Gość: she
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.01.05, 20:55
Spedzilam dzis tzw. babskie popoludnie. W pewnym momencie zjechalysmy na
nasze osobisto-rodzinne bolaczki. Jedna z dziewczyn, pochodzaca z malej wsi
gdzies w centralnej Polsce, mowi:
"Ojciec wrocil zachlany. Chcial, abym go gdzies zawiozla autem, ale mu
powiedzialam, ze tego nie zrobie. Wsciekl sie, zaczal wrzeszczec, ze chyba go
na drugim koncu wsi slyszeli. Cala noc nam nie dal spac - miotal sie po
chalupie jak wsciekly. Syczal - moja corka mi tak odpowiada !(rzucila mu, ze
nie bedzie jego etatowym kierowca). Matka tylko chowala sie do kata, i
patrzyla na mnie z wyrzutem, mowiac cos w stylu - i co zes narobila, jeszcze
nas pozabija."
Na szzescie, reszta z nas nie miala na podoredziu podobnych opowiesci grozy,
ale w trakcie gadania wyszlo jedno: porozumienie sie z ojcami jest prawie
niemozliwe. Brat tej dziewczyny wyjechal do Wawy majac 20 lat, nie mogl w
domu z ojcem wytrzymac. Ona chce wkrotce zrobic to samo. Gdy popatrze po
swoich znajomych i ich ojcow, widze powtarzajace sie schematy. Ojciec rzucil
matke, zostawil ja i dzieci i wyjechal za granice, albo zamieszkal z inna
kobieta. Rozwody to chleb powszedni, ojcowie praktycznie olewaja dzieci i sie
nimi kompletnie nie interesuja (dzieci - mam na mysli osoby dorosle, acz
wciaz sa to dzieci tychze ojcow). Ojciec nie pracuje, spedzajac zycie a la
Ferdek Kiepski. Ojciec chleje i zatruwa zycie dzieciom nie mowiac o zonie.
Ojciec nie rozmawia z dziecmi, lub rozmawia zdawkowo, poruszajac wazne
kwestie np. wyprowadzenie psa. Zyje we wlasnym swiecie, w ktorym jego dzieci
nie wystepuja. Ojciec krytykuje dzieci, iz nie odnosza one wystarczajacych
sukcesow - tym bardziej krytykuje, im sam jest wiekszym nieudacznikiem. Itd.
Slowem - ojcowie w tych rodzinach sa albo nieobecni, albo egzystuja na uboczu
jak pan Dulski, albo stanowia upierdliwy ciezar. O zapewnieniu godnego bytu
rodzinie nawet nie ma co mowic. Nie wiem, to jakis kryzys ojcostwa czy zawsze
tak bylo ?
Wyglada na to, ze wielu mezczyzn ugina sie pod ciezarem zycia oraz
odpowiedzialnosci za siebie i rodzine. Stad te dezercje w ramiona innej, do
innego kraju, rozwody, unikanie kontaktow z dziecmi, lekcewazenie
obowiazkow "glowy domu", wreszcie bliskie kontakty z alkoholem. I na kim
my "slabe kobietki" mamy sie opierac, skoro ci rzekomo madrzy i silni to w
praktyce niewypaly ? Co ma zona z takiego meza, co ma syn czy corka z takiego
ojca ? I wreszcie - co ma z takiego ojca corka feminizujaca ? Osobiscie nie
lubie hasel typu "faceci nadaja sie tylko do tego zeby zapladniac", bo to
jak "kobiety tylko do rodzenia i garow". Ale widze wiele przykladow, w
ktorych facet nic z siebie nie dal, poza nasieniem.