titus_flavius
09.09.04, 19:10
Chaire,
polskie feministki stale ubolewają nad słabością polskiego ruchu
feministycznego. Dodają, że gdy by był on mocny, to kobietom ponoć żyłoby sę
szczęśliwiej.
Porównajmy więc Polskę z krajami, gdzie istnieje bardzo silny nurt
feministyczny. Czyli, z USA, z FRancją, Niemcami. Zobaczmy, jak wygląda ten
feministyczny raj.
Jak na ich tle wypadają Polki? Jak mocno są dyskryminowane? Co mówią na ten
temat statystyki? O dziwo, Polki, w porównaniu z kobietami na Zachodzie w
wymienionych krajach, zarabiają proporcjonalnie więcej, jest więcej kobiet
pracujących, stanowią większy procent kadry menadżerskiej, większy odsetek
kobiet w Polsce jest przedsiębiorcami. Stanowią wręcz większość urzędników,
naukowców, sędziów.
Kobiety w POlsce mogą pracować zawodowo, lub zajmować się domem. Żaden
stereotyp z góry nie przesądza tego. Wszystko zależy od ustaleń małżonków.
Mogą zdobywać wiedzę, stanowia znaczącą większość polskich studentów.
Rodzina, która jest oparciem każdej kobiety, w Polsce jest silniejsza niż
gdziekolwiek indziej. KObieta polska może swoje dziecko wychować, lub po
urodzeniu zostawić je bez zadnych konsekwencji w szpialu.
Pomijają kwestię aborcji, której dopuszczalność jest przekleństwem, anie
dobrodziejswem kobiet, polskie kobiety mają więc relatywnie wyższą pozycję
niż ich koleżanki na Zachodzie.
Mimo, że tak słaby jest tutaj rch feministyczny. Dlaczego więc kobiety tutaj
mają tak wysoką pozycję? Nie ulega żadnej wątpliwości, że jest to zasługa
polskiej mentalności, którą kształtuje katolicyzm i przemożny kult kobiety -
Matki Boskiej. To właśnie ten czynnik sprawia, że kobiety tutaj są
traktowane z szacunkiem i zrozumieniem, jako partnerki i towarzyszki, matki
i żony, a nie jako obiekty seksualne, do wykorzystania i porzucenia, niczym
wyżęte prezerwatywy.
Owszem, nie wszystko jest tu jeszcze idealne. Ae przyczyną tego jest
słabnięcie katolicyzmu. Część Polaków jest katolikami jedynie z nazwy. Nic
więc dziwnego, ze w swym życiu nie przestrzegają zasad katolickiej nauki
społecznej! Aby więc poprawić sytuację polskich kobiet nalezy umacniać
katolicyzm, a nie go osłabiać. Należy takze potępiać liberałów i feministki,
gdyż wspólnymi siłami osłabiają oni polski katolicyzm. Owszem, moga oni
głosić swoją odrażającą ideologię. To w końcu wolny kraj. ALe jednocześnie
mamy prawo do oceny tych aspołecznych i antykobiecych ideologii. Nie musimy
okazywać szacunku tym monstrom, mówić im "dzień dobry", nie musimy ich
zatrudniać, robić z nimi interesów, ani ich wybierać do władz publicznych. To
dopiero skłoni ich do refleksji i nawrócenia się. Albo ukochanych przez
wszystkich pederastów, lesbijki, feministki Nowego Jorku.
T.