Feminizm jako broń w rękach słabych.

29.06.05, 18:44
Feminizm jako broń w rękach słabych. Rozdział pierwszy.
Od początku istnienia naszej cywilizacji ludzie dzielili się na silnych i
słabych. Jedyną skuteczną bronią tych tzw "słabych" było łączenie się z
innymi "słabymi" i tworzenie grup i ruchów, których nazwy zazwyczaj kończyły
się trzema literkami a mianowicie "...izm" czyli np.: komunizm, socjalizm,
feminizm... Te grupy poza ich słabością odznaczały często kompleksy. Wyznawcy
i członkowie owych "izmów" poprzez przebywanie pośród "swoich”, czyli
podobnych sobie ludzi dowartościowywali się nawzajem a raczej próbowali
zagłuszać prawdę i nie widzieć prawdy. Walczyli z naturalnym porządkiem
świata próbując narzucić innym swe chore, (bo słabe a wszechświat nienawidzi
słabości) intencje i atakując ludzi o innych poglądach dając tym samym sobie
głupią i próżną satysfakcję z chwilowego zapomnienia o własnych kompleksach.
Dlaczego powstał feminizm? Odpowiedź jest prosta. Słabe z natury kobiety
próbując okłamać i wpuścić wirusa w program rządzący światem stworzyły
dziwaczny twór, jakim jest feminizm. Ich zawiść, nienawiść i wynaturzenie
sprawiły i sprawiają, że światem ludzi zaczął dominować chaos. Niczym zaraza
feminizm rozpoczął trawić mózgi normalnych kobiet, którym często wmawiano,
że "samiec twój wróg!". Równość - czyli największa utopia świata - stała się
propagandową bronią w rękach sfrustrowanych i zakompleksionych kobiet.
Doprowadziło to do tego, że normalne stało się nienormalne i na odwrót.
Najśmieszniejsze jest to, że feministki zaczęły mówić za wszystkie kobiety
świata wiedząc, co dla kobiet jest najlepsze identycznie jak to było w
komunizmie, stalinizmie, socjalizmie i faszyzmie.
Feminizm, prasa dla kobiet itp. na okrągło wykrzykują swe propagandowe
hasła "Samiec twój wróg. Samiec twój wróg! Samiec twój wróg!! Samiec twój
wróg!!!". To po pewnym czasie zmienia nawet normalne kobiety i uderza w
zdezorientowanych mężczyzn, którzy w odróżnieniu od kobiet posiadają lepiej
rozwinięte poczucie własnej powinności i własnego powołania wobec świata (to
już moje subiektywne odczucie).
Mężczyzna dziś milczy i czeka biernie chcąc przeczekać tę utopie i mając
nadzieje, że jak wszystkie inne izmy i ten kiedyś umrze śmiercią naturalną.
Ciąg dalszy nastąpi…
    • boykotka Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 29.06.05, 19:28
      tomekpk napisał:

      > Feminizm, prasa dla kobiet itp. na okrągło wykrzykują swe propagandowe
      > hasła "Samiec twój wróg. Samiec twój wróg! Samiec twój wróg!! Samiec twój
      > wróg!!!

      Co do samego postu, świadczy tylko i wyłącznie o Twojej bezsilności i
      słabości :)
      • kocia_noga Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 29.06.05, 19:30
        i dezorientacji i słabości.
        • cherryhill Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 29.06.05, 22:12
          witaj!! :-)
          c
      • bigoseczek Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 01:47
        Wiesz wiele osób było bezsilnych wobec faszyzmu, komunizmu itd. Dlaczego jego
        bezsilność wobec feminizmu miałaby być czymś dla niego upokarzającym. Wręcz
        przeciwnie chwała mu za to że dostrzega problem i nie boi się o nim na głos
        mówić. Wierz mi ze nawet tutaj waży nieszczęśnik każde słowo, bo gdyby spełnił
        się czarny scenariusz i zdobyłybyście władzę pewni zostałby skazany za to na
        kastrację.
        • margot_may Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 01:53
          przed tobą było tu dużooo facetów, którzy uważali, że chcemy władzy. i po tobie
          też będą.
          • bigoseczek Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 01:56
            A o co walczycie?
            • margot_may Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 01:59
              nie no już wiem, o co chodzi. dla panów jak walka, to zawsze o władzę.
              • bigoseczek Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 02:02
                Powiedz mi potrafisz odpowiedzieć nie insynuując nie oskarżając nie obrażając
                Ot po prostu porozmawiać bez emocji i arogancji o swoich racjach?
                • margot_may Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 02:10
                  potrafię, ale nie na tematy, które już tyle razy przerabiałam na tym forum. w
                  świetle moich doświadczeń pytanie o co walczycie jest dziecinne i tendencyjne.

                  mam nadzieję, że moję słowa nie są aroganckie.
                  • bigoseczek Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 02:23
                    Tak jak najprostsze odpowiedzi tak i najprostsze pytania są najlepsze. A że ty
                    oceniasz je jako infantylne świadczy tylko o stopniu twojego cynizmu. Ale jeśli
                    znajdziesz w sobie odrobinę cierpliwości, to na nie odpowiedz- będę bardzo
                    wdzięczny.
                    • margot_may Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 02:38
                      nie będe odpowiadać na takie pytania, bo:
                      ja o nic nie walczę
                      ułożysz pytanie inaczej to odpowiem. ale powtarzam, to nie jest walka. co ty
                      wiesz o walce?
                      • bigoseczek Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 02:48
                        Szczerze nie wiem jak ułożyć inaczej pytanie, bo nie wiem co w aktualnym jest
                        nie tak.
                        Jeśli możesz zadaj sobie sama to pytanie (ubierz w odpowiednie słowa) i
                        odpowiedz- A ja to przeczytam- ok.?
                        PS. Znów insynuujesz:) :
                        „Co ty wiesz o walce”
                        Nie znasz mnie, dlaczego umniejszasz moje dokonania i przejścia, nie wiedząc
                        kim jestem, dlaczego z góry uznajesz ze twoje życie, było trudniejsze niż moje?
                        • margot_may Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 02:58
                          walka zakłada istnienie wroga. a wroga trzeba pokonać.
                          czy feministki są więc nastawione na walkę? na zniszczenie wroga? na
                          zwycięstwo? nie przesadzajmy.
                          wydaje mi się, że feministki prowadzą walkę, ale w odniesieniu do stereotypu. a
                          nie do mężczyzn. moim wrogiem jest typowa definicja feministki ciągle obecna w
                          kulturze, bardzo krzywdząca. i o zgrozo opierająca się na pytaniach: o co
                          walczycie?
                          czy ja wyglądam na taką co walczy?

                          PS. załóż, że moje pytanie było takie jak twoje- szczere i najprostsze. po
                          prostu pytam się co wiesz o walce. heheh
                          • bigoseczek Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 03:27
                            >czy ja wyglądam na taką co walczy?
                            Powiedzmy że jesteś inteligentnie zadziorna .;P
                            A co ja wiem o walce? Wiem że aby ją podjąć trzeba być silną osobą i wierzyć w
                            to o co się walczy. Wiem tez że zwycięstwo kosztuje wiele wyrzeczeń na długo
                            przed sama walką…Ale najważniejsze czego nauczyłem się o walce to, że należy
                            szanować przeciwnika nigdy go nie poniżać, lekceważyć, bo wtedy wpada w
                            wściekłość i przestaje zachowywać się przewidywalnie, i to co było moją
                            przewagą (wiedza o nim) stawała się bezużyteczna. To a propos walki sportowej,
                            a co do życia to jak dotychczas było łatwe i przyjemne, ot jestem sobie
                            studentem na studiach dziennych, pracuje, kłócę się z rodzicami, rzucają mnie
                            dziewczyny, upijam się z kolegami, ogólnie normalnie i miło:)
                            Przepraszam, ale musze iść spać pewnie kiedyś będzie jeszcze okazja by
                            porozmawiać.
                          • boykotka Re: Mądra z Ciebie kobita :)) 30.06.05, 11:00
                            margot_may napisała:

                            > walka zakłada istnienie wroga. a wroga trzeba pokonać.
                            > czy feministki są więc nastawione na walkę? na zniszczenie wroga? na
                            > zwycięstwo? nie przesadzajmy.
                            > wydaje mi się, że feministki prowadzą walkę, ale w odniesieniu do stereotypu a
                            > nie do mężczyzn. moim wrogiem jest typowa definicja feministki ciągle obecna w
                            > kulturze, bardzo krzywdząca. i o zgrozo opierająca się na pytaniach: o co
                            > walczycie?
                            Dodam tylko, że jeżeli feministki faktycznie walczą z męzczyznami to tylko z
                            pewnym ich typem i wcale nie chodzi tu o mężczyzn, którzy walcza z feminizmem.
                            Chodzi mi raczej o typ damskich bokserów itd.
            • nihiru Re: Chyba w końcu mi to wmówicie :))) 30.06.05, 10:08
              bigoseczek napisał:
              > A o co walczycie?
              Powiedz mi potrafisz odpowiedzieć nie insynuując nie oskarżając nie obrażając
              Ot po prostu porozmawiać bez emocji i arogancji o swoich racjach?

              Skoro nalegasz, niech Ci będzie. Walczymy o to, żeby żaden facet, któremu jest
              wygodnie że ma darmowe gotowanie i pranie, nie udowadniał nam:
              - że naszym powołaniem i przeznaczeniem jest siedzenie w domu i ścieranie kurzy
              - że nie nadajemy się żadnej lepszej pracy niż sekretarka, sprzątaczka itp.
              - że naszą główną ambicją powinno być zadowolenie męża
              - że mężczyźni o niczym innym nie marzą tylko żeby się nami opiekować, a my
              jesteśmy takie niewdzięczne

              A jeśli chodzi o arogancję, to to, co pokazało tutaj paru panów w ciągu
              zaledwie kilku dni, przekracza wszelkie moje wyobrażenia.
    • Gość: E. Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. IP: 80.48.252.* 29.06.05, 19:31
      Taaak, słyszałam, że spisywanie koszmarów sennych może pomóc się z nich
      wyleczyć. Ale niekoniecznie trzeba to potem publikować na forum...
    • cherryhill Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 29.06.05, 22:11
      tomekpk napisał:


      > Od początku istnienia naszej cywilizacji ludzie dzielili się na silnych i
      > słabych.

      a teraz ewoluowal na mądrych i glupich co widac na zalączonym obrazku

      > Ciąg dalszy nastąpi…

      Boże uchowaj!!!
      Chłopie szukaj fachowej pomocy póki czas
      c
      • margot_may Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 00:41
        tak sobię myślę, że biedak wejdzie rano do łazienki, i zastanie mydelniczkę
        (rodzaj żeński przecież) podśpiewywującą: samieć twój wróg!, samiec twój wróg!.
      • bigoseczek Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 01:55
        Wiesz chyba pod pojęciami "silny" i "słaby" miał na myśli nie tylko siłę
        fizyczną, lecz ogólnie jakościowa gorszość jakiejś cechy. Oczywiści zgodnie z
        Twoim aroganckim stosunkiem do każdego faceta, nazwałaś go głupkiem, sama się
        takowym okazując.
        • slawek73 Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 08:57
          bigoseczku - daj sobie spokój...z pewną kategorią ludzi dyskutowanie nie ma
          najmniejszego sensu. Margot ma jeden podstawowy problem - nie widzi tego jaka
          jest. A jest ordynarną, arogancka dziewuchą, któręj przydałoby się porzadne
          bolcowanie i solidny opie..ze strony "męskiej szowinistycznej świni". Od
          razu uprzedzam, że nie bede swej tezy uzasadniał. Bo mi sie nie chce :) Kłaniam
          sie margot ;)
          • cherryhill Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 09:06
            ot gentelman i elegant sie znalazł
            nikt tu nie zmusza do dyskutowania a nawet do czytania
            obrazając kobiety w ten niewybradny sposob dostarczasz nam argumentów,
            dziękuję zapamietam twój nick i tak jak z innymi tego typu impertynentami nie
            zamierzam nigdy wdawać sie w pyskówki, bo z dyskusja to nie ma nic wspolnego
            żegnam
            • slawek73 Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 10:32
              Zaraz sie popłacze z niewysłowionego żalu, iz utraciłem bezpowrotnie mozliwość
              z toba dialogu :D:D
              Szczerze mówiąc mam to gdzieś :)

              A tak na marginesie - mój post skierowany był do bigoseczkaka i dot. margot.
              Ciebie nikt o zdanie nie pytał. A margot chyba nie potrzebuje rzecznika.
              Ciebie tez chyba juz dawno nikt porządnie nie wydupczył księżniczko (a raczej
              żabo) :)
              • nihiru Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 10:40
                Jak czytam takie posty, to sobie przypominam, jak mi baltazarus razem ze
                złym_wilkiem tłumaczyli, jak to mężczyźni szanują kobiety...
                Oczywiście, jest sekta, która feministek nie uważa za kobiety...

                I zawsze mnie bawi, jak facet argumentuje że "dawno nie była wydupczona".
                Najwyraźniej mężczyźni uważają swojego penisa za panaceum na wszelkie choroby.
                Jeszcze żeby umieli się nim posługiwać.....
                • slawek73 Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 10:47
                  Tak, tak... Przykro mi że trafiasz na samych nieumiejących :)
                  • nihiru Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 11:14
                    To może jakieś kursy zorganizować?:)

                    Czuję że to mogłaby być niezła kasa:)))))))))))
                • kocia_noga Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 11:32
                  nihiru napisała:

                  > Jak czytam takie posty, to sobie przypominam, jak mi baltazarus razem ze
                  > złym_wilkiem tłumaczyli, jak to mężczyźni szanują kobiety...
                  > Oczywiście, jest sekta, która feministek nie uważa za kobiety...
                  >
                  > I zawsze mnie bawi, jak facet argumentuje że "dawno nie była wydupczona".
                  > Najwyraźniej mężczyźni uważają swojego penisa za panaceum na wszelkie choroby.


                  O, to , to... a trevik dodawał ,że postów chamskich nie czytuje , więc nic o tym
                  nie wie. A więc szacunek , uwielbienie dla kobiety i przekonanie , że dobrze
                  wydupczyć , to lek na różne dolegliwości .Ja się temu chcę przyujrzeć nieco.W
                  tym "dobrze wydupczyć" nie ma ani sympatii , ani szacunku , ani miłosci.
                  Wydupczyć , to zrobić coś z kłopotliwą dla mężczyzn kobietą bez liczenia się z
                  jej wolą, to rodzaj aktu dominacji i agresji zarazem. A więc kobiety wzbudzają
                  ce jakies niemiłe uczucia należy "dobrze wydupczyć".
                  • nihiru Re: Feminizm jako broń w rękach słabych. 30.06.05, 11:45
                    ja na to patrzę jeszcze z innej strony - facet w trakcie stosunku zgodzi się na
                    każdą głupotę. jest to fakt znany nie od dzisiaj i wykorzystywany przez kobiety
                    od wieków. Najwyraźniej panowie uważają że w drugą stronę też to działa, i jak
                    im brakuje argumentów, to usiłują zatkać nam w ten sposób usta.

                    W pewnym sensie to robią...:))))))))
                    Chyba przestanę tu przychodzić - robię się wulgarna :)))))))))))))))
Pełna wersja