Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji

09.01.05, 20:03
Interesuje mnie grupa laczaca oba te poglady - jest tu taka? Bo ciekawa
jestem jak godzicie dbalosc o cudze "dzieci nienarodzone" z odmowa
jakiegokolwiek zainteresowania wobec dzieci narodzonych, ktore nie zawieraja
waszych genow.
    • Gość: dziewczyna Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: *.if.uj.edu.pl 10.01.05, 12:00
      A nie przyszlo ci do glowy, ze stosunek do aborcji moze nie miec nic wspolnego z
      brakiem ochoty na wychowywanie nie swojego dziecka?
    • Gość: BD Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: 195.164.48.* 10.01.05, 13:33
      Witam,

      e_wok napisała:

      > Interesuje mnie grupa laczaca oba te poglady - jest tu taka? Bo ciekawa
      > jestem jak godzicie dbalosc o cudze "dzieci nienarodzone" z odmowa
      > jakiegokolwiek zainteresowania wobec dzieci narodzonych, ktore nie zawieraja
      > waszych genow.

      Prponuję zamiast "przeciwników aborcji" podstawić w swoim pytaniu
      np. "przeciwników zabijania dzieci do lat pięciu". Sensu nie zmieni, a może coś
      rozjaśni. I życzę dojrzalszych pytań.

      pozdrawiam,

      BD
      • e_wok Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 10.01.05, 13:58
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Witam,
        >
        >
        > Prponuję zamiast "przeciwników aborcji" podstawić w swoim pytaniu
        > np. "przeciwników zabijania dzieci do lat pięciu". Sensu nie zmieni, a może
        coś
        >
        > rozjaśni.

        Moze jeszcze inaczej - "zwolennikow wprowadzenia obowiazku szkolnego dla
        plodow". To tez - dostosowujac sie do Twojego toku rozumowania - nie zmienia
        sensu. A moze cos rozjasni.
        • darr.darek Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 10.01.05, 15:01
          e_wok napisała:
          > > Prponuję zamiast "przeciwników aborcji" podstawić w swoim pytaniu
          > > np. "przeciwników zabijania dzieci do lat pięciu". Sensu nie zmieni, a może
          > > coś rozjaśni.
          >Moze jeszcze inaczej - "zwolennikow wprowadzenia obowiazku szkolnego dla
          >plodow". To tez - dostosowujac sie do Twojego toku rozumowania - nie zmienia
          >sensu. A moze cos rozjasni.

          E_wok, czy Ty jesteś z tych, które odrzucają logikę jako "patriarchalne
          ograniczanie feministycznej swobody myślenia " ???
          Idąc Twoim tropem myślenia, zróbmy obowiązek kształcenia w szkole podstawowej
          dla e_wok - to może dałoby jakiś efekt.
          • Gość: EWOK Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, IP: *.crowley.pl 10.01.05, 15:09
            co jest nie tak w rozumowaniu BD.
            • darr.darek Re: Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, 10.01.05, 16:38
              Gość portalu: EWOK napisał(a):
              > co jest nie tak w rozumowaniu BD.

              Akurat argument BD jest w pełni rozsądny i nie można mu zarzucić braku logiki.

              Coś nie tak ... jest w Twojej tezie o rzekomych niekonsekwencjach
              "godzenia dbalosci o cudze dzieci nienarodzone z odmowa jakiegokolwiek
              zainteresowania wobec dzieci narodzonych, ktore nie zawieraja waszych genow".

              Owa "dbałość o cudze dzieci nienarodzone" wynika z zasad humanizmu zakazujących
              zabijania innej istoty ludzkiej. Jeśli dla kogoś dziecko nienarodzone jest
              płodem podlegającym wyłącznym decyzjom matki, wówczas kończą się możliwości
              konsensusu w tym temacie między zwolennikami zaprezentowanych opcji. Rozpatrzyć
              należałoby Twoje pytanie z punktu widzenia obydwu opcji ideologicznych.

              Z kolei, ten Twój "brak zainteresowania dla obcych dzieci" to zwyczajny brak
              zgody na przymusowe utrzymywanie cudzego dziecka. Zasady humanizmu nie
              dopuszczają wręcz sytuacji, w których decyzja Sądu wymusza obligatoryjnie na
              Tobie np. utrzymywanie jakiegoś biednego, bezdomnego człowieka z Twojego
              osiedla.

              Po powyższym wyjaśnieniu.

              Przedstawiając temat wg opcji "dziecko nienarodzone jest człowiekiem", pytasz :
              "czy przeciwnik zabijania dzieci może być przeciwnikiem przymusowego
              utzymywania cudzego dziecka przez 25 lat".
              Czy zgodzisz się ze mną, że tylko idiota mógłby zadać takie pytanie ?

              Przedstawiając temat wg opcji "dziecko nienarodzone jest płodem do wyłaczej
              dyspozycji matki", pytasz :
              "czy przeciwnik specyficznych zabiegów ginekologicznych może być przeciwnikiem
              przymusowego utzymywania cudzego dziecka przez 25 lat".
              Czy zgodzisz się ze mną, że tylko idiota mógłby zadać takie pytanie ?

              • e_wok Re: Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, 10.01.05, 18:44
                Wniosek z twojego rozumowania wyplywa jeden - tylko i wylacznie kobiety maja
                dzieci. Czy zgadzasz sie ze mna, ze na poziomie ogolnej wiedzy na temat
                biologii jedynie idiota moglby myslec w ten sposob?
                • kocia_noga Re: Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, 10.01.05, 19:03
                  Panowie antyfeminiści nie łączą tych dwóch spraw , ponieważ nie o humanitaryzm
                  tu chodzi , tylko o zgodność z prawem .Spędzenie płodu - zbrodnią jest ,
                  przepędzenie dotychczas kochanego dziecka - nie , bo ani nie ma na to
                  paragrafu , ani autorytet moralny nie stwierdził naruszenia prawa
                  naturalnego.Tak to widzę.
                • darr.darek Re: Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, 11.01.05, 09:32
                  e_wok napisała:
                  > Wniosek z twojego rozumowania wyplywa jeden - tylko i wylacznie kobiety maja
                  > dzieci. Czy zgadzasz sie ze mna, ze na poziomie ogolnej wiedzy na temat
                  > biologii jedynie idiota moglby myslec w ten sposob?

                  E_wok, staram się porządkować Twój tok myslenia w dyskusjach i ciągle
                  podkreslśm, że logika jest podstawą, na której opiera się jakiekolwiek
                  wnioskowanie. A ty znowu tworzysz nieistniejące "przejścia logiczne" w
                  wyciąganiu wniosków i tworzysz z dyskusji cyrk.
                  Napisz mi Z CZEGO w moich wywodach, wynika ten bdurny wniosek, że tylko kobiety
                  mają dzieci.

                  P.S. Przecież tłumaczę jak dziecku.
                  • e_wok Re: Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, 11.01.05, 09:44
                    darr.darek napisał:

                    .
                    >
                    > P.S. Przecież tłumaczę jak dziecku.

                    Ale jakiemu? Temu nienarodzonemu, ktorym sie wszyscy interesuja, czy temu
                    urodzonemu, ktoremu jak najbardziej nalezy zafundowac traumatyczne przezycie,
                    zeby tylko ukochana kaske w kieszeni zachowac?
                    • Gość: ? Re: Wiec badz tak wielkoduszny i wyjasnij mi, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 02:52
                      > Ale jakiemu? Temu nienarodzonemu, ktorym sie wszyscy interesuja, czy temu
                      > urodzonemu, ktoremu jak najbardziej nalezy zafundowac traumatyczne przezycie,
                      > zeby tylko ukochana kaske w kieszeni zachowac?

                      Tylko skretynialym glupim babom moze przyjsc na mysl zestawienie zycia
                      ludzkiego z pieniedzmi,BEZ KOMENTARZA TO SAMO SIE BRONI.
          • Gość: gala Zadnych obowiązkow szkolnych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 18:57
            Nikogo nie powinno się przymuszać do chodzenia do szkoły.
            A nie narodzone dzieci też zbierają doświadczenie które wpłynie na jego życie
            • e_wok Re: Zadnych obowiązkow szkolnych 10.01.05, 19:11
              A gdzie w homo sapiens gromadza sie i sa przechowywane doswiadczenia zyciowe?
              • Gość: P.S.J. Re: Zadnych obowiązkow szkolnych IP: *.itpp.pl 12.01.05, 12:51
                > A gdzie w homo sapiens gromadza sie i sa przechowywane doswiadczenia zyciowe?
                >

                własne? - w mózgu
                cudze? - w memach
        • Gość: anty-aborcjonista Ewokowa logika IP: 209.101.135.* 11.01.05, 14:33
          i tyle. Mamusia popelnila aborcje na mozdzku pani?
          • e_wok Z koziej... trąba.. 11.01.05, 15:23
            jakby cokolwiek wiedzial o "aborcjonistach" wobec ktorych jest "anty" toby sie
            orientował, w jakim zakresie i w jakim ujeciu sprawa dotyczy mozgu. Ale nie
            wie. Wiec se plepla :-)
      • nietakasama Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 10.01.05, 19:09
        Pytanie było bardzo dojrzale i bez wątpienia nie pozbawione sensu.

        Bo trąci hipokryzją na kilometr postawa osoby, ktore sprzeciwia się aborcji, bo
        każde dziecko powinno przyjsć na swiat, każde zasluguje na opiekię i troskę
        nawet przed narodzeniem, ale z drugiej strony robi testy żeby się przekonać,
        czy dziecko urodzone przez jego kobiete jest jego... A jakie to ma znaczenie
        dla obrońcy poczetego życia?
        Obrońca poczetego życia szanuje i otacza opieką dziecko, ktore zeslał mu bóg-
        nawet jeśli genetycznie nie jest jego ojcem a jedynie partnerem matki tego
        dziecka.

        Pytanie było jak najbardziej sensowne i frapujace.
        • darr.darek nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁAMIESZ 11.01.05, 10:00
          nietakasama napisała:
          > Pytanie było bardzo dojrzale i bez wątpienia nie pozbawione sensu.
          > Bo trąci hipokryzją na kilometr postawa osoby(..)
          > każde dziecko powinno przyjsć na swiat, każde zasluguje na opiekię i troskę
          > nawet przed narodzeniem, ale z drugiej strony robi testy żeby się przekonać,
          > czy dziecko urodzone przez jego kobiete jest jego... A jakie to ma znaczenie
          > dla obrońcy poczetego życia?
          > Obrońca poczetego życia szanuje i otacza opieką dziecko, ktore zeslał mu bóg-
          > nawet jeśli genetycznie nie jest jego ojcem a jedynie partnerem matki tego
          > dziecka.


          Przypuśmy, że dowiedziałaś się po paru miesiącach od porodu, że jakiś pracownik
          oddziału położniczego podmienił Twoje dziecko z innym. Przypuśmy, że nie był to
          tylko wynik jego niefrasobliwości, ale działanie z premedytacją. Być może
          zrobił to na zlecenie pary, która chciała mieć dziecko zdrowsze bez obciążeń
          genetycznych, być może dali do zamiany noworodka przysposobionego od jakiejś
          narkomanki.
          Co robisz w takiej sytuacji po uzyskaniu wiedzy o przestępstwie i o tym, że
          wychowujesz nie swoje dziecko ? Wybaczasz sprawcy ? Wnosisz o sądu o niekaranie
          sprawcy i wnosisz do parlamentu o wykreślenie tego przestępstwa z kodeksu
          karnego ?
          Czy może chcesz ukarania sprawcy tak, aby żałował oszustwa do końca życia i
          odszukania swojego dziecka ?

          Sądzę, że wybrałabyś z podanych opcji zachowania, tą ostatnią. Więc po co
          pleciesz, że nieważne jest pokrewieństwo z dzieckiem ? Że nieważne czy masz z
          dzieckiem pokrewieństwo i każde obce dziecko objełabyś opieką i dobrowolnie
          przyjęłabyś na siebie obowiązek (egzekwowalny od tej chwili przez Prawo)
          utrzymywania i wychowywania tego dziecka.
          Kto tu jest hipokrytą ? Ktoś kto jasno rozdziela pewne tematy, czy ktoś kto
          plecie, plecie, a w realnych sytuacjach zachowuje się w skrajnie odmienny
          sposób ?

          • nietakasama Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 14:45
            > Kto tu jest hipokrytą ? Ktoś kto jasno rozdziela pewne tematy, czy ktoś kto
            > plecie, plecie, a w realnych sytuacjach zachowuje się w skrajnie odmienny
            > sposób ?

            Zdumiewa mnie załózenie, że ktoś po drugiej stronie kabla jest hipokrytą, bo TY
            uważasz ze zachowałby się inaczej niż sam twierdzi. Nie znasz mnie, nie wiesz
            jak bym się zachowała. Zarzucanie mi hipokryzji jest w tym momencie smieszne.


            Dziwi mnie także, że na mój przykład ojcowskich prob ustalania pokrewieństwa
            przytaczasz takie próby ze strony kobiety- tak, jakbys nie rozumiał sedna
            sprawy.
            Kobieta, jeśl juz ustala pokrewieńswto, to z zupełnie innych pobódek niż
            mężczyzna.Mężczyzna natowmiast robi to głównie po to, aby odciążyć się od
            obowiazku wychowania dziecka które nie jest jego.
            Nie dlatego że, jak podałeś w wymślonym przez siebie przykładzie, ktoś
            podmienił mu dziecko na inne, ale dlatego, ze to konkretne, urodzone przez jego
            żonę dziecko być moze nie jest jego. A to oznacza że chce ustalić czy ma
            obowiązek to dziecko wychowywać.
            Jestem w stanie zrpzum,ieć takie postępowanie, powiedzmy, o tyle o ile, tzn.
            jest dla mnie nieco niesmaczne, ale z drugiej strony są w życiu sytuacje kiedy
            jest jedynym wyjściem.
            Ale teraz, jeśli ten sam meżczyzna który chce wiedzieć czy musi na siebie
            wziąźćodpowiedzialność za wychowanie dziecka, deklaruje że każde dziecko ma
            prawo sę narodzić, to powstaje pytanie, czy wobec tego nie każde z tych dzieci
            ma prawo do wychowania?

            Tu jest sprzeczność i tu jest ta hipokryzja o której mowa.
            • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 15:02
              nietakasama napisała:

              > Ale teraz, jeśli ten sam meżczyzna który chce wiedzieć czy musi na siebie
              > wziąźćodpowiedzialność za wychowanie dziecka, deklaruje że każde dziecko ma
              > prawo sę narodzić, to powstaje pytanie, czy wobec tego nie każde z tych
              dzieci
              > ma prawo do wychowania?
              >
              > Tu jest sprzeczność i tu jest ta hipokryzja o której mowa.

              zastanawiam sie ostatnio, czy forum pt. feminizm to narkotyk albo alkohol. po
              jego odstawieniu na pewien czas przestaje bowiem rozumiec logike zazywajacych.

              1. nie mam obowiazku utrzymywac cudzych dzieci, tak samo - jak nie mam
              obowiazku utrzymywac cudzych doroslych. jesli tak zrobie, to bedzie to ladnie z
              mojej strony i szlachetnie, ale - obowiazku nie mam zadnego.
              2. zabawne, jak w dyskusjach nie pojawila sie kwestia odpowiedzialnosci za
              zdrade. sens takich badan wlasnie na tym polega: maz ma podejrzenia, ze ojcem
              dziecka jest inny pan, do intymnej znajomosci z ktorym wlasnej zony zapewne nie
              namawial. co wiecej, zona na slubie przyrzekala wiernosc, tak? a wiec kto jest
              sobie winien?
              3. nie twierdze, ze kazda zdrada (nawet zakonczona rozmnozeniem) ma prowadzic
              do rozwodu. ale zycie w oszustwie nie jest specjalnie chwalebne, a juz napewno
              nie jest walka z hipokryzja.
              4. powyzsze sklania mnie po raz kolejny do refleksji, ze feministki (forumowe),
              tak jak dzikusy malinowskiego, nie dostrzegaja zwiazku miedzy seksem a
              zaplodnieniem/ciaza/dzieckiem.

              pozdrawiam
              mp
              • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 12.01.05, 17:11
                a ja widze problem gdzie indziej.
                gdy mowi sie o "niechcianej" ciazy, chocby z gwaltu, to jednym z bardzo czestych
                argumentow (i slysznie) jest "a co dziecko (nienarodzone) winne?"
                dlaczego tutaj sie o to nie zapytac? a co dziecko (juz narodzone) winne, ze jest
                z nieprawego loza? zwlaszcza, ze czesto testy takie przeprowadza sie, gdy
                dziecko jest juz calkiem spore i cala sprawe rozumie. pomijajac fakt, ze na ogol
                to ono jest najbardziej pokrzywdzone w takiej sytuacji.
                • darr.darek Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 17:54
                  Gość portalu: sagan napisał(a):
                  >a ja widze problem gdzie indziej.
                  >gdy mowi sie o "niechcianej" ciazy, chocby z gwaltu, to jednym z bardzo czestyc
                  >argumentow (i slysznie) jest "a co dziecko (nienarodzone) winne?"
                  >dlaczego tutaj sie o to nie zapytac? a co dziecko (juz narodzone) winne, ze jes
                  >z nieprawego loza? zwlaszcza, ze czesto testy takie przeprowadza sie

                  Sagan, czy to potrafisz pojąć MERITUM sprawy ?
                  Mówię ja i mówi następny rozmówca o tym, że oszustwem kobiety wobec mężczyzny
                  (i wobec jej dziecka) jest przypisanie danemu mężczyźnie, dziecka innego
                  mężczyzny.

                  Ty z kolei, bzdurnie pytasz : co dziecko jest winne, że jest z nieprawego łoża.

                  Dziecko niczemu nie jest winne !!!
                  WINNA JEST OWA KOBIETA-oszustka.
                  To ona doprowadzając do oszustwa przypisania meżczyźnie cudzego dziecka (w
                  małżeństwie: wcześniej jeszcze było mniej istotne oszustwo zdrady małżonaka),
                  powinna wskazać ojca dziecka i choćby był biedniejszy od męża kobiety (już
                  chyba ex-męża) i choćby był bezrobotnym, niebieskim ptakiem, to właśnie ów
                  ojcec dziecka wraz tą kobietą mają obowiązek utrzymywać SWOJE dziecko.

                  W normalnym prawodawstwie ta kobieta-oszustka po całym zamieszaniu byłaby
                  jeszcze ścigana za oszustwo - no ale tego nie oczekują po czerwonym cyrku
                  tworzonym przez lewicowe, czerwone szmaty.

                  • nietakasama Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 18:30
                    darr.darek napisał:
                    > W normalnym prawodawstwie ta kobieta-oszustka po całym zamieszaniu byłaby
                    > jeszcze ścigana za oszustwo - no ale tego nie oczekują po czerwonym cyrku
                    > tworzonym przez lewicowe, czerwone szmaty.

                    Nie obnazaj swojego braku okrzesania.
                    Odpowiadając w taki sposób niczego nie zyskujesz, nie przekonujesz do swoich
                    racji, ani nie podbudowujesz fundamentów swoich stwierdzeń.
                    Pokazujesz tylko, że brak ci już argumentów poza tymi, które sięgają do emocji.
                    • darr.darek Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 13.01.05, 10:53
                      nietakasama napisała:
                      >darr.darek napisał:
                      > > W normalnym prawodawstwie ta kobieta-oszustka po całym zamieszaniu byłaby
                      > > jeszcze ścigana za oszustwo - no ale tego nie oczekują po czerwonym cyrku
                      > > tworzonym przez lewicowe, czerwone szmaty.
                      >Nie obnazaj swojego braku okrzesania.
                      >Odpowiadając w taki sposób niczego nie zyskujesz, nie przekonujesz do swoich
                      >racji, ani nie podbudowujesz fundamentów swoich stwierdzeń.
                      >Pokazujesz tylko, że brak ci już argumentów poza tymi, które sięgają do emocji.

                      Kobieto, jakim brakiem argumentów i jakim nieokrzesaniem nazywasz silnie
                      emocjonalny stosunek do czerwonych ?
                      Tak, mój stosunek jest silnie emocjonalny bo to jest swołocz, która niszczy od
                      niemal wieku cywilizację europejską.
                      Czy dziesiątki milionów ofiar czerwonej swołoczy w Zwiazku Sowieckim lub
                      miliony ofiar narodowych socjalistów niemieckich nie byłyby wytłumaczeniem
                      silnie emocjonalenego stosunku do tych spraw ? Jeśli takie ofary są
                      wytłumaczeniem, to zrozum, że ciągle tu w Europie mamy do czynienia z
                      kontynuacją ideologiczną.

                  • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 13.01.05, 17:14
                    widocznie dla Ciebie meritum jest inne niz dla mnie...
                    Tobie chodzi o ukaranie kobiety-oszustki
                    mnie chodzi o to, by nie zaszkodzic (za bardzo) dziecku
                    sa to rozne priorytety i oczywistym jest, ze trudno bedzie sie dogadac. ale
                    prosze bez uwag, ze moje priorytety sa "bzdurne"
                    idealnie byloby, gdyby dzieckiem zajal sie ojciec biologiczny. ale nie zawsze
                    jest to mozliwe (ustalenie kto to i gdzie jest aktualnie). do tego dochodzi
                    problem, gdy dziecko jest juz wieksze i dopiero wtedy ustala sie ojcostwo - jak
                    to wplywa na dziecko??? na pewno niezbyt dobrze, a raczej zle...

                    czyli karajac matke (nalezy sie jej), karamy czesto rownoczesnie dziecko. a
                    osoby, ktore decyduja sie dziecka (i zapewne jednoczesnie matki) nie karac,
                    nazywamy ofermami czy "cieplymi kluchami" (posty ponizej), choc, wg mnie (i nie
                    tylko - patrz posty ponizej), sa to osoby godne szacunku za swoja
                    wspanialomyslnosc.
                    przy takiej perspektywie trudno sie porozumiec
                    • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 13.01.05, 19:44
                      Gość portalu: sagan napisał(a):

                      > widocznie dla Ciebie meritum jest inne niz dla mnie...
                      > Tobie chodzi o ukaranie kobiety-oszustki
                      > mnie chodzi o to, by nie zaszkodzic (za bardzo) dziecku

                      spojrzyj na to z tej strony:
                      wprowadzenie rozwiazan chroniacych zdrade jest lekarstwem wybiorczym i
                      krotkofalowym: w danej chwili czesc dzieci nie dowie sie, ze mamusia zaszalala
                      z wujkiem. sytuacja taka prowadzi jednak do dalszego oslabiania malzenstwa i
                      rodziny, stwarza przyzwolenie na niewiernosc. kto na tym traci najbardziej?
                      wlasnie dzieci.
                      rownie dobrze mozna argumentowac, ze kradziez jedzenia powinna byc dozwolona.
                      bo choc rodzic nie powinien krasc, to kradnie dla dziecka. gorzej mu bedzie,
                      jak nie zje batonika. a ze ukradziony? co wazniejsz? batonik czy szczescie
                      dziecka? itd.itp.
                      pozdrawiam
                      mp
                      • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 14.01.05, 09:43
                        gdzie ja prosze o wprowadzanie rozwiazan chriniacych zdrade??? przeciez wyraznie
                        napisalam, ze uwazam, iz testy dna powinny byc prawnie dozwolone.
                        co innego jest miec mozliwosc zbadania ojcostwa, skorzystanie z niej, a co
                        innego opuszczenie dziecka, ktore wychowywalo sie i kochalo przez lata. autor
                        postu, na ktory odpowiadalam uwaza mezczyne, ktory nadal wychowuje dziecko, mimo
                        iz wiem, ze nie jest ono jego za mieczaka czy "cieple kluchy" i do tego odnosi
                        sie moje zdanie o priorytetach - ukaranie kobiety JEST dla niego wazniejsze niz
                        dobro dziecka. czyli - zemsta ponad sobro dziecka. tak jak dla niektorych
                        kobiet/mezczyzn ich wlasna wygoda JEST wazniejsza, niz zycie zarodka. naprawde
                        nie widzisz, jak wybiorczo szafuje sie "dobrem dziecka"?
                        • Gość: bezdenny Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.05, 12:09
                          jeśli uprościłem i przeinaczyłem twoje opinie to przepraszam. Zasadnioczo nie
                          chce mi się czytać i uczestniczyć w tej dyskusji i być może stąd ten mój
                          krzywdzący XCię post. Zauważyłem jednak mnósto wpisów w obronie tej debilki. O
                          wszytskim : o rodzicielstwie, aborcji, ubezpieczeniach etc. Klasyczne
                          zagdakiwanie sedna sprawy. A sedno jest takie: debilka proponuje by wsadzać na
                          rok do więzienia faceta, który w tajemnicy przed żoną pójdzie i zrobi test na
                          DNA dziecka. Pomysł wsadzania do więzienia za takie "przestępstwo' jest tak
                          debilny, że wymyka się próbom racjonalnej oceny. By rozważać argumenty za lub
                          przeciw, w samej koncepcji musi istnieć przynajmniej minimum racjonalności do
                          której można się odnieść. W tym przypadku nie ma tego minimum. Ten pomysł to
                          projejkcja fanatycznej debilki, która uważa, że w najbardziej podstawowe sprawy
                          rozstrzygane pomiędzy małzonkami powinno wkroczyć państwo. I w ramach tego
                          rozstrzygnięcia wsadzić nawet do więzienia.
                          Powtórzę: w skrajnych przypadkach może być tak : facet robi test, dziecko jest
                          jego. Dziecko traci ojca bo ten ląduje w więzieniu. Rodzina idzie w pizdu bo
                          ojciec nie chce byc z matką donosicielką, która wysłała go do więzienia. jeśli
                          donos złoży pracownia to dzieciak i tak przez rok nie ma ojca.
                          Drugi przypadek: facet robi test, dziecko nie jego. facet laduje w więzieniu,
                          żona puszczalska idzie do innego ( z tą dziwką i tak nie zostanie), a facet do
                          końca zycia płaci na nie swoje dziecko. (bo na podstawie nielegalnego testu nie
                          może zakwestionowac swojego ojcostwa). Jeśłi po wyjściu załozy rodzinę i będzie
                          miał dzieci (co watpliwe po takim doświadczeniu) to dzieci te będa miały gorsze
                          warunki bo tatuś bęzie płacił na dzieci cudze.
                          Ta niemiecka debilka nie tylko chce sankcjonować ordynarne oszustwa ale jeszcze
                          wsadzać do więzienia za sprawy, które normalni ludzie rozstrzygaja w ramach
                          małżeństwa - czasami spierając się a czasami nawet krzycząc na siebie.
                          Nie mam najmniejszych watpliwości, że fanatycy i debile wymyśłą jeszcze
                          niejedną głupote, której gawiedź w Polsce ochoczo przyklasnie, bo to " z
                          zachodu". Niemiecka pani minister paraduje na golasa, a nasze feministki z
                          forum cmokają: jaki ma piekny kapelusik. Może to piórko na kapelusiku powinno
                          byc rózowe, a nie zielone, a buciczki na innym obcasiku, ale zasadniczo ubranko
                          jest cacy.
                          Pozdrawiam, i jakby co, to jeszcze raz przepraszam
                          • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 14.01.05, 12:23
                            co do testow dna, napisalam swoje zdanie
                            chcialam porozmawiac o czyms innym, ale widze, ze nie bardzo jest szansa
                    • Gość: bezdenny Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 20:42
                      Gość portalu: sagan napisał(a):

                      > widocznie dla Ciebie meritum jest inne niz dla mnie...
                      > Tobie chodzi o ukaranie kobiety-oszustki
                      > mnie chodzi o to, by nie zaszkodzic (za bardzo) dziecku
                      > sa to rozne priorytety i oczywistym jest, ze trudno bedzie sie dogadac. ale
                      > prosze bez uwag, ze moje priorytety sa "bzdurne"
                      Niestey sagan byłas jedną z niewielu myslacych feministek, ale i Ciebie
                      pogieło. O jakim dobru dziecka ty chrzanisz? Głupia babka chce wsadzać do pudła
                      facetów którzy wezmą włos dzieciaka i zrobia test DNA. Pisałem już to: w
                      skrajnych przypadkach dziecko na rok straci ojca (a najprawdopodobniej na
                      zawsze rodzinę, bo tylko debil będzie z kobietą, która doniosła na męża i
                      wsadziła go do pudła) albo okaże się że facet nie tylko pójdzie siedzieć ale
                      będzie tez całe zycie płacił na dzieciaka swojej zony - też z nią nie będzie,
                      bo nie dość że się puszcza, to jeszcze go do pudła wsadza.
                      O jakie dobro dziecka chodzi tej niemieckiej debilce? To pieprznieta fanatyczka.
                      najwyraźniej nie ma żadnej granicy absurdu i obłędu.
                      • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 14.01.05, 09:39
                        czy Ty naprawde nie umiesz czytac??? czasem sie zastanawiam, skad tyle postow na
                        roznych forach, skoro umiejetnosc czytania ze zrozumieniem zanika :(
                        przeciez pisalam wyraznie, ze te rozwazania NIE dotycza zakazu badania dna jako
                        takiego (napisalam w ktoryms poscie, ze uwazam, iz powinny byc absolutnie
                        dozwolone prawnie)
                        odnioslam sie do czegos, co (wg mnie) jest pradziwym "problemem" w takich
                        sprawach - odwolywanie sie do dobra dziecka i jego niewinnosci w calej sytuacji
                        jest stosowane bardzo wybiorczo, przez obie strony "barykady" aborcyjnej.
                        a mezczyzna, ktory mimo, iz okazalo sie, ze wychowywal nie swoje dziecko nadal
                        to robi, uwazany jest (zamiast wzbudzac szcunek) przez przeciwnikow aborcji za
                        "jelenia", mieczaka i kogo-tam-jeszcze... to mnie razi i mierzi
                        i na to probowalam zwrocic uwage, ale widze, ze mnie "pogielo", jesli liczylam
                        na czytanie ze zrozumieniem :(
                • nietakasama Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 18:11
                  Ot właśnie.
                  Doskonale powiedziane.
                • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 19:39
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > a ja widze problem gdzie indziej.
                  > gdy mowi sie o "niechcianej" ciazy, chocby z gwaltu, to jednym z bardzo
                  czestyc
                  > h
                  > argumentow (i slysznie) jest "a co dziecko (nienarodzone) winne?"
                  > dlaczego tutaj sie o to nie zapytac? a co dziecko (juz narodzone) winne, ze
                  jes
                  > t
                  > z nieprawego loza? zwlaszcza, ze czesto testy takie przeprowadza sie, gdy
                  > dziecko jest juz calkiem spore i cala sprawe rozumie. pomijajac fakt, ze na
                  ogo
                  > l
                  > to ono jest najbardziej pokrzywdzone w takiej sytuacji.

                  sagan, przeciez wiesz ze to nie o to chodzi. nikt nie twierdzi, ze bekarty
                  zasluguja na nienawisc i spoleczne wykluczenie. sprawa badan dna dotyczy - wg
                  badan niebagatelnej - sprawy zaufania miedzy malzonkami. kto zrobil krzywde
                  dziecku? matka, ktora ma je z listonoszem, czy nie-tata, ktory sie o tym
                  dowiedzial?
                  nalezy odroznic zachowanie ojca po poznaniu prawdy (ktore tez moze byc naganne)
                  od zachowania matki, ktore jest ZRODLEM i PRZYCZYNA calej sytuacji. naturalnie,
                  listonosz tez ponosi wine, ale nie o tym tu teraz mowimy. a moze powinnismy?
                  a wiec: czy - rodzina ma znaczenie i jest wartoscia wymagajaca ochrony czy tez
                  nie? a jesli jest, to czemu sie ja niszczy?
                  pozdrawiam
                  mp
                  • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 13.01.05, 17:06
                    ale o co w takim razie chodzi? na razie zostawmy na boku badania dna (uwazam, ze
                    powinno sie miec do nich prawo "prawne").
                    nikt nie twierdzi, ze winne jest dziecko i nikt (mam nadzieje!) nie skazuje go
                    na spoleczne potepienie. winna jest matka (co oczywiste) i "przygodny" ojciec,
                    ktory ciupcia sie bez myslenia o konsekwencjach (o czym, mam wraznie, zupelnie
                    sie tutaj zapomina). czyli dziecko - niczemu nie jest winne.
                    tak samo w przypadku gwaltu - winny jest gwalciciel, a nie matka (ofiara) i
                    dziecko. to jest czesty argument w dyskusjach o ciazy w gwaltu (zeby jej jednak
                    zabronic). uzywaja go antyaborcjonisci.
                    dokladnie tego samego argumentu, w wypadku *skutkow* badan dna (na ogol jest to
                    opuszczenie matki i dziecka, ktore sie kochalo i wychowywalo jak wlasne, bardzo
                    czesto "bez srodkow do zycia). tylko tutaj kto inny uzywa argumentu (jakos mam
                    wrazenie, ze grupy uzywajace tych argumentow w obu sprawach sa prawie
                    rozlaczne).
                    obie grupy maja na uwadze cos jakby "prawo moralne", ktore nie powinno pozwalac
                    na skrzywdzenie niewinnego. i obie grupy stosuja to prawo tylko w jednej z tych
                    sytuacji (nie mowie, ze nie ma osob stosujacych go do obu, tylko jak jak to
                    widze usrednione). pytam sie - dlaczego?
                    oczywiscie, najlepiej byloby, gdyby dzieckiem zajal sie biologiczny ojciec. ale,
                    po pierwsze, nie zawsze to jest mozliwe (ustalenie chocby kto nim jest i gdzie
                    aktualnie przebywa), a po drugie - to na pewno ma ogromny wplyw na psychike
                    dziecka.

                    wiec jak to jest? dlaczego stosujemy to prawo moralne: nie krzywdz niewinnego
                    tylko w jednej z tych sytuacji?
                    oczywiscie sa rozne mozliwosci - ze smierc jest wazniejsza od "jakosci" zycia po
                    urodzeniu, ze plod to nie czlowiek, wiec nie ma mowy o smierci, ze trzeba
                    "ukarac winnego" - zdradzajaca kobiete, ze ...
                    dlaczego stosujemy taka zasade wybiorczo? to pytanie do obu stron - za i przeciw
                    aborcji (po gwalcie), za i przeciw badaniom dna

                    ps1. uwazam, ze obie rzeczy (aborcja po gwalcie i badanie dna przez ojca)
                    powinny byc *prawnie* dozwolone, chodzi mi o wymiar "moralny"

                    ps2. czy za pomoca badan dna moze jedynie wykluczyc ojcostwo, czy mozna tez
                    *potwierdzic* ojcostwo? nie bardzo sie na tym znam
                    • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 13.01.05, 18:57
                      Gość portalu: sagan napisał(a):

                      > wiec jak to jest? dlaczego stosujemy to prawo moralne: nie krzywdz niewinnego
                      > tylko w jednej z tych sytuacji?

                      sagan, jest roznica miedzy zabiciem czlowieka a poznaniem prawdy, nie uwazasz?
                      te dwie sprawy naprawde nie maja ze soba nic wspolnego, oprocz tego, ze dzieja
                      sie w rodzinie. ale w takim razie na poczekaniu mozna wymyslic
                      tysiac 'powiazanych' ze soba zjawisk.

                      > oczywiscie sa rozne mozliwosci - ze smierc jest wazniejsza od "jakosci" zycia
                      p
                      > o
                      > urodzeniu, ze plod to nie czlowiek, wiec nie ma mowy o smierci, ze trzeba
                      > "ukarac winnego" - zdradzajaca kobiete, ze ...
                      > dlaczego stosujemy taka zasade wybiorczo? to pytanie do obu stron - za i
                      przeci
                      > w
                      > aborcji (po gwalcie), za i przeciw badaniom dna

                      nie wiem, jak inni, ale ja nie stosuje tu niczego wybiorczo.
                      mowimy o prawie. prawo powinno zakazywac zabojstw. prawo nie powinno zabraniac
                      dostepu do informacji. tak wiec zasade, ze prawo powinno byc dobre, stosuje
                      konsekwentnie.
                      Ty natomiast chcialabys - mam takie wrazenie - zeby prawo zapewnilo
                      szczesliwosc. czyli: kobieta moze byc nieszczesliwa z powodu ciazy - pozwolic
                      jej na aborcje. dziecko moze byc nieszczesliwe gdyz jest bekartem - nie
                      dopuscic do ujawnienia prawdy. osiagniecie szczescia w duzej mierze zalezy od
                      samych ludzi. jesli malzonkowie nie beda sie zdradzac, to nie bedzie problemu
                      bekartow. to jest problem, na ktory trzeba zwrocic uwage, a nie - jak ukryc
                      zdrade.
                      po raz kolejny napisze: wspolczesna moralnosc za nic ma sobie wiernosc i
                      odpowiedzialnosc. nie sa one latwe i - w powszechnym rozumieniu - stoja na
                      drodze do 'samorealizacji'.
                      zabawne, ze dobro dziecka staje sie wazne, gdy ma przeszkodzic w ujawnieniu
                      zdrady. nie jest juz wazne, gdy chodzi o wygodne zycie lekkomyslnej mamusi.
                      kto tu jest niekonsekwentny?

                      > ps1. uwazam, ze obie rzeczy (aborcja po gwalcie i badanie dna przez ojca)
                      > powinny byc *prawnie* dozwolone, chodzi mi o wymiar "moralny"

                      'moralny' wymiar 'prawnego' dozwolenia? nic nie rozumiem.

                      > ps2. czy za pomoca badan dna moze jedynie wykluczyc ojcostwo, czy mozna tez
                      > *potwierdzic* ojcostwo? nie bardzo sie na tym znam

                      wydaje mi sie, ze stwierdza sie pokrewienstwo, moze nawet jego stopien
                      (rodzicielstwo, rodzenstwo, dzieciestwo - ze tak powiem) - w jakichs granicach
                      prawdopodobienstwa.

                      pozdrawiam
                      mp
                      • ggigus do MLodego Panicza 13.01.05, 19:41
                        Paniczu Kochany,
                        a jakie jest Twoje stanowisko w sprawie testow? Czy tez kierujesz sie jako
                        naczelna zasada - dobrem dziecka? Czy tez wykonujesz akrobacje umyslowe i testy
                        dopuszczasz, a aborcji owszem nie?
                        ciekawam Twej opinii
                        pozdrawiam
                      • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 14.01.05, 09:53
                        jejku, ja chyba naprawde nie umiem wyrazic tego, co mam na mysli :(
                        przeciez, mialam wrazenie, nie chodzilo mi zupelnie o te nieszczesne testy, o
                        poznanie prawdy, ALE o sytuacje, gdy prawda JEST juz znana - co teraz robimy???
                        napisalam WYRAZNIE (i cytujesz to w swoim powyzszym poscie), ze jestem ZA tym,
                        aby testy dna byly dozwolone prawnie (ale uwazam tez, ze powinna byc jakas
                        rozsadna procedura aby, pewnie nie teraz, ale za jakis czas, nie doszlo do
                        wykorzystywania danych dna w "niecny" sposob, jak na to zwrocil uwage Dokowski).

                        codzi mi o "the day after". wiemy, ze dziecko nie jest nasze, ze z gwaltu jest
                        ciaza, i co robimy?...

                        jedni usiluja nie dopuscic do aborcji z gwaltu, bo "dobro niewinnego dziecka". w
                        ten sposob (wg mnie), domagaja sie od zgwalconej kobiety heroizmu.
                        mam wrazenie, ze ci sami (choc moge sie mylic), chca koniecznie ukarac
                        zdradzajaca kobiete (a gdzie "dobro niewinnego dziecka"???), a kogos, kto tego
                        nie robi, uwazaja za "jelenia"

                        inni chca, aby tatus-nie tatus okazal sie szlachetna osoba i dzieko nadal kochal
                        - ze wzgledu na "dobro niewinnego dziecka". w sumie wymagaja od niego (wg mnie)
                        pewnego bohaterstwa.
                        ci sami (chyba) inni daja kobiecie prawo wyboru, co zrobic z ciaza z gwaltu -
                        jest to niewatpliwie traumatyczne przezycie dla kobiety ((a gdzie "dobro
                        niewinnego dziecka"??? moze to nie dziecko, moze to zarodek?...)

                        i wlasnie na fakt wybiorczego odwolywania sie do dobra dziecka chcialam zwrocic
                        uwage. nie na testy dna czy niemieckie ministry...
                        • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 14.01.05, 11:48
                          Gość portalu: sagan napisał(a):

                          > jejku, ja chyba naprawde nie umiem wyrazic tego, co mam na mysli :(
                          > przeciez, mialam wrazenie, nie chodzilo mi zupelnie o te nieszczesne testy, o
                          > poznanie prawdy, ALE o sytuacje, gdy prawda JEST juz znana - co teraz
                          robimy???

                          to rzeczywiscie nieporozumienie.
                          na szczescie przyzwoitosci nie mozna nakazac prawem. mozna ja promowac, mozna -
                          zalecac, a najlepiej - samemu praktykowac.
                          pozdrawiam
                          mp
                          • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 14.01.05, 12:15
                            dlatego wlasnie pisalam o roznicy pogladow/priorytetow

                            a co do meritum to nie masz wiecej uwag? nie dziwi Cie "pogrupowanie", jesli
                            chodzi o dobro dziecka? mnie troche dziwi...
                            • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 14.01.05, 12:35
                              Gość portalu: sagan napisał(a):

                              > dlatego wlasnie pisalam o roznicy pogladow/priorytetow
                              >
                              > a co do meritum to nie masz wiecej uwag? nie dziwi Cie "pogrupowanie", jesli
                              > chodzi o dobro dziecka? mnie troche dziwi...

                              widze kolejna probe dowiedzenia, ze przeciwnicy legalizacji aborcji na zyczenie
                              sa moralnie podejrzani. zauwaz, jaki jest tytul watku.
                              natomiast z Toba sie z przyjemnoscia - i takze po raz kolejny - zgodze: nie
                              nalezy byc swinia i obciazac dziecka winami jego rodzicow. nie wiem, czy mozna
                              kochac na rozkaz lub z koniecznosci, ale to inna sprawa.
                              pozdrawiam
                              mp
                              • Gość: sagan Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.desy.de 14.01.05, 13:20
                                z teza postawiona w tytule raczej nie moge sie zgodzic.

                                a co do "kochania na rozkaz", to czest, wg mnie, sprawa jest inna. kocha sie
                                dziecko przez wiele lat, potem, NAGLE, gdy sie dowie, ze dziecko nie jest
                                biologicznie nasze - przestaje sie kochac...
                                to znaczy co kochalismy do tej pory? domniemane geny a nie dziecko?
                                jest post gdzies na dole, ktory probuje o tym dyskutowac
                    • Gość: trevik Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.05, 19:56
                      > tak samo w przypadku gwaltu - winny jest gwalciciel, a nie matka (ofiara) i
                      > dziecko. to jest czesty argument w dyskusjach o ciazy w gwaltu (zeby jej jednak
                      > zabronic). uzywaja go antyaborcjonisci.
                      > dokladnie tego samego argumentu, w wypadku *skutkow* badan dna (na ogol jest to
                      > opuszczenie matki i dziecka, ktore sie kochalo i wychowywalo jak wlasne, bardzo
                      > czesto "bez srodkow do zycia).

                      Ja kiedys napisalem, ze nie wypowiadam sie ani nie potepiam kobiety chcacej
                      dokonac aborcji na skutek gwaltu i to bynajmniej nie dlatego, ze nie uwazam, ze
                      nie jest to zabicie dziecka, ale dlatego, ze trzeba wybierac pomiedzy zyciem
                      dziecka a zyciem matki, ktore w wypadku utrzymania przez nia ciazy moze nie z
                      jej winy zamienic sie w koszmar (psychiczne przypominanie o gwalcie) a juz na
                      pewno bede szanowal taka, ktora zdecyduje sie urodzic.

                      Z tego samego powodu (hierarchii wartosci) uwazam, ze ojciec powinien miec
                      mozliwosc wykonania badan i nie powinno sie nikomu tego zabraniac, jesli tylko
                      ktos ma co do tego watpliwosci, chocby nieuzasadnione i wynikajace tylko z
                      jakiejs fobii - ten zakaz uprzykrzy mu zycie w taki, czy inny sposob (co innego
                      wiedziec, ze nie ma mozliwosci sprawdzenia a co innego wiedziec, ze mozliwosc
                      jest i kusi, ale jest zagrozona kara). I faceta, ktory bedzie wiedzial, ze
                      wychowuje nieswoje dziecko a pomimo tego bedzie je kochal i wychowywal rowniez
                      bede szanowal.
              • nietakasama Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 18:10
                Oczywiście zdrada i urodzenie dziecka pozostając w zwiazku z partnerem który
                ojcem tego dziecka nie jest, to, jakby tego nie nazwać czyn podlegający ocenie
                jednoznacznie złej.
                Ale nie zarzucaj mi, czy też innym poruszającym ten wątek, że nie mówi się
                tutaj także o wątku zdrady.
                Wszak temat dotykał tematu stosunku do ustalania ojcostwa w kontekście stosunku
                do aborcji.
                Albo się pisze w miarę na temat, albo sie zupełnie schodzi na manowce.
                Probowałam wyjaśnić ten (wg mnie) oczywisty zwiazek, spotkalam się z
                niezrozumieniem.
                Trudno.
                Widocznie moje wyjaśnienia były albo zbyt pokretnme albo zupełnie niejasne.


                Ale zarzucanie feministkom forumowym że sa jak dizkusy bo nie widzą zwiazku
                między seksem a zapłodnieniem, to próba doszukania się braku logoki, ktory nie
                istnieje.
                Prosze nie sięgać po wyimaginowane oręża.
                • mlody.panicz Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 19:31
                  nietakasama napisała:

                  > Oczywiście zdrada i urodzenie dziecka pozostając w zwiazku z partnerem który
                  > ojcem tego dziecka nie jest, to, jakby tego nie nazwać czyn podlegający
                  ocenie
                  > jednoznacznie złej.

                  niedokladnie. ocenie jednoznacznie zlej (choc i to mozna napewno stopniowac)
                  jest zdrada. urodzenie dziecka zle nie jest.

                  > Ale nie zarzucaj mi, czy też innym poruszającym ten wątek, że nie mówi się
                  > tutaj także o wątku zdrady.

                  a szkoda, bo nieslubne dziecko to glownie problem zdrady.

                  > Wszak temat dotykał tematu stosunku do ustalania ojcostwa w kontekście
                  stosunku
                  > do aborcji.
                  > Albo się pisze w miarę na temat, albo sie zupełnie schodzi na manowce.
                  > Probowałam wyjaśnić ten (wg mnie) oczywisty zwiazek, spotkalam się z
                  > niezrozumieniem.
                  > Trudno.

                  bo moze nie ma takiego zwiazku? gdyby byl, to rozumiem, ze istnieje nastepujaca
                  alternatywa: albo dopuszczasz aborcje, albo - musisz sie godzic na zdrady zony
                  i wychowywac wszystkie dzieci, ktore sobie sprawi na boku?
                  rzeczywiscie - trudno...

                  > Ale zarzucanie feministkom forumowym że sa jak dizkusy bo nie widzą zwiazku
                  > między seksem a zapłodnieniem, to próba doszukania się braku logoki, ktory
                  nie
                  > istnieje.
                  > Prosze nie sięgać po wyimaginowane oręża.

                  napisalem, ze 'po raz kolejny'. watek tutejszy nie jest jedynym. poza tym, byla
                  to tylko uwaga na marginesie.
                  pozdrawiam
                  mp
                  • nietakasama Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 20:06
                    > niedokladnie. ocenie jednoznacznie zlej (choc i to mozna napewno stopniowac)
                    > jest zdrada. urodzenie dziecka zle nie jest.

                    Oczywiście.

                    > > Probowałam wyjaśnić ten (wg mnie) oczywisty zwiazek, spotkalam się z
                    > > niezrozumieniem.
                    > > Trudno.
                    >
                    > bo moze nie ma takiego zwiazku?

                    Niekoniecznie: moze niektóre osoby bardzo nie chcą go dostrzec?
                    IMO tak właśnie jest, ale najwyraźniej wszelkie próby pozostają bezskuteczne.
                    Trudno, nikomu przeciez swojego punku widzenia młotkiem do głowy wbić się nie
                    da.
                    Na tym kończe próby przekonania kogokolwiek o istnieniu związku miedzy tematami
                    z postu przewodniegu- ani razu mi sie to nie udało i zapewne już nie uda.
                    Niczyja to wina, stanowiska mamy zupełnie odmienne.

                    Tylko proszę jeszcze raz, żeby do jednego mojego zdania nie dorabiać takiej
                    filozofii, że według interpretacji tegoż możnaby napisać ewangelię.
                    Nie znoszę tego.
              • Gość: bezdenny Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 12:30
                mlody.panicz napisał:

                >
                > zastanawiam sie ostatnio, czy forum pt. feminizm to narkotyk albo alkohol. po
                > jego odstawieniu na pewien czas przestaje bowiem rozumiec logike zazywajacych.
                >

                To nie narkotyk, ani nie alkohol, ale coś co działa na podobnej zasadzie -
                fanatyzm. To fanatyzm odbiera feministkom rozum.
                mamy sprawę ewidetnie prostą: jakaś idiotka proponuje by faceta, który pobierze
                ze szczotki włos swojego dziecka , nie poinformuje o tym zony i zaniesie
                np.włos do pracowni by sprawdzić DNA, wsadzać na rok do więzienia.
                Rozważania dotyczące tego jaki kto ma stosunek do aborcji, czy dziecko winne
                czy tez winien listonosz, propozycje by mozna było badać DNA tylko przez rok,
                snucie teorii na temat babć, firm ubezpieczeniwoych, handlu organami etc to
                zwykłe bicie piany. To zagdakiwanie, zagadywanie ewidentnie prostej sytuacji:
                ktoś chce wsadzać do więzienia za zrobienie swojemu dziecku testu na DNA.
                jest mi to calkmowicie obojetne dlaczego tutejsze panie tak zażarcie bronią tej
                idiotki: czy z poczucia solidarności kobiecej, czy dla tego, że fanatyzm
                odebrał im całkowicie rozum, czy z potzreby wykłócania się o wszystko, czy
                dlatego, że im się wydaje że startują tu w jakichś zawodach przeciwko innym,
                czy dlatego że zachłysnęły się bogactwem europy i będą jej mieszkańców małpować
                we wszytskim etc - nie ma to znaczenia. To po prostu jeden z wielu debilnych
                pomyłów z gatunku "Karać za spojrzenie, kkarać za opwoiadanie świńskich
                dowcipów etc potwierdzających tezę, że zmierzamy w kierunku budowania
                społeczeństwa opresyjnego, totalitarnego. Oto urzędnik w sądzie będzie
                rozstzrygał o sprawach, które ludzie powinni załawtaiac między sobą. W
                skrajnych przypadkach pozbawi dziecko na rok ojca, lub sprawi, że facet, który
                dowie się że zona się puszcza pójdzie siedzieć etc. a potem przez całe życie
                będzie bulił na jej dziecko (to chyba ewidentne, że porzuci dziwkę, która nie
                dość że się puszczała, to jeszcze doniosła na niego i wsadziła do paki, a
                nielegalny test nie będzie przecież podstawą do ustaleń, że nie jest ojcem)
                Poruszamy się juz w swiecie absurdów, a ich opary odbierają resztki zdrowego
                rozsądku.
                jak powiadał pewien madry czlowiek: "tu już nie ma co gadać. trzeba wziąć kija
                i tłuc".
            • monikaannaj Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 15:22
              Kobieta, jeśl juz ustala pokrewieńswto, to z zupełnie innych pobódek niż
              > mężczyzna.Mężczyzna natowmiast robi to głównie po to, aby odciążyć się od

              Czyli twoim zdaniem facetom chodzi tylko o szmal, tak? A kobietom usiłująym
              przy pomocy badań DNA wykazac czyjeś ojcostwo chodzi o co? O to zeby dziecko
              miało kochającego tatusia? Z jakich pobudek kobiety robią takie badania według
              ciebie?

              Czy według ciebie wystarczy że facet nie jest przeciwnikiem aborcji - i wtedy w
              porzo, może sobie robić testów ile chce i zadnej hipokryzji w tym nie ma?

              I jescze jedno pytanie, skoro facet, który mieni się obrońcą zycia poczętego
              nie ma moralnego prawa sprawdzac czy zonka nie urodziła dziecka listonosza, to
              czy facet bedacy zwolennikiem aborcji w trudnej sytuacji materialnej,
              okreslajacy swoja sytuacje materialna jako trudną ma prawo powiedziec
              zapłodnionej przez siebie partnerce: "usuń ciazę , a jak nie chcesz to sajonara
              i nie licz na żadne pieniadze na wychowanie tego dziecka."? I czy ona ma potem
              moralne prawo ciagnac go przed są i zmuszać do badań DNA i płacenia alimentów?
              • nietakasama Re: nietakasama, czy zdajesz sobie sprawę, że KŁA 12.01.05, 18:28
                nie, nie uważam ze mężczyznom chodzi tylko o szmal.
                Dlatego napisałam że GŁÓWNIE a nie wyłącznie po to.

                Nie doszukuj się w moim postach czegoś, czego tam nie ma.
                • Gość: monikaannaj Nietakasama! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.05, 11:38
                  Ok, przepraszam. Głównie, tylko - nie ma znaczenia, nie o to mi chodziło.
                  Naprawde chciałabym wiedzieć czy - abstrahujac od opisanej przez ciebie
                  hipokryzji - uważasz ze przeprowadzanie testów powinno byc zabronione? Tylko
                  dla facetów, czy dla kobiet takze?
                  • nietakasama Re: Nietakasama! 13.01.05, 23:05
                    Nie, nie uważam testów na pokrewienstwo za złe same w sobie.
                    Próbowałam nakreslić ich dwuznacznośc w zestawieniu z postawami osob
                    sprzeciwiających się aborcji.

                    Ale żeby sie nie powtarzac:
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=19273023&a=19433349
    • e_wok To moze zastosujemy nastepujacy wyroznik 10.01.05, 13:53
      Interesuje mnie los wszystkich dzieci, niespokrewnionych ze mna, z wyjatkiem
      tych, ktore znam osobiscie.
      • darr.darek Re: To moze zastosujemy nastepujacy wyroznik 10.01.05, 14:56
        e_wok napisała:
        > Interesuje mnie los wszystkich dzieci, niespokrewnionych ze mna, z wyjatkiem
        > tych, ktore znam osobiscie.

        Tak bardzo chcesz wykazać czyjąś niekonsekwencję myślową, że wchodzisz
        na "wyższy poziom" idiotyzmów. Czy Tobie trzeba tłumaczyć podstawy humanizmu ?
        Może poczytaj jakąś książkę o tym. Na początek jednak proponowałbym książki o
        logice - człowiek, który nie potrafi logicznie myśleć, nie zrozumie książki o
        humaniźmie.

        Napiszę w skrócie : sam fakt, że jesteś przeciwna zabijaniu ludzi na Twoim
        osiedlu, nie sprawi, że dostaniesz przymusowo tych wszystkich ludzi na
        utrzymanie. I o to właśnie chodzi.
        Dotarło ?
        • Gość: EWOK O jakim kraju piszesz koteczku? IP: *.crowley.pl 10.01.05, 15:11
          jesli chodzi o to "utrzymanie"?
          • darr.darek Re: O jakim kraju piszesz koteczku? 10.01.05, 15:39
            Gość portalu: EWOK napisał(a):
            > jesli chodzi o to "utrzymanie"?

            Jeśli chodzi o stosowanie podstawowych zasad humanizmu to dotyczą one
            wszystkich krajów, które mienią się cywilizowanymi.

            I, bynajmniej, nie mieszaj podstawowych zasad humanizmu z
            lewicowym, "hu***nistycznym" pokręceniem, z którego ma jakoby wynikać, że każdy
            człowiek, który zarabiałby (gdyby mu się chciało pracowć) zbyt niską pensję
            powinien pójść na moje (i na Pani i na Pana) utrzymanie.

    • Gość: BD swoją drogą... IP: 195.164.48.* 10.01.05, 16:22

      O czym tu już było pisane - w kwestii DNA nie mamy do czynienia z barierą
      niezrozumienia wynikającą z różnic płciowych. Tymczasem feministki często
      zarzucają facetom brak empatii dla kobiecych problemów np. bagatelizowanie
      okropności gwałtu.

      Kobieta ma pewność, że jest matką dziecka, a facet nie. Cóż więc może wiedzieć
      o tym co czuje facet - pewnie tyle co facet o zgwałconej kobiecie, albo i mniej.
      Jako lekarstwo na męskie wyobrażenie gwałtu można polecać wyobrażenie sobie
      gwałtu homoseksualnego na facecie. Idąc dalej tym tokiem rozumowania:

      By kobiety uzyskały empatię w kwestii DNA, można wyobrazić sobie, że mąż z
      premedytacją podmienia jej dziecko na dziecko swoje i kochanki, o czym kobieta
      się dowiaduje niedługo (a jej biologiczne dziecko jest już np. sprzedane za
      granicę). Powiedzmy, że takie przypadki byłby częste, np. dotyczyły 10%
      populacji. Jak podchodziłybyście wówczas do kwestii badań DNA. I jaki niby
      miałoby to mieć związek ze stosunkiem do aborcji???

      pozdrawiam,

      BD
      • Gość: EWOK Czy w wyniku IP: *.crowley.pl 10.01.05, 16:34
        homoseksualnego gwaltu na facecie tenze facet moze zajsc w ciaze i nie moc
        dokonac aborcji, poniewaz nie jest to ciaza tylko dzieciatko?
      • kochanica-francuza Hehe,a to dobre 10.01.05, 17:49

        > By kobiety uzyskały empatię w kwestii DNA, można wyobrazić sobie, że mąż z
        > premedytacją podmienia jej dziecko na dziecko swoje i kochanki, o czym kobieta
        > się dowiaduje niedługo (a jej biologiczne dziecko jest już np. sprzedane za
        > granicę).

        Nic nie robimy,tylko sprzedajemy Wasze biologiczne dzieci masowo za granicę...
        buahahahaha
      • nietakasama Re: swoją drogą... 10.01.05, 19:33
        > Kobieta ma pewność, że jest matką dziecka, a facet nie. Cóż więc może
        wiedzieć
        > o tym co czuje facet - pewnie tyle co facet o zgwałconej kobiecie, albo i
        mniej.
        > Jako lekarstwo na męskie wyobrażenie gwałtu można polecać wyobrażenie sobie
        > gwałtu homoseksualnego na facecie.

        Niekoniecznie.
        Wystarczy być wrażliwym, normalnie odczuwającym, szanującym kobiety mężczyzną.
        Cóż... trzeba także wiedzieć cos o seksualności kobiet, aby mieć wyobrażenie o
        tym, jaką psychiczną tragedią jest dla niej gwałt. Mierzi mnie wychodzenie z
        załozenia że mężczyzna nie jest w stanie pojac odczuć kobiety w pewnych
        kwestiach, bo nie jest kobietą. Ale jest człowiekiem i jako taki potrafi sie
        identyfikować z cierpieniem innych ludzi.
        Zresztą, porownywanie odczuć zgwalconej kobiety z odczuciami mężczyzny
        niepewnego swojego ojcostwa jest... hm... kiepską analogią...


        > By kobiety uzyskały empatię w kwestii DNA, można wyobrazić sobie, że mąż z
        > premedytacją podmienia jej dziecko na dziecko swoje i kochanki, o czym
        kobieta
        > się dowiaduje niedługo (a jej biologiczne dziecko jest już np. sprzedane za
        > granicę). Powiedzmy, że takie przypadki byłby częste, np. dotyczyły 10%
        > populacji. Jak podchodziłybyście wówczas do kwestii badań DNA. I jaki niby
        > miałoby to mieć związek ze stosunkiem do aborcji???

        Dziwna i moim zdaniem nieudane próba hipotetycznego odwrócenia sytuacji.
        Bo jeśli kobieta w takim przypadku chcialaby sprawdzić czy wychowywane przez
        nią dziecko jest jej dzieckiem to dlatego, aby upewnić się w swoich
        podejrzeniach co do tego że odebrano jej biologiczne dziecko.
        Meżczyzna sprawdza pokrewieństwo lączoce go z dzieckiem najcześciej po to, aby
        uwolnic sie spod "jarzma" wychowywania dzicka, które biologicznie nie jest jego.
        Mężczyzna ktory kocha swoje dziecko i chce byc dla niego ojcem, ma w nosie czy
        to dziecko jest bilogicznie jego, czy nie. Bo je kocha. A milosc nie wynika z
        procentowego przystawania genomow, tylko z więzi emocjonalnej.
        Kobietawytwarza tę więź przez 9 miesięcy, meżczyzna kształtuje ją tak naprawdę
        dopiero po urodzeniu dziecka- kiedy bierze je na rece, przytula, kołysze,
        przewija, myje. Jeśli ta więź się wytworzy, to nie mają już dla niego znaczenia
        powiązania genetyczne. Bo pokochal to dziecko i stał sie dla niego ojcem.
        Tak uważam.


        I teraz: co to ma wspólnego z aborcją-
        jeśli dany mezczyzna opowiada się za zakazem aborcji, bo każa poczeta istota ma
        prawo żyć, to z drugiej strony, jak napisała kochanica, dziecko samo się nie
        wychowa, więc za prawem do narodzin idzie też prawo do wychowania.
        Jeśli więc na świat przyszło dziecko wydane przez twoją partnerke, to bez
        względu na to czy jesteś jego ojcem czy nie, skoro opowiadasz się za jego
        prawem do narodzenia, musisz mu zagwarantować prawo do wychowania. Ty, jako
        ojciec. Ojciec emocjonalny, a nie genetyczny, dodam.
        Bo ojcostwo to nie akt zapłodnienia. To akt wychowania.







        • Gość: BD Re: swoją drogą... IP: 195.164.48.* 11.01.05, 09:45
          Witam,

          > Bo jeśli kobieta w takim przypadku chcialaby sprawdzić czy wychowywane przez
          > nią dziecko jest jej dzieckiem to dlatego, aby upewnić się w swoich
          > podejrzeniach co do tego że odebrano jej biologiczne dziecko.

          Na pewno, tylko to? A gdyby np. podsęptnie wszczepiono jej zarodek kochanki jej
          męża to byłoby jej już wtedy zupełnie obojętne, czy urodzi dziecko swoje, czy
          genetycznie innej kobiety.

          > Mężczyzna ktory kocha swoje dziecko i chce byc dla niego ojcem, ma w nosie
          > to dziecko jest bilogicznie jego, czy nie. Bo je kocha. A milosc nie wynika z
          > procentowego przystawania genomow, tylko z więzi emocjonalnej.

          Lansujesz wyidealizowane poglądy, całkiem oderwane od rzeczywistości. Fakty nie
          są niestety różowe - więź bilogiczna ma znaczenie i statystycznie inaczej
          traktowane są dzieci biologiczne i niebiologiczne (np. jeśli chodzi o przemoc w
          rozdzinie). Pewność co do materiału genetyczne ma znaczenie. Adopcja dziecka to
          poważne ryzyko dla niego i przybranych rodziców (sic!), które jest niestety
          powszechnie bagatelizowane.

          > Jeśli więc na świat przyszło dziecko wydane przez twoją partnerke, to bez
          > względu na to czy jesteś jego ojcem czy nie, skoro opowiadasz się za jego
          > prawem do narodzenia, musisz mu zagwarantować prawo do wychowania.

          Dziwne, że nie dostrzegasz absurdalności tego argumentu. Wynika z niego bowiem,
          że:

          - jeśli zrobnię dziecko samotnej kobiecie podczas jednonocnej przygody, nie
          odpowiadam za nie, ponieważ nie jest ona moją partnerką
          - w przypadku jak wyżej, za to dziecko odpowiada moja parnerka, ponieważ jest
          to biologiczne dziecko jej partnera

          Zapewne opowiadasz się przeciw prawu do zabijania emerytów. Czy to oznacza, że
          masz obowiązek utrzymać wszystkich emerytów w swoim bloku. Wszak za prawem do
          życia zniedołężniałych emerytów, idzie obowiązek opieki nad nimi przez młodsze
          pokolenia. Dziwi mnie, że nie widzicie od początku wadliwości takiej
          extrapolacji.

          pozdrawiam,

          BD
          • nietakasama Re: swoją drogą... 12.01.05, 14:53
            >Dziwne, że nie dostrzegasz absurdalności tego argumentu. Wynika z niego bowiem,
            > że:
            >
            > - jeśli zrobnię dziecko samotnej kobiecie podczas jednonocnej przygody, nie
            > odpowiadam za nie, ponieważ nie jest ona moją partnerką
            > - w przypadku jak wyżej, za to dziecko odpowiada moja parnerka, ponieważ jest
            > to biologiczne dziecko jej partnera

            Użyłam określenia "partnerka" żeby zawęzić obszar dyskusji nad sposobem
            poczęcia dziecka. Miałam na myśli parę, dwoje stale obcujących z sobą ludzi.
            A jeśli zrobiłbyś dziecko przygodnie spotkanej kobiecie, to, choc nie jest
            twoją partnerką, i tak masz obowiazek być dla tego dziecka ojcem, : faktycznie
            lub chociaż ekonomicznie.
            Nie staraj się budować pokretnej logiki na moich stwierdzeniach, bo twoje
            wnioski są rozbuchane, absurdalne a niekiedy wręcz histeryczne.

            > Zapewne opowiadasz się przeciw prawu do zabijania emerytów. Czy to oznacza,
            że
            > masz obowiązek utrzymać wszystkich emerytów w swoim bloku. Wszak za prawem do
            > życia zniedołężniałych emerytów, idzie obowiązek opieki nad nimi przez
            młodsze
            > pokolenia. Dziwi mnie, że nie widzicie od początku wadliwości takiej
            > extrapolacji.

            W tej, jak to nazwałeś "extrapolacji" nie ma nic wadliwego.
            Opowiadam sie przeciw zabijaniu emerytów, więc każdego dnia robie śniadanie
            mojej babci, pomagam jej się ubierac, zmieniam jej pościel, piorę jej ubrania i
            pomagam wstać z łóżka. Bo jest moją ukochaną babcią.
            Wszak nie opowiadałam się za obowiązkiem do opieki nad wszystkimi narodzonymi
            dziecmi, ale tylko nad takimi, ktore przyszly na świat w naszych zwiazkach.

            Jak zwykle przeinterpretowujesz lub zupełnie przeinaczasz moje słowa.
            • Gość: BD litości... IP: 195.164.48.* 12.01.05, 15:53
              Witam,

              nietakasama napisała:

              > Użyłam określenia "partnerka" żeby zawęzić obszar dyskusji nad sposobem
              > poczęcia dziecka. Miałam na myśli parę, dwoje stale obcujących z sobą ludzi.
              > A jeśli zrobiłbyś dziecko przygodnie spotkanej kobiecie, to, choc nie jest
              > twoją partnerką, i tak masz obowiazek być dla tego dziecka ojcem, :
              > faktycznie lub chociaż ekonomicznie.

              Rozumiem więc, że explicite proponujesz wprowadzenie nierówności wobec prawa:
              mężczyzna ma obowiązek opieki nad swoimi dziećmi biologicznymi oraz wszystkimi
              dziećmi swojej partnerki. Natomiast kobieta ma obowiązek opieki tylko nad
              swoimi dziećmi biologicznymi, a nie nad wszystkimi dziećmi swojego parnera. Tak
              wynika z Twojej argumentacji.

              > Nie staraj się budować pokretnej logiki na moich stwierdzeniach, bo twoje
              > wnioski są rozbuchane, absurdalne a niekiedy wręcz histeryczne.

              Dziękuje, staram się jak mogę. A tak, gdy już wypijesz melisę: czy coś jest nie
              tak z rozumowaniem przedstawionym wyżej? Pokaż to.

              > Opowiadam sie przeciw zabijaniu emerytów, więc każdego dnia robie śniadanie
              > mojej babci, pomagam jej się ubierac, zmieniam jej pościel, piorę jej ubrania
              > i pomagam wstać z łóżka. Bo jest moją ukochaną babcią.

              Pięknie, tylko nie na temat.

              Wcześniej negowałaś znaczenie więzów genetycznych, potem podajesz przykład
              babci. A dlaczego nie losowo wybranej emerytki z bloku? I jeszcze na dodatek
              piszesz, że opiekujesz się nią dlatego, że ją kochasz. Proszę bardzo - to
              całkiem rozsądne, że opiekujemy się tymi których kochamy. Tylko co to ma u
              licha wspólnego z sytuacją, gdy np. ktoś ma być zmuszany do opiekowania się
              kimś, kogo nie kocha (np. dzieckiem kochanka swojej żony)?

              > Wszak nie opowiadałam się za obowiązkiem do opieki nad wszystkimi narodzonymi
              > dziecmi,

              Ale opowiadasz się za zakazem zabijania wszystkich emerytów, czy moze tylko
              swojej babci?

              > ale tylko nad takimi, ktore przyszly na świat w naszych zwiazkach.

              O rety, co zdanie co sprzeczność. Wcześniej piszesz, że mężczyzn ma się
              opiekować dzieckiem przygodnie spotkanej kobiety, a kilka zdań później, ze
              _tylko takimi_ ze związków. Litości...

              A ja się opowiadam za opieką nad biologicznymi dziećmi, ponieważ Twoje
              kryterium prowadzi do jawnej nierówności, opisanej wyżej. Ot i tyle.

              pozdrawiam,

              BD
              • nietakasama O tak, litości... 12.01.05, 18:36
                Jeśli czepiasz się że podałam przykład babci, i było to bezsensowne, to tylko
                dlatego, ze ty zacząłeś w tym samym tonie. Ty zacząłeś tę niby- dygresję, więc
                nie zarzucaj mi że zbaczam z tematu.

                > Rozumiem więc, że explicite proponujesz wprowadzenie nierówności wobec prawa:
                > mężczyzna ma obowiązek opieki nad swoimi dziećmi biologicznymi oraz
                wszystkimi
                > dziećmi swojej partnerki. Natomiast kobieta ma obowiązek opieki tylko nad
                > swoimi dziećmi biologicznymi, a nie nad wszystkimi dziećmi swojego parnera.
                >Tak
                > wynika z Twojej argumentacji.

                Nie, nie uważam że mężczyzna ma obowiązek opieki nad wszystkimi dziećmi swojej
                partnerki. Uważam że mężczyzna który podejmuje się opieki nad dzieckiem swojej
                partnerki, nawet jeśli nie jest to dziecko biologicznie jego, zasługuje na mój
                najwyższy szacunek.
                Jeśli nie- cóż, ma do tego prawo, ale ja mam równiez prawo nie wpadać w zachwyt
                nad jego podejściem do ojcostwa.

                I jeszcze jedno: nie pisz że TAK WYNIKA Z MOJEJ ARGUMENTACJI
                Napisz raczej, że ty tak moją argumentację interpretujesz.
                A interpretujesz ją błednie.

                Pozdrawiam.
                • Gość: Abaddon Pięknie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 20:09
                  > Nie, nie uważam że mężczyzna ma obowiązek opieki nad wszystkimi dziećmi
                  swojej
                  > partnerki. Uważam że mężczyzna który podejmuje się opieki nad dzieckiem
                  swojej
                  > partnerki, nawet jeśli nie jest to dziecko biologicznie jego, zasługuje na
                  mój
                  > najwyższy szacunek.

                  A jak kobieta go przy okazji zdradziła, no to już jest super, bosko i w ogóle.

                  > Jeśli nie- cóż, ma do tego prawo, ale ja mam równiez prawo nie wpadać w
                  zachwyt
                  >
                  > nad jego podejściem do ojcostwa.

                  Ojcostwo nie polega na wychowywaniu dziecka, które zaistniało w wyniku
                  puszczenia się kobitki. Jest to raczej frajerstwo, albo "ciepłokluszenie".
                • Gość: BD Re: O tak, litości... IP: 195.164.48.* 13.01.05, 09:27
                  Witam,

                  nietakasama napisała:

                  > Nie, nie uważam że mężczyzna ma obowiązek opieki nad wszystkimi dziećmi
                  > swojej partnerki. Uważam że mężczyzna który podejmuje się opieki nad
                  > dzieckiem swojej partnerki, nawet jeśli nie jest to dziecko biologicznie
                  > jego, zasługuje na mój najwyższy szacunek.

                  Ja nigdzie nie pisałem, że w każdej sytuacji mężczyzna opiekujący się dzieckiem
                  swojej parnterki nie będącym biologicznie jego dzieckiem, jest jakimś frajerem.
                  Wszak zdarzają się sytuację, gdy ktoś np. poznaje samotną kobietę z dzieckiem i
                  tworzą związek, a on to dziecko akceptuje i kocha jak własne. Nawet dla mnie
                  osobiście posiadanie dziecka nie dyskwalifikuje kobiety jako potencjalnej
                  parnerki (acz nie twierdzę też, że nie jest to pewna przeszkoda).

                  Jednak jest to coś zupełnie innego, jak prawo do wiedzy, czy jest się ojcem
                  biologicznym i czy żona nie zdaradza. Swoją drogą, sytuacja wtedy jest podobna
                  do tej, gdyby facet pewno dnia przyniósł do domu bobaska i rzekł "kochanie, to
                  jest dziecko moje i kochanki - powinnaś je pokochać i wychować jak swoje". Jak
                  w tej sytuacji powinna postąpić kobieta, by zasługiwać na Twój szacunek?

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • nietakasama Re: O tak, litości... 13.01.05, 23:02
                    > Ja nigdzie nie pisałem, że w każdej sytuacji mężczyzna opiekujący się
                    dzieckiem
                    >
                    > swojej parnterki nie będącym biologicznie jego dzieckiem, jest jakimś
                    frajerem.

                    Cieszy mnie to.


                    Wydaje mi się że w naszej wymianie zapatrywań zabraklo jdenego uscislenia, i to
                    być moze stalo się podstawą totalnego braku zrozumienia:

                    Ja nie twierdzę, że testy dna sa same w sobie czyms złym, nie uważam także, aby
                    męzczyzna mial obowiązek wychowywac nie sowje dziecko.

                    Jednak budzą moj niesmak pobódki, jakie często kieruja tatusiami
                    sprawdzaqjącymi pokrewieństwo między sobą a wychowywanym przez siebie
                    dzieckiem: bo najcześciej, i sądze że tu się ze mną zgodzisz, chodzi o to, aby
                    pozbyc się cięzaru wychowania i utrzymania dzieciaka.
                    Tak, wiem, że mężczyzna ma prawo zrzec sie obowiązku wychowania dziecka ktore
                    nie ejst jego, ale pod warunkiem, że zanim to dziecko sie urodzi, mowi
                    partnerce uczciwie, że wątpi w swoje ojcoswto, po narodzeniu dziecka chce je
                    sprawdzić, i jeśli dziecko okaże sie nie jesgo, umywa rece od obowiazku jego
                    utrzymania.
                    Jest to moze, odrobinę nieprzyjemnie pragmatyczne, ale przynajmniej uczciwe
                    podejście.
                    Natomiast jesli tatuś ma kilkuletniego dzieciaczka, i nagle zaczyna
                    podejrzewać, że to nie jest jego dziecko, a zatem pobiera próbkę śliny i idzie
                    do labolatorium , to, szczerze mówiąc, po co on to robi?
                    Czy, jeśli dowie się że dziecko nie jest jego, nagle prxzestanie je kochać i
                    utrzymywac?
                    W tym momencie jest to juz krzywda dla dziecka, wobec ktorego stosuje sie
                    postawę wlasnościwą: moj piesek, bedę głaskał i karmil, nie mój, won.

                    Nie wiem czy wyrazam się jasno, ale chodzi mi o to, ze jesli mężczyzna
                    podejmuje się roli ojca, to z pełną świadomoscia tego, że dziecko to nie kotek,
                    ktorego mozna odstawić do schroniska kiedy cos jest z nim nie tak.
                    Jesli już podjąleś się tej roli, to badź w niej konsekwentny, bo igrasz z
                    emocjami żywego, malego czlowieka, ktory ma w nosie czy jest biologicznie twój,
                    czy nie. Wazne dla niego jest, że to ty jestes ten TATA...

                    Nie wqiem czy wyraziłam sie jasno. Mam nadzieje że tak...
      • Gość: zdrów na umysle Re: swoją drogą... IP: *.visp.energis.pl 12.01.05, 00:53
        ty kolego BD dawno dupy nie mialeś, albo raczej nigdy
    • kochanica-francuza E_wok...szkoda kompa..... 10.01.05, 16:33
      ja tu kiedyś rzuciłam hasło: zaopiekujecie się WASZYM dzieckiem,którego matka go
      nie chce? - czyli sto procent samotnego ojcostwa.
      ale WŁASNEGO dziecka.

      nie było żadnego chętnego,za to bardzo dużo wykręcania kota ogonem,a jeden
      forumowicz,nick miłosiernie przemilczę,przyciśnięty do muru w innym
      wątku,napisał coś w tym stylu,że ciężka jest dola sieroca i lepiej usunąć.

      Pozdrawiam.
      • tad9 Drogie panie ... 10.01.05, 16:40
        ....czy naprawdę tak trudno pojąć, że mówimy tu o 2 różnych rzeczach, i, że
        czym innym jest stosunek do aborcji, a czym innym stosunek do badań DNA? Nie po
        raz pierwszy zadziwiają mnie związki, jakie tworzą się w głowach niektórych
        bywalczyń tego forum.
        • ggigus Drogi Panie! 10.01.05, 17:00
          Napisz Tadzie, dlaczego takie wazne sa dla Ciebie badania DNA?
          Skoro odmawiasz kobietom decydowania o zawartosci swoich brzuchow?
          To niech panowie wychowuja, skoro jest partnerka zaszla. Najwazniejsze jest
          dziecko, zycie itp. ,takie sa argumetny strony prolajfowej. Po co pewnosc co do
          genow, skoro mamy do czynienia z ZYCIEM POCZETYM ; CZLOWIEKIEM; PLODEM.
          Troche tego nie rozumiem, skoro zgwalcona kobieta nie powinna usunac ciazy, ba,
          zadna kobieta nie powinna tego zrobic, dlaczego mezczyzna nie moglby wychwoac
          podrzutka? Najwazniejsze jest zycie, podrzucone czy wlasne.
          Przeciez mezczyzna mogl nie wspolzyc, pocwiczyc celibat chociazby. A ze mial
          pecha i zona podrzucila cudze dziecko? To nowe ZYCIE jest.
          Wiec porzuc TAdzie testy i wychowuj, co sie da. Okaz konsekwnecji troche.Skoro
          Brzuch nie nalezy do kobiety, wynik testu nie nalezy takze do mezczyzny.
          • Gość: kdddsf Re: Drogi Panie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.05, 18:52
            Skąd ta pewność że nie mężczyźni nie wychowują cudzych dzieci?


          • tad9 Re: Drogi Panie! 10.01.05, 20:01
            ggigus napisała:

            > Napisz Tadzie, dlaczego takie wazne sa dla Ciebie badania DNA?

            A gdzie napisałem, że są dla mnie ważne?

            > Skoro odmawiasz kobietom decydowania o zawartosci swoich brzuchow?

            I znów muszę zapytać - co ma jedno do drugiego?

            > To niech panowie wychowuja, skoro jest partnerka zaszla.

            Ponieważ .....



            Najwazniejsze jest
            > dziecko, zycie itp. ,takie sa argumetny strony prolajfowej. Po co pewnosc co
            do
            >
            > genow, skoro mamy do czynienia z ZYCIEM POCZETYM ; CZLOWIEKIEM; PLODEM.
            > Troche tego nie rozumiem, skoro zgwalcona kobieta nie powinna usunac ciazy,
            ba,
            >
            > zadna kobieta nie powinna tego zrobic, dlaczego mezczyzna nie moglby wychwoac
            > podrzutka? Najwazniejsze jest zycie, podrzucone czy wlasne.

            > Okaz konsekwnecji troche.

            Nie ma tu żadnje niekonsekwencji. To dwie różne sprawy.

            >Skoro
            > Brzuch nie nalezy do kobiety, wynik testu nie nalezy takze do mezczyzny.

            Bzdura.
            • ggigus co ma jedno do drugiego? 11.01.05, 13:50
              W brzuchu kobiety ciezarnej jest dziecko, zycie poczete itp. ojest ono
              wazniejsze niz kobieta. Kobieta ma urodzic i wychowac
              MEzczzyna bada geny dzeicka, rozwinietego z zycia poczetego, nawet jesli nie ze
              swoich genow, jest to ZYCIE POCZETE; chlopie, ZYCIE! DLaczego nie stawaiasz
              ZYCIA jako wartosci nadrzednej? BO sam go nie splodziles? Ty sie juz nie
              liczysz, tak samo, jak mniej wazna jest kobieta, niz ZYCIE POCZETE; jakie w
              sobie nosi. Czy mam Ci wkleic pare Tadowych wypowiedzi na ten temat?
              Gdzie jest roznica, moze rozwiniesz mysl, zamiast pisac bzdura miedzy
              urodzeniem niechcianego dziecka, bo ZYCIE jest najwazniejsze, a wychowaneim
              nieswojego dziecka: Tu ZYCIE nie jest najwazniejsze? Nie rodzic, kto urodzil a
              kto wychowal i inne madrosci ludowe.
              poprosze uprzejmie o odpowiedz na moje pytania
        • e_wok Eeee, to jeszcze nic! 10.01.05, 19:09
          Skojarzenie: nie zalozyla grubego swetra w upal = chciala, zeby ja poklepac po
          pupie - to jest dopiero godny podziwu zwiazek przyczynowo skutkowy! Gdziez tam
          feministkom do takiej logiki. Za wysokie progi.
        • nietakasama Re: Drogie panie ... 10.01.05, 19:38
          Naprawdę nie widzisz związku?

          Może nie chcesz go zobaczyć?

          Myśle że wiązanie tematu stosunku do testów na ojcostwo ze stosunkiem do
          aborcjijest jednak nieco sensowniejsze niz wiazanie bycia feministka ze
          stosunkiem do świąt bożego narodzenia.
          • tad9 Re: Drogie panie ... 10.01.05, 20:02
            nietakasama napisała:

            > Naprawdę nie widzisz związku?

            Naprawdę. Jeśli Ty widzisz - pokaż mi go.
    • kochanica-francuza Właśnie 10.01.05, 17:47
      Skoro brzuch kobiety nie należy do kobiety,ergo należy on do mężczyzny.
      Niech więc mężczyzna się nim zajmie - po urodzeniu również.
      Człowiek nie żmija,nie jest zdolny do samodzielnego funkcjonowania zaraz po
      przyjściu na świat.:-P
      • ak81 Re: Właśnie 10.01.05, 19:13
        ech nastepna ma problemy z logika...
        • nietakasama Re: Właśnie 10.01.05, 19:43
          Ech, nastepny niesie kaganek oświecenia...
        • kochanica-francuza Re: Właśnie 11.01.05, 00:09
          ak81 napisała:

          > ech nastepna ma problemy z logika...
          Uhm,a możesz mnie oświecić,czy to tylko taka gadka,żeby ze mną nie dyskutować?
      • tad9 Re: Właśnie 10.01.05, 20:04
        kochanica-francuza napisała:

        > Skoro brzuch kobiety nie należy do kobiety,ergo należy on do mężczyzny.
        > Niech więc mężczyzna się nim zajmie - po urodzeniu również.

        Jeżeli już ma się zajmować, to ten który zapłodnił.

        • kochanica-francuza Re: Właśnie 11.01.05, 00:09
          tad9 napisał:

          > kochanica-francuza napisała:
          >
          > > Skoro brzuch kobiety nie należy do kobiety,ergo należy on do mężczyzny.
          > > Niech więc mężczyzna się nim zajmie - po urodzeniu również.
          >
          > Jeżeli już ma się zajmować, to ten który zapłodnił.

          No i o to Was pewnego razu pytałam - czy zajęlibyście się WASZYM dzieckiem.Zaden
          nie chciał...
          >
    • kochanica-francuza To ja się pytam prosto i bezpośrednio: 11.01.05, 00:11
      DO KOGO należy ten brzuch?
      • Gość: dziewczyna Re: To ja się pytam prosto i bezpośrednio: IP: *.if.uj.edu.pl 11.01.05, 10:26
        To chyba oczywiste. Brzuch nalezy do kobiety, a zawartosc brzucha nie nalezy do
        nikogo, tyle ze kobieta i mezczyzna, ktory ja zaplodnil, posiadaja pewne
        zobowiazania prawna w stosunku do owej zawartosci.
        • ggigus Kochana Dziewczyno! 11.01.05, 13:57
          Prolajfowcy argumentuja( czy nalezysz?), ze ciezarna kobieta jest mniej wazna
          niz plod, bo to przecie ZYCIE POCZETE i inne. TO w taki razie dlaczego zycie
          poczete, ktore nosi w sobie moja zona (przykladowo oczywiscie), a ktorego nie
          jestem autorem, ma nie byc chronione? Czy zycie, jesli sie go samemu nie
          poczelo, juz nie jest takie wazne? A prolajfowcy odamawiaja prawa do
          samostanowienia kobietom ciezarnym. Ciut niekonsekwentne, nie sadzisz?
          • Gość: ? Re: Kochana Dziewczyno! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 02:49
            A gdzie ty tu widzisz niekonsekwencje,wylatujesz z jakimis dylematami cudzego
            plodu,dziewczyna powiedziala jasno i wyraznie a ty jak na feministke przystalo
            znow spartolilas odpowiedz i wykreowalas wlasna wizje ktora jest ,jak wiekszosc
            smieci feministycznych ,zupelnym zaprzeczeniem i odbieganiem od sedna tematu.
          • Gość: BD Re: Kochana Dziewczyno! IP: 195.164.48.* 12.01.05, 09:06
            Witam,

            ggigus napisała:

            > Prolajfowcy argumentuja( czy nalezysz?), ze ciezarna kobieta jest mniej wazna
            > niz plod, bo to przecie ZYCIE POCZETE i inne

            A to wcale nieprawda. Nie jest tak, że kobieta ciężarna jest mniej ważna. Jest
            tak, że komfort kobiety ciężarnej jest mniej ważny niż życie płodu - to dość
            zasadnicza różnica. Twoje życie nie jest mniej warte niż życie sąsiadki, ale z
            drugiej strony nie możesz zamordować sąsiadki, za to że np. głośno słucha
            muzyki w nocy, nieprawdaż?

            pozdrawiam,

            BD
      • ggigus do Kochanicy 11.01.05, 13:52
        tez czekam na odpowiedz na to, wydawaloby sie ze prostey pytanie i oczekujac
        pozdrawiam serdecznie
        • e_wok Ja wiem. Moge powiedziec, co mi szkodzi :-) 12.01.05, 18:55
          Brzuch nalezy do spoleczenstwa wtedy kiedy nie pozwala sie na zmiane ustawy
          aborcyjnej. Wlasciwie nawet nie do spoleczenstwa (bo proporcje ukladaja sie
          mniej wiecej po rowno) tylko do najglosniej krzyczacych hipokrytow. W momencie
          kiedy sa jakies problemy z ciaza lub urodzonym z niej dzieckiem - brzuch
          oczywiscie nalezy wylacznie do kobiety i niech ona sobie jakos sama radzi.
          • mlody.panicz Re: Ja wiem. Moge powiedziec, co mi szkodzi :-) 12.01.05, 20:47
            e_wok napisała:

            > Brzuch nalezy do spoleczenstwa

            watek ten pokazuje raczej, ze o ile brzuch mamy wszyscy, to rozum - juz
            niekoniecznie.
            pozdrawiam
            mp
          • Gość: bis Re: Pusty brzuch jest hańbą dla społeczeństwa. IP: *.elknet.pl / 213.76.169.* 13.01.05, 18:11
            E_woku do dzieła bo się starzejesz i brednie już dawno przebrzmiałe wypisujesz.
            Jednym słowem - "ciemnogród" !
            • e_wok W rzeczy samej... cos bym wrzucila na zab 13.01.05, 19:49
              bo faktycznie kiszki marsza graja. Ale nie obwiniam za to spoleczenstwa, taka
              juz jestem wspanialomyslna.
    • losiu4 Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 11.01.05, 21:44
      e_wok napisała:

      > Interesuje mnie grupa laczaca oba te poglady - jest tu taka? Bo ciekawa
      > jestem jak godzicie dbalosc o cudze "dzieci nienarodzone" z odmowa
      > jakiegokolwiek zainteresowania wobec dzieci narodzonych, ktore nie zawieraja
      > waszych genow.

      pewnie dość spora jest to grupa. Jakoś nie widziałem przeciwaborcjonistów
      demonstrujących o prawo do eutanazji/aborcji dzieci z nieprawego łoża. Ale może
      sie mylę... podaj więc może jakieś przykłady.

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: Dulce Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.05, 09:06
      Twoim zdaniem obowiązek wychowania i utrzymania dziecka nie należy do jego
      biologicznego ojca tylko do oszukanego partnera matki?
      • magic00 Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 12.01.05, 19:23
        Testy powinno się robić zaraz po narodzeniu dziecka, może do roku czasu, a
        potem powinien być zakaz. Aby sprawa wątpliwego ojcostwa rozwiązana była na
        wejściu, a nie dopiero jak np. para się pokłóci 10 lat po urodzeniu dziecka i
        zacznie sobie wyciągać brudy.
        Po urodzeniu dziecka wpisuje się w akt urodzenia kto jest ojcem prawda? Jeśli
        się wpisze, że ojcem jest pan Iksiński, oznacza, że ten pan uznał to dziecko
        jako swoje i szlaban! Jeżeli mężczyzna uznał dziecko za swoje, to znaczy, że
        zamierza być mu ojcem, bez względu na genetykę. Na tym polega własnie akt
        uznania dziecka. W kwestii czy się jest rodzicem nie można zmieniać zdania, bo
        się odwidziało.
        • Gość: Dulce Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 08:17
          > Testy powinno się robić zaraz po narodzeniu dziecka, może do roku czasu, a
          > potem powinien być zakaz. Aby sprawa wątpliwego ojcostwa rozwiązana była na
          > wejściu, a nie dopiero jak np. para się pokłóci 10 lat po urodzeniu dziecka i
          > zacznie sobie wyciągać brudy.
          > Po urodzeniu dziecka wpisuje się w akt urodzenia kto jest ojcem prawda? Jeśli
          > się wpisze, że ojcem jest pan Iksiński, oznacza, że ten pan uznał to dziecko
          > jako swoje i szlaban! Jeżeli mężczyzna uznał dziecko za swoje, to znaczy, że
          > zamierza być mu ojcem, bez względu na genetykę. Na tym polega własnie akt
          > uznania dziecka. W kwestii czy się jest rodzicem nie można zmieniać zdania,
          bo
          > się odwidziało.

          Myślę, że uogólniasz. Niekiedy po latach mogą wyjść na jaw fakty, które są
          podstawą do zrobienia testów. I mężczyźni mają do tego prawo co nie znaczy, że
          od razu odrzucą dziecko.
          No chyba, że uważasz, że kobieta ma prawo wrabiać faceta w cudze dziecko. Twoim
          zdaniem kobieta ma prawo zdradzać i okłamywać partnera?
          • magic00 Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 13.01.05, 11:08
            Nie uważam, że kobieta ma prawo wrabiac faceta w cudze dziecko.
            Ty interpretujesz to tak, że niby ja obstaję za prawem kobiety do wrabiania
            faceta w cudze dziecko, mnie jednak chodzi tutuaj o dobro dziecka, aby sprawa,
            kto jest tatusiem była ustalona w miare pewnie.
            Tak, zdarza sie, że pewne fakty wychodzą na jaw po czasie..
            Jeśli mężczyzna nie ma zamiaru odrzucać dziecka, to po co mu te testy, po co ta
            wiedza?
            Jeśli nawet kobieta oszukała mężczyznę, to dziecko traktując go jak ojca było w
            swych uczuciach szczere.
            I teraz pojawia się pytanie - czy kierować się dobrem dziecka czy mężczyzny?
            Podobne jak w przypadku niechcianej ciązy - czyje prawo jest ważniejsze, prawo
            kobiety decydowania czy prawo do życia.
            Nasze poglądy w tych sprawach, a także pomysły na rozwikłanie problemów są
            takie jakie są, żaden z nich nie stanowi idealnego wyjścia.
            • Gość: Dulce Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.05, 13:02
              Kobieta powinna powiadomić partnera, że jest w ciąży z kimś innym. Ale kobiety-
              oszustki tego niestety nie robią i wrabiają facetów.
              Dla dobra dziecka jest mieć matkę i ojca, którzy nie zachodzą w ciążę z innymi
              osobami. Nie można z powodu czyjegoś złego postępowania obciążać
              odpowiedzialnością niewinną osobę. Każde dziecko ma biologicznego ojca, który
              ma obowiązek je utrzymywać. Wychowywać może ojciec niebiologiczny - partner
              matki. Ale ma on prawo do decyzji czy chce.
              Moim zdaniem twoje podejście jest bardziej w interesie biologicznych rodziców,
              którzy chcą bezkarnie zdradzać i oszukiwać niż w interesie dziecka.
              I jeszcze jedno. To jest wina kobiety i jej kochanka, że ich dziecko może
              zostać odrzucone przez męża kobiety i cierpieć z tego powodu a nie wina męża.
              To jest tylko dobra wola męża, że chce wychowywać nie swoje dziecko. Chcieli
              się zabawić niech ponoszą konsekwencje od początku a nie zrzucają
              odpowiedzialność na kogoś innego.
              • ggigus Dulce, momencik 13.01.05, 19:47
                Czy to nie Ty wykrzykiwalas o obronie zycia za wszelka cene? czy to nie Ty
                pisalas, ze jesli kobieta nie chce zajsc w ciaze, to niech nie wspolzyje?
                Dlaczego to samo ma nie dotyczyc mezczyzn? niech cwicza celibat. Nie ma
                wspolzycia, ba nie ma zony (oszustki podlej), to i nie ma ciazy. I nie ma
                problemu.
                • Gość: Dulce Re: Dulce, momencik IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 07:55
                  Droga ggigus, mylisz tematy. To, że należy chronić życie (nie mordować
                  organizmów ludzkich w łonie matki) i to, że nie wolno oszukiwać (wrabiać faceta
                  w cudze dziecko) to dwie różne sprawy.
                  Co do celibatu to w celu uniknięcia ciąży dotyczy on zarówno mężczyzn jak i
                  kobiet.
                  I chodzi nie tylko o celibat mężczyzn, z którymi związane są kobiety na stałe a
                  o to, żeby nie szły one w tango z kimś na boku a potem obciążały konsekwencjami
                  niewinnego człowieka. Czyli: kobieta nie jest podłą oszustką, nie zdradza męża
                  to i nie ma wątpliwej ciąży. I nie ma problemu.
                  To biologiczny ojciec ma ponosić konsekwencje a niebiologiczny może przyjąć
                  dziecko ale nie musi. Dziwię się, że jest akcja, która ma pomóc mężczyznom
                  wywinąć się od konsekwencji czynów. Mogą sobie bezkarnie rozsiewać geny bo
                  jakiś frajer za to zapłaci.
                  Zakaz testów to też tak jakby powiedzieć kobietom: możecie zdradzać facetów i
                  wrabiać ich w cudze dzieci bo facetom nie wolno tego sprawdzić.
                  Pozdrawiam
              • magic00 Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 14.01.05, 11:54
                Dulce napisała:
                Dla dobra dziecka jest mieć matkę i ojca, którzy nie zachodzą w ciążę z innymi
                > osobami.

                Zdanie niezbyt zrozumiałe...
                Cóż z pewnością dobrze jest mieć przyzwoitych rodziców, ale niestety, rodziców
                się nie wybiera. Nie bardzo wiem jak można wszystkim dzieciowm to dobro
                zapewnić, napewno nie przez testy genetyczne.

                Wszelkie wątpliwości co do rodzicielstwa należałoby wyjaśniać jak najszybciej.
                Dziecko to nie towar, który można reklamowac.
                Ojciec niebiologiczny ma prawo do decyzji czy chce wychowywać dziecko, ale
                zaraz po jego urodzeniu. Wyobraź sobie uczucia dziesięcioletniego dziecka,
                które dowiaduje się ze tatuś wcale nie jest jego tatusiem i od dzisiaj znika z
                jego życia.

                ^nie mozna z powodu czyjegoś złego postępowania obciążac odpowiedzialnością
                niewinną osobę^
                Według mnie jest nią dziecko, którego rodzice piorą brudy za pomocą testów DNA.

                Najlepiej by wszystkim obowiązkowo i bezplatnie robić te testy, przed
                zarejestrowaniem dziecka. Ale to oczywiście pomysł utopijny..


                • Gość: Dulce Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 12:59
                  > Wszelkie wątpliwości co do rodzicielstwa należałoby wyjaśniać jak
                  najszybciej.
                  > Dziecko to nie towar, który można reklamowac.
                  > Ojciec niebiologiczny ma prawo do decyzji czy chce wychowywać dziecko, ale
                  > zaraz po jego urodzeniu. Wyobraź sobie uczucia dziesięcioletniego dziecka,
                  > które dowiaduje się ze tatuś wcale nie jest jego tatusiem i od dzisiaj znika
                  z
                  > jego życia.
                  Ale testy są dostępne dopiero od niedawna i mężczyźni nie mogli wcześniej
                  sprawdzić. Poza tym niekoniecznie facet musi zerwać kontakt z dzieckiem.
                  Dziecko należy ochronić ale jego biologiczni rodzice powinni ponieść
                  konsekwencje.
                  > ^nie mozna z powodu czyjegoś złego postępowania obciążac odpowiedzialnością
                  > niewinną osobę^
                  > Według mnie jest nią dziecko, którego rodzice piorą brudy za pomocą testów
                  DNA.
                  A rozrywkowa mamuśka wogóle nie jest winna....
                  Zakaz testów chroni nie dziecko a rozrywkową mamuśkę i jej kochasia, którego
                  przeciwnicy testów łatwo zwalniają z obowiązku utrzymania dziecka. Pewnie,
                  niech frajerzy płacą.
                  • magic00 Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 14.01.05, 13:56
                    Cóż, rodziny, w których facet chce sprawdzić, czy to jego czy nie jego dzieci,
                    zapewne nie cierpią na nadmiar wzajemnego zaufania...
                    Mężczyźni nie mogli wcześniej sprawdzić, ale zwracam uwagę, że fakt uznania
                    dziecka za swoje i wpisanie w metryke nazwiska ojca ma swoje znaczenie i prawne
                    konsekwencje.

                    >Zakaz testów chroni nie dziecko a rozrywkową mamuśkę i jej kochasia, którego
                    > przeciwnicy testów łatwo zwalniają z obowiązku utrzymania dziecka. Pewnie,
                    > niech frajerzy płacą.

                    Zbyt prosta i jednoznaczna jest taka ocena. Często w takich sytuacjach
                    biologiczny ojciec nic nie wie o tym, że ma dziecko. Różne sytuacje życiowe są
                    nieco bardziej skomplikowane, a ty widzisz tu jakis spisek "rozrywkowych
                    mamusiek" i kochasiów, którzy wykorzystują jakiegoś frajera. Bycie ojcem i
                    opiekowanie się dzieckiem nie nazwałabym frajerstwem i nie sprowadzałabym
                    obowiązków ojca do kwestii finansowej.

                    Jakie konsekwencje do poniesienia przewidujesz dla biologicznych rodziców?
                    Bo odnoszę wrażenie, że w całej sprawie interesuje cię najbardziej ukaranie
                    winnych niż rozwiązanie trudnego problemu, tak aby wszyscy uczestnicy
                    zamieszania mogli jakoś funkcjonować.
                    • Gość: Dulce Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji IP: *.poli.sa / *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 14:24
                      > Cóż, rodziny, w których facet chce sprawdzić, czy to jego czy nie jego
                      dzieci,
                      > zapewne nie cierpią na nadmiar wzajemnego zaufania...
                      Najwyraźniej często było to uzasadnione.
                      > Mężczyźni nie mogli wcześniej sprawdzić, ale zwracam uwagę, że fakt uznania
                      > dziecka za swoje i wpisanie w metryke nazwiska ojca ma swoje znaczenie i
                      prawne
                      >
                      > konsekwencje.
                      Uznawał dziecko bo został oszukany, że jest to jego biologiczne. Później się
                      przekonał,że nie. I należy mu udzielić pomocy prawnej tak jak dla
                      poszkodowanego w innej sytuacji.
                      > Jakie konsekwencje do poniesienia przewidujesz dla biologicznych rodziców?
                      > Bo odnoszę wrażenie, że w całej sprawie interesuje cię najbardziej ukaranie
                      > winnych niż rozwiązanie trudnego problemu, tak aby wszyscy uczestnicy
                      > zamieszania mogli jakoś funkcjonować.
                      To nie jest zamieszanie tylko zdrada i oszustwo. Chodzi mi głównie o
                      sprawiedliwość. Konsekwencje dla biologicznych rodziców przewiduję takie, że
                      zajmą się utrzymaniem i wychowaniem swojego dziecka. A dorośli tak mają to
                      załatwić między sobą aby dziecko i niebiologiczny ojciec mogli jak najbardziej
                      komfortowo funkcjonować.
                      Odnoszę wrażenie, że oszukany i wykorzystany facet zupełnie się dla Ciebie nie
                      liczy. Najwyraźniej faceci wg Ciebie nie maja pewnych praw bo dla dobra dziecka
                      = w tym przypadku dla dobra rozrywkowej mamuśki i jej kochasia można ich
                      wykorzystać.
                      > Zbyt prosta i jednoznaczna jest taka ocena. Często w takich sytuacjach
                      > biologiczny ojciec nic nie wie o tym, że ma dziecko. Różne sytuacje życiowe

                      > nieco bardziej skomplikowane, a ty widzisz tu jakis spisek "rozrywkowych
                      > mamusiek" i kochasiów, którzy wykorzystują jakiegoś frajera.
                      Rzeczywiście skomplikowana sytuacja, że kobieta zdradzała męża. Wg Ciebie
                      biednym zdradzjącym żonkom należy się współczucie i wsparcie finansowe?
                      Bycie ojcem i
                      > opiekowanie się dzieckiem nie nazwałabym frajerstwem i nie sprowadzałabym
                      > obowiązków ojca do kwestii finansowej.
                      Oczywiście, że tak ale każdy facet ma prawo decydować czy chce być ojcem
                      nieswojego dziecka.
            • monikaannaj Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 13.01.05, 13:47
              > Jeśli mężczyzna nie ma zamiaru odrzucać dziecka, to po co mu te testy, po co
              ta
              >
              > wiedza?

              Moze po to zeby odrzucic kobietę która go oszukiwała?
              • kochanica-francuza Dlaczego forumowicze tendencyjnie 13.01.05, 19:38
                przekręcają słowa magic00?

                A może nie umiecie czytać ze zrozumieniem?
                • monikaannaj Re: Dlaczego forumowicze tendencyjnie 13.01.05, 21:07
                  Eeee... A co konkretnie przekręciłam?

                  Magic00 zapytała:"Jeśli mężczyzna nie ma zamiaru odrzucać dziecka, to po co mu
                  te testy, po co ta wiedza? "

                  Więc napisałam, ze moze nie chce odzrzucic dziecka - tylko wiarołomna żone? Nie
                  jestem specjalistką od męskiej psychiki, ale na pewno zdarzy się taki, który
                  nie przestanie kochac dziecka na wieść że nei jest jego biologicznym tatusiem,
                  choc jednoczesnie jego uczucia do zony stopnieja...
                  • kochanica-francuza Re: Dlaczego forumowicze tendencyjnie 13.01.05, 21:21
                    monikaannaj napisała:

                    > Eeee... A co konkretnie przekręciłam?
                    >To nie do Ciebie było.:-)))))
              • magic00 Re: Zwolennicy badan DNA i przeciwnicy aborcji 14.01.05, 12:25
                monikaannaj napisała:

                > > Jeśli mężczyzna nie ma zamiaru odrzucać dziecka, to po co mu te testy, po
                > co
                > ta
                > >
                > > wiedza?
                >
                > Moze po to zeby odrzucic kobietę która go oszukiwała?

                W sumie tak, ale jeśli nie ma do kobiety zaufania, nikt go nie zmusza aby z nią
                był. Rozumiem, że ludzie w takich sprawach wolą pewność zamiast niepewności,
                ale przerażają mnie konsekwencje, jakie spadna na dzieci. Mam 4 letniego synka,
                dla takiego dziecka wiedza kto jest mamą a kto tatą to absololutna podstawa,
                sprawa życia i śmierci. przejmuje mnie groza, gdy spróbuję sobie wyobrazić
                uczucia dzieciaka, któremu to wszsytko zostało zburzone i poprzestawiane.

                Właściwie nie wiem jakie wyjście byłoby najlepsze, nie mam w sobie tyle pychy,
                aby twierdzić, że moje projekty są świetne, ani w przeciwieństwie do Dulce,
                pogardliwego stosunku do ludzi, którzy popełnili życiowe błędy (w stylu niech
                grzesznicy cierpią, dobrze im tak). W omawianym przypadku prawo mężczyzny do
                sprawdzenia czy został oszukany koliduje z dobrem dziecka i stabilnością
                rodziny. Chcę jedynie pokazać, jak to może wyglądać od strony dziecka, że jego
                poczucie bezpieczeństwa jest bardzo ważne i należy odczucia dziecka brać mocno
                pod uwagę w rozstrzyganiu dyskutowanej kwestii.

Pełna wersja