Dobrze. Który z panów

05.02.05, 01:55
przyjąłby jak swoje dziecko swojej zgwałconej żony? Który byłby gotowy na
poświęcenia w czasie trwania jej przypadkowej ciąży (takie jak np. obniżenie
dochodów rodziny, abstynencja seksualna)?
Który z panów po dowiedzeniu się, że dziecko w łonie partnerki jest ciężko
uposledzone i będzie wymagało 100% obsługi przez całe swoje (byc może
krótkie) życie zdecyduje się na przyjęcie go z miłością, harowanie na
rehabilitację i pełne poświęcenie dla niego?
    • dziejas Re: Dobrze. Który z panów 05.02.05, 03:27
      ja
      • kocia_noga Re: Dobrze. Który z panów 05.02.05, 14:08
        Fakty sa wymowne i nie pozostawiają wątpliwości. Większość panów wymieka ,
        niestety , dokładając żonie udręki .Może i pan dziejas byłby w stanie dotrzymac
        słowa - tez się tacy zdarzają , ale na tym forum tylko on się odezwał żeby
        zapewnić , choć to tak mało.
        • kochanica-francuza Re: Dobrze. Który z panów 05.02.05, 14:14
          kocia_noga napisała:

          > Fakty sa wymowne i nie pozostawiają wątpliwości. Większość panów wymieka ,
          > niestety , dokładając żonie udręki .Może i pan dziejas byłby w stanie dotrzymac
          > słowa - tez się tacy zdarzają , ale na tym forum tylko on się odezwał żeby
          > zapewnić , choć to tak mało.

          No co? To tu normalka.Jak zapytałam,który z panów wychowywałby wlasne
          dziecko,którego matka odeszłaby w siną dal,zgłosił się jeden pereop,będący na
          tym forum jedynie na gościnnych występach.

          Warshawiak zaś (w innym wątku,ale tej samej kwestii)zaczął bredzić,że okrutny
          jest los sierocy i usunąć.
          • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 14:12
            Ja też jestem na gościnnych występach i wychowuję sam swoje dzieci (dwoje).
            Jeśli chcesz poznać więcej takich ojców to wejdź na forum
            users.nethit.pl/forum/forum/tata/
            i poczytaj sobie relacje ojców, którzy nie mogą wychwywać własnych dzieci i
            których nasze "feministyczne" sądy rodzinne (celowo pisane z małej litery)
            takiej możliwości pozbawiają. Nie tylko zresztą wychowania, ale nawet często
            widzenia się z nimi.
            I może wtedy co niektórzy tutejsi formumowicze przekonają się, że film "Tato"
            nie jest fokcją, tylko paradokumentem z optymistycznym zakończeniem!1
            Andrzej
          • pereop Re: Dobrze. Który z panów 10.02.05, 10:25
            miło że pamiętasz moje słowa kochanico - a co do pytania w tym wątku moja
            odpowiedz brzmi tak samo - przyjąłbym takie dziecko - choć zdaję sobie sprawę że
            mogłoby być przynajmniej na początku ciężko...ale żony na pewno nie zostawiłbym
            samej w tej kwestii

            uszanowanie
            Pereop
    • Gość: Abaddon To jakiś koszmar. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.05, 15:05
      Po pierwsze, nie lubię dzieci, zwłaszcza małych chłopców. Topiłbym:)
      Po drugie, upośledzone dzieci trzeba z założenia usuwać.
      Po trzecie, to samo dotyczy się dzieci z gwałtów.

      Kurde, przecież nawet tak restrykcyjna ustawa aborcyjna w Polsce zezwala na
      aborcję w obu przypadkach.
      • julla Re: To jakiś koszmar. 05.02.05, 15:47
        Gość portalu: Abaddon napisał(a):

        > Po pierwsze, nie lubię dzieci, zwłaszcza małych chłopców. Topiłbym:)
        > Po drugie, upośledzone dzieci trzeba z założenia usuwać.
        > Po trzecie, to samo dotyczy się dzieci z gwałtów.
        >
        > Kurde, przecież nawet tak restrykcyjna ustawa aborcyjna w Polsce zezwala na
        > aborcję w obu przypadkach.
        ***
        ...brrr!
        Oczywiście, nie ma żadnego obowiązku lubienia dzieci, ale trochę przesadziłeś.
        Szczególnie z tym topieniem: przecież sam byłeś małym chłopcem i pozwolono ci
        przetrwać, więc daj żyć innym.
        Tak na marginesie i of topic: miałam kiedyś do czynienia z tzw. "upośledzonymi"
        dziećmi i jakoś tak strasznie przykro mi się robi, jak ktoś twierdzi, że
        powinno się je bezwzględnie usuwać- one potrafią bardzo cieszyć się życiem, bo
        życie jest dla nich nieskomplikowane, cieszy je każda duperelka i wszelkie
        deprechy,tak świetnie znajome nam wszystkim, ludziom prawidłowym- są im
        zupełnie obce.
        A dziecko poczęte z gwałtu przecież mozna oddać do adopcji- jeśli oczywiście
        kobieta czuje się na siłach przetrwać ciążę i urodzić. Dlaczego tak
        kategorycznie od razu usuwać?
        • Gość: Abaddon Re: To jakiś koszmar. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.05, 15:53
          > Oczywiście, nie ma żadnego obowiązku lubienia dzieci, ale trochę przesadziłeś.
          > Szczególnie z tym topieniem: przecież sam byłeś małym chłopcem i pozwolono ci
          > przetrwać, więc daj żyć innym.

          Jasne, wystarczy trzymać te dzieci z dala ode mnie:)

          > Tak na marginesie i of topic: miałam kiedyś do czynienia z
          tzw. "upośledzonymi"
          >
          > dziećmi i jakoś tak strasznie przykro mi się robi, jak ktoś twierdzi, że
          > powinno się je bezwzględnie usuwać- one potrafią bardzo cieszyć się życiem,
          bo
          > życie jest dla nich nieskomplikowane, cieszy je każda duperelka i wszelkie
          > deprechy,tak świetnie znajome nam wszystkim, ludziom prawidłowym- są im
          > zupełnie obce.

          Ja mogę mówić za siebie - gdybym miał przyjść na świat jako upośledzony czy
          nieuleczalnie chory, wolałbym, żeby w ogóle mi nie dano takiej "szansy".

          > A dziecko poczęte z gwałtu przecież mozna oddać do adopcji- jeśli oczywiście
          > kobieta czuje się na siłach przetrwać ciążę i urodzić. Dlaczego tak
          > kategorycznie od razu usuwać?

          Sierociniec polski nie należy do najprzyjemniejszych miejsc na świecie:) Poza
          tym nie chce mi się wierzyć, że kobieta będzie czuła jakikolwiek sentyment do
          czegoś, co powstało w tak tragicznych dla niej okolicznościach.
        • na_tasza Re: To jakiś koszmar. 05.02.05, 17:09
          No i właśnie: o wolność wyboru chodzi. O wolność, której odmawia się kobietom.
          Jedna chce urodzić chore czy poczęte z gwałtu dziecko - druga sobie tego nie
          wyobraża. I ma do tego prawo.
          A hipokryci dalej milczą... Oni mają wolność wyboru, ich po priostu może to
          przestać obchodzić. Weźcie to pod rozwagę dziewczyny tak szkalujące kobiety
          optujące za wolnością wyboru!!!
          • ell.a Re: To jakiś koszmar. 08.02.05, 13:16
            "Wolność wyboru" to wyrażenie zakłamujące rzeczywistość i mające na celu
            przemanipulowanie myślenia. Każdy wie, że słowo "aborcja" ma znaczenie
            pejoratywne. Żeby odwrócić uwage od rzeczywistego faktu aborcji jej zwolennicy
            nazywają ją "wolnością wyboru", które to słowo ma znaczenie pozytywne. Typowa
            manipulacja.
            Wolność wyboru może dotyczyć wszystkiego co nie dotyczy bezpośrednio czyjegoś
            życia i śmierci. Czyli wolność wyboru dotyczy np. wychowania dziecka lub
            oddania go do adopcji, na którą czekają setki par.
            W przypadku aborcji nie ma mowy o wolności wyboru a o wolności pozbawienia
            życia istoty ludzkiej, która ma określony kod genetyczny, w tym wygląd,
            zdolności itd.
            Kobiety optujące za "wolnością wyboru" naprawdę optują za wolnością pozbawiania
            życia czyli za aborcją.
            To, że faceci wymiękają jest zupełnie inną kwestią.
            • ardzuna Re: To jakiś koszmar. 08.02.05, 21:34
              ell.a napisała:

              > Kobiety optujące za "wolnością wyboru" naprawdę optują za wolnością
              pozbawiania
              >
              > życia czyli za aborcją.
              > To, że faceci wymiękają jest zupełnie inną kwestią.

              Ja nie jestem za aborcją na żądanie, obecną ustawę uważam za dobrą - oby tylko
              była realizowana. Natomiast jestem za dokładnie takim samym brakiem potępienia
              społecznego dla kobiet porzucających swoje dzieci, co dla mężczyzn
              porzucających swoje dzieci (albo za takim samym potępieniem społecznym dla
              mężczyzn porzucających swoje dzieci, co dla kobiet porzucających swoje dzieci).
              Wtedy wiele kobiet wolałoby przucic swoje dzieci, niż usunąc ciażę, a to, że by
              wymiękały, byłoby zupełnie inną kwestią.
              • ell.a Re: To jakiś koszmar. 09.02.05, 08:04
                > Ja nie jestem za aborcją na żądanie, obecną ustawę uważam za dobrą - oby
                tylko
                > była realizowana.
                Ja jestem przeciw każdej aborcji. A ustawa nie jest dobra bo dopuszcza aborcję
                w 5/6 m-cu ciąży.

                Natomiast jestem za dokładnie takim samym brakiem potępienia
                > społecznego dla kobiet porzucających swoje dzieci, co dla mężczyzn
                > porzucających swoje dzieci (albo za takim samym potępieniem społecznym dla
                > mężczyzn porzucających swoje dzieci, co dla kobiet porzucających swoje
                dzieci).
                >
                > Wtedy wiele kobiet wolałoby przucic swoje dzieci, niż usunąc ciażę, a to, że
                by
                >
                > wymiękały, byłoby zupełnie inną kwestią.
                Tu się z Tobą zgadzam. Kobieta woli zabić niż żyć z piętnem wyrodnej matki. O
                aborcji ludzie mogą się nie dowiedzieć, o ciąży na pewno się dowiedzą. Poza tym
                wiele kobiet wie, że jak urodzi to już nie odda więc zabija.
          • nihiru Re: To jakiś koszmar. 09.02.05, 16:06
            O wolności wyboru można mówić w momencie podejmowania decyzji o współżyciu. Jak
            kobieta nie chce dziecka, to stosuje antykoncepcję albo rezygnuje z seksu. Nie
            można mówić o prawie do wolności, kiedy ta wolność skutkuje śmiercią drugiej
            osoby.
            Oczywiście w takim razie jestem za prawem kobiety do usunięcia dziecka
            pochodzącego z gwałtu - mimo że że ciągle uważam że jest to morderstwo. Ale to
            też musi być decyzja kobiety, a nie z urzędu.
            • na_tasza A kiedy mężczyana nie chce dziecka 10.02.05, 12:07
              to po prostu się zmywa...
      • na_tasza Re: To jakiś koszmar. 05.02.05, 15:53
        > Kurde, przecież nawet tak restrykcyjna ustawa aborcyjna w Polsce zezwala na
        > aborcję w obu przypadkach.

        No właśnie. I ja wcale nie jestem za jakimś wielkim rozszerzeniem tych
        możliwości aborcji (jak i wiele innych feministek na tym forum). Jestem za ich
        respektowaniem i nie opluwaniem kobiet (np. na tym forum - tygrysio_cośtam
        itp.), które chcą mieć taką możliwość zapewnioną w obecnym kształcie ustawy.
        A panowie-zwolennicy ochrony życia poczętego, którzy rzucają oskarżenia pod
        naszym adresem jakoś dziwnie milczą. Nikogo to nie dziwi, nie bulwersuje? - oto
        przykład naszej polskiej hipokryzji!!!
        • Gość: Abaddon Re: To jakiś koszmar. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.05, 16:01
          No, ja z kolei jestem wielkim zwolennikiem poszerzenia możliwości aborcji. A
          lekarzy, co odmawiają dokonywania aborcji w wyżej wymienionych sytuacjach,
          potraktowałbym jak kryminalistów i dawałbym kulkę w łeb.

          > A panowie-zwolennicy ochrony życia poczętego, którzy rzucają oskarżenia pod
          > naszym adresem jakoś dziwnie milczą. Nikogo to nie dziwi, nie bulwersuje? -
          oto
          >
          > przykład naszej polskiej hipokryzji!!!

          Ci panowie to nieszczęśliwi ludzie.


          • na_tasza Re: To jakiś koszmar. 05.02.05, 17:06
            > A lekarzy, co odmawiają dokonywania aborcji w wyżej wymienionych sytuacjach,
            > potraktowałbym jak kryminalistów i dawałbym kulkę w łeb.

            Ja też. A jego rodzinie dziecko na wychowanie.
          • Gość: Andrzejto Re: To jakiś koszmar. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 14:53
            Abaddon, a ile dzieci spłodziłeś, czy wychowałeś???
            Widziałem Twoje niektóre posty i sorki, ale zalatujesz okolicami piaskownicy.
            Egoizm, emocjonalna niedojrzałośc, no i oczywiście chęć uzyskania pełnej
            kontroli nad swoim partnerem. Chyba nikt Cię nie kochał jak byłeś mały??
            Możesz nadrobić kup sobie psa!!
            • abaddon_696 Słonko. 09.02.05, 23:19
              > Abaddon, a ile dzieci spłodziłeś, czy wychowałeś???

              Zero, słonko, zero. Ja dzieci nie lubię, zwłaszcza małych chłopczyków.
              Powinieneś się bać:)


        • ardzuna Re: To jakiś koszmar. 05.02.05, 23:25
          na_tasza napisała:

          > No właśnie. I ja wcale nie jestem za jakimś wielkim rozszerzeniem tych
          > możliwości aborcji (jak i wiele innych feministek na tym forum). Jestem za
          ich
          > respektowaniem i nie opluwaniem kobiet (np. na tym forum - tygrysio_cośtam
          > itp.), które chcą mieć taką możliwość zapewnioną w obecnym kształcie ustawy.

          W stu procentach jestem z tobą zgodna. Powiem więcej - nie jestem w ogóle za
          rozszerzeniem możliwości aborcji, ale za ich solidnym respektowaniem w obecnym
          kształcie.

          Tylko po co to w ogóle pisać, skoro nasi forumowi antyfemnistyczni misjonarze i
          tak wiedzą lepiej, ze na pewno masowo mordujemy dzieci?

          > A panowie-zwolennicy ochrony życia poczętego, którzy rzucają oskarżenia pod
          > naszym adresem jakoś dziwnie milczą.

          Rzeczywiście, jest to zastanawiające.
        • Gość: Andrzejto Re: To jakiś koszmar. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 14:46
          Ja się mogę wypowiedzieć, a co mi tam :). Jestem absolutnym przeciwnikiem
          aborcji. Ale jeśli mówimy o gwałtach, to w tamtym roku w "Rzeczpospolitej"
          bardzo ciekawie wypowiedziała się posłanka LPR. A mianowicie złozyła propozycję
          aby w szpitalach były dostepne tabletki "antykoncepcji po". O ile mnie pamięć
          nie myli to jest 72 godziny na to, aby przy pomocy takiej pigułki zabezpieczyc
          się przed ciążą. ALe jak sądzę feministki o takiej mozliwiści nie wspomniały bo
          jest to pomysł osoby "niesłusznej politycznie".
          Chodziło o to, aby po zgłoszeniu gwałtu poszkodowana kobieta pojechała z
          policją na badanie do ginekologa i od razu, aby pod kontrolą lekarza podać tego
          typu tabletkę. Ale z pełną odpowiedzialnością, czyli, jeśli w toku postępowania
          okazałoby się, że gwałtu nie było, to ponosiłaby odpowiedzialność karną.
          A co do usuwania ciąży jeśli dziecko jest upośledzone, to też jestem przeciw.
          Każdy ma jakąś karmę do "odrobienia" i już.
          Niestety do wolności to bardzo wielu ludzi dąży, ale nie każdy chce przyjąć
          konsekwencje tej wolności. A jeśli osoby przeciwnch płci chodzą ze sobą do
          łóżka to konsekwencją tego może być dziecko. Jak się tego nie potrafi
          zaakceptować, to należy stosować lemoniadę. Zamiast.....
          • Gość: tak sobie pisze... coś pan taki niezorientowany? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 18:45
            Ale jeśli mówimy o gwałtach, to w tamtym roku w "Rzeczpospolitej"
            > bardzo ciekawie wypowiedziała się posłanka LPR. A mianowicie złozyła propozycję
            >
            > aby w szpitalach były dostepne tabletki "antykoncepcji po".
            pomysł nie jest nowy i nie należy wcale do pani posłanki, bo w USA coś takiego jest elementem, z tego co wiem standardowej procedury już od jakiegoś czasu.

            BTW to ciekawe że LPR o tym mówi bo "tabletki po" są sprzeczne z doktryną katolicką wg której nawet zwykłe pigułki należą do preparatów wczesnoporonnych.

            Ale z pełną odpowiedzialnością, czyli, jeśli w toku postępowania
            >
            > okazałoby się, że gwałtu nie było, to ponosiłaby odpowiedzialność karną.
            nie było by żadnej odpowiedzialności karnej (za zastosowanie tabletki) bo postinor, o którym mowa, jest w polsce całkiem legalny... co innego RU4cośtam, ale on jest skuteczny w dłuższym okresie od stosunku.
          • abaddon_696 Ale to jest głupiutkie:) 10.02.05, 00:00
            Gość portalu: Andrzejto napisał(a):

            > Ja się mogę wypowiedzieć, a co mi tam :). Jestem absolutnym przeciwnikiem
            > aborcji. Ale jeśli mówimy o gwałtach, to w tamtym roku w "Rzeczpospolitej"
            > bardzo ciekawie wypowiedziała się posłanka LPR. A mianowicie złozyła
            propozycję
            >
            > aby w szpitalach były dostepne tabletki "antykoncepcji po". O ile mnie pamięć
            > nie myli to jest 72 godziny na to, aby przy pomocy takiej pigułki
            zabezpieczyc
            > się przed ciążą. ALe jak sądzę feministki o takiej mozliwiści nie wspomniały
            bo
            >
            > jest to pomysł osoby "niesłusznej politycznie".

            Nie kwiatuszku, po prostu po gwałcie kobitka potrzebuje wsparcia aby dojść do
            siebie. Naprawdę myślisz, że to takie łatwe? Wiesz, po takim czymś może się
            życia odechcieć. W każdym razie pigułki to sobie sam możesz brać, a nieszczęsna
            zrobi to, co uzna za słuszna w swoim czasie, i naprawdę nie ma powodów, by się
            spieszyła.

            > Chodziło o to, aby po zgłoszeniu gwałtu poszkodowana kobieta pojechała z
            > policją na badanie do ginekologa i od razu, aby pod kontrolą lekarza podać
            tego
            >
            > typu tabletkę. Ale z pełną odpowiedzialnością, czyli, jeśli w toku
            postępowania
            >
            > okazałoby się, że gwałtu nie było, to ponosiłaby odpowiedzialność karną.

            Gdyby głupota była karalna to byś już siedział na krzesełku, mój ty autorytecie
            moralny...

            > A co do usuwania ciąży jeśli dziecko jest upośledzone, to też jestem przeciw.
            > Każdy ma jakąś karmę do "odrobienia" i już.

            Ooooooo, pan jest chyba z tych wierzących Talibów? Słonko, Twoja wiara
            w "karmę" to bardzo mierny argument. Poza tym o aborcji decyduje kobitka a nie
            klecha, nie wiesz o tym? Powiem więcej: kobieta ma prawo usunąć każdy płód; w
            przypadku upośledzonego jest to OBOWIĄZEK.

            > Niestety do wolności to bardzo wielu ludzi dąży, ale nie każdy chce przyjąć
            > konsekwencje tej wolności. A jeśli osoby przeciwnch płci chodzą ze sobą do
            > łóżka to konsekwencją tego może być dziecko. Jak się tego nie potrafi
            > zaakceptować, to należy stosować lemoniadę. Zamiast.....

            I dlatego powinna być możliwość aborcji, choćby po to, by kochankowie mogli
            mieć wolności jak najwięcej:) A może Ty do kochających inaczej należysz? No, to
            wtedy faktycznie nie masz się czym przejmować. Choć i tak współczuję.
            • Gość: Andzrejto Re: Ale to jest głupiutkie:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 11:04
              Gość portalu: Andrzejto napisał(a):

              > Ja się mogę wypowiedzieć, a co mi tam :). Jestem absolutnym przeciwnikiem
              > aborcji. Ale jeśli mówimy o gwałtach, to w tamtym roku w "Rzeczpospolitej"
              > bardzo ciekawie wypowiedziała się posłanka LPR. A mianowicie złozyła
              propozycję
              >
              > aby w szpitalach były dostepne tabletki "antykoncepcji po". O ile mnie pamięć
              > nie myli to jest 72 godziny na to, aby przy pomocy takiej pigułki
              zabezpieczyc
              > się przed ciążą. ALe jak sądzę feministki o takiej mozliwiści nie wspomniały
              bo
              >
              > jest to pomysł osoby "niesłusznej politycznie".

              Nie kwiatuszku, po prostu po gwałcie kobitka potrzebuje wsparcia aby dojść do
              siebie. Naprawdę myślisz, że to takie łatwe? Wiesz, po takim czymś może się
              życia odechcieć. W każdym razie pigułki to sobie sam możesz brać, a nieszczęsna
              zrobi to, co uzna za słuszna w swoim czasie, i naprawdę nie ma powodów, by się
              spieszyła.
              A czy ja powiedziałem, że nie potrzebuje wsparcia?? tyle, że jednym z
              podstawowych dowodów gwałtu jest orzeczenie lekarza, o ile mnie pamięć nie
              myli?? Nie wspomnę o badaniach DNA. Pomoc powinna byc kompleksowa kwiatuszku,
              obejmować wszystkie aspekty, od pomocy psychologa zaczynając, po stworzenie
              kompleksowego materiału dowodowego mającego pomóc we wsadzeniu gwałciciela do
              pierdla.
              > Chodziło o to, aby po zgłoszeniu gwałtu poszkodowana kobieta pojechała z
              > policją na badanie do ginekologa i od razu, aby pod kontrolą lekarza podać
              tego
              >
              > typu tabletkę. Ale z pełną odpowiedzialnością, czyli, jeśli w toku
              postępowania
              >
              > okazałoby się, że gwałtu nie było, to ponosiłaby odpowiedzialność karną.

              Gdyby głupota była karalna to byś już siedział na krzesełku, mój ty autorytecie
              moralny...
              Nie uważam się za autorytet moralny, szanowny/a Pan/Pani przypisuje mi dziwne
              zachowania . Nie przypominam sobie, abym próbował się wyrazić w imieniu
              kogokolwiek poza własną osobą. A Proszę szanownego przedmówcę o info, czy aby
              fałszywe oskarżenie nie jest postawą prawną do ścigania?? Jeśli nawet nie z
              urzędu, to z powództwa cywilnego?

              > A co do usuwania ciąży jeśli dziecko jest upośledzone, to też jestem przeciw.
              > Każdy ma jakąś karmę do "odrobienia" i już.

              Ooooooo, pan jest chyba z tych wierzących Talibów? Słonko, Twoja wiara
              w "karmę" to bardzo mierny argument. Poza tym o aborcji decyduje kobitka a nie
              klecha, nie wiesz o tym? Powiem więcej: kobieta ma prawo usunąć każdy płód; w
              przypadku upośledzonego jest to OBOWIĄZEK.
              Ktoś chyba nie odrobił lekcji, a co Talibowie, lub klechy mają do Karmy???
              A o ile mnie pamięć nie myli, to do zapłodnienia komórki jajowej potrzebne są
              dwie osoby?? Może się mylę?? A może tak jak w "Seksmisji"? jajo o jajo?? To
              następny punkt lekcji do odrobienia!!
              Jak dwie osoby są niezbędne do poczęcia dziecka, tak samo dwie osoby są
              potrzebne do podjęcia decyzji!! To się o ile mnie pamięć nie myli nazywa
              partnerstwo??
              > Niestety do wolności to bardzo wielu ludzi dąży, ale nie każdy chce przyjąć
              > konsekwencje tej wolności. A jeśli osoby przeciwnch płci chodzą ze sobą do
              > łóżka to konsekwencją tego może być dziecko. Jak się tego nie potrafi
              > zaakceptować, to należy stosować lemoniadę. Zamiast.....

              I dlatego powinna być możliwość aborcji, choćby po to, by kochankowie mogli
              mieć wolności jak najwięcej:) A może Ty do kochających inaczej należysz? No, to
              wtedy faktycznie nie masz się czym przejmować. Choć i tak współczuję.

              Jak rozumiem szanowny dyskutant/ka nie jest w stanie zaakceptować konsekwencji
              współżycia? Seks jest fajny i przyjemny, ale jego konsekwencją może być ciąża,
              tak samo jak stan po kilku drinkach może być przyjemny, ale
              regularne "zażywanie" tego środka prowadzi do alkoholizmu. Dragi też są
              przyjemne ale konsekwencją ich stosowania jest narkomania!!
              Bandyci też nie potrafią zaakceptować tego, że jak komuś zrobią krzywdę to mogą
              pojść siedzieć, w efecie więźienia są pełne niewinnych ludzi, Hłe,hłe....
              Ja proszę Pana/ni umiem ponieść konsekwencje tego co robię. Jedną z nich jest
              to, że aktualnie samotnie wychowuję 2 dzieci z mojego małżeństwa. I nie oglądam
              się na to co robi moja ex.
              A odpowiedzialność za to co się robi,proszę sznownego Pana/nią jest tym, co
              dzieli mężczyzn od chłopców.

      • veritas kilka danych 12.02.05, 00:24
        > Kurde, przecież nawet tak restrykcyjna ustawa aborcyjna w Polsce zezwala na
        > aborcję w obu przypadkach.

        W latach 1999-2003 w Polsce było łącznie 17 (słownie: siedemnaście) przypadków
        legalnego przerwania ciąży z powodu tzw. czynu zabronionego (tj. z powodu
        gwałtu lub kazirodztwa): w 1999-1, w 2000-2, w 2001-5, w 2002-6 i w 2003-3.
        (Źródło: oficjalne sprawozdania z realizacji ustawy o przerywaniu ciąży).
        W tym samym czasie miało miejsce ok. 11.300 (słownie: jedenaście tysięcy
        trzysta) zgłoszonych gwałtów: w 1999 ok 2.000, w 2000 ok 2.400, w innych latach
        ok. 2.300. (źródło: oficjalne sprawozdania policji nt. przestępczości).

        Czyli na 2.000 zgwałconych kobiet trzy uzyskały dokonały legalnej aborcji (i to
        przy założeniu, że kazirodztwo nie było w żadnym przypadku przyczyną przerwania
        ciąży).

        Wnioski każdy może wyciągnąć sam.

        • abaddon_696 Wierzę Ci, niestety:( 12.02.05, 14:47
          Funkcjonowanie państwa oraz mentalność ludzi go zamieszkujących jest dobijająca.
    • monikaannaj Re: Dobrze. Który z panów 05.02.05, 18:10
      Można faktycznie załozyc ze niewielu panów. ale nie można stwierdzic ze zaden.
      Czy twoim zdaniem kobieta ma prawo usunac ciazę bez pytania o zdanie meża? Czy
      ma prawo to zrobic jesli ona nie chce dziecka a mąz stanowczo twierdzi ze chce
      i wychowa?
      • na_tasza Re: Dobrze. Który z panów 08.02.05, 10:07
        > Można faktycznie załozyc ze niewielu panów. ale nie można stwierdzic ze
        zaden.

        Można faktycznie założyć, że wiele feministek jest za aborcją. Ale nie można
        twierdzić, że wszystkie kobiety to morderczynie - jak to często czytam na tym
        forum.


        > Czy twoim zdaniem kobieta ma prawo usunac ciazę bez pytania o zdanie meża?

        Nie, oczywiście, że nie (chyba jednak może sama podjąć decyzję w przypadku
        gwałtu - w końcu to ona została zgwałcona). Jak widać na załączonym obrazku,
        mało który pan będzie optował za urodzeniem takiego dziecka.


        > Czy ma prawo to zrobic jesli ona nie chce dziecka a mąz stanowczo twierdzi ze
        > chce i wychowa?

        Tyle, że tak, jak napisała kochanica, on dziś tak twierdzi, a jutro może być
        rak, ze to na nią faktycznie spadnie ten ciężar wychowania. Nie do końca wierzę
        w takie deklaracje.
        Dlaczego tyle jest kobiet samych z niepełnosprawnymi dziećmi, a mężczyzn
        praktycznie wcale - jeśli już, to są pary???
        • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 15:11
          Chcecie wiedzieć dlaczego spotyka się tylko kobiety wychoujące samotnie
          upośledzone dzieci??
          A dlatego proszę szanownych Pań, że w tym kraju 3% mężczyzn otrzymuje od sądów
          prawo do wychowywania własnych dzieci. I czasami bywa tak, że ojciec chciałby
          się takim dzieckiem zająć, ale nie może, bo mu sąd tego zabrania!!!!
          Kobiety muszą to robić, bo nie mają innej możliwości. Albo ona , albo ośrodek
          wychowawczy. Tertum non datur
          • Gość: olla Re: Dobrze. Który z panów IP: 195.116.246.* 13.02.05, 00:00
            czy na to, zeby wychowywac wraz z zona/partnerką uposledzone dziecko potrzebna
            jest zgoda sadu? Kobiety chcą zostawac same? Rozumiem i szanuję Pańskie
            poglądy na temat funkcjonowania Sądów Rodzinnych, ale w tym wypadku to
            nieporozumeinie..
    • losiu4 Re: Dobrze. Który z panów 06.02.05, 00:12
      na ten przykład ja

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: Piter Re: Dobrze. Który z panów IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 06.02.05, 02:36
      I ja.
      P.
      • kochanica-francuza kiedy mąż CHCE wychować czy kiedy WYCHOWA? 06.02.05, 15:46
        bo wychowanie to nie tylko epatowanie męskim autorytetem,ale kupa przyziemnych
        zajęć,które stanowią od 100 do 70% zajęć związanych z dzieckiem,zależnie od
        etapu rozwoju
        niemowlakowi nie poepatujesz,za to musisz go przwijać,wstawać w nocy,ucierać
        zupki,niedosypiać,kiedy drze się ząbkując ...
        • kochanica-francuza Re: kiedy mąż CHCE wychować czy kiedy WYCHOWA? 08.02.05, 19:56
          O! Nikt mi nie odpowiedział! Przypadek?
        • dziejas Re: kiedy mąż CHCE wychować czy kiedy WYCHOWA? 09.02.05, 14:41
          szkoda slow. odpusc sobie czasem zamiast zadawac niemadre pytania.

          pozdr.
          • kochanica-francuza Re: kiedy mąż CHCE wychować czy kiedy WYCHOWA? 09.02.05, 15:31
            dziejas napisał:

            > szkoda slow. odpusc sobie czasem zamiast zadawac niemadre pytania.

            cóż za rzeczowa odpowiedź...;-)))))
    • dokowski Ja nie. Ale aborcja powinna być w pierwszym trymes 06.02.05, 03:25
      kiedy jeszcze nie mamy do czynienia z osobą. Aborcja późniejsza, jeśli wynika z
      zaniedbania, powinna być karalna
    • margot_may oni nie widzą związku, nataszo 06.02.05, 05:24
      pytasz ich o jakieś rzeczy personalne, zapuszczasz się na osobiste rejony, tak
      uważają.

      natomiast oni przecież wypowiadają się ogólnie o tym, co dopuszczalne, a co
      nie. o tym, gdzie leży granica. i że nie wolno jej przekraczać.
      prowadzą "wykłady o człowieczeństwie".

      a szkoda.
    • sdfsfdsf Re: Dobrze. Który z panów 06.02.05, 10:06
      o czym ty mowisz, jestes chora kobieto
      • Gość: maja Re: Dobrze. Który z panów IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.02.05, 21:04
        Niestyety jest sprawą dość powszechną, ale nie jest to zjawisko trwałe na
        szczęście , ze jak się rodzi chore dziecko , to panownie się zmywają. jat ten
        tatuś sióstr syjamskiech, co to je w Arabii Saudyjskiej operowano. Ta kobieta
        sama walczyla z rzeczywistością , tatunio się znalazł " po fakcie".Powtórzę
        znaną maksmę " że jakby mężczyźni zachodzili w ciąćę, to aborcja byłaby sakrum."
        • kochanica-francuza Re: Dobrze. Który z panów 09.02.05, 15:32
          Gość portalu: maja napisał(a):

          > Niestyety jest sprawą dość powszechną, ale nie jest to zjawisko trwałe na
          > szczęście , ze jak się rodzi chore dziecko , to panownie się zmywają. jat ten
          > tatuś sióstr syjamskiech, co to je w Arabii Saudyjskiej operowano. Ta kobieta
          > sama walczyla z rzeczywistością , tatunio się znalazł " po fakcie".Powtórzę
          > znaną maksmę " że jakby mężczyźni zachodzili w ciąćę, to aborcja byłaby sakrum.
          > "
          Sakramentem.
        • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 15:40
          Maja, jeśli tak jest to wytłumacz mi, dlaczego ojcowie zaczynają się
          organizować i walczyć przeciw ich dyskryminowaniu w procesie wychowania
          dzieci?? Dlaczego do Strasburga są kierowane wnioski i pozwy przeciwko państwom
          europejskim o naruszanie praw ojców?? Dlaczego w USA ojcowie wywalczyli
          instytucję opieki naprzemiennej, czyli zamieszkiwania dziecka u matki i u ojca
          po rozwodzie?? Czasy się zmieniają, chcecie większej wolności dla kobiet, ale
          tego, co już kiedyś miałyście nie potraficie oddać z ewidentną krzywdą dzieci??
          W pierwszym swoim poście podałem adres forum strony samotnych oraz
          dyskryminowanych ojców. Zajrzyj tam, a przekonasz się, że opowiadasz bajki!!
          Są przypadki rodziców, którzy nie chcą zajmować się dziećmi upośledzonymi, czy
          robić to samemu. Dotyczy to i matek i ojców. Ale mówi się tylko o ojcach,
          a "matki Polki" niosą swój los. Masz odwagę tam zajrzeć?? porozmawiać z ludźmi,
          którzy nie widzieli swoich dzieci latami?? Albo poczytać historię 30 letniej
          kobiety, którą sąd dał na wychowanie matce alkoholiczce??
          • virtual_moth Re: Dobrze. Który z panów 09.02.05, 18:09
            Gość portalu: Andrzejto napisał(a):

            > dlaczego ojcowie zaczynają się
            > organizować i walczyć przeciw ich dyskryminowaniu w procesie wychowania
            > dzieci??

            Przypuszczam, że z powodu zmiany mentalnosci mężczyzn, którzy coraz częściej
            poważnie traktują swoje ojcostwo (podobnie jak kobiety coraz poważniej traktują
            swoje prawo do zawodowej satysfakcji). Uważam, że to nagłe dostrzeżenie w sobie
            ojca to jedno z następstw przemian społecznych, które zapoczątkował ruch
            feministyczny. Mężczyźni coraz częsciej opiekują się dziećmi, wybierają mniej
            płatną pracę, ale za to nie wymagającą 100% dyspozycyjności. NADAL jednak są to
            przypadki MARGINALNE. Sąd postrzega ojca jako faceta, który widuje dziecko
            wieczorem przez godzinę + weekendy i nie ma pojęcia jak nazywa się jego
            wychowawca w szkole czy lekarz. Bo tak to właśnie wygląda w przeważającej
            większości wypadków. Ojców świadomych swego ojcostwa, zaangażowyanych w proces
            opieki i wychowania jest jak na lekarstwo, chociaż uważam, że na szczeście
            coraz więcej. Sądy rodzinne uważają inaczej - i kto wie, może to one mają rację?

            > Czasy się zmieniają, chcecie większej wolności dla kobiet, ale
            > tego, co już kiedyś miałyście nie potraficie oddać z ewidentną krzywdą
            dzieci??

            Jestem za zlikwidowaniem dyskryminacji ojców w sądach rodzinnych. O ile takowa
            istnieje;-)

            > W pierwszym swoim poście podałem adres forum strony samotnych oraz
            > dyskryminowanych ojców. Zajrzyj tam, a przekonasz się, że opowiadasz bajki!!

            Ja zaglądam tam codziennie. Co widzę? Ojcowie marudzą, ze:
            - dzieci nie są oddawane IM pod opiekę
            - utrudnia się im kontakty z dziećmi
            Przy czym sami nie robią dokładnie NIC, aby to zmienić. Ci, którym naprawdę
            zależy, po prostu mają dzieci przy sobie lub częste z nimi kontakty. Ojcowie,
            którzy przez kilka lat nie widzieli swoich dzieci to psychopaci (piter), którym
            sąd, jak sądzę, SŁUSZNIE ograniczył możliwośc widywania dziecka.
            Ogólnei - dużo marudzenia, biadolenia i narzekania, mało robienia.
            Taki "walczący" ma usta napakowane frazesami o dobru dziecka, a nie wie nawet
            co jego dziecko jada na obiad.

            > Są przypadki rodziców, którzy nie chcą zajmować się dziećmi upośledzonymi,
            czy
            > robić to samemu. Dotyczy to i matek i ojców. Ale mówi się tylko o ojcach,
            > a "matki Polki" niosą swój los.

            Mówi się głównie o ojcach, bo to ojcowie w większości mają swoje dzieci gdzieś.
            Jeśli zaś chodzi o podane przez Ciebie statystyki, iż "tylko 3% ojców przyznaje
            się w sądzie opiekę nad dziećmi" to ja zapytam: jak wyglądają statystyki w
            przypadku ojców UBIEGAJĄCYCH się o tę opiekę?


            Masz odwagę tam zajrzeć?? porozmawiać z ludźmi,
            >
            > którzy nie widzieli swoich dzieci latami??

            Czytałam ich historie. Większość z nich należałoby zamknąć w szpitalach
            psychiatrycznych, a nie pozwalać na funkcjonowanie w społeczeństwie, nei mówiąc
            o umozliwianiu widzeń z dziećmi, dla których tacy ojcowie stanowią zagrożenie.

            Owszem, SĄ ojcowie, którzy ewidentnie są pokrzywdzeni. Nie powinni jednak mieć
            pretensji do sądów, tylko do całej rzeszy "tatusiów", którzy zapracowali (i
            pracują) na taką a nie inną opinię ojców jako dobrych opiekunów dla swych
            dzieci.


            Pozdrawiam
            • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 12:18
              Jeśli mówisz o takich sprawach, jak ojcowie olewający swoje dzieci itp. Czy na
              przykład o tym, czy w ogóle istnieje w sądach rodzinnych dyskryminacja ojców,
              to opowiem Ci swój przypadek. Rozwiodłem się ze swoją żoną w 2002 roku. W tak
              zwanym międzyczasie zdążyła być kilkakrotnie w szpitalach psychiatrycznych i w
              aktach sądowych ma opinię lekarską z orzeczoną schizofrenią paranoidalną, oraz
              stwierdzeniem, że stale musi przebywać pod opieką. Dzieci przebywają pod moją
              wyłączną opieką od czerwca 2003 roku, bo wcześniej były u teściowej. Oczywiście
              cały czas miałem z nimi kontakt, zabierałem na weekendy, nawet nie mając wyroku
              sądowego płaciłem ich matce kasę i dokładałem się do wielu różnych wydatków. W
              grudniu 2003 roku dzieci mieszkały nadal u mnie, pomimo, ze ex wyszła już ze
              szpitala. Po jej wyjściu ze szpitala załozyłem w sądzie sprawę o ustalenie
              miejsca zamieszkania dzieci u mnie(nie chciałem kopać leżącego). Na dzień przed
              sprawą, pod koniec stycznia przyszła do mnie i zabrała dzieci, pomimo tego, że
              syn dostał histerii. Interwencja policji nic nie pomogła. A i na początku
              stcznia 2004 wyszła za mąż, za obywatela USA. Pomieszkały u niej miesiąc, po
              czym wyjechała "na leczenie" za wielką wodę. W ugodzie mieliśmy napiane, że
              jedzie na 2-3 miesiące i wraca, a sprawa na ten okres jest zawieszona. Miała
              też płacić alimenty na dzieci(500 zł na dwoje). Nie ma jej do dziś dnia, kasy
              jak nie było, tak nie ma. Ma kwit od amerykańskiego psycholga, ze ma tylko
              lekką depresję i może samodzielnie zajmować się dziećmi(czyli może pracować i
              zarabiać na alimenty). Dokumentów na paszporty, pomimo obietnic nie ma do dziś
              dnia, a obiecala dzieciom, że je zabierze itp. A i obietnice w sądzie: mówiła
              że jedzie na leczenie wiedząc, że jest w ciąży z nowym mężem i nie przyjedzie w
              ciągu 3 miesięcy. Po 3 miesiącach odwiesiłem sprawę, a kompetentna sędzina,
              zapomniała zawiadomić adwokatów stron o terminie sprawy.
              Mam pozytywną opinię kuratora sądowego, pedagoga ze szkoły, nauczycieli, a
              dzieci w niej stwierdzają, że wolałyby być ze mną. I pomimo tego sprawa o
              ustalenie miejsca pobytu dzieci dalej trwa!! To co matka dostaje z automatu, ja
              załatwiam juz prawie półtora roku, bo podobno ma przyjechać w kwietniu i na
              kwiecień wyznaczono kolejny termin sprawy. Wedle KRiO taka sytuacja kwalifikuje
              się do zawieszenia jej władzy rodzicielskiej na czas stałego pobytu za granicą,
              oraz KK za uchylanie się obwiązku alimentacyjnego. Dla ścisłości, w sytuacji
              odwrotnej już dawno komornik byłby u moich rodziców, a ja byłbym w trakcie
              sprawy karnej. Ustalenie pobytu dzieci ze mną nie ogranicza jej żadnych praw!
              Ani do widzenia się z dziećmi, ani do tego, żeby zamieszkały u niej, ani do
              sprawowania pełnej władzy rodzicielskiej.
              I powiedz mi teraz co to ma wspólnego z dobrem dzieci, którym ma podobno
              kierować się sąd?? I co to ma wspólnego z równym traktowaniem kobiety i
              mężczyzny w świetle prawa???
              Co do niektórych przypadków na forum samotnych ojców to ich opinie nie zawsze
              są spowodowane chorobami psychicznymi, ale również desperacją. Jak ma się czuć
              i co mówić ojciec, którego ex na przykład przeprowadziła się z Gdańska do
              Krakowa. Facet jedzie żeby zobaczyć się z dzieckiem przez pół polski(w wyroku
              ma określone ściśle terminy widzeń z dzieckiem), a tu mamusia mu oświadcza, że
              jej się plany zmieniły i dziecka nie zobaczy!!. Pomimo tego, że wcześniej
              umówili się telefonicznie!! Mamusia NIE PONOSI KONSEKWENCJI TEGO TYPU
              DZIAŁAŃ!!!. I czy taki facet nie ma prawa mówić tego co np Piter?? Co do
              ścisłości jeśli oboje rodzice mają pełną władzę rodzicielską, to matka taką
              przeprowadzkę musi skonsultować z ojcem i uzyskać jego zgodę(jeśli chodzi o
              dziecko). Ale jest to prawo martwe. Sądy potrafią zabrać dziecko ojcu i dać je
              ex teściowej, bo ojciec nie ma kciuków i nie będzie mógł dziecku guziczków
              zapinać, albo może być pracującą prostytutką, bo nie wykonuje zawodu na oczach
              dziecka. Można by długo wymieniać. Wielu ojców po prostu nie ma siły i kasy na
              to by walczyć. Bo musi walczyć ze wszystkimi. Jak moja adwokatka zobaczyła
              opinię kuratorską, to się spytała, czy to nie jest jakaś znajoma, albo czy nie
              dałem jej kasy. Oglądałaś film "tato" ? Tam właśnie jest tekst adwokata: "Jeśli
              pan chce usłyszeć, ze sprawa jest do wygrania, to proszę iść do następnego
              boksu... ". Czy to nie jest dyskrymiancja?? Jestem normalnym facetem, nie
              jestem i nie byłem ani alkoholikiem, ani narkomanem. Nie mam żadnych problemów
              psychiatrycznych, nie zostałem oskarżony o znęcanie się nad rodziną itp..
              Pracuję jako agent ubezpieczeniowy, więc mam czyste konto jeśli chodzi o Kodeks
              Karny. I pomimo tego dalej muszę walczyć z wiatrakami. Adwokat z SOPO pocieszył
              mnie, ża taka sprawa może trwać do 3 lat!! Ile kasy musze wydać na adwokatów,
              żeby to załatwić?? Przecież odbywa się to kosztem dzieci, bo to co wywalę na
              prawników, muszę im zabrać?
              • na_tasza Re: Dobrze. Który z panów 10.02.05, 12:36
                Gratuluję determinacji i uporu. Naprawdę ci współczuję i uważam, ze to bardzo
                niesprawiedliwe. Ale zrozum, ze jesteś w mniejszości - większość rozwiedzionych
                ojców nie ma ani czasu, ani ochoty, by tak walczyć o swoje dzieci. Jak napisała
                virtual_moth:
                "Przypuszczam, że z powodu zmiany mentalnosci mężczyzn, którzy coraz częściej
                poważnie traktują swoje ojcostwo (podobnie jak kobiety coraz poważniej traktują
                swoje prawo do zawodowej satysfakcji). Uważam, że to nagłe dostrzeżenie w sobie
                ojca to jedno z następstw przemian społecznych, które zapoczątkował ruch
                feministyczny. (...) NADAL jednak są to przypadki MARGINALNE. (...)Ojców
                świadomych swego ojcostwa, zaangażowyanych w proces opieki i wychowania jest
                jak na lekarstwo, chociaż uważam, że na szczeście coraz więcej. (...) Ogólnei -
                dużo marudzenia, biadolenia i narzekania, mało robienia. (...) Jeśli zaś chodzi
                o podane przez Ciebie statystyki, iż "tylko 3% ojców przyznaje się w sądzie
                opiekę nad dziećmi" to ja zapytam: jak wyglądają statystyki w przypadku ojców
                UBIEGAJĄCYCH się o tę opiekę? (...) Owszem, SĄ ojcowie, którzy ewidentnie są
                pokrzywdzeni. Nie powinni jednak mieć pretensji do sądów, tylko do całej
                rzeszy "tatusiów", którzy zapracowali (i pracują) na taką a nie inną opinię
                ojców jako dobrych opiekunów dla swych dzieci."
                Zgadzam się tu w 100%.
              • virtual_moth Re: Dobrze. Który z panów 10.02.05, 13:00
                Czytałam Twój post parę razy i już nie wiem - dzieci ostatecznie są pod Twoja
                opieką czy nie?
                Bo jeśli nie, to uważam, ze sam jesteś sobie winny:

                >Na dzień przed sprawą, pod koniec stycznia przyszła do mnie i zabrała dzieci,
                >pomimo tego, że syn dostał histerii.

                No właśnie. Jak to - przyszła i zabrała dzieci? Tak po prostu? A Ty stałeś w
                mieszkaniu jak kołek?

                Potem piszesz, że dzieci pomieszkały u niej miesiąc, po czym matka wyjechała za
                granicę. Jak rozumiem, nadal tam jest?

                To o co Ci chodzi? Że nie kontaktuje się z dziećmi, nie płaci alimentów? No to
                witamy w klubie:-)

                A jeśli chodzi o opieszałość sądów w kwestii przydzielania opieki ojcom i
                odbierania praw rodzicielskich matkom, to ja w zasadzie się nie dziwię.

                >I powiedz mi teraz co to ma wspólnego z dobrem dzieci, którym ma podobno
                > kierować się sąd?? I co to ma wspólnego z równym traktowaniem kobiety i
                > mężczyzny w świetle prawa???

                Ja uważam, ze póki role społeczne w kwestii rodzicielstwa są podzielone tak a
                nie inaczej, to NIE MOŻE BYĆ MOWY o jakimkolwiek równym traktowaniu mężczyzn i
                kobiet przez sąd rodzinny. Mężczyn stosujących przemoc w rodzinie jest sto razy
                więcej niż kobiet-wyrodnych matek i sąd dobrze robi, ze nie daje OD RAZU wiary
                słowom i dowodom potencjalnego dobrego ojca i odnosi się do takiuego tatusia z
                rezerwą. Ty moze zasługujesz na lepsze traktowanie w sądzie, ale ja na Twoim
                miejscu nie miałabym do sądu pretensji, tylko do INNYCH OJCÓW, dla których
                ojcostwo to puste słowo, odpowiedzialność to bajeczki, a żona to worek
                treningowy.
                A więc owa dysryminacja ojców w sadzie to konsekwencja tradycyjnego podziału
                ról kobiet i mężczyzn w rodzinie (matka opiekuje się dzieckiem, ojciec zrabia)
                oraz konsekwencja naturalnej tendencji mężczyzn do agresji i wyfruwania z
                gniazda po zapłodnieniu partnerki (prędzej czy później;).

                Ojcowie rządają równego traktowania w sądzie rodzinnym będac wcześniej ojcami
                miernymi. Upraszczam i generalizuję, ale uważam, ze wobec zdecydowanej
                większości zachowań typu "bierne ojcostwo" można w ten sposób uogólniać (choc
                wiadomo, ze dobrzy i zaangażowani ojcowie istnieją, podobnie jak prezeski
                dużych koncernów;)

                Przykro mi Andrzeju, że sąd niczego Ci nie ułatwia tylko rzuca kłody pod nogi.
                Póki jednak nie zmieni się mentalność INNYCH OJCÓW, sądy nadal będą traktować
                WSZYSTKICH ojców jako rodziców gorszej kategorii.

                Jeśli będzie Was więcej (ojców walczących), być moze nagłośnicie odpowiednio
                ten problem. Jak na razie jednak widzę, ze to problem marginalny. Co więcej,
                nawet jesli będzie Was wystarczająca ilość, wiele nie zdziałacie. Przykład:
                matek w polsce są miliony, a urlop macierzyński trwa 3 miesiące, a jedyną
                rzeczą, na jaką stać ustawodawców to jednorazowe "becikowe" po narodzinach
                dziecka. Nie lepiej byłoby tę kasę wydać na ulgi dla pracodawców i rekompensaty
                dla nich z tytułu przebywania matek na dłuższych urlopach macierzyńskich? O
                funduszu alimentacyjnym i zerowej skuteczności egzekwowania należności od
                dłużników alimentacyjnych nie wspomnę.

                Pozdrawiam



                • pereop Re: Dobrze. Który z panów 10.02.05, 13:17
                  > Przykro mi Andrzeju, że sąd niczego Ci nie ułatwia tylko rzuca kłody pod nogi.
                  > Póki jednak nie zmieni się mentalność INNYCH OJCÓW, sądy nadal będą traktować
                  > WSZYSTKICH ojców jako rodziców gorszej kategorii.


                  Ciekaw jestem ilu ma się zmienić. Sąd ma być obiektywny przy wydawaniu wyroków
                  w każdej sytuacji. Mam wrażenie że sędziowe JUŻ TERAZ powinny również pokazać że
                  umieją wydać wyrok także na korzyść ojca - bo chyba spora część jest gotowa
                  machnąć ręką widząc że sądy i tak z góry przesądzają jego porażkę. Gwarantuję ci
                  , że rośnie liczba ojców którzy zaczynają inaczej myśleć w kwestiach
                  rodzicielstwa...ale mam wrażenie, że to w ogóle nie postrzegane. Jak sama
                  napisałaś że uważasz to za problem marginalny...mi się wydaję że nie jest
                  marginalny - tylko pomijany

                  uszanowanie:
                  Pereop
                • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 14:06
                  Oczywiście, dzieci są cały czas u mnie, mieszkają ze mną. Ja wezwałem policję,
                  która mnie objaśniła, że w wypadku, gdybym nie oddał dzieci, to się mną zajmie
                  prokurator i w sądzie rodzinnym będę miał niewielkie szanse na opiekę nad
                  dziećmi i będę miał szczęśie, jeśli nie zakończy się to ograniczeniem mi władzy
                  rodzicielskiej.
                  Ex cały czas przebywa za granicą, co jakiś czas dzwoni, urodziła dziecko nowemu
                  mężowi.
                  Alimentów nie płaci, wysłała przez siostrę dla dzieci ze 3 razy "kieszonkowe"
                  Mówisz o podziale ról społecznych? Przecież to właśnie feministki walczą o
                  likwidacji tych ról?? Tyle, że dosyć często kończy się to na walce o prawa, ale
                  nie przejmowanie obowiązków.
                  A co to jest wyrodna matka?? Czy to jest taka, która zleca swojemu facetowi
                  utopienie swojego dziecka? Czy wystarczy, że utrudnia dziecku kontakty z
                  ojcem?? Każde z tych działań jest ze szkodą dla dziecka. A to, że są głupi
                  ojcowie, to nie jest żadna nowość. Lecz są tak samo głupie matki. ponad 60%
                  kobiet po rozwodzie utrudnia dziecku kontakty z ojcem, bo obwiniają go za
                  rozpad związku. Przy rozwodach brakuje w naszym kraju sensownej mediacji, która
                  pozwoliłaby ludziom rozstać się w miarę w zgodzie i w sposób kulturalny, z jak
                  najmniejszą szkodą dla dzieci. Zwróć uwagę, jak to wygląda w sądzie : stajemy
                  po przeciwnych stronach sali i pytanko do niej: Chce pani dalej być z mężem? do
                  niego: czy che pan być z żoną? I już. Potem jest walka o wszystko, dzieci,
                  kasę, majątek itp. Jakaś bezstronna mediacja, ale w obecności osoby w tej
                  kwestii przeszkolonej, mogłaby wiele z konfliktów załagodzić. Poza tym, jest to
                  kwestia wychowania. Zwróć uwagę, że w tej chwili ogromna ilość dzieci jest
                  wychowywana na egoistów nastawionych na zaspakajanie własnych potrzeb. A
                  niestety samotne matki w tym przodują. Ojcowie uczą dzieci większej
                  samodzielności i odpowiedzialności za siebie. Zwróć uwagę, jak to wygląda w
                  społecznościach pierwotnych : w okolicach 7-10 roku życia chopcy są
                  przekazywani na wychowanie do grupy mężczyzn i uczą się polować, bronić
                  plemienia itp.
                  Każde z rodziców ma swoją rolę do spełnienia, i każdemu należy na to pozwolić.
                  Poza tym, kobieta w inny sposób wiąże się emocjonalnie z dzieckiem, a mężczyzna
                  innaczej : Kobieta poprzez fakt noszenia dziecka pod sercem, cierpienia
                  związanego z porodem, potem niemowlęctwo itp. Mężczyźni łapią taki kontakt
                  później, jak dziecko zaczyna się usamodzielniać, mówić itp. Takie coś tkwi w
                  genach. Nie do końca możemy to zmienić, możemy co najwyżej zaakceptować.
                  Mówisz o przemocy w rodzinie. A ile znasz kobiet stosujących wobec swoich
                  mężczyzn przemoc psychiczną?? Ciągłe dołowanie faceta, porównywanie go z
                  innymi, najczęściej bardziej przystojnymi, bogatszymi itp?? A powiedz, co ma
                  zrobić facet, jeśli jego żona wychodząc do koleżanki olewa dom, dziecko i wraca
                  późno w nocy pijana?? Nie skutkują żadne prośby i goźby, ona go olewa?? Można
                  dyskutować, prosić, grozić, i jeśli to jest bezskuteczne?? Bo dla niej
                  koleżanki, przyjaciółki, czasami "przyjaciele" są ważniejsi niż dom?? Nie mówię
                  oczywiście o sytuacjach patologicznych, gdzie żony są bite za darmo, albo "bo
                  zupa była za słona", ale o sytuacjach w normalnych rodzinach, gdzie wiążesz się
                  z kimś nieodpowiedzialnym?? Dlaczego feministki tak walczą o oświatę seksualną
                  w szkołach, a nie mówi się nic w przejmowaniu wzorców i postaw rodzinnych?? O
                  tym, że jeśli ojciec pił, to w dużej części wypadków będzie pił i syn, albo, że
                  córka będzie podświadomie szukała alkoholika na męża, nie będzie potrafiła się
                  dogadać z kimś, kto nie pije?? Przecież psychologia mówi o tym wyraźnie??
                  Dlaczego o tym, aby takie rzeczy mówić w szkołach nikt nie walczy? Przecież
                  jest to znacznie ważniejsze!!
                  A co do winy innych ojców, to muszę Cię uświadomić, że właśnie ich
                  dyskryminacja w sądach jest pozostałością po XIX wiecznym podziale ról
                  społecznych. W tej kwestii nic się nie zmieniło od ponad 100 lat. Kodeks
                  rodzinny obowiązujący w polsce ma wczesnokomunistyczny rodowód i nie dorasta do
                  aktualnej sytuacji. Ponadto sądy rodzinne są przechowalnią, dla sędziów nie
                  będących wystarczająco dobrymi, by pracować w karnych lub cywilnych. I jest to
                  bardzo złe, bo orzekają w sprawach dzieci, które nie mogą się bronić, nie mają
                  takiej możliwości jak np. bandyci, któym przysługuje obrońca z urzędu. Poza
                  tym, brak jest jakiejkolwiek odpowiedzialności zawodowej wśród ludzi
                  powiązanych z wymiarem sprawiedliwości. Podejmują oni decyzje i nie ponoszą ich
                  konsekwencji. Pamiętasz lekarza, który w łodzi wypuścił małoletniego bandytę
                  stwierdzając, że jest zresocjalizowany? Jak małolat zabił następną osobę jakie
                  poniósł konsekwencje?? Abo znana sprawa sędziego Wielkanowskiego ?? Czy poniósł
                  jakąkolwiek odpowiedzialnośc za swoje numery??
                  Czasami odnoszę ważenie, że wolnośc pieprzenia się jest znacznie ważniejsza niż
                  to, co jest związane z możliwością stworzenia przez dwoje ludzi szczęśliwego
                  związku.
                  Zwróć uwagę, że współczesne społeczeństwo produkuje nieodpowiedzialnych
                  gó..arzy: Nie musisz szukać pracy, bo dostaniesz zasiłki stąd, czy stamtąd,
                  możesz się pieprzyć, bo na koszt społeczeństwa się wyskrobiesz, nie musisz
                  płacić alimentów, bo państwo za ciebie zapłaci, długo by wymienać.
                  I tu jak sądzę jest główny problem w rozpadach wszelkich związków.

                  A w kwestii egzekucji alimentów, masz absolutną rację!! ALe dobrze by było
                  wprowadzić coś, co istnieje w prawie amerykańskim czyli: za utrudnianie
                  kontaktów dziecka z drugim rodzicem, ograniczenire ich wysokości.
                  Poza tym jaki prezent zrobił kobietom socjalistyczno-feministyczny rząd: Nie
                  można zrobić eksmisji na bruk, więc jeśli teraz kobieta będzie chciała wywalić
                  z domu znęcającego się nad nią małżonka, to musi mu zapewnić mieszkanie!! co
                  namniej 5m z wodą i prądem!! To jest dopiero głupota!!
                  • virtual_moth Re: Dobrze. Który z panów 11.02.05, 21:16
                    Gość portalu: Andrzejto napisał(a):

                    > ponad 60%
                    > kobiet po rozwodzie utrudnia dziecku kontakty z ojcem, bo obwiniają go za
                    > rozpad związku.

                    Na pewno nie wiesz (bo niby skąd;-), że ojciec mojego dziecka również okarża
                    mnie o to, że UTRUDNIAM mu kontakty z naszą córką. Czy musze dodawać, że wcale
                    nie utrudniam? Zasadniczo nie znam ani jednej sytuacji, w której ojcowie nie
                    oskarżaliby matek swoich dzieci o utrudnianie, w jakikolwiek sposób, kontaktów
                    z dziećmi po rozwodzie. Z doswiadczenia (i kontaktów z innymi samotnymi
                    matkami) wiem jednak, ze ojcowie lubią sobie pomarudzić na utrudnianie
                    kontaktów z dzieckiem, aby usprawiedliwić w ten sposób swojhe nikłe
                    zainteresowanie dziekciem. To sytuacja nagminna. Uważam nawet, że 100% ojców
                    uskarża się na to, że ich byłe zony/partnerki utrudniają kontakty z dziećmi. To
                    jednak wcale nie znaczy, że rzeczywiście tak jest.

                    > Przy rozwodach brakuje w naszym kraju sensownej mediacji

                    Ja osobiscie uważam, ze brakuje ludziom chęci do ratowania związków. Uważam, ze
                    mediacje rozwodowe w praktyce niewiele by dawały. Więcej poradnie
                    rodzinne/gabinety psychoterapeutyczne przed rozwodem, aby do niego nie
                    dopuścić. A PONAD WSZYSTKO - zmiana mentalności mężów i ojców, którzy nie
                    zauważyli przemiany dokonujacej się w podejściu kobiet do życia i nadal
                    wymagają, aby kobieta poświęcała się w 100% rodzinie (najlepiej przy zachowaniu
                    swojej pracy dającej dodatkową pensję;-)

                    > Każde z rodziców ma swoją rolę do spełnienia, i każdemu należy na to
                    pozwolić.
                    > Poza tym, kobieta w inny sposób wiąże się emocjonalnie z dzieckiem, a
                    mężczyzna
                    >
                    > innaczej : Kobieta poprzez fakt noszenia dziecka pod sercem, cierpienia
                    > związanego z porodem, potem niemowlęctwo itp. Mężczyźni łapią taki kontakt
                    > później, jak dziecko zaczyna się usamodzielniać, mówić itp. Takie coś tkwi w
                    > genach.

                    Absolutnie się nie zgadzam z tym, że "to tkwi w genach". Uważam, ze ojciec ma
                    identyczną szansę na pokochanie noworodka czy niemowlaka jak matka. Szkoda, że
                    tego nie sprawdziłeś i "załapałeś kontakt" dopiero jak dziecko zaczynało się
                    usamodzielniać... No, ale chyba do Ciebie nie mogę mieć pretensji o to, ze nie
                    masz kontaktu z dziećmi i dobrze:-)

                    > Mówisz o przemocy w rodzinie. A ile znasz kobiet stosujących wobec swoich
                    > mężczyzn przemoc psychiczną?? Ciągłe dołowanie faceta, porównywanie go z
                    > innymi, najczęściej bardziej przystojnymi, bogatszymi itp??

                    Przepraszam, ale spowodowałeś tym stwierdzeniem, ze ogarnął mnie szaleńczy i
                    niekontrolowany rechot:-PPP


                    A powiedz, co ma
                    > zrobić facet, jeśli jego żona wychodząc do koleżanki olewa dom, dziecko i
                    > wraca późno w nocy pijana??

                    Co zrobić? Postawić warunek: albo terapia antyalkoholowa, albo rodzina. Żona ma
                    prawo spotykać się z koleżankami i wracać późno. Jeśli robi to bez uzgodnienia
                    z Tobą, to winni jesteście oboje, że nie potraficie się dogadać.

                    > Nie skutkują żadne prośby i goźby, ona go
                    > olewa?? Można dyskutować, prosić, grozić, i jeśli to jest bezskuteczne?? Bo
                    > dla niej koleżanki, przyjaciółki, czasami "przyjaciele" są ważniejsi niż dom??

                    Jeśli żadne prośby, prób rozmów, terapi eni epomagają, a żona nadal zaniedbuje
                    dziecko, należy się rozwieźć z orzeczeniem o jej winie. Tylko co z tego wynika?
                    Niewiele.

                    > Nie mówię
                    > oczywiście o sytuacjach patologicznych, gdzie żony są bite za darmo, albo "bo
                    > zupa była za słona", ale o sytuacjach w normalnych rodzinach, gdzie wiążesz
                    się z kimś nieodpowiedzialnym??

                    Zdziwiłbyś się, jak czesto w rodzinach "niepatologicznych" dochodzi do przemocy
                    w rodzinie ze strony męzczyzn. I to wcale nie tylko przemocy psychicznej.

                    > Dlaczego feministki tak walczą o oświatę seksualną
                    > w szkołach, a nie mówi się nic w przejmowaniu wzorców i postaw rodzinnych?? O
                    > tym, że jeśli ojciec pił, to w dużej części wypadków będzie pił i syn,

                    A ja się zapytam, dlaczego nie uczy się przyszłych ojców, że żony bić nie
                    należy?;-)
                    Oczywiście również uważam, ze obok edukacji seksualnej równie ważna jest
                    edukacja dotycząca życia w rodzinie. I o to feministki również walczą. Szkopuł
                    w tym, że nie wszystkim odpowiada lansowany przez nie model rodziny (tak zwanej
                    partnerskiej)

                    > A co do winy innych ojców, to muszę Cię uświadomić, że właśnie ich
                    > dyskryminacja w sądach jest pozostałością po XIX wiecznym podziale ról
                    > społecznych. W tej kwestii nic się nie zmieniło od ponad 100 lat. Kodeks
                    > rodzinny obowiązujący w polsce ma wczesnokomunistyczny rodowód i nie dorasta
                    do aktualnej sytuacji.

                    Bo mężczyźni (mężowie i ojcowie) RÓWNIEŻ tkwią w tych zamierzchłych czasach nie
                    dostrzegając, że czasy i myślenienie kobiet się zmieniły. Kobiety więcej
                    wymagają - a raczej wymagają czego innego. Kobiety również inaczej się
                    zachowują - np. cześciej niż w XIX w. podejmują pracę zawodową, co nie
                    pozostaje bez wpływu na model współczesnej rodziny. A faceci swoje: a bo ona
                    często z domu wychodzi do koleżanek, ma jakieś swoje sprawy, buuuuuuuu.
                    Feminizm powinien teraz wziąć się ostro za edukację mężczyzn;-) (z
                    przymrużeniem oka, bo jeśli faceci nie będą chcieli rozumieć pewnych rzeczy, to
                    nikt ich nie zmusi).

                    Pozdrawiam
                    • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 10:52
                      > Gość portalu: Andrzejto napisał(a):
                      >
                      > > ponad 60%
                      > > kobiet po rozwodzie utrudnia dziecku kontakty z ojcem, bo obwiniają go za
                      >
                      > > rozpad związku.
                      >
                      > Na pewno nie wiesz (bo niby skąd;-), że ojciec mojego dziecka również okarża
                      > mnie o to, że UTRUDNIAM mu kontakty z naszą córką. Czy musze dodawać, że
                      wcale
                      > nie utrudniam? Zasadniczo nie znam ani jednej sytuacji, w której ojcowie nie
                      > oskarżaliby matek swoich dzieci o utrudnianie, w jakikolwiek sposób,
                      kontaktów
                      > z dziećmi po rozwodzie. Z doswiadczenia (i kontaktów z innymi samotnymi
                      > matkami) wiem jednak, ze ojcowie lubią sobie pomarudzić na utrudnianie
                      > kontaktów z dzieckiem, aby usprawiedliwić w ten sposób swojhe nikłe
                      > zainteresowanie dziekciem. To sytuacja nagminna. Uważam nawet, że 100% ojców
                      > uskarża się na to, że ich byłe zony/partnerki utrudniają kontakty z dziećmi.

                      65% matek utrudniających dziecku kontaktu z ojcem czyni tak z chęci odwetu na
                      mężu za nieudane małżeństwo. (źródło: profesor prawa Wanda
                      Stojanowska, "Ojcostwo w aspekcie prawnym", Wyższa Szkoła Pedagogiki, Warszawa
                      2000).
                      95,5% sędziów sądów rodzinnych uważa, że matki częściej niż ojcowie utrudniają
                      dziecku kontakt z drugim rodzicem i jednocześnie ich zdaniem...
                      (źródło: profesor prawa Wanda Stojanowska, "Ojcostwo w aspekcie prawnym",
                      Wyższa Szkoła Pedagogiki, Warszawa 2000)

                      A tak przy okazji, to ja nie uskarżałem się na moją ex za utrudnianie kontaktów
                      z dziećmi, bo mi ich nie utrudniała. i w skali miesiąca dzieci ponad tydzień
                      czasu spędzały u mnie, czyli co deugi weekend całą niedzielę, co drugi od
                      piątku do niedzieli łącznie ze spaniem 2 noce. Oraz co środę całe popołudnie.
                      • virtual_moth Re: Dobrze. Który z panów 12.02.05, 13:27
                        > 65% matek utrudniających dziecku kontaktu z ojcem czyni tak z chęci odwetu na
                        > mężu za nieudane małżeństwo. (źródło: profesor prawa Wanda
                        > Stojanowska, "Ojcostwo w aspekcie prawnym", Wyższa Szkoła Pedagogiki,
                        Warszawa
                        > 2000).
                        > 95,5% sędziów sądów rodzinnych uważa, że matki częściej niż ojcowie
                        utrudniają
                        > dziecku kontakt z drugim rodzicem i jednocześnie ich zdaniem...
                        > (źródło: profesor prawa Wanda Stojanowska, "Ojcostwo w aspekcie prawnym",
                        > Wyższa Szkoła Pedagogiki, Warszawa 2000)

                        Profesor Wanda Stojanowska nie jest dla mne BEZSTRONNYM autorytetem w kwestii
                        tworzenia statystyk dotyczących utrudniania kontaktów z dziećmi przez rodziców.
                        Jeśli chodzi o to, iż sędziowie uważają, że w 95,5 % to matki utrudniają
                        kontakty z dziećmi ojcom to pragnę zauważyć, że to matki w 97% przejmuja opiekę
                        nad dzieckiem po rozwodzie, dlatego też oczywiste jest, że jeśli ktoś już
                        utrudnia te kontakty, to są nim matki, a nie ojcowie. Nie wiem jak nazwać
                        naukowca, dla którego ten argument procentowy jest wiele wart i który podnosi
                        go w swojej pracy naukowej;-)

                        W praktyce, z tego co zauważyłam, jest tak, że ojcowie oskarżają matki o
                        utrudnianie kontaktów nawet wtedy, gdy te nie zgadzają się np. na codzienne
                        kontakty po kilka godzin lub nie wyrażają zgody na opiekę naprzemienną (jako
                        umowę, bo w naszym prawie nie istnieje coś takiego i dobrze). Oskarzają je
                        także wtedy, gdy podczas całego roku matka RAZ grzecznie odmówiła ojcu
                        przyjazdu co córki, bo miała inne plany (mój przypadek). Oskarżają o
                        utrudnianie kontaktów nawet wtedy, gdy matki zdenerwowane ciagłym przekładaniem
                        wizyt postanawiają stosować sie ŚCIŚLE do wyroku sądu regulujacego kontakty.
                        Oskarżają, gdy matki nie chcą godzić się na ciągłe spóźnianie się ojca na
                        wizyty z dzieckiem czy niestosowanie się do wcześniejszych ustaleń dotyczących
                        podziału opieki nad dzieckiem. Oskarżają o utrudnianie, gdy matki składają do
                        sądu pozwy o uregulowanie kontaktów (tak, to dość częsty proceder). I tak
                        dalej. Prawdę mówiąc ogarnia mnie nerwowy hihot, gdy po raz kolejny słyszę, że
                        matki utrudniają ojcom kontakty z dziećmi. Uważam bowiem, ze należałoby dodać:
                        utrudniają kontakty NA WARUNKACH ojców. A te warunki z reguły oznaczają
                        całkowite podporządkowanie się woli ojców w kwestii tych kontaktów. Czyli matka
                        musi być w ciagłym pogotowiu, nie może zaplanować sobie np. weekendu, bo
                        tatusiowi może nagle wpaść do głowy, aby przełożyć spotkanie z dzieckiem.

                        Choć oczywiście zgadzam się, że są matki, które rzeczywiście zakazują tych
                        kontaktów. Część znich rzeczywiście robi to z zemsty (choć osobiście nie
                        spotkałam się z taką sytuacją), ale zdecydowana większość IMO chroni w ten
                        sposób dziecko przez psychopatą. Tak czy inaczej uważam, że realne utrudnianie
                        kontaktów to przypadki rzadkie.
                    • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 12:30
                      Nie dokończyłem, ale dokańczam :)
                      > Ja osobiscie uważam, ze brakuje ludziom chęci do ratowania związków. Uważam,
                      > ze mediacje rozwodowe w praktyce niewiele by dawały. Więcej poradnie
                      > rodzinne/gabinety psychoterapeutyczne przed rozwodem, aby do niego nie
                      > dopuścić. A PONAD WSZYSTKO - zmiana mentalności mężów i ojców, którzy nie
                      > zauważyli przemiany dokonujacej się w podejściu kobiet do życia i nadal
                      > wymagają, aby kobieta poświęcała się w 100% rodzinie (najlepiej przy
                      zachowaniu swojej pracy dającej dodatkową pensję;-)

                      Wobec tego, jak należy traktować kobiety stawiające czasami wygórowane
                      wymagania swoim mężom, na przykład praca na 2 etatach itp?? I jak taki facet po
                      12-14 godzinach pracy ma mieć jeszcze ochotę na pomaganie w domu?? Albo,
                      umawiamy się, że pracujemy oboje w podobnym wymiarze godzin i w obowiązki
                      domowe angażujemy się również mniej więcej po połowie. Albo wymagamy od męża,
                      żebi zasuwał jak mały Kazio po dużym piwku i wtedy w taki sam sposób jego
                      małżonka musi pracować w domu?? Jak sądzę i kobiety też muszą niektóre postawy
                      przewartościować. Bo w sporej ilości znanych mi przypadków, to wymagania są,
                      ale tylko od jednej strony.
                      Poza tym mediacja osoby bezstronnej mogłaby wiele rzeczy ułatwić. Większość
                      konfliktów małżeńskich bierze się z braku komunikacji. Jak również braku chęci
                      zaakceptowania tego, że faceci są inni i kobiety są inne. Przeczytaj
                      sobie "Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa" a wiele spraw będących
                      przyczyną konfliktów małżeńskich jest tam przystępnie wyjaśnionych. Między
                      innymi różnice w reakcjach na różne sytuacje. Nowe czasy stawiają nowe
                      wymagania, nie tylko dla mężczyzn, ale i dla kobiet. Jesteśmy w okresie
                      gwałtownych przemian i obie strony potrzebują czasu na dostosowanie się do
                      nowych ról społecznych.

                      > Absolutnie się nie zgadzam z tym, że "to tkwi w genach". Uważam, ze ojciec ma
                      > identyczną szansę na pokochanie noworodka czy niemowlaka jak matka. Szkoda,
                      że
                      > tego nie sprawdziłeś i "załapałeś kontakt" dopiero jak dziecko zaczynało się
                      > usamodzielniać... No, ale chyba do Ciebie nie mogę mieć pretensji o to, ze
                      nie
                      > masz kontaktu z dziećmi i dobrze:-)
                      A ile znasz kobiet, które pozwalają ojcu złapać kontakt z noworodkiem, wykąpać
                      go, nakarmić, przewinąć, itp?? W ten właśnie sposób ojciec nawiązuje kontakt
                      emocjonalny z dzieckiem. Nie wspomnę o wspólnym przeżywaniu ciąży?? Nie musisz
                      się z tym zgadzać, i nie musisz tego akceptować, ale to jest to samo jak nie
                      akceptowanie grawitacji. Możesz nieakceptować jej istnienia, ale nie zmienia to
                      faktu, że skok z wieżowca kończy się mniej lub bardziej efektownym zgonem. I tu
                      tkwi błąd w Twoim podejściu. Nie potrafisz zaakceptować odmienności sposobu
                      myślenia i zachowania u mężczyzny, a jednocześnie wymagasz od niego aby on
                      zaakceptował Twoje. Jesteśmy różni i musimy się z tym pogodzić. Chodzi o to ,
                      aby rozumieć różnice tkwiące w podejściu osób różnej płci do tych samych spraw.
                      A co do kontaktu z dziećmi, to nie przeczytałaś moich wcześniejszych postów. Bo
                      tak się dziwnie składa, że sam wychowuję 2 swoich dzieci i tak jak Twój ex,
                      moja też nie za bardzo kontaktuje się z dziećmi, o alimentach nie wspomnę.
                      I nie za bardzo rozumiem Twój komentarz : nie masz kontaktu z dziećmi i
                      dobrze???
                      Jest to z mojego punktu widzenia kolejny przykład Twojego infantylnego
                      podejścia do tematu. Przeczytałaś jedną wypowiedź i już czujesz się upoważniona
                      do tego typu sądów. Na jakiej podstawie??
                      > mężczyzn przemoc psychiczną?? Ciągłe dołowanie faceta, porównywanie go z
                      > > innymi, najczęściej bardziej przystojnymi, bogatszymi itp??
                      >
                      > Przepraszam, ale spowodowałeś tym stwierdzeniem, ze ogarnął mnie szaleńczy i
                      > niekontrolowany rechot:-PPP
                      >
                      A to ciekawe?? Może nie znasz tego typu przykłądów?? Może sama, czasem
                      nieświadomie nie użyłaś stwierdzeń : Miałam możliwość być z takim, czy z takim,
                      a muszę być z tobą?? I czy to nie jest forma psychicznego znęcania się? Jak
                      przekonałem się wcześniej, nie zadałaś sobie trudu w zrozumieniu podejścia do
                      życia mężczyzny i kobiety, a czujesz się upoważniona do bezsensownego rechotu??

                      > Co zrobić? Postawić warunek: albo terapia antyalkoholowa, albo rodzina. Żona
                      ma
                      >
                      > prawo spotykać się z koleżankami i wracać późno. Jeśli robi to bez
                      uzgodnienia
                      > z Tobą, to winni jesteście oboje, że nie potraficie się dogadać.

                      Nikt jej prawa do spotykania się z koleżankami nie zabiera, ale pod warunkiem,
                      że ja też mogę robić to samo oraz nasze wyjścia nie odbywają się kosztem dzieci.

                      >> Nie skutkują żadne prośby i goźby, ona go
                      >> olewa?? Można dyskutować, prosić, grozić, i jeśli to jest bezskuteczne??
                      >> Bo dla niej koleżanki, przyjaciółki, czasami "przyjaciele" są ważniejsi niż
                      >>dom??

                      > Jeśli żadne prośby, prób rozmów, terapi eni epomagają, a żona nadal
                      zaniedbuje
                      > dziecko, należy się rozwieźć z orzeczeniem o jej winie. Tylko co z tego
                      wynika?

                      Ano wynika z tego to, że w przypadku alkoholizmu żony, rozwód z jej winy jest
                      orzekany w 7% przypadków, wobec ok 60% jeśli mąż jest alkoholikiem. Ponadto w
                      sądzie jej deklaracja o poddaniu się leczenia jest warunkiem wystarczającym, do
                      otrzymania prawa opieki nad dziecmi i nikt tego nie weryfikuje W przypadku
                      faceta nawet fakt faktycznego poddania się leczeniu dosyć często staje
                      się "dowodem" jego winy!! A o zabraniu dzieci do siebie nie ma co nawet
                      marzyć!! Moje dzieci mieszkają u mnie od czerwca 2003 roku, nie jestem i nie
                      byłem alkoholikiem, mam pozytywną opinię kuratora sądowego, pedagoga szkolnego,
                      nauczycieli dzieci itp i do dziś dnia nie mogę uzyskać orzeczenia sądu o
                      ustaleniu miejsca zamieszkania dzieci u mnie. Pomimo tego, że moja ex jest w
                      USA, ma nowego męża, urodziła mu dziecko, nie płaci alimentów. Ponadto ich
                      matka kwalifikuje się do : zawiesznia władzy rodzicielskiej na czas stałego
                      pobytu za granicą i do odpowiedzialności karnej za uchylanie się od obowiązku
                      alimentacyjnego. I proszę mnie objaśnić co to ma wspólnego z równouprawniem???

                      > > tym, że jeśli ojciec pił, to w dużej części wypadków będzie pił i syn,
                      >
                      > A ja się zapytam, dlaczego nie uczy się przyszłych ojców, że żony bić nie
                      > należy?;-)
                      O tym, że drugiego człowieka bić nie należy to wiadomo od dosyć dawna, bo o ile
                      mnie pamięć nie myli istnieje odpowiedzialność karna za naruszenie
                      nietykalności cielesnej???
                      A dlaczego nikt nie uczy kobiet, że należy uważać co się mówi?? I nie należy
                      przeginać ze słownictwem, a kłotnie z facetem ograniczyć do faktu który jest
                      przedmiotem kłótni, a nie jechać po rodzinie bliższej i dalszej, kolegach itp??
                      Czy pół godziny wysłuchiwania obelg i to rodem z rynsztoka, aż się adrenalina
                      uszami facetowi wylewa, jest wystarczające do tego żeby przylać?? Ja po
                      rozwodzie przeżyłem coś takiego, i dzięki Bogu kumpel mnie przytrzymał, bo
                      jakbym strzelił, to by pokazała numer butów?? Jak długo jeszcze miałem to
                      znosić?? I dlaczego, w momencie w którym zorientowała się, że już nie
                      wytrzymuję, od razu ograniczyła dyskusję, do faktu który był przedmiotem
                      konfliktu?? Dziwne co?? Przecież można było tak od razu. A naruszenie godności
                      osobistej też podpada pod KK jeśli chodzi o ścisłość!!

                      > Oczywiście również uważam, ze obok edukacji seksualnej równie ważna jest
                      > edukacja dotycząca życia w rodzinie. I o to feministki również walczą.
                      >Szkopuł w tym, że nie wszystkim odpowiada lansowany przez nie model rodziny
                      >(tak zwanej partnerskiej)

                      Tak?? Jakoś nie zauważyłem opowieści o przenoszeniu wzroców rodzinnych w
                      podręcznikach?? A poza tym, co to jest rodzina partnerska?? Jeśli mąż i żona
                      wspólnie podejmują decyzję, że on pracuje, a ona zajmuje się domem, i robią do
                      dobrowolnie za obopólną zgodą, to czy jest to rodzina partnerska???

                      &
                      • virtual_moth Re: Dobrze. Który z panów 12.02.05, 14:18
                        Gość portalu: Andrzejto napisał(a):

                        >> Wobec tego, jak należy traktować kobiety stawiające czasami wygórowane
                        > wymagania swoim mężom, na przykład praca na 2 etatach itp?? I jak taki facet
                        > po 12-14 godzinach pracy ma mieć jeszcze ochotę na pomaganie w domu??

                        Pisząc w ten sposób sam wystawiasz sobie świacectwo co do tego jakim
                        byłeś/jesteś/będziesz mężem. Czyli facetem, którego rola w małżeństwie polega
                        na słuchaniu/niesłuchaniu żony czy też podporządkowaniu się/niepodporządkowaniu
                        się jej wymaganiom. Hasło "pomaganie w domu" jest tego najlepszym przykładem.
                        Wjaśniam: nie chodzi o słuchanie/niesłuchanie żony, czy też
                        pomaganie/niepomaganie jej. Chodzi o to, że masz TAKI SAM udział w budowaniu
                        rodziny i TAKĄ SAMĄ odpowiedzialność. Kwestia "tylko" odpowiedniego ustalenia
                        małżonków co do "stref wpływów" każdego z nich. Jeśli małżonkowie nie potrafią
                        tego określić przed ślubem, to do małżenstwa się nie nadają. Jeśli facet uważa
                        że robi łaskę żonie, iż jej "pomaga", to również jest to niedojrzałosć. Jeśli
                        żona uważa, że MUSI motywować męża do spełniania jego określonych ról, jeśli
                        uważa, że musi go "zachęcać" czy instruować lub przypominać o obowiązkach, to
                        traktuje faceta jak dziecko, a nie dojrzałego człowieka. Możliwe też, że taki
                        facet tylko na to zasługuje.

                        > Albo,
                        > umawiamy się, że pracujemy oboje w podobnym wymiarze godzin i w obowiązki
                        > domowe angażujemy się również mniej więcej po połowie. Albo wymagamy od męża,
                        > żebi zasuwał jak mały Kazio po dużym piwku i wtedy w taki sam sposób jego
                        > małżonka musi pracować w domu??

                        Zgadzam się - wszystko zależy od ustaleń małżonków co do modelu rodziny, jaki
                        zdecydują się stworzyć. Na pewno jednak nie jest tym modelem "wymaganie od
                        meża" i w tym przypadku nie tylko żona robi błąd, ale także maż, który jak
                        bezwolna marionetka daje sobią "rządzić".

                        > Jak sądzę i kobiety też muszą niektóre postawy
                        > przewartościować. Bo w sporej ilości znanych mi przypadków, to wymagania są,
                        > ale tylko od jednej strony.

                        Doskonale widzać, jaki model rodziny stworzyłeś z żoną. Ona "wymagała", a Ty
                        próbowałeś "sprostać". Zarówno ona jak i Ty nie mieliści epojęcia o co chodzi w
                        małżenstwie. Zresztą - u mnie było bardzo podobnie i uważam, ze bierna postawa
                        mężczyzny dającego sobą "rządzić" jest jedną z najczęstszych przyczyn rozpadów
                        związków. Kobieta po pewnym czasie czuje, ze jeśli o coś się nie zatroszczy,
                        czegoś mężczyźnie nie uświadomi, o czymś nie przypomni, to on tego nie zrobi.
                        Mężczyzna czuje, ze kobieta tylko "wymaga", stawia warunki, jest
                        neizadowolona. A ona jest zmęczona tym, że cała odpowiedzialność spoczywa na
                        jej barkach, a od meżczyzny może ewentualnei tylko oczekiwać "pomocy". Efekt -
                        zmęczona własną gderliwością żona uciekająca do koleżanek i sfrustrowany
                        ciągłym strofowaniem i stawianiem wymagań przez zonę mąż. Gdyby mężczyzna był
                        świadomy tego, że odpwoiedzialność spoczywa takze na nim, a kobieta nie
                        traktowała faceta jak dziecko, to moze inaczej by to wyglądało. O ile
                        potrafiliby się dogadać...

                        > Przeczytaj
                        > sobie "Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa" a wiele spraw będących
                        > przyczyną konfliktów małżeńskich jest tam przystępnie wyjaśnionych.

                        Jakoś nie za bardzo mam ochotę to czytać. Obawiam się, ze niczego nie
                        dowiedziałabym się z tej książki ponad to, co już wiem dzięki własnym
                        obserwacjom.

                        > Nie potrafisz zaakceptować odmienności sposobu
                        > myślenia i zachowania u mężczyzny, a jednocześnie wymagasz od niego aby on
                        > zaakceptował Twoje.

                        Nie mam pojęcia skąd u Ciebie taki wniosek.

                        > Jesteśmy różni i musimy się z tym pogodzić. Chodzi o to ,
                        > aby rozumieć różnice tkwiące w podejściu osób różnej płci do tych samych
                        spraw.

                        A czy ja twierdzę, ze różnic nie ma i że nie ma różnego podejścia do spraw?

                        > I nie za bardzo rozumiem Twój komentarz : nie masz kontaktu z dziećmi i
                        > dobrze???

                        Napisałam coś z goła odmiennego. Że akurat Ty masz kontakt i dobrze.

                        > A to ciekawe?? Może nie znasz tego typu przykłądów?? Może sama, czasem
                        > nieświadomie nie użyłaś stwierdzeń : Miałam możliwość być z takim, czy z
                        > takim, a muszę być z tobą?? I czy to nie jest forma psychicznego znęcania
                        się? Jak
                        > przekonałem się wcześniej, nie zadałaś sobie trudu w zrozumieniu podejścia do
                        > życia mężczyzny i kobiety, a czujesz się upoważniona do bezsensownego
                        rechotu??

                        Mogę rechotać z czegokolwiek, a akurat stwierdzenie, ze kobieta znęcała się nad
                        Tobą psychicznie mnie rozbawiło. Mylisz bowiem pojęcia - mówienie mężowi, że
                        nie spełnia oczekiwań i że inny jest/mógłby być lepszy w tej roli, to nie
                        znęcanie, ale jedna z form zakomunikowania, iż jesteś beznadziejny i tyle.
                        Jeśli Cie to rani na tyle, że czujesz się zgnębiony psychicznie to dlatego, ze
                        po prostu masz niską samoocenę i zero poczucia własnej wartości. A to nie
                        problem Twojej żony, tylko Twój. Aby tworzyć dojrzały związek, musisz potrafić
                        żyć sam ze sobą i akceptować to, kim jesteś. Jeśli ranią Cię słowa żony, że się
                        nie nadajesz na meża, to prawdopodobnie sam też tak uwazasz. Wyjściem nie jest
                        latanie do sądu z oskarżaniem żony o znęcanie psychiczne, ale udowodnienie jej
                        (i przede wszystkim SOBIE) w czynach, że się myli. A jeśli nadal jest
                        niezadowolona, to do widzenia i tyle. Jesli nic nie możesz sobie zarzucić, to
                        prawdopodobnie taka żona nie jest Ciebie warta.


                        > O tym, że drugiego człowieka bić nie należy to wiadomo od dosyć dawna, bo o
                        ile
                        > mnie pamięć nie myli istnieje odpowiedzialność karna za naruszenie
                        > nietykalności cielesnej???

                        No widzisz. Tak samo jak powinno się wsadzać bijących żony facetów do
                        więzienia, tak samo żony alkoholiczki nie powinny sprawować opieki nad swoimi
                        dziećmi. W obu przypadkach prawo szwankuje tak samo. I w obu przypadkach winę
                        ciężko udowodnić.

                        > A dlaczego nikt nie uczy kobiet, że należy uważać co się mówi?? I nie należy
                        > przeginać ze słownictwem, a kłotnie z facetem ograniczyć do faktu który jest
                        > przedmiotem kłótni, a nie jechać po rodzinie bliższej i dalszej, kolegach
                        itp??

                        Dajże spokój;-P Wzruszasz mnie, mam ochotę Cię przytulić do mej wątłej
                        feministycznej piersi;-)
                        Proponuję terapię zwiększającą asertywnosć i poczucie własnej wartości. Wtedy
                        to, co ktoś inny w afekcie powie Ci, aby Cię zranić, nie zrobi na Tobie
                        więszego wrażenia.
                        Tak zachowują się w kłótni i kobiety i mężczyżni - unoszą się, podnoszą głos i
                        zamiast argumentów pojawiają się przytyki nie związane z tematem sporu;-)
                        Poczytaj trochę to forum, to zrozumiesz o czym mówię. Prawda jest taka, że to
                        osoba, która robi Ci przytyk do np. Twojej tuszy (w dyskusji dotyczącej czegoś
                        zupełnie innego) ma ze soba problem, a nie Ty. Pokazuje swoją bezsilnosć i
                        słabość, która objawia się chęcią zranienia Cię. Jeśli to zrozumiesz, już nigdy
                        nie poczujesz się molestowany psychicznie;-)

                        > Czy pół godziny wysłuchiwania obelg i to rodem z rynsztoka, aż się adrenalina
                        > uszami facetowi wylewa, jest wystarczające do tego żeby przylać?? Ja po
                        > rozwodzie przeżyłem coś takiego, i dzięki Bogu kumpel mnie przytrzymał, bo
                        > jakbym strzelił, to by pokazała numer butów?? Jak długo jeszcze miałem to
                        > znosić?? I dlaczego, w momencie w którym zorientowała się, że już nie
                        > wytrzymuję, od razu ograniczyła dyskusję, do faktu który był przedmiotem
                        > konfliktu??

                        Oj facet. Wybacz protekcjonalny ton, ale uważam, ze masz problemy ze sobą.
                        (choć to nie żaden powód do wstydu). Baba na Ciebie naklęła, powyzywała, a
                        jedyne na co Cię było stać, to chęć przywalenia jej? Oboje byliście siebie
                        warci;-)
                    • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 12:52
                      Bo mężczyźni (mężowie i ojcowie) RÓWNIEŻ tkwią w tych zamierzchłych czasach nie
                      >
                      > dostrzegając, że czasy i myślenienie kobiet się zmieniły. Kobiety więcej
                      > wymagają - a raczej wymagają czego innego. Kobiety również inaczej się
                      > zachowują - np. cześciej niż w XIX w. podejmują pracę zawodową, co nie
                      > pozostaje bez wpływu na model współczesnej rodziny. A faceci swoje: a bo ona
                      > często z domu wychodzi do koleżanek, ma jakieś swoje sprawy, buuuuuuuu.
                      > Feminizm powinien teraz wziąć się ostro za edukację mężczyzn;-) (z
                      > przymrużeniem oka, bo jeśli faceci nie będą chcieli rozumieć pewnych rzeczy,
                      > to nikt ich nie zmusi).

                      A może Ty nie dostrzegasz tego, że faceci wymagają również czegoś innego??
                      Przecież jeśli chcesz wziąć część władzy w rodzinie to musisz również przejąć
                      część odpowiedzialnośći. Dlaczego tylko faceci muszą się przystosowywać do
                      kobiet, a odwrotnie nie?? Jak zauważyłem wcześniej nie wiesz, jak faceci
                      reagują na pewne sprawy, jak postrzegają problemy życiowe itp. Więc kto dał Ci
                      prawo do tego typu sądów?? Nie możesz porównywać facetów do kobiet, bo to jest
                      porównanie bezsensowne. Jesteśmy skonstruowani inaczej i fizycznie i
                      psychicznie. Na tym polega nasz urok i jest to jednocześnie źródło konfliktów.
                      Abyśmy mogli się do tych nowych czasów dostosować musimy to robić wspólnie i
                      nie ma innej możliwości. Może Ci się to nie podobać, ale to zmienia sytuacji.
                      Na siłę usiłujesz udowodnić, że kobiety są lepsze od mężczyn, oraz to, że to
                      oni są winni za cale zło tego świata. Może wpływ na to mają Twoje przeżycia
                      rodzinne?? Ja też nie miałem udanego małżeństwa, ale nauczyłem sie pokory w
                      postrzeganiu innych ludzi i każdego staram się oceniać ich indywidualnie. Nie
                      padło z moich ust, że wszystkie kobiety są złe, czy gorsze, bo tak nie uważam.
                      Po prostu źle trafiłem, ale miałem okazję poznać wiele wspaniałyvh kobiet,
                      które rozumieją co to znaczy partnerstwo i są otwarte na spokojną i rzeczową
                      dyskusję. I na pewno w Twoim otoczeniu istnieją tacy faceci, ale może nie
                      chcesz ich zauważyć??
                      • virtual_moth Re: Dobrze. Który z panów 12.02.05, 14:21
                        Gość portalu: Andrzejto napisał(a):

                        > Po prostu źle trafiłem, ale miałem okazję poznać wiele wspaniałyvh kobiet,
                        > które rozumieją co to znaczy partnerstwo i są otwarte na spokojną i rzeczową
                        > dyskusję. I na pewno w Twoim otoczeniu istnieją tacy faceci, ale może nie
                        > chcesz ich zauważyć??

                        Masz rację, mam problem w zauważeniu wspaniałych meżczyzn. Może to mój osobisty
                        problem, a może wynika to z faktu, iż takich mężczyzn jest rzeczywiście jak na
                        lekarstwo?;-P

                        Pozdrawiam
          • na_tasza Re: Dobrze. Który z panów 10.02.05, 12:25
            Zgadzam się, ze ojcowie są dyskryminowani w sądach rodzinnych. Więcej: ci
            ojcowie, którzy chcą walczyć o swoje dzieci. Jest ich jednak wciąż mniejszość w
            stosunku do pozostałych ojców, którzy nie raczą nawet płacić alimentów na swoje
            dzieci. Może byś tak porównał liczebność tych grup?!? O czym to świadczy?


            > Dlaczego do Strasburga są kierowane wnioski i pozwy przeciwko państwom
            > europejskim o naruszanie praw ojców?? Dlaczego w USA ojcowie wywalczyli
            > instytucję opieki naprzemiennej, czyli zamieszkiwania dziecka u matki i u
            > ojca po rozwodzie?? Czasy się zmieniają, chcecie większej wolności dla
            > kobiet, ale tego, co już kiedyś miałyście nie potraficie oddać z ewidentną
            > krzywdą dzieci??

            Jak najbardziej popieram ojców walczących o prawo do swoich dzieci. W Polsce
            też możecie próbować wywalczyć prawo do opieki naprzemiennej (pytanie: czy
            naprawdę jest to dobre dla dziecka), jeśli jesteście wystarczająco silną, dużą
            i zorganizowaną grupą (?!) - tak jak kobiety wywalczyły sporo, bo było ich dużo
            i były zdeterminowane. Panowie - do boju!!!


            > Są przypadki rodziców, którzy nie chcą zajmować się dziećmi upośledzonymi,
            > czy robić to samemu. Dotyczy to i matek i ojców. Ale mówi się tylko o ojcach,
            > a "matki Polki" niosą swój los.

            Bo jakoś mało się słyszy o kobietach, które odeszły od ojca i upośledzonego
            dziecka... Czasem oglądam programy o takich rodzinach czy czytam o nich w
            gazetach, zawsze zastanawie mnie, gdzie są ojcowie. Spójrz prawdzie w oczy:
            częściej to wy okazujecie się słabeuszami i tchórzami. Chociażby w tym wątku:
            wielu facetów krzyczy, a tylko niewielu odpowiada, ze chciałoby takie dziecko
            (98% facetów opluwa kobiety będące za aborcją zapominając o swojej
            odpowiedzialności za to).
            • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 16:20
              Nataszo, masz absolutną rację. W sumie dosyć mocno odeszliśmy od tematu, który
              zapoczątkował tą dyskusję.
              Odpowiem Ci dosyć prosto : Nie wiem. Nie byłem nigdy w takiej sytuacji i nie
              chciałbym być.
              Ale sądzę, że sporo zależałoby od sytuacji w jakiej ten gwałt nastąpił. Chyba
              zgodzisz się, że czymś innym jest gwałt w lesie, na klatce, czy w innym
              miejscu, jeśli wraca się z pracy, zakupów, itp.
              A czym innym jest chyba stuacja, gdy kobieta idzie do jakiegoś domu na imprezkę
              ze świeżo poznanym towarzystwem? A takie sytuacje często się zdarzają. Tyle, że
              w pojęciu faceta taka sytuacja może być pretekstem do ukrycia faktu walnięcia
              go w poroże jak to się mówi.
              Dla kobiet gwałt jest gwałtem, niezależnie od okoliczności, ale facet patrzy na
              to innaczej. Bo czym innym jest atak jakiegoś zboczeńca, przed którym kobieta
              nie jest w stanie się obronić, a czym innym napraszanie się o problemy.
              Niestety sporo tzw gwałtów odbywa się za przyzwoleniem kobiet szczególnie po
              alkoholu. Potem gwałt jest pretekstem do zrzucenia z siebie odpowiedzialności.
              Od pewnego czasu jestem wolnym człowiekiem i miałem okazję przekonać się co
              potrafią "szacowne" żony i matki.
              • na_tasza Re: Dobrze. Który z panów 11.02.05, 16:20
                > Nie wiem. Nie byłem nigdy w takiej sytuacji i nie chciałbym być.

                Prawdę mówiąc bardziej wierzę w taką odpowiedź, niż zapewnienia,
                że "oczywiście, jak najbardziej!" etc. Łatwo to potępiać komuś, kto nie był w
                takiej sytuacji. (Mam znajomą, która rozwiodła się z męzem, który został kaleką
                na wózku. Egiostka, prawda? Ale ja jej nie oceniam, bo sama nie wiem, co bym w
                takiej sytuacji zrobiła. Takie samo pytanie można by zadać, zamiast tego, które
                zadałam w tym wątku.)
                Dlatego sądzę, że NIE WOLNO ani mężczyznom, ani kobietom, które nie były w
                takiej sytuacji, potępiać kobiet dokonujących aborcji z takich tragiocznych
                powodów!!!


                > Ale sądzę, że sporo zależałoby od sytuacji w jakiej ten gwałt nastąpił. Chyba
                > zgodzisz się, że czymś innym jest gwałt w lesie, na klatce, czy w innym
                > miejscu, jeśli wraca się z pracy, zakupów, itp. A czym innym jest chyba
                > stuacja, gdy kobieta idzie do jakiegoś domu na imprezkę ze świeżo poznanym
                > towarzystwem?

                To w pierwszym przypadku usunąć, w drugim zostawić? Bo nie rozumiem.


                > Dla kobiet gwałt jest gwałtem, niezależnie od okoliczności

                Właśnie.


                > Niestety sporo tzw gwałtów odbywa się za przyzwoleniem kobiet szczególnie po
                > alkoholu. Potem gwałt jest pretekstem do zrzucenia z siebie
                > odpowiedzialności.

                Pewno i tak bywa, ale nie nam to oceniać - na szczęście.


                > Od pewnego czasu jestem wolnym człowiekiem i miałem okazję przekonać się co
                > potrafią "szacowne" żony i matki.

                Byle tylko nie obwiniać kobiet za to, co potrafią "szacowni" mężowie i ojcowie.
                • Gość: Andrzejto Re: Dobrze. Który z panów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 16:37
                  > Ale sądzę, że sporo zależałoby od sytuacji w jakiej ten gwałt nastąpił. C
                  > hyba
                  > > zgodzisz się, że czymś innym jest gwałt w lesie, na klatce, czy w innym
                  > > miejscu, jeśli wraca się z pracy, zakupów, itp. A czym innym jest chyba
                  > > stuacja, gdy kobieta idzie do jakiegoś domu na imprezkę ze świeżo poznany
                  > m
                  > > towarzystwem?
                  >
                  > To w pierwszym przypadku usunąć, w drugim zostawić? Bo nie rozumiem.

                  Nie wiem co w pierwszym, ale w drugim zostawić. Żonę!!!! Bo nie toleruję
                  głupoty.
                  A takie zachowania są głupotą, szczególnie jeśli dotyczą kobiety z kimś
                  związanej. Większośc facetów takie zachowanie traktuje jako przyzwolenie
                  na "ciąg dalszy" i nawet opór jest raczej traktowany jak gra wstępna...
                  Poza tym, jak napisałem wcześniej może to być wygodny pretekst dla zdrady,
                  czyli pobawiłam się, a potem naopowiadam, że mnie zgwałcili, ale byłam pijana,
                  nie za bardzo pamiętam, gdzie to było, kto to był, szok itp bajeczki. Wrócę do
                  domu w porwanej bluzce itp. Czy z ręką na sercu możesz powiedzieć, że nie ma
                  takiej możliwośći? I że nie ma kobiet stosujących takie triki??

                  A kobiet za nic nie obwiniam, bo każdy robi to co ma ochotę, byle robił to na
                  swoje własne konto i swój rachunek. A jeśli masz ochotę się bawić i nie
                  potrafisz przyjąć kosekwencji stałego związku, to się z nikim nie związuj. I
                  tyle
                  • dziejas Re: Dobrze. Który z panów 11.02.05, 16:40
                    'nie nam to oceniac'... mam nadzieje, ze sa jakies rzeczy lub wydarzenia, w
                    sprawie ktorych masz jakies zdanie.
                    • na_tasza Uważaj na homoseksualistów 11.02.05, 17:12
                      Akurat nie nam (ani tobie, ani mnie) oceniać to, kto chce/nie chce zostać
                      zgwałcony itp. Inaczej ktoś może stwierdzić, że skoro dobrze bawisz się na
                      dyskotece/pijesz ente piwo, to chcesz być zgwałcony/względnie pobity. Miła
                      perspektywa???
                      • dziejas Re: Uważaj na homoseksualistów 11.02.05, 17:25
                        nie oceniam checi tylko fakty.
                  • na_tasza Re: Dobrze. Który z panów 11.02.05, 17:21
                    > Nie wiem co w pierwszym, ale w drugim zostawić. Żonę!!!! Bo nie toleruję
                    > głupoty. A takie zachowania są głupotą, szczególnie jeśli dotyczą kobiety z
                    > kimś związanej. Większośc facetów takie zachowanie traktuje jako przyzwolenie
                    > na "ciąg dalszy" i nawet opór jest raczej traktowany jak gra wstępna...

                    Ok, masz prawo. I częściowo się z tobą zgadzam. Pod warunkiem jednak, ze żaden
                    męzczyzna nie odczyta błędnie takich "sygnałów" - w przeciwnym wypadku, to
                    zawsze kobieta byłaby sama sobie winna (bo szła przez park, bo wyszła z domu
                    itp. - paranoja!).


                    > Poza tym, jak napisałem wcześniej może to być wygodny pretekst dla zdrady,
                    > czyli pobawiłam się, a potem naopowiadam, że mnie zgwałcili, ale byłam
                    > pijana, nie za bardzo pamiętam, gdzie to było, kto to był, szok itp bajeczki.
                    > Wrócę do domu w porwanej bluzce itp. Czy z ręką na sercu możesz powiedzieć,
                    > że nie ma takiej możliwośći? I że nie ma kobiet stosujących takie triki??

                    Nie mogę powiedzieć. Masz tu sporo racji (znam nawet podobny przypadek).


                    > A kobiet za nic nie obwiniam, bo każdy robi to co ma ochotę, byle robił to na
                    > swoje własne konto i swój rachunek. A jeśli masz ochotę się bawić i nie
                    > potrafisz przyjąć kosekwencji stałego związku, to się z nikim nie związuj. I
                    > tyle

                    Tu akurat nie piszemy o zdradzie, tylko o poczętym z gwałtu dziecku. Nie widzę
                    związku.
Pełna wersja