Gość: barbinator
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
31.08.04, 19:54
Na wątku o „niszczeniu rodziny” przez Szwedów parę osób wyraziło wątpliwości
co do skuteczności skandynawskich programów demograficznych. Pozwolę sobie
wkleić fragment dyskutowanego już wcześniej artykułu Jacka Żakowskiego – tym
razem w części dotyczącej Skandynawii. Pozwoliłam też sobie „podkreślić”
najciekawsze moim zdaniem fragmenty za pomocą wykrzykników: (!!!!)
Cały artykuł jest tutaj: polityka.onet.pl/162,1180260,9,,druk.html
Strategie narodowe
Po kilkudziesięciu latach obserwacji i debat („drugie przejście” zaczęło się
w Skandynawii w latach 60.) przyczyny i skutki są już z grubsza znane, a
różnice między ekspertami polegają głównie na różnym rozłożeniu akcentów.
(...)
Finowie – którzy jak inni Skandynawowie najwcześniej zderzyli się z „drugim
przejściem”, podobnie jak kraje Beneluksu zdołali odwrócić niekorzystne
trendy i największy dołek zdają się mieć za sobą – nie wierzą w dopust Boży.
Stawiają na „renesans rodziny”(!!!!!). Nie chodzi o moralizatorskie trucie
(!!!!!!)ani o finansowanie przez państwo wielodzietnej biedoty, lecz o
stworzenie warunków, w których nowoczesna gospodarka nie będzie szkodziła
rodzinie. Trzon modelu fińskiego to zrównanie sytuacji kobiet i mężczyzn w
pracy i domu (!!!!)między innymi poprzez wymaganie od pracodawców stworzenia
przejrzystych systemów płacowych i zasad awansowania, uelastycznienie czasu
pracy, kreowanie warunków, w których rodzice więcej czasu będą spędzali z
dziećmi. (!!!!!)
Model północny
Fińskie marzenie o „renesansie rodziny” brzmiałoby mało realistycznie, gdyby
nie to, że Skandynawowie mają tu imponujące sukcesy.(!!!!!) Nie jest to
równoznaczne z cofnięciem albo zatrzymaniem koła historii społecznej ani z
powrotem tradycyjnej rodziny. Przeciwnie. (!!!!!) Na ogół także w krajach,
które prokreacyjnie zdołały się odbić, wciąż – jak w całej Europie – rośnie
liczba rozwodów i formalnie pozamałżeńskich urodzeń. (Nawet w Irlandii, gdzie
rozwody wciąż są nielegalne, odsetek urodzeń pozamałżeńskich w latach 90.
wzrósł blisko trzykrotnie i poza małżeństwami rodzi się jedna trzecia
dzieci!).
Dlaczego więc w Skandynawii i Beneluksie udało się to, co reszcie Europy na
ogół wydaje się nierealne? Po pierwsze dlatego, że nie uwierzono tam w ponurą
nieuchronność społeczeństwa bez dzieci. Lata konsekwentnych działań
przyniosły efekty. (!!!!!) Nigdzie nie osiągnięto jeszcze poziomu prostej
zastępowalności pokoleń, ale tendencja została wreszcie odwrócona.
Po drugie skoncentrowano się na udzielaniu wsparcia tym, którzy go potrzebują
(głównie starszym i rodzinom z dziećmi), a nie na promowaniu jakiegoś modelu
życia.(!!!!!) W Skandynawii i krajach Beneluksu (inaczej niż w Niemczech,
Włoszech czy Irlandii) nie broniono tradycyjnego małżeństwa z jego
specyficznym podziałem ról. Promowano równouprawnienie płci (w domu i pracy),
różnych modeli życia (np. ułatwienia dla samotnych rodziców) i różnego
rodzaju związków (uznanie konkubinatów). Inaczej mówiąc – w modelu północnym
państwo skoncentrowało się nie tyle na zachęcaniu ludzi do konkretnych
zachowań, co na akceptowaniu indywidualnych wyborów, poprawie jakości życia i
ogólnego poczucia bezpieczeństwa, które sprzyja podejmowaniu trwałych
zobowiązań. (!!!!!)(!!!!!)(!!!!!)
Po trzecie – jak w sprawozdaniu z badania eksperckiego piszą Anna Matysiak i
Anna Domaradzka – „wydatki społeczne w Skandynawii w znacznie większym
stopniu ukierunkowane były na rozwój usług (głównie opiekuńczych), w nieco
mniejszym natomiast na transfery społeczne”. Inaczej mówiąc – zamiast
wypłacać zasiłki, Skandynawowie woleli oferować zorganizowaną pomoc –
zwłaszcza ułatwiającą rodzicom godzenie pracy z wychowaniem dzieci. (!!!!!)W
Danii – jedynym europejskim kraju, któremu w latach 90. udało się osiągnąć
wszystkie główne cele polityki ludnościowej: zwiększyć dzietność kobiet i
liczbę pierwszych małżeństw, zmniejszyć liczbę rozwodów i powstrzymać wzrost
liczby urodzeń pozamałżeńskich – na usługi społeczne budżet wydaje niemal
tyle co na emerytury (w Polsce emerytury kosztują blisko 30 razy więcej niż
usługi społeczne, a w Niemczech 6 razy więcej).