dokowski
12.10.05, 12:55
Czy feminizm polega na tym, że kobiety chcą dorównać mężczyznom w męskich
zawodach, w męskich sportach, w robieniu kariery w biznesie, wojsku i
polityce?
Czy socjalistka na traktorze kojarzy się z feminizmem? Czy prezeska firmy
walcząca skutecznie z prezesami konkurencyjnych firm kojarzy się z
feminizmem? Czy prawdziwa feministka chciałaby walczyć na ringu bokserskim z
mężczyznami, nawet jeśli kategorie wagowe uwzględniałyby fizjologiczne i
anatomiczne różnice między płciami (bokserka walcząca z mężczyzną powinna
ważyć kilka kg więcej)?
Ja twierdzę, że powyższe stereotypy są efektem wieloletniej
antyfeministycznej propagandy, którą w latach 60-tych zaczęli uprawiać
sowieci po tym, jak w USA narodził się ruch feministyczny. Propaganda ta
nadal jest uprawiana przez lewaków różnej maści.
W rzeczywistości feministka pragnie, aby praca kobiet cieszyła się tym samym
prestiżem społecznym, co praca mężczyzn, a więc żeby miała tę samą wartość,
żeby była tak samo wynagradzana, uwzględniając oczywiście indywidualną
wydajność i nadgodziny. Praca matki i gospodyni domowej, praca nauczycielki,
pielęgniarki czy zbieraczki (ziół, grzybów itd.) powinna być tyle samo warta,
co praca menedżera, lekarza, rzemieślnika lub naukowca.
Zauważmy, że wartość pracy bywa mierzona przez wolny rynek. Można
obiektywnie porównać wartość pracy rzemieślnika i menedżera w jakiejś firmie,
wystarczy porównać rynkową wartość produktów przez nich sprzedawanych i ich
wkład pracy w wytworzenie tych produktów. Jednak nie każda praca jest w ten
sposób oceniana.
Praca matki czy pielęgniarki nie jest oceniana w ten sposób, nikt nie liczy,
ile (więcej) dóbr wytworzą ludzie wskutek pracy kobiet na rzecz tych ludzi.
Jeżeli rzemieślnik wytwarza i sprzedaje jakiś produkt, to ekonomiści nie
uwzględniają faktu, że to nie tylko praca rzemieślnika ale także praca jego
matki, nauczycielki, pielęgniarki itp. złożyły się na to, że mógł on
wytworzyć to co wytworzył.
Praca kobiet różni się od pracy mężczyzn tym, że praca kobiet często jest
inwestycją, która zwraca się po latach, natomiast praca mężczyzn zwraca się
często już tego samego dnia. Niskie zarobki pielęgniarek, nauczycielek, matek
(alimenty) biorą się z tego, że mężczyźni u władzy nie dzielą się uczciwie z
kobietami wypracowanym zyskiem, nie chcą pamiętać, że sprzedają produkty
wytworzone w takim samym stopniu przez siebie, jak przez swoją matkę, swoje
nauczycielki, pielęgniarki itd.
Z punktu widzenie ekonomii, feministki domagają się uczciwego liczenia ich
wkładu pracy, nie chcą pracować w męskich zawodach, nie chcą poddać się temu
szantażowi: „róbcie to samo co my, a wtedy was docenimy”, „spróbuj mnie
pokonać na ringu, a zacznę cię szanować”. Kobieta, która szuka w ten sposób
szuka szacunku mężczyzn, jest zdrajczynią feminizmu.