feel_good_inc
12.08.05, 02:17
Tytuł wątka to prowokacja, ale tylko do pewnego stopnia.
Jeżeli wziąść pod uwagę postulaty feminizmu trzeciej fali, to dalsze nazywanie ruchu walczącego o zrównanie praw poszczególnych ludzi (rozszerzając to daleko poza różnice płci) feminizmem jest kompletnie nietrafione.
Samo słowo "feminizm" jest zaprzeczeniem idei przez was głoszonych. Oznacza ono "kobiecość" i jako takie nie może być stawiane w jednym rzędzie ze słowem "równość", bo z góry zakłada nierówność płci.
Pomijając już sam (nie do końca niezasłużony) negatywny wydźwięk słowa "feminizm", jak można nazwać kobiecością walkę o równe traktowanie płci?
Jeżeli coś, co kiedyś było nazywane feminizmem chce się dalej rozwijać, to musi zerwać ze swoimi korzeniami i przekształcić się w ruch ogólnoludzki. Feminizm jako taki musi więc zniknąć, umrzeć śmiercią naturalną by zrobić miejsce dla nowego, lepiej przystosowanego gatunku. (Czyżby przejście ewolucji sytemów gospodarczych i społecznych na niższy poziom?)
Jak się zatem czujecie, moje drogie panie, skazane na wymarcie przez własne ideały? Ciekawe, czy doczekam czasów, gdy słowo "feministka" będzie synonimem słowa "faszysta" ? Wszak kiedyś oznaczało to członka związku zawodowego, walczącego o prawa robotników ;)