Gość: E.
IP: *.atman.pl / *.atman.pl
05.07.05, 12:28
Ilekroć wchodzę na to forum, rzuca mi się w oczy jedna rzecz. Problem
Przepuszczania w Drzwiach. Zdumiewa mnie ilość pisujących tu panów, dla
których wspomniane przepuszczanie jest wyznacznikiem bycia feministką (nie
chce być przepuszczana - znaczy, że feministka, i na odwrót). Ponadto
przepuszczanie bywa koronnym argumentem w dyskusji. Co ciekawe, również dla
niektórych kobiet ("ja nie jestem feministką, ja lubię być przepuszczana w
drzwiach!"). Za cholerę nie mogę się dopatrzeć związku jednego z drugim -
może mi to ktoś wyjaśni? Jak często wypowiedzi kobiet na dowolny temat -
dyskryminacji w pracy, emerytur, gwałtów, kobiet w sejmie, czegokolwiek -
kwitowane są czymś w stylu "chcecie feminizmu? ale pamiętajcie - nie będziemy
was już przepuszczać w drzwiach!" No faktycznie - wszelkie problemy
współczesnych kobiet natychmiast bledną w porównaniu z tymi drzwiami ;)
Sądząc po takich postach, można odnieść wrażenie, że głównym zajęciem kobiet
jest przechodzenie przez rozmaite drzwi, a ich podstawowym życiowym
problemem - czy ktoś je przez te drzwi przepuści.
Jak żyję, nie spotkałam feministki, która za przepuszczenie w drzwiach się
obraża / krzyczy / okłada parasolką / itp. Nie zamierzam jednak zakładać, że
to jakaś urban legend wymyślona przez sfrustrowanych antyfeministów. Ależ
skąd. Może one naprawdę istnieją? Gdzie więc ich szukać, jeżeli nie tutaj?
Feministki walczące z przepuszczaniem w drzwiach - z szeregu wystąp!