johnny-kalesony
20.07.05, 13:12
Przeglądałem sobie dzisiaj archiwum Fundacji Efka i w oko wpadła mi jedna z
enuncjacji Kazi Szczuki - ponieważ, jak wiecie, sama Kazia nijak w oko wpaść
nie może.
Słynna Kazia w te słowa oto rozważa:
(...) Jadąc naszym wyimaginowanym czołgiem, jesteśmy zarazem bezpiecznie
schowani we wnętrzu ciała matki i mamy wielki fallus - lufę. Wiadomo, że taki
stalowy kutas nie przystoi kobiecie, zwłaszcza feministce, ale z drugiej
strony miło jest wyobrażać sobie własną wszechmoc i całkowite bezpieczeństwo.
Gdyby oznaki zbliżającego się ataku agresji połączyć ze wspomnieniem, jak to
chciałyśmy być Jankiem z Czterech pancernych, a mogłyśmy być tylko Lidką
odbierającą telefony - może dałoby się łatwiej okiełznać szalonego nosorożca
w sobie?
Cały artykuł pod linkiem:
www.efka.org.pl/index.php?action=z_art&ID=106
Jaki morał z tych wynurzeń zieje?
"Tylko Lidką" pisze autorka ...
Czy można zinterpretować Kaziową publicystykę inaczej, jak tylko pochwałę
bycia mężczyzną? Celebrowanie machissmo, jako wartości wyższego rzędu, wobec
której kobeta winna przejwaiać podziw i któremu to ideałowi sama winna jest
podporządkowanie?
Nie jest to pierwszy przejaw feminstycznej zajadłości i nienawiści wobec
kobiet - artykuł wybrałem z archiwum na chybił-trafił. Niemal w każdej
wypowiedzi feminstycznych publicystek pojawiają się - mniej, bardziej lub w
ogóle pozbawione zawoalowania postulaty, by wyzwolić się z bycia kobietą,
ponieważ kobiecość postrzegana jest jako rodzaj dziwnej choroby, psycho-
somatycznej przypadłości albo kalectwa.
Na forum tym cyklicznie również wyzierają tu i ówdzie wątki na temat
przypadków męskiej agresji, która za cel obiera sobie kobiety.
Czy możliwym w ogóle jest, żeby mężczyzna wobec kobiety przejawiał
jakąkolwiek agresję? Chyba wówczas, gdy niewiasta jest kobietą po kaziowemu
zreformowaną - czyli "kobietą", która wyparła się samej siebie i przyjęła
męskie wzorce, ponieważ podpowiedziano jej, że są lepsze, bardziej
wartościowe i godne.
Pozdrawiam
Keep Rockin'