Sądzę, że to jest najważniejszy temat

07.12.04, 17:08
Teraz, kiedy równouprawnienie kobiet stało się w naszej cywilizacji
rzeczywistością, najważniejszym problemem prawnym jest prawna podmiotowość
dziecka. W dzisiejszym społeczeństwie to dzieci są najbardziej upośledzoną
prawnie mniejszością.

Nie twierdzę, że feministki nie mają już o co walczyć. Przeciwnie, stale
twierdzę, że feministki są bardzo potrzebne, gdyż równouprawnieniu kobiet
wciąż sprzeciwia się wiele środowisk konserwatywnych i walka z ciemnogrodem
musi trwać. Kobiety jako słabsze fizycznie i z natury mniej agresywne nadal
są zastraszane, molestowane i bite przez mężczyzn, trudniej im więc na co
dzień egzekwować swoje prawa, szczególnie w domu i w pracy w męskim
otoczeniu. Aktywność feministek jest więc nadal bardzo potrzebna.

Ale sytuacja kobiet jest już o niebo lepsza niż sytuacja dzieci.
Paradoksalnie emancypacja kobiet w pewnych aspektach pogorszyła jeszcze
sytuację dzieci. Dawniej matki były naturalnymi sojuszniczkami dziecka,
często broniły ich przed surowym ojcem, same biorąc na siebie część kary za
jakieś np. głupie nieposłuszeństwo. Teraz zdarza się, że partnerski związek
ojca i matki solidarnie występuje przeciwko dziecku jednym frontem, a ono w
kompletnej samotności musi radzić sobie jakoś z okrucieństwem kar, z
poniżeniem i uprzedmiotowieniem. I wcale nie mam tu na myśli jakiegoś
szczególnego znęcania się czy maltretowania, ale myślę o takim zwyczajnym
wychowaniu dziecka w warunkach tradycyjnego odmówienia mu jakichkolwiek praw.
Myślę o wzajemnym wspieraniu się rodziców, o trosce, aby jedno nie
podkopywało autorytetu drugiego jakimś przypadkowym okazaniem współczucia
wtedy, gdy dziecko zostało ukarane „słusznie” – kiedy rodzice umawiają się,
że muszą wspólnie i konsekwentnie dać dziecku odczuć swoją dezaprobatę „dla
jego dobra”.

Na temat dzieci molestowanych i maltretowanych napisałem już tyle postów, że
tylko wspomnę o tej największej hańbie naszej cywilizacji – fakt, że tyle
dzieci jest bitych i gwałconych przez ojczymów (a nawet ojców), a ich matki
udają, że o tym nie wiedzą i jeszcze potrafią bić po twarzy swoje córeczki za
to, że takie straszne oszczerstwa wygadują o ojcu, który gdyby się
dowiedział, co ona wygaduje ... Istnienie takich rodzin w naszym sąsiedztwie
jest największą hańbą zachodniej cywilizacji – cywilizacji prawa i praw
człowieka, tylko że dzieci tych praw nie mają.

Wracam do tego tematu, bo ostatnio na tym forum uderzyło mnie, jak bardzo
tutejsi dyskutanci i dyskutantki przedmiotowo traktują dzieci. Wybrałem
nieliczne wypowiedzi z jednego wątku:

„dlaczego sądy tak rzadko przyznają prawo do opieki nad dzieckiem ojcom?
czyżby uznawaly że ich kompetencje są niższe
czy feministki byłyby sklonne poprzec walkę o równouprawnienie meżczyzn?”

„w Holandii ojcowie maja równiejsze szanse”

Jak widać naszym dyskutantom chodzi o "prawa ojca", a nie o dobro dziecka.

To jest podstawowa wada naszego prawa rodzinnego i opiekuńczego, że zamiast
uwzględniać dobro dziecka, sędziowie ważą racje obu dorosłych stron,
zapominając, że opieka nad dzieckiem nie jest zabawą dla satysfakcji
dorosłych, ale jest poświęceniem dorosłych dla dobra dziecka.

Podobnie podczas dyskusjach o wychowaniu i edukacji zapominamy o tym, że to
dziecko jest podmiotem prawa do edukacji, a my tradycyjnie traktujemy dziecko
jak bezwolny przedmiot będący we władzy rodziców. Ciemniaki "obowiązek
szkolny" interpretują jak relikt władzy totalitarnej, podczas gdy jest to w
rzeczywistości realizacja prawa dziecka do edukacji, prawa, którego rodzice
nie wolno dziecku odebrać. Istotą "obowiązku szkolnego" jest to, że to
rodzice mają ten obowiązek (wykształcić dzieci), a nie, że dzieci mają
obowiązek chodzić do szkoły.

Ten sam błąd logiczny popełniają ciemniaki walczące o "prawo do opieki",
które w rzeczywistości nie jest prawem rodziców do opieki nad dzieckiem, ale
jest prawem dziecka do otrzymywania opieki na odpowiednim poziomie. Podmiotem
tego prawa jest dziecko, a nie rodzice - dla rodziców nie jest to prawo, ale
obowiązek, czyli wg terminologii prawniczej rodzice nie są tutaj podmiotem
prawa, ale podmiotem obowiązku, czego wielu prawników nie rozumie.

Samo pojęcie: „prawo do opieki NAD DZIECKIEM” jest głęboko demoralizujące i
świadczy o hańbie naszej cywilizacji, w której mamy swój udział, bo godzimy
się z tym stanem rzeczy. Prawo DO OPIEKI jest naturalnym prawem dziecka – to
dziecko posiada przyrodzone prawo do opieki NAD SOBĄ ze strony rodziców.
Rodzice natomiast nie posiadają żadnego prawa do opieki, ale są jedynie
podmiotem obowiązku, a więc mówiąc po prostu – rodzice posiadają jedynie
obowiązek opiekowania się dziećmi. Niestety, wielu prawników tego nie
rozumie, gdyż kiedyś, podczas budowy patriarchalnego społeczeństwa mężczyźni
odebrali dzieciom ich naturalne prawa (do miłości, do opieki, do edukacji)
aby przekształcić je (głównie swoich synów) w swoich następców i
spadkobierców, bezwolnych i posłusznych wykonawców woli ojca. Odbiło się to
na całej niemal ludzkości w taki sposób, że wrażliwość moralna i uczuciowa
wielu ludzi jest w taki właśnie sposób zdegenerowana, że nie postrzegają oni
dziecka jako podmiotu prawa, nie widzą w dziecku osoby posiadającej godność i
własną wolę.

Sąd (mądry) powinien rozstrzygać, kto zapewni dziecku najlepszą opiekę
spośród dostępnych opcji, a nie zastanawiać się, które z rodziców jest
bardziej winne zaniedbań, które jest bardziej „w prawie”.

Myślę, że tradycyjny feminizm powinien teraz dostrzec osobę w dziecku i
zacząć przekształcać się w nowy feminizm, który nazwę tutaj
roboczo „infantyzm” (nie mylić z „infantylizmem”). Infantyzm powinien
koncentrować się na walce o uznanie dziecka za podmiot praw, a tylko niejako
przy okazji infantystki powinny walczyć przeciwko antyfeminizmowi, gdyż
najważniejsze idee feminizmu wynikają z infantyzmu, jeśli się dobrze
zastanowić (tylko wolna i pewna swej wartości kobieta może jako matka nauczyć
dziecko poczucia godności, odwagi i woli do walki o swoje prawa z dorosłymi).
Matka powinna być, w imię swojej naturalnej miłości do dziecka, rzeczniczką
praw dziecka. Tradycyjny feminizm dobry jest dla kobiet bezdzietnych, ale
uczciwa feministka i matka powinna zostać infantystką.

Kiedyś usiłowałem na forum Aktualności pociągnąć dyskutantów o liberalnych
poglądach ideą zrównywania praw dzieci z prawami dorosłych ... niestety mało
tam liberałów, a zbyt wielu ciemnogrodzian. Może tutaj, wśród feministek,
znajdę dla dzieci więcej zrozumienia.

Powtórzę więc najważniejszy punkt mojego programu „infantnego” (nie mylić
z „infantylnym”):

1. Prawa wyborcze powinny być powszechne. Nie może być żadnych sztucznych ani
arbitralnych barier (np. wiekowych, rasowych, wyznaniowych, zdrowotnych itp.)
w dostępie do praw dla obywateli. Każdy obywatel zdolny do samodzielnego
zarejestrowania się jako wyborca lub kandydat i zdolny do samodzielnego
oddawania głosów podczas wyborów, ma prawo wybierać i być wybieranym. Ponadto
każdy obywatel z chwilą ukończenia 18 roku życia automatycznie nabywa prawa
do wybierania bez konieczności rejestrowania się. Sama procedura rejestracji
nie może być sztuczną barierą w uzyskaniu przez dziecko praw wyborczych –
musi być tak zdefiniowana, aby przynajmniej połowa chętnych w wieku 15-17 lat
spełniała formalne wymogi rejestracji i rejestrowała się skutecznie,
uzyskując prawa wyborcze.

Żeby nie pisać tylko tego samego, co już pisałem kiedyś, dodam punkt drugi
programu:

2. Prawo do składania skargi powinno być powszechne i nieograniczone. Nawet
dzieci i osoby ubezwłasnowolnione powinny mieć prawo złożyć na policji lub w
prokuraturze skargę, która skutkowałaby rozpoczęciem śledztwa tak samo, jak
każda
    • dokowski Nie zmieściło się, oto dokończenie 07.12.04, 17:10
      2. Prawo do składania skargi powinno być powszechne i nieograniczone. Nawet
      dzieci i osoby ubezwłasnowolnione powinny mieć prawo złożyć na policji lub w
      prokuraturze skargę, która skutkowałaby rozpoczęciem śledztwa tak samo, jak
      każda inna skarga. W szczególności tak samo jak inne powinna być skuteczna
      skarga na rodziców, którzy zamykają swoje dziecko w domu i utrudniają mu
      kontakty z policją lub prokuraturą.

      I dorzucę punkt trzeci:

      3. Każdy obywatel, niezależnie od wieku i stanu zdrowia, powinien być przez
      prawo chroniony przed przymusem, szantażem, molestowaniem i wszelką inną groźbą
      bezprawną mającą na celu zmianę wbrew jego woli jego zachowania, postępowania,
      myślenia lub odczuwania. Szczególną ochroną otoczone być powinny dzieci i osoby
      ubezwłasnowolnione ze względu na ich podatność na manipulację. Groźbą bezprawną
      jest w szczególności groźba pozbawienia opieki (zdrowego wiktu, opierunku, snu,
      łóżka, higieny, możliwości nauki itp.). Metody wychowawcze, stosowane wobec
      dzieci czy innych podopiecznych nie mogą posługiwać się karami, które mają
      znamiona gróźb bezprawnych.

      A na koniec podsumuję to trawestacją znanego przysłowia. Trawestacja ta będzie
      prośbą skierowaną do was, prawdziwe feministki, bo jesteście elitą ludzkości.
      Chcę podnieść wam nieco poprzeczkę, abyście nie wyobrażały sobie, że już nie
      możecie być lepszymi ludźmi niż jesteście. Oto więc ta prośba:

      Nie rób swojemu dziecku, co tobie byłoby niemiłe, gdyby zrobił to tobie twój
      silniejszy kolega lub przełożony w pracy.

      Proście swoich mężów, aby postępowali tak samo. Nie zrażajcie się
      niepowodzeniami, bo to bardzo trudne. Sam od lat staram się postępować wg tej
      zasady, ale niestety grzeszę przeciwko niej wciąż zbyt często. Poszanowanie
      godności ludzkiej u swojego dziecka, to chyba najtrudniejsze wyzwanie moralne,
      jakie stoi przed zachodnią cywilizacją. Jednak warto je podjąć. Wy, feministki,
      powinnyście rozumieć to najlepiej, gdyż same najlepiej czujecie,
      • milka30 Re: Nie zmieściło się, oto dokończenie 07.12.04, 20:05
        Idea wydaje mi się jak najbardziej słuszna. W ogóle mam wrażenie, że przyznanie
        praw dzieciom i uznanie ich godności jest naturalną konsekwencją emancypacji
        kobiet. Tylko co do tych wyborów jakoś nie mogę sobie w praktyce tego
        wyobrazić. Chociaż granica wiekowa jest nie najlepsza (dzieci w różnym wieku
        osiągają różne stopnie dojrzałości umysłowej), to jednak wzglednie prosta w
        realizacji. Głosowanie to rzecz bardzo ważna, odpowiedzialna. Wymaga
        umiejętności rozumienia rzeczywistości i przewidywania skutków swojego
        postępowania. Sam pisałeś, że dzieci mni. są bardziej podatne na manipulację.
        Jak praktycznie określić kryteria, które ma spełnić dziecko, aby uznać je za
        gotowe do głosowania? Jak prosto i bez komplikacji to zweryfikować? Mnie się
        ten problem wydaje zbyt trudny. Proste obniżenie wieku do powiedzmy pietnastu
        lat jest może bardziej realistyczne i w miarę bezpieczne.
        Na razie tyle. Napisałes dużo i nie do wszystkiego mogę się od razu
        ustosunkować.
        • dokowski Rejestrację do wyborów wyobrażam sobie jako ... 07.12.04, 21:15
          milka30 napisała:

          > Tylko co do tych wyborów jakoś nie mogę sobie w praktyce tego
          > wyobrazić. ... Głosowanie to rzecz bardzo ważna, odpowiedzialna. Wymaga
          > umiejętności rozumienia rzeczywistości i przewidywania skutków swojego
          > postępowania.

          ... taki właśnie wymagający rodzaj praktycznego testu - trudnej procedury
          urzędowej, którą trzeba przebrnąć, aby dopełnić wszystkich formalności. Jeżeli
          dziecko samodzielnie napisze kilka podań i trafi do kilku różnych urzędów, to
          chyba już może głosować lub kandydować.
          • milka30 Re: Rejestrację do wyborów wyobrażam sobie jako . 08.12.04, 17:21
            dokowski napisał:

            > milka30 napisała:
            >
            > > Tylko co do tych wyborów jakoś nie mogę sobie w praktyce tego
            > > wyobrazić. ... Głosowanie to rzecz bardzo ważna, odpowiedzialna. Wymaga
            > > umiejętności rozumienia rzeczywistości i przewidywania skutków swojego
            > > postępowania.
            >
            > ... taki właśnie wymagający rodzaj praktycznego testu - trudnej procedury
            > urzędowej, którą trzeba przebrnąć, aby dopełnić wszystkich formalności.
            Jeżeli
            > dziecko samodzielnie napisze kilka podań i trafi do kilku różnych urzędów, to
            > chyba już może głosować lub kandydować.

            Trudna procedura urzedowa niezbyt mi się podoba. Czy każdy musiałby się jej
            poddać w swoim czasie, czy tylko ci, którzy chcieliby głosować przed
            ukończeniem osiemnastu lat?
            Osobiście obawiam się zwiekszania biurokracji i głębszego jeszcze uzależniania
            obywateli od urzędów. Niepokoi mnie też jak młodzi ludzie zdołają zachować
            swoją niezalezność myślową. Z obserwacji swoich i cudzych dzieci (np. dzieci
            znajomych) widzę, że często w dzieciństwie i jeszcze we wczesnej młodości
            powielają oni poprostu opinie rodziców lub grupy rówieśniczej. Nie mam więc
            pewności, że mimo przebrnięcia przez trudny test urzedniczy będą zdolne do
            autonomicznego myślenia.
            Oczywiście można powiedzieć, że i dorośli w dużej części nie myślą
            samodzielnie, ulegają populistom, dają się wymanipulować bądź przekupić. Jednak
            na to jakby nie ma rady i to jest cena demokracji, od której, jak pokazuje
            doświadczenie, nic lepszego na razie nie wymyślono.
            Pozdrowienia
            • dokowski To napisałem precyzyjnie 08.12.04, 23:58
              milka30 napisała:

              > Czy każdy musiałby się jej poddać w swoim czasie, czy tylko ci,
              > którzy chcieliby głosować przed ukończeniem osiemnastu lat?

              Tylko. Napisałem wyraźnie, że z chwilą ukończenia 18 lat automatycznie dostaje
              się prawo do głosowania

              > Osobiście obawiam się zwiekszania biurokracji i głębszego jeszcze
              > uzależniania obywateli od urzędów.

              Tego to i ja się obawiam.

              > powielają oni poprostu opinie rodziców lub grupy rówieśniczej

              Wierzysz w mit, że dorośli mają oryginalne, autonomiczne, suwerenne poglądy
              zakodowane w genach? Dorośli są wg mnie tak samo niesamodzielni, nieszczerzy i
              nieautentyczni w swoich poglądach jak dzieci.

              > na to jakby nie ma rady

              A więc jednak nie wierzysz. No to w czym problem? Zmieniasz zdanie w trakcie
              pisania postu?
              • milka30 Re: To napisałem precyzyjnie 09.12.04, 18:59
                dokowski napisał:


                > No to w czym problem? Zmieniasz zdanie w trakcie
                > pisania postu?

                Problem widzę, bo uważam, że jednak dorośli w większości mają własne zdanie, a
                dzieci w mniejszości. Ale może sie mylę. Dobrze byłoby to jakoś najpierw
                sprawdzić. Zdania nie zmieniam, bo go na dobrą sprawę w tej kwestii jeszcze nie
                mam. Właśnie się ono kształtuje.
                • dokowski Ja mam zdanie odmienne 09.12.04, 21:49
                  milka30 napisała:

                  > uważam, że jednak dorośli w większości mają własne zdanie

                  Sądzę, że tylko mniejszość wybrała sobie poglądy, większość bezmyślnie powtarza
                  poglądy osób, które lubiły, kochały lub które imponowały
                  • milka30 Re: Ja mam zdanie odmienne 23.01.05, 17:46
                    dokowski napisał:

                    > Sądzę, że tylko mniejszość wybrała sobie poglądy, większość bezmyślnie
                    powtarza
                    >
                    > poglądy osób, które lubiły, kochały lub które imponowały

                    Jakkolwiek jest popieram cię, bo nawet na tym forum ujawniło się mnóstwo ludzi,
                    którzy w oczywisty sposób mają prawa dziecka za nic. Przypomniał mi się watek o
                    biciu dzieci i wypowiedzi niektórych ludzi. One najlepiej świadczą, że jest o
                    co walczyć. Podnoszę więc wątek.
    • warshawiak Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat 07.12.04, 17:13
      Nie czytałem, ale powyższy elaborat jest z pewnością wielce interesujący. Jaka
      szkoda, że w dzisiejszych czasach ludzie mają coraz mniej czasu na kontemplację
      dokonań intelektualnych wybitnych umysłów;)
      • kocia_noga Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat 08.12.04, 16:43
        Taaaaaaaaaaa, ani czasu na zastanowienie się , co robią psychologowie w Sądach
        Rodzinnych .
        • nietakasama Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat 09.12.04, 03:17
          Poruszyles bardzo ważny temat, i chyba zadnej kobiecie los dziecka nie
          pozostanie obojętny, moze jako feministka jestem staroswicka, ale chyba w
          każdej z nas tkwi potencjalna matka :)

          W Polsce dziecko wciąż niestety pozostaje podwładnym rodzicow.
          Czytalam jakiś czas temu "tokstycznych rodziców" S. Forward i książka ta mnie
          poruszyla, przestawila moj sposób patrzenia na pewne sprawy.

          aczyna sie od prostego stwierdzenia że rodzic nie jest bogiem, nie zawsze ma
          racje, i jesli krzywdzi dziecko to niezależnie od przyczyn on musi poniesc za
          to odpowiedzialnośc.
          On, nie dziecko.
          Bo w naszej mentalności wcią z pokutuje stwierdzenie że to dzieciak prowokuje
          dlatego obrywa. Jasne, ale dzieciak to dzieciak, jst glupi, nieuksztaltowany
          jeszcze pod zadnym względem i generalnie jako dziecko ma prawo popełniac bledy
          nalezne swojemu wiekowi.
          \Forwadr pisze że sama, kiedy byla wściekła na dzieciaka, potrafila go uderzey,
          w przeprasza, siedzenie.
          Ale potem brala go na rozmowę i przepraszala, mówila mu ze zrobił źle i bardzo
          jązdenerowowal, ale ona ne powinna go uderzyc. Co nie zonaczalo że dzieciak
          unikal odpowiedzialności za swój czyn i kary :)

          Czy w Polsce istnieje takie podejscie?

          W zadnym razie nie.
          Śmiec mi sie chce jak widze na filmie jak to amerykański natolatek, uderzony
          przez wściekłego rodzica w twarz, ucieka obrażony do pokoju, co oczywiście
          niezmiennie wywoluje w rodzicach poczucie winy.... :) Naciągane, ale wiele mowi
          o samym podejściu do relacji- rodzic-dziecko.
          Jakod ziecko kilkuletnie nawet bylam lana za każde przewinienie: za zbicie
          czegoś, za zbicie okularów, za zgubiebnie aparatu ortodontycznego. Mialam na
          tylku wszystkie odcienie tęczy, a przez następny tydzień rodzice raczyli mnie
          pełnymi deazprobaty spojrzeniami.

          Tak, jasne, wyroslam na "porzadnego" człowieka, ale to co ulozylo się nie tak w
          mojej psychicze, w mojej samoocenie i sposobie wartosciowania swoich osiagnięć
          znam tylko ja. Cchailabym moc traktowac swoje dzieci jak partnerów (jak mawial
          Tischner- partnerów w dzialaniu a nie gadaniu) oczywiście odpowiednio do wieku.
          Chciałabym, aby wiedzialy ze są ludźmi, nie anie zabaweczkami rodziców.
          Bo tak wychowane dzieci nie beda się godzily na próby wyrządzenia im krzywdy
          przez otoczenie, bo beda mialy przekonanie o swojej wartości.
          Być może tak wychowane pokolenie częście znajdzie w sobie także odwage, aby
          wystąpić przeciw krzywdzie wyrzadzanej innym...


    • Gość: trevik Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.04, 14:24
      A tak z czystej ciekawosci, jaki bylby stosunek srodowisk infantycznych do
      spraw dopuszczalnosci aborcji?
      • dokowski Jestem pierwszym i jak na razie jedynym infatystą 12.12.04, 20:26
        Gość portalu: trevik napisał(a):

        > A tak z czystej ciekawosci, jaki bylby stosunek srodowisk infantycznych do
        > spraw dopuszczalnosci aborcji?

        Jak wiesz, jestem przeciwnikiem aborcji, za wyjątkiem aborcji wczesnej - w
        pierwszym trymestrze. Jeśli będzie nas więcej, to oczywiście nie ma żadnej
        gwarancji, jacy ludzie skupią się wokół politycznego programu infantyzmu,
        jednak intuicja mi mówi, że antyaborcjoniści nie zechcą poprzeć walki o prawa
        dla dzieci, gdyz antyaborcjonizm odbieram jako pełen nienawiści atak na
        niezależność kobiet, a nie jako walkę o prawa dziecka nienarodzonego.

        Gdyby infatystami zostali ludzie o podobnych do moich poglądach, to pewnie w
        końcu chcielibyśmy przeprowadzić referendum, ale tylko wśród kobiet, które
        rodziły dziecko, gdyż sądzę, że tylko matki mają prawo wiarygodnie ocenić czy i
        kiedy płód staje się człowiekiem, zanim się urodzi - kiedy rodzi się odczuwalna
        przez matkę fizyczna lub psychiczna więź z płodem, która jest naturalnym
        źródłem podmiotowości moralnej i prawnej dziecka.
        • dokowski Zapomniałem dodać, że opinie mężczyzn na temat... 12.12.04, 20:28
          ... aborcji w ogóle nie powinny być brane pod uwagę w odniesieniu do prawa
          karnego, a jedynie w odniesieniu do prawa cywilnego
    • Gość: Dunduś Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat IP: 66.98.180.* 12.12.04, 21:59
      Ależ spokojna głowa.
      Jako, że w UE do władzy doszły elementy wsteczne, władza rodziców nad dzieckiem dobiega końca.
      Jak można przeczytać w konstytucji UE dziecko ma już większe prawa od rodziców. W zasadzie, gdy chodzi o wychowanie, to tutaj też mają pierwszeństwo wszelakie instytucje przed rodzicami.
      Słowo "rodzic" pojawia się na samym końcu.
      Linka nie podam, bo to jest strasznie zakamuflowane i nie chce mi się szukać, ale możesz mi wierzyć na słowo.
      • dokowski Chyba nie rozumiesz tego pojęcia 12.12.04, 23:44
        Gość portalu: Dunduś napisał(a):

        > Jak można przeczytać w konstytucji UE dziecko ma już większe prawa od
        ? rodziców

        A mają prawa wyborcze? Kto jest pozbawiony praw wyborczych, ten nie ma
        faktycznie żadnych praw. Zrozumiały to kobiety (Szwajcarki najpóźniej),
        zrozumieją to też i dzieci prędzej czy później, i zaczną walczyć walczyć o
        równe prawa, zamiast łobuzować po ulicach.
        • Gość: Dunduś Re: Chyba nie rozumiesz tego pojęcia IP: 66.98.180.* 13.12.04, 10:24
          Widziałem już tu twoje bardziej dojrzałe wypowiedzi, jednak teraz widzę, że obniżyłeś loty tak bardzo, że zahaczasz o krawężnik.
          W zasadzie została tutaj obrana słuszna taktyka dawanie IGNORA na tego typu podchody, gdyż dyskusja na ten temat przypomina obronę tezy, że woda jest mokra, a wszelki odzew jest tutaj już sukcesem dla stawiających w ten sposób sprawę.

          Widzę, że jesteś propagatorem pajdokracji. Mamy już taki jeden dzień w roku. ale jak to bywa podanie palca powoduje urwanie ręki.

          >Rodzice natomiast nie posiadają żadnego prawa do opieki, ale są jedynie
          >podmiotem obowiązku, a więc mówiąc po prostu ? rodzice posiadają jedynie
          >obowiązek opiekowania się dziećmi. Niestety, wielu prawników tego nie
          >rozumie, gdyż kiedyś, podczas budowy patriarchalnego społeczeństwa mężczyźni
          >odebrali dzieciom ich naturalne prawa (do miłości, do opieki, do edukacji)
          >aby przekształcić je (głównie swoich synów) w swoich następców i
          >spadkobierców, bezwolnych i posłusznych wykonawców woli ojca.

          Czyżby powodem tej tezy było traumatyczne dzieciństwo?
          Jesteś tutaj w błędzie. Dzieci nie są obowiązkiem (a bynajmniej jeszcze nie ma takiej ustawy), dzieci są dla zdrowej rodziny radością i jej dopełnieniem ? takie to trudne? Dalsza część wypowiedzi znów wskazuje na koszmarne lata młodzieńcze? Koszmarne uogólnienia, wyłapywanie przypadków skrajnych i dalszy ciąg rozbijania rodziny z której może wyrosnąć jakże dziś niewygodny katolik poprzez odebranie praw rodzicom i przydzielenie jej instytucjom ? to esencja twych myśli. Rodzina jest dziś podstawową i zarazem pierwotną komórką chrześcijaństwa, to znalazła się na celowniku.
          Ale to też już kiedyś było, tylko w innym wydaniu, np. Hitlerjugend.

          >Kiedyś usiłowałem na forum Aktualności pociągnąć dyskutantów o liberalnych
          >poglądach ideą zrównywania praw dzieci z prawami dorosłych ... niestety mało
          >tam liberałów, a zbyt wielu ciemnogrodzian

          Jak wspomniałem, na wstępie - słuszna postawa, ale ja jeszcze zrobiłem jeden wyjątek.

          >A mają prawa wyborcze? Kto jest pozbawiony praw wyborczych, ten nie ma
          >faktycznie żadnych praw

          To już zupełny absurd. Brak praw wyborczych w konstytucje UE to rzeczywiście dramat, ech człowieku, gdybyś nie miał stałego nicka pomyślałbym, że ktoś się pod ciebie podszywa.
          • dokowski Tak, tak, to ja, ten sam 13.12.04, 20:32
            Gość portalu: Dunduś napisał(a):

            > Widziałem już tu twoje bardziej dojrzałe wypowiedzi, jednak teraz widzę, że
            obn
            > iżyłeś loty tak bardzo, że zahaczasz o krawężnik.

            Widziałeś być może takie jak ta i też bardziej dojrzałe, ale zrozumiałeś tylko
            te najprostsze

            > Czyżby powodem tej tezy było traumatyczne dzieciństwo?

            Nie zahaczam jednak o jeszcze o takie argumenty ad personam. Nazwanie cię
            głupim gnojkiem jest uzasadnionym eufemizmem, mocniejszych słów nie użyję, aby
            nie zniżać się do twojego poziomu.

            > Jesteś tutaj w błędzie. Dzieci nie są obowiązkiem (a bynajmniej jeszcze nie
            ma
            > takiej ustawy), dzieci są dla zdrowej rodziny radością i jej dopełnieniem ?

            Nie odróżniasz terminologii prawniczej od mowy potocznej. Ja pisałem używając
            terminów prawniczych „podmiot prawa” i „podmiot obowiązku”. Twoje komentarze na
            temat obowiązków i radości są delikatnie mówiąc infantylne.

            > odebranie praw rodzicom i przydzielenie jej instytucjom ?

            Demaskujesz tutaj swoją komuszą duszyczkę tym nawiązaniem do
            jakichś „instytucji”. Ja piszę o uznaniu praw dzieci i o poszanowaniu tych praw
            przez rodziców. Nie postulowałem tutaj odbierania rodzicom ich praw, pokazałem
            tylko, że wielu ludzi nie rozumie pojęcia „prawo do opieki”. Ty, nie rozumiejąc
            pojęcia „podmiot prawa” oczywiście nie masz szans zrozumieć istoty prawa do
            opieki.

            Gdybyś był inteligentniejszy, to byś zrozumiał, że moja propozycja rozszerzenia
            zakresu praw człowieka automatycznie rozszerza zakres praw rodziców. To
            rozszerzenie praw mamy na przecięciu się zbiorów rodziców i dzieci. Szczególnie
            jest to widoczne w sytuacji, gdy rodzice są niepełnoletni – tacy rodzice
            dzisiaj są pozbawieni podstawowych praw, a po zwycięstwie infantyzmu otrzymają
            swoje prawa.

            > Rodzina jest dziś podstawową i zarazem pierwotną komórką chrześcijaństwa, to
            > znalazła się na celowniku.

            Na moim celowniku, jeżeli już dywagujesz w takich trywialnych kategoriach,
            znaleźli się tylko okrutni ojcowie (nie moja wina, że akurat religijni są
            bardziej okrutni), więc nie broń ich, abyś się nie skompromitował jeszcze
            bardziej.

            > Ale to też już kiedyś było, tylko w innym wydaniu, np. Hitlerjugend.

            Nie wierzę, żeby to byli dobrzy ludzie, troszczący się o prawa człowieka. Chyba
            pomieszało ci się dobro ze złem.

            > > Kto jest pozbawiony praw wyborczych, ten nie ma
            > >faktycznie żadnych praw
            >
            > To już zupełny absurd.

            Spróbuj to jakoś uzasadnić. Ja ze swej strony uzasadnię swoją tezę. Otóż ludzie
            pozbawieni praw wyborczych mogą zostać też pozbawieni swojej reprezentacji w
            parlamencie, nawet jeśli ja mieli. Wystarczy że w nowych wyborach nikt nie
            zagłosuje na nich. Wtedy parlament może bez przeszkód uchwalać ustawy, które
            pozbawią innych praw ludzi bez praw wyborczych. A „prawa”, które mogą być
            ludziom odebrane, których nie broni władza, nie są prawami a tylko rodzajem
            łaskawości.

            No i co teraz biedny tępaku, czy nadal będziesz twierdził, że dokowski obniżył
            poziom?

            • Gość: Dunduś Re: Tak, tak, to ja, ten sam IP: 66.98.180.* 14.12.04, 11:47
              >Widziałeś być może takie jak ta i też bardziej dojrzałe, ale zrozumiałeś tylko
              >te najprostsze

              Być może; teksty płytkie, półprawdziwe, ćwierćprawdziwe, nieprawdziwe, szydercze, oszczercze czytam pobieżnie lub wcale, grafomanów ignoruje, a chamów na straty spisuje. Co rozumienia i rozumu jako tako kompleksów nie mam, nigdy nie zawiódł mnie w potrzebie, więc nie nazywaj głupkiem kogoś kogo nie znasz.

              >Nie odróżniasz terminologii prawniczej od mowy potocznej. Ja pisałem używając
              >terminów prawniczych ?podmiot prawa? i ?podmiot obowiązku?. Twoje komentarze na
              >temat obowiązków i radości są delikatnie mówiąc infantylne.

              Acha, więc to forum prawnicze, a może prawików? Oczywiście wszystko można górnolotnie nazwać i zdefiniować, nawet orgazm, czy stan zakochania (jakieś chemiczne reakcje).

              >Demaskujesz tutaj swoją komuszą duszyczkę tym nawiązaniem do
              >jakichś ?instytucji?. Ja piszę o uznaniu praw dzieci i o poszanowaniu tych praw
              >przez rodziców.

              Prawo już jest, nie jest sztuką mnożenie głupawych martwych przepisów, tylko ich egzekwowanie.

              >Na moim celowniku, jeżeli już dywagujesz w takich trywialnych kategoriach,
              >znaleźli się tylko okrutni ojcowie (nie moja wina, że akurat religijni są
              >bardziej okrutni), więc nie broń ich, abyś się nie skompromitował jeszcze
              >bardziej.

              A jednak traumatyczne dzieciństwo, obsesja antyreligijna prawdopodobnie jest uleczalna, polecam kontakt z odpowiednimi terapeutami. Obelga antyklerykała jest nawet dla mnie komplementem, bo oznacza, że pomimo zmasowanej nagonki mózg jeszcze mi się nie zlasował. Bronić nikogo przed religijnymi rodzicami nie musiałem i jestem dumny z tego, że w takim środowisku się wychowałem.

              > Ale to też już kiedyś było, tylko w innym wydaniu, np. Hitlerjugend.

              >Nie wierzę, żeby to byli dobrzy ludzie, troszczący się o prawa człowieka. Chyba
              >pomieszało ci się dobro ze złem.

              I tak i nie. Troszczyli się o prawa Niemców, a gdy ci zawiedli furrera, być może mieli zamiar ich zlikwidować jako niegodnych bycia nadludźmi (słowa samego Adolfa). Natomiast byli doskonałym przykładem oderwania od ?ciemnogrodu? i przekazania pod skrzydełka instytucji.

              >Spróbuj to jakoś uzasadnić. Ja ze swej strony uzasadnię swoją tezę. Otóż ludzie
              >pozbawieni praw wyborczych mogą zostać też pozbawieni swojej reprezentacji w
              >parlamencie, nawet jeśli ja mieli. Wystarczy że w nowych wyborach nikt nie
              >zagłosuje na nich. Wtedy parlament może bez przeszkód uchwalać ustawy, które
              >pozbawią innych praw ludzi bez praw wyborczych. A ?prawa?, które mogą być
              >ludziom odebrane, których nie broni władza, nie są prawami a tylko rodzajem
              >łaskawości.

              Przedszkolaki przy urnach i w parlamencie? Nie jednak nie podejmę się tego to zbyt trudne.

              >No i co teraz biedny tępaku, czy nadal będziesz twierdził, że dokowski obniżył
              >poziom?

              Jak najbardziej, a może zawsze taki był?
              • dokowski Brawo, widzę pewien postęp, dorastasz 14.12.04, 17:35
                Gość portalu: Dunduś napisał(a):

                > Prawo już jest, nie jest sztuką mnożenie głupawych martwych przepisów, tylko
                ich egzekwowanie.

                Coś jakby próba nawiązania do meritum. Pominąłeś jednak problem następstwa
                czasowego, najpierw prawo trzeba napisać, a potem dopiero można je egzekwować.
                A ja proponuję napisanie nowych praw, których dzieci nie mają.

                > A jednak traumatyczne dzieciństwo (...)

                Ale jednak wrodzone chamstwo zwyciężyło, znów argumentujesz w swoim stylu.
          • kocia_noga Re: Chyba nie rozumiesz tego pojęcia 15.12.04, 12:32
            Dundusiu, słowo "bynajmniej" oznacza tyle, co "wcale nie " , zas ty używasz go
            tak , jakby oznaczało "przynajmniej".Wybacz , mam na to alergię .
            • Gość: Dunduś Re: Chyba nie rozumiesz tego pojęcia IP: 66.98.180.* 15.12.04, 14:14
              Ech, nie wiem czy to słowo miało dla ciebie tutaj jakieś negatywny wydzięk. Powiem tylko, że miałem na myśli to, iż nikt nie ma obowiązku posiadania dziecka i jego wychowywania - kto go nie chce, po prostu go nie ma.

              Generalnie nie mam nic przeciwko dzieciom, uważam, że należy im się ochrona prawna przed rodzicami patologicznymi i to nie ważne, czy w coś wierzących czy nie. Natomiast proponowana tutaj forma jej realizacji jest dla mnie nie do przyjęcia.

              Poza tym szanowny ynteligent - autor całego zamieszania, próbuje tutaj wmieszać w zagadnie wiarę i to w jakże płytkim stylu Środy, cytującej wyrazy w stylu
              (..) wyraz A(..) wyraz B (...) wyraz C (...). Oczywiście nie informuje ona o wykropkowaniach i powstają wskutek tego niepełnosprawne zdania.

              Niedawno znalazłem też ciekawą stronkę o antyklerykaliźmie i wielu przemilczanych względem niego sprawach - polacam zainteresowanym.

              jerzyrobertnowak.com
              I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć pasjonującą wymianę myśli w tym wątku dotyczących popularyzacji pajdokracji.
              • dokowski Nie namawiam do głosowania na dzieci, przeciwnie.. 17.12.04, 22:24
                Gość portalu: Dunduś napisał(a):

                > wątku dotyczących popularyzacji pajdokracji.

                ... gdyby doszło do kampanii wyborczej z udziałem dzieci, to byłbym
                przeciwnikiem tych partii, które wysunęły nieletnich kandydatów. Uważam się za
                przeciwnika pajdokracji w sensie politycznym. Jestem po prostu liberałem, więc
                popieram emancypację. A zagrożenia nie ma. Emancypacja kobiet nie spowodowała,
                że kobiety głosują na kobiety, bo są kobietami. Nikt nie idzie do urn głosować
                dla formy. Ludzie bez poczucia odpowiedzialności po prostu nie głosują w ogóle.

                Natomiast „pajdokrację” w rozumieniu pedagogicznym postrzegam jako zamierzoną,
                wyrafinowaną obelgę, którą posługują się socjaliści w ramach propagandy metod
                wychowawczych polegających na praniu mózgu, socjalizacji i resocjalizacji.
                Uczciwy pedagog powinien być więc dumny, kiedy jakiś komuch nazwie go
                pajdokratą.

                • kocia_noga Re: Nie namawiam do głosowania na dzieci, przeciw 25.12.04, 10:57
                  dokowski , coraz bardziej wygląda to dla mnie tak , jakby twoje rozumowanie
                  szlo następującym torem : najpierw mieli prawa wyborcze mężczyźni - potem ten
                  mniej rozumny i mniej dojrzały rodzaj - kobiety ( i nic się złego nie stało) ,
                  więc teraz przychodzi kolej na jeszcze mniej rozumny i dojrzały rodzaj ludzi -
                  dzieci .Bo zdaje się , nie widzisz różnicy między dojrzałym człowiekiem a
                  dzieckiem .Oczywiście , są dziewczyny nad wiek mądre i dojrzałe, chłopcy też ,
                  ale prawa przykrojone są do przeważającego ogółu , jeśli nikt nie
                  cierpi .Młodzież , zdaje mi się ,nie cierpi z powodu braku prawa do
                  głosowania , skąd więc ta twoja troska ?
                  A co do antypedagogiki , to dobrze najpierw znać pedagogikę , zanim się
                  człowiek zajmie tą anty - podobnie , jak dobrze umieć narysować modela z natury
                  i realistycznie, zanim się zacznie rysunek abstrakcyjny.
                  • dokowski Dajesz w ten sposób wyraz jedynie swoim ... 25.12.04, 11:51
                    kocia_noga napisała:

                    > najpierw mieli prawa wyborcze mężczyźni - potem ten
                    > mniej rozumny i mniej dojrzały rodzaj - kobiety

                    Twoje insynuacje oscylują na granicy chamstwa. Nigdy nie pisałem tutaj ani nie
                    dawałem wsparcia takim poglądom.

                    > nie widzisz różnicy między dojrzałym człowiekiem a dzieckiem

                    Widzę różnicę między mądrą 16-stką a jakimś prymitywnym 20-sto letnim menelem.
                    Nie rozumiem dlacsego tak uparcie bronisz przewagi takiego menela.

                    > Oczywiście , są dziewczyny nad wiek mądre i dojrzałe, chłopcy też ,
                    > ale prawa przykrojone są do przeważającego ogółu

                    To są prawa niemoralne, prawa wrogie wolności i godności człowieka.

                    > Młodzież , zdaje mi się ,nie cierpi z powodu braku prawa do głosowania

                    Tylko ci się zdaje.

                    > A co do antypedagogiki , to dobrze najpierw znać pedagogikę , zanim się
                    > człowiek zajmie tą anty

                    I znów ta chamska maniera mętnych insynuacji. Tak bełkotać może każdy, spróbuj
                    napisać coś z sensem, żeby było chociaż widać, że rozumiesz znaczenie
                    słowa "pedagogika". Napisz lub zacytuj uczciwie, czego twoim zdaniem nie
                    rozumiem ja, zanim to skrytykujesz. Próbuję już od jakiegoś czasu uczyć cię
                    uczciwości w dyskusji, ale wygląda na to, że to cię przerasta. Spróbuj się
                    ostatni raz skoncetrować i wykrzesać z siebie odrobinę wolnej woli, bo twoja
                    reputacja nieuczciwego dyskutanta się ustali.
                    • kocia_noga Re: Dajesz w ten sposób wyraz jedynie swoim ... 25.12.04, 15:13
                      Po tej twojej odpowiedzi coz mi zostaje dodac - rob jak uwazasz i ustalaj mnie
                      sobie gdzie ci wygodnie, ale ja odchodze - takim tonem nie mam ochoty
                      dyskutowac z nikim .
                      • dokowski A ja wierzę, że kiedyś zrozumiesz, na czym ... 27.12.04, 20:48
                        ... polega kultura dyskusji

                        kocia_noga napisała:

                        > Po tej twojej odpowiedzi

                        Znów nic nie zacytowałaś i nie skomentowałaś, to twój największy grzech

                        > ja odchodze

                        Będąc optymistą, nie żegnam cię.

                        • kocia_noga Re: A ja wierzę, że kiedyś zrozumiesz, na czym .. 29.12.04, 19:27
                          dokowski napisał:

                          > ... polega kultura dyskusji
                          >
                          postanowiłam ci odpowiedzieć jednak , ponieważ wkładasz w to forum sporo pracy -
                          relacjonujesz przeczytane artykuły i książki , zastanawiasz się nad
                          odpowiedziami.
                          Teraz napisałes,że masz nadzieję ,że keidyś zrozumiem , na czym polega kultura
                          dyskusji , znaczy ,że ty to rozumiesz , a ja na razie nie.
                          Bądź wobec tego tak łaskaw i poucz mnie trochę w tej materii - żeby ułatwić mi
                          zrozumienie.
                          • dokowski Już więcej nie muszę Cię pouczać 29.12.04, 23:38
                            kocia_noga napisała:

                            > dokowski napisał:
                            >
                            > > ... polega kultura dyskusji
                            > >
                            > postanowiłam ci odpowiedzieć

                            O to chodzi - cytat do którego się chcesz odnieść

                            > Bądź wobec tego tak łaskaw i poucz mnie trochę w tej materii

                            I komentarz do tego cytatu związany z meritum. Nie sugeruj, że twój rozmówca
                            napisał coś więcej niż możesz zacytować.

                            Wyższą sztuką jest dzielenie się własnymi poglądami na dany temat. Przy okazji,
                            nigdy nie traktuj forum jak źródła wiedzy - to tylko dyskusja z ludźmi
                            całkowicie niewiarygodnymi. Wiedzę czerp z poważnych książek - a to co tutaj
                            czytasz traktuj wyłącznie jako dyskusyjne opinie i stosownie do tego się odnoś.
                            • dokowski Napisz po prostu, co sądzisz o stanie praw dziecka 29.12.04, 23:59
                              czy mają akurat tyle ile powinny, czy może za mało lub za dużo?
                            • kocia_noga Re: Już więcej nie muszę Cię pouczać 30.12.04, 10:48
                              dokowski napisał:

                              > O to chodzi - cytat do którego się chcesz odnieść
                              >
                              > > Bądź wobec tego tak łaskaw i poucz mnie trochę w tej materii
                              >
                              > I komentarz do tego cytatu związany z meritum. Nie sugeruj, że twój rozmówca
                              > napisał coś więcej niż możesz zacytować.
                              >

                              Rozczarowałam się troszkę .Przyznaję,że lepiej jest zacytować fragment , do
                              którego odpowiedź się odnosi , i że akurat tego często zaniedbuję -
                              fakt .Zastanawiałam się, co miałes na myśli pisząc o pouczaniu - czy to ,że sam
                              wiesz, ale nie stosujesz, czy że wiesz i praktykujesz.
                              Ponieważ napisałeś byłeś :
                              I znów ta chamska maniera mętnych insynuacji. Tak bełkotać może każdy, spróbuj
                              napisać coś z sensem, żeby było chociaż widać, że rozumiesz znaczenie
                              słowa "pedagogika". Napisz lub zacytuj uczciwie, czego twoim zdaniem nie
                              rozumiem ja, zanim to skrytykujesz. Próbuję już od jakiegoś czasu uczyć cię
                              uczciwości w dyskusji, ale wygląda na to, że to cię przerasta. Spróbuj się
                              ostatni raz skoncetrować i wykrzesać z siebie odrobinę wolnej woli, bo twoja
                              reputacja nieuczciwego dyskutanta się ustali.
                              a więc napisałes to , nie odnosząc do jakiegoś konkretnego fragmentu mojej
                              wypowiedzi - a zatem wiesz, ale nie stosujesz.Wybacz, dokowski , takich
                              nauczycieli akurat mi nie potrzeba.
                              Dodam ,że takie słowa , jak "chamska maniera" ,"mętne
                              insynuacje" , "bełkotanie",a także : " ja wierzę, że kiedyś zrozumiesz, na
                              czym ...
                              polega kultura dyskusji
                              Kiedy stawiasz taki arogancki zarzut, to zacytuj coś na jego poparcie. Inaczej
                              to są puste słowa, świadczące tylko o złości i kłótliwości" - to inny cytat -
                              "arogancki zarzut" ,"puste słowa" , czy : " nie kłam więc tu
                              bezczelnie, że dzieci mają prawa i nie mają obowiązków i nie nazywaj się przy
                              tym feministką!" ...to z innego cytatu "nie kłam bezczelnie" ....a więc
                              podsumowując , takie sformułowania , jak zacytowane , zniechęcają mnie do
                              dyskutowania - nie będę ich oceniać pod względem kultury lub jej braku - piszę
                              o skutkach.

                              > Wyższą sztuką jest dzielenie się własnymi poglądami na dany temat. Przy
                              okazji,
                              Tu przyznaję ci rację , to rzeczywiściem sztuka , aliści pewnie i ty miałes
                              takie doświadczenie ,że pogląd nawet najprościej i najczytelniej wyłożony
                              spotkał się z niezrozumieniem .Chciałabym móc nauczyć się tak wyrażać
                              mysli,żeby były jaknajbardziej zrozumiałe ,ale wiem,że rozumienie i
                              wnioskowanie z tekstów zależy w dużej mierze od odbiorcy - nie mam więc
                              złudzeń.Co do wiarygodności ludzi tu pisującyc h - sama wyrabiam sobie opinie,
                              komu zaufać .I tu dochodzimy do meritum .To , o czym piszesz , już jest
                              przedmiotem refleksji a i praktyki - to tzw antypedagogika .Znam tylko jedną
                              książkę ,Hubertusa von Schoenbecka "Antypedagogika" , wiem ,że w Polsce
                              działają ludzie ogarnięci tą postawą wychowawczą .Nawet oni jednak nie
                              wywyższają się i nie sądzą ,że wiedzą lepiej , co dzieciom potrzebne.Chodzi mi
                              o prawa wyborcze .
                              > nigdy nie traktuj forum jak źródła wiedzy - to tylko dyskusja z ludźmi
                              > całkowicie niewiarygodnymi. Wiedzę czerp z poważnych książek - a to co tutaj
                              > czytasz traktuj wyłącznie jako dyskusyjne opinie i stosownie do tego się
                              odnoś.
                              Jasne.Przeczytawszy kilka twoich tekstów natrafiłam na takie, które wskazują,że
                              nie posiadasz rozeznania w psychologii , socjologii czy filozofii - niektóre
                              zaś dziedziny znasz chyba dobrze, w każdym razie lepiej niż ja - i w tych
                              sprawach ci wierzę.Natomiast gdy wchodzisz na tereny sobie nieznane ,moja wiara
                              się kończy.
                              Pouczanie przez kogoś mądrzejszego mi nie ubliża.

                              • dokowski Kłamiesz. Znów nieuczciwa. Przestaje wierzyć w ... 30.12.04, 22:31
                                ... w twoją dobrą wolę.

                                kocia_noga napisała:

                                > Ponieważ napisałeś byłeś :
                                > I znów ta chamska maniera mętnych insynuacji. Tak bełkotać może każdy
                                > (...)
                                > napisałes to , nie odnosząc do jakiegoś konkretnego fragmentu mojej
                                > wypowiedzi

                                Śmieszna jesteś kłamiąc w żywe oczy, kiedy każdy może sprawdzić, że obydwie
                                twoje mętne insynuacje zacytowałem, że każdy swój zarzut tego typu umieszczam
                                pod cytatem. Dwa twoje cytaty jawnie zaliczyłem do insynuacji.
                    • ilmatar W sprawie chamstwa i zarozumialstwa 31.12.04, 15:18
                      Pozwolę sobie na wydobycie elementów agresywnych i arogacnkich, po to żeby wskazać jak łatwo
                      kogoś obsmarować, a jak trudno siebie utemperować. Zauważ, że piszę krytycznie o słowach i
                      zachowaniu, nie o człowieku.

                      Kolega napisał do Kociej_nogi mało konstruktywny post na temat możliwości ludzkiego umysłu i
                      trzebienia złych manier metodą charczenia:

                      > Twoje insynuacje oscylują na granicy chamstwa.

                      > I znów ta chamska maniera mętnych insynuacji. Tak bełkotać może każdy, spróbuj
                      > napisać coś z sensem, żeby było chociaż widać, że rozumiesz znaczenie
                      > słowa "pedagogika".

                      > Próbuję już od jakiegoś czasu uczyć cię

                      Czy znasz podejście sprawiedliwego spojrzenia na samego siebie?
                      Nie musisz odpowiadać.
                      Gdzieś mi już anonsowałeś, że Twoja cierpliwość może się skończyć i "przestaniesz być grzeczny".
                      Widzę, że to może szybko nastąpić ;-)
                      • kocia_noga Re: W sprawie chamstwa i zarozumialstwa 01.01.05, 17:55
                        dokowski, dołączam do innych dziewczyn ignorujących ciebie na tym forum -
                        teraz już dokładnie wiem , dlaczego .Wyobrażam sobie , jak funkcjonujesz w
                        domu , twoja obsesja damskich bokserów wynika z twoich problemów z własną
                        agresywnością .Już wiele osób przede mną ci to pisało .Potrafiłabym
                        odpowiedzieć ci w takim samym stylu -też potrafię - ale nie lubię i do niczego
                        mi to nie potrzebne.Swoich problemów nie załatwisz ani w ten sposób ani na tym
                        forum .Napisałam to , bo im więcej osób ci zwróci na to uwagę, tym większa
                        szansa, że jednak coś z tego do ciebie dotrze. Jeżeli dziesiąta osoba mówi
                        ci ,że masz ogon - obejrzyj się za siebie.Twoich bluzgów już nie przeczytam -
                        lądujesz w kill file'u.
                        • dokowski Wcześniej tego nie zauważyłem, to klasyczny objaw 22.01.05, 23:36
                          kocia_noga napisała:

                          > Wyobrażam sobie , jak funkcjonujesz w domu , twoja obsesja damskich
                          > bokserów wynika z twoich problemów z własną agresywnością .

                          Żródłem takich wyobrażeń są zawsze własne doświadczenia. Ja sobie niczego nie
                          wyobrażam na temat dyskutantów, nie atakuję ich, zawsze piszę merytorycznie na
                          temat wątku, atakuję tylko to, co inni napiszą.

                          Kocia noga to klasyczny przypadek dyskutanta nieuczciwego, który się obraził za
                          to, że tę nieuczciwość zdemaskowałem, pokazując każdy jej chwyt poniżej pasa,
                          jaki stosuje w dyskusji. Ale to nie ma znaczenia. Najważniejszy jest temat tego
                          wątku.

                          Podnoszę ten wątek, bo uważam, że na cierpienia dzieci i okrucieństwo dorosłych
                          trzeba stale zwracać uwagę. Wrogowie dzieci mnie nie zniechęcą, damscy
                          bokserzy, zakompleksione baby i wszyscy, którzy boją się dać dzieciom więcej
                          praw, muszą wiedzieć, że są ludźmi złymi, gorszymi niż ci, którzy kiedyś nie
                          chcieli dać praw kolorowym i kobietom.
                      • dokowski Szkoda, że zacytowałaś tylko moje odpowiedzi... 22.01.05, 23:51
                        ... na chamskie teksty, których nie zacytowałaś. Odpowiedzi na chamstwo, gdy
                        się je czyta same, nie brzmią przyjemnie, zresztą moim zamierzeniem było, aby
                        nie brzmiały przyjemnie.

                        Zaczynam wątek na jakiś temat ogólny i oczekuję dyskusji na ten temat, nie
                        atakuję nikogo personalnie i staram się zniechęcić tych, którzy zamiast
                        krytykować moje poglądy, usiłują np. obrażać mojego Stwórcę na podstawie swoich
                        o Nim wyobrażeń, albo np. przekręcają moje słowa tak, aby antytezy wkładać mi w
                        usta jako tezy. Takich ludzi z premedytacją staram się zniechęcić do podpinania
                        się pode mnie, stąd moje ostre słowa. Chcę żeby odczuli, że traktuję ich jak
                        śmieci, bo chcę ograniczyć grono dyskutujących w moich wątkach, aby mi ich nie
                        zaśmiecali.

                        Każdy uczciwy dyskutant, każdy kulturalny dyskutant z tego forum wie, że nigdy
                        go od personam nie zaatakowałem, ani osobiście nie obraziłem. Dostało się tylko
                        nieuczciwym chamom.

                        Zauważ, że nawet twoją nieuczciwość w cytowaniu prawie zignorowałem, tylko
                        delikatnie zwracając ci na nią uwagę. Nie chcę cię obrażać ani nikogo za byle
                        co. Jestem więc wyrozumiały i pobłażliwy. Skup się więc na prawach dzieci, bo
                        to o nie tutaj chodzi.

                        Wchodzisz do wątku o prawach dzieci, więc napisz coś o nich, okaż odrobinę
                        dobrej woli.
    • Gość: Ida Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 14.12.04, 00:31
      Zgadzam się z Tobą ,Dokowski.To jest najważniejszy temat.Na punkcie dzieci mam
      absolutnego świra.Dla mnie dziecko to świętość.Należą mu się wszelkie możliwe
      prawa i przywileje.Dzieci nie są głupie i naiwne.Są doskonale
      mądre,spontaniczne,piękne w swojej naiwności.I...trzeba bronić ich za wszelką
      cenę.Gdy ktoś krzywdzi dziecko,to tak naprawdę krzywdzi samego siebie i cały
      świat...Może ten post jest zbyt patetyczny,ale oddaje wiernie stan mojego
      ducha.W sprawie dziecięcej mogę szczerze powiedzieć,że "wszystkie dzieci nasze
      są".Pozdrawiam.Ida
    • Gość: monikaannaj Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 16:39
      A co z obowiazkami i odpowiedzialnością? Kto zapłaci za ławkę zdemolowaną przez
      13 latka wracającego z wyborów?
      • dokowski Jego opiekun prawny (nie proponuję zmian w prawie) 14.12.04, 17:38
        Gość portalu: monikaannaj napisał(a):

        > A co z obowiazkami i odpowiedzialnością? Kto zapłaci za ławkę zdemolowaną
        przez
        >
        > 13 latka wracającego z wyborów?

        Proponuję na początek tylko rozszerzenie praw dziecka, tak jak niedawno
        rozszerzono prawa kobiet (najpóźniej w Szwajcarii).
        • Gość: monikaannaj Re: Jego opiekun prawny (nie proponuję zmian w pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 19:13
          Proponuję na początek tylko rozszerzenie praw dziecka, tak jak niedawno
          > rozszerzono prawa kobiet (najpóźniej w Szwajcarii).

          No jasne! Wszak kobieta dziecku równa - pod względem intelektualnym i
          emocjonalnym zapewne...

          Sądzisz że 13 letni gnojek ma wystarczajaca wiedzę i świadomość obywatelską aby
          głosować w wyborach - ale nie ma jej gdy trzeba wyobrazic sobie że za szkody
          trzeba płacić?

          Jakie obowiązki przewidujesz dla dzieci?
          • dokowski Jeśli nie ma, to nie zagłosuje 14.12.04, 23:23
            Gość portalu: monikaannaj napisał(a):

            > No jasne! Wszak kobieta dziecku równa - pod względem intelektualnym i
            > emocjonalnym zapewne...

            Kiedyś damscy bokserzy tak samo szydzili z kobiet: "No jasne! Wszak mężczyzna
            kobiecie równy - pod względem intelektualnym i emocjonalnym zapewne..."

            Nie rozumiesz?! W procesie emancypacji nie chodzi o równość w takim twoim
            jakimś socjalistycznym rozumieniu, ale o równość praw w rozumieniu liberalnym

            > Sądzisz że 13 letni gnojek ma wystarczajaca wiedzę i świadomość obywatelską

            Jeden ma a inny nie ma. Przeciętny 13-latek ma więcej wiedzy i świadomości niż
            przeciętny dorosły menel czy żul.

            > za szkody trzeba płacić?

            Za szkody płacą rodzice.

            > Jakie obowiązki przewidujesz dla dzieci?

            Jako infantysta jestem liberałem, tak samo jak feministki. Feministki nie
            walczą o obowiązki dla kobiet, ale o prawa kobiet. Więcej logiki! Ja walczę o
            prawa dzieci.
            • Gość: monikaanaj Re: Jeśli nie ma, to nie zagłosuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.04, 14:07
              Nie łapiesz ironii dokowski, czy tylko tak się droczysz? Poza tym nie tylko
              damscy bokserzy tak sądzili; większosc mężczyzn była tego zdania.

              I co to ma niby znaczyc "w twoim socjalistycznym rozumieniu"? Liberalizm nic
              nie ma do powiedznia nt obowiazków?
              • dokowski Nic 15.12.04, 22:52
                Gość portalu: monikaanaj napisał(a):

                > Liberalizm nic nie ma do powiedznia nt obowiazków?

                Podobnie jak feminizm nie definiuje obowiązków kobiety
                • Gość: monikaannaj Re: Nic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 13:56
                  Czyli liberałowie proponują powstanie społeczeństwa w którym nikt nie ma
                  żadnych obowiazków?
                  • dokowski W pewnym sensie tak, w innym nie 17.12.04, 22:29
                    Gość portalu: monikaannaj napisał(a):

                    > Czyli liberałowie proponują powstanie społeczeństwa w którym nikt nie ma
                    > żadnych obowiazków?

                    Istnieje w prawie pojęcie „podmiot obowiązku”. Pojęcie to pokazuje, że istnieją
                    takie prawa (wśród zdefiniowanych praw człowieka i obywatela), że jeśli ktoś
                    zdecyduje się z nich skorzystać, to implikuje to przymus pracy na rzecz tego
                    prawa pewnych osób. Przykłady takich praw to prawo do opieki, prawo do edukacji
                    czy prawo do czystości środowiska naturalnego.

                    Gdy dziecko korzysta z prawa do opieki, to implikuje obowiązek dla jego
                    opiekuna prawnego. Np. gdy jest głodne, to rodzice mają obowiązek nakarmić
                    dziecko.

                    Gdy dziecko korzysta z prawa do edukacji, to implikuje obowiązki nie tylko dla
                    rodziców (obowiązek zapisania dziecka do szkoły), ale także dla urzędników
                    odpowiedzialnych za pilnowanie standardów nauczania. Muszą oni kontrolować
                    poziom nauczania w szkołach, przygotowywać testy i egzaminy itd. Każdy rząd ma
                    obowiązek takich urzędników utrzymywać.

                    Natomiast z prawa do środowiska korzysta każdy w każdej chwili, więc aktualne
                    są implicite obowiązki oczyszczania trujących ścieków i dymów z kominów.

                    Powyższy dualizm: „podmiot prawa – podmiot obowiązku”, z punktu widzenia
                    liberalnego ideału prawa powinien być jedynym źródłem obowiązków. Dobre prawo
                    nie powinno określać żadnych autonomicznych obowiązków, żadnych takich, które
                    nie wynikałyby bezpośrednio z treści praw człowieka.

                    Aby pokazać mniej banalne zastosowanie tej liberalnej zasady prawa, rozważmy
                    prawo do wolności i bezpieczeństwa. Jest dla każdego liberała oczywiste, że
                    każdy człowiek ma prawo do ochrony przed zakusami tych, którzy pragną obrócić
                    go w niewolnika. A konieczność ochrony implikuje istnienie pewnego podmiotu
                    obowiązku, zwanego armią, gdyż jest oczywiste, że żaden liberał, nawet
                    uzbrojony po zęby, nie jest w stanie sam, ani przy pomocy przyjaciół, obronić
                    siebie i swojej rodziny przed armią sąsiedniego państwa. Idąc dalej widzimy, że
                    żadne kraje cywilizowane nie są w stanie permanentnej wojny, a więc jest
                    oczywiste, że w okresie pokoju wystarcza stosunkowo nieliczna armia zawodowców,
                    miłośników żołnierki, którzy sami na ochotnika zgłosili się do wojska. Tak samo
                    oczywiste jest, że w rzadkich przypadkach wybuchu wojny nie da się nagle 10-
                    krotnie zwiększyć liczebności armii zawodowej. Jest więc końcowy wniosek tej
                    implikacji jest taki, że prawo liberalne powinno określać obowiązek powszechnej
                    służby wojskowej w wypadku zagrożenia agresją z zewnątrz.

                    Każdy obowiązek powinien wynikać bezpośrednio z jakiegoś prawa człowieka i
                    służyć osobie, która z tego prawa korzysta.

                    Do takich obowiązków zaliczam też zobowiązania, czy coś, co wynika z umowy
                    zawartej pomiędzy dwoma podmiotami. Każde dwa podmioty mogą stworzyć w tym
                    sensie nowe prawo, np. takie, że jeden zobowiązuje się pracować dla drugiego.
                    Obowiązek pracy danej osoby wynika więc z tej samej zasady, może istnieć tylko
                    wtedy, gdy ktoś wcześniej nabędzie ma prawo do korzystania z pracy tej osoby.
                    Prawo liberalne implikuje więc zasadę, że cudzą pracę trzeba sobie kupić, że
                    uczciwy pracodawca powinien najpierw kupić sobie prawo do czyjejś pracy, zanim
                    powstanie taki nowy obowiązek pracy wynikający z umowy. Kto nie ma duszy
                    liberała, ale totalitarysty, ten myśli, że obowiązki są ważniejszą niż prawa
                    częścią prawa, że prawa można mieć tylko pod warunkiem wywiązywania się z
                    pierwotnych obowiązków – takie totalitarne myślenie owocuje zasadą, że płacimy
                    pracownikom za pracę „z dołu”, podczas gdy dla liberała jest oczywiste, że za
                    pracę powinno się wolnemu człowiekowi płacić „z góry”.

                    Oczywiście umowa może przewidywać zapłatę „z góry” z opóźnieniem, to nie
                    oznacza jeszcze zniewolenia pracownika przez pracodawcę, jeśli umowa o pracę
                    zakłada „odprawę” w razie jej rozwiązania. Dla każdego liberała jest bowiem
                    oczywiste, że pracodawca nie tylko kupuje pracę pracownika, ale sam fakt
                    zawarcia umowy o pracę jest w rzeczywistości aktem kupna części wolności
                    przyszłego pracownika – odprawa jest więc tylko spóźnioną zapłatą za to
                    ograniczenie wolności.
      • kocia_noga Re: Sądzę, że to jest najważniejszy temat 15.12.04, 12:39
        Dokładnie . Tyle praw, ile obowiązków.
        • dokowski A więc uważasz, że feministki powinny walczyć ... 15.12.04, 22:51
          ... o obowiązki dla kobiet?

          kocia_noga napisała:

          > Dokładnie . Tyle praw, ile obowiązków.

          Stawiasz sprawy na głowie. Liberałowie mają walczyć o obowiązki dla obywateli?!

          Żadna grupa nie ma tylu obowiązków co dzieci. Sam obowiązek posłuszeństwa wobec
          dorosłych przewyższa sumę wszystkich obowiązków, jakie mają dorośli.

          Tak jak feministki walczyć powinny o prawa dla kobiet, tak samo ja –
          infantysta – pragnę walczyć o prawa dla dzieci.
          • paanika Re: A więc uważasz, że feministki powinny walczyć 16.12.04, 04:07
            dokowski napisał:
            >
            > Żadna grupa nie ma tylu obowiązków co dzieci. Sam obowiązek posłuszeństwa
            wobec
            >
            > dorosłych przewyższa sumę wszystkich obowiązków, jakie mają dorośli.


            Nie rozumiem. Jak mozna porownac obowiazek posluszenstwa dzieci z obowiazkami
            doroslych? Moglbys sprecyzowac...


            • dokowski Re: A więc uważasz, że feministki powinny walczyć 17.12.04, 22:30
              paanika napisała:

              > Nie rozumiem. Jak mozna porownac obowiazek posluszenstwa dzieci z obowiazkami
              > doroslych? Moglbys sprecyzowac...

              Zasada posłuszeństwa dzieci wobec dorosłych nie ogranicza w żaden sposób
              zakresu dziecięcych obowiązków. Rodzice i opiekunowie dziecka mogą wymagać od
              dziecka wykonywania różnych prac i określonych zachowań praktycznie przez cały
              czas aktywności dziecka. Jeżeli np. praca rodziców jest fizycznie wykonalna dla
              dzieci, to rodzice mogą teoretycznie kazać dzieciom wykonać całą tę pracę za
              siebie nic za nią dziecku nie płacąc.

              Można sobie wyobrazić, że matka pracuje jako baby sitter i zabiera do pracy
              swoją córkę, że niby nie ma gdzie jej zostawić. A w rzeczywistości całą pracę
              każe wykonywać swojemu dziecku. Potem już we własnym domy dziecko ma nadal
              mnóstwo różnych obowiązków, musi chodzić po zakupy, gotować i sprzątać, a
              rodzice tylko rozkazują. Oczywiście takie skrajne patologie raczej się nie
              zdarzają, ale chciałem tylko obrazowo przedstawić prawną pozycję dziecka.
              Dziecko nie ma prawie żadnych praw, a w dodatku dorośli mogą go bezkarnie
              obciążyć o wiele większą liczbą obowiązków niż sami mają. Przeciętne dziecko ma
              za dużo obowiązków - jest traktowane przez rodziców jak pozbawiona godności
              maszynka do wykonywania obowiązków.
          • kocia_noga Re: A więc uważasz, że feministki powinny walczyć 16.12.04, 15:45
            Dokowski, chyba tobie nie musze pzrypominać o długachnej liście obowiązków
            kobiecych - ja, jako feministka , uważam, że konieczne jest , by prawa buyły
            adekwatne do obowiązków.
            Osoby które chcą być rzecznikami nie swoich interesów budzą moją nieufność.Poza
            tym, sam sobie przeczysz - dzieci mają prawa , nie obowiązki ; do
            obowiązkowości sa pzrygotowywane stopniowo , i wbrew temu , co piszesz, sądy
            dbają o prawa dzieci , a nie o prawa ich rodziców - po to sa m.in
            psychologowie w sądach - sama mam koleżankę pracująca od lat w takim
            charakterze .
            • dokowski Przy takim podejściu do dyskusji nie dogasz się 17.12.04, 22:41
              kocia_noga napisała:

              > sam sobie przeczysz

              Kiedy stawiasz taki arogancki zarzut, to zacytuj coś na jego poparcie. Inaczej
              to są puste słowa, świadczące tylko o złości i kłótliwości

              > dzieci mają prawa , nie obowiązki

              To jest oczywiste kłamstwo - taka antydziecięca propaganda, którą uprawiasz tu
              z pozycji aroganckiego dorosłego. Już w kilku postach tutaj udowodniłem, że
              dzieci są pozbawione bardzo wielu praw, natomiast mają nieograniczona liczbę
              obowiązków.

              Mógłbym wymieniać dowolnie długo obowiązki dzieci (sprzątanie, siedzenie
              prosto, chodzenie do łóżka wczesnym wieczorem, jedzenie "zdrowych"
              świństw, ...) - setki, tysiące obowiązków czynią z nich niewolników; mógłbym
              wymieniać prawa, jakich dzieci są pozbawione (prawo do niewracania na noc z
              imprezy, prawo do pracy i uczciwej płacy, prawo do swobodnego podróżowania, do
              demonstracji i zgromadzeń bez udziału dorosłych, ...) - nie kłam więc tu
              bezczelnie, że dzieci mają prawa i nie mają obowiązków i nie nazywaj się przy
              tym feministką!
              • arphar Re: Przy takim podejściu do dyskusji nie dogasz s 18.12.04, 05:29
                Ale... ale...
                Prawa przez Ciebie wymienione są, przepraszam, śmieszne. Poważnie. To znaczy,
                zależy to oczywiście od tego jaki zakres wiekowy masz na myśli pisząc "dzieci".
                Bo na przykład prawo do niewracanania na noc po imprezie do domu... no
                wiesz :). To sprawa bardzo indywidualna. Jednemu dzieciakowi można na to
                pozwolić gdy ma 10 lat (pytanie teraz pada co masz na myśli pisząc "impreza"),
                innemu zaś gdy ma dopiero 15 lat. Sprawa naprawde jest bardzo indywidualna.

                Jeśli zaś chodzi o obowiązki. Obowiązek siedzenia prosto, jedzenie zdrowych
                świństw, chodzenie do łóżka spać wczesnym wieczorem...
                To nie obowiązki. Z tego wszystkiego obowiązkiem jest tylko sprzątanie. I to
                też taki obowiązek, że aż strach :).
                Sprzątanie jest wyjątkowo łatwą pracą fizyczną z tych jakie nam się w życiu
                trafiają. A jak wiadomo, praca kształci ;). Poważniej to ujmując, nie można
                pozwolić, żeby nasze dziecko wyszło z domu z dwiema lewymi rączkami. Wiadomo,
                nie można przesadzać, trudno żeby "kazać" 5 letniemu dzieciakowi posprzątać
                połowę domu. Ale jak ze wszystkim, trzeba mieć po prostu głowę na karku.
                Co do reszty... można dzieciakowi nie kazać siedzieć prosto, nie kazać isć
                wcześnie spać, nie napychać go zdowymi świństwami. Ja tak miałem.
                Jak się tak dorośnie, uwież mi, bardzo, naprawde bardzo, cięzko potem jest te
                braki naprawić. Zdrowie jakie mam takie mam, żywiłem się głownie fastfood'ami.
                Chodzenie i siedzenie prosto wciąz jest dla mnie męczącą sztuczką, która
                doskonalę. A to, że nikt nigdy nie kazał mi wcześnie chodzić spać zakończyło
                się tym, że teraz jest 5 nad ranem, o 9 muszę wstać pisać biznesplan a wciąż
                nie mogę zasnąć. Czytaj - mam 4 godziny do rozpoczęcia pracy, która wymaga
                stuprocentowego wypoczęcia i pełnej gotowości do cięzkiej pracy umysłowej, a
                wciąz nie mogę zasnąć.

                Twoja wypowiedź niestety rozbija się w pył w zderzeniu z faktami.
                W naszym kraju mamy ogromną ilość przykładów co znaczy "bezstresowe wychowanie"
                w praktyce. Prawda jest taka, że trzeba mieć głowę na karku, dziecko szanować
                i, przedewszystkim, traktować je jako odrębną, kształtującą się i dającą się
                kształtować, jednostkę. Tyle :).

                PS. Czy naprawdę uważasz, że znasz pełną, prawdziwą i jedyną wykładnię
                feminizmu? Bo jeśli tak to z Twojej wypowiedzi wynika, że niestety chyba się
                mylisz.
                • dokowski To nie na temat 18.12.04, 11:30
                  arphar napisał:

                  > prawo do niewracanania na noc po imprezie do domu... no
                  > wiesz :). To sprawa bardzo indywidualna. Jednemu dzieciakowi można

                  Ja piszę o sytuacji prawnej, o prawach gwarantowanych przez Konstytucję, a Ty
                  piszesz o łaskawości rodziców wobec swojego kochanego (a czesem niekochanego)
                  niewolnika

                  > chodzenie do łóżka spać wczesnym wieczorem...
                  > To nie obowiązki.

                  Schodzisz do poziomu gry słów w dyskusji

                  > Z tego wszystkiego obowiązkiem jest tylko sprzątanie.

                  Nie tylko. Chłopskie dzieci często mają obowiązek ciężko pracować razem z
                  rodzicami, a poza tym mają obowiązek chodzić do szkoły i odrabiać lekcje.
                  Rodzice mają władzę obarczyć dowolnie dużą ilością obowiązków swoje pozbawione
                  praw dzieci.
                  • arphar Re: To nie na temat 18.12.04, 15:22
                    Alez konstytucja gwarantuje prawa dzieciom.
                    Ale jednoczesnie, slusznie, dzieci do 18 roku zycia sa pod opieka rodzicow badz
                    innego opiekuna. Co tez jest sluszne.
                    Jesli myslisz ze dzieci nie maja swoich praw to sie bardzo mylisz. Ale prawo do
                    niejedzenia zdrowych swinst, niesiedzenia prosto? hehehhe
                    • dokowski To kłamstwo antydziecęcej propagandy 18.12.04, 15:43
                      arphar napisał:

                      > Alez konstytucja gwarantuje prawa dzieciom

                      Dziecko nie ma praw wyborczych ani innych praw przysługujących dorosłym. Pomyśl
                      choć przez chwilę zanim następnym razem napiszesz tak oczywisty idiotyzm
                      • arphar Re: To kłamstwo antydziecęcej propagandy 25.12.04, 05:13
                        Boze. I co, niby maja dzieci miec prawa wyborcze?!
                        Prosze, nie osmieszaj sie.
                        A moze jeszcze maja miec prawo do adopcji innych dzieci? ROTFL
                        • dokowski Wygląda na to, że to ty się ośmieszyłeś. 25.12.04, 11:59
                          arphar napisał:

                          > Boze. I co, niby maja dzieci miec prawa wyborcze?!
                          > Prosze, nie osmieszaj sie.

                          Bo to znaczy, że nie zrozumiałeś wątku do którego wszedłeś. Prawa wyborcze dla
                          każdego obywatela, to fundament prawdziwego liberalizmu, który nazwałem
                          infantyzmem.

                          > A moze jeszcze maja miec prawo do adopcji innych dzieci?

                          Jeżeli 14-stka urodzi dziecko, to powinna mieć pełne prawa rodzicielskie,
                          ponieważ infantyzm głosi, że każdy obywatel powinien mieć równe prawa (dopóki
                          nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem sądu), niezależnie od płci, rasy,
                          wieku, wyznania, stanu zdrowia. Przeczytaj jeszcze raz wszystko, żebyś się
                          dalej nie ośmieszał.
                          • arphar Re: Wygląda na to, że to ty się ośmieszyłeś. 26.12.04, 05:37
                            Caly problem polega w tym ze ja sie smialem z twojego wolania o smieszne prawa
                            dla dzieci a nie z watku. Pozostaje mi po raz kolejny sie usmiechnac i nie
                            odpisywac Ci tutaj wiecej, skoro nie rozumiesz z czego sie smieje.

                            > Bo to znaczy, że nie zrozumiałeś wątku do którego wszedłeś. Prawa wyborcze
                            dla
                            > każdego obywatela, to fundament prawdziwego liberalizmu, który nazwałem
                            > infantyzmem.

                            Nazywaj to jak chcesz, dla mnie to glupota.
                            • dokowski Ale o to właśnie w tym wątku chodzi 27.12.04, 20:46
                              arphar napisał:

                              > Caly problem polega w tym ze ja sie smialem z twojego wolania o smieszne
                              prawa
                              > dla dzieci a nie z watku.

                              Nie wołam o żadne śmieszne prawa, ale o prawdziwe prawa człowieka i obywatela,
                              takie jak są w Konstytucji. Wołam o równa prawa dla każdego obywatela
                              (nieukaranego z kk).
                              • Gość: anrid Re: Ale o to właśnie w tym wątku chodzi IP: *.devs.futuro.pl 23.01.05, 17:45
                                Rozumiem o co chodzi dokowskiemu i podziwiam go za cierpliwość z jaką tłumaczy
                                to innym.
Pełna wersja