Kościól katolicki a feminizm

IP: *.crowley.pl 02.09.04, 22:05
Co Kościół mówi o współczesnej kobiecie - PIOTR KRYSA
http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1183288&KAT=240

Ewa czy Maryja?

Kościół często przedstawia się jako zatwardziałego przeciwnika ruchów
feministycznych. Od tego już tylko krok od podejrzeń o ogólną antykobiecość.
Jak Kościół rozumie ruchy feministyczne i czy rzeczywiście ze wszystkimi mu
nie po drodze? Jaka powinna być rola współczesnej kobiety w społeczeństwie,
państwie, rodzinie, Kościele, a jak mają wyglądać jej relacje z mężczyzną.


PIOTR KRYSA 2004-09-01




Wiele światła na te sprawy rzuca opublikowany w tym roku przez Kongregację
Nauki i Wiary „List o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i w
świecie”. Co ciekawe, dokument ten, odczytany przez niektórych za właśnie
antyfeministyczny, w swojej istocie jest znacznie szerszy i zdecydowanie
prokobiecy.

Nikt nie może mieć wątpliwości, że rola kobiety we współczesnym świecie
ulegała bardzo dużym przeobrażeniom. Spory dotyczą jedynie tego, czy na
lepsze, czy na gorsze... Na to pytanie również nie ma jednoznacznej
odpowiedzi, za to wiele aspektów tego problemu takich odpowiedzi wręcz
wymaga. Kongregacja Nauki Wiary w swoim dokumencie niewątpliwie polemizuje z
wieloma prądami społecznymi i myślowymi, których popularność wcale nie musi
być jednoznaczna z jakością. Autorzy listu podkreślają, że ów dokument ma być
raczej podstawą dialogu Kościoła ze wszystkimi zainteresowanymi, niż samym
tylko drogowskazem. Za konieczne dla „ochrony tożsamości osoby ludzkiej”
autorzy uznali skrytykowanie niektórych współczesnych koncepcji
antropologicznych, w oparciu o antropologię biblijną. W praktycznym ujęciu
refleksje zawarte w dokumencie mają posłużyć pogodzeniu kobiety i mężczyzny i
znalezieniu właściwego im miejsca we współczesnym świecie. Czy znalezienie
równowagi pomiędzy mężczyzną a kobietą, pracą a rodziną, macierzyństwem a
karierą jest jeszcze możliwe? Wydaje się, że jak najbardziej, ale nie
wszystkim na tym zależy.

Feministki kontra Kościół

Feminizm to zjawisko bardzo niejednolite. Na tyle, że wiele kobiet
uważających się za feministki, może mieć kłopoty ze wzajemnym porozumieniem.
Jednym z bardzo wyrazistych nurtów jest ten, który podkreśla podporządkowanie
kobiety. W praktyce objawia się on bardzo wyraźną kontestacją i postawą
rywalizacji z mężczyznami, którzy rzeczywiście mają większy udział we władzy
na szczeblu państwa czy biznesu. Walka o wpływy wiąże się tu dość wyraźnie z
rywalizacją z męską częścią społeczeństwa, co prowadzi do dosyć jaskrawych
antagonizmów.

Druga tendencja, choć wywodzi się z pierwszej, raczej nie szuka konfliktu, a
bardziej cywilizowanego rozwiązania. Jej „salomonowość” przejawia a się tym,
że stara się utopić ową walkę płci w perspektywie historyczno-kulturowej.
Innymi słowy, wszelkie różnice pomiędzy mężczyzną i kobietą sprowadzane są do
strefy społecznych uwarunkowań, które modelują taki lub inny wizerunek
mężczyzny i kobiety. W takim ujęciu płeć zdeterminowana biologicznie jest
minimalizowana, a większego znaczenia nabiera kwestia tak zwanego rodzaju,
czyli raczej formalne spojrzenie na rolę kobiety i mężczyzny w
społeczeństwie.

Kongregacja Nauki i Wiary dostrzega tu korzenie całej serii niebezpiecznych
postaw. Taka antropologia, zacierając różnice, jest pożywką dla wielu
ideologii podważających rolę rodziny w jej istocie – dwubiegunowości matki i
ojca. Stąd już tylko krok do zrównania z rodziną związków homoseksualnych i
promowania seksualności polimorficznej.

U podstaw takiego podejścia leży oczywiście pragnienie wyzwolenia się od
swoich uwarunkowań biologicznych. Taka antropologia mówi nam, że każdy może,
a nawet powinien kształtować się w sposób dowolny, niejako obok swojej
naturalnej istoty.

Autorzy dokumentu zauważają też, że te poglądy, jak też i czynne wystąpienia
niektórych feministek często podważają autorytet Pisma Świętego, które
przedstawia się jako przejaw zmaskulinizowanej kultury promującej
paternalistyczną koncepcję Boga.

Oficjalna odpowiedź Kościoła na jedynie zarysowane wyżej prądy i koncepcje
jest dosyć prosta – mówi o „czynnym współdziałaniu mężczyzny i kobiety
właśnie na podstawie rozpoznania ich różnicy”.

Zacznijmy od Ewy

Antropologia biblijna daje wyraźną odpowiedź na temat płciowości rodzaju
ludzkiego – jest zróżnicowany od samego początku swojego istnienia.
Potwierdza to jednoznacznie drugie opowiadanie o stworzeniu (Rdz 2,4-25).
Stworzony przez Boga Adam doświadcza samotności i potrzebuje pomocy, która
byłaby mu równa. W liście czytamy: „To pojęcie nie oznacza roli
podporządkowania, ale określa pomoc życiową. Celem jest w rzeczywistości
pozwolić, by życie Adama nie zapadło się w konfrontacji sterylnej i «tym
samym» śmiertelnej z samym sobą. Konieczne jest wejście w relacje z drugim
bytem, który byłby na jego poziomie. Tylko kobieta, stworzona z tego
samego »ciała« i przepełniona tym samym misterium, daje życiu ludzkiemu
przyszłość. Wyraża się to na poziomie ontologicznym w tym sensie, że
stworzenie kobiety przez Boga charakteryzuje ludzkość, jako rzeczywistość
relacjonalną.”

Autorzy dokumentu przywołują też kolejny fragment z Księgi Rodzaju mówiący o
tym, że „ chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, to nie odczuwali wobec
siebie wstydu.” Taki zapis świadczy o tym, że ciało ludzkie, męskie i
żeńskie, od samego początku historii pierwszej pary, zawiera w sobie atrybut
małżeński. Małżeństwo, zdaniem autorów dokumentu, jest wyrażaniem
miłości: „tej miłości właśnie, w której człowiek osoba staje się darem – i
przez ten dar - realizuje sens swego bytu i sens swojego istnienia”.

Autorzy listu, przywołując często słowa Jana Pawła II, podkreślając ową
małżeńską perspektywę opowiadania z Księgi Rodzaju: „W jedności dwojga,
mężczyzna i kobieta są od początku wezwani nie tylko do tego, aby
istnieć «obok siebie» czy nawet »razem z sobą«, ale są też powołani do tego,
aby bytować wzajemnie jedno dla drugiego. Tekst Księgi Rodzaju (2,18-25)
wskazuje, iż małżeństwo jest pierwszym i poniekąd podstawowym wymiarem tego
wezwania, choć nie jest jedynym. Całe dzieje człowieka na ziemi
urzeczywistniają się w ramach tego powołania. Na zasadzie wzajemnego bycia
dla drugiego, w komunii osób, rozwija się w tych dziejach zamierzona przez
Stwórcę integracja w samym człowieczeństwie (całej ludzkości) tego, co męskie
i tego, co kobiece.”

Taka według Pisma Świętego jest najgłębsza prawda o mężczyźnie, kobiecie i
ich związku.

Jakkolwiek jednak owe wskazania zostały „podważone i zaciemnione” przez
grzech pierworodny, jako pierwsze Boskie wskazania nie mogą być nigdy
anulowane.

Oszukane przez wolność?

Antropologia biblijna począwszy już od swoich najstarszych zapisów, wpłynęła
znacząco na rozwój naszej cywilizacji i jej stosunek do istoty ludzkiej. Nie
sposób tu nie przypomnieć, że w czasach przedchrześcijańskich człowiek mógł
się cieszyć pełnią praw, ale też i równie dobrze los mógł mu przydzielić rolę
niewolnika. To nie paradoks, że organizacje feministyczne mogły rozwinąć się
w krajach należących do kręgu kultury chrześcijańskiej. Kobiety tu żyjące już
sto lat temu posiadały rozmaite prawa, które w innych społecznościach do dziś
są dla nich nieosiągalne.

Według Biblii każdy człowiek w równej mierze jest osobą - zarówno mężczyzna i
kobieta zostali stworzenie na obraz i podobieństwo Boga. Bez wątpienia i
mężczyzna, i kobieta cieszą się równą godnością w swojej komplementarności.
Na ową dwoistość nie należy spoglądać w kategoriach rywalizacji czy chociażby
konkurencji.

Jednakże do takich relacji dochodzi coraz częściej i to nie tylko w sferze
społecznej czy publiczn
    • Gość: Zły Wilk Re: Kościól katolicki a feminizm - cd IP: *.crowley.pl 02.09.04, 22:07
      Oszukane przez wolność?

      Antropologia biblijna począwszy już od swoich najstarszych zapisów, wpłynęła
      znacząco na rozwój naszej cywilizacji i jej stosunek do istoty ludzkiej. Nie
      sposób tu nie przypomnieć, że w czasach przedchrześcijańskich człowiek mógł się
      cieszyć pełnią praw, ale też i równie dobrze los mógł mu przydzielić rolę
      niewolnika. To nie paradoks, że organizacje feministyczne mogły rozwinąć się w
      krajach należących do kręgu kultury chrześcijańskiej. Kobiety tu żyjące już sto
      lat temu posiadały rozmaite prawa, które w innych społecznościach do dziś są
      dla nich nieosiągalne.

      Według Biblii każdy człowiek w równej mierze jest osobą - zarówno mężczyzna i
      kobieta zostali stworzenie na obraz i podobieństwo Boga. Bez wątpienia i
      mężczyzna, i kobieta cieszą się równą godnością w swojej komplementarności.
      Na ową dwoistość nie należy spoglądać w kategoriach rywalizacji czy chociażby
      konkurencji.

      Jednakże do takich relacji dochodzi coraz częściej i to nie tylko w sferze
      społecznej czy publicznej, ale także rodzinnej. Relacja mężczyzny i kobiety
      jest uznawana przez Kościół bezapelacyjnie jako dobra, ale oczywiście nie jako
      doskonała. Wydaje się, że współczesność jest coraz bardziej naznaczona właśnie
      tą niedoskonałością. Zaburzenia w relacji mężczyzny i kobiety są w dużej mierze
      skutkiem odwrócenia się ludzkości od Boga, w praktyce sprowadzającym się do
      grzechu. Grzechu nie tylko indywidualnego, ale wpisanego we współczesną
      kulturę, która promuje zupełnie inne wzorce niż Pismo Święte. Kultura ta jest
      pełna cynizmu i to bardzo często dotykającego w szczególny sposób właśnie
      kobiety. Czasem dając im wolność, wręcz je uprzedmiotawia, czyniąc z nich
      nawet „towar”, bardzo często nakłada na nie obowiązki, które nie pozwalają jej
      się w pełni sprawdzić w macierzyństwie czy małżeństwie. Nietrudno zauważyć, że
      kobieta, która poświęca się rodzinie, często w swoim środowisku ustępuje tak
      pod względem prestiżu, jak i możliwości ekonomicznych kobiecie, która wybiera
      karierę. Symptomatyczne jest tu także wyraźne obniżenie się poziomu szacunku
      dla kobiet w stanie „błogosławionym”.

      Wzorem Maryja

      Niewątpliwie, najbardziej tradycyjne jest spojrzenie autorów listu na rolę
      kobiety w Kościele. Przede wszystkim za wzór stawia się tutaj Matkę Bożą, jako
      ideał skupiający najpiękniejsze i najpełniejsze wyrażenie miłości. Nie ma
      tutaj, w odróżnieniu do części mówiącej o zmieniającej się roli kobiety w
      świecie świeckim, jakiś dynamicznych zmian czy nowości. To zapewne ucieszy te
      feministki, które Kościół przedstawiają jako paternalistyczny relikt
      przeszłości, ale te z kolei na ogół nie doceniają siły wielowiekowej tradycji,
      która nie przeszkadza również większości kobiet. Historia Kościoła pełna jest
      świętych, które odegrały wielką rolę nie tylko w Kościele, ale i w świecie.
      Wypada tu przypomnieć zupełnie współczesną postać św. Matki Teresy – zakonnicy,
      która została najsłynniejszą „matką” XX wieku.

      Po pierwsze, matka

      Nie bez powodu dokument Kongregacji Nauki i Wiary szczególnie podkreśla
      macierzyński wymiar kobiecości. To oczywiście sprzeciw wobec tych prądów
      feministycznych, które za swoje podstawowe hasło uznają realizację samego
      siebie. Autorzy dokumentu podkreślają w kobiecie coś zupełnie przeciwnego, co
      nazywają „zdolnością drugiego”. Nazywają tak bardzo silnie tkwiącą w kobiecie,
      znacznie bardziej niż w mężczyźnie, intuicję, że najlepsze w jej życiu jest to,
      co związane z dawaniem życia, jego wzrostem i ochroną.

      Takie przeświadczenie związane jest z fizyczną zdolnością do dawania życia,
      która w bardzo dużym stopniu formuje osobowość kobiecą. „Pozwala jej bardzo
      szybko zdobyć dojrzałość, przeświadczenie o wartości życia i odpowiedzialność
      za nie. Rozwija w niej poczucie i szacunek dla konkretów rzeczywistości, co
      przeciwstawia się abstrakcji często śmiertelnej dla egzystencji osób i
      społeczności. To ona, wreszcie, nawet w sytuacjach najbardziej zdesperowanych,
      czego historia przeszłości i teraźniejszości jest świadkiem, posiada jedyną w
      swoim rodzaju zdolność do przeciwstawienia się przeciwnościom, do czynienia
      życia możliwym mimo sytuacji nawet ekstremalnych, do pielęgnowania tego
      odważnego poczucia przyszłości i, na koniec, do opamiętywania ze łzami wartości
      każdego życia ludzkiego” – czytamy w dokumencie.

      Nie oznacza to oczywiście zredukowania roli kobiety do funkcji prokreacyjnej.
      Wręcz przeciwnie, Kościół bardzo zdecydowanie występuję przeciwko pojmowaniu
      macierzyństwa jedynie w sensie biologicznym, redukowaniu go do instynktownej
      potrzeby zachowania gatunku. Przeczy temu przecież ogromny szacunek Kościoła do
      dziewictwa. Rozumienie macierzyństwa trzeba poszerzyć o najpełniejszy chyba
      przykład życia dla drugiego człowieka w sensie fizycznym, ale także duchowym i
      społecznym, który najpełniej realizuje się w rodzinie.

      Z domu na urzędy

      Jeżeli chodzi o życie społeczne i rodzinne, Kongregacja Nauki i Wiary określa
      rolę kobiety jako niezastąpioną w tych wszystkich przypadkach, gdzie chodzi o
      troskę o drugiego człowieka. Przywołuje tu jeszcze raz określanie „geniusz
      kobiety”, które należy do Jana Pawła II. Papież nazwał tak aktywną obecność
      kobiety, opartą na zasadzie stanowczości w rodzinie, czyli społeczności
      pierwotnej a zarazem nadrzędnej, bo właśnie tu formuje się oblicze całej
      ludzkości, bo tu odbywa się nasze podstawowe nauczanie. To w rodzinie możemy
      się nauczyć bezinteresownej miłości, wzajemnie szanować, ale także miłować Boga.

      Kiedy rodzinne środowisko szwankuje, nie wywiązuje się z roli pierwszego i
      najważniejszego wychowawcy, cierpi całe społeczeństwo. Na tym społeczna rola
      kobiety się nie kończy. Przypomnijmy, że opublikowany w 1995 roku przez Jana
      Pawła II „List do kobiet”, był również znacznym przełomem w stosunku Kościoła
      do roli kobiet w życiu publicznym.

      Jan Paweł II jak najbardziej poparł obecność słabej płci w świecie pracy i
      organizacji społecznych. Co więcej, zaznaczył, że dostęp pań do ważnych
      stanowisk i funkcji społecznych powinien wywierać pozytywny wpływ na polityki
      narodowe i ułatwić promowanie nowych rozwiązań ekonomicznych i społecznych. W
      tym wypadku Kościół na pewno jest sprzymierzeńcem tych organizacji kobiecych,
      które zabiegają o większy udział w życiu politycznym i społecznym. W „Liście o
      współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i w świecie” czytamy: „Promowanie
      kobiety w społeczeństwie musi być zrozumiane i upragnione, jako humanizacja
      realizowana przez wartości odkryte dzięki kobietom. Każda perspektywa, która
      wprowadza walkę płci jest tylko iluzją i niebezpieczeństwem: doprowadziłaby
      jedynie do sytuacji segregacji i rywalizacji między mężczyznami i kobietami, i
      promowałaby solipsyzm, który się żywi fałszywą koncepcją wolności. (...) Na
      poziomie bardziej konkretnym polityki społeczne — edukacyjne, rodzinne,
      pracownicze, dostępu do usług, uczestnictwa w społeczności cywilnej — jeśli, z
      jednej strony, muszą zwalczać każdą niesprawiedliwą dyskryminację płci, z
      drugiej, powinny umieć podejmować aspiracje i identyfikować potrzeby każdego.
      Obronę i promowanie równej godności i wspólnych wartości osobowych należy
      harmonizować z uważnym rozpoznaniem różnic i wzajemności tam, gdzie jest to
      wymagane dla realizacji własnego człowieczeństwa w męskości i w kobiecości”.

      Z cytowanego tu często dokumentu wynika, że kobiety, często nawet te nazywane
      feministkami, w wielu przypadkach znajdą w Kościele swojego sprzymierzeńca. Na
      takie poparcie na pewno nie mogą liczyć te, które występują przeciwko życiu czy
      macierzyństwu. Dialog będzie również utrudniony w przypadku takich organizacji,
      które odchodzącą już w przeszłość „walkę klasową”, próbują zastąpić „walką
      płci”.

    • Gość: Vivian Darkbloom Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 03.09.04, 13:43
      Jesli Kościół jest tak przychylny względem kobiet to czemu nie dopuszcza ich do
      kapłaństwa? Czemu sprzeciwia się antykoncepcji (co w wiekszym stopniu uderza w
      kobiety niż w mężczyzn)? Dlaczego tak podkreśla macierzyństwo, a niewiele mówi
      o ojcostwie? Czy jeśli kobieta nie chce mieć dzieci to już nie jest kobietą? A
      jesli chodzi o koncepcję Boga - trudno zaprzeczyć, że jest ona
      paternalistyczna. Bóg nie jest bezosobowym Absolutem. Mamy się do Niego
      modlić "Ojcze Nasz"
      • monikaannaj Re: Kościól katolicki a feminizm 03.09.04, 14:25
        Ale już za to sam KK to nasza Matka:)
        Poza tym zgadzam się z Tobą, przychylność Kościoła względem kobiet manifestuje
        sie w dziwny sposób. Mnie najbardziej chyba wkurza "Maryja zawsze dziewica",
        przy której zwykłe religijne, uczciwe żony i matki muszą sie czuć jak szmaty.
        Nie rozumiem kultywowania tego dogmatu. Nie rozumiem tez o co chodzi z dogmatem
        o niepokalanym poczęciu: jeśli z definicji bezgrzeszna to jaka jej zasługa w
        tym że była dobra i posłuszna Bogu?
        Genaralnie rzecz biorąc zaprogramowany i niedościgniony dla grzeszniczek ideał
        stawiany im za wzór? To trochę zbyt okrutne.
        • tad9 Re: Kościól katolicki a feminizm 03.09.04, 14:26
          monikaannaj napisała:

          > Mnie najbardziej chyba wkurza "Maryja zawsze dziewica",
          > przy której zwykłe religijne, uczciwe żony i matki muszą sie czuć jak szmaty.

          Oj Moniko, Moniko ....
          • monikaannaj Re: Kościól katolicki a feminizm 03.09.04, 14:35
            No, może troszkę przesadziłam, ale to dlatego,że nie lubię tej Maryji z
            dogmatów. Nie jest ludzka, nie może być wzorem.
            • Gość: Vivian Darkbloom Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 03.09.04, 17:31
              Protestanci podchodza do tego zdrowiej - nie roztrzygają czy Maryja po
              urodzeniu Jezusa pozostala czy nie pozostala dziewicą. Z Biblii bezpośrednio to
              nie wynika. Pojawia sie w niej za to sformułowanie o braciach Jezusa, bracia
              moga oznaczac arówno braci rodzonych jak i kuzynów czy bliskich przyjaciól, ale
              protestanci po prostu wolą trzymać sie Biblii. a jeśli chodzi o niepokalane
              poczecie dogmat ten został wprowadzony dopiero w 1871 (jesli dobrze pamiętam),
              co nie prrzeszkadza Kościołowi przedstawiać go jakby należał do porządku
              wszechrzeczy
              • mlody.panicz Re: Kościól katolicki a feminizm 03.09.04, 17:46
                Gość portalu: Vivian Darkbloom napisał(a):


                a jeśli chodzi o niepokalane
                > poczecie dogmat ten został wprowadzony dopiero w 1871 (jesli dobrze
                pamiętam),
                > co nie prrzeszkadza Kościołowi przedstawiać go jakby należał do porządku
                > wszechrzeczy

                na szczescie niektorzy potrafia czytac i nie dadza sie nabrac na tanie
                sztuczki. gratuluje czujnosci i zycze powodzenia w demaskowaniu kolejnych
                mistyfikacji tej instytucji.
                pozdrawiam nieustajaco
                mp
              • Gość: Piter Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 04.09.04, 16:14
                Na szczęście nikt nikomu nie zakazuje być heretyckim protestantem i
                podchodzić "do tego zdrowiej".
                Życzę powodzenia z zborze.
                Ale dlaczego wymagać od katolików, by przyjmowali protestanckie wzorce?
                P.
    • Gość: barbinator Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.04, 15:59
      A mnie się ten tekst bardzo podobał. Gdyby nasi antyfeminiści choć trochę
      przypominali jego autora, to nie byłoby większych tarć między takimi
      feministkami jak ja a konserwatystami.
      Niestety dopóki ci "nasi" będą się lubowali w tekstach typu "to my, mężczyźni
      popychamy do przodu cywilizację" albo z upodobamniem przypominali ile jest
      kobiet wśród noblistów - dopóty o prawdziwym współdziałaniu, takim jak to
      opisano w artykule możemy sobie tylko pomarzyć. Do tego trzeba szacunku - autor
      artykułu, podobnie jak część ludzi Kościoła ten szacunek dla kobiet ma. Innym
      go brakuje.
      Niestety...

      Pozdr. B.
      • tad9 Re: Kościól katolicki a feminizm 04.09.04, 16:05
        Gość portalu: barbinator napisał(a):

        > A mnie się ten tekst bardzo podobał. Gdyby nasi antyfeminiści choć trochę
        > przypominali jego autora, to nie byłoby większych tarć między takimi
        > feministkami jak ja a konserwatystami.

        Co widzę? W końcu postanowiłaś się zdeklarować jako feministka? Bardzo to nam
        uprości rozmowy.


        > Niestety dopóki ci "nasi" będą się lubowali w tekstach typu "to my, mężczyźni
        > popychamy do przodu cywilizację" albo z upodobamniem przypominali ile jest
        > kobiet wśród noblistów - dopóty o prawdziwym współdziałaniu, takim jak to
        > opisano w artykule możemy sobie tylko pomarzyć.


        A cóż mogą biedacy poradzić, skoro faktem jest, że to mężczyźni pchają
        cywiliaację do przodu, a noblistek jest tyle, co kot napłakał, głównie
        literatek, do tego spora ich część zdaje się być raczej efektem nie
        szczególnych zasług, ale rozumowań w rodzaju "wicie, rozumiecie, rok temu
        wybraliśmy białego mężczyznę, to w tym roku wypadałoby jaką czarną kobitę".

        > Pozdr.
        • Gość: barbinator Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.04, 18:38
          > Co widzę? W końcu postanowiłaś się zdeklarować jako feministka? Bardzo to nam
          > uprości rozmowy.


          Między innymi dlatego to zrobiłam. Do tej pory i tak zawsze dyskutowałam z
          pozycji feministycznych, więc wiele to w praktyce nie zmieni. Ale cieszę się,
          że sprawiłam ci tym przyjemność :)


          > A cóż mogą biedacy poradzić, skoro faktem jest, że to mężczyźni pchają
          > cywiliaację do przodu, a noblistek jest tyle, co kot napłakał, głównie
          > literatek, do tego spora ich część zdaje się być raczej efektem nie
          > szczególnych zasług, ale rozumowań w rodzaju "wicie, rozumiecie, rok temu
          > wybraliśmy białego mężczyznę, to w tym roku wypadałoby jaką czarną kobitę".


          Własnie o takim podejściu do kobiet jak twoje pisałam. To właśnie ono
          antagonizuje kobiety i mężczyzn i robi to dużo skuteczniej niż nawet
          najbardziej zawzięte, radykalne feministki.
          Jedni warci drugich ;(
          Powinieneś dokładniej przeczytać tekst tytułowy tego wątku, bo jest naprawdę
          mądry.
          A jak już przeczytasz, to zrób to jeszcze raz...i jeszcze...

          Pozdr. |B.
      • Gość: Piter Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 04.09.04, 16:22
        Jestem wstrząśnięty!
        Barbi! Zawze określałaś się jako osoba nie będąca feministką, a teraz
        piszesz: "takimi feministkami jak ja"! Oczywiście, mozna zaraz dorobić do tego
        całąideologie łagodzącą istotę tego wyznania, ale wydałaś się sama: jesteś
        feministką!
        Ufff! Ulzyło mi, bo zazwyczaj, gdy ktoś z twoich polemistów śmiał twierdzić, że
        jesteś feminstką, nakazywałaś mu przytoczenie właściwej cytaty. A teraz juz
        mamy. Ciekawe, jakich teraz wykrętów użyjesz.
        A tak na marginesie - skoro mierzi cię stwierdzenie: "to my, mężczyźni
        popychamy do przodu cywilizację", to z łaski swojej podaj statystyczny udział
        kobiet w dziedzinach popychających kulturę do przodu.
        Ale od początków cywilizacyj.
        Z feministycznym pozdrowieniem -
        P.
        • Gość: barbinator Re: Kościól katolicki a feminizm IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.04, 18:32
          Jestem wstrząśnięty!


          A czym ty się znowu tak bardzo podniecasz? Skoro i tak wszyscy na FF uważają
          mnie za feministkę, to równie dobrze mogę się tak choćby dla wygody nazwać - i
          od niedawna to robię. Nigdy nie miałam nic przeciwko feministkom, większość z
          nich to mądre i kulturalne osoby - nie okreslałam tak siebie wyłącznie z
          pewnych raczej formalnych niż merytorycznych względów. Jeśli teraz zmieniłam
          zdanie, to jest to zasługa takich takich domorosłych Sherlocków Holmesów i
          patentowanych nudziarzy jak ty.



          > Ufff! Ulzyło mi, bo zazwyczaj, gdy ktoś z twoich polemistów śmiał twierdzić,
          że
          > jesteś feminstką, nakazywałaś mu przytoczenie właściwej cytaty.


          Bzdury wypisujesz. Co najwyżej napomykałam, że nie uważam się za feministkę i
          na tym cała "sprawa" się kończyła. Lepiej skocz sobie na reżimową pocztę i zrób
          im tam rząd okupacyjny przy okienku zamiast mi tutaj przynudzać.



          > A tak na marginesie - skoro mierzi cię stwierdzenie: "to my, mężczyźni
          > popychamy do przodu cywilizację", to z łaski swojej podaj statystyczny udział
          > kobiet w dziedzinach popychających kulturę do przodu.
          > Ale od początków cywilizacyj.


          No widzisz, własnie o takich ja ty pisałam. Guzik rozumiesz z tego co napisano
          w tym artykule a wydaje ci się że masz licencję na Kościół i konserwatyzm.


          > Z feministycznym pozdrowieniem -

          Kolejna bzdura. Nie jesteś feministą, więc nie możesz mnie w ten sposób
          pozdrawiać.

          Pozdr. B.
Pełna wersja