stephen_s
18.10.04, 19:14
Słuchajcie, przyszło mi do głowy takie pytanie...
Jak wiemy, feminizm dąży do tego, by kobiety miały wybór. Żeby nie były
skazane na siedzenie w domu i przysłowiowe gotowanie mężowi posiłków, lecz
mogły zdecydować, że np. chcą pracować, robić karierę. Jednocześnie, jeśli
kobieta naprawdę chce siedzieć w domu i koncentrować się na rodzinie, to
feminizm to też akceptuje. Rzecz w tym, by "paniami domu" były te kobiety,
którym to pasuje - a nie, żeby była to obowiązująca norma.
I teraz - czy feminizm akceptuje to samo nastawienie u mężów?
To znaczy: czy z punktu widzenia feminizmu dopuszczalne jest, by facet
oczekiwał od żony właśnie siedzenia w domu? Dokładniej - chodzi mi o faceta,
który nie dyskryminuje kobiet, absolutnie uznaje ich prawo do pracy, równej
pensji... ale po prostu sam dla siebie poszukuje żony, która jednak uznaje
tradycyjny podział ról? Facet taki nie zmuszałby siłą żony, by siedziała w
domu - po prostu przyznaje, że wolałby mieć taką, co siedzieć chce.
Czy taka postawa według feminizmu jest OK? Czy skoro uznajemy, że kobieta
może zdecydować się na niepracowanie - to czy powinno się też uznać, że są
mężczyźni, którzy takich kobiet poszukują? Czy też uznajemy takich panów za
MSW? :)
Co Wy na to?