Gość: tad
IP: *.gimsat.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
23.12.04, 14:45
Kraj cały zastanawia się od pewnego czasu nad czynnikami sprzyjającymi
patologizacji życia rodzinnego, czy społecznego. Dokładam i ja swoją cegiełkę
do tych rozważań. Otóż, czynnikami takimi wydają się być aborcja i ateizm.
Niedawno, w programie "Warto rozmawiać", prowadzący podał informację o
przeprowadzonych w USA badaniach, z których wynika, że w rodzinach, czy
związkach w których kobieta dokonała aborcji ilość przypadków przemocy
wzrasta o 100% (co mało mnie dziwi). Równie ciekawe dane zamieścił
tygodnik "Głos" z 11 grudnia br. W artykule omawiającym raport "Diagnoza
społeczna 2003. Warunki i jakość życia Polaków", znaleźć możemy i taki
fragment: "W grupie niepraktykujących religijnie wskaźnik zagrożenia
patologią jest dwukrotnie wyższy niż wśród osób regularnie praktykujących i
różnica ta utrzymuje się także po wytrąceniu efektu wieku życia (wśród
regularnie praktykujących jest większy odsetek osób starszych niż wśród
niepraktykujących). Praktyki religijne są obok płci najsilniej różnicującym
patologizację pojedynczym czynnikiem". Warto - jako ciekawostę historyczną
dodać - że niewierzącym był np. Adolf Hitler. Brigitte Hamann w pracy "Wiedeń
Hitlera" cytuje deklaracje Adolfa w rodzaju "Mając trzynaście, czternaście,
piętnaście lat nie wierzyłem już w nic", informuje też, że "Rodzina Hitlera
nie była pobożna".
Uwagi moje dedykuję dr Środzie.