Gość: Zły Wilk
IP: *.crowley.pl
02.09.04, 22:05
Co Kościół mówi o współczesnej kobiecie - PIOTR KRYSA
http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1183288&KAT=240
Ewa czy Maryja?
Kościół często przedstawia się jako zatwardziałego przeciwnika ruchów
feministycznych. Od tego już tylko krok od podejrzeń o ogólną antykobiecość.
Jak Kościół rozumie ruchy feministyczne i czy rzeczywiście ze wszystkimi mu
nie po drodze? Jaka powinna być rola współczesnej kobiety w społeczeństwie,
państwie, rodzinie, Kościele, a jak mają wyglądać jej relacje z mężczyzną.
PIOTR KRYSA 2004-09-01
Wiele światła na te sprawy rzuca opublikowany w tym roku przez Kongregację
Nauki i Wiary „List o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i w
świecie”. Co ciekawe, dokument ten, odczytany przez niektórych za właśnie
antyfeministyczny, w swojej istocie jest znacznie szerszy i zdecydowanie
prokobiecy.
Nikt nie może mieć wątpliwości, że rola kobiety we współczesnym świecie
ulegała bardzo dużym przeobrażeniom. Spory dotyczą jedynie tego, czy na
lepsze, czy na gorsze... Na to pytanie również nie ma jednoznacznej
odpowiedzi, za to wiele aspektów tego problemu takich odpowiedzi wręcz
wymaga. Kongregacja Nauki Wiary w swoim dokumencie niewątpliwie polemizuje z
wieloma prądami społecznymi i myślowymi, których popularność wcale nie musi
być jednoznaczna z jakością. Autorzy listu podkreślają, że ów dokument ma być
raczej podstawą dialogu Kościoła ze wszystkimi zainteresowanymi, niż samym
tylko drogowskazem. Za konieczne dla „ochrony tożsamości osoby ludzkiej”
autorzy uznali skrytykowanie niektórych współczesnych koncepcji
antropologicznych, w oparciu o antropologię biblijną. W praktycznym ujęciu
refleksje zawarte w dokumencie mają posłużyć pogodzeniu kobiety i mężczyzny i
znalezieniu właściwego im miejsca we współczesnym świecie. Czy znalezienie
równowagi pomiędzy mężczyzną a kobietą, pracą a rodziną, macierzyństwem a
karierą jest jeszcze możliwe? Wydaje się, że jak najbardziej, ale nie
wszystkim na tym zależy.
Feministki kontra Kościół
Feminizm to zjawisko bardzo niejednolite. Na tyle, że wiele kobiet
uważających się za feministki, może mieć kłopoty ze wzajemnym porozumieniem.
Jednym z bardzo wyrazistych nurtów jest ten, który podkreśla podporządkowanie
kobiety. W praktyce objawia się on bardzo wyraźną kontestacją i postawą
rywalizacji z mężczyznami, którzy rzeczywiście mają większy udział we władzy
na szczeblu państwa czy biznesu. Walka o wpływy wiąże się tu dość wyraźnie z
rywalizacją z męską częścią społeczeństwa, co prowadzi do dosyć jaskrawych
antagonizmów.
Druga tendencja, choć wywodzi się z pierwszej, raczej nie szuka konfliktu, a
bardziej cywilizowanego rozwiązania. Jej „salomonowość” przejawia a się tym,
że stara się utopić ową walkę płci w perspektywie historyczno-kulturowej.
Innymi słowy, wszelkie różnice pomiędzy mężczyzną i kobietą sprowadzane są do
strefy społecznych uwarunkowań, które modelują taki lub inny wizerunek
mężczyzny i kobiety. W takim ujęciu płeć zdeterminowana biologicznie jest
minimalizowana, a większego znaczenia nabiera kwestia tak zwanego rodzaju,
czyli raczej formalne spojrzenie na rolę kobiety i mężczyzny w
społeczeństwie.
Kongregacja Nauki i Wiary dostrzega tu korzenie całej serii niebezpiecznych
postaw. Taka antropologia, zacierając różnice, jest pożywką dla wielu
ideologii podważających rolę rodziny w jej istocie – dwubiegunowości matki i
ojca. Stąd już tylko krok do zrównania z rodziną związków homoseksualnych i
promowania seksualności polimorficznej.
U podstaw takiego podejścia leży oczywiście pragnienie wyzwolenia się od
swoich uwarunkowań biologicznych. Taka antropologia mówi nam, że każdy może,
a nawet powinien kształtować się w sposób dowolny, niejako obok swojej
naturalnej istoty.
Autorzy dokumentu zauważają też, że te poglądy, jak też i czynne wystąpienia
niektórych feministek często podważają autorytet Pisma Świętego, które
przedstawia się jako przejaw zmaskulinizowanej kultury promującej
paternalistyczną koncepcję Boga.
Oficjalna odpowiedź Kościoła na jedynie zarysowane wyżej prądy i koncepcje
jest dosyć prosta – mówi o „czynnym współdziałaniu mężczyzny i kobiety
właśnie na podstawie rozpoznania ich różnicy”.
Zacznijmy od Ewy
Antropologia biblijna daje wyraźną odpowiedź na temat płciowości rodzaju
ludzkiego – jest zróżnicowany od samego początku swojego istnienia.
Potwierdza to jednoznacznie drugie opowiadanie o stworzeniu (Rdz 2,4-25).
Stworzony przez Boga Adam doświadcza samotności i potrzebuje pomocy, która
byłaby mu równa. W liście czytamy: „To pojęcie nie oznacza roli
podporządkowania, ale określa pomoc życiową. Celem jest w rzeczywistości
pozwolić, by życie Adama nie zapadło się w konfrontacji sterylnej i «tym
samym» śmiertelnej z samym sobą. Konieczne jest wejście w relacje z drugim
bytem, który byłby na jego poziomie. Tylko kobieta, stworzona z tego
samego »ciała« i przepełniona tym samym misterium, daje życiu ludzkiemu
przyszłość. Wyraża się to na poziomie ontologicznym w tym sensie, że
stworzenie kobiety przez Boga charakteryzuje ludzkość, jako rzeczywistość
relacjonalną.”
Autorzy dokumentu przywołują też kolejny fragment z Księgi Rodzaju mówiący o
tym, że „ chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, to nie odczuwali wobec
siebie wstydu.” Taki zapis świadczy o tym, że ciało ludzkie, męskie i
żeńskie, od samego początku historii pierwszej pary, zawiera w sobie atrybut
małżeński. Małżeństwo, zdaniem autorów dokumentu, jest wyrażaniem
miłości: „tej miłości właśnie, w której człowiek osoba staje się darem – i
przez ten dar - realizuje sens swego bytu i sens swojego istnienia”.
Autorzy listu, przywołując często słowa Jana Pawła II, podkreślając ową
małżeńską perspektywę opowiadania z Księgi Rodzaju: „W jedności dwojga,
mężczyzna i kobieta są od początku wezwani nie tylko do tego, aby
istnieć «obok siebie» czy nawet »razem z sobą«, ale są też powołani do tego,
aby bytować wzajemnie jedno dla drugiego. Tekst Księgi Rodzaju (2,18-25)
wskazuje, iż małżeństwo jest pierwszym i poniekąd podstawowym wymiarem tego
wezwania, choć nie jest jedynym. Całe dzieje człowieka na ziemi
urzeczywistniają się w ramach tego powołania. Na zasadzie wzajemnego bycia
dla drugiego, w komunii osób, rozwija się w tych dziejach zamierzona przez
Stwórcę integracja w samym człowieczeństwie (całej ludzkości) tego, co męskie
i tego, co kobiece.”
Taka według Pisma Świętego jest najgłębsza prawda o mężczyźnie, kobiecie i
ich związku.
Jakkolwiek jednak owe wskazania zostały „podważone i zaciemnione” przez
grzech pierworodny, jako pierwsze Boskie wskazania nie mogą być nigdy
anulowane.
Oszukane przez wolność?
Antropologia biblijna począwszy już od swoich najstarszych zapisów, wpłynęła
znacząco na rozwój naszej cywilizacji i jej stosunek do istoty ludzkiej. Nie
sposób tu nie przypomnieć, że w czasach przedchrześcijańskich człowiek mógł
się cieszyć pełnią praw, ale też i równie dobrze los mógł mu przydzielić rolę
niewolnika. To nie paradoks, że organizacje feministyczne mogły rozwinąć się
w krajach należących do kręgu kultury chrześcijańskiej. Kobiety tu żyjące już
sto lat temu posiadały rozmaite prawa, które w innych społecznościach do dziś
są dla nich nieosiągalne.
Według Biblii każdy człowiek w równej mierze jest osobą - zarówno mężczyzna i
kobieta zostali stworzenie na obraz i podobieństwo Boga. Bez wątpienia i
mężczyzna, i kobieta cieszą się równą godnością w swojej komplementarności.
Na ową dwoistość nie należy spoglądać w kategoriach rywalizacji czy chociażby
konkurencji.
Jednakże do takich relacji dochodzi coraz częściej i to nie tylko w sferze
społecznej czy publiczn