ewab2507
24.08.05, 15:30
Nie wiem jak można wypisywać i wygadywać takie głupoty jak niektóre tak zwane
feministki. Brednie o równouprawnieniu są zupełnie idiotyczne i pozbawione
sensu. Rozpatrzmy różne tezy tych wspaniałych kobiet, które mają czelność i
odwagę nazywać siebie feministkami. (1) uregulowania prawne dotyczące ilości
miejsc dla kobiet w parlamencie, urzędach... proponowałabym rownież we
wszystkich prywatnych przedsiębiorstwach, przedszkolach, barach i budkach z
piwem... nie rozumiem potrzeby stosowania takich rozwiązań. Jeśli kobiety
zechcą, to będą wszędzie tam, a jeśli nie... No cóż, trudno zmusić kogoś, aby
się babrał w takim bagnie jak polityka, jeśli on akurat woli kąpiel w wannie
z pachnącą pianą. Ja wolę kąpiel niż protezę na siłę. Może jeszcze będzie
trzeba typować kobiety na właściwe stanowiska w drodze losowania? (2)kobietom
trudniej zdobywać wysokie stanowiska, muszą więcej pracować i mniej
zarabiają, bla bla bla... jakoś tego nie zauważyłam (jestem dyrektorem
finansowym)... zuważyłam natomiast, że kobietom się zwyczajnie nie chce, że
mają inne priorytety, że wolą zajmować się domem niż piąć się po tych
drabinach i startować w wyścigach szczurów. Zreztą ja również wolę dom i
mojego faceta, a tylko tak się mi poskładało w życiu, że na starcie musiałam
sporo popracować (mam lat 31 a pracuje 12) i nie wydaje mi się, że musiałam
zrobić więcej niż jakikolwiek facet. (3) kobiety muszą się depilować,
peelingować, solariować, balsamować itp. itd. (choć nie wszystko chyba było
do końca po polsku)... nie wiem jak inne, ale ja po prostu uwielbiam zajmować
sobą i o siebie dbać (poza solariowaniem, bo wolę jasną skórę) i to zarówno
dla siebie jak i dla swojego mężczyzny. Nie widzę w tym nic strasznego,
nienawidzę natomiast zapuszczonych kobiet, które mówią jak to one strasznie
cierpią bo coś muszą. (4) kobiety muszą sprzątać, prać, prasować, gotować i w
ogóle są uciemiężone, żeby nie powiedzieć udupione... cóż, skoro ktoś woli
mieć syf w domu i ma dwie lewe ręce, to nic mu nie pomoże, a każdy facet z
krzykiem ucieknie... nie mówię, że faceci powinni zasiadać przed telewizorem
i gnić w kapciach popijając piwko, oglądając jakąś dwunastą
powtórkę "zielonej trawy" - tak nazywam mecze piłki nożnej i w niczym nie
pomagać, ale kobiety chyba nie chorują na język i wiedzą jak
powiedzieć: "rusz swój piękny tyłeczek kochanie sprzed tego telewizora i
pójdź po masło". Mogłabym tutaj jeszcze pisać i pisać, bo podobnych
idiotyzmów jest setki. Nie obrażajmy same siebie, nie stwarzajmy obiegowej
opinii, ze sobie nie poradzimy, nie musimy być tak paskudne jak większość
zapuszczonych feministek, uwielbiajmy facetów. Ja za swoim facetem szaleję.
Kuchnię, gotowanie, odpowiedni dobór składników, ładne nakrycie stołu
traktuję jak czary. Nie czuję się w żaden sposób dyskryminowana. I wcale nie
dziękuję feministkom za to, że muszę pracować, choć może już niedługo, bo
wolę być kobietą... uwielbiam być kobietą... i to właśnie uważam za feminizm