feminizm czy feminizmy?

IP: *.devs.futuro.pl 23.08.04, 16:57
Dziewczyny, chciałabym rozpocząć sensowny watek. Ile nas na tym forum, tyle
różnych zdań, a każda z nas uważa się za feministkę.
Czemu tak jest i czy nie można z tym czegoś zrobić?
Żeby społeczeństwo wiedziało, o co nam chodzi?
Żebyśmy nie musiały 100 razy tłumaczyć, że nie pożeramy ani własnych, ani
cudzych dzieci i nie dybiemy na małżeństwa innych osób?
Dlaczego nawet inne kobiety z jednej strony utożsamiają nas z paleniem
staników i dyskryminacją mężczyzn a z drugiej strony zgadzają się z nami w
wielu kwetiach merytorycznych?
Co można z tym zrobić?
Pytam poważnie.
    • Gość: Vivian Darkbloom Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 23.08.04, 17:40
      W istocie poruszasz dwie odrębne sprawy - stereotypowe widzenie feminizmu i
      wieloprądowość tego ruchu. Przedstawiciel każdej ideologii jest narażony na
      zaszufladkowanie, bo stereotypy, upraszczając obraz świata, są dla ludzi
      wygodne. Walka z tymi uprzedzeniami zajmie feministkom trochę czasu, bo
      najlepszą drogą do zrozumienia jest dialog, a z tym w Polsce kiepsko.
      Druga sprawa - "tyle róznych zdań". Moim zdaniem to dobrze, to świadczy, ze
      feminizm jest inspirujący dla różnych środowisk i każde wnosi w niego swój
      światopogląd. Ruch, który się rozwija, ktory jest żywy, nie może być monolitem.
      Róznorodnośc jest bogactwem, czyni feminizm ciekawszym pod względem
      intelektualnym, choć rzeczywiście może przeszkadzać w osiągnięciu dorażnych
      celów.
      • tad9 Re: feminizm czy feminizmy? 23.08.04, 18:08
        Gość portalu: Vivian Darkbloom napisał(a):

        > Róznorodnośc jest bogactwem, czyni feminizm ciekawszym pod względem
        > intelektualnym, choć rzeczywiście może przeszkadzać w osiągnięciu dorażnych
        > celów.


        A któryż to z nurtów feministycznych jest "ciekawy intelektualnie" i dlaczego?
        • Gość: Vivian Darkbloom Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 23.08.04, 19:02
          Bardzo interesującą kwestią są np. gender studies. Płeć do niedawna wydawała
          sie czymś czysto biologicznym, a mysl feministyczna pokazuje, ze ma ona także
          aspekt kulturowy. Pasjonuje mnie kwestia na ile to, jaki jest człowiek ma
          żródło w biologii, a na ile w kulturze, czy istnieje coś takiego jak
          niezmienna "natura ludzka", czy tez ta "natura" jest tworem historycznie
          zmiennym itp., a myśl feministyczna wpisuje się w te rozważania pokazując jak
          obraz kobiety i męzczyzny jest tworzony przez kulturę.
          Feministki inicjują tez ważne dyskusje, choćby na temat aborcji
          • tad9 Re: feminizm czy feminizmy? 23.08.04, 20:19
            Gość portalu: Vivian Darkbloom napisał(a):

            > Bardzo interesującą kwestią są np. gender studies. Płeć do niedawna wydawała
            > sie czymś czysto biologicznym, a mysl feministyczna pokazuje, ze ma ona także
            > aspekt kulturowy.

            ZAWSZE zdawano sobie sprawę z kulturowego wymiaru związanego z płcią.


            Pasjonuje mnie kwestia na ile to, jaki jest człowiek ma
            > żródło w biologii, a na ile w kulturze, czy istnieje coś takiego jak
            > niezmienna "natura ludzka", czy tez ta "natura" jest tworem historycznie
            > zmiennym itp., a myśl feministyczna wpisuje się w te rozważania pokazując jak
            > obraz kobiety i męzczyzny jest tworzony przez kulturę.

            Tego typu rozważania nie są związane ściśle z feminizmem. Feministki zreszą
            piszą na ten temat najczęściej głupoty.


          • Gość: Vox Gender studies?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 20:57
            Gender studies?! Wybacz, ale czy na prawdę uważasz to za wartościową gałąź
            nauki? może mam niezwykle zawęrzony punkt widzenia (w sumie samcem jestem...),
            ale z moje kontakty z "naukową" literaturą kojarzoną z ruchemi feministycznymi
            zawsze kończyły się jedynie dawką zdrowego śmiechu. Uważam, że większość (w
            przypadku znanym mi pozycji... ZDECYDOWANA większość) owych opracowań to:
            1. manifesty ideologiczne, nie mające nic wspólnego z nauką
            2. typowe "wyciągacze pieniędzy"- wierna aktywistka i tak je kupi, nie bacząc
            na miernotę merytoryczną
            3. istne odpowiedniki "danikenizmu" (ten od piramid i ufo oraz wielu innych
            pouczających wynalazków...)- autor (tak, tak... nie tylko autorki. są już
            autorzy!) chce się wybić ekstrawagancją z pogranicza paranoi.

            Sam napisałem pracę roczną, de facto sporowadzającą się do obalenia tez Evy
            Keuls na temat obrazu kobiet u Arystofanesa i ogólnej sytuacji tychże w
            starożytnych Atenach. Jeżeli ja- średnio zaangażowany student, potrafię w
            oficjalnej pracy wykazać podstawowe błędy amerykańskiej profesor, porwanej
            przez nurt gender studies, to czy nadal uważasz, iż wszystko jest w porządku?

            Pozdrawiam
            wredny samiec, Vox'em zwany;)
            • tad9 Re: Gender studies?! 23.08.04, 21:11
              Gość portalu: Vox napisał(a):

              > 3. istne odpowiedniki "danikenizmu" (ten od piramid i ufo oraz wielu innych
              > pouczających wynalazków...)- autor (tak, tak... nie tylko autorki. są już
              > autorzy!) chce się wybić ekstrawagancją z pogranicza paranoi.


              Ja dopatrywałbym się tu raczej analogii z "naukami" typu ariozofii. W przypadku
              ariozofii osią wokół której wszystko się kręciło była rasa, w przypadku studiów
              gender, jest to płeć. "Gender" to ariozofia II połowy XX wieku. Cóż - każda
              epoka ma swoje szaleństwo. Nie wiem czy szanowny kolega zetknął się z
              ariozofią. Analogia z "gender" sięga dużo głębiej, niż proste zestawienie jakie
              tu przedstawiłem. Można doprawdy cytować ariozofów i feministki, i trudno
              byłoby stwierdzić kto jest kto.
            • Gość: Vivian Darkbloom Re: Gender studies?! IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 25.08.04, 12:47
              Nie twierdze, że wszystko w genderach jest wartościowe, ale nie zgadzam sie, ze
              wszytsko jest bezwartościowe. USA to osobna sprawa - rozmiary politycznej
              poprawności prowadzą tam często do absurdów.
    • tad9 Re: feminizm czy feminizmy? 23.08.04, 18:07
      Gość portalu: civiviane napisał(a):


      > Czemu tak jest i czy nie można z tym czegoś zrobić?
      > Żeby społeczeństwo wiedziało, o co nam chodzi?


      Wpierw feministki same musiałyby wiedzieć o co im właściwie chodzi, a nie
      zanosi się na to, by prędko zdobyły tę wiedzę.
      • Gość: civiviane Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.devs.futuro.pl 23.08.04, 18:14
        z pytaniem zwróciłam się do dziewczyn,
        czy to tak trudno zauważyć?
        • Gość: Vanessa Samanta Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.04, 19:14
          1

          feminizm w warunkach polskich to poprostu dzialania na rzecz podniesienia
          statusu i zwiekszenia udzialu kobiet w zyciu spolecznym

          2

          generalnie juz teraz dzieli sie na dwa nurty /moim zdaniem/ ktore moga w
          przyszlosci nawet ze soba rywalizowac- chodzi oczywiscie o stosunek do aborcji
          i mniejszosci seksualnych, jeden oboz opowiada sie za aborcja i
          malzenstwami/adopcjami homo, drugi przeciw obydwu tym sprawom, na innych
          plaszczyznach nie am chyba zbyt duzej polaryzacji, albo nie byly jeszcze tak
          mocno dyskutowane ...
          • civiviane Re: feminizm czy feminizmy? 23.08.04, 20:06
            Może to pytanie wyda ci się infantylne, ale czy te polskie działania na rzecz
            podniesienia statusu kobiet nie mogłyby przyjąć jakiejś konkretnej formy
            działalności politycznej?
            Nie chodzi mi tu o działania w ramach partii lewicowej, która jak co do czego,
            to dla swoich doraźnych interesów, zdradza nas lub sprzedaje.
            Partia kobieca, ale nie pod hasłem feministek (słowo, niestety dla wielu -
            straszak - problemy w zdobyciu poparcia społeczeństwa), normalna partia pro -
            kobieca, która i tak zrobi swoje dla kobiet, dla pielęgniarek, nauczycielek,
            dla zarobków, sytuacji rodzinnej itd; mile widziani mężczyźni
          • zly_wilk LPR organizacją feministyczną 23.08.04, 21:32
            Gość portalu: Vanessa Samanta napisał(a):

            > 1
            >
            > feminizm w warunkach polskich to poprostu dzialania na rzecz podniesienia
            > statusu i zwiekszenia udzialu kobiet w zyciu spolecznym.

            A więc Liga Polskich Rodzin, która ma największy procentowy udział kobiet w
            klubie poselskim, której przedstawiciele czczą Matkę Boską i Matkę Polkę - jest
            czołową polską organizacją feministyczną. Bardzo mi się podoba Twoja
            definicja. ;-)


            > 2
            >
            > generalnie juz teraz dzieli sie na dwa nurty /moim zdaniem/ ktore moga w
            > przyszlosci nawet ze soba rywalizowac- chodzi oczywiscie o stosunek do
            aborcji
            > i mniejszosci seksualnych, jeden oboz opowiada sie za aborcja i
            > malzenstwami/adopcjami homo, drugi przeciw obydwu tym sprawom,

            Wszystko się zgadza - Liga Polskich Rodzin należy do teje drugiej
            feministycznej frakcji... ;-)

            Pozdrawiam -
        • Gość: trevik Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.dip.t-dialin.net 23.08.04, 19:44
          Jako facet na wstepie uprzejmie poinformuje, ze pozwolilem sobie Twoj watek
          przeczytac. Jesli nie bedzie to dla Ciebie zbyt porazajace przeczytac ta
          informacje to dodam, ze istnieja feministki, ktore bardzo chetnie widzialoby
          wiecej dzialajacych mezczyzn na rzecz feminizmu. Ty ich wlasnie wywalilas z tej
          ideologi. To moze pomoze Tobie zrozumiec dlaczego z feminizmem jest tak jak
          jest. Zwroc prosze uwage, ze staram sie nie odpowiadac wprost na Twoje pytanie,
          bo ono bylo przeciez skierowane do "dziewczyn" (seksizmem tylko IMHO zaciaga..).
          • Gość: civiviane Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.devs.futuro.pl 23.08.04, 19:54
            chętnie z Tobą porozmawiam; mężczyźni, moim skromnym zdaniem, są nam potrzebni,
            może koleżanki się ze mną nie zgodzą, ale póki co, to mężczyźni w naszym kraju
            mają władzę, uważam, że nalezy ich dla nas pozyskać;
            nie lubię jednak, gdy wypowiedzi panów z tego forum trącą złośliwością, wtedy
            się najeżam i odpowiadam pięknym za nadobne;
            jeżeli oboje odrzucimy złośliwości czy seksizm, jak kto woli, to nasza rozmowa
            może byc ciekawa;
            czy masz jakiś pomysł, jak to zrobić, o co pytałam na początku?
            • Gość: trevik Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.dip.t-dialin.net 23.08.04, 21:38
              Moim zdaniem dopoki wszystkie odmiany feminizmu beda sie firmowaly glowna
              nalepka "feminizm" tak dlugo wszystkie te grupy beda mialy przyprawiona tzw. gebe.
              Po prostu jest tyle zniechecajacych do siebie feministek, ktore pisza rozne
              glupoty, ze feminizm to slowo postrach - nie jest ani mile widziane w Polsce,
              ani tez np. w Niemczech wbrew pozorom (co innego przepychac jakies rozwiazania w
              Bundestagu a co innego nazywac siebie feministka naokolo - to jest spolecznie
              szkodliwe, chyba, ze przebywa sie w jakims postepowym getcie na uniwersytecie).

              Wiec pora moze przedefiniowac sie troche, kto jest kim i co chce zrobic.
              I przyjac koniecznie inna nazwe dla tego ruchu, ktory ma jeszcze jakies ogolnie
              sluszne argumenty (aborcja i legalizacja par homo moim zdaniem nie naleza do
              tych slusznych a wogole to potwornie dziela), moze pora zerwac z socjalizmem, bo
              to dyskryminuje caly ruch w pewnej kategorii i czyni np. dla mnie
              nieakceptowalnym i godnym zwalczania, z parytetami (ten pomysl wywoluje poza
              skandynawia przewaznie politowanie), odseparowac sie od typow ewidentnie
              antyrodzinnych a zajac sie powaznymi sprawami zwiazanymi z walka o premiowanie
              aktywnosci, poobalac istniejace uklady ktore przeszkadzaja w promowaniu myslenia
              (np. batalia o lepszy poziom edkukacji bylaby nietrywialna - nauczyciele to
              srodowisko sfeminizowane i ruszenie karty nauczyciela aby powywalac miernoty to
              batalia nie w kij dmuchal). Jesli jest jakakolwiek faktycznie jeszcze
              dyskryminacja (nie z tych urojonych), to ja to moge wiazac tylko z ewidentna
              ciemnota. Etatyzmem tego sie nie zalatwi a ja kobietom zle nie zycze, tylko
              naprawde nie widze nic zlego w takich czy innych wskaznikach statystycznych,
              jesli tyczy sie on asymetrii miedzy plciami.
              Na to, aby robic naokolo szkody poprawiajac tym samym te wskazniki statystyczne
              (a raczej tylko przechylajac) nie zgodze sie nigdy.
              • Gość: Agawa Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 23:08
                Muszę przyznać Trevik,że tym razem zgadzam się z Tobą.
                Ubolewam nad tym,że feminizm jest utożsamiany jedynie ze swym najbardziej
                skrajnym skrzydłem,które wielu feminizującym kobietom jest obce.Twoje pomysły
                są niezłe.
                • Gość: trevik Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.dip.t-dialin.net 23.08.04, 23:45
                  Ciesze sie. Widzisz.. z powodu wielu feministek ja juz pewnie na zawsze zostane
                  antyfeminista, bo zbyt wiele jest pod ten feminizm podciaganych spraw z ktorymi
                  sie ewidentnie nie zgadzam, ale mam nadzieje, ze pojawi sie kiedys ruch, ktory
                  faktycznie pewne problemy stereotypow i faktycznej ludzkiej krzywdy bedzie
                  zwalczal i nie tyczy to tylko plci, rasy czy innego jakiegokolwiek podzialu.
                  Jesli tylko uznam, ze tak bedzie, to masz moje slowo, ze z nim sie zidentyfikuje.

                  pozdrawiam,

                  trevik
                  • Gość: civiviane Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.devs.futuro.pl 23.08.04, 23:53
                    wysłałam Ci odp. o 23.08, ale jest najniżej, przeczytaj
              • ardzuna Re: feminizm czy feminizmy? 30.08.04, 03:11
                Gość portalu: trevik napisał(a):

                > I przyjac koniecznie inna nazwe dla tego ruchu, ktory ma jeszcze jakies
                ogolnie
                > sluszne argumenty (aborcja i legalizacja par homo moim zdaniem nie naleza do
                > tych slusznych a wogole to potwornie dziela),

                Podzielam zdanie trevika; za nic nie przyłączę sie do stronnictwa, które ma
                takie hasła. I uwazam, że warto z nich zrezygnować, bo odstraszają wielu ludzi.


                > nieakceptowalnym i godnym zwalczania, z parytetami (ten pomysl wywoluje poza
                > skandynawia przewaznie politowanie),

                Tylko niektóre odłamy feminizmu popierają parytety.


                > (np. batalia o lepszy poziom edkukacji bylaby nietrywialna - nauczyciele to
                > srodowisko sfeminizowane i ruszenie karty nauczyciela aby powywalac miernoty
                to
                > batalia nie w kij dmuchal).

                To, że to jest batalia, nie ma związku ze sfeminizowaniem srodowiska, tylko z
                oporem ZNP, w którego władzach sa zresztą właśnie przede wszystkim meżczyźni.
            • kocia_noga Re: feminizm czy feminizmy? 23.08.04, 21:48
              Też jestem tym zainteresowana.Nie boję się określenia "feminizm" i myslę,że
              jakkolwiek ruch by nazywać, będzie miał trudno.W Polsce lewicowy elektorat
              jest wykorzystywany bezlitośnie.Rosnie w siłę faszyzm , nacjonalizm i podobne ,
              radykalizują się prawicowe kanapy.Strach mnie ogarnia, gdy czytam dyskusje na
              onecie.Z drugiej strony ludzie już nie dadzą się (mam nadzieję) kolejny raz
              nabić w butelke.Ruch feministyczny nie jest monolitem i moim zdaniem to
              dobrze.Bóg kocha różnorodnośc .Feminizm dzięki temu może wydac trwalsze owoce,
              niz gdyby ukonstytuował się jako jednolita partia i dążył do władzy.Nie jestem
              aż taką optymistka,żeby liczyć na wielkie zmiany , człowiek jest z natury
              zachowawczy , woli starą biedę, bo znajoma ...
              • civiviane Re: feminizm czy feminizmy? 23.08.04, 23:08
                Zgadzam się z Wami w wielu kwestiach.
                Nie proponuję jednak, aby z ruchu feministycznego zrobić monolit.
                Myślę o czymś innym: o normalnej partii, uwzględniajacej w swoim programie
                kwestie kobiece, złożonej z kobiet i mężczyzn, "jednością silnej rozumnej
                szałem", która nie sprzeda swoich ideałów.
                Ruch feministyczny - to jedno, a partia realizujaca pewne jego postulaty - to
                drugie; chodzi o sukces, o pozyskanie ludzi dla idei, obawiam się, że feminizm -
                słowo straszak temu zadaniu nie sprosta.
                A ja lubię widziec efekty działań. I tu zgadzam się z Trevikiem, że pora się
                zdefiniować, może przeformułować pewne sprawy po to, żeby własnie odnieść
                sukces?
                • Gość: trevik Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.dip.t-dialin.net 24.08.04, 10:32
                  Tyle, ze problemow panstwa jest tak duzo, ze definiowanie partii tylko na
                  potrzeby walki z jednym z jego problemow i wbrew pozorom wcale nie
                  najwazniejszym nie byloby rozsadne. Wez pod uwage, ze obecnie w Polsce ludzie
                  umieraja z powodu braku wlasciwego systemu opieki zdrowotnej, w konfrontacji z
                  tym walka o troche lepsza oswiate, bo to tego musialoby sie to glownie
                  sprowadzac jest problemem malym, ze o innych problemach nie wspomne, jak
                  korupcja, zapasc systemu sprawiedliwosci itd.

                  Ja mysle, ze lepiej byloby stworzyc nurt w ktorejs z partii centrowych zajmujacy
                  sie tym, ale blagam... niech to nie bedzie cos przypominajacego feminizm w unii
                  wolnosci, bo ten jest naprawde lewicowy i partii centrowej nie przystoi (Unia
                  Wolnosci ma sie za partie inteligencka a wypisuje ostatnio hasla "Najlepszy
                  posel to poslanka"... tak samo glupie, jak "najlepszy posel to posel" - moze
                  ktos kurcze napisalby: "najlepszy posel to madry i uczciwy posel/poslanka", bo
                  wlasnie podstawowe wartosci przezywaja w tej chwili kryzyz i nie liczy sie, czy
                  madry, czy uczciwy, tylko z jakiej partii i co nam rzuca za kielbase jak beda
                  rzadzic).

                  Kiedys liczylem na PO, ale juz nie wiem, na ile na nich mozna liczyc, zwlaszcza,
                  ze ostatnio sie ta partia zradykalizowala za bardzo nacjonalistycznie (narodowcy
                  moga byc, ale najczesciej jest taka sytuacja, ze partie narodowe traca z oczu
                  bardziej rzeczywiste problemy i rozsadek do rozwiazywania) a to bardzo wazne,
                  zeby ktos zbudowal w Polsce porzadny system edukacji podstawowej i sredniej,
                  udoskonalil szkolnictwo wyzsze (przez lepsze pieniadze a te tylko z dobrych
                  systemow kredytowych i grantow), wymusil zwiazanie sie go z przemyslem i aby
                  skonczyly sie wreszcie te rzady matolow. Gdyby hipotetycznie wszyscy byli
                  wyksztalceni, to wierze, ze faktyczna dyskryminacja na podstawie plci (jesli
                  taka gdzies istnieje) bylaby marginalna i to, co zrobily sufrazystki juz
                  wystarczyloby, oczywiscie wszyscy nie beda, ale mozna uprzedzenia marginalizowac.
                  • Gość: civi Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.devs.futuro.pl 24.08.04, 17:54
                    W dużej mierze zgadzam się z Tobą.

                    Właściwie to chyba mówimy o tym samym, tylko inaczej to ubieramy w słowa.
                    Zależałoby mi jednak, żeby ta partia, o której mówisz nie sprzedała interesów
                    kobiet za kilka stołków lub z innych powodów, co juz nie raz się zdarzyło.
                    • Gość: trevik Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.dip.t-dialin.net 25.08.04, 00:01
                      Tylko, ze ja bardzo nie chcialbym zyc w kraju, aby czyjes interesy byly
                      gwarantowane przez rozdawnictwo.. bo to jest po prostu przykre. Mam nadzieje, ze
                      nie to masz na mysli.
                  • ardzuna Re: feminizm czy feminizmy? 30.08.04, 03:07
                    Gość portalu: trevik napisał(a):

                    > umieraja z powodu braku wlasciwego systemu opieki zdrowotnej, w konfrontacji z
                    > tym walka o troche lepsza oswiate, bo to tego musialoby sie to glownie
                    > sprowadzac jest problemem malym,

                    Właściwie wszystko stoi trochę lepszą oświatą; stan oświaty w kraju jest
                    kluczowy dla jego rozwoju. Marnowanie szans kobiet, które ich nie wykorzystują
                    tak, jakby mogły, też przyczynia sie do gorszego rozwoju kraju.

                    > Kiedys liczylem na PO, ale juz nie wiem, na ile na nich mozna liczyc,
                    zwlaszcza
                    > ,
                    > ze ostatnio sie ta partia zradykalizowala za bardzo nacjonalistycznie
                    (narodowc
                    > y
                    > moga byc, ale najczesciej jest taka sytuacja, ze partie narodowe traca z oczu
                    > bardziej rzeczywiste problemy i rozsadek do rozwiazywania)

                    To partia populistyczna, a co najważniejsze - nieuczciwa, na co wskazuje wybór
                    najpierw Piskorskiego a potem Schetyny na sekretarza gen. Podziwiam, że miałeś
                    na jej temat jakiekolwiek złudzenia...
                    • Gość: trevik Re: feminizm czy feminizmy? IP: *.dip.t-dialin.net 31.08.04, 13:52
                      Nie wiem, w jakim sensie zludzienia. Generalnie jesli chodzi o politykow, to nie
                      mam zludzen od wielu lat - partia tych, ktorzy maja zludzenia jest UPR, dla mnie
                      przestal istniec w wieku lat 18. Liczy sie dla mnie program, pewne koncepcje
                      gospodarcze i spoleczne i zdolnosc do jego wprowadzenia. Na tym polu uwazalem,
                      ze PO byla mozliwie najlepsza z polskich partii politycznych, bo pewne
                      posuniecia jednak wprowadzic mogli. Niestety juz nie jestem tego taki pewien. A
                      polskie partie polityczne sa jakie sa, bo takie jest spoleczenstwo.

                      I paradoksalnie uwazam, ze jego czesc bardziej konserwatywna jest akurat
                      znacznie mniej szkodliwa i moglaby byc lepsza dla rozwoju kraju niz ta lewacka ,
                      o ile taka linie podzialu mozna wytyczyc. Wszak obie te grupy sa zdrowo
                      zdemoralizowane, ale konserwatysci maja wiekszy szacunek do pracy, chocby
                      dlatego, ze tak im wpojono i potrafia wiecej zrobic wbrew swojej ulomnej
                      naturze, co w gospodarce jest potrzebne (wiekszosc dla przyjemnosci nie pracuje,
                      tylko dla pieniedzy, ja sie na szczescie do nich nie zaliczam, ale tylko
                      dziekuje Bogu, ze tak jest).

                      > Marnowanie szans kobiet, które ich nie wykorzystują
                      > tak, jakby mogły, też przyczynia sie do gorszego rozwoju kraju.

                      Tyle, ze mnie Ardzuna nie chodzi o 100% ludzi w kazdej z tych kategorii - trzeba
                      ksztalcic, aby ludzie byli mozliwie najlepiej wyedukowani do konkretnej roboty i
                      wlasnego zadowolenia, ale nie jestem zwolennikiem ksztalcenia wszystkich ile
                      wlezie. I kobiet i mezczyzn. Wiekszosc dalej bedzie tzw. prostymi ludzmi,
                      cokolwiek nie zrobisz, ale glupote trzeba tluc wszedzie, gdzie sie da.
    • dokowski Z tym nic nie można zrobić, trzeba pobłażliwie 25.08.04, 10:25
      Gość portalu: civiviane napisał(a):

      > Żebyśmy nie musiały 100 razy tłumaczyć, że nie pożeramy ani własnych, ani
      > cudzych dzieci i nie dybiemy na małżeństwa innych osób?
      > Dlaczego nawet inne kobiety z jednej strony utożsamiają nas z paleniem
      > staników i dyskryminacją mężczyzn a z drugiej strony zgadzają się z nami w
      > wielu kwetiach merytorycznych?

      Ludzie tępi, źli lub głupi nie lubią zgadzać się z lepszymi lub mądrzejszymi od
      siebie. To problem nie tylko feminizmu ale jest to szerszy problem dotyczący
      całego liberalizmu na świecie. Liberałowie są przez lewicowców wszędzie
      traktowani z udawana pogardą - jest to takie odbicie w polityce tych
      naturalnych ludzkich kompleksów i resentymentów. Damscy bokserzy i ich potulne
      ofiary domowe, to z reguły ludzie ze społecznych nizin, którzy mają w zwyczaju
      obrażać lepszych od siebie nie patrząc na treść tych obraźliwych opinii.

      Feministki i inne wykształcone kobiety sukcesu są przez lewicową hołotę
      nazywane komunistkami, przypisuje im się inne absurdalne cechy bez zwracania
      uwagi na treść tych absurdów. Bez sensu jest tłumaczyć takim chamom, że
      feminizm nie polega wcale na zniechęcaniu kobiet do rodzenia dzieci czy
      zachęcaniu kobiet do rozwodów, gdyż nie chodzi im o to, żeby bronić małżeństwa
      i macierzyństwa, ale chodzi im tylko o to, żeby feministki wyprowadzić z
      równowagi i cieszyć się, kiedy tłumaczą się zdenerwowane tak śmiesznie, a wtedy
      można nagle dorzucić zarzut, że feministki chcą na siłę wprowadzić połowę
      kobiet do parlamentu i do wojska i wpisać parytety do Kodeksu Karnego... teraz
      dopiero się taka feministka fajnie zapienia i tłumaczy, że to nieporozumienie i
      to w ogóle nieuczciwy zarzut, a wtedy na koniec można dorzucić, że feministki
      tych swoich idei feministycznych nauczyły się od komunistów i że w głębi serca
      pozostały komunistkami... i w tym miejscu najpóźniej feministka już rozumie,
      jakie są intencje antyfeministów podczas takich dyskusji
Inne wątki na temat:
Pełna wersja