Właśnie,narzeka się tu

09.02.05, 18:17
że tylko 3% ojców przyznaje się prawo do opieki nad dzieckiem?
A jaki procent ojców jest tą opieką w ogóle zainteresowany?
    • virtual_moth Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:23
      kochanica-francuza napisała:

      > że tylko 3% ojców przyznaje się prawo do opieki nad dzieckiem?
      > A jaki procent ojców jest tą opieką w ogóle zainteresowany?

      Stawiam na coś około 2,9%;-)
      • kochanica-francuza Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:25
        Oj no dobrze,wiem,że wkleiłam Twoją refleksję,ale niezła była i uznałam,że może
        być ciekawy wątek.

        Pozdrawiam
        • virtual_moth Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:39
          kochanica-francuza napisała:

          > Oj no dobrze,wiem,że wkleiłam Twoją refleksję,ale niezła była i uznałam,że
          może
          > być ciekawy wątek.

          Ależ nie mam nic przeciwko:-) Nawet dobrze, że założyłaś ten wątek, może kogoś
          ukłuje w oczy to niewygodne pytanie;-)

          Co do 2,9% to mówię poważnie. Przypuszczam, ze spośród ojców ubiegających się o
          opiekę na dziećmi po rozwodzie/rozstaniu, sporemu procentowi tę opiekę się
          przyznaje. Optuję za 90%, czyli około 2,9% ogółu wszystkich mężczyzn
          rozwodzących się (to oczywiście nie poparte dowodami, czekam dalej na
          wiarygodne statystyki). Zwykle taki ojciec ma solidne podstawy, aby o tę opiekę
          się ubiegać - np. alkoholizm, narkomania, choroba psychiczna matki, do tego
          lepsze warunki mieszkaniowe, lepsze zarobki itd. Często też wystarczy, aby
          ojciec po rozstaniu po prostu WZIĄŁ dzieci do siebie (lub nie pozwolił zabrać
          wyprowadzajacej się matce), a potem złożył wniosek do sądu o ustalenie miejsca
          pobytu dzieci przy nim. I w takim wypadku wcale nie trzeba wyrodnej matki.
          Tylko że większość facetów nie ma "jaj" ani szczerych chęci, aby te dzieci po
          prostu przy sobie zostawić, gdy rozstaje się z ich matką.

          Pzdr
      • monikaannaj Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:27
        a ja absolutnie nie wierze że całe 97% matek walczacych o prawo opieki nad
        dzieckiem naprawdę jest tą opieką zainteresowane.
        Cżesc z czystej złośliwosci nie ustąpi facetowi, czesc ze strachu ze sasiedzi
        beda ja wytykac palcami jako matke wyrodną.
        • kochanica-francuza Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:31
          monikaannaj napisała:

          > a ja absolutnie nie wierze że całe 97% matek walczacych o prawo opieki nad
          > dzieckiem naprawdę jest tą opieką zainteresowane.

          Ależ ja się z tobą zgadzam.

          > Cżesc z czystej złośliwosci nie ustąpi facetowi, czesc ze strachu ze sasiedzi
          > beda ja wytykac palcami jako matke wyrodną.
        • nietakasama Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:37
          Zgadzam się.

          A co do pytania o ilość mezczyzn zainteresowanych opieką nad dzieckiem: niech
          o liczbie takich ojców swiadczy to, za zaczęli się już zrzeszać dla obrony
          swoich praw.
          • virtual_moth Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:45
            nietakasama napisała:


            > A co do pytania o ilość mezczyzn zainteresowanych opieką nad dzieckiem:
            niech
            > o liczbie takich ojców swiadczy to, za zaczęli się już zrzeszać dla obrony
            > swoich praw.

            Ja znam tylko jedną polską stronę w całym internecie, na łamach której
            poruszana jest problematyka praw ojca (a raczej - praw dziecka do ojca, bo
            prawa ojca są tu najmniej istotne). To moim zdaniem świadczy o NIKŁYM procencie
            ojców zainteresowanych faktycznym realizowaniem swojego ojcostwa po rozwodzie.

            Pzdr
            • kochanica-francuza Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 18:56
              virtual_moth napisała:

              > nietakasama napisała:
              >
              >
              > > A co do pytania o ilość mezczyzn zainteresowanych opieką nad dzieckiem:
              > niech
              > > o liczbie takich ojców swiadczy to, za zaczęli się już zrzeszać dla obron
              > y
              > > swoich praw.
              >
              Ja to odebrałam,że jest ich mało,i dlatego muszą się zrzeszać,by sobie pomagać
              ,bo w swojej okolicy drugiego takiego nie znajdą,dopiero np.w drugim końcu
              miasta,a tego mogą się dowiedzieć tylko przez jakąś organizację.

              Raczej nie będzie się zrzeszać pół Polski samotnych matek.Zwłaszcza skoro każda
              z nich ma kilkanaście podobnych we własnym bloku...
              • virtual_moth Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 20:46
                kochanica-francuza napisała:

                > Raczej nie będzie się zrzeszać pół Polski samotnych matek.

                Muszą się zrzeszać, kiedy nie ma co do garnka włożyć, a tatuś się nie poczuwa...
                (to tylko pro forma;).
                Śmieszy mnie skala i waga problemu setki dyskryminowanych ojców wobec ok. 500
                tys. osób (głównie matek) samotnie wychowujących dzieci, które są bezbronne
                wobec polskiego prawa pozwalającego uchylać się dłużnikom alimentacyjnym od
                zobowiązań.
                No, ale każdy ma prawo do wypowiedzi i działalności mającej spowodować
                dostrzeżenie i zlikwidowanie jego problemu. Nawet jeśli miałby to być facet
                walczący o prawo do rodzenia;-) Niech tylko nie dziwi się, że wszędzie
                idprawiają go z kwitkiem.

                Pzdr
            • monikaannaj Re: Właśnie,narzeka się tu 09.02.05, 19:21
              Kiedys powstała pierwsza malutka organizacja kobieca. (jeszce wczesniej nie
              było zadnej). Wielu mówiło wtedy zapewne: Tylko jedna mała grupka! Po prostu
              kobiety nie sa zainteresowane zmiana swojej pozycji w społeczeństwie!
            • nietakasama Czegoś nie rozumiem... 09.02.05, 19:30
              Pogubiłam się szczerze mówiąc.
              Czy są tu panie któretwierdzą że w przypadku rozwodu mężczyźni nespecjalnie
              interesują się opieką nad dziećmi?
              Jeśli tak to, pozwolę sobie spytać: skąd ten wniosek?
              Uczciwie przyznam że swoje zdanie o tym że jest odwrotnie opieram na reportażu
              emitowanym dwa laa temu na dwójce (zdaje się w ekspresie reporterów) oraz
              reportażu na ten temat w Radio Szczecin. Taka jest moja wiedza na ten temat,
              stoję na stanowisku że twierdzenie iż mężczyźni nie poczuwają się w przypadku
              rozwodu do roli ojca to uproszczenie.
              Trudny do udowodnienia zarzuc z rodzaju tych jakie na tym forum rzucają
              antyfeminiści. Zakorzenione głęboko przekonanie które jest efektem jakiegoś
              uprzdzenia. Ta ja to widzę.
              Mnie osobiście na wstępie do socjologii uczono, że mężczyznom przyznaje się
              opiekę w znikomym procencie nawet jeśli chce się on tej opieki podjąć i walczy
              o to w sadzie nieżadko latami.

              A na marginesie pozwolę sobie dodać: nie postawiłabym wiele na swoja tezę o
              zainteresowaniu (lub jego braku) opieką ojcowską, gdybym miała ją popierac
              ilością stron na ten temat w interneie. IMO marny to raczej wyznacznik skali
              zjawisk.
              • virtual_moth Re: Czegoś nie rozumiem... 09.02.05, 21:06
                nietakasama napisała:


                > Czy są tu panie któretwierdzą że w przypadku rozwodu mężczyźni nespecjalnie
                > interesują się opieką nad dziećmi?

                Tak, np. ja.

                > Jeśli tak to, pozwolę sobie spytać: skąd ten wniosek?

                Z obserwacji własnych: znam wiele samotnych kobiet, których dziećmi tatusie się
                kompletnie nie interesują. Z faktów nie podlegających IMHO dyskusji:
                zdecydowana większość samotnych rodziców walczących o przywrocenie Funduszu
                Alimentacyjnego to KOBIETY. Jest ich około 100 tys czynnie walczących wobec
                właśnie NIEPOCZUWANIA się OJCÓW do alimentacji. Skoro ojcowie interesują się
                dziećmi po rozwodzie, to skąd te niespełna 500 tys samotnych matek walczących o
                skuteczną egzekucję alimentów?

                > Uczciwie przyznam że swoje zdanie o tym że jest odwrotnie opieram na
                reportażu emitowanym dwa laa temu na dwójce (zdaje się w ekspresie reporterów)
                oraz
                > reportażu na ten temat w Radio Szczecin. Taka jest moja wiedza na ten temat,

                Uważam, że wiedza oparta na jednym reportarzu to niewiedza.

                > stoję na stanowisku że twierdzenie iż mężczyźni nie poczuwają się w przypadku
                > rozwodu do roli ojca to uproszczenie.

                Fakt, iż jest to uproszczenie (bo jest) nie stanowi o tym, że jest to kłamstwo.

                > Trudny do udowodnienia zarzuc z rodzaju tych jakie na tym forum rzucają
                > antyfeminiści. Zakorzenione głęboko przekonanie które jest efektem jakiegoś
                > uprzdzenia. Ta ja to widzę.

                To nie uprzedzenia ani trudny do udowodnienia zarzut.
                Jeśli 500 tys ojców ma gdzieś swoje dzieci, to jest to o 500 tys za dużo. Nawet
                jeśli pozostały milion uczestniczy w alimentacji (kasa lub czynne
                uczestniczenie w opiece), to te 500 tys. świadczy na niekorzyść ojców, a nie
                matek (choć nie przeczę, że wśród samotnych rodziców są tylko matki, jednak
                ojców jest zdecydowanie mniej - na tyle mniej, że przypadki samotnego ojcostwa
                są opisywane w prasie jako ewenement).

                > Mnie osobiście na wstępie do socjologii uczono, że mężczyznom przyznaje się
                > opiekę w znikomym procencie nawet jeśli chce się on tej opieki podjąć i
                walczy o to w sadzie nieżadko latami.

                Śmiem wątpić. Jeśli miałaś z tego zajęcia, to zapewne podano Ci te sławetne 3%
                nie precyzując przy tym, ilu konkretnie ojców o taką opiekę się ubiegało.
                Innymi słowy - Twoje słowa nie są dla mnie wiarygodne, nie tylko dlatego, ze
                nie podajesz statystyk (bo ja też ich nie podaję), ale głównie dlatego, ze nie
                podajesz ŻADNYCH argumentów oprócz poparcia się JEDNYM przeczytanym artykułem
                na ten temat.

                > A na marginesie pozwolę sobie dodać: nie postawiłabym wiele na swoja tezę o
                > zainteresowaniu (lub jego braku) opieką ojcowską, gdybym miała ją popierac
                > ilością stron na ten temat w interneie. IMO marny to raczej wyznacznik skali
                > zjawisk.

                Moim zdaniem ilość stron internetowych poświęconych danemu zagadnieniu MOŻE
                świadczyć o skali problemu. Nie twerdzę, że na pewno świadczy - chyba nikt ni
                eprzeprowadził na ten temat poważnych badań;-)

                Pozdrawiam
                • virtual_moth uściślenie 09.02.05, 21:09
                  virtual_moth napisała:

                  Jest ich około 100 tys czynnie walczących wobec
                  > właśnie NIEPOCZUWANIA się OJCÓW do alimentacji. Skoro ojcowie interesują się
                  > dziećmi po rozwodzie, to skąd te niespełna 500 tys samotnych matek walczących
                  o
                  >
                  > skuteczną egzekucję alimentów?

                  Pisząc na początku o 100 tys. kobiet miałam na myśli te, które CZYNNIE walczą o
                  egzekucję alimentów, pisząc w tej sprawie do ustawodawcy. Reszta (około 400
                  tys) albo się poddała, jest bierna, albo nie wie o tej akcji.
    • kochanica-francuza Bo ja nic nie rozumiem... 09.02.05, 21:09
      • kochanica-francuza Re: Bo ja nic nie rozumiem... 09.02.05, 21:10
        walczą jak lwy o możliwość sprawdzenia,czy bachor jest ich.
        A jeśli jest ich,a z matką się rozwiodą - i tak płacić nie chcą.
        Więc po kiego sprawdzać?
        • virtual_moth Re: Bo ja nic nie rozumiem... 09.02.05, 21:17
          kochanica-francuza napisała:

          > walczą jak lwy o możliwość sprawdzenia,czy bachor jest ich.
          > A jeśli jest ich,a z matką się rozwiodą - i tak płacić nie chcą.
          > Więc po kiego sprawdzać?

          Aby nie płacić w majestacie prawa:-)

          Poważnie mówiąc - ci, którzy walczą o możliwość sprawdzenia swego ojcostwa
          często mają ku temu powody (10% spraw o zaprzeczenie/ustalenie ojcostwa
          wyklucza ojcostwo - podaję za strona poświęconą prawom ojca). Moim zdaniem ni
          eświadczy to dobrze zarówno o matkach, jak i domniemanych ojcach;-)
          Uwaga - zaprzeczyc ojcostwo można tylko do 6 miesiąca życia dziecka. Później
          tylko za zgodą matki.

          Pozdrawiam
Pełna wersja