marcypanna
01.10.05, 18:37
I oby to był raz ostatni;))
Gdy pierwszy raz zobaczyłam watek o zniesieniu obowiązku alimentacji dla
tatusiów którzy nie życzą sobie dziecka, to uznałam to za marną prowokację,
niewarta w ogóle uwagi. Jednak ku mojemu najwyższemu zdumieniu ten temat
pojawia się raz po raz, mimo ze argumenty przeciw SA jak rzadko kiedy
oczywiste i nie do obalenia. Spisze je więc w oddzielnym wątku – może ten
temat w końcu zniknie z forum. Dobrze by było, bo to w gruncie rzeczy wstyd o
czymś takim dyskutować...
A więc:
Pod względem równości praw kobiet i mężczyzn wszystko jest w porządku i nic
nie musi być zmieniane. Po urodzeniu dziecka obowiązek opiekuńczy spoczywa na
obojgu rodzicach i żadne nie może się od niego wymigać. Natomiast o tym, czy
ciążę należy utrzymać (w ramach istniejącego prawa) decyduje osoba będąca w
ciąży. Prawo nie zakazuje mężczyznom zachodzić w ciążę... jak by to dziwnie
nie zabrzmiało taka jest prawda. Czy ktoś zna artykuł jakiegokolwiek kodeksu
stanowiący, że w ciążę wolno zachodzić tylko kobietom?
Prawo nie odbiera mężczyźnie niczego, czego wcześniej nie odebrałaby mu matka
Natura – nie obdarzając go macica i innymi przydatnymi organami.
Powiedzmy to jasno i wyraźnie: prawo jest w tym względzie całkowicie
bezstronne, równe i sprawiedliwe. Niesprawiedliwa (choć czy aby na pewno?)
jest tylko natura, ale z pewnością nie PRAWO. Natury zmienić nie można. Czy
to znaczy, że powinniśmy więc zmienić prawo?
I właśnie teraz stajemy przed koniecznością rozstrzygnięcia ważnego dylematu.
Czy prawo powinno być instrumentem służącym do wyrównywania
niesprawiedliwości wynikających z różnic naturalnych?
To bardzo ważne pytanie i odpowiedź której sobie udzielimy będzie miała wpływ
na postrzeganie wielu innych spraw. Jeśli odpowiemy TAK, wtedy będziemy mogli
zmienić prawo tak, by ojcowie mogli decydować o utrzymaniu lub usunięciu
ciąży (lub odmowie alimentacji). Jednak wtedy także powinniśmy ustanowić
prawo nakazujące płacić tyle samo mężczyznom i kobietom, nawet jeśli te
drugie pracują mniej wydajnie bo mają małe dzieci lub właśnie są w ciąży. I
nie w formie ogólników, ale konkretnych, obłożonych sankcją przepisów
wykonawczych. Skoro prawo ma wyrównywać „niesprawiedliwości Natury”, to takie
prawo musi być konsekwentne...
Muszę to powiedzieć: większość dyskutantów w tej sprawie zachowuje się jak
dziecko, które uważa że można zjeść ciastko i mieć ciastko. Chcieliby zaprząc
prawo do wyrównywania „naturalnych niesprawiedliwości” (czyli braku macic u
mężczyzn) wtedy gdy jest to dla nich korzystne (by wymigać się od płacenia
alimentów). Ale w dyskusjach nad różnicami w zarobkach kobiet i mężczyzn
natychmiast zmieniają front o 180 stopni i głośno ironizują na temat
wszelkich „wyrównywaczy”, lewaków i inszych naprawiaczy natury.
Jak dzieci, po prostu jak dzieci;)))