani „kaka” nie jest tym demonicznym i wszechwładnym bytem z masochistycznych fantazji kociej_nogi (jest zaledwie ludzką instytucją podległą wszelkim klasycznym prawidłom socjopsychologicznym), ani jej zdolność do sprawowania nieformalnej kontroli społecznej nie jest całkowitą fikcją, jak sugeruje triss_merigold, która najwyraźniej lubi, żeby jej przypominać o tym, że na społeczeństwo składają się również jednostki i kręgi dysponujące mniejszym kapitałem kulturowym i słabszą podmiotowością niż ona i jej znajomi z urban middle class.
                    • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 20:38
                      davidsilva napisał:

                      > ani „kaka” nie jest tym demonicznym i wszechwładnym bytem z masochi
                      > stycznych fantazji kociej_nogi

                      Konserwatyzm, a nawet wstecznictwo jest zjawiskiem korzystnym dla społeczeństwa o ile występuje w zdrowych ilościach. "Kaka" z istoty konserwujący, (wszak głosi Prawdę) ma w Polsce za dużą władzę. Tyle.
                      Zjawisko dyskryminowania córek miało swoje racjonalne uzasadnienie, podobnie jak spożywanie mięsa pozbawionego krwi w gorącym klimacie.
                      Ponieważ czasy się zmieniły, dziś niektóre praktyki dyskrymimnacyjne nie są działaniem racjonalnym . Ogólnie można powiedzieć, że cywilizowane społeczeństwa zgodziły się w paru kwestiach, np że dyskryminacja jest zła, że należy dążyć do sprawiedliwości itd. Stąd badania i raporty, jak powyższy, żeby ujawnić stan rzeczy i go zmienić. Wszystkie instytucje religijne, opierające się na dogmatach a nie rozwoju myśli, w tym etycznej, będą dążyć do zatrzymania procesów równoprawnienia posługując się swoim systemem wartości. Dlatego katecheci bez żenady głoszą seksistowskie treści, nietolerancję, niesprawiedliwość społeczną itp.
                      Większośc rodziców posyła dzieci na religię, więc się tego uczą. I tyle. Tak więc raporty dotyczące dyskryminacji córek zrobią wrażenie może na feministkach, pozostali albo uznają, że tak ma by7ć, albo ium zaprzeczą, albo oskarżą badaczy i feministki o cośtam, cokolwiek, np nienawiść do mężczyzn albo komunizm.


                      -
                      • davidsilva Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 04.07.12, 22:24
                        nie chcę się wdawać w dyskusję, czy i jakie praktyki dyskryminacyjne są uzasadnione i kiedy, i w ogóle co jest lub nie jest korzystne „dla społeczeństwa” (to trąci podejrzanym funkcjonalizmem, organicyzmem, solidaryzmem… czyli tymi akurat –izmami, za którymi feministki raczej nie przepadają, chyba?) - upominam się po prostu o to, żeby nie robić z „kaki” – co prawda od przeciwnej strony, niż to czynią jej wyznawcy – jakiejś siły „nie z tego świata”, która w odróżnieniu od wszelkich ludzkich przedsięwzięć miałaby się odznaczać stuprocentową skutecznością w osiąganiu założonych celów (a wcześniej: pełną świadomością i jednomyślnością co do tych celów), pełną kontrolą zarówno nad otoczeniem, jak i zachowaniami, motywacjami i wydajnością własnego personelu, nie doświadczać oporu materii ani nie podlegać prawu niezamierzonych konsekwencji…
                        dobrym przykładem jest twoje stwierdzenie, że „rodzice posyłają dzieci na religię, więc dzieci się tego uczą”, które zakłada właśnie stuprocentową moc sprawczą „kaki” jako agendy socjalizacyjnej, niezależnie od środowiska, od klas i kapitałów, od układu sił i sojuszy (konfliktów) między poszczególnymi instancjami wychowawczymi, wreszcie od sprawności samych agentów „kaki”, itede, itepe. „triss_merigold” również od tych wszystkich uwarunkowań abstrahuje, zakładając zerową sprawczość „kaki” w spełnionej wizji postreligijnego (i postsekularnego) „społeczeństwa klasy średniej”, gdzie wszystko jest (powinno być) kwestią wolnego wyboru, bo presja społeczna nie istnieje.

                        nawiasem, pamiętam, kiedy sam odebrałem nieco zbliżony do omawianego komunikat, miało to miejsce podczas premierowej emisji kultowej polskiej telenoweli „w labiryncie” w pierwszych latach „transformacji”. otóż na pewno w jednym, a niewykluczone, że w dwóch odcinkach, z dwóch różnych serii, któraś z bohaterek następującymi (mniej więcej) słowami kwituje wieść, że rozmówczyni czy też inna, nieobecna w tej scenie postać kobieca, poznała już płeć mającego się niebawem urodzić dziecka i że jest to syn: „to dobrze, chłopcom jest w życiu łatwiej”. pamiętam, bo kompletnie wtedy nie rozumiałem, o co jej chodzi. co ciekawe, te jakże gorzkie słowa zrezygnowanej akceptacji patriarchalnego status quo włożył w jej usta facet-scenarzysta, który miał następnie wygenerować koncepcyjnie jedną z bardziej betonowo konserwatywnych telenowel, czyli „klan”.
                        • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 05.07.12, 07:25
                          davidsilva napisał:

                          upominam się po prostu o to, żeby nie robić z „kaki” 
                          >... jakiejś
                          > siły „nie z tego świata”, ...itd
                          ciekawa jest ta twoja interpretacja moich słów, będąca raczej twoją osobistą fantazją nt tego co napisałam.

                          > dobrym przykładem jest twoje stwierdzenie, że „rodzice posyłają dzieci na
                          > religię, więc dzieci się tego uczą”, które zakłada właśnie stuprocentową
                          > moc sprawczą


                          Gdzie, gdzie zakłada?
                          Otóż nigdzie, jeno w twojej wyobraźni. Pisz dalej, ale nie udawaj, że dyskutujesz ze mną :)
                          • davidsilva Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 05.07.12, 09:34
                            kocia_noga napisała:

                            > ciekawa jest ta twoja interpretacja moich słów, będąca raczej twoją osobistą fa
                            > ntazją nt tego co napisałam.

                            niestety, nie jest fantazją. spiskowe, paranoiczne wątki w twoich wypowiedziach na temat kaki, nie tylko w tym wątku przecież, są ewidentne i zazwyczaj bardzo śmieszne. podobnie jak specyficzna, imho świadomie prowokacyjna middle class myopia triss.
                  • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 08.07.12, 20:14
                    jadwiga1350 napisała:

                    > > Chcesz zostać katechetką? Sama poszukaj.
                    >
                    > Szukałam i zawsze okazywało się, że trzeba skończyć studia teologiczne. A tu si
                    > ę dowiaduję, że są jakieś zawodówki katechetyczne. Więc pytam gdzie? Łatwiej bę
                    > dzie mi skończyć zawodówkę niż przez 5 lat studiować.

                    niestety, tu nie działa deregulacja, musisz skończyć tę pięć lat trwającą zawodówkę.
                    Jeśli jesteś mężczyzną, będziesz musiała walczyć z kompleksem niebycia księdzem, a dla obu płci dużo starań, żeby nie czuć się w pokoju nauczycioelskim jak przywieziony w teczce kapuś NIE-DO-RUSZENIA , a w klasie jak obiekt drwin, zaczepek i jawnego lekceważenia.
        • policjawkrainieczarow Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 13.07.12, 22:53
          berta-death napisała:

          > Mnie zaskoczyło najbardziej to, że edukacja córek jest traktowana w kategorii f
          > anaberii, na którą kasę się daje, jak się jej ma za dużo. Bo jak inaczej wyjaśn
          > ić fakt, że cięcia budżetowe w pierwszej kolejności i w takim stopniu dotyczą k
          > siążek edukacyjnych dla córek?

          Normalnie, i nie rozumiem, dlaczego cie to zaskoczylo. Caly czas jest tak, ze statystycznie to kobiety traca prace czy wyhamowuja po urodzeniu dziecka, caly czas wieksze szanse na rynku matrymonialnym ma facet lepiej zarabiajacy (czyli lepiej wyksztalcony), cały czas dla kobiety w rozwoju kariery jest ważne, za kogo wyjdzie za mąż nie mniej, niz jakie bedzie miec wykształcenie (odsyłam do ksiązki Brzezinski). Dążenie do równosci dążeniem do równosci, ale kiedy w grę wchodzi własna inwestycja we własne potomstwo, to się jednak dostosowuje do realiów i do przewidywanego zwrotu z inwestycji, a nie do wyobrazeń o idealnym swiecie i wishful thinking.
          • berta-death Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 14.07.12, 00:22
            Niby tak, ale w kontekście krajów wysokorozwiniętych, jakich te badania dotyczą, nie jest to takie oczywiste. Ani formalna edukacja ani książki to nie jest jakiś rujnujący wydatek dla rodziny. To nie dawne czasy czy kraje trzeciego świata, gdzie żeby zapewnić dziecku wykształcenie, to trzeba było się pozbyć połowy majątku. I wtedy faktycznie kalkulowało się ostro, żeby nie przeinwestować. Nie każdy syn się na to załapywał, musiał wykazywać spory potencjał, żeby go wysłali do szkół, zwłaszcza wyższych.

            W tych ankietach nie było mowy o tym, że nie inwestuje się wcale w edukację córek, bo inwestować jakoś trzeba. W końcu edukacja do pewnego etapu jest obowiązkowa, powyżej pewnego etapu kulturowo uwarunkowana dla obu płci i jeszcze najczęściej dotowana przez państwo. I czy rodzic chce czy nie chce, pewne wydatki ponieść musi, przynajmniej w zakresie obowiązkowych podręczników i przyborów szkolnych.

            Cięcia budżetowe dotyczą książek edukacyjnych, czyli domyślam się, że jakiś ponadprogramowych popularnonaukowych podręczników i czasopism, których zatrzęsienie jest w księgarniach, kioskach a nawet zwykłych marketach. Ceny nie są jakieś powalające, przynajmniej w relacji do przeciętnych zachodnich zarobków.
            W związku z tym nie sądzę, żeby oszczędzanie na tego typu rzeczach było jakimś przemyślanym, wyrachowanym działaniem. Jak to bardziej widzę w ten sposób, że edukacyjne książki są w przypadku dzieci płci obojga traktowane jak zabawka i rozrywka, nie jako inwestycja w rozwój. Niewykluczone, że zabawka chłopięca, tak jak samochodziki czy klocki. A jak tak to jak bieda nastanie, to pierwsze się tnie wydatki na rozrywkę. Zapewne nie tylko książki wypadają z zakupowego koszyka, wypadają też wszystkie inne produkty służące do wypełniania dziecku wolnego czasu, np jakieś sportowe artykuły czy gadżety elektroniczne.
            Tylko w przypadku synów, zapewne nawet na rozrywce dla niego się nie oszczędza. Nie tylko książkę dostanie, dostanie też nową piłkę jak się stara rozleci, nową konsolę do gier i jeszcze kieszonkowe na wypad do jakiejś fastfooddajni.

            Trzeba by zrobić bardziej szczegółowe analizy tych oszczędności z uwzględnieniem wszystkich zakupów jakie przestało się robić. Nie zdziwiłabym się jakby się okazało, że mimo popadnięcia w biedę, to w urodę córek nadal inwestuje się tak samo jak wcześniej. Czyli np kolacji w tym miesiącu jeść nie będziemy, ale nową kieckę dla panny na wydaniu trzeba kupić, może wreszcie złapie na potańcówce jakiego męża bogatego.
              • berta-death Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 14.07.12, 08:43
                Przecież pisałam, że odwołuje się jedynie do omawianego artykułu, w którym jest mowa o książkach edukacyjnych a nie o posyłaniu do szkół. Jak wygląda problem finansowania studiów dzieciom z mniej zamożnych rodzin, z uwzględnieniem płci dzieci, to nie mam pojęcia.
                Próbuję zrozumieć motywację redukcji wydatków na książki, które w gruncie rzeczy nie są jakimś wielkim wydatkiem. Zerknęłam na amazona, to ceny są w granicach kilku do kilkunastu dolarów. Dla amerykanina to tak jak dla polaka kilka, kilkanaście złotych. A biorąc poprawkę na to, że tam za biedaka uważany jest ktoś, kto pod względem finansowym w PL uznawany byłby już prawie za klasę średnią, to tym bardziej zakup edukacyjnej książki nikogo w jakiś znaczny sposób nie trzepnie po kieszeni.

                Jak dla mnie to jedynym sensownym wytłumaczeniem tego, jest traktowanie tych książek w tej samej kategorii co naklejek, lizaków, gum z obrazkami, kinder niespodzianek, czy jakiś innych pierdółek, które jak ma się kasę, to i za każdym razem można wrzucić do koszyka podczas codziennych zakupów w osiedlowym sklepiku. Natomiast jak się tej kasy nie ma za wiele, to na zasadzie, że ziarnko do ziarnka, ograniczamy wrzucanie do koszyka wszystkiego co nie jest niezbędnie konieczne.
                • policjawkrainieczarow Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 18.07.12, 17:16
                  Bez sensu rozumowanie, bo co, kupia synowi ksiazeczke, a corce zabronia jej czytania? Tylko w faktycznych wydatkach na szkole, ktorych sie nie da podzielic, mozna zaobserwowac, czy sa jakies preferencje. Natomiast uderzylo mnie co innego, mianowicie zakladanie, ze corki sa mniej wartsciowe na podst. wydatkow na ich edukacje. Przeciez takie myslenie wlasnie skutkuje ponizaniem i wartosciowaniem kobiet, ktore zdecydowaly sie na bycie pania domu.
                    • policjawkrainieczarow Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 19.07.12, 16:21
                      Naprawde myslisz, ze rodzice mysla takimi kryteriami? Bo ja jednak zakladam, ze patrza na to, co ich zdaniem ma sens patrzac na sytuacje i szanse ich konkretnych dzieci. I jesli im wychodzi z obserwacji, ze lepiej zyciowo wychodza dziewczynki, ktorych rodzice inwestowali w urode, to oni robia to samo dla swoich corek. Patrzac na odsetek absolwentek Harwardu, ktore predzej czy pozniej zostaja udupione w domu, specjalnie sie tym rodzicom nie dziwie. Nie mam corki, ale gdybym miala syna i corke i jakies, ale ohraniczone srodki na zabezpieczenie dzieciom przyszlosci, zainwestowalabym wieksza czesc w edukacje syna, a corce zostawilabym dom, tak, zeby byla zabezpieczona niezaleznie od tego, czy postanowi byc matka dzieciom, czy robic kariere uniwersytecka i tym domem zaplacic za studia.
                      • bene_gesserit Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 19.07.12, 19:45
                        Jak się popatrzy, czym zdobywają popularność panie z telewizji (aktorki, piosenkarki, dziennikarki, prezenterki, celebrytki) oraz porówna z nimi np polityków, to nic dziwnego, ze rodzice inwestują w urodę i trening piękności u dziewczynek i wydają więcej na kształcenie chłopców. Róznice nie są znowu takie duże. Poza tym badanie badaniem, ale wnioski mogą być fałszywe - być może róznica pochodzi stąd, że dziewczynki są grzeczne i się lepiej uczą same z siebie, a chłopaki są leniwe i niezdyscyplinowane, więc trzeba ich wtłoczyć intensywniej w machinę edukacyjną.

                        Uważam, ze należy za to wszystko winić nie rodziców, ale opresyjną kulturę.
                        • policjawkrainieczarow Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 23.07.12, 17:43
                          Ja wcale rodzicow nie winie, co wiecej, nie zgadzam sie z podejsciem z pierwszego postu, ze chlopcy sa bardziej wartosciowymi dziecmi, bo wiecej sie wydaje na ich edukacje. Spoleczenstwu jest potrzebna i kadra naukowa i kadra opiekunczo-wychowawcza i zakladanie, ze ta naukowa jest "wiecej warta" jest wstretne i od razu stygmatyzuje osoby, ktore tworza socjalne zaplwcze dla jasnie panstwa naukowego.
                    • easz Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 22.07.12, 23:13
                      bene_gesserit napisała:

                      > A czy ktoś zbadał i porównał nakłady na odzież i inne wydatki związane z wygląd
                      > em córek i synów? W wychowaniu zapewne wydaje się więcej na edukację synów i wy
                      > gląd córek. Nie są mniej warte, ale przeznaczone do czegoś innego. Przecież
                      > nic tak nie kala kobiety jak atrament
                      .

                      Wg moich badań, to w tej chwili wymogi są takie, że i w przypadku córek i w przypadku synów jednakowo i usilnie dba się i o edukację i o wygląd&co. Krok w kierunku slamsów i już się to zaczyna zmieniać rzecz jasna, proporcje.
                      • policjawkrainieczarow Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 23.07.12, 15:48
                        > Wg moich badań, to w tej chwili wymogi są takie, że i w przypadku córek i w prz
                        > ypadku synów jednakowo i usilnie dba się i o edukację i o wygląd&co. Krok w kie
                        > runku slamsów i już się to zaczyna zmieniać rzecz jasna, proporcje.

                        Oj, tak się nie da. Bo póki co, wzory kulturowe sa takie, ze facet moze jednoczesnie wyglądać profesjonalnie i męsko, a kobieta albo profesjonalnie, albo kobieco. Więc siłą rzeczy jeśli chłopcu sie kupi gajer lub ubiór sportowy czy jakis kombinezon do skakania, pływania, latania, wspinania etc, to jednoczesnie się inwestuje w jego wygląd i edukację. Dziewczyna zaś musi wybierac: kupic 10 kilo drogich książek, żeby podnieść kwalifikacje, czy kupic dobrą torebke i buty, żeby wyglądać, ze ma kwalifikacje?
    • misiu-1 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 05.07.12, 13:58
      berta-death napisała:

      > I jak tu nie domagać się od państwa wprowadzania polityki równościowej już od kołyski,
      > skoro na rodziny nie bardzo można liczyć.

      A jakże. Zaraz po urodzeniu odbierać dzieci rodzicom i przekazywać do wychowania w ośrodkach państwowych.
      A nie mówili, żeby unikać słońca? Jak się źle poczułaś, to nie siedź przed komputerem, tylko się połóż i weź zimny kompres na głowę.
        • misiu-1 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 05.07.12, 15:42
          kotek.filemon napisał:

          > I widzisz, nawet nie wiesz co postępowcy pod przewodem NWO planują. Nie w ośrodkach
          > państwowych tylko do adopcji przez małżeństwa homoseksualne oczywiście.

          Niestety, ku wściekłości lewactwa, adopcji przez spółki (nie małżeństwa) pederastów w Polsce nie ma. Ale oczywiście możliwe jest też oddanie dziecka parze aktywistów. Najlepiej, żeby to jeszcze byli aktywiści pro-zwierzęcy, bo ci nie dość, że zapobiegną seksizmowi, to jeszcze speciesyzmowi. Bo przecież odmienne wychowywanie psów a odmienne dzieci to także dyskryminacja.
              • rekreativa Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 05.07.12, 17:22
                Z tego, co piszesz:

                "Najlepiej, żeby to jeszcze byli aktywiści pro-zwierzęcy, bo ci nie dość, że zapobiegną seksizmowi, to jeszcze speciesyzmowi. Bo przecież odmienne wychowywanie psów a odmienne dzieci to także dyskryminacja. "

                Rozumiem, że to miało być tak ironicznie, ale ironizować też trzeba z sensem.

                • misiu-1 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 05.07.12, 17:43
                  rekreativa napisała:

                  > Rozumiem, że to miało być tak ironicznie, ale ironizować też trzeba z sensem.

                  Oczywiście. I sens jak najbardziej istnieje. Może po prostu jesteś za słabo zorientowana, gdzie znajduje się awangarda ruchu lewicowego.

                  "Szowinizm gatunkowy, dyskryminacja gatunkowa (proponowane są również nazwy gatunkizm, gatunkowizm) ((ang.) speciesism) – postawa stawiająca interesy własnego gatunku (w domyśle: Homo sapiens) ponad interesami innych gatunków. Określenie to zostało utworzone na zasadzie analogii do rasizmu i seksizmu przez bioetyków, a podjęte zostało głównie przez zwolenników praw zwierząt."
                  pl.wikipedia.org/wiki/Szowinizm_gatunkowy
              • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 06.07.12, 07:41
                Nasz nowy kolega piłkarz sobie poszedł i nie mam z kim pogawędzić o paranoi. Nic to, zacznę gadać do siebie, jak to staruszki.
                Autorka artykułu z onetu sporządziła kompilację wyników różnych badań, z różnych krajów. Ciężko mi się było połapać, które z jakiego kraju, ale wyszło mi, że polskie badanie to to na wstępie, gdzie ludziska deklarują, że płeć obojętna w zasadzie. Jestem ciekawa, kto płacił za badania dające taki rezultat i do czego one posłużą.
                A wracając do paranoi to jedynymi ludźmi, jakim kwestia sprawiedliwości leży na sercu są feministki.
                Oficjalnie przez rząd i rządowe instytucje zaakceptowane, nawet Femka ma status organizacji pożytku publicznego - wiem, bo dałam im część podatku.
                Z drugiej strony rządowy katolicki minister niepodpisuje konwencji, bo jej treści są zgubne, feministyczne i pedalskie. Rzeczniczka się tłumaczy że nie, wcale nie feministyczne, nic tam feministycznego. Mnie to wydaje się sprzeczne, jako paranoiczce zapewne.
                Badania dotyczące statusu córek nie wydają mi się tak przygnębiające same w sobie, przypuszczam że z dekady na dekadę to się "samo" wyrównuje.Przygnębiające jest zespojenie żelaznymi ćwiekami polityki państwowej z interesami watykańskimi. Nie tylko w sprawie deklaracji, ale i przede wszystkim edukacji. Oprócz pozostawienia 2 godz. tygodniowo religijnej indoktrynacji przy jednoczesnym obniżeniu liczby godzin nauki treści podręczników wychowujące do nierówności nie ulegają i nie ulegną zmianie.
                Teraz mam pytanie do ludzi z Warszawy a nawet Warszawki: czy u was, w wielkim mieście też pospolitym widokiem są ludzie stojący podczas mszy na zewnątrz, czasem dość daleko od głównej częsci kościoła, nawet pomimo niepogody?
                U mnie na prowincji to widok powszechny, a mieszkam w zagłębiu moherowym.
                Moja paranoiczna interpretacja tego zjawiska jest taka:
                ludzie się dystansują; idą na mszę, bo np boją się wiecznego potępienia, ale odrzucają to, co kośćiół im chce wcisnąć.
                W końcu ta niechęć , ta rosnąca rozbieżność pomiędzy poziomami świadomości, etyki, oczekiwań - wybije, ale wielkim kosztem, bo znów naród będzie w opozycji do władzy, będą my i oni, co nami rządzą. To bardzo źle wróży.
                Oczywiście różne sondy i badania wskazują na wielkie przywiązanie do kość. kat., ale IMO jest to w warstwie deklaracji, tak jak w badaniach dotyczących traktowania córek.
                Pytając o konkrety możnaby zobaczyć co innego.
                • tigertiger Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 06.07.12, 19:17
                  Stoją pod kościołem, stoją Kocia tylko, nie co niedziela, a co świta. Wtedy nie wypada aby nawet najmniej religijny katolik nie przyszedł na mszę,:)
                  I tak się hipokryzja przebiera przeróżne kolejną formę, a wszytko to za sprawa najbardziej hipokryzją instytucji. Jak Ty żyjesz w tym moherowym zagłębiu? :).
                  • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 06.07.12, 20:42
                    Jakoś tam żyję, obserwuję i staram się zrozumieć. Znając historię regionu można conieco wyjaśnić sobie sprawę moherstwa.
                    A to zjawisko stania pod kościołem, nawet gdy są miejsca siedzące wewnątrz, z dala, gdzieś za drzewem, na ulicy itp to wydaje mi się typowe tylko i wyłącznie dla Polski. I ja to rozumiem właśnie tak - ludzie idą na obrzęd religijny ale dystansują się jak tylko mogą, przypuszczam że nieświadomie.
                    Religia jest ludziom potrzebna, załatwia wiele spraw, ale w Polsce KK to nie tylko monopolista, ale cały system polityczny jest schorzały zależnością od KK.
                    Wiem, że wygląda to na monomanię (dopuszczam nawet możliwość że nią jest) że często gdy mowa jest o sprawach feministycznych piszę o KK.
                    To jak z alkoholizmem - alkoholik najpierw musi odstawić alkohol i przetrzeźwieć, żeby mógł się zacząć leczyć, to podstawowa sprawa. I leczenie problemów rodzinnych i zawodowych, a także stanów depresyjnych sensowne jest tylko po odstawieniu alkoholu.
                    Polska musi odstawić gorzałę.
                    • triss_merigold6 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 06.07.12, 21:17
                      Nie mam qrde pojęcia czy stoją chociaż w środku są wolne ławki czy stoją z innego powodu, bo np. pilnują małych biegających dzieci albo rozmawiają z sąsiadami. Niemniej stoją. Tyle mogę zaobserwować kiedy mijam kościół w niedzielę idąc na spacer czy jadąc.

                      Uważam, że bardzo przesadzasz i wyolbrzymiasz wpływy obyczajowe kk, w każdym razie w odniesieniu do pokolenia obecnych 40-latków i młodszych. Część ochrzciła te dzieci rytualnie i rytualnie posłała na katechezę, a tak poza tym to sterują płodnością, korzystają z in vitro, rozwodzą się, a nierozwiedzeni bądź żyjący w konkubinatach jakoś dzielą obowiązkami domowymi i zawodowymi.
                      • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 06.07.12, 22:29
                        W tej dziedzinie - owszem, ale we wszystkim, co można narzucić administracxyjnie - wpływ przeogromny. Np kwestia treści podręczników, nauczania przedmiotu "wychowanie do życia w rodzinie", kwestia penalizacji , zakazów, nakazów dotyczących płodności, homoseksualizmu itd.
                        Może 40 latkowie są odporni, ale pokolenie wychowane w IIIRP ma schizę. Wtłaczanie siłą do głów skutkuje, choćby się tego wypierać. Dlatego opłaca się reklama.
                        A co do ciebie, to zdaje mi się, że w miarę upływu czasu w nowym małżeństwie skręcasz w prawo. Oczywiście wolno ci, ale wiąże się to z tym, co dostrzegasz i jaką temu nadajesz rangę.
                        • triss_merigold6 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 07.07.12, 15:10
                          Nie jestem w małżeństwie tylko w konkubinacie i nie skręcam w prawo, tylko coraz bardziej do szału doprowadza mnie system podatkowy. Najkrócej mówiąc bardziej interesuje mnie kwestia istnienia publicznego żłobka/przedszkola i opłat za nie oraz szeroko pojęta cena edukacji dzieci, niż skutki homilii funkcjonariuszy kk, kult JPII czy treści przekazywane na katechezie.
                          Był tu nie tak dawno temu długi wątek m.in. o niedostępności amniopunkcji i krok po kroku opisywałam jak legalnie i bez szczególnych problemów miałam amnio ze względu na wiek na NFZ. Trzeba tylko postarać się znaleźć ogólnodostępne informacje, żeby wiedzieć jak i kiedy takie badanie uzyskać.

                          Jeszcze do ub. roku miałam przez wiele lat kontakt z młodzieżą licealną via uczenie wos i oni nie żyją w żadnej schizofrenii, po prostu oddzielają osobistą "potrzebę wiary" od treści przekazywanych przez kk odgórnie i te traktują racjonalnie wybiórczo. Mam wrażenie, że oceniasz rzeczywistość jak gdyby kk był jedynym źródłem wiedzy, jak w czasach pana, wójta i plebana. Tymczasem nie jest przez młodych ludzi postrzegany jako źródło jakiejkolwiek wiedzy tylko jako element dość archaicznego folkloru, coś jak święte dęby przodków.
                          • rekreativa Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 07.07.12, 15:44
                            Dobrze gadasz. Bardzo młodzi ludzie mają KK w pewnym miejscu na "d".
                            Problem polega na tym, że ci, którzy decydują o życiu obywateli w tym kraju są z pokolenia, które w większości cierpi na kościółkowe zapalenie mózgu.
                            No i wciąż w Polsce jest tyle potulnych owieczek, że ci panowie mogą być spokojni -jeszcze parę latek porządzą.
                            • triss_merigold6 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 07.07.12, 15:53
                              A potem kościoły się przynajmniej częściowo wyludnią.
                              Strach przed kk jest napędzany też m.in. przez osoby o poglądach Kociej Nogi, demonizowane są te wpływy i rzekomy rząd dusz. A wystarczy nie zapisać dziecka na katechezę i okazuje się, że nic się nie dzieje. No nic. Osoby z zapotrzebowaniem na męczeństwo mogą się poczuć niezaspokojone, bo nikt tych dzieci nie dręczy, nie wyzywa. Wręcz przeciwnie - mojemu synowi koledzy zazdroszczą, że nie musi dodatkowo na religię lekcji odrabiać.
                              • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 07.07.12, 21:49
                                Obudźcie się! Świat nie końcZy się na Warszawie, a nawet warszawce.
                                Zapoznajcie się z faktami - ile młodzieży bierze udział w katolickich organizacjach i imprezach, ile dzieci posyłanych jest na religię. Zamykanie oczu nic nie da. Wpływ nadal jest ogromny, choć nieuświadomiony. Młodzież i dzieci nie są nauczane wielu potzrebnych rzeczy, bo KK sobie nie życzy, marnotrawią za to czas na wyuczaniu się feudalnej mentalności i steku bredni.
                                Oczywiście, można tego nie widzieć, można niedoceniać, a spotkawszy się z odmiennym podejściem do kwestii można tłumaczyć to chorobą psychiczną, jak kolega piłkarz.
                                Sama znam pisowców którzy cenią Środę, ale ze smutkiem stwierdzają, że zachorowała psychicznie, a szkoda.
                                Porównanie z alkoholizmem narzuca mi się jako najbardziej trafne.
                                • rekreativa Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 07.07.12, 23:01
                                  Kociu, to że ktoś chodzi na religię albo na mszę, albo nawet bierze udział w pielgrzymce do Częstochowy naprawdę nie znaczy, że ma od razu wyprany mózg.
                                  Ja mam 3 sakramenty zaliczone, na religię chodziłam do końca szkoły średniej, chodziłam na mszę co niedziela i byłam 2 razy na pielgrzymce.
                                  NO i co? Żyję w związku nie małżeńskim, jestem za aborcją, legalizacją związków partnerskich, in vitro, konwencją przemocową i co tam jeszcze może być. I trzy czwarte osób z mojej byłej klasy ma to samo.
                                  Moja Mama chodzi do kościoła, a jednocześnie prenumeruje "Fakty i mity".
                                  Naprawdę znam sporo osób i to starszych, które mają mocno antyklerykalne poglądy. Więc może tego betonu jest mniej niż nam się wydaje.
                                  • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 08.07.12, 06:49
                                    Na razie mówicie tak: KK jest instytucją szkodliwą, ale społeczeństwo się nie daje.
                                    Dokładnie tak. Pasuje wam ten stan rzeczy?
                                    A co do poglądów i ogólnie świadomości społeczeństwa - moim zdaniem tkwienie w wiecznej opozycji do władzy jest bardziej szkodliwe niż bycie "przeciw aborcji" np.
                                    • tricolour Wszystko może być szkodliwe... 08.07.12, 09:54
                                      ... jeśli nieumiejętnie się tym posługujemy. Nawet najlepsza dla innych rzecz dla jeszcze innych jest szkodliwa. Jedni w potomstwie widzą swoje szczęście największe (i tak w istocie bywa), drudzy widzą tylko ograniczenie wolności (tylko w wąskim jej rozumieniu) i drenaż portfela - w zależności od emocjonalnych potrzeb.

                                      Ty widzisz KK jako instytucję szkodliwa i znajdziesz sto prawdziwych przykładów, bo na to jesteś nastawiona. A to złodziejstwo, a to pedofilię, homoseksualizm itp. Tyle, że tak jest z każdą aktywnością ludzką: można być cnotką, można prostytutką. Na czym byś nie skupiła uwagi to są tam strony jasne i ciemne, a jeśli skupiasz się tylko na ciemnych, to znak, że masz taką potrzebę babrania niczym lepszym nie skompensowaną.

                                      NO, można i tak, czemu nie... tylko czytając Twoje posty widać wyraźnie zajoba. Zadowala Cię taki stan rzeczy?
                                      • kocia_noga Re: Wszystko może być szkodliwe... 08.07.12, 15:22
                                        tricolour napisał:

                                        > Ty widzisz KK jako instytucję szkodliwa i znajdziesz sto prawdziwych przykładów
                                        > , bo na to jesteś nastawiona. A to złodziejstwo, a to pedofilię, homoseksualizm
                                        > itp. Tyle, że tak jest z każdą aktywnością ludzką: można być cnotką, można pro
                                        > stytutką. Na czym byś nie skupiła uwagi to są tam strony jasne i ciemne,


                                        jasne. Organizacjom feminisrtycznym np też można coś zarzucić. A teraz porównaj ppotęgę i siłę działania oraz skalę dobrego/złego różnych oragnizacji. W końcu nawet komunistom, dążącym do szczęścia wszystkich coś można było zarzucić. I tren, kto zarzucał, niechybnie był chory psychicznie. Nawet poddawany kuracji.


                                        Wiesz, tricolor, że jakiś ważny ksiądz jawnie walczy z demokracją? Inni jawnie walczą z postawą tolerancji i tak dalej.
                                        I tego nauczają - feudalnej mentalności, nietolerancji i innych katolickich cnót. Mnie, jako paranoiczce posiadającej zajoba to się nie podoba, bo wszyscy utrzymujemy tego molocha z naszych pieniędzy. KK to nie grupka świrów.
                                        Ach, żal mi tylko piłkarza. Fajnie pogadać z kimś, kto cię nie lubi i jest to jego jedyny argument.


                                        No dobra, dobra.
                                    • triss_merigold6 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 08.07.12, 15:46
                                      Mniej więcej.
                                      Instytucję KK uważam za z gruntu złą i - mnie jako ateistce - wrogą. Niemniej jej sprawczość jest IMO coraz mniejsza.
                                      Co do bycia w opozycji wobec władzy... hm.. najpierw musiałabym mieć podstawy, żeby nie być w opozycji. Nie dziwię się, że kapitał zaufania społecznego w Polsce jest najniższy wśród państw UE, nie mam żadnych realnych przesłanek, żeby władzy - bez względu na opcję polityczną - ufać.
                              • easz Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 10.07.12, 21:10
                                triss_merigold6 napisała:


                                > Strach przed kk jest napędzany też m.in. przez osoby o poglądach Kociej Nogi, d
                                > emonizowane są te wpływy i rzekomy rząd dusz. A wystarczy nie zapisać dziecka n
                                > a katechezę i okazuje się, że nic się nie dzieje. No nic. Osoby z zapotrzebowan
                                > iem na męczeństwo mogą się poczuć niezaspokojone, bo nikt tych dzieci nie dręcz
                                > y, nie wyzywa.

                                Osoby o twoim podejściu, ty - robisz to samo co Kocia(?), tylko w drugą mańkę, ale skrajne oceny, jak w skokach, zawsze są odcinane, na szczęście.
                                Nie masz racji, no ale ja jestem daleko od metropolii i żyję z plebsem i w slumsach, to wiadomo, że gdzie ci podskoczymy w doświadczeniach. A może to przemawia twoje zapotrzebowanie na zaklinanie rzeczywistości, ale wiesz, każdy ma swoją.
    • thelma.333 Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 30.07.12, 23:28
      fakty.interia.pl/swiat/news/dziecko-zmarlo-bo-ojciec-o-nim-zapomnial,1326922,4
      tvp.info/informacje/swiat/zapomnial-o-dziecku-zmarlo-w-aucie/4546735
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,126765,9642818,Zmarla_dziewczynka_zostawiona_na_piec_godzin_w_samochodzie.html
      wiadomosci.onet.pl/swiat/niemowle-zmarlo-zostawione-w-samochodzie,1,5200684,wiadomosc.html
      raz natomiast tylko przeczytalam, zeby facet zapomnial o synku;
      • kocia_noga Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 31.07.12, 08:13
        thelma.333 napisała:

        > fakty.interia.pl/swiat/news/dziecko-zmarlo-bo-ojciec-o-nim-zapomnial,1326922,4
        > tvp.info/informacje/swiat/zapomnial-o-dziecku-zmarlo-w-aucie/4546735
        > wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,126765,9642818,Zmarla_dziewczynka_zostawiona_na_piec_godzin_w_samochodzie.html
        > wiadomosci.onet.pl/swiat/niemowle-zmarlo-zostawione-w-samochodzie,1,5200684,wiadomosc.html
        > raz natomiast tylko przeczytalam, zeby facet zapomnial o synku;

        Dodaj do tego tysiące filmów, książek i innych tworów kultury gdzie faceci zapominają o dziewczynkach a zajmują się chłopcami. W każdym wieku. Coś takiego jak córka niemal nie istnieje w świecie kultury i to od kolebki do usranej śmierci. Nawet bohaterowie kreskówek to chłopcy.
        Czy nie logiczne, że konsekwencją tego jest przecenianie jednych i ignorowaniew drugich? To sprzężenie zwrotne.
    • berta-death Re: Synowie uważani za bardziej wartościowe dziec 02.08.12, 22:06
      Dzisiaj zerknęłam przypadkowo na stronę internetową jednej z krakowskich podstawówek, gdzie zorganizowano pierwszą klasę składającą się wyłącznie z 6-latków. Nie wiem czy taki jest wymóg żeby one chodziły do oddzielnej klasy czy jest to pomysł autorski dyrekcji. Tak czy owak z okazji tego, że szkoła ma takie cudo to na swojej stronie zamieścili zdjęcia z zajęć dla takiej klasy. Pewnie, żeby zachęcić rodziców do zapisywania 6-latków do szkoły. Może to przypadek a może nie, ale na 10 chłopców przypada tam 5 dziewczynek. We wszystkich innych klasach od 0 do 6 jest mniej więcej po połowie dzieci każdej płci.

      Niewykluczone, że w innych szkołach jest podobnie, bo to naprawdę dziwny by był zbieg okoliczności, żeby akurat w tej taka męska klasa się trafiła. Jak to nie jest zbieg okoliczności, co zapewne łatwo da się sprawdzić, to całkiem nieźle wpisuje się w trend opisany w zalinkowanym przeze mnie artykule.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka