Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz...

01.10.05, 18:37
I oby to był raz ostatni;))
Gdy pierwszy raz zobaczyłam watek o zniesieniu obowiązku alimentacji dla
tatusiów którzy nie życzą sobie dziecka, to uznałam to za marną prowokację,
niewarta w ogóle uwagi. Jednak ku mojemu najwyższemu zdumieniu ten temat
pojawia się raz po raz, mimo ze argumenty przeciw SA jak rzadko kiedy
oczywiste i nie do obalenia. Spisze je więc w oddzielnym wątku – może ten
temat w końcu zniknie z forum. Dobrze by było, bo to w gruncie rzeczy wstyd o
czymś takim dyskutować...
A więc:
Pod względem równości praw kobiet i mężczyzn wszystko jest w porządku i nic
nie musi być zmieniane. Po urodzeniu dziecka obowiązek opiekuńczy spoczywa na
obojgu rodzicach i żadne nie może się od niego wymigać. Natomiast o tym, czy
ciążę należy utrzymać (w ramach istniejącego prawa) decyduje osoba będąca w
ciąży. Prawo nie zakazuje mężczyznom zachodzić w ciążę... jak by to dziwnie
nie zabrzmiało taka jest prawda. Czy ktoś zna artykuł jakiegokolwiek kodeksu
stanowiący, że w ciążę wolno zachodzić tylko kobietom?
Prawo nie odbiera mężczyźnie niczego, czego wcześniej nie odebrałaby mu matka
Natura – nie obdarzając go macica i innymi przydatnymi organami.
Powiedzmy to jasno i wyraźnie: prawo jest w tym względzie całkowicie
bezstronne, równe i sprawiedliwe. Niesprawiedliwa (choć czy aby na pewno?)
jest tylko natura, ale z pewnością nie PRAWO. Natury zmienić nie można. Czy
to znaczy, że powinniśmy więc zmienić prawo?
I właśnie teraz stajemy przed koniecznością rozstrzygnięcia ważnego dylematu.
Czy prawo powinno być instrumentem służącym do wyrównywania
niesprawiedliwości wynikających z różnic naturalnych?
To bardzo ważne pytanie i odpowiedź której sobie udzielimy będzie miała wpływ
na postrzeganie wielu innych spraw. Jeśli odpowiemy TAK, wtedy będziemy mogli
zmienić prawo tak, by ojcowie mogli decydować o utrzymaniu lub usunięciu
ciąży (lub odmowie alimentacji). Jednak wtedy także powinniśmy ustanowić
prawo nakazujące płacić tyle samo mężczyznom i kobietom, nawet jeśli te
drugie pracują mniej wydajnie bo mają małe dzieci lub właśnie są w ciąży. I
nie w formie ogólników, ale konkretnych, obłożonych sankcją przepisów
wykonawczych. Skoro prawo ma wyrównywać „niesprawiedliwości Natury”, to takie
prawo musi być konsekwentne...
Muszę to powiedzieć: większość dyskutantów w tej sprawie zachowuje się jak
dziecko, które uważa że można zjeść ciastko i mieć ciastko. Chcieliby zaprząc
prawo do wyrównywania „naturalnych niesprawiedliwości” (czyli braku macic u
mężczyzn) wtedy gdy jest to dla nich korzystne (by wymigać się od płacenia
alimentów). Ale w dyskusjach nad różnicami w zarobkach kobiet i mężczyzn
natychmiast zmieniają front o 180 stopni i głośno ironizują na temat
wszelkich „wyrównywaczy”, lewaków i inszych naprawiaczy natury.
Jak dzieci, po prostu jak dzieci;)))


    • marcypanna Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 19:30
      Rozpisałam się i zapomniałam o najwazniejszym argumencie. Naprawiam swój błąd.
      Do momentu narodzin dziecka można się spierać o kwestie jego praw a nawet
      samego „człowieczeństwa” płodu. Jednak w momencie narodzin dziecko staje się
      samodzielnym bytem prawnym – jego prawa np. majątkowe nie mogą zależeć od
      dobrej woli osób trzecich. Dziecko ma prawo do alimentów od obojga rodziców i
      byłoby stawianiem prawa na głowie, gdyby matka mogła lub była zmuszona
      zrezygnować z alimentów w imieniu dziecka – gdyż byłoby to równoznaczne z
      odebraniem innemu człowiekowi prawa do dysponowania własnym kapitałem (alimenty
      to kapitał dziecka). To tak jakby rodzice dorosłego człowieka odmówili w jego
      imieniu przyjęcia spadku ustawowego np. po dziadku. Gdybyśmy uznali prawo
      rodziców do pozbawiania dziecka alimentów, to musielibyśmy uznać także i takie
      prawo. A także wiele innych... aż do kompletnego zawalenia się wszelkiego
      porządku prawnego.
      Dodam jeszcze, ze prawo jest tutaj konsekwentne i dorosłe dziecko tez nie może
      odmówić alimentacji ojcu – nawet jeśli ojciec dziecko zaniedbywał, nie płacił,
      nie interesował się. Nic nie zwalnia dziecka z obowiązku alimentacji – a już na
      pewno nie tekst w stylu „ja nie chciałem zebyś mnie płodził”. To znaczy, że
      żaden ojciec nie może powiedzieć po prostu „nie będę płacił, bo nie chciałem
      cię mieć”.
      • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 19:39
        Trochę się nie zgadzam.Raczej bardziej niż trochę.Okres alimentacji ojców dla
        dzieci,jest do pełnoletności ,no ewentualnie okresu nauki.Za to okres
        alimentacyjny dla tatusiów czas nieograniczony.Niech sam taki ojciec zapracuje
        sobie na rentę,emeryturę.Nie ma porównania bezbronne dziecko wymgające opieki,
        niemogące na siebie zarobić,potrzebujące wsparcia i finansów z dorosłym
        człowiekiem,który mógł o swej przyszłości pomyśleć wcześniej,miał czas by
        zadbać o to. I jeszcze jedno - znamienne,że mężczyżni teraz
        milczą ,nieodpowiadają na Twój wątek.Zabierają głos w dupie Marynie.Lotach na
        księżyc, a tu co ? Temat niewygodny?
        • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 19:50
          I jeszcze jedno - znamienne,że mężczyżni teraz
          > milczą ,nieodpowiadają na Twój wątek.Zabierają głos w dupie Marynie.Lotach na
          > księżyc, a tu co ? Temat niewygodny?

          Eee tam znamienne… jaki sens jest pisania gdy trzeba by się w większości zgodzić
          z autorką wątku. W końcu jak facet nie chce dziecka to niech się zabezpiecza a
          skoro się nie zabezpieczył to niech płaci;)
          • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 19:54
            Kurde dobrze gada .
          • orys100 Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 04.10.05, 20:46
            > W końcu jak facet nie chce dziecka to niech się zabezpiecza a
            > skoro się nie zabezpieczył to niech płaci;)

            a gdzie sławetne partnerstwo?? ;-)
            • sir.vimes Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 04.10.05, 21:02
              Facet który nie chce płacić na swoje dziecko to pewnie według ciebie wyznawca
              partnerstwa?
    • tomekpk Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 19:46
      Krzyczycie "Mój brzuch, moje dziecko! a mężczyzna odgrywa tylko niewielką rolę
      w narodzinach" więc proponuje aby kobiety były konsekwentne i nie mówiły
      później "Zrobiłeś dziecko to płać" bo te dwa zdania kolidują ze sobą i są
      sprzeczne. Ale nic dziwnego przecież padają z ust kobiet.
      • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 19:49
        Dlaczego nie odpowiedziałeś na mój post? Tylko o "krzyceniu"?
    • na_tasza powody 01.10.05, 21:13
      Wydaje mi się, ze kluczowe są powody, dla których można w P. usunąć ciążę: 1)
      gwałt - tu oczywiście facet nie ma nic do powiedzenia i jesli kobieta chce
      usunąć ciążę, to powinna to zrobić, a jeśli nie - to facet (pożal się, Boże,
      ojciec) powinien płacić; 2) zagrożenie dla zdrowia / życia matki - z definicji:
      o swoim życiu i ewentualnym ryzyku związanym z zachowaniem ciąży ma prawo
      decydować _tylko_kobieta_, ale jeśli chce urodzić - j.w.; 3) zagrożenie dziecka
      ciężkim kalectwem - tutaj można dopuscić zdanie faceta, lecz cóż z tego, gdyż
      słyszałam o bardzo nielicznych przypadkach, gdy ciężko chorym, kalekim
      dzieckiem zajmują się oboje rodzice, tatusiowie zwykle się zmywają, a ciężar
      spoczywa na matkach - czy więc pozwolic tu facetom współdecydować?!? dla mnie
      mocno wątpliwe.
    • strusi_ogon Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 22:05
      Nikt nie zabrania męźczyźnie zachodzić w ciążę, ale skoro kobieta mogłaby (o
      zgrozo) decydowac o życiu, a co za tym idzie - WYCHOWYWANIU nienarodzonego
      dziecka, to czemu tego samego prawa do podejmowania decyzji miałby zostac
      pozbawiony przyszły ojciec?

      A szermowanie argumentem sztucznego zrównywania prawem czegoś, co jest oczywiste
      z powodów naturalnych jest niebezpieczne ;) Nie polecam, bo trafi się jakiś
      męski szowonista, ktory wiele bzdurnych argumentów feministek też spróbuje
      obalić w ten sposób. I komuś będzie łyso ;)

    • ardzuna Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 01.10.05, 22:50
      Jest jeszcze jedna kwestia. Zaznaczam, że uważam obecne prawo dotyczące aborcji
      w PL za dobre i życzyłabym sobie, żeby było sumiennie wykonywane (nieodmawianie
      kobietom aborcji z przyczyn zdrowotnych itp.) tudzież żeby była dobra edukacja
      seksualna w szkołach (z rzetelną informacją o środkach antykoncepcyjnych). Nie
      jestem zatem zwolenniczką aborcji.

      Natomiast jeśli dopuszczalna byłaby sytuacja, że w warunkach aborcji dostępnej
      na życzenie kobieta nie może jej dokonać, ponieważ tatuś in spe obstaje przy
      tym, żeby tatusiem zostać, nie można zapominać o jednym małym drobiazgu.
      Mianowicie - to kobieta ponosi fizyczne koszta i wszelakiego rodzaju
      konsekwencje ciąży. Ciąża to ogromny wysiłek dla organizmu, porównywany z
      forsowną wyprawą alpinistyczną. Na ogół samopoczucie w ciągu trzech pierwszych
      miesięcy jest kiepskie, może też się okazać, że trzeba w ciąży leżeć,
      przyjmować leki; ciąża moze odbić się na wyglądzie ciała. Skoro tatuś in spe
      mógłby zmusić kobietę do tego wszystkiego, musiałby na żądanie zapłacić jej
      solidne odszkodowanie obejmujące nie tylko wyżej wspomniane kwestie, ale także
      utracone szanse - utracone w karierze zawodowej, a może i w znajdowaniu
      lepszego tatusia in spe dla innych dzieci in spe.
    • ktosiaczek Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 00:03
      >Prawo nie zakazuje mężczyznom zachodzić w ciążę... jak by to dziwnie
      > nie zabrzmiało taka jest prawda. Czy ktoś zna artykuł jakiegokolwiek kodeksu
      > stanowiący, że w ciążę wolno zachodzić tylko kobietom?

      Tylko proszę bez takich... Ten argument jest dla mnei nie do przyjęcia.
      Szkopuł leży w tym, że - jak już zostało powiedziane - zanim dojdzie do
      rozwiązania ciąży, mozna się spierac o to czy i do ktorego momentu płod
      pozostaje płodem, i wtedy to OBOJE RODZICOW ma prawo podjac decyzje o usunieciu
      ciazy jesli bylyby ku temu ODPOWIEDNIE przeslanki. Jednak gdy przyjdzie na
      swiat dziecko, nie ma odwrotu - OBYDWOJE rodzicow ma obowiazek nalezycie sie o
      nie troszczyc.
      Argument, ze skoro kobieta ma prawo decydowac o wlasnym ciele (to tylko takie
      haslo, gdyz w gruncie rzeczy nie decyduje o wlasnym ciele lecz o 'byc albo nie
      byc ' drugiego czlowieka), to mezczyzna rowniez ma prawo nie chcec dziecka, nie
      bedzie wzbudzal emocji jesli uswaidomimy sobie i przyjmiemy do swiadomosci, ze
      aborcja z powodu "bo tak chce" jest zbrodnią i nie powinna byc legalna.Wtedy
      zadna ze stron - ani kobeita ani mezczyzna - nie bedzie poszkodowana.
      • sir.vimes Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 10:13
        "Współdecydowanie"????? Polecam wszystkim na tym forum piękną książkę Margaret
        Atwood pt"Opowieść podręcznej". Jedyne a raczej jedyna osoba która moim zdaniem
        mogłaby współdecydować z ciężarną to mamusia w przypadku bardzo młodej
        nastolatki. Na pewno nie facet. Chociaż w prawdziwym związku należy brać pod
        uwagę zdanie drugiej osoby nawet w bardzo drobnych sprawach. Ale to zupełnie
        inna kwestia - kobieta powinna mieć pełne prawo do decydowania o ciąży. Koszta
        fizyczne i psychiczne posiadania niechcianego dziecka dla kobiety i mężczyzny
        są skrajnie różne (czy kiedyś wyrzucono ze szkoły nastoletniego ojca?) więc
        absurdem jest pomysł, żeby obydwoje decydowali o usunięciu. A przy tym mam
        wrażenie, że ktosiaczek jest mężczyzną. Swoją drogą, dlaczego aborcja "bo tak
        chce" (w domyśle - kobieta) jest według niej/niego zbrodnią. Aborcja - bo tatuś
        nie chce póżniej płacić jest już cacy? Może faceci też powinni się zastanawiać
        z kim sypiają i jeżeli są przeciw aborcji po prostu nie sypiać z kobietami w
        których życiu nie nadszedł jeszcze odpowiedni moment na dziecko? Dlaczego
        obwinia się kobietę,że głupio wybrała i została sama z brzuchem albo z
        dzieckiem. Faceci też głupio wybierają i najpierw niech nauczą się ponosić
        konsekwencje tego aktu, niech nauczą się rozmawiać a nie żądają możliwości
        decydowania o nie swoich brzuchach.
        • kocia_noga Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 10:30
          sir.vimes napisała:

          > "Współdecydowanie"????? Polecam wszystkim na tym forum piękną książkę
          Margaret
          > Atwood pt"Opowieść podręcznej". Jedyne a raczej jedyna osoba która moim
          zdaniem
          >
          > mogłaby współdecydować z ciężarną to mamusia w przypadku bardzo młodej
          > nastolatki.


          Zauważ, że już wszyscy się zgodzili na termin "aborcja na życzenie" i że jest
          to nu nu.Ten termin obejmuje wszystkie przypadki , które nie sa zagrożeniem
          życia , wynikiem gwałtu i ciężkim kalectwem płodu .W pozostałych - kobieta
          została zgodnie ubezwłasnowolniona .Nie tylko kobieta , w końcu niechciana
          ciąża trafia się małżeństwom .
        • ardzuna Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 11:12
          sir.vimes napisała:

          Koszta
          > fizyczne i psychiczne posiadania niechcianego dziecka dla kobiety i mężczyzny
          > są skrajnie różne (czy kiedyś wyrzucono ze szkoły nastoletniego ojca?) więc
          > absurdem jest pomysł, żeby obydwoje decydowali o usunięciu.

          To fakt, zgadzam się, ale dla mnie jest więcej niz oczywiste, że jeśli ojciec
          in spe miałby decydować wbrew woli ciężarnej o nieusunięciu ciąży, to jest to
          jednoznaczne z tym, że po rozwiązaniu to on bierze dziecko do siebie i
          wychowuje je.
          • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 11:49
            > in spe miałby decydować wbrew woli ciężarnej o nieusunięciu ciąży, to jest to
            > jednoznaczne z tym, że po rozwiązaniu to on bierze dziecko do siebie i
            > wychowuje je.

            Dobry pomysł, pod warunkiem, że „matka” jest pozbawiana praw rodzicielskich,
            żeby nie było sytuacji w której po kilku latach przypomina sobie, że ma dziecko
            i chce się mieszać w jego życie.
            • sir.vimes Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:17
              Kompletna bzdura szczególnie że ojcom społeczeństwo wybacza rażący brak
              zainteresowania potomstwem a jak już zapłaci te dwie stówy i raz na miesiąc
              pójdzie do fastfooda jakiegoś z dzieckiem to już cudny. A od matki wymaga się
              wszystkiego i jeszcze więcej. Swoją drogą ciekawe czy istnieją niedzielne
              mamusie - tatuś całe życie karmi, pierze, biega do lekarza i do szkoły,
              skarpety brudne zbiera z podłogi a mama w sobotę rano zabiera wyszykowanego
              dzieciaka na weekend. Pewnie większość ludzi byłaby oburzona a facetom to
              uchodzi jakoś. Daruj sobie te patetyczne teksty o matkach w cudzysłowiu.
              • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:36
                >Daruj sobie te patetyczne teksty o matkach w cudzysłowiu.

                Nie, nie daruje sobie.

                > Kompletna bzdura szczególnie że ojcom społeczeństwo wybacza rażący brak
                > zainteresowania potomstwem a jak już zapłaci te dwie stówy i raz na miesiąc
                > pójdzie do fastfooda jakiegoś z dzieckiem to już cudny. A od matki wymaga się
                > wszystkiego i jeszcze więcej.

                Nie wiem jak Ty, ale ja nie uważam, że taki „ojciec” jest dobry i należą mu się
                owacje na stojąco.

                W sytuacji, w której to kobieta chciałaby dziecka, a mężczyzna nie, to „ojciec”
                też powinien być pozbawiony praw rodzicielskich. Społeczeństwo musi zrozumieć,
                że mama i tata to nie ludzie, którzy przyczynili się do przyjścia na świat, ale
                ludzie, którzy dziecko wychowują.
                • sir.vimes Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:46
                  Masz trochę racji - rzeczywiście rodzice to ludzie, którzy wychowują i to
                  niekoniecznie są ci biologiczni.
                • ardzuna Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 19:42
                  snegnat napisał:

                  > Nie wiem jak Ty, ale ja nie uważam, że taki „ojciec” jest dobry i n
                  > ależą mu się
                  > owacje na stojąco.

                  Ale skąd, to beznadziejny ojciec.
              • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:10
                Kurde masz rację.O tym pisałam poniżej nie czytając Cię.
            • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:42
              I nawzajem on -snegnatoc :-):P
              Najbardziej bolesna jest rozmowa o pieniądzach.Bo forsa to nie wszystko.Forsą
              wychowania nie da się załatwić.Czasami potrzeba silnej ręki,autorytetu,pomocy z
              zewnątrz.Modelowy tata żyjący osobno nie ogranicza swego rodzicielstwa do
              wpłaty forsy na konto.Czynnie bierze udział w życiu młodego człowieka.A
              szczytem bezczelności są pretensje "obserwatora" jak Ty go wychowałaś.
              • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:45
                Powiedziałbym nawet, że silna ręka bardzo często jest potrzebna. Czasem trzeba
                gó..arzowi dopieprzyć :D
                • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:54
                  I bynajmniej nie ścierką.Żeby pokolenie młodych złych wilczków nie rosło;-) Co
                  to w małżeństwie dopuszczają zapominanie o uroczytościach ślubnej.Ba wręcz
                  zabraniają pamiętać.
                  • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 12:59
                    Swoją drogą to jest dość dziwne. Gdyby to jakiś facet był źle traktowany przez
                    swoją żonę, to szybko by doszło do rozwodu. Kobiety jednak znoszą to i żyją w
                    takich związkach bardzo długo. Z czego to wynika? Strach przed samotnością?
                    Uzależnienie?
                    • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:04
                      Piszę ogólnie teraz.Nadal są tradycyjne modele rodzin,w których całe życie
                      kobiety rolą była opieka nad mężem,dziećmi,domem.Tworzenie ogniska
                      domowego.Dobrze jeśli jest dobrze.Spróbuj wyjść bez pracy i emeytury z takiego
                      związku,jeśli całe życie byłeś posługą,kurą domową.
                      • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:11
                        No masz rację, dla takiej kobiety niemal niemożliwością jest opuszczenie
                        związku. Ale co z młodymi kobietami, które wchodzą w tego typu związki? Przecież
                        to się dzieje nadal. Mimo, że żyjemy w XXI wieku i młoda kobieta może znaleźć
                        pracę, prowadzić własną firmę, ma możliwość rozwoju, to nadal jakaś część kobiet
                        wchodzi w toksyczne związki. Czy strach przed samotnością jest aż tak silny?? A
                        może tu chodzi o coś innego?
                        • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:16
                          Nie myl pojęć: wchodzenie w toksyczne związki i niemożność wyjścia z modelowego
                          (sic!) gdzie całe życie kobieta niepracowała(czyżby?).Wchodzenie w toksyczne
                          związki to popełnienie błędu a człowiek uczy się na błędach.Natomiast problemem
                          jest tkwienie w nim.Dobrze gdy młoda zadbana kura domowa obudzi się i wyjdzie z
                          tej złotej klatki,wtedy zdąży jeszcze powalczyć zawodowo na swoją pensję i
                          swój status niezależnej.Gorzej gdy przegapi moment.A rączka umoczona w nocniku.
                          • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:27
                            > Nie myl pojęć: wchodzenie w toksyczne związki i niemożność wyjścia z modelowego
                            > (sic!) gdzie całe życie kobieta niepracowała(czyżby?).Wchodzenie w toksyczne
                            > związki to popełnienie błędu a człowiek uczy się na błędach.Natomiast problemem
                            >jest tkwienie w nim.

                            Staram się ich nie mylić, ale ten pierwszy błąd silnie wpływa na resztę życia.
                            Gdyby młoda kobieta potrafiła dostrzec niektóre rzeczy na samym początku to nie
                            było by problemu później. Można sobie zadać pytanie, w jaki sposób otworzyć oczy
                            kobietą, które już tkwią w takim związku? Przecież często pan mąż jest
                            największą wyrocznią i taka kobieta zawsze się go słucha. Można powiedzieć, że
                            jak raz popełni błąd i wejdzie w taki związek, to niemal pewne, że już jest
                            stracona.
                            • zlotoslanos Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:34
                              A pojęcia Zmartwychwstanie? Fenix? Najważniejsze odrzucić wstyd przed samą sobą
                              i przyznać się do porażki.Potem spojrzenia rodziny i sąsiadów ma się
                              głęboko ,jeśli potrafi się powiedzieć na głos co było przyczyną.A nie ma tak
                              żle,żeby nie mogło być gorzej.Lepiej samemu stanowić o sobie niż godzić się na
                              niezgodne z sobą. Idę pa,do miłego sinus.
                              • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:40
                                > A pojęcia Zmartwychwstanie? Fenix? Najważniejsze odrzucić wstyd przed samą sobą
                                >
                                > i przyznać się do porażki.Potem spojrzenia rodziny i sąsiadów ma się
                                > głęboko ,jeśli potrafi się powiedzieć na głos co było przyczyną.A nie ma tak
                                > żle,żeby nie mogło być gorzej.Lepiej samemu stanowić o sobie niż godzić się na
                                > niezgodne z sobą.

                                Masz całkowitą rację. Tylko nie każdy ma w sobie tyle siły. Dlatego to jest
                                problem i dlatego w wielu przypadkach kobieta skazana jest na porażkę. Chyba, że
                                znajdzie się ktoś kto pomoże jej z tego wyjść.

                                Pozdrawiam:)
                    • sir.vimes Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:05
                      Zazwyczaj kobietę się potępia, że nie umiała utrzymać zdychającego związku przy
                      życiu a faceta potępia się kiedy jest "pantoflarzem" tzn zwraca uwagę na
                      potrzeby innych osób np żony dzieci itd. W pewnym sensie to strach przed
                      samotnością, bo samotna to dla wielu osób nadal gorsza niż zamężna.
                      • snegnat Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 13:16
                        W pewnym sensie to strach przed
                        > samotnością, bo samotna to dla wielu osób nadal gorsza niż zamężna.

                        W takiej sytuacji to raczej strach przed tym co powie rodzina i znajomi. Byle
                        jaki związek tylko po to żeby ludzie nie gadali, że kobieta męża nie ma a już
                        taka „stara”.

                        > Zazwyczaj kobietę się potępia, że nie umiała utrzymać zdychającego związku przy
                        >
                        > życiu a faceta potępia się kiedy jest "pantoflarzem" tzn zwraca uwagę na
                        > potrzeby innych osób np żony dzieci itd.

                        Jak długo ludzie będę żyli według tego typu stereotypów, tak długo będą one
                        istniały. Nie przejmować się i robić swoje, to podstawa:)
            • ardzuna Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 19:40
              snegnat napisał:

              > > in spe miałby decydować wbrew woli ciężarnej o nieusunięciu ciąży, to jes
              > t to
              > > jednoznaczne z tym, że po rozwiązaniu to on bierze dziecko do siebie i
              > > wychowuje je.
              >
              > Dobry pomysł, pod warunkiem, że „matka” jest pozbawiana praw rodzic
              > ielskich,
              > żeby nie było sytuacji w której po kilku latach przypomina sobie, że ma
              dziecko
              > i chce się mieszać w jego życie.

              Póki matki nie sa chronione przed takimi nagłymi powrotami pamięci u tatusiów,
              to i ojcowie nie muszą być chronieni. Oczywiście i tak sytuacja jest czysto
              hipotetyczna.

              I nie jest to "dobry pomysł pod warunkiem". Jest to jedyna możliwa opcja, gdyby
              ojciec mógł uniemożliwić przerwanie ciąży matce.
        • ktosiaczek Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 14:17
          > absurdem jest pomysł, żeby obydwoje decydowali o usunięciu.

          Nie zgadzam się. Kobieta jest jego potencjalną matką, meżczyzna ojcem. Ojciec
          ma takie same parwa i obowiazki wzgledem dziecka jak matka.

          >Swoją drogą, dlaczego aborcja "bo tak
          > chce" (w domyśle - kobieta) jest według niej/niego zbrodnią. Aborcja - bo
          >tatuś nie chce póżniej płacić jest już cacy?

          Aborcja bo tatus nie chce pozniej placic jest aborcją "bo tak chce" w
          wersji 'meskiej'. Nigdzie nei twierdzialm, ze jest cacy. A dlaczego jej nie
          toleruje - chyba nie musze tlumaczyc.

          Ps. Jestem kobietą, nie mam co do tego zadnych watpliwosci :) zastanawia mnei
          dlaczego zostaly wysuniete takie przpuszczenia jakoby mialabym byc mezczyzną,
          wszak to, ze w swoim poscie czesciowo bronilam mezczyzn, naprawde nie oznacza,
          ze musze byc meska, szowinistyczna swinią. Moze to trudne do zrozumienia dla
          niektorych, ale pojmujue feminizm jako stanie na straży dla praw kobiet, ale
          pod banderą sprawiedliwosci miedzyplciowej, nie wyzszosci kobiet. I nei
          zamierzam przyznawac nam, kobietom, racji, tam gdzie jej nie mamy.
          • sir.vimes Re: Odpowiedzialność tatusiów jeszcze raz... 02.10.05, 18:51
            Pewnych różnic nie przeskoczymy. To kobiety zachodzą w ciążę, jak na razie, i
            kobiety rodzą. Mężczyżni i kobiety nie mają więc takich samych praw i
            obowiązków wobec potomstwa i widać to gołym okiem.
Pełna wersja