kochani. maciej się wreszcie zdeklarował. :)))

19.09.02, 17:13
i wyłuszczył, o co mu chodzi. i to nawet zwięźle (naprawdę!)
robię copy-paste, żeby nikt nie przeoczył. oryginał można podziwiać na
wątku "Czy na forum są jeszcze jakieś feministki?"

Re: Skończmy z 'macierzyństwem'
Autor: maciej.k1@NOSPAM.gazeta.pl
Data: 19-09-2002 15:52

------------------------------------------------------------------------------
Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest
to po prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać -
dobro jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z
dobrem gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda,
pieniądze, poczucie niezależności) swoje wlasne

mam nadzieję, że teraz już wszyscy zrozumieli o co chodzi :)

osobiście mam prośbę do maćka, żeby po starej znajomości wytłumaczył mi, w
świetle powyższego, co miał na myśli pisząc:

"feminizm a dobro Ludzkości
Autor: maciej.k1@NOSPAM.gazeta.pl
Data: 18-09-2002 12:44

-----------------------------------------------------------------------------
"Barbara ma jedną z wad, typową dla osobowości lewicowej. Jest bardziej
skupiona na ludzkości, niż na pojedynczym człowieku." - były mąż Barbary
Labudy"

to w końcu ona jest głupia czy on?

pozdrowienia :)
    • Gość: Maciej Re: kochani. maciej się wreszcie zdeklarował. :)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 20:53
      > ------------------------------------------------------------------------------
      > Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest
      > to po prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
      > rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać -
      > dobro jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z
      > dobrem gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda,
      > pieniądze, poczucie niezależności) swoje wlasne

      Żarty żartami, ale, nie wiem czy zauważyłaś, powyższego akapitu chyba nikt
      tutaj nie podważa. Jak dotąd, został zgodnie przyjęty przez wszystkich,
      niezależnie od światopoglądu - feministycznego, czy antyfeministycznego. To
      bardzo cieszy, bo wszyscy w tej akurat sprawie - chcą czy nie, muszą się ze mną
      zgodzić. Nawet Soso i Zula z pewnoscią zgodziliby się ze mną.
      • Gość: ZORA coraz lepiej IP: 62.148.89.* 20.09.02, 08:39
        Gość portalu: Maciej napisał:

        > > Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek.

        Fakt - masz taki pogląd

        Jest
        > > to po prostu zdrowy instynkt samozachowawczy.

        i interpretacja, uzasadnienie, ocena tego poglądu. Prosty akt samooceny

        >> Kobieta ma macicę

        Fakt niezaprzeczalny, łatwy do weryfikacji

        i powinna
        > > rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia.

        interpretacja, ocena faktu, ale bez uzasadnienia (dlaczego powinna).
        Z faktem feministka się zgodzi, z jego interpretacją już niekoniecznie

        Musi wybrać -
        > > dobro jednostki albo dobro gatunku.

        Znowu fakt, niestety, fakt, chociaż nie aksjomat i warto powalczyć aby w końcu
        ten wybór przestał mieć tak drastyczne konsekwencje, jak to bywa teraz. Warto
        dążyć, aby zamiast ostro zarysowanego wyboru (ona ALBO reszta świata), kobieta
        mogła pójść na kompromis (jej potrzeby I potrzeby gatunku), co już dzisiaj
        czasami bywa możliwe (to cieszy!)

        Więc albo utożsami się (jako kobieta)
        > z
        > > dobrem gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda,
        > > pieniądze, poczucie niezależności) swoje wlasne (Macieju, przepraszam,
        chyba 'zżarło' reszte Twojego cytatu)

        Niby fakt, ale już zinterpretowany. Wystawiona cenzurka, jak na dydaktycznym
        filmiku dla nieletnich: wybór A = jesteś cacy, wybór B = jesteś be!
        Problemy z wyborem między dobrem jednostki a ogółu są znane ludzkości od
        tysięcy lat, zastanawiające tylko, dlaczego akurat tutaj podjęcie wyboru B
        przez kobietę spotyka się z tak emocjonalnymi odruchami niechęci. O ile wybór
        Konrada, że się poświęci dla ludzkości, jest przedmiotem długich zachwytów na
        jego temat, to decyzje kobiet, że dla rodziny poświęcą się całkowicie - są
        traktowane jako powinność, rzecz oczywista. Zatem jeśli któraś nie chce służyć
        ludzkości i rodzinie, jest określana i traktowana "odpowiednio".
        Jeżeli sprawa jest zbyt newralgiczna dla 'dobra ogółu' to może rzeczywiście nie
        należy tego pozostawiać 'jakiemuś przypadkowemu społeczeństwu' (wiem, cytat z
        innej bajki, i to nawet kobieta to powiedziała, ale tu mi pasuje, feministki to
        też część społeczeństwa) i załatwić sprawę odgórnie?
        Znamy historię i wiemy jak się takie próby kończą?

        > Żarty żartami, ale, nie wiem czy zauważyłaś, powyższego akapitu chyba nikt
        > tutaj nie podważa.

        części 'faktowej' Twojego akapitu podważyć się nie da. Światopoglądową... i
        owszem...

        Jak dotąd, został zgodnie przyjęty przez wszystkich,
        > niezależnie od światopoglądu - feministycznego, czy antyfeministycznego.

        Z faktami kłócić się nie da. Faktem jest że musimy się rozmnażać jeśli mamy
        przetrwać i faktem jest że macierzyństwo w stopniu większym niż ojcostwo wiąże
        się z wyrzeczeniami. A zatem prostym wnioskiem płynącym z interpretacji tych
        faktów jest, że kobieta stoi przed wyborem: ja albo rodzina (gatunek,
        społeczeństwo).
        Mój (ZORY) pogląd w tej sprawie jest następujący: podjęcie wyboru "cacy" będzie
        dla kobiety (w tym feministki) łatwiejsze, jeśli do gry emocjonalnie
        oddziałujących instynktów, hormonów (robią swoje) i przesądów zwanych
        obyczajowością doda się racjonalne czynniki, które przekonają kobietę, że
        ryzyko utraty własnej indywidualności i niezależności na skutek macierzyństwa
        jest nie tak wielkie. Racjonalne czynniki, nie wzniosłe brednie o Matce Polce i
        szlachetnej roli przekazywania życia. Zastąpienie konieczności zstąpienia do
        roli gatunku B ryzykiem podjęcia kompromisu (zrezygnuję z części rozrywek, ale
        wciąż będzie mnie stać na cotygodniowe plotki z przykaciółką. Będę pracowała w
        domu, co pozwoli w łatwiejszy sposób pogodzić obowiązki macierzyństwa z
        potrzebą utrzymania płynności finansowej. Dziś to ciągle jest bajka, mit i
        obiekt rzewnych westchnień).
        Macierzyństwo wiąże się też z zapewnieniem jakiegoś poziomu startowego
        potomstwu. Może widzicie tu sprzeczność (gdzie indywidualizm?) jednak sieć
        zależności wciąż istnieje.


        To
        > bardzo cieszy, bo wszyscy w tej akurat sprawie - chcą czy nie, muszą się ze
        mną
        >
        > zgodzić. Nawet Soso i Zula z pewnoscią zgodziliby się ze mną.


        Nadinterpretacja.
        Ale jeśli cieszy Cię fakt jeśli inni bezkrytycznie zgadzają sie z Tobą czy tego
        chcą czy nie - to jaki sens ma forumowanie, które z natury rzeczy polega na
        dyskusji i niezgadzaniu się?
        Ejże - jakieś problemy z własną wartością? Potrzeba ciągłego potwierdzania
        ich?...

        Z feministycznym, ciepłym pozdrowieniem
        ZORA
      • suzume Re: kochani. maciej się wreszcie zdeklarował. :)) 20.09.02, 09:39
        Gość portalu: Maciej napisał(a):

        > > Kobieta ma macicę i powinna
        > > rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia.

        > Żarty żartami, ale, nie wiem czy zauważyłaś, powyższego akapitu chyba nikt
        > tutaj nie podważa. Jak dotąd, został zgodnie przyjęty przez wszystkich,
        > niezależnie od światopoglądu - feministycznego, czy antyfeministycznego.
        (ciach)
        > Nawet Soso i Zula z pewnoscią zgodziliby się ze mną.

        zwłaszcza z tym z zdaniem, że "_powinna_, a nie..."?
        taaak. świstak dalej zawija.
        • Gość: soso Re: kochani. maciej się wreszcie zdeklarował. :)) IP: 195.41.66.* 20.09.02, 09:51
          Kochani - soso zgodzi sie czy nie - juz mi to wszystko wisi. Chyba musze wziac
          tydzien urlopu od wszystkich :-)

          Do zobaczenia kiedys tam w pazdzierniku :-)

          Qurtka na wacie, nie wiedzialem, ze Maciej wie co soso, itd. Ale na szczescie
          nie wie :-)
    • Gość: Aga Re: kochani. maciej się wreszcie zdeklarował. :)) IP: *.kbn.gov.pl 20.09.02, 09:57
      Swoją drogą dziwnie to jakoś...
      Wchodzić na forum "feminizm" tylko po to żeby z macicami dyskutować???
      :))
    • lady_d Re: do starych "forumowiczów - femi/nonfemi" 20.09.02, 12:48
      Poczytałam troszkę tych maili o feminiźmie - super rozmowa.
      NIe byłam t wcześniej żałuję - ale może dzięki temu ktoś , kto świeżym oczkiem
      rzuci podda pare świeższych spostrzeżeń ...?

      Już widzę jak sobie kobitka siedzi na łóżku i rozmyśla (facet w łazience się
      myje)
      "Czy powinnam wyjść naprzeciw dobra ogółu, ludzkości, czy może wolę leżeć w
      łóżeczku i pachnieć????? NIe no , oczywiście populacja jest ważniejsza od
      mojego widzimisię. Kochanie, choć już pokopulować , bo gatunek nas
      potrzebuje !!!!!"

      Baaaardzo śmieszne.

      A z drugiej stron hasłą typu "zrzucanie na drugą połowę gatunku czegoś tak
      brudnego/" bla bla bla. Mam nadzieję, że tymi epitetami nie obrzucasz takich
      wartości jak posiadanie dzieci, rodziny, wychowywanie dzieci (bo okrutnie
      podpadniesz nie tylko feministkom mniej radykalnym ...)

      KObiety ! Przecież ani MAciek ani Tad nie wpłynie na to czy zajdziecie w ciążę
      i urodzicie dziecko czy nie (chyba, że jakaś randka po necie....)
      Anyway - bronicie macic - pytanie czyich ? Swoich ?

      Aga - uważaj, bo teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (cudowny
      mąż - gratuluję) - a Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamiętaj, że
      fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
      przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczenia co
      napiszesz


      Z feministycznym pozdrowieniem i prośbą o umiar... i trochę wzajemnego
      szacunku, droga widownio...

      • Gość: Aga Re: do starych 'forumowiczów - femi/nonfemi' IP: *.kbn.gov.pl 20.09.02, 13:21
        Dzięki za ostrzeżenie, postaram się pisać bardziej bezosobowo:))

        Myśle, ze bardziej podpadłam forumowym "antyfeministom"
        (a przynajmniej jednemu z nich :)))


      • Gość: soso ktos nas docenil :-) IP: 195.41.66.* 20.09.02, 13:26
        :-)

        Lady_d pisze:

        'Poczytałam troszkę tych maili o feminiźmie - super rozmowa.'

        No nie?

        Tak mi sie przypomniala reklama z dunskiego kina, przed seansem, dla
        wzmocnienia apetytu. Tylko opisze:

        Lazienka, poranek jak wiele innych. W lazience mezczyzna kolo szescdziesiatki i
        takaz kobieta, wlosy w porannym nieladzie, on w bialym podkoszulku i mocno
        opuszczonych, zwisajacych w kroku majtkach, ona w koszulo-pizamie. Facet myje
        zeby, spluwa, beka, popierduje, sika.
        Kobieta tez chce sikac i wyciaga reke by polozyc deske klozetowa po facecie by
        moc usiasc (on 'zapomnial'). Ale nagle po kolejnym jego pierdnieciu reka sie
        zatrzymuje, kobieta sie rozmysla. Zakasuje pizame, staje w rozkroku nad muszla
        i sika na stojaco calkiem zreszta grubym strumieniem.

        'Czy jestes przygotowana na wszystko jak przyjdzie czas na emeryture?'

        Koniec reklamy.

        pzdrw

        soso

      • Gość: tad do lady _d IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 12:58
        lady_d napisał(a):

        > Poczytałam troszkę tych maili o feminiźmie - super rozmowa.
        > NIe byłam t wcześniej żałuję - ale może dzięki temu ktoś , kto świeżym
        >oczkiem rzuci podda pare świeższych spostrzeżeń ...?

        To by się tu przydało. Stali bywalcy dorobili już sobie gęmby. Dodam: celuje w
        tym strona feministyczna, ale nie wymagam, by mi wierzyć na słowo.


        > Już widzę jak sobie kobitka siedzi na łóżku i rozmyśla (facet w łazience się
        > myje)
        > "Czy powinnam wyjść naprzeciw dobra ogółu, ludzkości, czy może wolę leżeć w
        > łóżeczku i pachnieć????? NIe no , oczywiście populacja jest ważniejsza od
        > mojego widzimisię. Kochanie, choć już pokopulować , bo gatunek nas
        > potrzebuje !!!!!"
        >
        > Baaaardzo śmieszne.
        >
        > A z drugiej stron hasłą typu "zrzucanie na drugą połowę gatunku czegoś tak
        > brudnego/" bla bla bla. Mam nadzieję, że tymi epitetami nie obrzucasz takich
        > wartości jak posiadanie dzieci, rodziny, wychowywanie dzieci (bo okrutnie
        > podpadniesz nie tylko feministkom mniej radykalnym ...)


        To co krytykujesz to poetyka nie Macieje, ale Zory (Feministki zresztą. Odsyłam
        do wątku: "Czy są tu jeszcze jakieś feministki"). Masz rację: za dużo w tym
        macic, DNA, samców, samic i dobra gatunku. Dlatego też pisałem jej, ze zbyt
        mocno uwiodła ją socjobilogia. Z drugiej strony Zora wniosła tu sporo
        świerzości, bo dotąd wśród feministek dominowały detrministki, tyle, że -
        kulturowe.


        >
        > KObiety ! Przecież ani MAciek ani Tad nie wpłynie na to czy zajdziecie w
        ciążę
        > i urodzicie dziecko czy nie (chyba, że jakaś randka po necie....)
        > Anyway - bronicie macic - pytanie czyich ? Swoich ?

        Na tak postawione pytanie odpowiadam: feministki broną tu wszystkich macic.
        Także Twojej, choć może o tym jeszcze nie wiesz. Nie tylko macic.
        Jeśli "wczytasz" sie w to forum głębiej, to dowiesz się, że bronią też
        np.łechtaczek. Bronią ich nawet, gdy właścicielki o to nie proszą, i nawet
        wtedy, gdy nikt owych cennych narządów nie "atakuje". Taki sobie obrały zawód.

        >
        > Aga - uważaj, bo teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (cudowny
        > mąż - gratuluję) - a Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamiętaj, że
        > fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
        > przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczenia co
        > napiszesz

        Nie będzie to bynajmniej źle odebrane przez tutejsze feministki. Chyba, że Aga
        zacznie o tym pisać "za dużo" i - nie daj Boże/Bogini -dodawać, że jej
        przypadek jest czymś więcej niż przypadkiem jednostkowym, i że feministki
        przesadzają mówiąc o "totalnej dyskryminacji kobiet". Wtedy istotnie - może
        mieć kłopoty.


        > Z feministycznym pozdrowieniem i prośbą o umiar... i trochę wzajemnego
        > szacunku, droga widownio...
        >
        • Gość: Aga do tad IP: *.kbn.gov.pl 23.09.02, 10:04
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > lady_d napisał(a):


          > > Aga - uważaj, bo teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (cudown
          > y
          > > mąż - gratuluję) - a Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamiętaj,
          > że
          > > fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
          > > przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczenia co
          >
          > > napiszesz
          >
          > Nie będzie to bynajmniej źle odebrane przez tutejsze feministki. Chyba, że
          Aga
          > zacznie o tym pisać "za dużo" i - nie daj Boże/Bogini -dodawać, że jej
          > przypadek jest czymś więcej niż przypadkiem jednostkowym, i że feministki
          > przesadzają mówiąc o "totalnej dyskryminacji kobiet". Wtedy istotnie - może
          > mieć kłopoty.
          >
          Nie ma kobiety, która nie zetknęłaby się z dyskryminacją - mniejszą lub większą
          (no dobrze, teoretycznie taki przypadek jest możliwy - ja takiego nie spotkałam
          ani o nim nie słyszałam).
          Mój przypadek (członka rodziny bardzo mocno partnerskiej) zapewne jest w tzw.
          zdruzgotanej mniejszości (w odróżnieniu od tzw. druzgoczącej większości). Jak
          widzę, jest coraz częśtszy w pewnej grupie (najczęstszej chyba w dość dużym
          mieście):
          - oboje są dość młodzi (dwadzieścia kilka - trzydzieści kilka lat)
          - oboje pracują (zarabiają przyzwoicie, ale na kokosy ich nie stać)
          - oboje zarabiają mniej-więcej podobnie
          - mają 1-2 dzieci.
          Taka rodzina nie może funkcjonować w "tradycyjny" sposób.
          Dlaczego?
          Umiarkowanie wysokie zarobki nie pozwalają na rezygnację kobiety z pracy (nawet
          gdyby chciała - co nie występuje w moim przypadku). Nie można sobie również
          pozwolić na gosposie-sprzątającą. Opiekunka do dziecka również kosztuje min. 8
          zł/h.
          Idzmy dalej: oboje pracują po te 8h dziennie. Doliczmy do tego dojazd do pracy -
          policzmy skromnie 45 min. w jedną stronę. Mamy już 9,5 h.
          Do tego należy doliczyć czas na zaprowadzenie i odebranie dziecka/dzieci do/z
          przedszkola/szkoły.
          W domu jest się po godz. 17.00.
          Do zrobienia zostają: zakupy, obiado-kolacja, sprzątanie, zmycie naczyń,
          dopilnowanie lekcji. Jeżeli to wszystko ma zrobić jedna osoba (czyt. matka),
          upływa czas do tej 20.00.-21.00 kiedy dziecko powinno iść spać. Podobno to
          matka ma zająć się wychowaniem dziecka? Załóżmy, ze ojciec rozumie to trochę
          dosłownie, i ograniczy kontakt z dzieckiem do np. codziennej partyjki
          szachów :)) Przyjmując tradycyjny model, zajmie się przede wszystkimi męskimi
          sprawami - a to samochód do myjni zawiezie, a to śrubkę dokręci:))
          Ponieważ ma chwilkę wolnego, usiądzie, poczyta gazetę, obejrzy wiadomości.
          Wieczorem tuli się do żonki, zaczyna egzekwować obowiązki małżeńskie... i dziwi
          się, ze zanim skończyl, zona słodko pochrapuje :))

          Wniosek: jeżeli oboje mają mieć chwilę czasu i dla dziecka, i dla siebie
          nawzajem, MUSZĄ oboje zajmować się domem i dzieckiem. Z praktycznego punktu
          widzenia stwierdzam, ze najsprawniej to idzie, jeżeli "role " domowe się
          wyienia - np. jednego dnia żona gotuje, mąż z dzieckiem sprzątną, potem on i
          dziecko bawią sie "małym chemikiem" a ona myje naczynia, innego znów on gotuje
          i zmywa, a ona uczy się z dzieckiem wiersza albo prowadzi ja na zajecia.

          A może masz inny sposób na rozwiązanie tego dylematu? Musi spełniać warunki
          konieczne:
          1. rodzina spłaca kredyt mieszkaniowy, więc nie ma mowy o rezygnacji z pracy
          przez którekolwiek z nich
          2. dobra babcia, która mogłaby zaopiekować się domem mieszka o 300 km od nich i
          ma już dzicci-wnuki do opiekowania się na miejscu
          3. doba ma 24h, a te 8h na sen rzeczywiście się organizmowi przydaje (takze
          organizmowi kobiety)
          4. oboje nie lubią karaluchów...

          • zlotyrybek Re: do tad 23.09.02, 10:35
            Gość portalu: Aga napisał(a):

            > Gość portalu: tad napisał(a):
            >
            > > lady_d napisał(a):
            >
            >
            > > > Aga - uważaj, bo teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (c
            > udown
            > > y
            > > > mąż - gratuluję) - a Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamię
            > taj,
            > > że
            > > > fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
            > > > przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczen
            > ia co
            > >
            > > > napiszesz
            > >
            > > Nie będzie to bynajmniej źle odebrane przez tutejsze feministki. Chyba, że
            >
            > Aga
            > > zacznie o tym pisać "za dużo" i - nie daj Boże/Bogini -dodawać, że jej
            > > przypadek jest czymś więcej niż przypadkiem jednostkowym, i że feministki
            > > przesadzają mówiąc o "totalnej dyskryminacji kobiet". Wtedy istotnie - moż
            > e
            > > mieć kłopoty.
            > >
            > Nie ma kobiety, która nie zetknęłaby się z dyskryminacją - mniejszą lub
            większą
            > (no dobrze, teoretycznie taki przypadek jest możliwy - ja takiego nie
            spotkałam
            >
            > ani o nim nie słyszałam).
            > Mój przypadek (członka rodziny bardzo mocno partnerskiej) zapewne jest w tzw.
            > zdruzgotanej mniejszości (w odróżnieniu od tzw. druzgoczącej większości). Jak
            > widzę, jest coraz częśtszy w pewnej grupie (najczęstszej chyba w dość dużym
            > mieście):
            > - oboje są dość młodzi (dwadzieścia kilka - trzydzieści kilka lat)
            > - oboje pracują (zarabiają przyzwoicie, ale na kokosy ich nie stać)
            > - oboje zarabiają mniej-więcej podobnie
            > - mają 1-2 dzieci.
            > Taka rodzina nie może funkcjonować w "tradycyjny" sposób.
            > Dlaczego?
            > Umiarkowanie wysokie zarobki nie pozwalają na rezygnację kobiety z pracy
            (nawet
            >
            > gdyby chciała - co nie występuje w moim przypadku). Nie można sobie również
            > pozwolić na gosposie-sprzątającą. Opiekunka do dziecka również kosztuje min.
            8
            > zł/h.
            > Idzmy dalej: oboje pracują po te 8h dziennie. Doliczmy do tego dojazd do
            pracy
            > -
            > policzmy skromnie 45 min. w jedną stronę. Mamy już 9,5 h.
            > Do tego należy doliczyć czas na zaprowadzenie i odebranie dziecka/dzieci do/z
            > przedszkola/szkoły.
            > W domu jest się po godz. 17.00.
            > Do zrobienia zostają: zakupy, obiado-kolacja, sprzątanie, zmycie naczyń,
            > dopilnowanie lekcji. Jeżeli to wszystko ma zrobić jedna osoba (czyt. matka),
            > upływa czas do tej 20.00.-21.00 kiedy dziecko powinno iść spać. Podobno to
            > matka ma zająć się wychowaniem dziecka? Załóżmy, ze ojciec rozumie to trochę
            > dosłownie, i ograniczy kontakt z dzieckiem do np. codziennej partyjki
            > szachów :)) Przyjmując tradycyjny model, zajmie się przede wszystkimi męskimi
            > sprawami - a to samochód do myjni zawiezie, a to śrubkę dokręci:))
            > Ponieważ ma chwilkę wolnego, usiądzie, poczyta gazetę, obejrzy wiadomości.
            > Wieczorem tuli się do żonki, zaczyna egzekwować obowiązki małżeńskie... i
            dziwi
            >
            > się, ze zanim skończyl, zona słodko pochrapuje :))
            >
            > Wniosek: jeżeli oboje mają mieć chwilę czasu i dla dziecka, i dla siebie
            > nawzajem, MUSZĄ oboje zajmować się domem i dzieckiem. Z praktycznego punktu
            > widzenia stwierdzam, ze najsprawniej to idzie, jeżeli "role " domowe się
            > wyienia - np. jednego dnia żona gotuje, mąż z dzieckiem sprzątną, potem on i
            > dziecko bawią sie "małym chemikiem" a ona myje naczynia, innego znów on
            gotuje
            > i zmywa, a ona uczy się z dzieckiem wiersza albo prowadzi ja na zajecia.
            >
            > A może masz inny sposób na rozwiązanie tego dylematu? Musi spełniać warunki
            > konieczne:
            > 1. rodzina spłaca kredyt mieszkaniowy, więc nie ma mowy o rezygnacji z pracy
            > przez którekolwiek z nich
            > 2. dobra babcia, która mogłaby zaopiekować się domem mieszka o 300 km od nich
            i
            >
            > ma już dzicci-wnuki do opiekowania się na miejscu
            > 3. doba ma 24h, a te 8h na sen rzeczywiście się organizmowi przydaje (takze
            > organizmowi kobiety)
            > 4. oboje nie lubią karaluchów...
            >


            Oczywiście ściągnę na swoją głowę opinie "samolub" "nie widzisz co się dzieje
            wokół" itp , ale :
            1. Jestem kobietą , która nie jest dyskryminowana
            2. Mam 2 dzieci i pracuję
            3. Wszystko powyżej da sie pogodzić.

            Dziwne ? Ale prawdziwe :
            1. Niania do dzieci (odbieranie ze szkoły, lekcje)
            2. Pani do sprzątania (1-2 razy w tygodniu)
            3. Zakupy robię przez Internet (spożywcze też -zabieram wracając do domu-15 min)
            4. Stanowisko kierownicze - dobry zespół - najpóźniej o 17 w domu
            5. Dzieci podchowane, więc co najmniej do 22.00 mamy czas dla siebie.
            6. 26 dni urlopu w roku (spędzone z dziećmi)
            7. Mąż - wymienia się ze mną obowiązkami (stanowisko kierownicze - w domu
            przede mną)
            8. Mam czas na piwo, fryzjera, kosmetyczkę itp..
            9. Jestem antyfeministką (pewnie dlatego co powyżej...), bo dla mnie to jest
            tradycyjny model rodziny - małżonkowie się szanują i się wspierają. Tak
            wyglądało małżeństwo moich rodziców i moich dziadków.


            PA
            • Gość: Aga Re: do zlotyrybka (zlotegorybka?) IP: *.kbn.gov.pl 23.09.02, 11:14
              >
              > Oczywiście ściągnę na swoją głowę opinie "samolub"

              Dlaczegóżby?

              >"nie widzisz co się dzieje
              > wokół" itp , ale :
              > 1. Jestem kobietą , która nie jest dyskryminowana

              Ja też rzadko bywam. Zresztą raczej wychodzę z tego obronną ręką.

              > 2. Mam 2 dzieci i pracuję
              > 3. Wszystko powyżej da sie pogodzić.
              >
              > Dziwne ? Ale prawdziwe :

              Chyba niezbyt uważnie przeczytałaś mój post - nie uznałabyś wówczas, że
              sytuację taką jak Twoja uważam za dziwną - wręcz przeciwnie. Napisałam:

              > > Mój przypadek (członka rodziny bardzo mocno partnerskiej) zapewne jest w
              tzw.
              > > zdruzgotanej mniejszości (w odróżnieniu od tzw. druzgoczącej większości).
              > Jak
              > > widzę, jest coraz częśtszy w pewnej grupie

              Miło mi, że i Ty do niej należysz:)) Może grupa ta nie jest aż tak mała, jak
              sugerują to niektórzy?

              > 1. Niania do dzieci (odbieranie ze szkoły, lekcje)

              Podobnie, gdybyś przeczytała mój post w całości zauważyłabyś pewnie, że:

              > [w rodzinie takiej] Umiarkowanie wysokie zarobki nie pozwalają na rezygnację
              kobiety z pracy
              > Nie można sobie również
              > > pozwolić na gosposie-sprzątającą.
              Opiekunka do dziecka również kosztuje min.
              > 8 > zł/h.

              > 2. Pani do sprzątania (1-2 razy w tygodniu)

              Patrz powyżej

              > 3. Zakupy robię przez Internet (spożywcze też -zabieram wracając do domu-15
              min
              > )
              > 4. Stanowisko kierownicze - dobry zespół - najpóźniej o 17 w domu

              Dlatego stać Cię na sprzątaczkę i nianię:))

              > 5. Dzieci podchowane, więc co najmniej do 22.00 mamy czas dla siebie.
              > 6. 26 dni urlopu w roku (spędzone z dziećmi)
              > 7. Mąż - wymienia się ze mną obowiązkami (stanowisko kierownicze - w domu
              > przede mną)

              Właśnie o tym piszę przez cały czas - wyżej podane wyliczenie miało
              udowodnić,że prawidłowe funkcjonowanie "tradycyjnej" rodziny w warunkach takich
              jak moje/nasze/charakterystycne dla pewnej grupy (niepotrzebne skreślić) jest
              właściwie niemożliwe. Gdyby ni mąż, niania, sprzątaczka, nie miałabyś zapewne
              czasu na pkt 8...

              > 8. Mam czas na piwo, fryzjera, kosmetyczkę itp..
              > 9. Jestem antyfeministką (pewnie dlatego co powyżej...),

              A ja właśnie dlatego uważam się za feministkę. Korzystam z tego, co tzw. ruch
              feministyczny (tak czy owak nazywany, klasyfikowany, rozumiany itd) zdobył -
              mam pracę, która na ogól daje mi zadowolenie, mam udaną rodzinę ,która daje się
              z tą pracą pogodzić. Partycypuję w utrzymaniu rodziny. Mam świadomość, ze gdyby
              (odpukać w niemalowane) konieczne było rozstanie, potrafię sama zapewnić
              utrzymanie sobie i dziecku, i prawdopodobnie nie stracić świeżo kupionego
              mieszkania. Poczucie bezpieczeństwa oparte na samej sobie - to bardzo dużo.
              NIe mam kierowniczego stanowiska, a jedynie dość wysokie eksperckie ( gdyby nie
              te pogardzane "feministki" Ty też mogłabys być najwyżej urzędniczką-sekretarką -
              pomimo wysokich kwalifikacji).

              >bo dla mnie to jest
              > tradycyjny model rodziny - małżonkowie się szanują i się wspierają.
              Tak
              > wyglądało małżeństwo moich rodziców i moich dziadków.
              >
              Moich też (w 66%).

              Powinnam w tym momencie napisać że "cieszę się, ze nie jestem przypadkiem
              jednostkowym", ale ktoś mógłby to zrozumieć jakobym kiedykolwiek uważała, ze
              jestem...
              :))

              W każdym razie: fajnie że jest fajnie:))
              Trzymaj sie!!
              > PA
          • Gość: tad Re: do tad IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 16:15
            Gość portalu: Aga napisał(a):


            > Nie ma kobiety, która nie zetknęłaby się z dyskryminacją - mniejszą lub
            większą
            > (no dobrze, teoretycznie taki przypadek jest możliwy - ja takiego nie
            spotkałam

            Nie ma człowieka, którego w życiu nie spotkałaby taka czy inna przykrość, z
            takiego czy innego powodu. Czasem tym powodem jest płeć. Ten powód częściej
            dotyczy k niż m. Nie powinno się to zdarzać, ale się zdarza. Czy to znaczy, że
            mozna powiedzieć "takie jest życie" i nic nie robić? Nie. Ale to "nie" nie
            znaczy, że feministyczne pomysły są tu rozwiązaniem. Feministyczne lekarstwo
            może być gorsze od choroby.

            > ani o nim nie słyszałam).
            > Mój przypadek (członka rodziny bardzo mocno partnerskiej) zapewne jest w tzw.
            > zdruzgotanej mniejszości (w odróżnieniu od tzw. druzgoczącej większości). Jak
            > widzę, jest coraz częśtszy w pewnej grupie (najczęstszej chyba w dość dużym
            > mieście):
            > - oboje są dość młodzi (dwadzieścia kilka - trzydzieści kilka lat)
            > - oboje pracują (zarabiają przyzwoicie, ale na kokosy ich nie stać)
            > - oboje zarabiają mniej-więcej podobnie
            > - mają 1-2 dzieci.
            > Taka rodzina nie może funkcjonować w "tradycyjny" sposób.
            > Dlaczego?
            > Umiarkowanie wysokie zarobki nie pozwalają na rezygnację kobiety z pracy
            (nawet
            >
            > gdyby chciała - co nie występuje w moim przypadku). Nie można sobie również
            > pozwolić na gosposie-sprzątającą. Opiekunka do dziecka również kosztuje min.
            8
            > zł/h.
            > Idzmy dalej: oboje pracują po te 8h dziennie. Doliczmy do tego dojazd do
            pracy
            > -
            > policzmy skromnie 45 min. w jedną stronę. Mamy już 9,5 h.
            > Do tego należy doliczyć czas na zaprowadzenie i odebranie dziecka/dzieci do/z
            > przedszkola/szkoły.
            > W domu jest się po godz. 17.00.
            > Do zrobienia zostają: zakupy, obiado-kolacja, sprzątanie, zmycie naczyń,
            > dopilnowanie lekcji. Jeżeli to wszystko ma zrobić jedna osoba (czyt. matka),
            > upływa czas do tej 20.00.-21.00 kiedy dziecko powinno iść spać.Podobno to
            > matka ma zająć się wychowaniem dziecka? Załóżmy, ze ojciec rozumie to trochę
            > dosłownie, i ograniczy kontakt z dzieckiem do np. codziennej partyjki
            > szachów :)) Przyjmując tradycyjny model, zajmie się przede wszystkimi męskimi
            > sprawami - a to samochód do myjni zawiezie, a to śrubkę dokręci:))
            > Ponieważ ma chwilkę wolnego, usiądzie, poczyta gazetę, obejrzy wiadomości.
            > Wieczorem tuli się do żonki, zaczyna egzekwować obowiązki małżeńskie... i
            dziwisię, ze zanim skończyl, zona słodko pochrapuje :))
            > Wniosek: jeżeli oboje mają mieć chwilę czasu i dla dziecka, i dla siebie
            > nawzajem, MUSZĄ oboje zajmować się domem i dzieckiem. Z praktycznego punktu
            > widzenia stwierdzam, ze najsprawniej to idzie, jeżeli "role " domowe się
            > wyienia - np. jednego dnia żona gotuje, mąż z dzieckiem sprzątną, potem on i
            > dziecko bawią sie "małym chemikiem" a ona myje naczynia, innego znów on
            gotuje
            > i zmywa, a ona uczy się z dzieckiem wiersza albo prowadzi ja na zajecia.
            >
            > A może masz inny sposób na rozwiązanie tego dylematu?

            Część postu kasuję. Nie widzę powodu, dla którego miałbym rozwiązywać wasze
            dylematy, skoro sami zrobicie to najlepiej. Jeśli zrobicie to dobrze - wyjdzie
            wam to na dobre, jesli popełnicie błąd - odbije się to na was. Ten banał to
            właściwie wszystko, co miałbym do powiedzenia w tej sprawie. Nie zajmuję się
            tutaj ustawianiem zycia innym. Zajmuję się tu krytykowaniem doktryny
            feministycznej, właśnie dlatego, że feministki chcą ustawiać innym zycie
            (obecne tu "feministki" zapewne temu zaprzeczą. Ty też - zapewne - temu
            zaprzeczysz. Obawiam się, jednak, że o feminizmie wiem więcej od większości z
            pojawiających się tu pań i pozostanę przy swoim zdaniu na temat feminizmu).
            Dość trudno byłoby Ci znaleźć fragmenty moich postów, w których piszę: "kobieta
            powinna to czy tamto", "mężczyzna powinien to czy tamto". Nie przedstawiam tu
            tego rodzaju postulatów. Jesli krytykuje feminizm, to - jak pisałem -głównie z
            tego powodu właśnie, że wpycha się z ideologią pomiędzy kobiety i mężczyzn.
            Postrzegasz mnie w sposób mocno karykaturalny, zupełnie jakbym chciał zaganiać
            kobiety siłą do kuchni.
            Czy możesz wyjaśnić skąd taki obraz?

            • Gość: Aga Re: do tad IP: *.kbn.gov.pl 26.09.02, 12:27

              > Część postu kasuję. Nie widzę powodu, dla którego miałbym rozwiązywać wasze
              > dylematy, skoro sami zrobicie to najlepiej. Jeśli zrobicie to dobrze -
              wyjdzie
              > wam to na dobre, jesli popełnicie błąd - odbije się to na was. Ten banał to
              > właściwie wszystko, co miałbym do powiedzenia w tej sprawie. Nie zajmuję się
              > tutaj ustawianiem zycia innym. Zajmuję się tu krytykowaniem doktryny
              > feministycznej, właśnie dlatego, że feministki chcą ustawiać innym zycie
              > (obecne tu "feministki" zapewne temu zaprzeczą. Ty też - zapewne - temu
              > zaprzeczysz. Obawiam się, jednak, że o feminizmie wiem więcej od większości z
              > pojawiających się tu pań i pozostanę przy swoim zdaniu na temat feminizmu).
              > Dość trudno byłoby Ci znaleźć fragmenty moich postów, w których
              piszę: "kobieta
              >
              > powinna to czy tamto", "mężczyzna powinien to czy tamto". Nie przedstawiam tu
              > tego rodzaju postulatów. Jesli krytykuje feminizm, to - jak pisałem -głównie
              z
              >
              > tego powodu właśnie, że wpycha się z ideologią pomiędzy kobiety i mężczyzn.
              > Postrzegasz mnie w sposób mocno karykaturalny, zupełnie jakbym chciał
              zaganiać
              > kobiety siłą do kuchni.
              > Czy możesz wyjaśnić skąd taki obraz?
              >

              Odniosłam się jedynie do fragmentu, w którym sugerujesz, że jeśli

              "Aga > zacznie dodawać, że jej
              > przypadek jest czymś więcej niż przypadkiem jednostkowym, i że feministki
              > przesadzają mówiąc o "totalnej dyskryminacji kobiet". Wtedy istotnie - może
              > mieć kłopoty."


              Napisałam jedynie (acz przyznaję, ze rozwlekle - moja wina), że istotnie
              przypadek rodziny partnerskiej nie jest jednostkowy,
              ale(szczególnie
              w pewnej grupie) coraz bardziej rozpowszechniony.

              Karykaturalny obrazek "życia rodzinneggo" w zaden sposób nie
              odnosi się do Ciebie ani Twoich poglądów, a jedynie ma uzasadnić dlaczego w
              pewnych warunkach przyjęcie innego modelu jest moim zdaniem - po prostu
              logistycznie -
              trudne.

              Prawda, napisałam, że
              "jeżeli oboje mają mieć chwilę czasu i dla dziecka, i dla siebie
              > > nawzajem, MUSZĄ oboje zajmować się domem i dzieckiem".

              Brzmi bardzo kategorycznie, prawda?
              Tyle że zdanie to ma identyczną strukturę logiczną jak np.
              "Jeżeli chcę zdążyć na pociąg o 18.00, muszę wyjechać z domu o 17.00".

              Zdanie to ma kilka ograniczeń:

              1. zakłada, ze chcę zdążyć na pociąg o 18.00.

              Podobnie w mojej wypowiedzi: rodzina wcale nie musi CHCIEć spędzać czas
              razem w komplecie.
              Nigdzie nie piszę, że rodzina nie moze przyjąć rozwiązania, w którym
              to kobieta przejmie całość tzw. kobiecych obowiązków, mężowi zostawiając
              tzw. męskie prace. Piszę jedynie, ze w takim przypadku nie ma możliwości
              WSPÓLNEGO spędzania wolnego czasu (bo jedna osoba w domu nie ma go wcale).
              Powtarzam: nie zakładam żadnego przymusu w tej kwestii, ani nawet nie piszę,
              co "powinno być".

              2. zdanie to jest prawdziwe, jeżeli istnieją pewne okolicznosci zewnętrzne.
              W przypadku zdania z pociągiem - zakładam, że mieszkam w konkretnym miejscu,
              w konkretnej odległości od dworca. Jeśli zmienię to załozenie - zdanie
              przestanie być prawdziwe, prawda?

              W mojej wypowiedzi, z którą polemizujesz, przyjmuję pewne ścisłe założenia.
              (ograniczenia finansowe, brak "logistycznego" wsparcia rodziny itp.) Jeśli
              któreś z nich się zmieni (np. żona zostanie zatrudniona na warunkach telepracy,
              rodzinę wesprze kochająca babcia, zmienią sie zarobki itp) - wypowiedź nie
              będzie prawdziwa.

              Ażeby ułatwić Ci zrozumienie (UWAGA!!! Zdanie z pociagiem jest jedynie
              przykładem konstrukcji zdania, w żaden sposób nie odnosi się do wyrazanych
              przez Ciebie na tym wątku poglądów!!!) - krótkie streszczenie:

              1. Karykaturalny obraz nie jest obrazem Ciebie ani Twoich poglądów.
              2. Obrazek ten ma jedynie pokazać, dlaczego - z logistycznych powodów -
              pewien model podziału domowych obowiązków staje się coraz bardziej powszechny
              (przynajmniej w pewnej grupie).
              3. Nie twierdzę, że jakakolwiek rodzina "musi" czy nawet "powinna" przyjąć taki
              model.
              4. Uważam natomiast, że w pewnych warunkach (opisanych przeze nmnie i
              rzeczywiście dotyczących pewnej grupy, ale tylko jej) przyjęcie takiego modelu
              jest jedynym znanym mi sposobem zapewnienia takiego funkcjonowania rodziny, aby
              wszyscy jej członkowie mogli mieć ze soba jakiś "sensowny" kontakt.
              6. Ja też uważam, ze nie masz powodu, żeby rozwiązywać moje dylematy;))

              Pzdr.

              Aga



            • Gość: Aga Re: do tad IP: *.kbn.gov.pl 26.09.02, 12:29
              > Część postu kasuję. Nie widzę powodu, dla którego miałbym rozwiązywać wasze
              > dylematy, skoro sami zrobicie to najlepiej. Jeśli zrobicie to dobrze -
              wyjdzie
              > wam to na dobre, jesli popełnicie błąd - odbije się to na was. Ten banał to
              > właściwie wszystko, co miałbym do powiedzenia w tej sprawie. Nie zajmuję się
              > tutaj ustawianiem zycia innym. Zajmuję się tu krytykowaniem doktryny
              > feministycznej, właśnie dlatego, że feministki chcą ustawiać innym zycie
              > (obecne tu "feministki" zapewne temu zaprzeczą. Ty też - zapewne - temu
              > zaprzeczysz. Obawiam się, jednak, że o feminizmie wiem więcej od większości z
              > pojawiających się tu pań i pozostanę przy swoim zdaniu na temat feminizmu).
              > Dość trudno byłoby Ci znaleźć fragmenty moich postów, w których
              piszę: "kobieta
              >
              > powinna to czy tamto", "mężczyzna powinien to czy tamto". Nie przedstawiam tu
              > tego rodzaju postulatów. Jesli krytykuje feminizm, to - jak pisałem -głównie
              z
              >
              > tego powodu właśnie, że wpycha się z ideologią pomiędzy kobiety i mężczyzn.
              > Postrzegasz mnie w sposób mocno karykaturalny, zupełnie jakbym chciał
              zaganiać
              > kobiety siłą do kuchni.
              > Czy możesz wyjaśnić skąd taki obraz?
              >

              Odniosłam się jedynie do fragmentu, w którym sugerujesz, że jeśli

              "Aga > zacznie dodawać, że jej
              > przypadek jest czymś więcej niż przypadkiem jednostkowym, i że feministki
              > przesadzają mówiąc o "totalnej dyskryminacji kobiet". Wtedy istotnie - może
              > mieć kłopoty."


              Napisałam jedynie (acz przyznaję, ze rozwlekle - moja wina), że istotnie
              przypadek rodziny partnerskiej nie jest jednostkowy,
              ale(szczególnie
              w pewnej grupie) coraz bardziej rozpowszechniony.

              Karykaturalny obrazek "życia rodzinneggo" w zaden sposób nie
              odnosi się do Ciebie ani Twoich poglądów, a jedynie ma uzasadnić dlaczego w
              pewnych warunkach przyjęcie innego modelu jest moim zdaniem - po prostu
              logistycznie -
              trudne.

              Prawda, napisałam, że
              "jeżeli oboje mają mieć chwilę czasu i dla dziecka, i dla siebie
              > > nawzajem, MUSZĄ oboje zajmować się domem i dzieckiem".

              Brzmi bardzo kategorycznie, prawda?
              Tyle że zdanie to ma identyczną strukturę logiczną jak np.
              "Jeżeli chcę zdążyć na pociąg o 18.00, muszę wyjechać z domu o 17.00".

              Zdanie to ma kilka ograniczeń:

              1. zakłada, ze chcę zdążyć na pociąg o 18.00.

              Podobnie w mojej wypowiedzi: rodzina wcale nie musi CHCIEć spędzać czas
              razem w komplecie.
              Nigdzie nie piszę, że rodzina nie moze przyjąć rozwiązania, w którym
              to kobieta przejmie całość tzw. kobiecych obowiązków, mężowi zostawiając
              tzw. męskie prace. Piszę jedynie, ze w takim przypadku nie ma możliwości
              WSPÓLNEGO spędzania wolnego czasu (bo jedna osoba w domu nie ma go wcale).
              Powtarzam: nie zakładam żadnego przymusu w tej kwestii, ani nawet nie piszę,
              co "powinno być".

              2. zdanie to jest prawdziwe, jeżeli istnieją pewne okolicznosci zewnętrzne.
              W przypadku zdania z pociągiem - zakładam, że mieszkam w konkretnym miejscu,
              w konkretnej odległości od dworca. Jeśli zmienię to załozenie - zdanie
              przestanie być prawdziwe, prawda?

              W mojej wypowiedzi, z którą polemizujesz, przyjmuję pewne ścisłe założenia.
              (ograniczenia finansowe, brak "logistycznego" wsparcia rodziny itp.) Jeśli
              któreś z nich się zmieni (np. żona zostanie zatrudniona na warunkach telepracy,
              rodzinę wesprze kochająca babcia, zmienią sie zarobki itp) - wypowiedź nie
              będzie prawdziwa.

              Ażeby ułatwić Ci zrozumienie (UWAGA!!! Zdanie z pociagiem jest jedynie
              przykładem konstrukcji zdania, w żaden sposób nie odnosi się do wyrazanych
              przez Ciebie na tym wątku poglądów!!!) - krótkie streszczenie:

              1. Karykaturalny obraz nie jest obrazem Ciebie ani Twoich poglądów.
              2. Obrazek ten ma jedynie pokazać, dlaczego - z logistycznych powodów -
              pewien model podziału domowych obowiązków staje się coraz bardziej powszechny
              (przynajmniej w pewnej grupie).
              3. Nie twierdzę, że jakakolwiek rodzina "musi" czy nawet "powinna" przyjąć taki
              model.
              4. Uważam natomiast, że w pewnych warunkach (opisanych przeze nmnie i
              rzeczywiście dotyczących pewnej grupy, ale tylko jej) przyjęcie takiego modelu
              jest jedynym znanym mi sposobem zapewnienia takiego funkcjonowania rodziny, aby
              wszyscy jej członkowie mogli mieć ze soba jakiś "sensowny" kontakt.
              6. Ja też uważam, ze nie masz powodu, żeby rozwiązywać moje dylematy;))


              Pzdr.

              Aga



    • Gość: Maciej PODSUMOWANIE UDANEJ PROWOKACJI :-)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 00:03
      Zainspirował mnie post Tada, w którym słusznie zauważył, że feministki
      zachwycają się postem Zory, zawierającym treści, przeciwko ktorym przez cały
      rok ostro protestowały - wtedy, gdy to my je głosiliśmy. Wystarczyło jednak, że
      napisała to samo autorka deklarująca się jako feministka - i natychmiast
      łyknęły to z zachwytem.

      Postanowiłem zrobić małą prowokację i skopiowac fragment postu Zory,
      przedstawiając go jako swój własny pogląd. Co się wtedy stanie? Czy feministki
      zgodza się z treścią postu Zory, gdy to ja się pod tym podpiszę? Czy raczej
      zaprotestują?

      W wątku "Czy na forum są jeszcze jakieś feministki?" w poście z dnia 17-09-2002
      23:12 Zora napisała m.in.:

      "I z tego wynika ten odruch niecheci wzgledem feministek - jest to zdrowy
      instynkt samozachowawczy. Baba ma macice i ma rodzic, a nie wymyslac farmazony
      o rownouprawnieniu. Bo tu konieczny jest wybor - dobro jednostki albo dobro
      gatunku. Wiec albo utozsamimy sie (my jako samice) z dobrem gatunku, albo
      jestesmy przeciw temu dobru wybierajac dobro (wygoda, kasa, przemile poczucie
      niezaleznosci) swoje wlasne."

      Ja nie używam tak kolokwialnego języka, złagodziłem więc co drastyczniejsze
      sformułowania. Zamiast słowa "samica" lub "baba" wstawiłem "kobieta",
      zamiast "farmazony" - "absurdalne wizje". Po drobnych korektach całość brzmiała
      tak:

      "Z tego właśnie wynika mój odruch niecheci wzgledem feministek. Jest to po
      prostu zdrowy instynkt samozachowawczy. Kobieta ma macicę i powinna
      rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia. Musi wybrać - dobro
      jednostki albo dobro gatunku. Więc albo utożsami się (jako kobieta) z dobrem
      gatunku, albo jest przeciw temu dobru, wybierajac dobro (wygoda, pieniądze,
      poczucie niezależności) swoje wlasne."

      *******************************************

      A teraz przypomnijmy sobie, jak brzmiały entuzjastyczne komentarze feministek
      po poście Zory:

      Soso: "Gratuluje, ZORA! Kapitalny tekst! Widac, ze mialas wene. Czytalem z
      zapartym tchem. Masz zdolnosci!
      Szkoda tylko, ze to co piszesz nie trafia do glow zakutych w zelazne zbroje.
      (...)
      (...)jeden z najlepszych tekstow na tym forum (...)"

      Zula: "fajny post, mądry i ciekawy:-)"
      W innym miejcu Zula zauważa też, że post był "wielce ciekawy, lekki i
      błyskotliwy".

      Z kolei Soso zachwycil się także stylem postu Zory: "Wynurzylem sie
      roztkliwiajac sie nad sympatycznym i milym mym oczom stylem zory."

      **************************************************

      A jak feministki zareagowały na ten sam tekst, gdy myślały, że to ja jestem
      jego autorem? Świętym oburzeniem, protestami i kpinami:

      Zula: "Co za bełkot! Doprawdy! Jeżeli ktoś nie chce rodzić, to musi sam się
      zmusić, przezwyciężyć swoją niechęc i płodzić? Nie sądzisz, że natura jest
      jakieś 100 tysięcy razy przebieglejsza od twojego zgrzytajacego mózgu (...)"

      Soso stanowczo zaprotestował przeciwko mojej sugestii, że musi sie ze mną
      zgodzić: "Qurtka na wacie, nie wiedzialem, ze Maciej wie co soso, itd. Ale na
      szczescie
      nie wie :-)"

      Spinelli oburzyła się na twierdzenie, że kobieta ma macicę i powinna rodzić,
      wskazując, że ma także mózg.

      Co zaskakujące, polemikę ze mną (czy raczej z sobą samą?!) podjęła także...
      Zora (sic!!!), porównując mnie do Piłata: "Twoj, Macieju, pogląd jest
      eleganckim zepchnięciem odpowiedzialnosci za mniej miłą część egzystencji na
      jedną połowę gatunku, to brzmi prawie jak 'umywam ręce' powiedziane 2 tysiace
      lat temu."

      Spinelli i Aga zaprotestowała przeciwko sugestii Zory, że w moim poście było
      cokolwiek eleganckiego. Uznały "moj" tekst za "absolutnie nieelegancki".
      I po co mi było tak pracowicie usuwać kolokwializmy z tekstu Zory... ;-)

      W innym miejscu Zora podjęła najbardziej szczegółową polemikę ze (moim? swoim?)
      tekstem, analizując go słowo po słowie. Wyszło jej, że "mój" tekst da się
      częsciowo podważyć: "części 'faktowej' Twojego akapitu podważyć się nie da.
      Światopoglądową... i owszem...

      Jeszcze inne osoby, które tekst Zory łyknęły bez ciena wątpliwości, "mój"
      powitały kpinami.

      Dobrym podsumowaniem całości jest celne spostrzeżenie Lady_d: "Aga - uważaj, bo
      teraz Ty piszesz o sobie , swoich doświadczeniach (cudowny mąż - gratuluję) - a
      Złotyrybek został za to spalony na stosie. Pamiętaj, że
      fakt, że twój luby Cię nie dyskryminuje może być bardzo źle odebrany
      przez "feministki" - ale one chyba Cię pokochały i już nie ma znaczenia co
      napiszesz"

      I to byłoby najlepszym podsumowaniem feministek na tym wątku. Nie ma znaczenia,
      co napiszesz - ważna jest twoja deklaracja ideowa.

      O ile dla mnie i dla Tada dyskusja polega na wspólnym poszukiwaniu prawdy, dla
      Was, Drogie Panie, dyskusja to tylko manifestowanie swoich sympatii i antypatii
      ("kogo kocham, kogo lubię, temu potakuję..." A potem zdziwione zakładacie wątki
      pt. "Dlaczego mężczyźni nie traktują poważnie feministek?" A mozna Was poważnie
      traktować? ;-)

      Nie można. Ale można pobawic się w kotka i myszkę. W dalszych planach mam
      kolejne, podobne prowokacje. Być może wkrótce wystąpię na forum z nowym
      nickiem, jako feministka. Uważajcie więc, z kim się zgadzacie... ;-))))
      • suzume tak, maciek, tak 22.09.02, 13:35
        kolejny post z cyklu "długo-i-nie-na-temat". wklej go
        jeszcze w paru miejscach - efekt murowany :)

        nerwy, Ci puszczaja, słonko, bo misterny gryplan bierze w
        łeb, co?

        ps: świstakowi niedługo zabraknie już sreberek ;)
        • Gość: Maciej podziękowanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 15:05
          Nb. Ty Suzume ładnie spełniłaś swoją rolę... :-)
          Zadbałaś o to, by mój prowokacyjny post nie przeszedł niezauważony. W dużej
          mierze Tobie zawdzięczam, że prowokacja tak wspaniałe się udała. Dziękuję! :-
          ))))
          Z patrialchalnym ucałowaniem -
    • Gość: bubbaa Re: kochani. maciej się wreszcie zdeklarował. :)) IP: *.FMD.WAU.NL 28.09.02, 15:22
      > Autor: maciej.k1@NOSPAM.gazeta.pl
      > Data: 19-09-2002 15:52
      >
      > Kobieta ma macicę i powinna
      > rodzić, a nie snuć swoje absuralne wizje rownouprawnienia.

      Rozumiem, a czy idac dalej tym tropem mozemy twierdzic, ze mezczyzna ma penisa
      i powinien p...? Czytajac niektore wypowiedzi smiem przypuszczac, ze cos w tym
      musi byc;)
      Pozdr,
Pełna wersja