Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek

08.10.04, 16:51
Zasadniczo nie mam nic przeciw feministkom. Ale to co mówią polskie
siostrzyce - to czasami nie wiem - płakać czy sie śmiac.
Oto co rzekła moja ulubienica - Wanda Nowicka
"Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że ponad 90% pań skarży się na
nonszalanckie pytania i zgryźliwe uwagi. Pewien duński poradnik dla
ginekologa każdemu mężczyźnie zaleca położyć się na fotelu, żeby sobie
uświadomić, czym jest kontakt z tej nie najszczęśliwszej pozycji.
Rzeczywiście, fotel z góry aranżuje nadrzędno-podrzędny scenariusz. Jest dla
kobiet największą zmorą. Ale polscy lekarze niezbyt się tym przejmują."

Jak rozumiem, fotel ginekologiczny miejscem utrwalajacym stereotyp kobiety
oraz nierówność płciową. A wszyscy ginekolodzy to męskie świnie.

Coż, miło mi że należę do tej znikomej mniejszości której żadna krzywda na
fotelu nie spotkała... Ale może spotkała tylko o tym nie wiem...

Jest to fragment skądinąd ciekawego artykułu
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1192817&KAT=239
    • lolyta Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 08.10.04, 17:25
      > Jak rozumiem, fotel ginekologiczny miejscem utrwalajacym stereotyp kobiety
      > oraz nierówność płciową. A wszyscy ginekolodzy to męskie świnie.

      Zle rozumiesz. Sytuacja w ktorej jedna osoba jest umieszczona w kretynskiej
      pozycji i kretynskim ubranku a druga sobie wygodnie siedzi elegancko ubrana
      RODZI nadrzedno-podrzedny scenariusz, niezaleznie od tego, czy tu mamy do
      czynienia z kobietami czy nie.
      Podobnie, kiedy widzisz obrazek na ktorym jest koles na skorzanym fotelu i koles
      na zydelku lub stojacy, podpisany "szef i goniec" to nie masz watpilowosci, kto
      jest szefem.
      Podobnie, kiedy np. grupa ludzi bedzie miec do czynienia z dwoma facetami, jeden
      w mundurze, drugi w gaciach, i jeden bedzie krzyczal "leccie w lewo!" a drugi "w
      prawo!" wszyscy poleca w kierunku wskazanym przez mundurowego. (sprobuj stanac
      na skrzyzowaniu kierowanym przez policjanta i wskazywac kierunki ruchu na odwrot :))

      To wszystko sa stereotypy ktore w zasadzie maja ulatwiac orientacje - i w duzym
      stopniu to robia - pomagaja szybko bez szczegolowej analizy oceniac sytuacje i
      podejmowac decyzje. I nikt sie nad tym specjalnie nie zastanawia, tak, jak nikt
      sie nie zastanawia dlaczego marchewka jest pomaranczowa. Ale konswkwencja takiej
      sytuacji jest wlasnie fakt, ze jesli sie ktos znajdzie w polozeniu pasujacym do
      tego schematu, to automatycznie w jakis sposob przybiera chcac nie chcac role do
      niego przypisana. To dlatego jesli np. szef wzywa kogos na dywanik albo jesli
      ktos chce zapewnic sobie dominujaca pozycje w jakiejsc trudnej rozmowie to
      zajmuje wygodniejsza, wyzsza, lepsza pozycje, a "przeciwnika" stara sie mozliwie
      "zgniesc" przez jego fizyczne ustawienie (nizszy, niewygodny stolek, swiatlo w
      twarz itp)
      I dlatego - uwazam ze to znakomity pomysl - zaleca sie lekarzom zeby se na
      chwile siedli na tym fotelu - zeby sobie uswiadomili, jak sie czuje osoba w
      takim polozeniu. Zeby mieli swiadomosc, ze i oni i pacjentka nieswiadomie
      wpadaja w ten schemat czy chca czy nie chca a ich obowiazkiem jako lekarza jest
      niewykorzystywanie tej sytuacji, wyjscie poza ten schemat, zablokowanie tego
      stereotypu w tej konkretnej sytuacji.
      • Gość: Bugal Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek IP: *.ols.vectranet.pl 09.10.04, 12:36
        Co Ty pieprzysz?? a będąc u dentysty też czujesz się tak jakby traktował Cię z
        góry??
        • lolyta Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 09.10.04, 15:16
          > Co Ty pieprzysz??

          to sa rzeczy juz daaaawno udowodnione i to nie przez feministki, imaginuj sobie.


          Z dentysta jest tak ze zeby maja wszyscy i kazdy predzej czy pozniej na fotelu
          dentystycznym zasiadzie. Wrecz na studiach stomatologicznych i tak se studenci
          zagladaja nawzajem. Wiec maja okazje sobie posiedziec po obu stronach.
      • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 09.10.04, 18:47
        > I dlatego - uwazam ze to znakomity pomysl - zaleca sie lekarzom zeby se na
        > chwile siedli na tym fotelu - zeby sobie uswiadomili, jak sie czuje osoba w
        > takim polozeniu. Zeby mieli swiadomosc, ze i oni i pacjentka nieswiadomie
        > wpadaja w ten schemat czy chca czy nie chca a ich obowiazkiem jako
        > lekarza jest
        > niewykorzystywanie tej sytuacji, wyjscie poza ten schemat, zablokowanie tego
        > stereotypu w tej konkretnej sytuacji.

        Z kolei proktolog, dla uświadomienia sobie tego czy tamtego, powinien się
        położyć czasem na leżance i wetknąć sobie palec w ...

        Lekarze powinni szanować pacjentów, bo to właśnie im służą. Tyle. Ale, jak
        widać, na wszystko można założyć genderowego nelsona. Opowiedzieć o steretypach
        itp. ...

        -
        (-) Kilkujadek

        -
        The beatings will continue until morale improves!
        • lolyta Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 09.10.04, 20:23
          > Z kolei proktolog, dla uświadomienia sobie tego czy tamtego, powinien się
          > położyć czasem na leżance i wetknąć sobie palec w ...

          a dlaczegoby nie? Przynajmniej moze sobie to sprobowac wyobrazic.

          > Lekarze powinni szanować pacjentów, bo to właśnie im służą. Tyle.

          oczywiscie.

          Ale, jak
          > widać, na wszystko można założyć genderowego nelsona. Opowiedzieć o steretypach
          >
          > itp. ...

          gdziez tu jest genderowy nelson?
          wymiekam i spadam z tego watku i z tego forum. Byc moze gdyby na gorze nie bylo
          napisane na czerowno "feminizn' daloby sie normalnie porozmawiac. Bo te
          stereotypy wystepuja na kazdym kroku i nie maja NIC wspolnego z genderem.
          A skoro wedlug Ciebie zadna zaleznosc sie podswiadomie nie rodzi to mi wyjasnij
          taka rzecz: kiedy jedna osoba polnago lezy na fotelu ginekologicznym, a druga
          (dowolnej plci) z nia rozmawia, obie sa dorosle, nie znaja sie, i jedna do
          drugiej mowi per "kotku" lub "serdenko" (zwroty jednakze zazwyczaj adresowane do
          mlodszych, podleglych, zaleznych, nawet, jesli nei sa obrazliwe tylko
          pieszczotliwe) to jakos NIGDY to nie jest ta lezaca osoba, tylko zawsze ta druga?
          Nastepnym razem, kiedy bedizesz na fotelu, zwroc sie do swojego gina per
          "koteczku" i opowiedz nam tutaj, jak bylo. Jak rozumiem, cale godziny spedziles
          na fotelach ginekologicznych i doskonale wiesz, jakie to jest uczucie wiec z
          niecierpliwoscia czekam na relacje.
          • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 09.10.04, 20:41
            > Jak rozumiem, cale godziny spedziles
            > na fotelach ginekologicznych i doskonale wiesz, jakie to jest uczucie wiec z
            > niecierpliwoscia czekam na relacje.
            Ha! Wiedzialem, ze mniej wiecej cos w tym guscie napiszesz. Coz, nie
            wypowiadalem sie o ginekologach i o tym, jak taka wizyta przebiega.
            Komentowalem tylko sens (a raczej jego brak) Twojej wypowiedzi. Czy aby
            wypowiedziec sie w dyskusji o razacej nierownosci miedzy personelem i
            pensjonariuszami szpitala psychiatrycznego trzeba koniecznie byc chorym
            psychicznie?

            > Bo te stereotypy wystepuja na kazdym kroku i nie maja NIC wspolnego z
            genderem.
            Nie wiem, czy akurat slowo 'stereotyp' jest tu wlasciwym slowem. Moj lekarz
            mowi do mnie 'buddy', choc jako zywo, w pilke nigdy nie gralismy. Ale doceniam
            go, bo sie stara...
            Aha, o czym to... wlasnie! zgadzam sie tak generalnie. Nie ma nic wspolnego.
            Taka tez generalnie byla teza osoby otwierajacej watek, z ktora to wypowiedzia
            z kolei polemizowalas, zatem...

            > wymiekam i spadam z tego watku i z tego forum.
            Dlaczego? Zostan na chwile... ja tez duzo czasu tu nie spedzam.
            • lolyta jestem glodna jak sto wilkow wiec nic z tego 09.10.04, 20:52
              nie zostane.
              Podtrzymuje wszystko o czym napisalam, to wynika nie tylko z moich doswiaedzcen
              jako pacjentki, tylko z wiedzy, jaka lykalam przez studia i w czasie pracy
              zawodowej, zapewniam Cie, ze sposob aranzacji otoczenia w jakim sie ludzie
              znajduja determinuje ich zachowanie i hierarchie, w sumie taka byla geneza
              takiego przedniotu jak krzeslo w ogole, a nie czyjas wygoda, ale nie mam czasu
              zeby sie o tym rozpisywac. tak w skrocie:
              1) zapewniam ze troszke inaczej by przebieg wizyt wygladal, gdyby fotele byly
              tak zaprojektowane, ze gin musiall kleczec u stop pacjentki.
              2) a Ty do swojego lekarza tez mowisz per "buddy"? i wyskoczylbys pierwszy z
              takim tekstem?
            • lolyta z czym polemizuje 09.10.04, 21:14
              > Taka tez generalnie byla teza osoby otwierajacej watek, z ktora to wypowiedzia
              > z kolei polemizowalas, zatem...


              nie. Polemizowalam z tym oto piramidalnie glupim wnioskiem:
              "Jak rozumiem, fotel ginekologiczny miejscem utrwalajacym stereotyp kobiety
              oraz nierówność płciową. A wszyscy ginekolodzy to męskie świnie."

              ktory to nie wiem w jaki sposob wyplynal z przytoczonego nam w pierwszym poscie
              fragmentu artykulu.
        • sagan2 Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 11.10.04, 08:59
          nadszyszkownik.kilkujadek napisał:


          > Z kolei proktolog, dla uswiadomienia sobie tego czy tamtego, powinien się
          > polozyc czasem na lezance i wetknac sobie palec w ...

          jedyny proktolog, jakiego znam, dokladnie tak postapil. nim zaczal leczyc ludzi,
          zapisal sie na kolonkoskopie (? czy jak sie to nazywa...), aby sprawdzic, jak
          taki zabieg wyglada od strony pacjenta i byc przygotowanym. oswiadczal to zawsze
          na wstepie rozmow z pacjentami.
      • Gość: ij Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek IP: *.acn.waw.pl 17.10.04, 15:23
        Jestem ciekawy jak ty sobie wyobrazasz badanie ginekologiczne w inny sposób niż
        w tej "kretyńskiej" pozycji??? Może w ubraniu albo przy rozebranym lekarzu???
        Moej zdanie jest takie że jak ci sie nie podoba to nei chodzisz do ginekologa i
        tyle. Oczywiście narazasz sie na różne konsekwencje ale cóż twój feministyczny
        wybór.
    • nkosikazi Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 08.10.04, 17:31
      Jak rozumiem, fotel ginekologiczny miejscem utrwalajacym stereotyp kobiety
      > oraz nierówność płciową. A wszyscy ginekolodzy to męskie świnie.


      To fascynujące jak udało ci się w taki sposób zinterpretować to co mówiła
      Nowicka. Najwyrazniej "stosunek podrzędno-nadrzędny" kojarzy ci się wyłącznie
      ze sprawami męsko-damskimi zaś skarżenie się na nieuprzejmość lekarzy odbierasz
      jako objaw wojującego feminizmu. A może po prostu nigdy nie byłaś u polskiego
      lekarza i nie wiesz że zdarza im się wcale często traktować pacjentki i
      pacjentów jak uczniaków?
      pzdr
      • ardzuna Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 09.10.04, 17:14
        nkosikazi napisała:

        > To fascynujące jak udało ci się w taki sposób zinterpretować to co mówiła
        > Nowicka. Najwyrazniej "stosunek podrzędno-nadrzędny" kojarzy ci się wyłącznie
        > ze sprawami męsko-damskimi zaś skarżenie się na nieuprzejmość lekarzy
        odbierasz
        >
        > jako objaw wojującego feminizmu.

        Przyłączam się do odczuć nkosikazi. Arogancja ginekologów włącza się zresztą w
        szersza arogancję lekarzy, ale akurat wizyta u ginekologa, jak rzadko u którego
        lekarza, do którego chodzi się rutynowo, zakłada odarcie pacjentki z intymnosci
        i wymaga wyjątkowego taktu i poszanowania godności pacjenta ze strony lekarza.
    • milka30 Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 08.10.04, 19:08
      Ja miałam do czynienia z ginekologami obojga płci. Kobieta była nawet bardziej
      obcesowa niż facet. Nie chodzi tu o płeć lekarza. Poza fatalnym zachowaniem
      położników, kiedy rodziłam, mam "dobre" doświadczenia. To znaczy wszyscy
      zachowywali się ok. Tylko nie wiem dlaczego nie cierpię chodzić do ginekologa.
      Zawsze jest to przykre doświadczenie. Może gdybym mieszkała w Danii byłoby
      inaczej.
    • ggigus a zwrociliscie uwage, 09.10.04, 01:23
      ze o pancjentkach nie wpyowiada sie ANI JEDNA ginekolozka? chyba autorka art.
      bardzo doslownie potraktowala slowo ginekolog.
    • e_wok Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek 09.10.04, 21:26
      Mysle, ze sa zawody, w ktorych sposob traktowania "petenta" jest rownie istotny
      jak kompetencje zawodowe. Przychodzi mi do glowy policjant, psycholog, onkolog,
      ksiadz... ginekolog rowniez. Poniewaz najczesciej maja oni do czynienia z
      osobami, ktore znalazly sie w sytuacji, w ktorej czuja sie bezradne. Trzeba
      bardzo duzo taktu i wyrozumialosci, zeby odpowiednio potraktowac czlowieka,
      ktory zostal napadniety na ulicy i jest w szoku, albo okazalo sie ze ma raka i
      jest zrozpaczony, o psychologach akurat ostatnio sporo sie mowilo, wiec nie
      bede powtarzac. A ginekolog nie dosc, ze ma przed soba pacjentke, ktora lezy i
      wyglada zdecydowanie inaczej niz wtedy gdy idzie na zakupy albo pracuje przy
      biurku to jeszcze ma dostep do tych czesci jej ciala, ktore z zalozenia sa
      zarezerwowane dla sytuacji raczej intymnych i dla osob w dosc przemyslany
      sposob wybranych. Nikt nie twierdzi, ze ginekolog powinien na kleczkach
      dziekowac, ze mu pacjentka pozwolila obejrzec sie bez majtek i odpowiedziala na
      pytania dotyczace swojego zycia seksualnego, niemniej jednak oczekiwanie, ze
      lekarz zachowa sie taktownie wydaje mi sie na miejscu.
    • grogreg Ginekolog? Male piwko. 11.10.04, 09:41
      Dentysta! To dopieto zboczeniec.
    • Gość: Jaga Wizyta u ginekologa IP: *.icpnet.pl 16.10.04, 15:16
      Popieram pomysl, zeby ginekolodzy zasiadali na fotelach.
      Ja sama raz bylam u faceta i wiecej do zadnego nie pojde. Sposob, w jaki mnie
      potraktowal byl zenujacy. Pomijam zwroty kierowane do mnie, uwagi o jakim jego
      ulubionym meczu, ale najgroszye bylo podsumowanie, ze obowiazkiem kazdej
      kobiety jest rodzic!!! Kto dal prawo takiemu wypowiadac sie w tej kwestii?
      Uwazam, ze mezczyni nie nadaja sie na ginekologow i to nie tylko moja opinia.
      Nie moga zrozumiec kobiet, bo nigdy pewnych rzeczy nie doswiadczyli i nie
      doswiadcza.
      • Gość: ciepła klucha Re: Wizyta u ginekologa IP: *.netshare.krosno.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.04, 23:00
        Trafiłaś na wyjątkowego "ch" Ja do mojego nie chodzę z innych przyczyn.
        Głupio rozkładać nogi przed dobrym kumplem ( moim i męża )
        Chodzę do bardzo fajnej babki ( żony "kumpla";)
        • tad9 Re: Wizyta u ginekologa 17.10.04, 15:13
          Gość portalu: ciepła klucha napisał(a):

          > Trafiłaś na wyjątkowego "ch" Ja do mojego nie chodzę z innych przyczyn.
          > Głupio rozkładać nogi przed dobrym kumplem ( moim i męża )
          > Chodzę do bardzo fajnej babki ( żony "kumpla";)

          Istnieje hipoteza, zgodnie z którą Iliady nie napisał Homer, tylko inny ślepy
          Grek o tym samym imieniu, i zdaje się, że tutaj mamy do czynienia z podobnym
          zjawiskiem. Proszę jednak o wyjaśnienie: dlaczego ginekologa do którego NIE
          chodzisz nazywasz "swoim"? Biorąc rzecz na zdrowy rozum "swoim ginekologiem"
          powinnaś nazywać raczej ową żonę kumpla.
    • Gość: Miśa Re: Wizyta u ginekologa wg jednej z feministek IP: *.satfilm.net.pl / *.satfilm.net.pl 17.10.04, 22:12
      Hej,

      jestem jednak za tym, aby faceci zasiedli na fotelu, oczywiscie bez majtek i
      zobaczyli jak to jest, bo inaczej to nie zrozumieja, a nawet jak usiada to i
      tak nie zrozumieja do konca nigdy.KIedys czytalam taki artykul w gazecie, zeby
      kobiety nie mogly byc urologami, bo mezczyzni sobie tego nie zycza i nie chca
      chodzic do takiego damskiego urologa, a niby to czemu? Z taka latwoscia sie
      przyjmuje fakt, ze kobieta sie rozklada przez facetem ginekologiem i jest to
      dla panow tak oczywiste, ale jak odwrotnie, to jakos nie...
      Raz na forum zdrowie byl post o babce, ktora w przychodni chciala sie zapisac
      do kobiety ginekologa, a nie do faceta i jej tego z jakis powodow odmowiono,
      czemu?
      Prawda jest taka, ze rzeczywiscie pozycja nadaje stosunek nadrzedno- podrzedny
      i faceci wykorzytuja to czesto. Moja kolezanka powiedziala mi kiedys, ze
      ginekolog powiedzial do niej, zeby sie rozluznila, bo ani on ani ona nie beda
      mieli z tego przyjemnosci. Szczyt chamstwa po prostu.
      Jezli juz, to uwazam, ze przy kazdym facecie ginekologu powinna byc obecna w
      gabinecie pielegniarka, ktora niekoniecznie musi sie patzrec na badnie,a le
      ktora czuwa nad przebiegiem calosci. To by nie dawalo juz takiego "pola do
      popisu" panom ginekologom.
      Pozdrawiam.
Pełna wersja