Gość: Dorota
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
11.09.04, 06:35
nie rozumiem tego elementu feminizmu, po co toto?
nie moga sie sami soba zajac?
sami walczyc o swoje sprawy?
czy bycie feministka musi byc tozsame z pozwoleniem na homomalzenstwa i
homoadopcje?
mozna byc feministka homoindyferentna albo nawet niezprzychylna homozadaniom?
czy to sie wyklucza?
jak femininistki-homofilki tlumacza sobie gejowska mizoginie? czy moze jej
nie widza, albo marginalizuja?
wiem, ze to moze nudny temat, ale dla mnei ten 'sojusz' jest niezrozumialy ...