Odwrót feminizmu, czy feminizm IV fali?

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.02, 19:37
Jako ekspert od feminizmu trzymający rękę na pulsie ideologii feministycznej
(zaznaczam, że nie chodzi tu o jej molestowanie, lecz śledzenie rozwoju)
donoszę, że coś zaczyna drgać - kobiety najwyraźniej mają coraz bardziej dość
feministek i ich abstrakcji i, po prostu - odrzucają je. Wiele wskazuje na
to, że jesteśmy tu z Maciejem teoretykami feminizmu IV fali!. Oddaję głos
brytyjskiemu socjologowi Geoffowi Denchowi: "Ludzie nie związani z f. od
początku dostrzegali jego wiele jego słabości, ukrytych nawet w podstawowych
założeniach i twierdzeniach.(...). Niezależnie jednak od pierwotnych
potknięć, współczesny f. po 25 latach realizacji programu działań
naprawczych, których celem miała być przemiana mężczyzn i społeczeństwa,
poddany zostaje wreszcie sprawdzianowi faktów. Kierunek w którym zmierza
obecnie rozwój zycia społecznego, wskazuje, że nawet przyjmując f. kryteria
oceny ruchowi temu nie udało się osiągnąć zamierzonych celów, a
niewykluczone, że przyczynił się nawet do skierowania biegu wydarzeń na
niewłaściwy tor.(...). Reakcja przeciw ideom f. których świadkami właśnie
jesteśmy, znajduje jak sądzę silne oparcie w rosnącej świadomości samych
kobiet, że strategia f. przyniosła pewne niepożądane efekty, a może nawet
przyczyniła się do wielu bolączek społecznych, które dotykają obecnie
mężczyzn i kobiety. Powstrzymanie fali f. to dobra wiadomość dla kobiet
społeczeństwa jako całości, choć istnieje niebezpieczeństwo, ze uznane
zostanie ono, za zwycięstwo mężczyzn. Może to doprowadzić do przykrego pokazu
męskiego triumfalizmu, które zawiodą nas nie do konstruktywnej renegocjacji
pomiędzy płciami, lecz do utrwalenia wzajemnych uraz".
    • maciej.k1 Re: Odwrót feminizmu, czy feminizm IV fali? 10.09.02, 14:08
      Zawsze uwazalem, ze organizacja społeczeństwa musi opierać się na pragmatyzmie
      i zdrowym rozsądku. Nie da się długo udawać, że róznice między płciami nie
      istnieją, a role, pełnione w społeczeństwie, są całkowicie umowne i
      niezdeterminowane biologicznie.

      Oczywiście, feminizm nie może być w odwrocie - jako ideologia "postępowa" może
      się tylko "rozwijać" - jak kiedyś słusznie zauważyłeś. Feminizm IV fali będzie
      więc zapewne powrotem do zdrowego rozsądku i rezygnacją z ideologicznego,
      dogmatycznie rozumianego równouprawnienia.
      • Gość: tad Re: Odwrót feminizmu, czy feminizm IV fali? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 15:56
        >Feminizm IV fali będzie więc zapewne powrotem do zdrowego rozsądku i
        >rezygnacją z ideologicznego, dogmatycznie rozumianego równouprawnienia.

        Nie łudź się Macieju. Kobiety do zdrowego rozsądku wracać nie muszą, bo nigdy
        od niego nie odeszły,a feministki wrócić do niego nie mogą, bo nigdy go nie
        miały. Feminizm jaki rysuje się na choryzoncie będzie równie ideologiczny jak
        był dotąd (tyle, ze mocno przesuną się akcenty). Następuje jak się wydaje
        zmiana frontu ideologicznego. O ile dawniej f. twierdziły, ze różnice pomiędzy
        k i m poza czystą biologią, to "konstrukt kulturowy", który trzeba zupełnie
        zmienić, o tyle teraz zaczynają mówić, ze są to różnice "rzeczywiste", i że to
        mężczyźni zacierają dualizm płciowy, ględząc o jakimś "uniwersalizmie", podczas
        gdy jest to androcentryzm. Ta zmiana moim zdaniem wynika z 3 powodów: 1.
        Równouprawnienie proceduralne jest od dawna faktem, i f. wiedzą, że nikt nie
        myśli poważnie, by to zmieniać, a w tej sytuacji możliwe staje się wyciągnięcie
        korzyści ze stanowiska przeciwnego - z podkreślania różnic. 2. Feministki
        stawały się czymś w rodzaju sekty zupełnie obojętnej ogółowi kobiet, więc, by
        zaistnieć muszą podjąć nową ofensywę ideologiczną(to, że kobiety od f. się
        odwracają, wiąze się oczywiście z pnkt.1 Większość kobiet na Zachodzie nie
        czuje się wcale "dyskryminowana", nie uważają patriarchatu w obecnej postaci za
        Imperium Zła, nie mają ochoty być dalej "wyzwalane", a często wręcz przeciwnie -
        wolałyby być z powrotem trochę "zniewolone", a do tego by np. działać na rzecz
        ograniczenia przemocy w rodzinie nie potrzebują teorii o androgyniczności, czy
        wiedzy o tym, co przed wojną o menstruacji pisała V. Woolf.) 3. Feminizm w
        dotychczasowej postaci stawał się już tak absurdalny, i oderwany od
        rzeczywistości, że nawet same f. dostrzegły, że to "nie działa".
        Mogę przedstwaić bliższe szczegóły tej zmiany frontu ideologicznego, jesli Cię
        to interesuje.
        • maciej.k1 Re: Odwrót feminizmu, czy feminizm IV fali? 11.09.02, 10:36
          Jestem bardzo zaciekawiony.
          Pozdrawiam -
          • Gość: tad Re: Odwrót feminizmu, czy feminizm IV fali? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.02, 16:09
            maciej.k1 napisał:
            > Jestem bardzo zaciekawiony.

            To co piszę opiera się na książce "Polityka płci" feministki francuskiej
            Sylviane Agacinski (dalej: SA). Książka jest wg. mnie próbą stworzenia
            ideologii "różnicy", z pozycji której f. będą mogły wysówać nowe postulaty.
            Autorka jest przynajmniej szczera, pisze, ze do zmiany taktyki skłania f.
            mn: "zburzenie muru berlińskiego","erozja idologii walki klasowej"
            i "rehabilitacja demokracji". Słowem - rewolucji nie będzie, trzeba
            wykombinować coś nowego. Już na początku książki mamy więc zdumiewające
            odkrycie: "Gatunek ludzki dzieli się na dwa, i tylko dwa, jak większość innych
            gatunków. Ten podział obejmujący wszystkie istoty ludzkie jest więc swego
            rodzaju dychotomią. Innymi słowy: każda jednostka ludzka, która nie jest
            kobietą jest mężczyzną, i każda jednostka nie będąca mężczyzną jest kobietą.
            Nie ma trzeciej mozliwości." (Fakt, że odkrycie tej rewelacji zajęło
            feministycznym "intelektualistkom ok. 50 lat świadczy o nich tak, a nie
            inaczej, i wypada tylko zachować litościwe milczenie). Takich "głębi"
            intelektualnych jest w dziele więcej. Czasami jest to już wręcz bełkot w
            rodzaju: "Różnorodność określa strukturę czysto zróżnicowaną, gdzie żaden z
            dwóch elementów nie jest pochodną drugiego. Dwa nigdy nie pochodzi od jednego,
            lecz zawsze jeden jednostki pochodzi od dwojga swoich rodziców. Ale sama
            jednostka nie dokonuje żadnej "zmiany" w pierwotnej różnicy płci, wypełnia ją
            sama będąc jedynie jednym, lub jedną - z dwojga, a nie ujednoliceniem dwojga".
            Taki bełkot to zwykła część feministycznej produkcji "intelektualnej" i nie ma
            co się nad tym rozwodzić. Taki to już styl. Ciekawsze są konsekwencje przyjęcia
            przez f.do wiadomości istnienia "rzeczywistej" i wartej zachowania różnicy
            pomiędzy k i m. Po pierwsze oznacza to, ze spora część f.
            produkcji "intelektualnej" ostatnich dziesięcioleci powędrować musi do kosza.
            Feministki zapewne połkną tę żabę równie gładko, jak komuniści łykali kolejne
            zmiany frontu ideologicznego, tłumacząc sobie, że na "poprzednim etapie" było
            słuszne, to,a teraz jest słuszne co innego. (tak to mniej więcej ujmuje AG,
            choć jednocześnie wspomina o ujawnianiu się "ukrytych" (sic!!!) "sprzeczności
            feminizmu" ).Na pewnym poziomie analiza SA przypomina mocno to, co piszemy tu
            od roku,( często niemal dosłownie, np: "W pewnym sensie postulat redukcji
            różnicy, czy jak to się mówi zniesienie "płci kulturowej" dążące do
            ujednolicenia jednostek, można uznać za przejaw totalitaryzmu") i za co
            okrzyknięto nas faszytami. Jej rozważania o relacjach wolność - równość -
            sprawiedliwość robią wręcz wrażenie przepisanych z pism konserwatystów z
            przełomu XVIII i XIXw. Przeniesienie punktu ciężkości z "dyskryminacji" na
            różnicę, powoduje, że mniej jest tu tego co nazwałem "masofeminizmem". AG
            uznaje właściwie , że społeczny podział ról pomiędzy k i m okazał się trwały.
            To są plusy nowego stanowiska. Niestety owe plusy nie równoważą minusów, ale o
            tym w następnym odcinku.
            • maciej.k1 Re: Odwrót feminizmu, czy feminizm IV fali? 17.09.02, 12:50
              Jestem ciekwa ciągu dalszego. :-)
    • suzume jaki ładny wątek wzajemnej adoracji :) 17.09.02, 13:44
      tak trzymać, chłopaki
      buźka :o
      • Gość: soso A ja slyszalem... IP: *.njl.dk 17.09.02, 17:45

        ze, Macius i tad sa juz po zareczy_n_a_c_h ! ! ! ! ! ! !

        Tak trzymac, chlopaki!

        No i przy okazji wydalo sie, dlaczego tak nie lubia 'wygladajacych inaczej'.

        Nawiasem mowiac w Danii jest wspolna, jedna organizacja gejow i lesbijek. Szef
        jest mezczyzna :-(

        Ha, ha, ha - teraz zaraz Macius zacznie udowadniac dlaczego :-)



        pzdrw,

        soso
        • Gość: tad polityka płciowa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 18:57

          Kontynuuję opis. A więc, pani SA dostrzegając, że różnica pomiędzy k i m
          jest "rzeczywista" zauważa jednocześnie nie mniej ni więcej tylko ..."płciowy
          wymiar polityki i polityczny wymiar relacji między płciami" (sic!!), a wszystko
          to po róznych wygibasach wyprowadza od Arystotelsa. Czyniąc z płci kategorię
          polityczną daje ruchowi f. perspektywę nieśmiertlności, bowiem: "polityczny
          charakter relacji m - k nie otwiera żadnej perspektywy uzaleznienia, czy
          wieczystego pokoju: wskazuje raczej na nieuchronność "wiecznej niezgody"",
          (pisząc to SA zastrzega jednocześnie, że nie chodzi jej o "wojnę płci"). Wg
          niej pierwszą wspólnotą polityczną jest rodzina, gdzie "rodzi się prawo i
          określone stosunki władzy". Po takim stwierdzeniu AG kreśli wizje reformy życia
          rodzinnego: "Społeczeństwo powinno zapewnić sobie środki na zastąpienie kobiet
          i struktury gospodarstwa domowego w wychowaniu i opiece nad dziećmi, choć
          daleko do tego". Na razie więc: "...najważniejsze jest to, żeby zanikła
          ekonomia rodzinna, gdzie kobieta jest naturalną służącą i aby cała praca weszła
          do ogólnokrajowego porządku ekonomicznego." Co zakłada "przekształcenie
          opozycji dom i świat zewnętrzny" Dodaje też, że "Terytorium domu i życie
          prywatne będą przedmiotem nowego spojrzenia". Krótko mówiąc chodzi głównie o
          to, zeby prace domowe były płatne. AG przyznaje, że wymaga to "nowatorskich
          rozwiązań ekonomicznych i prawnych" dotyczących sfery prywatnej. Słowem -
          feministki mają ochotę na wpakowanie się każdemu do domu przy pomocy rozwiązań
          prawnych. W kolejnym odcinku, o tym jak chcą wpływać na legislację, czyli - o
          parytecie.
      • Gość: tad Re: jaki ładny wątek wzajemnej adoracji :) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.02, 19:03
        suzume napisała:

        > tak trzymać, chłopaki
        > buźka :o
        >
        >
        • suzume słoń a sprawa feminizmu :) 18.09.02, 08:42
          tad.
          ja Was tylko pozdrowiłam, a Ty mi tu znowu z feminizmem i p. graff (której
          zresztą nie czytałam). czy jak zamieszczę tu przepis na ulubione naleśniki, ot
          tak, z czystej sympatii do forumowiczów, to mi napiszesz o feminizmie
          kulinarnym?
          buźka ponownie :o

          Gość portalu: tad napisał(a):

          > suzume napisała:
          >
          > > tak trzymać, chłopaki
          > > buźka :o
          > >
          > >
          • Gość: tad Re: słoń a sprawa feminizmu :) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 20:22
            suzume napisała:

            > tad.
            > ja Was tylko pozdrowiłam, a Ty mi tu znowu z feminizmem i p. graff (której
            > zresztą nie czytałam). czy jak zamieszczę tu przepis na ulubione naleśniki,
            ot
            > tak, z czystej sympatii do forumowiczów, to mi napiszesz o feminizmie
            > kulinarnym?
            > buźka ponownie :o
            >
            > Gość portalu: tad napisał(a):
            >

            Swoją drogą, ze słoniem feministki mają chyba kłopot - zarówno słoń jak i
            słonica posiadają trąby, a to przecież oczywisty symbol falliczny. I jak to
            traktować? Jako przejaw równości, czy dyskryminacji (że niby samica, a musi
            obnosić z taką symboliką)? Oto zagadka dla feministycznych intelektualistek.

            > > suzume napisała:
            > >
            > > > tak trzymać, chłopaki
            > > > buźka :o
            > > >
            > > >
            • suzume tad. jesteś niemożliwy ;-) (n/t) 20.09.02, 09:33
Pełna wersja