Gość: Johnny Kalesony
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.05.05, 17:36
Od zawsze zastanawiała mnie osobliwa skłonność właściwa tak feminizmowi, jak
i wszelkim innym grupom, które dążyły do ograniczenia wolności. Polega owa
skłonność na tworzeniu języka zastępczego, którego rolą jest fałszowanie
rzeczywistości, poprzez nadawanie pojęciom pozytywnym znaczenia negatywnego.
Mam zwłaszcza na myśli (spośród zbioru femi-pojęć) słowo "seksizm".
W ideologii feministycznej jest ono obdarzone wybitnie negatywną konotacją.
Jako anty-femi uważam wsztstko, co obejmuje termin "seksizm" za źródło piękna
tego świata i jestem zdania, że wszelkiego rodzaju domorosła słowotwórczość
jest zbędna. Dlaczego zatem feministki nie posługują się słowem "odmienność"
albo "różnica". Czy są dla nich zbyt pospolite i nie odpowiadają ich ambicjom
klasyfikownia feminizmu do dziedzin naukowych?
I skoro już nawet pozostaniemy przy tej nowomowie - dlaczego "seksizm" jest
zły?
Pozdrawiam
Stand by Me!!!